Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Alternatywna żywność w górach
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 4/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

350 kalorii na godzinę – w przybliżeniu tyle energii pochłania marsz z ciężkim plecakiem. Kaloryczny „pobór” wzrasta z wysokością i poziomem skomplikowania wędrówki. By dojść do celu, konieczne okaże się odpowiednio częste odżywianie i nawadnianie.
 


Konserwa turystyczna była w latach 80. XX wieku królową górskiego menu. Jadłospis zamykały ryby w puszkach z paprykarzem szczecińskim na czele, a w bogatszej wersji sucha kiełbasa i ogórki. Z tamtych czasów do dziś górskim klasykiem niezmiennie pozostaje czekolada. Nikogo wówczas nie dziwił taki sposób odżywiania – przecież tak samo stołowali się czołowi polscy himalaiści. Każdy chciał jeść jak w domu u mamy. Nikomu wtedy nie przeszło przez myśl, że następne stulecie przyniesie bogactwo smaków ukryte w liofilizowanej czy sterylizowanej żywności. Zarówno jedna, jak i druga mają równie duże grono zagorzałych zwolenników i przeciwników. Nie można jednak lekceważyć tego typu jedzenia. To przecież ono odmieniło oblicze współczesnego alpinizmu i turystyki. Jestem przekonany, że każdy odnajdzie się w bogactwie smaków nowoczesnej kuchni turystycznej. Do dyspozycji macie zarówno dania mięsne, jak i wegetariańskie czy z owoców morza. Nie brakuje też deserów i żywności dla alergików.

Kosmiczne kalorie

Liofile, bo tak zwykło się nazywać dania liofilizowane, dla jeszcze wielu osób wciąż pozostają nowością. Ich początki są nierozerwalnie związane z armią Stanów Zjednoczonych – dopiero potem użyli ich cywile. Pola bitewne II wojny światowej były dla takiej żywności poligonem doświadczalnym. Armia amerykańska jako pierwsza na masową skalę wykorzystała technologię liofilizacji. W tym przypadku nie chodziło jednak o pożywienie. Początkowo chodziło o osocze krwi, które w zliofilizowanej postaci łatwiej było dostarczyć na pole bitwy. Z kolei w latach 60. XX wieku proces ten stał się powszechną metodą konserwacji żywności dla załogowych misji lecących w kosmos. W tym przypadku pionierami byli kosmonauci z misji kosmicznej stacji orbitalnej Skylab (maj 1973 – czerwiec 1979). Kolejnym krokiem było wprowadzenie takiego jedzenia do masowego, cywilnego użycia. Nie stało się to zbyt szybko ze względu na wysokie koszty. Z czasem zoptymalizowano jednak technologiczną stronę procesu i już w latach 90. ubiegłego wieku posiłki tego typu stały się powszechnie dostępne. Prostota przygotowania tych dań oraz ich niska waga sprawiły, że weszły one do menu niemal wszystkich wypraw górskich. Obecnie bez problemu kupicie je zarówno w sklepach podróżniczych i górskich, jak i marketach sportowych.

Zimne jak lód

Zgodnie ze swoją nazwą liofilizaty to produkty spożywcze powstałe w procesie liofilizacji. Ten dosyć złożony zabieg technologiczny polega na suszeniu sublimacyjnym, czyli – bardziej zrozumiale – na wymrażaniu wody z produktów spożywczych. By zrozumieć istotę tego procesu, prześledźmy w skrócie kolejne jego etapy.

Wszystko zaczyna się od zamrożenia na przykład zestawu warzyw lub owoców w temperaturze oscylującej wokół minus 50 stopni Celsjusza. Tak niska temperatura skutecznie zamraża jedzenie, ale przede wszystkim doprowadza do zniszczenia substancji przyczyniających się do fermentacji oraz ewentualnych bakterii i pleśni. By zainicjować proces sublimacji wody, produkt umieszcza się w warunkach zbliżonych do próżniowych. Kolejny etap polega na stopniowym dostarczaniu ciepła i usuwaniu nadmiaru pary wodnej, która powstaje w wyniku wymrażania. W efekcie otrzymujemy sproszkowany, niekonserwowany chemicznie produkt, który – co najważniejsze – wciąż zawiera niezbędne składniki odżywcze.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.