Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

Via ferratowa wspinaczka to przygoda z wielką historią w tle. Dzięki żelaznym drogom prawie każdy może się poczuć jak rasowy wspinacz. W pionowym świecie wszystko wygląda inaczej.
 


Kiedy mowa o via ferratach, bardzo często pada argument, że są niedostępne, bo oddalone o ponad 1000 km od Polski. W powszechnej świadomości utarło się nawet przekonanie, że są tylko w Alpach. Nic bardziej mylnego. Żelazne drogi są bardziej dostępne, niż może się wydawać. Wystarczyć pojechać choćby w Góry Łużyckie, położone za naszą zachodnią granicą. Niespełna 20 kilometrów za granicą polsko-niemiecką, w Sieniawce, odkryjecie całkiem nowy wymiar gór. O fenomenie tego miejsca i zdobywaniu skalnych wzniesień w ferratowym stylu pisała na przykład Elżbieta Grądziel w poprzednim numerze „n.p.m.” („Ścieżka zakonnic”, nr 7/2017).

W Tatrach nie mamy ani jednej drogi tego typu. Za substytut może uchodzić jedynie Orla Perć, której przejście może być znakomitą próbą i treningiem przed wyruszeniem na prawdziwe ferraty w Dolomitach, Alpach lub wspominanych Górach Łużyckich.

Żelazne drogi

Powstaniu pierwszych via ferrat nie przyświecały jakiekolwiek turystyczne pobudki. Geneza ich istnienia jest ściśle związana z zawiłymi losami pierwszej wojny światowej, która nie ominęła Dolomitów. Początkowo drogi te miały więc znaczenie militarne, a nie jak dziś, krajoznawcze. Stworzono je z potrzeby w miarę szybkiej i wolnej od nieprzyjacielskiego ostrzału relokacji wojsk. Niezliczone metry drabinek, klamer i wykutych w litej skale sieci korytarzy uratowały życie wielu żołnierzom. Niewątpliwie wpłynęły w ten sposób na przebieg wojny. Via ferraty (z wł.: żelazne drogi) do dziś zachwycają swoim rozmachem i kunsztem, zarówno konstruktorskim, jak i przewodnickim.

Kiedy skończyła się wojna, via ferraty straciły swoje pierwotne, militarne znaczenie. Zyskali na tym turyści, dla których stopniowo zaczęto dostosowywać już istniejące trasy. Odpowiedzią na nasilające się zainteresowanie było też wytyczanie kolejnych.

Dlatego via ferratą możemy nazwać stromą drogę skalną (lub szlak), której pokonanie ułatwiać będą różnego rodzaju drabinki, stopnie, klamry czy mostki. Charakterystycznym, a co istotne, koniecznym jej elementem jest stalowa lina, w którą wpina się końce lonży asekuracyjnej.

Przygotowanie

Żelazne drogi, podobnie jak każda inna forma górskiej aktywności, wymagają od nas odpowiedniego przygotowania. Chodzi zarówno o to sprzętowe, jak i kondycyjno-psychiczne. Jeśli więc czujecie lęk w mocno eksponowanym terenie i nie radzicie sobie z wysokością, nie podejmujcie wspinaczki tego typu drogą. W końcu przebywanie w górach ma być przyjemnością i przygodą, a nie walką o przetrwanie.

Via ferraty niejedno mają imię. Podobnie jak drogi wspinaczkowe również je zróżnicowano pod względem skali trudności. Nie doczekały się jednak jednoznacznych i powszechnie uznanych wycen. Widać to szczególnie dobrze przy przeglądaniu różnych przewodników ferratowych, które w odmienny sposób wyceniają drogi w tym samym rejonie. Niezależnie od tego faktu najczęściej spotkacie się z pięciopunktową skalą trudności, która opisuje drogi od najłatwiejszych, przez umiarkowanie trudne, po najbardziej wymagające, dla doświadczonych turystów i wspinaczy. W przewodnikach najczęściej są oznaczane od A (łatwe) do E (najtrudniejsze).

Ale nawet pozornie łatwe i dostępne ferraty potrafią zaskoczyć swoją nieprzewidywalnością, w końcu to drogi położone w górach. Podobnie jak podczas normalnej wędrówki musimy się więc liczyć z całym spektrum potencjalnych zagrożeń.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.