Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Górskie wędrówki z maluchami
Autor:
Grzegorz Grupiński
NPM 9/2009
Numer wyprzedany
Ostrzyca (501 m n.p.m.) na Pogórzu Kaczawskim: „Tato, pokaż mi świat” (fot. Grzegorz Grupiński)

Maleństwo w rodzinie? Obawa, że teraz każdy urlop spędzimy na nadmorskiej plaży? Nie przesadzajmy. To może być nowy, wspaniały etap w naszym życiu górołaza. Wystarczy tylko trochę determinacji, a także zdrowego rozsądku i odpowiedzialności.


U mnie zaczęło się tak: dzień przed Sylwestrem, żona z wielkim brzuchem odpoczywa na piętrze bacówki pod Małą Rawką. Ja tymczasem schodzę z Połoniny Caryńskiej do Ustrzyków. W górę podchodzi dwoje osób. Z nosidełka wygląda ich roześmiane maleństwo. To mi imponuje. Ja też tak chcę i tak będę robił.

Półtora roku później w Beskidzie Żywieckim. Kończą się zabudowania Sopotni i zaczyna się przysłowiowa jazda. Zza moich pleców, z nosidła dobiega mnie koncert jęków. Przez kolejne dwie godziny Hania na przemian marudzi i przysypia. Nie pierwszy i nie ostatni raz zadaję sobie pytanie: czy zabieranie małego dziecka w góry ma sens?

Po roku znów jestem na Caryńskiej. Idziemy we trójkę. Ostatnie metry prowadzę rozszczebiotaną Hanię za rękę. Idzie już na własnych nogach. Na szczycie nie można jej odstąpić na krok, żeby głowy sobie nie rozbiła o skałki. Słońce, ruda jesień – tak wspaniała potrafi być tylko w Bieszczadach. Hani też się podoba. Podczas zejścia mała zasypia w nosidle. Na cmentarzu w Berehach ostrożnie kładziemy ją na trawie. Wokół stare nagrobki pokryte cyrylicą, nad naszym śpiącym aniołkiem szumią kolorowe drzewa. Dla takich chwil tu przyjechaliśmy.

Niemowlak na Giewoncie?
Poznałem kilka powodów, dla których rodzice biorą małe dziecko w góry. Na górskich forach można znaleźć różne opinie:
– Ha! Wniosłem trzymiesięczną córkę na Giewont. Nie poddaliśmy się, mimo nadchodzącej burzy – czytam komentarz.
Ale przecież chęć zaimponowania innym i sobie samemu dowodzi przedmiotowego traktowania dziecka. To nie gadżet, pozwalający podbudować własne ego.
– Nie daję się. Nie przestaliśmy jeździć w góry, mimo, że mała za tym nie przepada – deklaruje inna osoba.
To fakt – obecność maleństwa nie ułatwia realizacji górskich planów. Ale to nie znaczy, że mamy je traktować jak zawalidrogę w spełnianiu marzeń.
– Niech się przyzwyczaja. Wychowam go sobie na świetnego kompana. Będziemy razem wędrować – ojciec z synem – przekonuje kolejny internauta.
Hm, a co jeśli syn spłata nam psikusa i skutecznie się zniechęci do gór? Niby dlaczego mamy decydować za niego, jakie ma mieć pasje w przyszłości?
A gdyby przyjąć, że jedziemy w góry dla przyjemności – naszej i dziecka? Po prostu – żeby było fajnie? Nie w przyszłości, „gdy się przyzwyczai i doceni”, ale właśnie teraz. Tak, żeby górska wycieczka nie była udręką, znoszoną w imię wyższych racji, lecz przyjemnością samą w sobie.
Jak to zrobić? Rzecz podstawowa – zacznijmy od koncentracji na potrzebach malucha. Co otrzymujemy w zamian? Pogłębiamy więź z dzieckiem, widzimy górski świat jego oczyma. Odkrywamy nowe miejsca – te, których może nigdy nie odwiedzilibyśmy z dorosłą ekipą. Kiedyś nie przyszłoby mi do głowy zajrzeć do Doliny Strążyskiej. Pierwszy raz dotarłem tam, uczestnicząc w „rajdzie” z kilkoma maluchami.
Co dostaje dziecko? Wzbogacamy jego świat. Bo, jakkolwiek banalnie to brzmi, podróże kształcą – nawet niemowlaki. Ze zdumieniem obserwowałem, jak po każdym wyjeździe nasze dziecko – nawet, gdy miało cztery miesiące – dostawało potężny impuls do rozwoju. Podróżując z maluchem, uczymy go wrażliwości na przyrodę i na rozmaitość świata. Pokazujemy, że ciekawe są nie tylko różowe kucyki czy szybkie samochody, ale także owady na łące czy kamienie w strumieniu. Uświadamiamy, że są miejsca, gdzie ludzie mieszkają i pracują inaczej niż my, mówią innym językiem.
Pobyty w górach pomagają dziecku wypracować zdolność adaptacji do zmian. Jakoś nie zauważyłem potwierdzenia poglądu, że maluchy lubią stałe otoczenie. Wręcz przeciwnie – każde nowe miejsce było przyjmowane przez naszą pociechę z radością. Pamiętam, gdy nasza dwulatka weszła do czwartej w ciągu trzech tygodni kwatery, obeszła pokój i z uśmiechem zapytała:
– Tak? Tu będzie telaś nasia wakacja? Tu będę spać? Aha.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.