Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora" + dodatki ;)

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora" + dodatki ;)

Post autor: Lidka K. » 2019-09-14, 23:08

W ubiegłym roku natknęłam się w Beskidzie Niskim na takie znaczki

Obrazek

Poszukałam, poczytałam i chęci nabrałam na przejście szlaku, który zwie się Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora". Ma długość 27 km. Jego przebieg:
Rymanów-Zdrój - Wołtuszowa -kapliczka kurierska -przełęcz nad Wisłoczkiem- Jawornik - Polańska - Polany Surowiczne - Wola Niżna-Jasiel


Ta trasa  jest rekonstrukcją istniejącego w latach 1940-1945, historycznego szlaku kurierskiego Komendy Głównej ZWZ AK prowadzącego przez teren Beskidu Niskiego. Przeprawiali się nim uciekinierzy z kraju zagrożeni hitlerowskimi prześladowaniami, szli tym traktem ochotnicy pragnący dalej walczyć z bronią w ręku w polskich oddziałach zbrojnych formowanych na obczyźnie. Przemierzał go kilkadziesiąt razy słynny kurier beskidzki - Jan Łożanski. To jego wspomnienia i relacje zainspirowały w 2007 r. grono osób z Uniwersytetu Rzeszowskiego, efektem czego w listopadzie 2012 uroczyście szlak otwarto.
W internecie wyczytałam, ze oznakowanie jest obecnie w kiepskim stanie, ze jest nieuczęszczany, i skrótowo rzec można, że chaszczing to jego drugie imię. Dla mnie większej zachęty być nie mogło :-D

Plan pierwotny zakładał podział na 2 odcinki, ale ponieważ dopiero około 16-tej zaparkowałam w Rymanowie Zdr ( bo zwiedzałosie mnóstwo po drodze z Gorlic ;-) ), bez żalu ów plan zmieniłam na odcinki 3 :-) i ze stoickim spokojem "pomknęłam" w kierunku Wołtuszowej. Na tym odcinku JK  (Jaga Kora) pokrywa się z GSB. Znaczki na co trzecim drzewie :-) Przez te pół godzinki spotkałam mrowie ludzi. Wszak to i wakacje i sobota :-) Przy cerkwisku natomiast chyba ktoś jakiś niewidzialny szlaban postawił: wszyscy nawracali, nikt nie szedł dalej, ani czerwonym szlakiem, ani ścieżką jakowąś uzdrowiskową, że o "mojej" J-K nie wspomnę. Jakoś mi nie było  żal ;-)
 Tutaj znaki  GSB skręcają w lewo, szlak uzdrowiskowy w prawo a oznaczeń  JK brak :-D Myślę sobie: zaczyna się :lol: ... Wedle mapy idzie  ścieżka dosyć ostro pod górę na łąki nad Wołtuszową. No to idę.  Zasapawszy się nieco dotarłam do kapliczki z Matką Boską i ławeczkami, a przede wszystkim, z cieniem (a upał był wielgaśny ).Widoki na okolicę przecudne :) Ale przecież nie zakończę swej dzisiejszej wędrówki już tutaj, zatem ruszyłam dalej. A potem nastał las z klasycznym beskidzkoniskim błotem, rojami much i komarów, i znów odnalazły się znaczki-szlaczki :-) Ja nie wiem, w całej Europie susza, w Polsce klęska żywiołowa, a tutaj 

Obrazek

:lol:
Ale głównym punktem programu okazały się jeżyny ! całe morze jeżyn. I oczywiście rzuciłam się na nie bez opamiętania, co skwapliwie wykorzystywały stworzenia latające :roll: Ja jadłam i one jadły  ...
małpiszony wygrały. Opędzając się od tych dzikich stad ruszyłam dalej , aż tu nagle coś mi błysnęło w gąszczu po lewej stronie. Babska ciekawość kazała olać jeżynowe kolce i wlazłam w ten gąszcz . Padłam z wrażenia , potem ze śmiechu : lustro. Regularne duże lustro

Obrazek

a na nim markerem wypisane "Bartek dajesz" :-D

Obrazek

Tylko czemu w chaszczach a nie na ścieżce? A może stało na ścieżce, a potem ktoś je schował na "kolejny raz"? Nie mam pojęcia, ale może ktoś coś wie? 
Jak już salwy śmiechu mnie opuściły, wróciłam na szlak. Dość szeroka teraz ścieżka, nawet
mniej błotna, niż początkowo, doprowadziła mnie do szutrówki, gdzie stały wielkie stosy drewna. Całe wręcz kilometry... I pewnie dlatego nie odnalazłam Kapliczki Kurierskiej, bo tak się rozpędziłam , pewna, ze będzie ona tuż obok, że dopiero gdy zobaczyłam w dole Wisłoczek, raczyłam wywlec mapę. No i  postukałam się w głowę ... Ale że to ładnych kilka kilometrów było, a zaczynało grzmieć gdzieś od zachodu, to i zostawiłam to sobie na kolejny raz . A tymczasem opuściłam JK
 i przyspieszyłam kroku , zeby przed deszczem dotrzec do bazy namiotowej  w Wisłoczku. Tłumek lekki tam był, ale na szczęście miejsce i dla mnie się w bazowym namiocie znalazło. Ognisko jest pod wiatą, więc opady nie przeszkadzały przy pieczeniu kiełbasek ani w niczym innym ;-) 
Ranek:pada. I cóż tu począć z tak pięknie rozpoczętą niedzielą? Klasycznie : kawa, a potem się zobaczy :-) Przy przedłużającym się śniadaniowaniu przestało padać. No to w drogę. Ale nie bardzo mi się uśmiechało znów toczyć się asfaltem przez całą wieś, żeby wrócić na szlak, więc wyczaiłam ścieżkę, która powinna (trochę okrężnie ;-) ) wyprowadzić mnie tam, gdzie usłyszałam pierwsze grzmoty. Ścieżka nawet zgodnie z mapą na początku szła, ale potem pojawiły się elektryczne pastuchy :mrgreen: i stada krów lub byków lub jednego i drugiego . To, ze trawa była mokra , wiec i ja do kolan już też, to absolutny standard :-D Hmmm... idę, raz z jednej strony druta (kijami je podnosiłam, bo jednak trochę "kopało" ), raz z drugiej, aż z pastwisk wyszłam na zaorane pola, a nawet zdobyłam jakiś szczyt :-D

Obrazek

A tuż za triangulem pokazało się "moje" miejsce, do którego podążałam ! Ha, Jaga Kora mi nie uciekła . Dumna i blada podążyłam statecznie w kierunku Jawornika. Pięknie się szło: mgły nad łąkami, latające wielkie ptaszydła, cisza wokół i 

Obrazek

:mrgreen:

Tak pięknie, ze wołałam iść jeszcze kawałek łąką, niż wleźć drogą w  las, co poskutkowało kilkaset metrów dalej totalną demolką moich nadobnych nóżek, bo znów  :roll: przedzierałam się przez pokrzywy , jeżyny i inne cuda natury , żeby dotrzeć do szlaku... Jawornik nie oferuje widoków, ale jest betonowy znak geodezyjny, więc cieszmy się  z małych rzeczy ;-)
Las sobie trwał dalej, droga szeroka jak jakaś autostrada, również, nawet parking był (tzn. parkowały wielgaśne machiny do zrywki drewna) a potem to już piękne miejsce do konsumpcji na przykład herbatki i kacanapek

Obrazek

Jest to miejsce  na przełęczy pomiędzy Jawornikiem a Polańską. Gdy juz nabrałam sił po sutym posiłku, wdrapałam się w górę i lawirując bez maczety , ale przy pomocy kijków trekingowych 

Obrazek

dotarłam do Polańskiej znanej też jako Horbki Sabaryniackie (737 m. n.p.m.) Te nazwy mnie po prostu rozbrajają :-D Miejsce widokowe fantastyczne. Zaległam sobie w skrawku cienia i syciłam oczy . Nigdzie mi się nie spieszyło, nic mnie nie żarło ani nad uchem nie brzęczało... Tak musi być w Raju... 
Ale przecież nie będę tam leżeć do wieczora . Kodując w pamięci to , co widzę, poszłam dalej. A dalej było jeszcze piękniej, tylko już dość stromo w dół i pomiędzy krzakami kolczastej tarniny, więc nie bardzo jak było siadac i się rozkoszować. Trzeba było  jęczeć z zachwytu na stojąco ;-)

Obrazek

W dole już widać Polany Surowiczne z Chałupą Elektryków. To mój cel na dziś .
W kosmosie wyczytałam, że ten odcinek Trasy Kurierskiej "JAGA-KORA"  nie odpowiada szlakowi jaki przebywał Jan Łożański  i inni kurierzy. Omijali oni szerokim łukiem wieś Polany Surowiczne, ponieważ część mieszkańców była wyjątkowo wrogo nastawiona do działalności kurierów. Szlak prowadził z Polańskiej w dół z pominięciem wsi , a następnie w dolinie przekraczali potok i wchodzili w tak zwany Las Szachty.  Ale że Polany Surowiczne są tak piękne, a żaden beskidzki szlak tędy nie przechodzi , więc pokombinowali :-) Mi ta wersja bardzo odpowiada . 
Pomalutku, powolutku, podreptałam tamże . Wielce sympatyczna ekipa na miejscu + cudne położenie + kąpiel w chłodnym strumieniu :arrow: poczułam się jak bogini :lol: 
Gdy upał trochę zelżał, przespacerowałam się do cerkwiska, i pochodzącej z 1730 roku dzwonnicy. Obecnie ma ona już nowy piękny dach

Obrazek

A wiele lat trwał remont tego miejsca. Chyba nawet jeszcze coś tam robią, bo sporo narzędzi , podpór i innych cudów zalega w lesie opodal. 
Noc pod rozgwieżdżonym niebem, przy dźwiękach gitary i klarnetu ... 
Rankiem po cichutku się spakowałam, pożegnałam się z tymi, co akurat wstali, i ...
zamiast iść zgodnie ze znakami szlaku , czyli na asfaltową drogę biegnącą przez las, żeby dojść do 
szosy Komańcza-Tylawa, posłuchałam dobrych rad mądrych ludzi i konnym szlakiem ruszyłam na Biskupi Łan. Fajnie pięknie, widoki cudne, na chwilowe pożegnanie ze szlakiem JK takie ostrzeżenia

Obrazek

A potem kolczasty drut, potok trza przekroczyć w bród, poczuć pod nogami zryte końskimi kopytami błoto, i trzymając się gałęzi , pionowo wdrapać się na ... kolejne pastwisko :lol: Wielkie ono, a tylko 2 zwierzaki tam są . Nie umiem opisać moich emocji , gdy zobaczyłam, ze na mój widok ruszyły galopem . W moją stronę! A tam ogrodzenie ze 2 m! no to plecak górą: hop. Potem ja : hop! W zyciu nie podejrzewałam się o takie umiejętności :mrgreen: Gdy już wstałam do pionu, to zobaczyłam, że te zwierzaki to galopowały, ale do lasu!! Ciekawe, czy bały się bardziej ode mnie? :lol: Uśmiałam się jak dzika norka :-D
Teraz już na spokojnie pięknymi widokowymi łąkami szłam sobie na południe lekko pod górkę, a potem w dół drogą wyłożoną betonowymi płytami aż do samej Woli Niżnej.  No i nastał asfalt, zatem już w jakimś rowie zaraz za skrętem do Woli Wyżnej, zmieniłam obuwie na sandałki, bo przede mną kilka kilometrów cudnej ale twardej drogi

Obrazek

Tu już z powrotem trafiłam na znaki szlaku JK. 
Wola Wyżna to to PGR-owskie zabudowania gospodarcze oraz blok mieszkalny gdzie mieszkali pracownicy PGR-u "Moszczaniec".  Kilkadziesiąt metrów za ruinami PGR-u zmienia się nawierzchnia na szutrową, więc w kolejnym rowie znów się przezbroiłam :-) Dochodząc do  nieistniejącej wsi Rudawka Jaśliska jest zamknięty (!)  szlaban ,a kawałek dalej można wymięc z zachwytu. No ja zaniemówiłam ( i tak milczałam, bo nie miałam z kim gadać, ale gdybym miała, to bym zaniemówiła ;-) )
Dolina Jasiela . Przydrożne krzyże w różnym stanie, zbiorniki przeciwpożarowe, 

Obrazek

pozostałości budynków po wopistach , falujące trawy...
Kilka betonowych płyt tworzy ścieżkę w lewo w las. Tam są pozostałości jasielskich cmentarzy. Podobno  zostały oznaczone dopiero na ostatnich mapach wydawnictwa Compass , na mojej sprzed lat nic nie ma.
Tutaj też z prawej strony dochodzi niebieski szlak graniczny schodzący z Kamienia nad Jaśliskami.  Jeszcze tylko kilka metrów pięknej drogi i to już koniec  Beskidzkiej Trasy Kurierskej JAGA-KORA .

Obrazek

 Pomnik z napisem Kurierom beskidzkim AK 1939-1944. PTTK Brzozów 81 odsłonił 13 września 1981 roku  Jan Łożański oraz  Stanisław Marusarz. 
Spędziłam tam chwilę, i powędrowałm dalej, na pole biwakowe. Po drodze jeszcze znajduje się pomnik poległych WOP-istów z Jasiela, którzy zginęli w potyczce(20 marca 1946 z ukraińskimi partyzantami.
Zasiadłam sobie pod wiatką, skonsumowałam wczesny obiadek, schłodziłam swe zmęczone stópki w potoku, przegadałam z godzinę z chwilowymi mieszkańcami tego pięknego przybytku, dowiedziałam się , ze ma dziś być porządna burza i zrobiłam nawrót ;-) Wymyśliłam bowiem sobie, ze dojdę niebieskim szlakiem do chatki w Zyndranowej.  Jasiółkę pokonałam przy pomocy mostka nucąc pod nosem "Zielony mosteczek ugina się, hej"

Obrazek

i mając nadzieję, że suchą stopą przejdę na druga stronę ;-)
Upał był niemożebny. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak się spieszyła do wejścia w las, jak tego dnia. A tu, jak na złość, nawet idąc pomiędzy drzewami, szłam w słońcu :roll:
Moje siły nikły w tempie zastraszającym. Powoli zaczynałam skłaniać się do zmiany potencjalnego miejsca noclegu. Może zamiast leźć do Zyndranowej, skończyć w Lipowcu? Albo dojść do Jaślisk... 
Zanim doszłam do Kamienia,minęłam kilka cmentarzy wojennych, ale że ostatnio odwiedziliśmy je z Krzysiem i Grażynką, to juz się nie zatrzymywałam, tylko, jak ten taran, parłam do przodu, żeby jak najszybciej dojść do Czeremchy i wiatki tam stojącej . Bałam się, ze jak wcześniej gdzieś zasiądę, to mogę nie mieć siły wstać, a przeżyć burzy w lesie specjalnie nie pragnęłam. Przy słowackiej tabliczce oznaczającej szczyt Kamienia zobaczyłam człowieka! Ja w lekkim szoku, za to on w wielkim :-) Ucieszył się, ze nie on jeden taki dziwny, że chadza niepopularnymi szlakami :-) Od słowa do słowa... i usłyszałam coś, co dodało mi sił : idzie teraz do Jaślisk, a tam przyjedzie po niego żona samochodem, bo tak w ogóle to urlop spędzają w Rymanowie. Mi juz trybiki w mózgownicy się rozkręciły i wymyśliłam, że jak bym się dostała do Rymanowa, to tam przeca moje autko!  Oczywiście , że mnie podrzucą ! :-D No to ruszyliśmy żwawo kuśtykając  w dół niebieskim szlakiem. Głośno snułam marzenia, ze złapiemy w okolicach Czeremchy stopa, którym dostaniemy się do Jaślisk, co oszczędzi nam kilka km dziurawego asfaltu. Mój towarzysz - Piotr , natomiast  wymyślił, ze przecież małżonka może przyjechać po nas już tutaj, do Czeremchy lub Lipowca, ale lipa. Oczywiście w tamtym rejonie nie ma zasięgu telefonicznego, :-D Ale to był jednak mój szczęśliwy dzień. Słysząc warkot silnika , nawet nie odwracając głowy, machnęłam ręką. Auto się zatrzymało, ale ... Pełno. Mała terenówka: z przodu kierowca i 2 ludzi, z tyłu 2 dzieci w fotelikach i pomiedzy nimi wciśnięta młoda kobieta (mama) . Serdecznie podziękowałam za dobre chęci, ale widzę, że się nie zmieścimy. Kierowca wysiadł i otworzył bagażnik, a stamtąd wyskoczył wielki pies :-D Pośmialiśmy się, że ewidentnie lipa, ale nie! Żona oznajmiła, że jeśli nie mamy nic przeciwko, to możemy się wcisnąć do bagażnika, a ogromnego psa wciśnie między przednie fotele! Oczywiście , ze nie miałam nic przeciwko :lol: Wepchnęliśmy się , mój plecak wylądował komuś na głowie, asany jogi to pikuś przy tym, co się działo :lol: 8 km jazdy w salwach śmiechu ze wspaniałymi ludźmi z Wrocławia po dziurawej drodze piękną doliną. Taka przygoda zdarza się tylko raz :-D Wysadzili nas na jaśliskim rynku, ale zanim wyczekiwana bardziej przeze mnie, niż przez Piotra, kierowczyni- małżonka mogła przyjechać, nastąpiła jeszcze integracja z lokalsami :-D Byłam oczywiście jedyną kobietą w tym towarzystwie, usłyszałam mnóstwo "dobrych rad", wszystkie okoliczne plotki i oczywiście mogłam być dumna z poznania filmowych gwiazd :mrgreen: Koniecznie chcieli postawić mi piwo, więc stanęło na 0% ( bo już miałam pomysła, co zrobię jak dostanę się do mojego samochodu :-) ) Wzrok "sponsora" bezcenny :lol:
Zostałam dostarczona na parking, wyczekano, czy auto odpali, bo jak by co, to mogę nocować na ich kwaterze... Kolejni fantastyczni ludzie :-) 
Samochód zachował się jak należy, ale dalsze koleje mojego urlopu w kolejnym odcinku :-)
Ostatnio zmieniony 2019-09-20, 04:07 przez Lidka K., łącznie zmieniany 1 raz.
jest we mnie wiary okruszek....

włodarz2
Posty: 88
Rejestracja: 2019-01-17, 17:43

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: włodarz2 » 2019-09-15, 09:25

Bardzo ciekawie opisana wędrówka. Świetnie się czytało.

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 612
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: krzyś » 2019-09-15, 20:58

Lidka! Pamiętaj, że ten mostek w Zyndranowej mamy przejść razem!!!

Obrazek

Awatar użytkownika
Trop
Posty: 439
Rejestracja: 2012-03-19, 11:46
Lokalizacja: Wrocław

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: Trop » 2019-09-16, 06:26

"milczałam, bo nie miałam z kim gadać"
Nie rozmawiasz na trasie sama ze sobą? Na głos? Nam się zdarza, mnie i samemu sobie :)

Lustro - sądząc po mobilizujących hasłach - pozostawiła pewnie grupa wsparcia, bo tą trasą się też chyba biega w sposób zorganizowany.

tadeks
Posty: 793
Rejestracja: 2015-04-18, 09:30
Lokalizacja: słupsk

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: tadeks » 2019-09-16, 09:04

Lidka K. pisze:
2019-09-14, 23:08
... przedzierałam się przez pokrzywy , jeżyny i inne cuda natury , żeby dotrzeć do szlaku... Jawornik nie oferuje widoków, ale jest betonowy znak geodezyjny, więc cieszmy się  z małych rzeczy ;-)
Grupa Jawornika,
to jeden z moich ulubionych, ostatnich rejonów, gdzie jeszcze można pochodzić po prawdziwie dzikim Beskidzie Niskim. Pamiętam tamte rewiry z przed kilkunastu lat. Bywam tam od czasu do czasu. Podczas naszych listopadowych spotkań też dwa razy sobie tam pochodziliśmy i pobłądziliśmy. Raz między Jawornikiem, a Banią, drugi raz między Polańską, a Szklarami, dokładniej przez Kanfiniarkę. Niestety, tam też szlakują, m.in. Jaga-Kora, i szlakować będą więcej. Są projekty nowych szlaków turystycznych w Gminie Jaśliska. Weryfikowane było w terenie m.in. z leśnictwem, szacowanie kosztów wytyczenia i udrożnienia niektórych odcinków. Część będzie rowerowa część tylko piesza.
Projekt na mapce. https://scontent-frt3-2.xx.fbcdn.net/v/ ... e=5E0173A5

Lidko, w temacie drogi wzdłuż Jasiołki, a dokładniej tamtejszych szlabanów i parkingów. Interesuje mnie to perspektywicznie, bo Jasiel bierzemy pod uwagę na nasze listopadowe spotkanie, bo tam "można wymięc z zachwytu".
Lidka K. pisze:
2019-09-14, 23:08
(...) Dochodząc do  nieistniejącej wsi Rudawka Jaśliska jest zamknięty (!)  szlaban ,a kawałek dalej można wymięc z zachwytu.(...).
Mam info z przed trzech lat, że są dwa szlabany. Jeden za Wolą Wyżną, a drugi przed Rudawką. Pierwszy był postawiony jako pierwszy i od pewnego czasu prawie zawsze jest otwarty (czy on jeszcze jest?). Blisko za nim jest parking i według leśników tam można zostawiać auta. Drugi szlaban (Rudawka) stoi przy granicy rezerwatu i tam dopiero jest znak zakazu wjazdu. Przy tym szlabanie jest plac zrywkowy a więc miejsce do parkowania. Z informacji jakie posiadam w czasie, gdy robione były (są?) zrywki ten plac potrzebny jest do składowania. W takim czasie pierwszy szlaban może być zamykany. Gdy zrywek nie ma, to można chyba podjechać do drugiego szlabanu, a przynajmniej jest to tolerowane.
Coś napiszesz w tym temacie?
Każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia.

Awatar użytkownika
krzyś
Posty: 612
Rejestracja: 2013-10-28, 12:51
Lokalizacja: Katowice

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: krzyś » 2019-09-16, 14:01

tadeks pisze:
2019-09-16, 09:04
Grupa Jawornika, to jeden z moich ulubionych
Patrz Tadziu, a my w tym czasie... ech!... na wydmach... :roll:

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: Lidka K. » 2019-09-16, 14:09

są dwa szlabany. Jeden za Wolą Wyżną, a drugi przed Rudawką.
i dokładnie tak jest. Pierwszy był otwarty, tuż za nim wielki parking i tablica zachęcająca do pozostawienia tam auta i poruszania sie dalej pieszo. Wydaje mi się choć głowy nie oddam, że i tam był zakaz wjazdu. . Przy drugim szlabanie parkingu nie zauważyłam. Znak zakazu był za to na pewno.

Krzysiu, mam to w głowie od roku ;-)
Nie rozmawiasz na trasie sama ze sobą? Na głos?
czasem się z siebie śmieję, czasem stwierdzam, ze jestem głupia lub nierozgarnięta, a czasem że "brawo Ty" :lol:

Włodarzu, cała przyjemność po mojej stronie :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
dave
Posty: 428
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: dave » 2019-09-16, 19:22

Kompletnie nie miałem pojęcia o istnieniu takiego szlaku. Dzięki za przybliżenie tematu, fajnie się czyta Twoje opisy. ;-)
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

Awatar użytkownika
catty101
Posty: 1037
Rejestracja: 2010-01-10, 13:24
Lokalizacja: okolice Krakowa

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: catty101 » 2019-09-16, 19:38

Świetne selfie w lustrze :lol:

kulczyk1
Posty: 1724
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: kulczyk1 » 2019-09-17, 20:58

Trasę jakby znam ;-) więc zapytam ..dźwiedzi nie pękałaś?

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Beskidzka Trasa Kurierska "Jaga-Kora"

Post autor: Lidka K. » 2019-09-20, 04:06

Ja niczego nie "penkam" a do tego mam tak wysokie mniemanie o własnej urodzie , ze strzelam swoje selfie gdzie popadnie :mrgreen: :mrgreen:
Dave, wbijaj w B.Niski :-)

Rozdział drugi pt: Pora na wczasy :-)

W czasie, gdy ja przemierzałam J-K, Krutul zmagał się z GSB i własnym kolanem. W trakcie mojej jaśliskiej integracji dowiedziałam się, ze dotarł do schroniska w Chyrowej (Hyrowej?), i dlatego wpadłam na pomysł przeżycia tego popołudnia w trzeźwości, po to, by  do niego dojechać. Zajechałam na parking schroniskowy , cisza, spokój, pusto. Zaglądnęłam w jakieś uchylone drzwi, wyszedł gość z pytaniem, czy w czymś pomóc, no to walnęłam: szukam męża :mrgreen: Faceta chyba lekko zamurowało, ale odnalazł się oka mgnieniu, bo zripostował; z drugiej strony domu, na tarasie, siedzi kilku chłopaków, może któregoś pani sobie wybierze :lol: 
No to poszłam i znalazłam :-) Powitanie przez Krutula okrzykiem : żono, co tu robisz , wywołało kolejne, już bardziej szokujące mnie, okrzyki reszty towarzystwa. Okazało się, ze te kilka osób tam siedzących, to sami GSB-owcy, przemierzający ten szlak na różne sposoby, a Jacek pochwalił się im moim przejściem z ub. roku i nawet powiedział, gdzie mozna relację znaleźć . Chyba już wiem, jak czują się zdobywcy Kolosa :lol: ;-)
Bardzo miły wieczór miał przerodzić się w noc spadających gwiazd, ale co? ale zaczęło padać :lol: Wytrwałe towarzystwo siedziało jeszcze na tarasie, natomiast ja poszłam skorzystać z dóbr cywilizacji: dłuuugi prysznic i spać :-)
Rankiem zamówione wcześniej śniadanko z pysznym świeżym pieczywkiem, kawusią taką i siaką, i całym mnóstwem innych smakowitości. Myślałam, że pęknę :)
Towarzystwo powoli wybywało na swe wędrówki, a ja dziś planowe niechodzenie. Czemu planowe? Bo sprawdziłam prognozę pogody :mrgreen: A że w pobliżu kilka miejsc, które od wielu lat migały mi tylko zza szyb samochodu, postanowiłam w końcu to nadrobić. Punkt 1 to Dolina Śmierci, czyli dolina  Iwelki. We wrześniu 1944, w trakcie operacji dukielsko-preszowskiej, toczyły się w tutaj ciężkie walki pomiędzy oddziałami pancernymi Armii Czerwonej i Wehrmachtu. I Korpus Czechosłowacki gen. Svobody wykrwawił się na Wzgórzu Franków. Wieś wtedy została zrównana z ziemią, W 1960 roku ku czci żołnierzy radzieckich i czechosłowackich postawiono tam  pomnik . Obecnie wieś Iwla to piękne domy, zadbane ogródki, koszone boisko, pomnik przyrody... Pospacerowałam sobie, pogadałam z grzybiarzem przy wodospadzie

Obrazek

I oczywiście posłuchałam znów dobrych rad :-) No bo po co mam wracać asfaltem, skoro mogę ścieżką przez las. No i będzie "na skróty". Albo ja mało kumata jestem, albo dla miejscowych "na skróty" oznacza zupełnie coś innego :mrgreen: Co nie zmienia faktu, że i mostki piękne po drodze zaliczyłam,  i jeżyn znów podjadłam, i wyszłam do wsi przez czyjeś podwórko :lol: Tak tylko mało "sandałkowa" ta trasa była, ale i tak chętnie ja kiedyś powtórzę. 
Na Wzgórze Franków , z racji nadciągającej czarnej chmury, wjechałam już samochodem. Przy studenckiej chatce "Teodorówka" kończy się cywilizowany asfalt, a zaczyna dziurawing :lol: 

Obrazek

To zdjęcie jest ściągnięte z netu, bo było tak szaro-buro, że na moim super sprzęcie, czyt. komórce, wszystko zlało się w jedność :roll:
Potem pojechałam sobie różnistymi polno-wiejskimi drogami do Rogów. Miałam na celowniku kościół pw. św. Bartłomieja  . Na szczęście był otwarty, więc sobie obejrzałam i od zewnątrz, i od środka. Pierwszy raz chyba takie piękne ławki zobaczyłam

zdjęcie ze strony parafii

Obrazek

Tuz obok jest cmentarz, na którym znajduje się obelisk ku pamięci ofiar I wojny (kiedyś w Rogach był cmentarz wojenny, ale obecnie nic po nim nie zostało, jedynie kamień) , oraz zagroda etnograficzna , z której ogródka podebrałam kilka nasion ;-) . Zobaczyłam też strzałkę do mogiły konfederatów. Krętą drogą dotarłam na pole i w kępie drzew jest słupowa kapliczka z ukrzyżowanym Chrystusem w przeszklonej gablotce oraz drewniana tabliczka na drzewie. To pamiątka po kwietniowej  bitwie konfederatów w 1769 r. pod wodzą Kazimierza Pułaskiego z Rosjanami, pod komendą ks. Szachowskiego. 
Pokręciłam się jeszcze po okolicy zaglądając tu i ówdzie aż zaczęło grzmieć. A ponieważ wieści od małżonka do tej pory nie miałam, to doszłam do wniosku, ze jeszcze w okolicach Cergowej siedzi. Z czystej ciekawości podjechałam pod szlaban w Lubatowej no i zanim burza rozpętała się na dobre, uratowałam z tego armagedonu 2 wędrowców: Krutula z kolegą. Jeden bały cały w błocie , bo postanowił zjechać z góry, zamiast schodzić , drugi tylko przemoczony do suchej nitki ;-) Dostarczyliśmy się na iwonicką kwaterę i z jej tarasu obserwowaliśmy burzowy spektakl.
Kolejny dzień przyniósł poprawę pogody o tyle, ze nie grzmiało. Jarek postanowił iść dalej na wschód. Ja przy kawie oznajmiłam, że na dziś mój plan obejmuje samochodowego zwiedzania ciąg dalszy :lol:. Zachęcać męża wiele nie musiałam do mojego pomysłu ;-) Pogórze Bukowskie i Jasielskie wiło się prawie że uroczo, bo jednak tej odrobiny suchości do szczęscia zabrakło. Muzeum Kultury Szlacheckiej w Kopytowej i Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu jeszcze daliśmy radę ogarnąć. Reszta z okien samochodu , I dopiero w Kątach, gdy pojechalismy poszamać, coś jakby zaczęło się przejaśniać.( A zainteresowanym donoszę, że przy GSB powstała  pizzeria "Chono tu" ). 
Nasze auto potem dojechało do Grabu, do PTSM. W dawnej szkole jest bardzo skromne schronisko, ale za to bardzo tanie i z bardzo miłą gospodynią. A ponieważ tuż obok jest Słowacja, to skoczyliśmy sobie jeszcze do Bardejowa :-)
Niestety, muszę oznajmić, że klasycznie: cdn, ale dopiero jak wrócę z Bieszczadów :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

ODPOWIEDZ