
każdy z nas wie doskonale, co to tatrzańska Orla Perć. Prawdziwym miłośnikom gór nie trzeba tłumaczyć, gdzie ten szlak się znajduje ani jakie trudności czekają wszystkich, którzy się na niego wybiorą. Większość z nas ma związane z tą trasą własne wspomnienia. Ja na przykład pokonałem Orlą na studiach w połowie lat 90. XX wieku, kiedy jeszcze na szlaku nikt nie myślał o korkach przy słynnej drabince i przypadkowych turystach w klapkach, a internet nie był jeszcze na tyle rozpowszechniony, żeby szybko informować o kolejnych, tragicznych wypadkach. Dlatego przejście to miało jeszcze coś z romantyzmu, o który dzisiaj już tutaj bardzo trudno, bo według wyliczeń Tatrzańskiego Parku Narodowego w szczycie sezonu trasę tę pokonuje dziennie ponad 100 osób. Magia Orlej Perci jest tak wielka, że ci z Was, którzy jeszcze na niej nie byli, na pewno planują przejście w bliższej lub dalszej przyszłości. I trudno się dziwić. Nasze góry są tak małe, że każdy trudniejszy odcinek jest prawdziwym magnesem dla turysty. A że późne lato i wczesna jesień to najlepsza pora, by ten szlak pokonać, dlatego w tym numerze „n.p.m.” nieprzypadkowo poświęcamy Orlej Perci kilkanaście stron.
Zrobiło się o niej bardzo głośno w 2007 roku. Po kolejnym śmiertelnym wypadku niedaleko Zawratu zawiązała się społeczna inicjatywa „Orla Perć – następne stulecie”. Jej inicjatorzy postulują, by trasa stała się klasyczną via ferratą z pełnymi ubezpieczeniami (takimi jak na przykład we włoskich Dolomitach) i by wstęp na nią był możliwy jedynie ze specjalistycznym sprzętem – między innymi uprzężą i kaskiem. Minęły trzy lata i dziś wiadomo, że żadnych zasadniczych zmian na tym szlaku nie będzie. Co prawda, na odcinku od Zawratu do Koziego Wierchu wprowadzono ruch jednokierunkowy, ale Tatrzański Park Narodowy, który jest gospodarzem tego terenu, postuluje utrzymanie status quo. Czytelnikom zostawiamy ocenę czy to właściwe rozwiązanie. Ponownie zapraszamy Was do dyskusji, czekamy na listy i e-maile. Jakąkolwiek mamy jednak opinię w tej sprawie, nie zapominajmy, że jeśli już ruszamy na Orlą Perć, to zachowajmy maksimum ostrożności. Tam nie ma miejsca na popisywanie się sprawnościowymi umiejętnościami, a jeśli ktoś chce udowodnić, że jest szybszy i silniejszy od współtowarzyszy, to niech swoją energię spożytkuje w klubie fitness, a turystyczny szlak zostawi dla prawdziwych miłośników gór. Niestety, szaleńców tutaj nie brakuje.
Kto zaś nie czuje się pewnie na drabinkach, klamrach i łańcuchach, tego zachęcamy do wypraw w niższe polskie góry. Szczególnie polecam wyjazd w urokliwy Beskid Żywiecki, o którym pisze na stronach „Cudze chwalicie…” Michał Parwa. Zazdroszczę mieszkańcom Śląska, którzy po dwóch godzinach jazdy samochodem lub pociągiem mogą wysiąść na przykład w Rycerce i ruszyć na Wielką Raczę czy Przegibek i Rycerzową. Nawet w wakacyjny weekend na tych szlakach nie spotkamy tłumów, a o ciszę i spokój tu nietrudno. Drewniane schroniska mają swój klimat. Udowodnił to nasz ubiegłoroczny ranking, w którym obiekty z rejonu tak zwanego Worka Raczańskiego zajęły miejsca w pierwszej dziesiątce. Przypominamy, że tego lata rozpoczęliśmy drugą edycję rankingu schronisk górskich. Nasi współpracownicy odwiedzili już pierwsze obiekty. Zwycięzców poznamy w sierpniu 2011 roku.
