Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | JoLANTA Śledzińska

ADHD to moja specjalność

NPM 6/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
()
Twórczyni projektu „Turystyczna Rodzinka”

Właśnie po ponad 30 latach pracy w PTTK, złożyłaś wypowiedzenie...
Wolałabym o tym nie rozmawiać.

Szkoda, skoro jednak tak sobie życzysz... A powiesz jak tam trafiłaś?
Urodziłam się w Świerzawie, a dzieciństwo spędziłam w Sosnówce koło Karpacza. Rodzice uwielbiali Karkonosze, więc swoje pierwsze kroki stawiałam u podnóża Śnieżki. Z mlekiem matki wyssałam miłość do gór. Nie można jednak powiedzieć, że świata poza nimi nie widzę, bo bardzo lubię też kajak i rower. W liceum założyłam koło PTTK i zaczęłam organizować pierwsze wyjazdy.

Jako uczennica?
Tak, ADHD to moja specjalność... (śmiech). Byłam przewodniczącą klasy, współpracowałam z samorządami innych szkół. Wtedy też wstąpiłam do ZHP, z którym przez wiele lat byłam mocno związana – mam stopień harcmistrza. Jako licealistka czterokrotnie brałam udział w harcerskiej akcji Bieszczady 40, ogłoszonej z okazji 40-lecia PRL. Jej uczestnicy podejmowali prace, które miały prowadzić do zagospodarowania i ożywienia kulturalnego regionu. Pomagałam budować przedszkole w Baligrodzie i stadion w Ustrzykach, pracowałam przy sianokosach. Pod nieistniejącym już pomnikiem Karola Świerczewskiego odbierałam tytuł Zasłużonego Bieszczadom. Ich pasmo przemierzyłam wzdłuż i wszerz, prowadząc obozy wędrowne. Nasze plecaki ważyły po 30 kilogramów, a zapasy konserw na drogę zbierało się przez pół roku, bo mięso było wówczas na kartki.
Zawiązane wówczas przyjaźnie przetrwały do dzisiaj. Gdy miałam 16 lat, zdobyłam uprawnienia przodownika turystyki pieszej i zaangażowałam się w prowadzenie obozów. Potem zaczęłam organizować rajdy młodzieżowe i studenckie po Tatrach, co przez wiele lat było moją pasją. Bazę stanowiło Murzasichle lub Zakopane, skąd wyruszaliśmy na całodzienne wędrówki. Sielankę przerwały problemy z kolanem. Wtedy, zmuszona do ograniczenia aktywności, bardziej poświęciłam się stacjonarnej pracy w PTTK.

Zaczęło się w Zduńskiej Woli

Od razu trafiłaś do zarządu głównego?
Nie, zaczynałam od oddziału w Zduńskiej Woli. Zatrudniona zostałam 1 czerwca 1986 roku. Pamiętam dokładnie, bo nazajutrz moja roczna wówczas córeczka postawiła swój pierwszy samodzielny krok. Moje początki pracy zawodowej w PTTK też pamiętam doskonale. To były czasy, gdy klienci stali przed biurem. Przychodziłam do pracy na godzinę ósmą, otwierałam o dziewiątej, a kolejka stała od siódmej.

Po co?
Bo na przykład PTTK dysponowało wówczas niezwykle atrakcyjnymi ofertami wyjazdów, niedostępnymi gdzie indziej. Zdarzało się, że mój oddział dostawał z centralnej puli trzy miejsca na wycieczkę do Hiszpanii, a wyjechać chciała rodzina czteroosobowa. Poruszałam wtedy niebo i ziemię, aby w innym oddziale zdobyć brakujące miejsce. No i wymiana waluty na wyjazd również leżała w gestii PTTK. Prowadziliśmy też wypożyczalnię sprzętu: namiotów, śpiworów, plecaków, a nawet menażek. W 1989 roku czasy się zmieniły i nagle okazało się, że to my musimy wychodzić przed biuro, aby szukać i zachęcać klientów. Byłam młoda, pełna pomysłów, tryskałam energią. Po kilku latach dostałam między innymi Nagrodę Przebiśniegów Polskiej Organizacji Turystycznej.

Za co?
Za innowacyjność. A konkretnie za adresowany do dzieci projekt „Wakacje z Harrym Potterem”, który kilka lat temu bił rekordy popularności. Takie inicjatywy jak moja były wtedy zupełną nowością, więc również święciły tryumfy. Zaczęłam przygotowywać jedno-, dwudniowe wycieczki tematyczne dla szkół, aby zainteresować uczniów szerszym spektrum tematów niż przewidziane w programie nauczania.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też