Zimowy weekend w Beskidzie Makowskim 01-03.02.2019 r.

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
dave
Posty: 368
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Zimowy weekend w Beskidzie Makowskim 01-03.02.2019 r.

Post autor: dave » 2019-02-13, 21:14

Zagadał do mnie Michun, czy nie miałbym ochoty na wspólny wyjazd w góry. Przedmiotem wyjazdu miałoby być pasmo Mędralowej i Jałowca. Chęć wyjazdu zadeklarował również Marco, który na dodatek poratował mnie w potrzebie parą rakiet śnieżnych Inooka, za co mu niniejszym serdecznie dziękuję. Pozostało tylko dogadać szczegóły i w drogę.

01.02.2019r.: Przyborów - Szałas na Hali Mędralowej

Wstaję o wyjątkowo nieprzyzwoitej godzinie, bo w okolicach 3:40. Szybko narzucam na siebie ciuchy, gotuję herbatę do termosu i uciekam na dworzec PKP, skąd o 4:20 mam pociąg do Poznania. W Poznaniu mam 6 minut na przesiadkę. Czy zdążę? Czas pokaże. Z racji tego że nie wierzę w cuda, tylko polegam na nich, wszystko idzie zgodnie z planem i szybko wskakuję do IC, w którym czeka już na mnie Michun. Powitanie, u konduktorki kupuję bilet, po czym uwalam się na kanapie. Droga bez przygód, w międzyczasie konsumpcja wałówy i po dziewiątej wyskakujemy w Lublińcu. Po kolejnej przesiadce w Katowicach, lądujemy na dworcu w Żywcu, gdzie oczekiwać ma na nas Marco. Tak też się dzieje, zatem parę słów kto zacz, przechwytuję obiecane rakiety i pędzimy na bus do Przyborowa. W Przyborowie niestety poplątaliśmy przystanki autobusowe i wysiedliśmy zdecydowanie zbyt wcześnie - ale ponad 3 km asfaltem gratis nie zaszkodziło jeszcze nikomu. :-)

Dobra, dość miałkiego ględzenia. Na przystanku małe przepakowanie, ochraniacze na nogi, czas się zbierać. Michun wziął nas (a już na pewno mnie) z zaskoczenia:

Obrazek

Po krajoznawczym spacerze przez Przyborów, wreszcie pojawiają się znaki zielonego szlaku:

Obrazek

Odbijamy od asfaltu w prawo i pakujemy się prosto w śnieg, którego póki co jest niewiele:

Obrazek

Po krótkim podejściu, zatrzymujemy się i wskakujemy w rakiety. Jest to mój debiut z tym ustrojstwem na nogach, Marco cierpliwie objaśnia mi zasadę działania tego typu urządzenia. Po krótkiej walce z systemem regulacji, mogę wreszcie iść. Fot. by Michun:

Obrazek

Zaczynamy podchodzić przez Czoło (821 m) na Jaworzynę (997 m) i już wiem, że to zdecydowanie nie jest mój dzień. Czy to wskutek niewyspania, czy też braku porządnej paszy, czuję się słabo i idzie mi się źle. Sytuację na chwilę poprawia przegryzka batona zbożowego i łyk herbaty z termosu. Gdzieś tam po drodze mijamy wysoko położone osady. Zawsze się zastanawiałem, jak mieszkańcy dojeżdżają tam zimą samochodami:

Obrazek

Tymczasem pogoda zaczyna się rozkręcać. Prognozy nie kłamały i spodziewany halny jednak zawitał w Beskidy. W takich okolicznościach cieszę się, że zdecydowałem się zabrać na wyjazd membranową kurtkę. Stuprocentowa wiatroszczelność czasami się przydaje. Silny wiatr ma swoje dobre strony, przejrzystość powietrza poprawia się:

Obrazek

Zaczyna się robić ciemno. Po drodze mija nas kilka skuterów śnieżnych, z których śladów korzystamy. Wspierając się GPS-em wychodzimy na Małą Mędralową (1042 m). Wiatr daje już na całego, padający śnieg chłoszcze po twarzy. Moja sylwetka działa tu jak żagiel i chyba dwukrotnie muszę się mocniej podeprzeć na kijkach, żeby nie zaliczyć gleby. :-) No nic, idziemy dalej.

Odcinek szlaku z Małej Mędralowej na Mędralową (1169 m) zapamiętam na długo. Mój kryzys się wzmaga i generalnie idę już głównie siłą woli, zamykając stawkę. W pewnym momencie słyszę trzask wypinającej się rakiety. No nie... tylko tego jeszcze brakowało. Zaczynam już mieć wizję, że, niczym Jack Torrance, wkomponuję się na stałe w zimowy krajobraz i znajdą mnie dopiero na wiosnę. Z opresji ratuje mnie Marco, pomagając wykruszyć lód z podpiętka, który był przyczyną całego zamieszania. Ciekawe co będzie jeśli szałas, w którym planujemy nocleg, okaże się zajęty lub niezdatny do użytku? Brrr... lepiej nie myśleć. Tak czy owak, zupełnie niepostrzeżenie wychodzimy na halę, na szczęście bacówka zachowana w całości. Po zrzuceniu plecaka i krótkim odpoczynku, czuję się już zupełnie dobrze... co jest o tyle istotne, że musimy odkopać wejście. Jako że nie mamy łopaty, kopiemy na zmianę rakietami, aż w końcu szałas staje przed nami otworem (dosłownie...) Wrzucamy plecaki i czołgamy się do środka.

Chwila na odsapnięcie, rozkładamy się na stryszku i zaczynamy przygotowywać sobie strawę. Jest całkiem ciepło, mój termometr pokazuje wewnątrz jeden stopień powyżej zera. Przy czołówkach rozprawiamy jeszcze o tym i o tamtym, bierzemy łyka rumu i wiśniówki, po czym w okolicach dziesiątej idziemy spać. To był bardzo trudny dla mnie dzień, na szczęście z happy endem. Dobranoc. Aha, wiatr przez całą noc szalał tak, że zatyczki do uszu znowu okazały się niezbędne.

02.02.2019r.: Szałas na Hali Mędralowej - Chatka "Adamy".

Wstajemy nie tak znowu wcześnie. Trasa dziś nie będzie długa, podejść równie niewiele, co mnie raczej cieszy. Przebieramy się i pora na topienie śniegu do termosu (obie foty autorstwa Michuna):

Obrazek

Obrazek

Śniadanie, kawka, pakowanie i możemy ruszać dalej. Otwór wejściowy do naszej bacówki od wewnątrz i zewnątrz:

Obrazek
(fot. Michun)

Obrazek

Tymczasem niespodzianka. Na zewnątrz jeszcze cieplej niż w środku. Śnieg zmienił swoją konsystencję - jest mokry, ciężki i lepi się do rakiet, dając pewnie dodatkowe 0,5 kg na nogę. Po lewej stronie znakomity widok na Jałowiec - właśnie tam będziemy szli. :-)

Obrazek

Obrazek

Ale najpierw przez Halę Kamińskiego schodzimy na przeł. Klekociny. Widoczki ciągle niczego sobie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(pierwsze foto by Michun)

Zasadniczym plusem jest fakt, że po wczorajszym kryzysie nie ma już śladu i idzie mi się bez porównania lepiej. Tak to czasami bywa w górach, dyspozycja w danym dniu potrafi zrobić konkretną różnicę. Na Klekocinach krótka przerwa na herbatę z termosu i jakąś pomniejszą paszę. Czeka nas krótkie podejście na Czerniawę Suchą (1062 m). Las po wczorajszym halnym robi wrażenie:

Obrazek
(fot. Michun)

Tymczasem wychodzimy na wierzchołek. Jestem tu pierwszy raz, bardzo mi się podoba. Pogoda poprawia się, załapujemy się nawet na tęczę:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stoimy i podziwiamy... ale czas się zbierać. Schodzimy na przeł. Suchą, gdzie znów urządzamy krótki popas:

Obrazek

Obrazek

Podejście na Jałowiec robimy niespodziewanie szybko. Na szczycie (1111 m) znów robię serię zdjęć:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Jałowcu robimy sobie dłuższą przerwę. Michunowi podwijają się skarpety (dobrze pamiętam?) i musi sobie coś tam poprawić. Jako że wiatr jest dość dokuczliwy, chowamy się w wiatce. Po oporządzeniu, wychodzimy i czas na gwiazdkę rakietową, fot. Michun:

Obrazek

Tymczasem schodzimy niebieskim szlakiem. Wszystko się topi, a momentami pod zwałami śniegu płyną regularne źródełka. Musimy uważać, żeby nie wdepnąć. Trasa prowadzi gęstym lasem, widoków generalnie brak i nie bardzo jest tu nad czym rozprawiać. Zejście idzie mi dość sprawnie, w międzyczasie odbijamy na czerwony szlak chatkowy, prowadzący do Studenckiego Schronu Turystycznego "Pod Solniskiem" (zwanego także Adamami), w którym zamierzamy zanocować. Godzina co prawda dość wczesna, ale bimbanie w schronie też czasami ma swój urok. Przy szlakowskazie mały podżer:

Obrazek

Dalej to już bez przeszkód i po chwili lądujemy na Adamach, fot. Michun:

Obrazek

Montujemy się do środka, zapoznajemy z będącą tu na gościnnych występach Izą, po czym idziemy na stryszek odsapnąć. Herbata, kawa i porządna pasza są tym, czego oczekuję. :-) Łazimy to tu, to tam, siedzimy trochę w jadalni, aż w końcu ruch i gwar wyganiają nas z powrotem na poddasze. Uwalamy się na materacach. Sorry za brudne skarpetki, fot. Michun:

Obrazek

Wieczorem prysznic i kima. Niestety nasz sen zostaje zakłócony przez kilkoro bałwanów, którzy przyszli w nocy, świecąc nam po oczach czołówkami i gadając o jakichś głupotach. Ale jakoś udało się zasnąć ponownie. :-)

03.02.2019r.: Chatka "Adamy" - Lachowice

Rano sprawnie ogarniamy temat i postanawiamy zejść do Lachowic, gdzie się rozstaniemy. Marco wróci do Żywca, natomiast ja z Michunem złapiemy bus do Krakowa, a tam już przesiądziemy się na pociąg. Pogoda ma się popsuć, więc wielkiego żalu nie ma. Tymczasem jest jeszcze ładnie, fot. Michun:

Obrazek

Obrazek

Na zejściu jest raczej lód, niż śnieg. Z Marco ubieramy raczki, natomiast Michun, jak przystało na twardziela, idzie bez. :-) Po raczej krótkim dystansie lądujemy w Lachowicach, jeszcze tylko ze dwa km asfaltem i nadchodzi czas przegrupowania. Marco idzie na skrzyżowanie, skąd odjeżdżają busy do Żywca, a my z Michunem zostajemy na przystanku, którego nazwa wyleciała mi akurat z głowy. Nie czekamy długo, po chwili nadjeżdża bus, koniec wycieczki.

Z podziękowaniem dla moich kompanów za całokształt twórczości, to był bardzo owocny wyjazd.
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5486
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Zimowy weekend w Beskidzie Makowskim 01-03.02.2019 r.

Post autor: Lidka K. » 2019-02-14, 12:47

nie wierzę w cuda, tylko polegam na nich
chyba sobie walnę nowe motto :mrgreen:
ach, piękna wycieczka, zimowa tęcza to dla mnie coś nowego. A do tej chatki na Mędralowej to jak doszliście? Patrząc na zdjęcie wejścia, to przecież chyba jej spod śniegu nie było widać? :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5521
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Re: Zimowy weekend w Beskidzie Makowskim 01-03.02.2019 r.

Post autor: Satan » 2019-02-14, 20:16

Super sprawa! Je te tereny odkryłem w tamtym roku i też jestem zachwycony, a hale na wierchach pomiędzy Mędralową a Jałowcem, to po prostu miazga.
Dobrze się czytało ;-)
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
dave
Posty: 368
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Re: Zimowy weekend w Beskidzie Makowskim 01-03.02.2019 r.

Post autor: dave » 2019-02-14, 21:28

Lidka K. pisze:
2019-02-14, 12:47
ach, piękna wycieczka, zimowa tęcza to dla mnie coś nowego. A do tej chatki na Mędralowej to jak doszliście? Patrząc na zdjęcie wejścia, to przecież chyba jej spod śniegu nie było widać? :-)
Dzięki. :-) Chatka była przysypana głównie w okolicach wejścia, więc nie było tak źle. Michun i Marco coś poklikali w GPS-ie i jakoś doszliśmy.
Satan pisze:
2019-02-14, 20:16
Super sprawa! Je te tereny odkryłem w tamtym roku i też jestem zachwycony, a hale na wierchach pomiędzy Mędralową a Jałowcem, to po prostu miazga.
Dobrze się czytało ;-)
Tak, pamiętam Twoją relację. :-) Makowski w ostatnim półroczu przeszedł chyba mały renesans na forum.
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

ODPOWIEDZ