Podsumowanie roku 2018

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3143
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Podsumowanie roku 2018

Post autor: buba1 » 2019-01-01, 12:29

W tym roku na wyjazdach spędzilismy około 113 dni.

W tym czasie mieliśmy okazje powłóczyć sie po Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii i Ukrainie.

Powędrowaliśmy sobie tez po Górach Bystrzyckich, Kaczawskich, Bialskich, Kamiennych, Beskidzie Żywieckim, Śląskim i Karpatach Pokuckich na Ukrainie.

Wycieczka wokół granic Polski w tym roku wypadła w rejonie Polesia.

Odwiedzilismy kilkadziesiąt opuszczonych pałacyków na Dolnym Śląsku i Opolszczyznie, w okolicach Dzierżoniowa, Strzegomia, Legnicy, Obornik Śląskich, Środy Śląskiej, Góry, Wołowa i Głubczyc.

Troche pojeździlismy rowerami po Dolnym Śląsku, a ja dodatkowo wypuściłam sie na kilkanaście wycieczek rowerowych po zaułkach Bytomia.

Wsadzilismy kupry do kilkunastu bajor typu stawek, jezioro, kamieniołom, glinianka i do jednego morza.

Dokladniejsze podsumowanie ze spisem poszczególnych wyjazdów pod linkiem:
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -2018.html


W tym roku udało sie 56 nocy spędzić gdzies w terenie, wśród lasów, pól i łąk. Spaliśmy w wiatach, chatkach, w namiocie i w busiu - naszej przenośnej, blaszanej wiatce (w 7 wiatach/chatkach, 9 razy w namiocie i 40 razy w busiu). 31 biwaków zapodaliśmy w Polsce, 10 na Ukrainie, 8 w Estonii, 4 na Łotwie, 3 na Litwie.

Rozpaliliśmy około 100 ognisk, wliczając w to również te poranne i "śróddzienne", tzn. niepołączone z noclegiem.

Spis poszczególnych biwaków:
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -2018.html
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: Podsumowanie roku 2018

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-01-29, 20:52

Skoro jest taki temat, to się wypowiem. Rok 2018 był dla mnie, w porównaniu z przynajmniej dwoma poprzednimi, w mniejszym stopniu górski. Co nie znaczy - mniej udany. Po kolei.
Styczeń i luty to raczej spacery dla podtrzymania formy niż prawdziwa turystyka. Wspomnę jedynie o wejściu na Jaworzynę Konieczniańską z Regietowa, a nie zwykłem chodzić po górach zimą. Śnieg zaczynał się dopiero w Regietowie Wyżnym, a na podejściu zapadałem się na ok. 40 cm. Ale warto było!
W marcu wybrałem się na Ekstremalną Drogę Krzyżową na trasie Katowice - Żarki. Wszyscy, których spotkałem na trasie, byli znacznie ode mnie młodsi. Najlepiej będę pamiętać przejście w środku nocy wzdłuż sporego zbiornika Pogoria IV w Dąbrowie Górniczej. Nie robiłem dłuższych przerw na trasie, więc ból pod koniec był wyrazisty, ale po powrocie pociągiem do Katowic miałem ochotę jeszcze gdzieś się przejść...
Weekend majowy to trzydniowy wyjazd do Aleksandrowa Kujawskiego - i stamtąd piesze spacery do Otłoczyna (pomnik ofiar katastrofy kolejowej), Łazieńca (dom Edwarda Stachury), Ciechocinka (mam słabość do uzdrowisk). Pojechałem też do pięknego Torunia, co każdemu polecam :) Gdy wróciłem do domu, przespacerowałem się na trasie Kalety - Zawiercie. Szkoda, że w środku dużego kompleksu leśnego budują autostradę...
W maju - kilka dni wolnego. Przystanek w Zawoi - i wyprawa na Mosorny Groń, Cyl Hali Śmietanowej, Policę, Halę Krupową i Okrąglicę. Odczułem wtedy wyraźnie, że wycieczka górska to nieco inna dyscyplina niż dreptanie po płaskim...
Bazą wypadową była, nie pierwszy raz, Wysowa-Zdrój - miałem tu coś do zrobienia. Wybrałem się na Busov, ale, ponieważ miało to być wejście pozaszlakowe, nie udało się. Gdyby coś mi się stało w dzikim lesie, prędzej zjadłyby mnie zwierzęta niż znalazł człowiek... Miło wspominam pętlę wokół Ropek i Czertyżnego, przejście z Łosia przez Klimkówkę i Homolę do Uścia, a przede wszystkim z Banicy do Krynicy Z. przez Huzary i z powrotem przez Jakubik. Wracając z urlopu, zahaczyłem o Rabkę Z., skąd żwawym krokiem udałem się do skansenu kolejowego w Chabówce - było warto!
W czerwcu po raz pierwszy wybrałem się na Małą Babią Górę - z Zawoi. Tak mi się ta trasa spodobała, że postanowiłem dwa tygodnie później powtórzyć wejście na MBG, ale z Przyborowa - tym razem gorsza pogoda sprawiła, że poprzestałem na Mędralowej i Głuchaczkach, skąd, naiwny frajer, zacząłem przebijać się przez dżunglę do Przyborowa. Udało się, ale nigdy więcej!
W miesiące wakacyjne przespacerowałem się, z grubsza, Szlakiem Jurajskim. Przeznaczyłem na to 4 dni - startowałem z Krakowa, Olkusza, Zawiercia i Żarek-Letniska - w dwóch ostatnich przypadkach dochodziłem do miejsca, gdzie wcześniej schodziłem ze szlaku. Wyszło ok. 218 km. Trasa piękna, nie dziwię się, że może być określana jako największa atrakcja turystyczna w Polsce, tym bardziej wyleczyła mnie z przekonania, że turystyka piesza ma w Polsce jakąś przyszłość - jeśli pominąć punktowe atrakcje jak: Babia Góra, połoniny czy Bobolice... Może to i lepiej, wszak o cudne manowce chodzi...
We wrześniu czas przyszedł na Beskid Żywiecki - za pierwszym razem pogoda nie pozwoliła ruszyć w góry, więc pojechałem do Żywca, za to po dwóch tygodniach słońce i mgły w dolinach wynagrodziły mi to z nawiązką! Podejście od stacji Słowianka na Romankę należy do moich ulubionych!
Pod koniec września kilka dni wolnego - z bazą w Rymanowie Z. - muszę mieć wszak wody zdrojowe pod ręką :) Szczególnie dobrze pamiętam trasę przez Przymiarki do Iwonicza Z. w ulewie, gdy nawet Cergowej nie było widać, a kilka dni później ujrzałem Tatry! Do miana jednego z ulubionych miejsc awansowała Wołtuszowa, przez którą powędrowałem do Rudawki Rymanowskiej. Schodziłem też Rzeszów, pod którego urokiem jestem do dziś. Miasto ma w sobie coś, może duch Nalepy unosi się... Dobre piwo warzą na Rynku...
W październiku spędziliśmy z żoną przepiękny pogodowo weekend w Olsztynie - tym słynnym :), skąd wędrowaliśmy przez Biakło, Sokole Góry, Zrębice. Odwiedziliśmy Mstów, Pustynię Siedlecką, Poraj. Warto tam wracać!
Pod koniec października po raz pierwszy przeszedłem wokoło Pogorii IV w Dąbrowie Górniczej - wschodnia część nie jest
prosta, to praktycznie zarośnięta pustynia, gdzie trzeba kluczyć. Także z końcem miesiąca zamknąłem górski sezon. A z początkiem listopada uchyliłem go, bo było bardzo ciepło jak na tę porę roku. Z Sopotni Wielkiej poszedłem na Halę Miziową i na Pilsko, następnie przez Rysiankę i Romankę - i ta wycieczka sprawiła, że kocham (a przynajmniej mam ochotę zwiedzić) prawie wszystkie góry w Polsce. Tydzień później wróciłem w te strony, by, znów debiut, przejść odcinek GSB ze Słowianki na Rysiankę. Wracałem przez Boraczą. Kolejny weekend - i nie mogłem nie wybrać się na Cergową, ale na szczyt wieży nie wszedłem. To musi trochę potrwać...
To na razie tyle. Niecałe 1600 w 2018. Jest nad czym pracować...
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

ODPOWIEDZ