Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Z górskich stron |

Himalaista też człowiek

NPM 6/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Karolina Smyk
()
Biografia Erharda Loretana ukazała się w Szwajcarii ponad 20 lat temu, tuż po skompletowaniu przez niego 14 ośmiotysięczników Korony Himalajów. Parę lat później zaktualizowano pierwsze wydanie, dodając rozdział napisany przez współautora – Jeana Ammanna, w którym krótko opisał on najważniejsze wydarzenia z ostatnich lat życia swojego bohatera. Rodzimy rynek nadrabia zaległości i teraz książka dostępna jest także dla polskiego czytelnika.

Loretan pracował nad książką w szczytowym dla siebie okresie życia, kiedy był jeszcze bardzo aktywnym alpinistą. Dlatego nie jest to biografia obejmująca całość jego górskiego doświadczenia. A jednak nie do przecenienia jest fakt, że mamy wgląd w 25 lat górskiego curriculum vitae jednego z asów światowego himalaizmu. Wspomnienia Loretana zahaczają bowiem o pierwszy, romantyczny okres kariery, kiedy jak szalony wspinał się na wszystko, co znalazło się na jego drodze, nie odczuwając fizycznych ograniczeń. To czas fascynacji ryzykiem i poszukiwania granic własnej psychiki we wspinaczce solowej i na ambitnych drogach w skale.
Najwięcej miejsca w książce Loretan poświęcił ośmiotysięcznikom. Choć cieszył się opinią alpinisty, który wspina się dla siebie i nie goni za sławą, przyznaje się do tego, że na finiszu dał się wciągnąć w wyścig o trzecie miejsce na podium zdobywców Korony Himalajów. Opisuje swoje zmagania z ośmiotysięcznikami, począwszy od 1982 roku i wejścia na Nanga Parbat, aż po rok 1995, kiedy udało mu się wspiąć na Kanczendzongę, a tym samym zamknąć projekt Korony. Przeczytamy także o innych wertykalnych przygodach Szwajcara – na Trango Towers w Karakorum i w Alpach, gdzie w rekordowym czasie zaliczył dwa „maratony”: po 38 szczytach Alp Pennińskich i 13 północnych ścianach Oberlandu Berneńskiego.
W pierwszoosobową narrację Loretana wklejono rozdziały przybliżające rozmaite górskie zagadnienia: od sensu uprawiania wspinaczki, podejmowanego w górach ryzyka i ceny sławy, po chorobę wysokościową, aklimatyzację, ale i metafizyczne rozważania na temat bytu, istnienia i przyczynowości. Poza głównym nurtem narracji współautor książki sportretował także kilka ważnych dla Loretana osób.
Oczytany i zafascynowany historią alpinizmu Loretan, chcący być jak Walter Bonatti, iść śladami brytyjskiego alpinisty i pisarza Alberta Mummery’ego, we wspinaniu na Antarktydzie dostrzegający szansę powrotu alpinizmu do czasów heroicznych, w swojej opowieści pozbawia himalaizm i himalaistów mitu wielkości. Odtwarza śmiałe akcje górskie, odkrywając przy okazji całe spektrum ludzkich słabości – głównie swoich. Dostrzega wszakże małość innych, niskie pobudki, zawodność czynnika ludzkiego, ale uznaje życie za zbyt krótkie, żeby się tym przejmować. Bez zahamowań pisze natomiast o ograniczeniach własnego organizmu na dużych wysokościach, o bolesności ciała, kondycji, która zawodzi, o wypadkach, którym ulegał. Otwarcie i bez skrępowania opowiada o tym, co nie wyszło, bo czegoś zapomniał, bo ignorował opisy topograficzne, przekraczał normy, bo improwizował. Tutaj himalaista to tylko człowiek, któremu zdarza się ewakuacja z Everestu czy Makalu ślizgiem, siedząc.
Tempo opowieści jest bardzo szybkie, a przejścia z tematu na temat czy raczej „przeskoki” z wyprawy na wyprawę dokonywane są błyskawicznie i nierzadko bez zapowiedzi. Choć w trakcie lektury nie zapomnimy o tym, że „zdobywanie ośmiotysięcznika to stąpanie jedną nogą w zaświatach”, sposób prowadzenia narracji, żartobliwe wtręty, kpiarski ton, bezpośredniość opowiadacza czynią tę historię łatwo przyswajalną i zapewniają przyjemność czytania. Z dowcipnych komentarzy Loretana można by stworzyć ciekawy zbiór złotych, acz kąśliwych myśli – antidotum na gwiazdorstwo, którego on sam był wyzbyty.
Erhard Loretan, Jean Ammann, „Ryczące ośmiotysięczniki”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019.
Cena: 39,99 zł
---
Coś z niczego, czyli czystej wody akt twórczy
„Lodowy rycerz i inne osobliwości” to kompilacja satyrycznych prac Marka Koneckiego. Od ponad 40 lat autor próbuje bawić miłośników gór rysunkami i tekstami dotyczącymi wspinaczkowej pasji. Bez pardonu wbija ostrze ironii w taternicki i alpinistyczny światek i z luzackim uśmiechem łoi nie tylko ściany i ścianki.
Jeśli wierzyć okładkowym zapewnieniom, Marek Konecki debiutował na łamach „Taternika” w 1977 roku, a długa i niefrasobliwa kariera wspinacza rysownika przyniosła mu zdobycie kilku dziewiczych szczytów oraz wiele autorskich wystaw. Teraz przyszła pora na książkę podsumowującą górski satyryczny dorobek; w końcu, jak żartobliwie zaznacza sam zainteresowany: „Każdy cosik robi, aby nie kraść”. Książka składa się z prześmiewczych rysunków i krótkich historyjek luźno do nich nawiązujących. Zakres poruszanych i komentowanych tematów jest szeroki – od ostatniej zimowej wyprawy na K2, przez wędrówki górskie, taternictwo i alpinizm, po wspinaczkę oraz sylwetki znanych himalaistów – tak, by i starzy, i młodzi, turyści i kanapowcy znaleźli coś dla siebie.
Kilkadziesiąt lat tworzenia karykatur to nie przelewki, „Lodowy rycerz” jest nie tylko opasły, ale też ma sporo do powiedzenia. Zasadnicze pytanie brzmi, czy jego opowieści są interesujące i zabawne? Poczucie humoru, podobnie jak gust, to sprawa względna, każdy ma inne upodobania. Niektórym ironia Marka Koneckiego się spodoba, innym – niekoniecznie. Na pewno trudno nazwać ją finezyjną. Rysunki nieźle się bronią: Konecki potrafi kondensować kpiarski zamysł do prostej ilustracji podbitej odpowiednim komentarzem. Jego niewyszukana kreska dobrze uwydatnia obśmiewane cechy osób lub zjawisk, z czym zazwyczaj współgra lakoniczny i nierzadko niewybredny przekaz w dymkach.
Gorzej wypadają zamieszczone w książce jedno- lub półstronicowe teksty. W zamierzeniu żartobliwe, opowiastki rażą trywialnością. Proponują zazwyczaj ograne już do cna tematy; czasem to wspominki, z których niewiele wynika. Brakuje w nich namysłu nad formą i treścią. W nadmiarze słów gubi się kpina, w składniowym bałaganie – niuanse przekazu i mocna prześmiewcza puenta, która uzasadniałaby powstanie tego, co czytamy. Odbioru nie ułatwiają też niezgrabny styl oraz błędy, które aż proszą się o redakcję.
Pojedyncza ilustracja ma zazwyczaj większą moc oddziaływania niż cały ich stos zebrany w książce. Nie inaczej jest z anegdotkami – nawet najzabawniejsze w zbytnim nagromadzeniu nużą. Dlatego spotkania z „Lodowym rycerzem” warto sobie dozować. Ostatecznie mamy do czynienia z osobliwą górską figurą.
PS Tytuł recenzji został zapożyczony z „Księgi kpin” Marka Koneckiego.
Marek Konecki, „Lodowy rycerz
i inne osobliwości”, Wydawnictwo Annapurna,
Warszawa 2019
---
Niedocenieni z K2
Już sama klarowna i wiarygodna rekonstrukcja przebiegu wydarzeń, które miały miejsce latem 2008 roku na K2, byłaby zadaniem ambitnym. Między 1 a 2 sierpnia życie na zboczach najwyższej góry Karakorum straciło 11 osób. Na temat międzynarodowej społeczności wspinaczy i tragedii, która stała się ich udziałem, powiedziano i napisano sporo. Ale czy wszystko? Peter Zuckerman i Amanda Padoan, autorzy „Pochowanych w niebie”, prezentując motywacje himalaistów i dynamikę ich relacji, po raz pierwszy oddali głos cichym bohaterom wypraw wysokogórskich – Szerpom.
Za sprawą tej nowej perspektywy, czerpania wiedzy z badań antropologicznych oraz wywiadów w książce równolegle rozwijane są dwie historie: Szerpów (zarówno rozumianych jako grupa etniczna, jak i szerzej jako tragarze i przewodnicy górscy) oraz największego pojedynczego wypadku w historii K2. 
Specyfikę pracy Szerpów poznajemy, podążając życiowymi drogami Chhiringa Dorje Sherpy, 10-krotnego zdobywcy Everestu, oraz mniej doświadczonego Pasanga Lamy, hodowcy ziemniaków, którego w góry wygoniła wojna. Poligonem treningowym jest dla Szerpów Everest. Trasy są tu dobrze wytyczone i niezbyt wymagające technicznie oraz – co równie ważne – można się na niego wspinać, nie narażając się bogom. Miyolangsangma, pilnująca Czomolungmy bogini dobrobytu, uwielbia, kiedy Szerpowie zarabiają. Ale K2 to już dla wielu szerpiańskich rodzin przejaw chorej ambicji. Opierający się komercjalizacji ośmiotysięcznik uchodzi za górę „prawdziwych” wspinaczy. Ale przez bezlitosne statystyki – do 2008 roku góra zabrała życie aż 66 osobom, przekładając się na śmiertelność rzędu 23 procent. K2 zyskała też inny przydomek: Góry Mordercy. 
Mimo obaw rodzin i starszyzny, również Szerpowie pragnęli sławy zdobywców K2. Nic tak nie podnosi reputacji i przychodów jak wejście na K2, najlepiej bez tlenu. Choć Chhiring i Pasang pracowali dla różnych wypraw, w decydującym momencie przyszło im schodzić ramię w ramię. Pozbawiony czekana Pasang w pełni zdany był na Chhiringa, z którym połączyła go lonża, ale także wyznawane przez partnera sonam, czyli buddyjskie pojęcie cnoty. W sierpniu 2008 roku wiele było prób niesienia pomocy, ale nie brakowało też błędów: taktycznych, komunikacyjnych, ludzkich. W ich efekcie radość szczytowa szybko ustąpiła chaosowi późnego schodzenia.
„Echo ich stłumionego śniegiem krzyku musiało pomknąć w górę żlebu w stronę południowo-wschodniej ściany, choć ci, którzy się tam wówczas znajdowali, nic nie słyszeli. Byli głusi na łomot spadających ciał. Nikt nie wiedział, gdzie jest” – tak opisują tę dramatyczną sytuację autorzy.
O przyczynach śmierci zagranicznych wspinaczy dyskutowano głośno. Z mniejszą medialną uwagą potraktowano odejście zatrudnionych w 2008 roku na K2: Jumik Bhote, Duży Pasang Bhote, Jehan Baig i Meherban Karim. Czy cudem opuszczający Morderczą Górę klienci oglądają się za siebie i myślą o rodzinach zmarłych Szerpów? Są wdzięczni za rozwieszone poręczówki, pamiętają o zaangażowaniu w akcje ratunkowe?
Po powrocie do bazy pod K2 koreańska ekipa wezwała śmigłowiec, który szybko oddalił ich od takich pytań. Taksówka kierowana przez pilotów z Fearless Five do tanich nie należała. „Gdyby ludzie z Flying Jump zaoszczędzili te sześćdziesiąt kawałków i poszli pieszo, jak reszta, mogliby ustawić te dzieciaki na całe życie” – powiedział o dzieciach martwych Szerpów z Katmandu i Shimal Eric Meyer, partner wspinaczkowy i przyjaciel Chhiringa. Książka Zuckermana i Padoan w oryginale trafiła na rynek w 2012 roku. Pozostaje mieć nadzieję, że od tego czasu Szerpowie choć trochę wyszli z cienia wielkich gór i wielkiego ego niektórych klientów.
„Pochowani w niebie. Niezwykła historia Szerpów
i największej tragedii
na K2”, Peter Zuckerman,
Amanda Padoan, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też