SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5574
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2014-07-14, 13:21

zawsze możesz zmienic :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
wagabundzia
Posty: 24
Rejestracja: 2014-01-25, 15:00
Lokalizacja: Częstochowa

Post autor: wagabundzia » 2014-08-14, 17:03

Darg pisze: Na koniec jeszcze kilka zdjęć drogi
Wspaniała wyprawa :!: Muszę przyznać, że te "moje" tereny zaprezentowaliście przepięknie :mrgreen: aż nie poznaję ;-)
https://plus.google.com/photos/11801223 ... 674/albums

Chcesz poznać człowieka, zabierz go w góry (Włodzimierz Wysocki)

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-02-01, 19:09

SZLAK JURAJSKI - CZĘŚĆ 1 Kraków - Olkusz
Relacje z mojej ubiegłorocznej przygody z tym szlakiem zdecydowałem się dopisać do tego wątku - byłem prawie we wszystkich miejscach, które odwiedzili znakomici przedmówcy - i polecam ewentualną lekturę tego tekstu zilustrować ich zdjęciami. Być może moje uwagi przydadzą się komuś, kto planuje przejść z Krakowa do Częstochowy. Podzieliłem wstępnie trasę na 4 etapy - pierwszym etapem będzie spacer w sobotę 7 lipca 2018 na trasie Kraków - Olkusz. W czwartek zostawiam auto w Olkuszu, ponieważ po godzinie 20-tej w sobotę nie byłoby się czym wydostać. O godzinie 6.43 wysiadam na krakowskim dworcu autobusowym. Spacer do pętli tramwajowej Krowodrza Górka zajmuje mi nieco ponad pół godziny. Wzmacniam się kawą, odnajduję początek szlaku, przechodzę przez park, szosę i odtąd zaczyna się już niższa zabudowa. Wkrótce kończy się Kraków, a zaczynają Zielonki, a w nich dobrze zaopatrzony sklep z napojami, także z browarów rzemieślniczych - jest się czym pokrzepić... Po niedługim czasie opuszczam siedziby ludzkie i wkrótce przechodzę pod Czerwonym Mostem - to chyba jeden z symboli pierwszej części szlaku. Wchodzę do Giebułtowa - o ile przez Kraków i Zielonki przyjemnie się wędrowało, Giebułtów ciągnie się bez końca... Jednak siłą rzeczy zbliżam się do Doliny Prądnika, do parku narodowego. Trochę inaczej to sobie wyobrażałem - zabudowania ciągną się praktycznie przez cały czas, sporo też asfaltu. To nie Węgry, gdzie po gęstej zabudowie następuje, jak nożem uciął, cisza i spokój. W końcu jednak to moje lekkie rozczarowanie ustępuje miejsca coraz większemu zauroczeniu doliną. Traktuję ten spacer jako swego rodzaju rekonesans przed kolejnymi wycieczkami, trzeba będzie wrócić do Ojcowa. Kolejny odcinek drogi - z Ojcowa do Pieskowej Skały - można śmiało określić jako górski - jest sporo podejść i zejść. Wiele lat temu miałem przyjemność wykonywać pomiary na drodze - odcinek od Pieskowej Skały do zakrętu na Skałę - teraz krótko idę tą drogą, bo szlak każe wspinać się dość wysoko. W końcu schodzę lasem do zamku w Pieskowej Skale i trochę boję się tego, co będzie dalej. Czas na Sułoszową - jedną z najdłuższych wsi w Polsce - ciągnie się przez około 14,5 km. Dobrze, że po 3,5 km szlak skręca w lewo (nie najlepsze oznaczenie) w pola.
Idzie się tędy przyjemnie, choć droga się dłuży. Na długim prostym odcinku brak oznakowania szlaku - i OK, nie ma dokąd skręcić. Ale na skrzyżowaniu jeden słaby znak na drzewie... - trzeba dobrej woli, by go dostrzec. Niefajnie. Potem nie jest lepiej. Po pewnym czasie widzę znak, że szlak skręca w lewo pod kątem prostym. A jest tylko lekkie odbicie w lewo na drogę gruntową i to nieoznakowane. Postanawiam iść dalej główną drogą asfaltową i doprowadza mnie ona, rzecz jasna!, do Sułoszowej.
Wydłużyłem spacer o ok. 1,5 km, ale za to mam sklep z napojami. W końcu opuszczam ogromną wieś i wchodzę do lasu, którym przyjdzie mi iść aż do Olewina. 5 km prostą  drogą i dochodzę do miejsca, gdzie szlak skręca w prawo, a na mojej papierowej mapie - w lewo. Spodziewałem się tego, zmiana wynika zapewne z faktu wybudowania obwodnicy Olkusza. Przez pewien czas idę starym śladem, by wkrótce zobaczyć po lewej stronie niebieskie dachy budynków na olkuskim osiedlu. Potem już "na azymut" w stronę Rynku, zasłużone pyszne lody po 52-km spacerze.
Pogoda dopisała, nie było wprawdzie upału, ale słońce trochę dało się we znaki. Gorzej było z utrzymaniem szlaku - na ważnym szlaku (a ten jest chyba jednym z najważniejszych) powinny być co jakiś czas ławki lub wiaty i lepsze oznakowanie. Wiem jednak, że w środkowej części Szlaku Orlich Gniazd będzie pod tym względem zdecydowanie lepiej :-)
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-02-05, 10:52

SZLAK JURAJSKI - CZĘŚĆ 2 - OLKUSZ-ZAWIERCIE
Druga część spaceru czerwonym Szlakiem Jurajskim – busem dojeżdżam do Olkusza dopiero ok. 7.40. Pogoda, po kilku mocno deszczowych dniach, bardzo dobra. Droga przez miasto, gdzie 2 tygodnie wcześniej zszedłem ze szlaku, zajmuje niewiele ponad 30 minut. Mam wprawdzie mapę z nieaktualnym przebiegiem szlaku do Rabsztyna, ale tę zmianę wprowadzono niedawno, zatem powinna być to najlepiej oznakowana część szlaku. Początkowo tak jest - aż dochodzę do leśnego skrzyżowania i nie widzę znaków ani po lewej, ani po prawej, ani na wprost. Idę prosto 200 m, znaków brak, zawracam. Zatem w prawo - i po pewnym (za długim!) czasie widzę znak. Potem ciekawa polana z małymi choinkami, po obu jej stronach znaki na drzewach są wyjątkowo duże. Po chwili dochodzę do drogi asfaltowej. Zatem to obwodnica Olkusza. I znów nie widzę znaków. Idę w prawo, bo przed sobą nie widzę żadnych znaków. Przede mną wieś - to chyba jednak nie Rabsztyn, nie widzę napisu, ale już wiem, że to krótsza nazwa. Troks... - czyli to nie była obwodnica. Oj, nie tak miało być... Pozostaje wybrać drogę przez Podlesie - zatem idę chyba odcinkiem, którym co roku kroczy Pielgrzymka Niecierpliwych. To przyjemny spacer - gdybym się nie "zgubił", nie poznałbym tej okolicy. W końcu jest droga Olkusz-Wolbrom. I po jej przejściu spodziewam się iść szlakiem. I pójdę, ale zielonym... Takiego nie mam na mapie, ale orientuję się, że jest on poprowadzony w miejsce dotychczasowego czerwonego, czyli przez Rezerwat Pazurek, gdzie nie brakuje ciekawych skał. A także dużych grzybów, rosnących tuż przy szlaku - to może być dobra jesień! Pojawiam się w okolicy przystanku kolejowego Jaroszowiec Olkuski - i widzę znak: Szlak Orlich Gniazd - 1,6 km. Odcinkiem szlaku, który ominąłem, przespaceruję się w 2019. Nu, Rabsztyn, pagadi!
Na kolejnej części trasy, czyli do Gór Bydlińskich, mam i bardzo ładne lasy, i trochę podejść, i kilka odcinków po piasku, wąwóz za wsią Cieślin i wreszcie pierwszą porządną wiatę w Bydlinie - szkoda, że zaśmieconą. Postanawiam pójść do Ogrodzieńca na skróty (o kilka km mniej) i ominąć Pilicę - czas goni, a odcinkiem od pomnika partyzantów przez Pilicę do Ogrodzieńca już szedłem . Zmierzam w stronę Ryczowa, gdzie znajduje się efektowna Strażnica Ryczów. Teraz czeka mnie dość długi spacer asfaltem, na końcu wsi Ryczów Kolonia widzę po lewej prywatną, duuużą posesję - łąka, skałki i zapewne przepiękny widok... Nie jest mi natomiast dane zobaczyć z daleka ruin zamku w Podzamczu - to następnym razem i z bliska. W Ogrodzieńcu zasłużona przerwa w sklepie - i pozostaje ok. 10 km wędrówki szlakiem niebieskim do Zawiercia. Dobrze mi znanym, ale nie od tej strony... - są tu miejsca
podmokłe, gdzie mnóstwo latających owadów, zakładam kurtkę, kaptur i żałuję, że nie mam rękawiczek. Macham rękami - niewiele to daje. W końcu, po ok. 45 km spaceru, trzeba zdecydować się na bieg. I dobrze na tym wychodzę - mam dzięki temu więcej czasu w stolicy polskiego piwa - by odwiedzić... sklep z piwem, napić się kawy na dworcu i odpocząć, czekając na pociąg. 50 km za mną, nie mam poczucia, że coś się nie udało, na Jurze wszędzie jest ładnie. Jednak następnym razem sprawdzę przebieg szlaku po wielokroć! Spacer odbył się w sobotę, a 2 dni później - Dzień Włóczykija, zatem to były takie małe obchody :)
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-02-06, 19:10

SZLAK JURAJSKI 3 ZAWIERCIE - MASŁOŃSKIE NATALIN
Trzeci etap spaceru po Jurze - zaczynam 15.08.2018 o 6.30 na dworcu PKP w Zawierciu. Stąd przez las niebieskim szlakiem do Ogrodzieńca - Radio Katowice wybrało kiedyś Ogrodzieniec Złotą Miejscowością - lubię tędy przechodzić, ale co to za wyróżnienie?  - chyba nie za ruiny zamku w sąsiedniej miejscowości?? Niestety, z drogi nie udaje się zrobić dobrego zdjęcia ruinom zamku w Podzamczu. Nie ma też widoku na Gród na Górze Birów. Wchodzę na dobre w las, z którego szlak co pewien czas wyprowadza mnie do Karlina, Żerkowic, Skarżyc (te trzy to dzielnice Zawiercia!), Piaseczna. Szlak jest dobrze oznaczony, nie brakuje miejsc do odpoczynku. Miejscami spacer utrudnia piaszczyste podłoże. Docieram do Morska, do ruin zamku Bąkowiec (w remoncie) i - choć to dopiero południe - czas na posiłek i degustację piw z regionu. Później świadomie opuszczam szlak, który wchodzi w las, by zejść łąką - stokiem narciarskim. Niedaleko już na Górę Zborów. Ale za to trasa pełna podejść i zejść. Gdy dochodzę do drogi Kroczyce - Żarki, widzę jak kierowcy parkują na leśnej drodze - nie jest to miły widok. Wygląda jednak na to, że tu nie ma dobrego miejsca do parkowania... Wchodzę wyżej i stwierdzam, że to jedno z nielicznych miejsc, gdzie duża ilość osób mi nie przeszkadza. Zdecydowanie jedna z największych pereł Jury! Można poczuć się jak w górach! Potem odcinek leśny, który szczególnie mi się podoba, przechodzę pod Centralną Magistralą Kolejową i dochodzę do uroczych zabudowań. Podczas jurajskich (i nie tylko) spacerów widzę, w jak wielu miejscach zezwolono na budowę - mam wrażenie, że np. na Słowacji lub na Węgrzech w ogóle nie byłoby tematu. Powoli zbliżam się do słynnych zamków: Bobolice i Mirów. Przy obu parkingi jak przy centrach handlowych i mnóstwo ludzi. Zamek w Bobolicach pięknie prezentuje się po rekonstrukcji, a ruiny zamku w Mirowie - tylko troszkę gorzej. Pomiędzy zamkami jest ok. 1,5 km malowniczej trasy, mijam kilkadziesiąt osób, co mocno spowalnia spacer. Zamierzam w 2019 pojawić się o świcie! Z Mirowa znów przez las, znów z podejściami, droga do Niegowej ciągnie się... Jeszcze przez łąkę i jest szosa. Omijam centrum Niegowej, wiem, że jeśli chcę skończyć przed zmrokiem, muszę iść solidnym tempem. Z Niegowej długa asfaltowa droga do Moczydła, a potem polna droga, gdzie nie widzę oznakowań szlaku, wchodzę w las, który w terenie jest o wiele większy niż na mapie. Trzebniów, na szczęście, jest o wiele za blisko, by się zgubić. I faktycznie, wychodzę na drogę asfaltową nawet wcześniej niż szlak czerwony. Długa droga przez wieś, w końcu zejście w lewo i uroczy odcinek aż do ruin zamku do Ostrężnik - szkoda, że asfaltowy... Ostrężnik to też komercyjne miejsce i świetny punkt wyjścia do wędrówek po okolicy. Tu opuszczam szlak czerwony i idę w stronę stacji Masłońskie Natalin - przeważnie przez tereny leśne i wsie - w jednej z nich - w Suliszowicach - szczególnie dużo "degustatorów". Muszę trzymać porządne tempo, by nie iść lasem w ciemności. I udaje się na styk - po 14 godzinach kończę 63-km spacer i wsiadam do auta, które zostawiłem tu wczoraj. Było ciężko ze świadomością, że nazajutrz trzeba wstać o 5.20 i do pracy. A za 3 dni planuję czwarty - i ostatni - etap spaceru po Jurze.
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-02-07, 18:12

SZLAK JURAJSKI CZĘŚĆ 4 ŻARKI LETNISKO - CZĘSTOCHOWA
W sobotę 18.08.2018 zaczynam spacer na stacji Żarki-Letnisko o 6.50. Muszę dojść do miejsca, gdzie 3 dni temu zszedłem z czerwonego szlaku, czyli przy ruinach w Ostrężniku, a nie chcę iść kilkanaście km tą samą drogą. Odcinek Żarki Letnisko - Żarki dobrze wspominam, chociażby z EDK. Teraz jednak jest to w pewnym stopniu plac budowy asfaltowej drogi i kanalizacji do zabudowań w Wysokiej Lelowskiej. Z Żarek czym prędzej uciekam w las. Dzień zapowiada się gorąco. Mijam osadę leśną Czatachowa, dokąd przyjechało sporo osób - zapewne na jakąś imprezę. Przychodzę do Ostrężnika, ludzi tu dużo mniej niż poprzednio, nietypowe ruiny zamku przyjdzie zwiedzić w przyszłości. Teraz popularny odcinek do Złotego Potoku, przez las, z podejściami i zejściami, co nie do końca mi odpowiada, bo czuję już wpływ poprzedniego, niedawnego spaceru. Złoty Potok - słynna miejscowość, ale ze sklepami, wydaje się, bardzo słabo... Znów umykam w las i zastanawiam się (baaardzo głupio, jak się okaże), czy poza Olsztynem czeka mnie coś ciekawego na dalszej trasie. Lasy tu bardzo przyjemne, co jakiś czas "przeplatane" wsiami. Uwagę moją zwraca "molo" w Zrębicach, potem znaki prowadzące do kaplicy i źródła Św. Idziego. Przede mną spory kompleks leśny. Zaczyna się rezerwat Sokole Góry - wyjątkowo mi się tu podoba, jest - mimo wczesnej popołudniowej pory - chłodno, klimat tego lasu wydaje mi się szczególny, nie robię zdjęć, bo na nich nie będzie tego widać, natomiast wiem, że trzeba tu wrócić. Po pewnym czasie długie, dość strome zejście - nazwa "Góry" zasłużona! Na dole węzeł szlaków, piaszczysty odcinek przez las i ukazują się fantastyczne ruiny zamku w Olsztynie. Znów przechodzę przez budowę drogi - na szczęście, dziś nie pracują. Miejscowość wygląda na bardzo atrakcyjną, trudno mi pojąć, czemu jeszcze nie zwiedzałem tych okolic. To, co dalej następuje, też zachwyca. Przy wylotówce na północ tracę szlak, ale nie przejmuję się tym, mam zamiar iść przez Góry Towarne. Trzeba wspiąć się w upale, by ujrzeć wybitny widok wokoło. Doskonałe miejsce dla malarzy, by uwiecznić ruiny zamku. Schodzę trochę intuicyjnie i widzę ścieżkę, która pasuje mi "na azymut". Oznakowań jednak brak, dopiero przy samej drodze w Kusiętach pojawiają się. Potem długa droga przez wieś i kolejne wejście do lasu, w stronę rezerwatu Zielona Góra. Tu też coś nie gra ze szlakiem, idę drogą, która wydaje się szersza. Zaczyna grzmieć... Trzeba przyspieszyć. Po ok. 15 minutach wchodzę na szlak, przechodzę przez szosę i spodziewam się, zgodnie z mapą, że las wkrótce się skończy. Tak nie jest - tereny zielone są aż do samej drogi przy terenach przemysłowych już w Częstochowie. I tu, według mnie, powinien się kończyć i zaczynać Szlak Jurajski. Zamierzam iść prosto na dworzec - to jeszcze ok. 5 km - do pewnego momentu jest OK, ale im bliżej dworca, tym bardziej trzeba kluczyć. W końcu jest! - 53-km spacer dobiega końca. Jego tempo nie było już tak wysokie jak 3 dni wcześniej... Nawet przed 20-tą w hali dworca jest bardzo duszno. Odnośnie technicznej strony szlaku - występuje stanowczo zbyt duże zróżnicowanie jakości jego oznaczenia, zagęszczenia miejsc do odpoczynku, informacji odnośnie przebiegu szlaku. Widziałem sporo przepełnionych koszy na śmieci, bardzo słabo tu ze sprzątaniem... Zwiedzający występują w dużym natężeniu punktowo, na zdecydowanej większości trasy pusto, turystów jak na lekarstwo... Jednak wspomnienia z przejścia tego szlaku (4 dni - 218 km, bo trzeba doliczyć dojścia i zejścia do/ze szlaku z pociągu, busa lub auta) są piękne. Traktuję ten szlak jako punkt wyjścia do kolejnych ciekawych wycieczek, bo w wiele miejsc trzeba wrócić lub wybrać się po raz pierwszy - jak np. szeroko pojęte okolice Olsztyna, Mstów, Zamek Korzkiew... A są jeszcze Dolinki Podkrakowskie...
W styczniu 2019 przespacerowałem się z Częstochowy do Sokolich Gór, a potem odbiłem na Poraj. Nawet w niedzielę rano było dogodne połączenie autobusowe z centrum miasta do miejsca, gdzie szlak wchodzi w las. Udało się wreszcie wejść, zgodnie ze szlakiem, na Zieloną Górę - nazwa nieprzypadkowa, bo o ile w dolinach leżał śnieg, na szczycie nie było go wcale! Zielona Góra przypomniała mi Kornuty w Beskidzie Niskim... Szlakiem przeszedłem też obok Gór Towarnych. Obok... Duży błąd poprowadzenia szlaku! Tego dnia (3.02) było tak mglisto, że z olsztyńskiego rynku nie było widać ruin zamku! Okolice rezerwatu Sokole Góry dość mocno pokryte śniegiem. Nawet zimą jest na Jurze ładnie, warto się wybrać, ale wędrując przypominałem sobie letnie widoki - różnica jest, jak na mój gust, ogromna.
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

kristofhetvenharom
Posty: 26
Rejestracja: 2019-01-17, 08:33

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: kristofhetvenharom » 2019-02-09, 19:55

Wróciłem właśnie z Jury. Postanowiłem dziś przejść się tym odcinkiem szlaku, który w lipcu pominąłem - przez Rabsztyn. Bez problemu doszedłem z centrum Olkusza do miejsca, gdzie pojawia się czerwony szlak. I te zastrzeżenia, które miałem - do drogi łączącej stację Rabsztyn z Troksem - podtrzymuję. Przed Januszkową Szczeliną widziałem tylko oznaczenia zielonego szlaku (a mapę wciąż mam z nieaktualnym przebiegiem), ale przestało mnie to interesować, bo zobaczyłem długie, dość strome podejście na Januszkową Górę - i odezwała się górska natura, nieco zimą uśpiona :-D Zatem poszedłem zielonym szlakiem, który zgubiłem wprawdzie po wyjściu na pole, ale wkrótce wyszedłem na drogę, przeszedłem przez tory i znów na przełaj, w zbyt dużym śniegu (o ile zbyt dużym? - o tyle, ile leżało ;-) ) doszedłem do głównego szlaku.
Pytanie - może ktoś wie, dlaczego zmieniono przebieg szlaku? Przecież fakt powstania obwodnicy Olkusza nie powinien mieć znaczenia - drogę tę można bezpiecznie przejść. I porównanie starego przebiegu z nowym - w starej wersji wchodziliśmy na obrzeża Olkusza, by dojść do ruin zamku w Rabsztynie, potem Januszkowa Góra i rezerwat Pazurek. A teraz - szlak omija Olkusz, przechodzi tylko u podnóży Góry (błąd!), a potem dopiero odbija na Rabsztyn, czyli teraz idziemy szlakiem do Częstochowy, a kiedyś w tę samą stronę było do Krakowa... :roll: I omijamy rezerwat... Bardzo zła zmiana. Ale - kolorowa pozioma kreska otoczona dwiema białymi to dla mnie tylko sugestia, a nie prikaz! Poza tym, należy się chyba cieszyć, że znaki jeszcze są (!), bo już za chwilę pewnie ci nieliczni, którzy chodzą szlakami, będą posiłkować się smartfonem i jakąś aplikacją. Nie zapomnę till the end of my days sytuacji z 32. Marszonu, gdy podchodząc z Rytra w stronę Radziejowej trafiłem na rozstaj dróg i nie byłem pewien, która droga właściwa. Nieco za mną było kilka młodszych kolegów - uznałem, że wypada mi pójść sprawdzić. Znaków nie było i wróciłem do nich, mówiąc im o tym. Nic nie powiedzieli, wpatrzeni w ekrany. Ja jednak, towarzysze, będę korzystać wyłącznie z map papierowych (ewentualnie laminowanych) i będę popełniać błędy. To i tak procentuje na plus!
Cudne manowce. O tak, to warto! Bo wstaje nowy dzień...

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9914
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Re: SZLAK ORLICH GNIAZD na raz... na dwa...

Post autor: menel » 2019-03-05, 19:34

Niewątpliwie trza się będzie pochylić nad tematem.
ПУНКС НОТ ДЭД !

ODPOWIEDZ