Magiczna Biebrza

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
_Falco_
Posty: 84
Rejestracja: 2015-08-11, 20:14
Lokalizacja: Warszawa

Magiczna Biebrza

Post autor: _Falco_ » 2019-04-03, 22:10

Usiadłam do tej relacji z pewną obawą ponieważ moja dotychczasowa aktywność na forum ograniczała się raczej do czytania niż pisania, z wyjątkiem corocznych podsumowań po TSplusowych spotkaniach w Tatrach czy roztoczańskich wędrówkach zimą. Ciekawa więc jestem czy ktokolwiek zechce pochylić się nad tym co napisałam 😊 Ta relacja jest troszkę nietypowa bo nie ma nic wspólnego z turystyką górską.

Wiosenne wyjazdy nad Biebrzę weszły już do mojej tradycji. O ile zima to Roztocze, sierpień - Tatry z TS+ , jesień Bieszczady a także wiele innych aktywności w ciągu roku. To wczesna wiosna, kiedy tylko lody zaczynają puszczać a na niebie pojawiają się pierwsze klucze powracających ptaków; kojarzy mi się z wewnętrznym głosem przywołującym na bagna 😊 Ten wyjazd był spontaniczny i nie do końca planowany. Co roku obiecuję sobie że wyruszę nad Biebrzę jak najwcześniej; to jest jeszcze w połowie lutego lub na początku marca, żeby trafić i na największe rozlewiska ale też na czas najintensywniejszych przelotów. W tym roku wyruszyłam w ostatni weekend marca. Pogoda udała się znakomicie. Dwa dni z bezchmurnym niebem ale o ile sobota była ciepła i przyjemna to niedziela przywitała przymrozkiem i pomęczyła dość silnym wiatrem. Na szczęście nie zabrakło słońca i bezchmurnego nieba.

Nad Biebrzę jeżdżę sama. Wśród moich bliskich ciężko znaleźć równie zapalonych przyrodników, którzy byliby w stanie spędzać długie godziny wpatrując się w pozornie pustą, nudną i monotonną przestrzeń turzyc, trzcin i traw. Nie mówiąc o tym, by zachwycać się rzeką, która zamiast porządnie i poprawnie jak na rzekę przystało, płynąc równiutkim korytem, wylewa się nie wiedzieć po co na łąki, tworząc niedostępne trzęsawiska.
Dla mnie ta kraina ma wiele zalet i atrakcji ale wartym podkreślenia jest fakt, że jest to miejsce gdzie nikogo nie dziwi porzucone na poboczu auto i człowiek, którzy kawałek dalej stoi i z zadartą głową wpatrując się w pustą, wydawałoby się, przestrzeń przed siebie 😊 Tam naprawdę czuję się jak u siebie 😊

Opisywany przeze mnie wyjazd zaczął się w ubiegłą sobotę. Po pokerowej imprezie u znajomych spakowałam rzeczy i ruszyłam. Trasa z Warszawy jest teraz gładka, prosta i przyjemna. Pamiętam jeszcze dwa – trzy lata temu niekończącą się męczarnię pośród robót drogowych i korków. Teraz po troszkę ponad godzinie przyjemnej jazdy drogą ekspresową, można wygodnie zjechać na trasę bezpośrednio w kierunku Biebrzańskich Bagien. Ja zjeżdżałam w Mężeninie by za chwilę obrać kierunek Strękowa Góra. Trasa z Mężenina chyba aż do Dąbrowy Białostockiej nazywana jest Carską Drogą – mnie historia tego traktu nie interesuje aż tak bardzo ale jej walory przyrodnicze i krajobrazowe są niezaprzeczalne. Jest tam bardzo mało wiosek, co za tym idzie mało zabudowań. Ruch jest ograniczony i raczej lokalny. Dookoła podlaskie pola i łąki a od Strękowej Góry aż do Ossowca i dalej na północ, cały czas jedzie się przez Biebrzański Park Narodowy, co chwilę mijając ostrzeżenia o przechodzących łosiach. W okolicy Bagna Ławki zaczyna się ogromna przestrzeń jednego z większych biebrzańskich torfowisk, która trochę dalej na północ przechodzi w bagienny ols aż wreszcie przed miasteczkiem Ossowiec w jaśniutki i bielutki las brzozowy.

Pierwszy postój robię tuż za Strękową Górą – skręcam w prawo, ciekawa co też kryje się dalej bo na drogowskazie widzę informację o znajdującej się nieopodal wieży widokowej. Faktycznie, taka jest. Dla mnie nowa. Obok widać wykarczowane drzewka niewielkiego zagajnika z przeznaczeniem na parking – nie chcąc wbić się na jakiś pniak, staję na poboczu – ruch żaden, nie zapowiada się żeby mój samochód miał komuś przeszkodzić w jeździe. Z wieży widać niewielkie rozlewisko czy też podmokłą łąkę – nie spodziewam się tu jakichś spektakularnych obserwacji, mimo to wracam do auta po lornetkę. Warto bo w oddali widać parę żurawi – jest to czas kiedy większość ptasich podróżników, po odpoczynku nad Biebrzą, wyruszyła dalej na północ. Te które zostały, najprawdopodobniej spędzą tu lato, dobierając się w pary i wychowując młode. Widok żurawi cieszy mnie bardzo, bo później okaże się, że były to jedyne zobaczone przeze mnie na tym wyjeździe. Będę je słyszała jeszcze kilka razy ale już mi się nie pokażą 😊

Ruszam w dalszą drogę. Kolejny postój już kilka kilometrów dalej, zaraz na początku Bagna Ławki, przy kładce „Długa Luka”. Zostawiam samochód i ruszam drewnianą kładką w głąb bagna. Ludzi jest niewiele. Na końcu kładki spotykam małżeństwo, które czeka na łosia 😉 mówią o nim jakby był to jakiś jeden jedyny konkretny łoś, w dodatku ich dobry znajomy, który ostatnio pięknie im się zaprezentował spacerując w pobliżu, i liczą, że dziś też przyjdzie 😉 chwilkę czekamy razem ale ja szybko rezygnuję. Nigdy jeszcze nie miałam tyle szczęścia żeby zobaczyć to cudne stworzenie i chyba przestałam wierzyć, że kiedykolwiek się to zdarzy 😉 z własnych doświadczeń i wielu godzin oczekiwania wiem, że między bajki można włożyć opowieści o tych tabunach łosi, które prawie jedzą z ręki… A może tylko to ja nie mam szczęścia? 😉 Żegnam się, bez przekonania życząc nowym znajomym, powodzenia i udanych obserwacji. Nawet nie przypuszczam jak wielka radość spotka mnie tu jutro…. 😉 ale o tym za chwilę…

Po przejechaniu kilkuset metrów, wciąż jeszcze w obszarze Bagna Ławki czy też już może Bagna Podlaskiego, jest kolejne miejsce do obserwacji. Tym razem z wieżą obserwacyjną. Obok jest MOR – miejsce obsługi rowerzystów bo drogą tą biegnie Podlaskie Green Velo. Muszę wysiąść choćby na chwilę i rzucić okiem na to samo bagno bo a nuż ten znajomy łoś nowych znajomych gdzieś tu jednak spaceruje 😉 Nie! Nie ma łosia – jadę dalej 😉

Po drodze do Ossowca jest jeszcze kilka miejsc, gdzie warto wysiąść. Wieś Gugny, ścieżka Gugny – Dobarz, Grobla Honczarowska, Batalionowa Łąka – wszystkie ciekawe ale wymagające dłuższej chwili wolnego czasu. A dziś go niestety nie mam. Staję jeszcze tylko dwa razy, raz w podmokłym olsie, który jest tak niezwykły, tak inny od znanych lasów, tak nietypowy, że muszę choćby podejść, nadziwić się jak te drzewa i trawy żyją będąc zanurzone czy zalane wodą. Kolejny postój to moment kiedy ten niezwykły, ciemny, prawie czarny ols przemienia się w jaśniuteńką i bielutką brzezinę. Ten kontrast urzeka!

Ossowiec znam chyba najlepiej ze wszystkich miasteczek na Bagnach Biebrzańskich. I mimo, że pod względem przyrodniczym jest wiele ciekawszych miejsc to lubię te okolice bo jest to jedyna miejscowość w tych stronach, do której można dojechać pociągiem. Kiedy podróż autem jest za droga lub nie mam tyle czasu, mogę wsiąść w poranny pociąg w Łodzi by po paru godzinach wysiąść nad Biebrzą po czym, jeszcze tego samego dnia wrócić do Łodzi, pociągiem wieczornym (oczywiście w zależności od aktualnego rozkładu). Mam tutaj swoje ulubione miejsca, które odwiedzam i tym razem. Najpierw most nad Biebrzą. Zamknięty dla ruchu, więc tu zostawiam auto i dalej ruszam spacerem. Zaglądam na groble; podpatruję co słychać w fortach; przechodzę nad starorzecze; rozglądam się za podróżniczkiem, którego właśnie tu widziałam po raz pierwszy; spoglądam w stronę Goniądza, gdzie wyraźnie widać dwie białe wieże kościoła św. Agnieszki. Potem idę w stronę Góry Skobli – na którą początkowo prowadzą drewniane schody a później śródleśna ścieżka. Dookoła mnóstwo przylaszczek. Widać, że krzewy i drzewa mają już pierwsze liście. Na górze, znajduje się kolejna wieża obserwacyjna, tym razem z widokiem na rozlewiska Biebrzy. Widać i słychać mnóstwo ptaków – odległości są jednak dosyć duże więc mimo lornetki, jestem w stanie rozpoznać tylko te najbardziej charakterystyczne. Mimo, że bardzo nie chce mi się stąd odchodzić to niewyspanie daje się we znaki a przecież jutro ambitny plan żeby wstać przed świtem a wschód słońca powitać już na bagnach 😊 a to noc ze zmianą czasu…

Nocuję w Mońkach – miejsce noclegu naprawdę godne polecenia z wielu względów ale najbardziej dlatego, że panie wstały o nieludzkiej porze by otworzyć mi bramę. Nie powiedziały złego słowa tylko z uśmiechem pożyczyły udanych zdjęć i spotkania łosia 😉 Noc minęła niespokojnie, budziłam się wiele razy i zastanawiałam jaki ma sens to całe wstawanie, te bagna, ta Biebrza, po co się męczyć, frustrować, marznąć, po co komuś robić kłopot, a może się coś stanie??? A może wylezie mi jakiś zwierz na drogę i co wtedy?? Jestem tu sama, za chwilę będę sama w środku bagna, a jakby coś….??? Budzik zadzwonił o 5:15 i wtedy wiedziałam już, że nie ma odwrotu. Jadę.

Świt na bagnie to coś absolutnie niezwykłego.

Nie wiem nawet czy będę w stanie to opisać. Stoi sobie człowiek sam na drewnianej kładce, kilkaset metrów od drogi, pośrodku niczego bo ta droga to ledwo namiastka tego co ktoś kiedyś nazwał DROGĄ. Samochód przejedzie jeden na pięć godzin, ludzi brak, domów brak – pierwsze zabudowania kilka kilometrów dalej. Nie ma nic…. Jest bagno. Bagno, które żyje, które wydaje się być jednym wielkim żyjącym organizmem przybierającym różne kształty i kolory i odzywającym się dziesiątkami głosów, które zmieniają się co chwilę. To bagno żyje i wydaje się, że się porusza a ja poruszam się w nim. Chwilę później na horyzoncie pojawia się łuna, najpierw nieśmiało potem coraz wyraźniej. To słońce, które sprawia, że to bagno jeszcze przed chwilą odrobinę szare i jakby trochę ciemne; zaczyna mienić się feerią barw. Coś absolutnie niesamowitego. Stoję i marznę bo jest leciutki mróz, mija godzina mojego wpatrywania się w przestrzeń…. Patrzę….. Ciemna plama, która też patrzy. Patrzy na mnie. Już wiem – znajomy łoś nowych znajomych 😊 😊 Jest radość, jest szczęście, jest euforia. Chwilo trwaj!! Łosiowa pani przedreptała przez bagno niknąc za brzozowym zagajnikiem. Widać było, że to ostatnie chwile kiedy spaceruje tak całkiem sama 😉

Postałam jeszcze chwilę ale, że dupka marzła i wszystko marzło więc zaczęłam wracać do auta. Chwilę dalej, w sosnowym lesie stanęłam aby porobić zdjęcia promieni słonecznych prześwitujących przez konary drzew w delikatnej mgle. Stoję i czuję, że ktoś znowu na mnie patrzy. Dookoła nie ma nikogo, nie ma ludzi, nie ma żadnych samochodów – odwracam głowę i ta sama sympatyczna, lekko krzywa mordka. Cześć mordko. Ooo kolejna mordka – tym sposobem w ciągu kilkudziesięciu minut zobaczyłam więcej łosi niż w całym moim życiu. A to był dopiero początek dnia. Stan na koniec to 7 sympatycznych mordek, obserwowanych w rożnych miejscach z różnych odległości. Naprawdę nigdy nie zwątpię już w żadne z moich marzeń 😉

Dalsza część dnia nie była już aż ta spektakularna. Chociaż nie, była!! Dla mnie była. Dużo piękna, przyrody, niezapomnianych widoków, bezkresu łąk i wody po horyzont; kolorów; dźwięków; wrażeń. Odwiedziłam wiele miejsc. Goniądz, Wroceń, Stare Dolistowo. Potem przejechałam na drugą stroną Biebrzy oglądając chyba najpiękniejsze rozlewiska w Brzostowie i Burzynie. Do drogi ekspresowej dotarłam tym razem od strony Wizny. A dalej już tylko cywilizacja i humor jakby gorszy i wolności coraz mniej…..

Dziękuję wszystkim, którzy dobrnęli do końca.

Poniżej link do relacji fotograficznej:

https://drive.google.com/folderview?id= ... LFp4kGlOb0

Z pozdrowieniami.
Falco
"Wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność"

Awatar użytkownika
nicdobrego
Posty: 211
Rejestracja: 2009-12-23, 09:40
Lokalizacja: Mikołów
Kontakt:

Re: Magiczna Biebrza

Post autor: nicdobrego » 2019-04-05, 12:23

Zalogowałem się na to forum pierwszy raz po dwóch latach nieobecności, a chyba czterech nieaktywności - nie liczyłem na wiele, a tu taki fajny tekst!

Dotarcie do końca trochę mi zajęło, bo i dużo googla poszło w ruch, a i zdjęcia mnie wciągnęły. Muszę się tam wybrać, koniecznie. Czy byłaś tam może latem? Czy szlaki piesze rzeczywiście są tak zwodnicze i łatwe do zgubienia, jak strona parku straszy? :-)

Dzięki za super relację.
Kiedy człowiek ma jakieś dobre usprawiedliwienie, otwiera drzwi złym usprawiedliwieniom.
Terry Pratchett

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Magiczna Biebrza

Post autor: Lidka K. » 2019-05-05, 14:15

No, Falco, poleciałas, dziewczyno, po całości! Już w komórce kilka dni temu przeczytałam tekst, ale zdjęcia zostawiłam sobie na tę chwilę przy komputerze. Magia bagna wciąga, masz dar, chyba nie skończysz na tej jednej opowieści?
A jak marzysz o większej ilosci łosi, to zapraszam do nas, mam wrażenie że za chwilę na działkę mi wejdą :-)
jest we mnie wiary okruszek....

ODPOWIEDZ