Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Outdoorowe ładowarki
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

Smartfon, zegarek z GPS czy czołówka to jedne z najczęściej używanych w górach urządzeń. Korzystanie z nich ma jednak swoją wysoką cenę: konieczność częstego ich ładowania. Bez energii elektronika okazuje się całkowicie bezużyteczna.


Dwa dni to przybliżony czas działania większości posiadanych przez nas smartfonów. To niewątpliwie mało. Najczęściej jednak ładujemy je każdego dnia. Czasy, kiedy telefon nie był prądożernym smartfonem, bezpowrotnie już minęły. Podobnie źle ma się rzecz z różnego typu narzędziami pomocnymi w nawigacji czy treningu. Przykładowo całodzienne wykorzystanie zegarka z aktywnym modułem GPS będzie równoznaczne z całkowitym wyładowaniem wbudowanego w niego akumulatora. Nie inaczej sytuacja wygląda z popularnymi narzędziami do nawigacji czy szczególnie ostatnio modnymi aparatami bezlusterkowymi. Najmniej użalamy się na czołówkę, której wykorzystanie ogranicza się zazwyczaj do krótkiego okresu po zmroku.

Oprócz naturalnego upływu czasu rytm dnia wyznaczają nam stopniowo zanikające kreski energii na ekranach naszych urządzeń. Odświeżając pocztę i wrzucając kolejne zdjęcia na portale społecznościowe, wiele osób zapomina, by w razie wypadku mieć odpowiedni zapas energii na awaryjny telefon do górskich służb ratowniczych. Przebywanie w terenie górzystym wiąże się niekiedy ze zwiększonym poborem energii przez nasz telefon. Wynika to z faktu częstszego szukania stacji przekaźnikowych i ogólnych problemów z zasięgiem wynikających z ukształtowania terenu. Okazuje się bowiem, że górskie ściany i gęsty las potrafią skutecznie tłumić sygnał sieci komórkowych czy satelitarnych. Problem związany z uzupełnianiem zasilania rozwiązuje coraz większa liczba górskich schronisk. Chodzi o specjalne stacje dokujące dla gości, które potrafią ładować jednocześnie wiele urządzeń elektronicznych. Nie każde jednak schronisko posiada stanowisko tego typu. Nie zawsze mamy też czas, by czekać, aż smartfon naładuje się do satysfakcjonującego nas poziomu. Skutecznym rozwiązaniem okażą się wówczas kompaktowe banki energii i outdoorowe ładowarki.

Smacznie i energetycznie

Gotowanie wody w menażce to rytuał znany niemal każdemu wielbicielowi biwakowania pod chmurką. Przygotowywanie ulubionej herbaty lub obiadu to czynności, które wykonujemy każdego dnia naszej wędrówki. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę z tego, że energię cieplną powstającą podczas gotowania można przekształcić w energię elektryczną. Ona z kolei posłuży do naładowania naszej elektroniki. Z pozoru brzmi to dosyć skomplikowanie, ale w zasadzie to bardzo proste i praktyczne rozwiązanie. Naczynia i urządzenia tego typu są już dostępne w polskich sklepach. Najbardziej popularnym z nich jest urządzenie, które polubią szczególnie osoby podróżujące z dala od cywilizacji, a więc miejsc, gdzie nie można kupić kartuszy z gazem czy benzynę. BioLite CampStove™ 2, bo o nim mowa, jest ekologiczną kuchenką na biomasę, która transformuje energię cieplną na elektryczną.

Oznacza to tyle, że w celu naładowania smartfona lub czołówki do spalania wykorzystamy suchą trawę, papier, drobne patyki, wióry czy szyszki. Do spalenia wymienionych przeze mnie składników dochodzi w specjalnym palenisku zintegrowanym z termoelektrycznym generatorem energii. Palenisko jest tak zaprojektowane, że można postawić na nim menażkę czy specjalny czajnik. Dzięki temu możemy równocześnie gotować i uzupełniać brakującą energię. Według producenta 20 minut ładowania pozwoli na 60 minut rozmowy telefonicznej. Głównym atutem tego rozwiązania jest niewątpliwie jego opałowa wszechstronność. Ten przyjazny dla środowiska palnik-generator jest też mały po złożeniu. Spakowany do pokrowca mieści się z powodzeniem do bocznej kieszeni plecaka trekkingowego.

 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.