Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Dogtrekking
Autor:
Filip Springer
NPM 5/2011
Numer wyprzedany
Pies sam może nieść część swojego ekwipunku. Przed dłuższą wyprawą należy jednak sprawdzić, czy mu to odpowiada (fot. Michał Koc)

Wędrując przed laty z moim jamnikiem po Karkonoszach i Kotlinie Kłodzkiej, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że robimy razem coś, co w przyszłości zyska popularność jako dogtrekking. Ale już wtedy przeczuwałem, że góry psu się należą. Jamnik był chyba tego samego zdania.


Na szlaku zachowywał wigor i miał niespożyte wręcz pokłady energii. Sprawiał wrażenie, jakby góry były jego drugim żywiołem (w domu podobne wrażenie wszechogarniającej szczęśliwości sprawiał na kanapie). Na efekty nie trzeba było długo czekać: gdy wracaliśmy z wędrówki, kładł się na swoim legowisku i zapadał w kilkunastogodzinny sen. Budził się tylko, by coś wypić. Śniły mu się pewnie znowu góry, bo nawet przez sen przebierał łapkami i skomlał. Rano był jak nowo narodzony i, ochoczo wywijając uszami, pędził przed siebie na szlak. Szkoda, że już go z nami nie ma.

W sześć nóg
Dogtrekking to więc nic nowego, tyle że w dość nowym, jak na polskie warunki, opakowaniu. Każdy bowiem, kto ma psa, chodzi z nim na spacery. Czasem są one krótsze, czasem nieco dłuższe (zwłaszcza wtedy, gdy zwierzaka rozpiera energia i trzeba mu się dać gdzieś wybiegać, by oszczędzić wazony, tapety i wykładziny we własnym domu). Trudno więc nawet powiedzieć, że dogtrekking to sport.
Problem pojawia się wtedy, gdy chcemy wyjechać na dłuższy czas w góry. Czy zabierać ze sobą psa, czy raczej szukać mu domu na kilka dni? Odpowiedź każdego dogtrekkera jest jedna – zabierać.
– Dogtrekking można uprawiać z każdym psem, ważne jednak jest to, by dostosować obciążenie do swoich i psich możliwości. W tej zabawie trzeba po prostu myśleć za dwóch. Jeśli będziemy mieli małego psa, ale z wielkim sercem do biegania, możemy mu niechcący zrobić krzywdę – mówi Mateusz Brylewski ze Żnina, który z psem nie tylko wędruje, ale też startuje w profesjonalnych biegowych zawodach przełajowych.
Krótsze dystanse i łatwiejsze trasy z łatwością pokonują nawet chihuahuy. Wśród polskich dogtrekkerów znany jest też przypadek Perełki, ważącego osiem kilogramów kundelka, który ukończył wszystkie organizowane w kraju imprezy dogtrekkingowe.
Znawcy psów podkreślają jednak, że są pewne rasy, które ewolucja szczególnie przystosowała do wędrowania po górach. Jeśli ktoś więc jeszcze psa nie ma, a chce sobie sprawić także po to, by chodzić z nim po górach, być może dobrze rozpatrzyć takie rasy, jak psy ciągnące (syberiany, husky itd.) lub psy średnie lekkiej budowy, takie jak sznaucer średni, beagle czy posokowce. Dogtrekkerzy chwalą sobie także psy użytkowe, takie jak owczarki niemieckie, border collie, wyżły, pointery i teriery. Jak widać z powyższej wyliczanki, nie ma w niej jamników uważanych raczej za psy kanapowe. Ze swojej strony zapewniam jednak, że także one dość dobrze sprawdzają się w górach. Wystarczy dobrać im odpowiednią trasę i przyjąć, że niekiedy to my będziemy ciągnąć za sobą jamnika, a nie jamnik nas. Jamniki są doskonałe na przykład na górskie wyprawy razem z dziećmi.
Warto też pamiętać, że psy ras olbrzymich można zabierać na wyprawy dogtrekkingowe, dopiero gdy ukończą dwa lata. Wcześniej zbytnie obciążanie ich organizmów może się przyczynić do poważnych problemów zdrowotnych.
Zaletą dogtrekkingu nie jest jednak tylko to, że możemy zabrać naszego pupila w góry i razem z nim się tymi górami cieszyć. Oprócz tego odpowiednio przygotowany i wyposażony pies może nam także ułatwić marsz. I to znacznie.
W czasie dogtrekkingowych wypraw człowiek jest związany z psem specjalną linką z amortyzatorem. Jest ona konieczna, by ani psu, ani człowiekowi nie stała się krzywda. Amortyzator łagodzi szarpnięcia, jakie powstają w sytuacjach, w których człowiek chce się zatrzymać, a pies wręcz przeciwnie. Linkę przypina się do człowieka specjalnym pasem biodrowym, który uwalnia ręce i przenosi obciążenie i szarpnięcia psa na biodra. Sam pies ubrany jest zaś w specjalne szelki, które chronią w podobny sposób jego stawy i cały układ kostny. Dzięki temu wszyscy są szczęśliwi – można rwać do przodu. Używanie linki bez amortyzatora czy zwykłej smyczy jest niedopuszczalne i szybko może zakończyć naszą zabawę w dogtrekking.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.