Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Stuptuty i overbooty
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

Zwykle nazywa się je stuptutami od francusko brzmiącej nazwy stop tout. Zgodnie z polskim tłumaczeniem – mają zatrzymać wszystko.


Pewnie nie raz zdarzyło się Wam narzekać na wpadający do buta śnieg lub przykre konsekwencje brodzenia w górskim potoku. Równie nieprzyjemne mogą być skutki wędrówki w błocie czy przedzierania się przez mokre zarośla.

Te i wiele podobnych zmartwień towarzyszą ludziom gór od dziesięcioleci. Przez ten czas starano się z nimi uporać na wiele mniej lub bardziej udanych sposobów. Przykładowo naciągając na cholewkę buta i nogawkę spodni wełniane getry. Bardziej udane okazały się skórzane wersje ochraniaczy lub zrobione z rękawów starej nieprzemakalnej kurtki. Oczekiwanych rezultatów nie przyniosło natomiast wkładanie nogawek do butów czy konstruowanie obuwia o przedłużonej cholewce.

Jak to zwykle bywa, najprostsze rozwiązania są najlepsze. W kwestii ochrony łydek i wnętrza butów stuptuty nie mają sobie równych.

Jaka potrzeba, taka ochrona

Nie ulega wątpliwości, że najbardziej popularnym rozwiązaniem ochronnym jest stosowanie właśnie stuptutów. Proste w budowie i użyciu, stanowią najlepsze zabezpieczenie przed wnikającymi do wnętrza butów śniegiem, błotem, piaskiem, niewielkimi kamieniami, wilgocią i osadami.

Komfort użytkowania stuptutów wynika z nieskomplikowanej konstrukcji, niskiej wagi oraz małych wymiarów po spakowaniu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że mogą być stosowane przez cały rok. Kiedy natomiast używamy raków, ochraniacze zapobiegają przypadkowemu rozdarciu spodni. Kiedy one same ulegną uszkodzeniu, szybko je naprawicie za pomocą linki czy taśmy naprawczej. Dzięki swej prostocie dają się łatwo założyć i zdjąć, nawet w grubszych rękawicach. Można ich używać zarówno w trakcie całorocznych wędrówek, jak i zimowych wspinaczek czy wycieczek na rakietach śnieżnych.

Rozwinięciem konstrukcyjnym stuptutów są bardziej zaawansowane od nich overbooty. Zgodnie ze swoją anglojęzyczną nazwą, całkowicie otulają cholewkę buta, przechodząc powyżej niej w komin osłaniający łydkę z nogawką. Ochraniacze tego typu możecie kojarzyć ze zdjęć i filmów prezentujących dokonania himalaistów poprzedniego stulecia. Obecnie zostały wyparte przez buty z wyjmowanym wewnętrznym botkiem i wbudowanym protektorem. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mają wiele do zaoferowania swoim potencjalnym użytkownikom. Przykładowo dobrze sprawdzą się zimą w parze z butami bez jakiejkolwiek membrany. W rezultacie zapobiegną przemoczeniu obuwia. Z kolei modele overbootów z dodatkową izolacją będą skutecznie chroniły przed skutkami wychłodzenia i odmrożeń naszych stóp. Tę wersję docenią szczególnie posiadacze mniej ciepłego obuwia.

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o kolejnym rozwiązaniu ochronnym, jakim są fartuchy przeciwśnieżne wszywane po wewnętrznej stronie nogawek spodni. Ze względu na przeznaczenie są domeną spodni przeznaczonych do skituringu, wspinaczki czy wreszcie zimowej turystyki wysokogórskiej. Z powodzeniem sprawdzą się też w trakcie wypraw na rakietach śnieżnych. Dzięki ukrytemu w nogawce rękawowi, fartuchy śnieżne nie krępują ruchów i są bezpieczne w użyciu. Ich obwód, a w konsekwencji szczelność przylegania do cholewki buta, można regulować za pomocą rzepów i zatrzasków.

Sam jestem wielkim zwolennikiem takiego rozwiązania. Należy jednak pamiętać, że ma ono również słabe strony. Podczas wędrówki w bardzo głębokim i mokrym śniegu może się tak zdarzyć, że pod dużym jego naporem fartuch przepuści odrobinę śniegu do wnętrza nogawki lub buta.

 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.