Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poradniki |
Namioty
Autor:
Jarosław Tomaszewski
NPM 5/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość

Jest wiele awaryjnych sposobów na spędzenie nocy w górach. Na prowadzenie wysuwa się jednak biwakowanie w namiocie, który niczym przenośny dom pozwala w miarę komfortowo przetrwać wiele dni górskiej akcji.


Z nieskrywanym wzruszeniem wspominam namioty epoki PRL-u, które z powodzeniem wykorzystywano jeszcze na początku lat 90. XX wieku. Niestety, owe jednopowłokowe, brezentowe konstrukcje z dwoma pałąkami i obustronnie spadzistym dachem były ciężkie, mało praktyczne i zupełnie nieodporne na podmuchy wiatru.

Jak skała
Współczesne namioty oferują nam zupełnie nową jakość zarówno w kwestii budowy, jak i funkcjonalności. To, z jakich materiałów zostały wykonane, przekłada się na ich wagę, a w konsekwencji na nasze potencjalne zmęczenie podczas marszu z namiotem przytroczonym do plecaka. Nie bez znaczenia jest też sama konstrukcja, która powinna skutecznie oprzeć się niesprzyjającym warunkom pogodowym.
W sklepach znajdziemy modele jedno- i dwupowłokowe. Główną zaletą tych pierwszych jest ich niska waga, małe rozmiary po spakowaniu i krótki czas rozkładania. Między innymi z tego powodu określa się je mianem szturmowych. Namiot tego typu składa się jedynie z tropiku, lekkiego stelaża i cienkiej podłogi. Jego waga oscyluje często w okolicach 1,7 kg. Niestety, są i złe strony takiego rozwiązania. Częstym problemem, z którym muszą się zmierzyć jego użytkownicy, jest zjawisko kondensacji pary wodnej. Całkowity brak sypialni powoduje bowiem, że mamy ciągły kontakt z wilgotnymi od wewnątrz ściankami tropiku.
Alternatywą są nieco cięższe i większe po spakowaniu namioty dwupowłokowe, wyposażone w sypialnię z podłogą. W tym przypadku również dochodzi do kondensacji pary wodnej, ale dzięki pustej przestrzeni oddzielającej sypialnię od wilgotnych ścian tropiku część sypialna pozostaje sucha. Namioty dwupowłokowe to najlepszy wybór zarówno na niewymagające trekkingi, jak i na wysokogórskie wyprawy. Są one zdecydowanie bardziej trwałe, ale też w rezultacie – cięższe. Średnia waga dla tego typu namiotu oscyluje w granicach czterech kilogramów.
Niezależnie jednak od tego, ile powłok ma nasz namiot, większość modeli zbudowana jest w podobny sposób. Najważniejszym ich elementem jest stelaż, czyli system rurek nazywanych zwyczajowo masztami lub pałąkami. Niczym kręgosłup napina on tropik naszego namiotu i utrzymuje podwieszoną sypialnię. Producenci korzystają z kilku jego modeli, ale różnice między nimi wynikają głównie z surowca, jakiego użyto do produkcji masztów, oraz ze sposobu ich prowadzenia w konstrukcji namiotu. Jeszcze do niedawna absolutnym standardem były stelaże wykonane z włókna szklanego, czyli dobrze znane nam z namiotowych pól segmenty czarnych rurek, przez które przewleczono wytrzymałą gumę. Największą zaletą użycia włókna szklanego jest niska cena produkcji wykonanych z niego rurek stelażowych, co przekłada się później na bardziej korzystną cenę zakupu namiotu. Ale niestety nie idzie ona w parze z przyjazną wagą i odpornością takiej konstrukcji. Co więcej, pałąki stelażowe wykonane z tego tworzywa są też mniej odporne na promieniowanie ultrafioletowe oraz na oddziaływanie niskich temperatur. Dużo lżejszym, a przy tym bardziej wytrzymałym mechanicznie rozwiązaniem są stelaże wykonane ze stopów aluminium. Maszty z aluminium nie ulegają też degradacji ze względu na promieniowanie ultrafioletowe oraz oddziaływanie mrozu. Niestety, bardziej zaawansowana technologia przekłada się na nieco wyższą cenę namiotów, które wyposażono w takie stelaże. Natomiast najdroższą i zarazem najlepszą opcją są maszty wykonane z włókna węglowego, popularnie zwanego karbonem. Konstrukcje te są niezwykle lekkie i bardzo odporne na złamania, a zatem stanowią one idealne rozwiązanie dla osób chcących znacznie zredukować masę swojego namiotu i, co za tym idzie, całego niesionego na plecach bagażu. Choć dla wielu będzie to nowością, naszą listę zamyka stelaż... nadmuchiwany. Jego idea polega na zastąpieniu klasycznych masztów dmuchanymi komorami przypominającymi swym kształtem tuby. Wagowo namioty tego typu przypominają te ze stelażem aluminiowym, ale w odróżnieniu od nich nie są narażone na złamania lub wygięcia któregoś z masztów. Ewentualną nieszczelność systemu zalepiamy specjalnymi łatkami. Dużą zaletą tego rozwiązania jest też jego kompaktowość, którą z pewnością docenimy podczas pakowania.
Niezależnie jednak od surowca, z którego wykonane są nasze maszty, namioty możemy podzielić na te ze stelażem zewnętrznym i wewnętrznym. W przypadku tego pierwszego pałąki przeprowadzane są przez tunele lub specjalne haczyki na zewnątrz tropiku. Rozbicie namiotu polega tu jedynie na wsunięciu masztów w elementy tropiku, który od wewnątrz połączony jest z naszą sypialnią. Rozwiązanie to docenimy szczególnie podczas niepogody, gdyż dzięki niemu żaden deszcz nie zagrozi przemoczeniem naszej sypialni.
Inaczej ma się sprawa w przypadku namiotów ze stelażem wewnętrznym, w których sypialnia i tropik funkcjonują osobno. Rozbijanie takiego namiotu zaczynamy od sypialni. Możliwości mamy dwie: maszty wsuwamy w specjalnie przygotowane do tego tunele lub też całą sypialnię podczepiamy do masztów za pomocą specjalnych taśm. Wreszcie na tak rozbitą sypialnię naciągamy tropik. Niezaprzeczalnie wadą tego rozwiązania jest możliwość zamoczenia sypialni podczas rozbijania namiotu w deszczu; problematyczne może być też rozbicie takiego namiotu podczas bardzo wietrznej pogody.
A skoro przy rozbijaniu jesteśmy, to warto sobie uświadomić, że czynność ta nie ogranicza się wyłącznie do napięcia masztów stelażowych połączonych z tropikiem lub sypialnią. Namiot musimy też w trwały sposób przykotwiczyć do podłoża, na którym stoi. Pamiętajcie, żeby odpowiednio mocno napiąć też odciągi.
Dobór akcesoriów niezbędnych do kotwiczenia i napięcia odciągów uzależniony jest od terenu i pory roku biwakowania. Do rozbicia namiotu w typowych niezimowych warunkach zupełnie wystarczą szpilki stalowe lub lżejsze, aluminiowe. Kiedy mamy jednak do czynienia ze zmrożonym śniegiem lub piaskiem, najlepszym wyborem będą nieco zapomniane już śledzie (podobnie jak szpilki występują w odmianie stalowej i aluminiowej). W przypadku kotwiczenia i montażu odciągów najważniejsze jest improwizowanie. Zimą możemy w tym celu wykorzystać czekan, łopatę lawinową, narty, szablę śnieżną lub po prostu kije trekkingowe.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.