Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Skalne rarytasy z sąsiedztwa

NPM 5/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Zapomniane, puste szlaki to największy beskidzki skarb. Szczególnie, gdy nie potrzeba nam wysokich gór ani rozległych widoków, by odpocząć od miasta. Wystarczy stara chałupa, kapliczka i chwila ciszy. Albo długi spacer między skałkami kryjącymi się w lasach nad Suchą Beskidzką.

Grupa Żurawnicy. Brzmi jak nazwa zorganizowanej grupy przestępczej pod wodzą jakiejś nieobliczalnej choleryczki. Kto skojarzyłby takie pojęcie z górami? Nawet, gdy mój kompan Arni zaczyna mi tłumaczyć, dokąd jedziemy, obydwaj zastanawiamy się, co to za Beskid? Mapa sugeruje, że Mały. A może jednak Makowski? Ale i tak w najbliższej okolicy kojarzę jedynie Suchą Beskidzką. Poza tym szczyty ledwo przekraczają 700 metrów n.p.m., punktów widokowych jak na lekarstwo, a nazwa głównego wierzchołka (Żurawnica, 727 m n.p.m.) pochodzi od brukwi, którą w sąsiedztwie karmiono świnie…
I takie właśnie wycieczki lubimy najbardziej. Szlaki pomijane przez przewodników, turystyczna pustka przez cały dzień i nawierzchnia bez technicznych kłopotów – w sam raz na spacer, bieganie albo rower. Jakby tego było mało, przez ten lokalny koniec świata przebiega Mały Szlak Beskidzki (137-kilometrowy, czwarty pod względem długości szlak polskich Karpat) na odcinku z Krzeszowa do Zembrzyc. I do tej ostatniej miejscowości musimy się dostać w pierwszej kolejności.

Brakuje tylko łosia
Cztery kółka zostawiamy na ulicy Billy'ego Wildera, naprzeciwko dworca w Suchej Beskidzkiej. Mało kto z przyjezdnych o tym pamięta, ale ten słynny scenarzysta i reżyser uchodzi za najwybitniejszego mieszkańca w ponad 600-letniej historii miejscowości. Co prawda spędził tu ledwie kilka lat życia. Ale fakty są takie, że zanim zdobył sześć Oscarów i nakręcił między innymi „Pół żartem, pół serio” oraz „Bulwar Zachodzącego Słońca”, urodził się właśnie tutaj, między beskidzkimi stokami, w 1906 roku.
– Dobrze, że nie trzeba być jak Marilyn Monroe, żeby zatrzymać busa w tych stronach – śmiejemy się zgodnie.
I chwilę później turlamy się już pierwszym lepszym transportem całe sześć kilometrów, na linię startu dzisiejszej wycieczki. Dzięki temu chcemy zamknąć pętlę z powrotem w Suchej. Co ważne, wcale nie musimy jechać do centrum Zembrzyc. Wysiadamy obok przystanku kolejowego przy drodze na Wadowice i od razu łapiemy czerwone znaki.
Asfalt o szerokości jednego samochodu wznosi się najpierw przez osiedle Grygle, przywodzące na myśl klimaty małych osad na dalekiej Alasce. Każdy dom wzdłuż drogi ma inny kolor i kubaturę. Jest nawet kilka starych chat i przetwórnia drewna. Jak zmrużę oczy, to dosłownie jakbyśmy grali w „Przystanku Alaska”.
Zaraz za zabudowaniami wchodzimy w tzw. Czarny Las, witający piechurów zawijasami wśród drzew. Małe, szlakowe serpentyny wypluwają nas na osiedle Koźle, gdzie obszczekują nas chyba wszystkie psy z tego świata. Przy lepszych warunkach pogodowych można popatrzeć stąd w stronę Babiej Góry (1725 m n.p.m.). A tak zostaje nam niziutki masyw Chełmu, łąki, ubite drogi i zabudowania zatrzymane w czasie. Istny spacer po wsi, dokładnie jak za dzieciaka, gdy jeździło się do babci za miasto. Z tą różnicą, że już jesteśmy ubrudzeni błotem do kolan, a nic wokoło nie zwiastuje tego, że jesteśmy w górach. I jedyne, co nam pozostaje, to delektować się sielanką lub dać się ugryźć w kostkę jakiemuś burkowi.
Szczypta beskidzkich czarów
Najwyższa pora na zmianę kierunku marszu. Ruszamy na zachód, drogą, jaką pokonałby niemal każdy samochód osobowy. I dokładnie na takim wygodnickim podłożu mojemu kompanowi odkleja się podeszwa. Na szczęście nie jest to powód do zakończenia wojaży, bo oto obchodzimy czubek Prorokowej Góry (584 m n.p.m.). Iście biblijna nazwa jakoś nas nie przekonuje, podobnie jak rozmiary. Więc z drugim śniadaniem wolimy poczekać do kolejnego przysiółka o jakże zachęcającej nazwie Żmije. Akurat ktoś rozłożył deski do wysuszenia – w sam raz na założenie obozu pierwszego i opróżnienie plecaka z kanapek. Przy okazji, czy wspominałem już o kapliczkach? W tych rejonach to stały element wystroju krajobrazu i gratka dla prawdziwych fanów gatunku.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Beskid Mały
Polska

Zobacz też