Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Włochy / Etna

Tyfonie, czy to Ty?

NPM 6/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Agnieszka Paź-Kerner
(fot. Agnieszka Paź-Kerner)
Łyk czarnego jak smoła, gęstego espresso, kupionego w zapyziałym barze. Dookoła stragany uginające się od świeżych ryb, ślimaków i owoców morza. Obok kopczyk starannie ułożonych pomarańczy, jabłek i truskawek, dalej kram z serami sąsiaduje z suszonymi wędlinami. Obraz kończy się na wiszącej półtuszy, która z mojej perspektywy zlewa się nieco z muralem, na którym uliczny artysta starał się odwzorować jeden z obrazów Fridy Kahlo. A w tle śpi posępna, trzytysięczna Etna. Tak, to może być początek wspaniałego dnia.  

Mieszkając w starym centrum Katanii, nie sposób wyrwać się z plątaniny maleńkich uliczek. Chcesz być tu chwilę, po czym gubisz się i zauroczony nie możesz przejść dalej. Dopiero widok wulkanu dymiącego ponad miastem działa otrzeźwiająco. Pakujemy się do samochodu, z którego w nocy nieznany sprawca wymontował boczne lusterko i jedziemy w stronę wielkiego komina.
Etna jest najwyższym czynnym wulkanem w Europie. Obecnie przyjmuje się, że mierzy 3340 metrów n.p.m., ale wartość ta ulega zmianom ze względu na jego aktywność. Góra znajduje się na wschodnim wybrzeżu Sycylii i swoim obszarem obejmuje około 1250 kilometrów kwadratowych. Część tej powierzchni wchodzi w skład Parku Regionalnego Etna, który powstał w 1987 roku. 26 lat później wulkan ten znalazł się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Zeusowe gromy w natarciu
Patrząc na górę, z której wydobywają się kłęby szarego popiołu, czuję dreszczyk emocji przyprawiony odrobiną strachu. W ostatnich dniach grudnia 2018 roku, kilka tygodni przed naszym przylotem na wyspę, zanotowano tu silne trzęsienia ziemi. Obrażenia odniosło około 30 osób. Z powodu unoszącego się w atmosferze popiołu na kilka dni zamknięto nawet lotnisko w Katanii. Mając na uwadze zniszczenia oraz w obawie przed wstrząsami wtórnymi, ewakuowano miejscową ludność. To było ponad pół tysiąca osób. Czyżby to znak, że Tyfon próbuje wydostać się z pułapki? W mitologii greckiej napisano, że pewnego dnia syn Gai zaatakował Niebo. Niemal wszyscy bogowie rzucili się do ucieczki, tylko Zeus stanął w obronie królestwa. Władca Olimpu przegrał pierwszą walkę, ale kiedy odzyskał swą moc, pokonał potwora, przygniatając go górą Etną. Ziemia drży, kiedy Tyfon próbuje wydostać się z potrzasku, a wydobywające się płomienie to pozostałości po zeusowych gromach.
Wyjeżdżając z miasta, widzimy pierwsze znaki sugerujące, że ludzie nauczyli się żyć w tym niespokojnym rejonie, a nawet czerpią korzyści z tego sąsiedztwa. Z zastygłej lawy tworzy się tu ogrodzenia, budynki gospodarcze i domy. Uważa się, że materiał ten ma właściwości lecznicze, zbiera negatywną energię, oczyszcza umysł i poprawia ukrwienie ciała. Czarne, chropowate kamienie wykorzystywane są do leczniczych masaży i relaksacyjnych kąpieli.
Ja najwyraźniej jestem jednostką oporną na kojące działanie materiału pochodzącego z wnętrza ziemi. Denerwuję się, już sama nawet nie wiem z jakiego powodu. Może po prostu dlatego, że dzień ma za mało godzin. Poranne przemierzanie Katanii przedłużyło się na tyle, że nasze wejście na Etnę stoi pod znakiem zapytania. Kiedy podjeżdżamy pod Rifugio Sapienza (1910 m n.p.m.), wiemy już, że nie wystarczy nam czasu na pieszą wędrówkę. Zmieniamy wcześniejsze plany i decydujemy się na wjazd kolejką na 2500 metrów n.p.m.

Tylko dla osób o mocnych nerwach
Zaraz po wyjściu z wagonika nasza grupa rozdziela się. Jedni idą wolniej, delektują się niecodziennymi widokami. Inni, w tym ja, skoncentrowani są na celu i za wszelką cenę chcą dojść w okolice najwyższych kraterów. Już pierwsze metry spowalniają nas dość mocno. W mieszance wulkanicznego błota, pyłu rozpuszczonego w topniejącym śniegu trudno jest znaleźć punkt podparcia. Buty ślizgają się, nogi zapadają ponad kostki. Kiedy już pokonujemy niewielkie przewyższenie, po prawej stronie widzimy Monte Escriva (2650 mn.p. m.). Kusząco wygląda wyraźnie wydeptana ścieżka prowadząca na obrzeża krateru, który powstał w 2001 roku. Robimy krótką naradę rodzinną, po czym pędzimy dalej, rezygnując z pierwszego punktu widokowego.
Po drodze mijają nas wielkie maszyny poruszające się na gąsienicach, którymi zwykle turyści – dziś nieliczni – docierają do punktu o wdzięcznej nazwie Belvedere.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Włochy

Zobacz też