Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

W pogoni za perspektywą

NPM 5/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Szymon Matuszyński
(fot. Albin Marciniak)
Dlaczego chodzę po górach? Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Przede wszystkim dla „zresetowania” głowy, a tylko w górach mogę osiągnąć ten stan. Ale wędruję też po kapitalne widoki, których podziwianie przenosi mnie w inny wymiar. A panorama z przełęczy Krzyżne nie ma sobie równych.

Tatr nie sposób porównywać z jakimikolwiek innymi górami w Polsce. Znajdują się w innej lidze pod każdym względem, co oczywiście nie znaczy, że w czymkolwiek są lepsze niż na przykład równie piękne Karkonosze, niezwykle klimatyczne Bieszczady czy jedna z najbardziej niezwykłych polskich gór – Babia. Nie jest jednak żadną tajemnicą, że takich jak w Tatrach panoram nigdzie indziej w Polsce nie doświadczymy. Także poziom szlaków, i to zarówno pod względem technicznym, jak i kondycyjnym, nie ma sobie równych.
Idąc tym tropem i planując kolejną tatrzańską przygodę, tym razem wydłużając ją o nocleg (zwykle jeżdżę w Tatry „na wariata” – z Wrocławia w ciągu jednego dnia, tam i z powrotem), postanowiłem dobrać taką trasę, która z jednej strony dałaby mi poważnie w kość kondycyjnie, a z drugiej – wynagrodziła to zmęczenie klimatem, atmosferą i perspektywą.
Oczywiście, pewnie każdy z was w odniesieniu do powyższych czynników wybrałby inny cel. Ja mimo wszystko decyduje się na Krzyżne (2112 m n.p.m.). Dla większości osób to tylko meta Orlej Perci i mało atrakcyjny cel sam w sobie. Ja uważam inaczej. Na dodatek zapowiada się piękna, wiosenna pogoda, która jednak w Tatrach często oznacza w wielu miejscach wciąż zimowe warunki.

Przewodniki swoje, ja swoje
Do Zakopanego przyjeżdżam w poniedziałkowe popołudnie (tak, tak, wziąłem dwa dni wolnego – szaleństwo!), planując nocleg w jednym z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych schronisk w Polsce. Trąci to może kryptoreklamą, jednak jeśli ktoś nie wierzy, może zapoznać się z wynikami dwóch ostatnich edycji Rankingu Schronisk Górskich „n.p.m.” (w sierpniu tego roku ukaże się następny) albo po prostu wpaść do Roztoki i przekonać się na własne oczy. Co to jest za miejsce!
Po krótkim, aczkolwiek bardzo dobrym i głębokim śnie, ruszam tuż po godzinie 5 na szlak. Ciemno jeszcze, jednak ile to już razy szedłem po ciemku Doliną Roztoki? Zależało mi, żeby uwinąć się z tą częścią dzisiejszej trasy możliwe szybko, bo w sumie mam dziś do pokonania 19 kilometrów, co według wstępnych szacunków zajmie mi około 9-10 godzin. Pewnie wielu z was zastanawia się, dlaczego rozpoczynam drogę od tej strony, skoro większość przewodników doradza, by na Krzyżne ruszać z Doliny Gąsienicowej... Głównie ze względów bezpieczeństwa i mojego doświadczenia (na Krzyżne ruszam szósty raz), decyduję się jednak na odwrócenie kierunku wędrówki. Szlak z Piątki jest z pewnością trudniejszy technicznie i bardziej stromy, dlatego wolę pokonywać go na świeżo, gdy zmęczenie jeszcze tak bardzo nie daje o sobie znać. Poza tym nie od dziś wiadomo, że łatwiej się podchodzi trudnym szlakiem, niż schodzi.
Ale na razie nie zawracam sobie głowy stromizną, która czeka mnie za chwilę. Podchodzę dalej w stronę Siklawicy, ciesząc się wiosną!

Warunki wiosenno-zimowe, czyli najwyższy poziom skupienia!
Plusy tej pory roku są niewątpliwe, przede wszystkim jej urok! Ale jest i minus. Dziś na pewno czeka mnie wspinaczka szlakiem w wielu miejscach przykrytym śniegiem. Obowiązkowo mam więc ze sobą czekan i raki, dodatkowo naładowany telefon oraz powerbank. Jestem też po lekturze bieżącego komunikatu TOPR, który publikowany jest na stronie www.topr.pl (czytajcie komunikaty TOPR i prognozy pogody!):
„Pokrywa śnieżna jest umiarkowanie związana na niektórych stromych stokach, na ogół jednak jest związana dobrze. Wyzwolenie lawiny jest możliwe zwłaszcza przy dużym obciążeniu dodatkowym, przede wszystkim na stromych stokach. Nie należy spodziewać się samorzutnego schodzenia dużych lawin”.
W górach obowiązuje drugi stopień zagrożenia, więc moja czujność musi być na bardzo wysokim poziomie. Pamiętajmy, że wraz z rosnącą temperaturą, zagrożenie lawinowe, szczególnie w miejscach, gdzie pokrywa jest większa, może wzrastać. Jestem wyposażony w specjalny czujnik (zaszyty w kurtce), mam też zainstalowaną aplikację RATUNEK. Są to absolutne podstawy, o których każdy wybierający się w góry turysta powinien pamiętać. Jak niestety pokazują tegoroczne statystyki, nie zawsze tak jest.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też