Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Akcesoria biwakowe
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 10/2011
Numer wyprzedany

Menażki harcerskie i blaszane manierki to dobry ekwipunek dla outdoorowych ekstremalistów i zatwardziałych wojskowych. Dziś są już prawie zapomniane. Podobnie jest z ciężkim stalowym tercetem (łyżka, nóż, widelec), który można zastąpić jednym lekkim przyrządem.


Planując górski wypoczynek, kwestię wyżywienia możemy rozwiązać dwojako. Pierwsza możliwość to zdanie się na schroniskowe bufety (sprawdza się w trakcie krótkich wypadów). Druga, bardziej trekkerska, opcja to samowystarczalność i wcielenie się w rolę kucharza. Taka decyzja niesie jednak ze sobą konieczność nabycia umiejętności dobrej organizacji w planowaniu ilości i rodzaju zabieranego przez nas prowiantu, a także odpowiednich kuchennych akcesoriów. Plecak bowiem to nie komoda stołowa z petersburską porcelaną. Turystyczny ekwipunek kuchenny powinien być zatem w miarę lekki, bezpieczny dla użytkownika i odporny na czynniki zewnętrzne.

Waga czy cena?
Nie ma żadnej filozofii w stwierdzeniu, że im mniej skomplikowane dania zamierzamy jeść, tym mniej rozbudowany zestaw kuchenny będzie nam potrzebny. Ponadto liczba chętnych do wspólnego gara wydatnie wpływa na liczbę niezbędnych kuchennych akcesoriów (a także palników!). Nie każdy jest przecież alpinistą posilającym się liofilizatami i innymi fix-zupkami ze wspólnej partnerskiej miski. Jak wybrać naczynie idealne właśnie dla nas?
Na początek warto się zastanowić, z jakiego materiału ma być ono wyprodukowane. Najbardziej popularne (i najczęściej spotykane) są obecnie modele z lekkich stopów aluminium. Wykonane z niego współczesne menażki nie są już odstraszającymi, szaroburymi miskami i potrafią ucieszyć nie tylko swoją kosmiczną technologią stosowanych powłok, ale i parametrami odnoszącymi się do wagi. Jeśli jednak szukacie produktów niemal nieobciążających plecaka, warto się zwrócić w stronę ultralekkich wyrobów z tytanu. Na przykład tytanowy komplet, składający się z dwóch menażek, patelni i pokrowca, waży około 410 gramów (np. Var Tytan), podczas gdy jego aluminiowy odpowiednik – około 612 gramów (np. Go System Cook Set 2). Jak więc widać, różnica wagowa przemawia zdecydowanie na korzyść tytanu. Co jednak z ceną? Pod względem oszczędności aluminiowy zestaw (129,90 zł) deklasuje tytanowy (285 zł), odbierając mu tym samym palmę ekonomii zakupu – kupując ten pierwszy, zaoszczędzimy ponad 150 zł. Sprawa jest więc prosta – kogo stać, ten kupi tytanowe garnki, innym polecam sprawdzone w boju, nieco cięższe aluminium.
Warto zajrzeć też do wnętrza przenośnych garnków. Jeśli zależy Wam na menażkach łatwych w utrzymaniu czystości i odpornych na przywieranie (a czyż nie tego wymagamy od naszych przenośnych naczyń?), dobrym pomysłem jest poszukanie modeli ze specjalnymi powłokami. Spójrzcie choćby na produkty niemieckiej firmy Esbit bądź amerykańskiego Primusa, który wnętrza wybranych modeli garnków powlókł trójwarstwową warstwą tytanu.

Blaszak z uszkiem
Niegdyś, obowiązkowym zestawem była menażka, kubek i składane sztućce. I tej nieśmiertelnej idei warto się trzymać, planując samotny wyjazd. Kwestią naszej kreatywności będzie natomiast sprawność związana z wykorzystaniem elementów tego zestawu.
Jednemu wędrowcowi zupełnie wystarczy prosta menażka o pojemności około litra z głęboką przykrywką (np. MSR StowAway Pot, Tatonka Sherpa). Przykrywce zresztą dobrze przyjrzeć się uważniej, bo może pełnić dwojaką funkcję. Po pierwsze, z łatwością przeobrazi się w talerz, a po drugie – jeśli tylko zastosujemy specjalny uchwyt (dołączany do menażki bądź przymocowany do niej na stałe) – może się stać również patelnią.
Optymalny kubek ma pojemność 0,35 l i jest ze stali szlachetnej. Dlaczego doradzam stalowy kubek zamiast termicznego? Żeby było jasne – nie kwestionuję idei termicznych kubków (sam zresztą taki posiadam), jednak przewagą stalowych modeli jest ich praktyczny wymiar podczas użytkowania typowo trekkingowego. Kubek termiczny nie posłuży nam w czasie grzania wody na herbatę, nie zagrzejemy w nim też wody na „gorący kubek”. Obrońcy termicznych rozwiązań powiedzą pewnie, że wodę można zagrzać w menażce i zalać nią herbatę w kubku termicznym. Po co jednak komplikować sprawę i posiłkować się dwoma przyborami, jeśli można użyć jednego? Współczesne stalowe kubki to nie toporne blaszaki z supermarketu, parzące użytkownika nagrzanym uszkiem. Dziś bez problemu kupimy bezpieczny stalowy model, który będzie przyjazny dla naszej dłoni dzięki nienagrzewającej się rączce (np. Tatonka Mug S czy Lifeventure Camping Mug). Stalowy kubek jest zatem niczym miniaturowy garnek o szerokim spektrum zastosowań.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.