Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Kije trekkingowe
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 4/2013
Numer wyprzedany

Biorąc pod uwagę rozwój polskiej turystyki, kijki trekkingowe zdobyły nasze zaufanie bardzo późno, bo dopiero z końcem lat 90. Dziś są standardowym wyposażeniem nawet krótkich i prostych wycieczek, a korzyści płynące z ich używania lekceważą jedynie górscy konserwatyści. Jedno jest pewne: moda na bezpieczne chodzenie nie przeminie.


Od dziesiątek lat górscy wędrowcy szukali podparcia i równowagi w górskim terenie. Wspomagali się przy tym różnego rodzaju mniej lub bardziej zaawansowanymi akcesoriami. Od prostych kijów, przez profilowane laski, po czekany ze znacznie wydłużonym styliskiem. Oczywiste jest zatem, że współczesne kijki trekkingowe wyewoluowały od zwykłego drewnianego kija przypominającego kształtem laskę. Zresztą do niedawna wielu turystów podpierało się na podejściach, wspomagając się różnymi wariantami zebranych po drodze leśnych kijów. Nie należy przy tym drwić z takiego zachowania, gdyż – jak się okazuje – ma ono słuszne uzasadnienie medyczne.

W imię zdrowia i wygody
Jaką rolę odgrywają kijki trekkingowe i czy są nam rzeczywiście potrzebne? W pierwszej kolejności zwróćmy uwagę na aspekt związany ze zdrowiem i ryzykiem nabawienia się potencjalnych kontuzji. Jak zgodnie twierdzą lekarze, chód na dwóch nogach znacznie obciąża stawy kończyn dolnych oraz kręgosłup. Podczas aktywności nasza masa własna nie jest obojętna dla kolan czy – w dalszej kolejności – kostek. O ile na co dzień normalna dla naszego organizmu jest sytuacja, w której nie obciążamy się nadmiernie, o tyle podczas pobytu w górach drastycznie się to zmienia. Marsz w nierównym terenie oraz ciężar niesionego plecaka nie dają zbyt wielu szans naszym stawom. Wówczas na kontuzje najbardziej narażone są stawy: kolanowy, skokowy oraz biodrowy. Co oczywiste, w grupie najwyższego ryzyka zagrożenia kontuzją będą przede wszystkim osoby z powikłaniami po urazach oraz wszyscy, którzy lekceważą wcześniejsze przygotowanie i przeciążają stawy forsownymi wędrówkami. Oprócz zalecanego przez specjalistów wzmacniania strategicznych partii mięśni nóg i kręgosłupa, znacznie łatwiej odciążyć nogi właśnie za pomocą kijków, które stają się swoistym przedłużeniem ramion. Nasz chód będzie nieco przypominał przemieszczanie się na czterech kończynach z kijkami w roli podparcia. W konsekwencji znaczną część obciążeń przejmą (z korzyścią dla nóg) nasze ręce. Rozkład działających podczas marszu sił stanie się zatem bardziej równomierny i, co istotne, korzystniejszy dla naszego zdrowia. Wartością wtórną przy tej okazji będzie dodatkowy trening mięśni górnych partii ciała. Jak zatem widać, marsz z kijami to dobry trening ogólnorozwojowy.
Kijki odgrywają też niebagatelną rolę, jeśli chodzi o ogólne bezpieczeństwo i komfort w trakcie marszu. Wspomagając się nimi w czasie wędrówki, zwiększamy po prostu naszą równowagę, a balansowanie ciałem – zwłaszcza na technicznych odcinkach – staje się dużo bardziej bezpieczne. Kijki przydadzą się też podczas pokonywania różnego rodzaju potoków, osuwisk czy innych mało stabilnych, a przy tym niepewnych formacji terenu. Niekiedy stają się idealną awaryjną sondą, na przykład gdy przyjdzie nam sprawdzić głębokość pokrywy śniegu lub szukać szczelin na lodowcu. Jak zatem widać, liczba korzyści płynących z ich użytkowania jest spora, szkoda więc oszczędzać na zdrowiu i bezpieczeństwie.

Komu jakie kije
Nim prześledzę budowę kijków, warto się zastanowić, jak, o jakiej porze roku i w jakim terenie zamierzamy z nich korzystać. Kwestia jest o tyle ważna, że to ona właśnie decyduje o naszym komforcie i ogólnej ergonomii użytkowania. Rozkwit wielu aktywności
outdoorowych, których istotą jest przemieszczanie się w terenie górskim, spowodował wykształcenie konkretnych cech kijów i określił ich zakres użytkowania.
Pierwsza, bardzo istotna kwestia to liczba segmentów, z których składają się kije. Przyjdzie nam bowiem wybierać spośród wersji dwu- i trzysegmentowych. Które lepsze? Zależy oczywiście do czego. O ile naszym wyborem są skitury, zdecydowanie lepiej wybrać wersję dwusegmentową. Kije te są bardziej sztywne od trzysegmentowych, mniej skomplikowane i przy tym odrobinę lżejsze. Ich wadą jest jednak większy rozmiar po złożeniu, a różnica długości po spakowaniu – w stosunku do wersji trzysegmentowej – może dochodzić do ok. 35 cm. Pozostając jeszcze przy tematyce zimowej, warto podkreślić znaczenie przedłużanej rękojeści i większej średnicy talerzyków. W przypadku skiturów i modnego ostatnio wędrowania na rakietach śnieżnych przydatnym udogodnieniem okaże się przedłużana rękojeść piankowa. Wraz ze zwiększającym się nastromieniem stoku czy przekraczaniem przeszkody oferuje ona wygodny chwyt dolny bez konieczności skracania długości kija. Przy tym pianka sama w sobie izoluje przed zimnem trzymanego w dłoni kija. Ważnym elementem zimowego kija są wreszcie odpowiednie talerzyki. W odróżnieniu od opcji letniej powinny mieć szerszy obwód, o czym jeszcze wspomnę, opisując poszczególne elementy, z których składa się kij.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.