Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Termosy
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 10/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

Termosu nie wymyślili menedżerowie produktu ani spece od turystycznych gadżetów, tylko...naukowcy. Dziś to niezbędny sprzęt zabierany na górską wędrówkę. Czasem pomoże się rozgrzać, a innym razem uratuje życie.


Historia powstania termosu nie ma nic wspólnego z górami i szeroko pojętą turystyką. Wielu z Was pewnie zdziwi wiadomość, że to popularne naczynie zostało pierwotnie stworzone na potrzeby nauki. Jego wynalezienie przypisuje się szkockiemu fizykowi i chemikowi Jamesowi Dewarowi. Pracując w swoim laboratorium, potrzebował odpowiedniego pojemnika umożliwiającego zmagazynowanie skroplonych gazów. W tym celu zaprojektował izotermiczne naczynie ze szkła, które do dziś zresztą nazywa się jego imieniem. Wspomniany pojemnik nie był więc pierwotnie określany mianem termosu. Powstanie naczynia Dewara datuje się na 1892 rok. Od chwili powstania ów wynalazek sprawdzał się bardzo dobrze w trakcie badań niskotemperaturowych zjawisk w gazach. Kto by wtedy pomyślał, że po 127 latach od wynalezienia będzie zabierany w góry.

Grecki rodowód

Rok 1907 był kluczowym momentem w historii rozwoju tego naczynia. To właśnie wtedy niemiecki inżynier i wynalazca Reinhold Burger skutecznie ulepszył wynalazek Dewara. Jego innowacja polegała na umieszczeniu szklanego pojemnika w wytrzymałej obudowie z metalu. W rezultacie przechowywane wewnątrz gazy były bezpieczniejsze, a właściwości termoizolacyjne pojemnika jeszcze lepsze. Co ciekawe, niemiecki naukowiec nie miał w ogóle pomysłu, jak nazwać swój wynalazek. Problem ten jednak rozwiązał, ogłaszając konkurs na najbardziej odpowiednie określenie. Zwyciężyła nazwa „thermos” – wywodząca się od greckiego słowa „therme”, oznaczającego „ciepło”. Krótko po tym pomysł Burgera i nowa nazwa izolowanego naczynia stały się znakiem rozpoznawczym amerykańskiej marki Thermos. Wspomniana firma wciąż zresztą istnieje, a jej termosy są dostępne na naszym rynku.

Jedynym mankamentem dawnych termosów był bardzo kruchy ich środek. Szklany wkład niestety tłukł się zbyt łatwo. Rozwiązaniem było pojawienie się termosów wyprodukowanych w całości ze stali nierdzewnej. To właśnie one całkowicie wyparły z handlu modele ze szklanym wkładem. Nowa konstrukcja stalowych termosów znajduje zastosowanie w produkcji różnych modeli: obiadowych, tych na napoje oraz wersji wykorzystywanych w laboratoriach.

Wszystko dzięki próżni

Fenomen działania termosu wynika w dużej mierze z jego nieskomplikowanej budowy i równie prostej zasady działania.

Głównym elementem konstrukcyjnym jest oczywiście stalowe naczynie o podwójnych ściankach. To właśnie między nimi panują warunki próżni technicznej. W tę pustą przestrzeń zostaje wpompowane powietrze pod niskim ciśnieniem. Uwięzione między ściankami powietrze pełni tym samym funkcję wydajnego izolatora, który gwarantuje możliwie długie utrzymanie temperatury transportowanych napojów lub potraw. Wspomniane przed chwilą niskie ciśnienie powietrza zapewnia małe przewodzenie całego układu, ponieważ prawie całkowicie spada możliwość przekazywania ciepła. Proste i jakże skuteczne.

W dolnej, niewidocznej dla oka części znajduje się specjalna zamykająca końcówka. Swoim charakterystycznym kształtem przypomina ogonek. To właśnie przez tę końcówkę odprowadzany jest nadmiar powietrza, który nagromadził się między ściankami. Wspominana czynność ma miejsce w trakcie końcowego etapu produkcji termosu. Ostatecznie końcówka zostaje szczelnie zalutowana lub zaklejona.

Całość zamyka od dołu gruba płyta ze stali. Sama z siebie jest jednocześnie podstawą termosu. W niektórych modelach jest podklejona od dołu antypoślizgową warstwą z gumy. Takie podklejenie ma sprawić, że termos będzie bardziej stabilnie stał na mało przyczepnej lub wilgotnej nawierzchni.

Niektóre z modeli termosów pokrywa się od zewnątrz specjalnymi powłokami odbijającymi światło. Wszystko po to, by ograniczyć promieniowanie, które przyczynia się do wymiany ciepła.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.