Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Jedenaście zim za nami

NPM 5/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. arch. Gospodarzy Łapsowej Polany)
Marzena Zuń-Obara i Przemysław Obara, gospodarze schroniska na Łapsowej Polanie

W lutym minęły dwa lata od momentu, gdy w Gorcach pojawiło się nowe schronisko – Koliba na Łapsowej Polanie. Jak to się wszystko zaczęło?
W lutym 2017 roku rozpoczęliśmy przygotowania, ale schronisko zostało oficjalnie otwarte w maju. Przez pierwsze trzy miesiące trwał bowiem gruntowny remont, niezbędny przed przyjęciem pierwszych gości. Obiekt był w fatalnym stanie, bo przez kilkanaście ostatnich lat stał praktycznie nieużywany i pusty.

Swojego czasu pełnił jednak funkcję schroniska...
To bardzo dawne dzieje. Sam budynek wzniesiono tuż przed wojną i miał pełnić funkcję... stajni dla koni pracujących w lesie (śmiech). Zwróć uwagę, że stoi przy drodze, a nie – jak w przypadku większości schronisk – na środku polany. Ponadto, na południe zwrócony jest ścianą boczną, zamiast frontową. Pod koniec lat 60. obiekt został przejęty przez PTTK i pełnił funkcję filii schroniska na Turbaczu.

Filii?
Tak, w tamtych czasach, turysta po przyjściu na Turbacz mógł dowiedzieć się, że rezerwację, owszem, ma, lecz w filii na Łapsowej Polanie, czyli dwie godziny dalej. I szedł tam, nie narzekając. To dziś zupełnie nie do pomyślenia. Na tej zasadzie Koliba funkcjonowała przez prawie 10 lat. Potem obiekt przejęło Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Targu, które udostępniało go swoim pracownikom. Jednak od momentu, gdy zepsuł się piec centralnego ogrzewania, nikt już tu nie zaglądał. W końcu budynek został przejęty przez Urząd Miasta. Nowy burmistrz postanowił reaktywować w nim schronisko i ogłosił przetarg. Stanęliśmy w szranki, udało nam się wygrać i tym sposobem trafiliśmy na Łapsową Polanę.

Mieliśmy podobną wizję

A jak tutaj trafiliście?
O prowadzeniu własnego schroniska myśleliśmy już od dawna, więc śledziliśmy przetargi PTTK. Ale tam, wiadomo, nie ma w czym wybierać, bo te obiekty, które działają prężnie, są latami prowadzone przez tych samych dzierżawców. A te, które wciąż przechodzą z rąk do rąk, nie mają dobrych rokowań na przyszłość. Dlatego postanowiliśmy spróbować swoich sił na Łapsowej.

Dużo było chętnych poza Wami?
Tak, ale większość stanowiły instytucje i firmy, które zamierzały przejąć obiekt na własność. Jak się później okazało, tylko nasza propozycja była zgodna z wizją burmistrza, który chciał, by Koliba miała charakter górskiego schroniska, dostępnego dla wszystkich turystów, czynnego przez cały rok, oferującego wyżywienie i zakwaterowanie. Na początku współprowadzącym obiekt był pan Józef Krauzowicz, ratownik GOPR z Nowego Targu, lecz zrezygnował, gdyż zabrakło mu doświadczenia.

A jakie było Wasze doświadczenie?
Oboje pochodzimy ze Świdnika, więc prowadzenie schronisk nie jest u nas rodzinną tradycją... (śmiech). Jednak każdą wolną chwilę od zawsze spędzaliśmy w górach. Kochamy je, więc nie wahaliśmy się długo, gdy przyszedł czas na dokonanie wyboru pomiędzy nimi a dalszą pracą i miejskim życiem. Decyzja była szybka, spontaniczna i żywiołowa. Nasz pierwszy przystanek wypadł w harcerskim schronisku Bene pod Turbaczem; prowadziliśmy je przez trzy lata. Równocześnie przez dwa lata pracowaliśmy na Turbaczu, gdzie poznaliśmy schronisko od kuchni, bo Bene nie wydaje posiłków. Następnie przez kolejny rok zatrudnieni byliśmy w hostelu Raging Elk.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też