Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Kazbek nie oszczędza nikogo

NPM 5/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Maciej Stępniak
Przemarsz podczas pierwszego etapu rekrutacji – Śnieżne Kotły w Karkonoszach (fot. Maciej Stępniak)
Jest godzina 23.59. Pada deszcz i coraz mocniej wieje. Alert pogodowy informuje, że porywy mogą tej nocy sięgać nawet 140 km/h. Nie ma mowy o żadnej frajdzie z chodzenia po górach, ale mimo to sprawdzian terenowy musi się odbyć.

Kilka dni wcześniej 21 osób otrzymało e-maile. W treści było tylko parę zdawkowych informacji. Wiedzieli, że do pierwszego spotkania dojdzie w Karkonoszach, a dzięki wytycznym GPS znali miejsce spotkania. Reszta to tylko ogólne zasady...
Teraz stoją na małym skwerku w Szklarskiej Porębie, oświetlonym przez słabe światło ostatniej w okolicy latarni, dalej już tylko góry i mrok. Głowy schowane w kapturach. Zmarznięci rekruci próbują się ogrzać i schować przed tymi trudnymi warunkami atmosferycznymi. A to dopiero początek zmagań z pogodą i własnymi słabościami. Krótka odprawa, rozdzielenie sprzętu i wszyscy ruszają w mrok. Cel to karkonoska grań ze Śnieżnymi Kotłami na czele. Ale tak naprawdę nie wiedzą, co ich czeka...
Nie może być jednak inaczej, bo mają być przygotowani do poruszania się po górach nawet w ekstremalnych warunkach zimowych. I, jak trzeba, muszą być samowystarczalni i to zarówno pod względem sprzętowym czy logistycznym, jak i merytorycznym oraz decyzyjnym. To kandydaci, którzy próbują swoich sił w rekrutacji do projektu Bezpieczny Kazbek.
O co chodzi w tym projekcie?
Bardzo szczegółowo o Bezpiecznym Kazbeku pisaliśmy na naszych łamach w ubiegłym roku („n.p.m.” 5/2018). Przypomnijmy więc tylko krótko, że od 2016 roku Fundacja Medyk Rescue Team przy współpracy z Ambasadą RP w Tbilisi organizuje dyżur polskich ratowników przy dawnej stacji Meteo – Bethlemi Hut (3650 m n.p.m.) u podnóża szczytu Kazbek (5033 m), w sercu gruzińskiego Kaukazu. Cel jest prosty: podniesienie poziomu bezpieczeństwa turystów i wspinaczy, którzy próbują zdobyć tę popularną górę.
Impulsem do podjęcia tych działań był wypadek, jaki zdarzył się w 2013 roku. Podczas zejścia trzech Polaków musiało się zmagać z niezwykle trudnymi warunkami atmosferycznymi. Niestety, pomylili drogi... Ciała dwóch z nich zostały odnalezione, trzeci – mimo kilku akcji poszukiwawczych – pozostał w górach na zawsze. Ostatnią przeprowadzono w 2015 roku i to wówczas narodził się pomysł, by zamiast przyjeżdżać na poszukiwania ciał, coś pod Kazbekiem zmienić. A stąd do utworzenia stacjonarnej bazy było już całkiem blisko.
Trzeba też powiedzieć, że to nie jest projekt finansowany przez wielkie korporacje. Powstał po prostu z potrzeby niesienia pomocy turystom. Wszyscy ratownicy uczestniczą w projekcie społecznie, a wyposażenie i utrzymanie bazy możliwe jest tylko i wyłącznie dzięki sponsorom i darczyńcom. Ludzie, którzy tworzą projekt, wywodzą się z różnych środowisk. Są lekarze i ratownicy medyczni oraz górscy, nie brakuje wspinaczy, a także przewodników. Na co dzień wykonują różne zawody. Często poświęcają swój urlop, by pomagać tym, którzy marzą o zdobyciu Kazbeku. Aby jednak znaleźć się w tej ekipie, trzeba przejść długą drogę. Bo tam przypadkowych ludzi być nie może.

Kandydat, czyli kto?
Prognozy się sprawdziły, a wiatr nie zawiódł. Po kilku godzinach walki wszyscy są bardzo zmęczeni. Całą noc maszerowali przez góry, zmagając się ze zróżnicowanym terenem, siłami natury i snem, a raczej jego brakiem. Na plecach mieli swój osobisty sprzęt, a dodatkowo ciągnęli dwie pary noszy, wypełnione sprzętem medycznym. Jakby tego było mało, sami musieli orientować się w terenie, wykonując trudne zadania związane z topografią. Pod Kazbekiem ułatwień nie będzie, więc i w Karkonoszach musieli walczyć ostro.
Nad ranem trochę się uspokoiło, ale kandydaci nie mieli co marzyć o odpoczynku. Czekały ich kolejne sprawdziany związane z profilem działalności zespołu ratowniczego. Zaczęło się niewinnie od obsługi urządzenia GPS, które jak się okazało, sprawiło sporo kłopotów. Dla niewprawionych użytkowników wyszukanie miejsc oraz dotarcie do nich było dużym wyzwaniem. Jeżeli ktoś pomyślał, że nie spotka go już nic zaskakującego, na pewno szybko tego pożałował. Medycyna, działanie na lawinisku i zadania linowe były wisienką na torcie tego dnia.
Dopiero kolejna noc minęła spokojnie. Tym razem uczestnicy mogli odpocząć po intensywnym dniu wypełnionym zadaniami. Chociaż tak naprawdę ów odpoczynek był kolejnym sprawdzianem. Założeniem rekrutacji jest bowiem, że kandydaci nie mogą korzystać z pomocy z zewnątrz i bazują tylko na tym, co mają ze sobą. Zatem jeśli chcesz odpocząć, musisz sobie przygotować biwak w śniegu. Tu okazało się, kto jest przygotowany do noclegu w terenie, a kto ten temat zbagatelizował.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też