Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Beskid Niski / od Koniecznej po Komańczę

Łemkoland wita Was

NPM 6/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Niskie, puste i zalesione. Takie właśnie jest to pasmo, malowane piórem Stasiuka. Czeka, aż wsłuchamy się w odgłosy przeszłości, gdzieś na peryferiach opuszczonych dolin. I nabierzemy sił tam, gdzie czas zaciera ślady nieistniejących już wsi. Zobaczmy te cuda z bliska. Dopóki opinia dzikich gór wciąż jest prawdziwa.

Tatry toto nie są. Nawet na rauszu nie wmówię nikomu, że jest tu ładniej niż w Pieninach. I pewnie niejeden marketingowiec rwałby włosy z głowy, chcąc zareklamować góry, które już z nazwy są „niskie”. Przecież nie warto dyskutować z faktami, gdy zalesione garby ciągną się praktycznie od Krynicy-Zdroju aż po Komańczę. I przez te niespełna 100 kilometrów żaden szczyt po polskiej stronie nie przekracza 1000 metrów n.p.m. Czyli de facto mamy do czynienia z najniższą, a zarazem najrozleglejszą częścią Beskidów, gdzie punktów widokowych jest jak na lekarstwo, a w wielu miejscach największą atrakcją okazuje się spotkanie drugiego człowieka.

Oaza spokoju
Idealne to zatem warunki dla potworów z wiedźmińskiej sagi, brodatych samotników i indywidualistów gardzących turystyką w wydaniu masowym. Perspektywa się zmienia, gdy zrozumiemy, że to nie tylko najdziksze pasmo w Polsce i ostania deska ratunku dla tych, którym w Bieszczadach jest tłoczno. Być może lepiej pasuje tu określenie „bajkowa kraina zaklęta w drewnie”? Chociażby za sprawą licznych cerkwi wpisanych na listę zabytków UNESCO. Albo oaza spokoju, jaki dominuje w dolinach opustoszałych wsi.
Lecz jak w takim razie ubrać w jedno zdanie tętent tutejszych koni huculskich? I co z licznymi cmentarzami, przypominającymi o wielkich wojnach, przesiedleniach, Łemkach i ludzkiej krzywdzie? Dzięki tej mieszance czas na szlaku biegnie wolniej. Umysł odpoczywa, a zapach łąk miesza się z wiatrem historii. Śpieszmy się zatem, by odwiedzić tę niezwykłą krainę, zanim działy promocji, copywriterzy i turystyka przez duże „T” zajrzą w oczy miejscowych wilków.
Opcja pierwsza to Główny Szlak Beskidzki. Plecak na garba i metodą klasyków we flanelowych koszulach rozprawiamy się z całym pasmem. Niestety, w tym wariancie ugrzęźniemy w sidłach znakarza. Chcącym zaglądnąć pod więcej kamieni i bardziej nadstawić uszu, polecam metodę partyzancką, w której każdy dzień to inna walka podjazdowa. Od razu ostrzegam, że przyda się własny samochód. Bo w tych stronach łatwiej osiodłać konia, niż przejechać autobusem pomiędzy dolinami.

Bez ludzi, bez granic
Ruszamy z zachodu na wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja. Zwłaszcza, że na pierwszy ogień idzie Konieczna, mogąca służyć za tło filmów o końcu świata. Bardzo trafnie opisał ją Andrzej Stasiuk, prozaik nierozerwalnie łączony z Beskidem Niskim: „(…) przejście graniczne na Słowację obumarło. Na myśl przychodzi jakiś karpacki nawiedzony zamek ze słowiańskim Draculą błąkającym się w lodowatych komnatach (…). Tak więc moja Konieczna jest prawie martwa”. Zachęceni? Sugeruję od razu wyciągnąć aparat, jeśli zjawimy się tu o poranku. Mgła przetaczająca się między garbami Jaworzyny (881 m n.p.m.) i zwieńczonej przekaźnikiem Magury Stebnickiej (900 m) tworzy niesamowity spektakl. A do tego są jeszcze cerkiew pod wezwaniem św. Bazylego Wielkiego oraz cmentarz wojenny nr 47 z pierwszej wojny światowej, zaprojektowany przez słowackiego architekta Dušana Jurkoviča. Tak z grubsza wygląda komitet powitalny.
Spod opuszczonych budynków pograniczników ruszamy w stronę Przełęczy pod Zajęczym Wierchem (566 m n.p.m.). Szlak czerwony prowadzi przez krzaki, wyschnięte pnącza i wszechobecne błoto. W dużym skrócie – typowe beskidzkie chaszczowanie. Jedyny ślad działalności człowieka to słupki graniczne, więc jeżeli ktoś szuka samotności na szlaku, ciężko o lepszy wybór. Jakby tego było mało, płasko tu jak na jakimś – nie przymierzając – Pogórzu. Tuż za płytkim siodłem rozpościera się strefa źródlisk, bagnami i starymi wiatami płynąca. Gdy zewsząd siąpią małe strumyki i wszelkiej maści potoczki, mamy pewność, że schodzimy do Radocyny. Wyludnionej wsi, która podzieliła los sąsiednich łemkowskich osad.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też