Gdzieś na Dolnym Śląsku

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-05-17, 13:17

Na początek dnia wita nas nietypowy objazd. Chwile rozwazamy sprawe ale ostatecznie postanawiamy z niego nie skorzystac ;)

Obrazek

W Stryjnie mijamy pałacyk - zamieszkany.

Obrazek

W Brzózce kolejny, choc tym razem opuszczony. Znajduje sie jednak na terenie prywatnym i jakis goscinny gospodarz ogrodził go trzymetrowym murem. Coby przybysz nie mogl popatrzec na krzaki i oblazłe sciany? A moze jakas inna tajemnica sie tam czai, tylko jej nie wypatrzylismy?

Obrazek

W takich sytuacjach przydaje sie kijek do aparatu, taki jakimi posługuje sie sporo ludzi aby sfotografowac swoje facjaty. Kijek udaje sie wytknąc nad mur.. Ręka jest za krótka..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miedzy Węglewem a Białawami mijamy stacyjke. Ostatnio bylismy tu w 2010 i wtedy chyba jeszcze była zamieszkana - przynajmniej rowery trzymali ;)

Obrazek

Wiekszosc powojennych napisów juz zlazła, ale stare trzymaja sie niezle! Jakis lepszych farb kiedys uzywali!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz nie mieszka tu juz nikt, wnetrza sa puste, nie zachowało sie zbyt wiele mebli czy sprzetów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwraca uwage jedno okienko. Na wewnetrznym parapecie jest dekoracja z zeschlych mchów, porostow, sztucznych kwiatkow. Ciekawe czy pochodzi jeszcze z czasow gdy stacyjka byla zamieszkana czy pozniej, juz w opuszczonym obiekcie poniosła kogos fantazja?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejna miejscowosc na naszej trasie to Białawy Małe. Tutejszy pałacyk emanuje strasznym smutkiem. Pałacyki bywają nieraz tajemnicze, straszne albo calkiem wesołwe i przyjemne. Tu napada nas jakis dojmujące irracjonalne przygnębienie i zrezygnowanie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kikut drzewa, chyba rozerwanego piorunem, dopełnia tego dziwnego wrazenia…

Obrazek

Rzut oka do wnetrza...

Obrazek

Na obrzezach Wołowa napotykamy spory "kompleks" ruin. Chyba jakis PGR tu niegdys byl.. albo inny zakład rolniczo - przemysłowy.

Obrazek

Obecnie miejsce to sluzy jako składowisko zderzaków. Wiele z nich jest calkiem porządne i niezniszczone. Jak sie potrzebuje zderzaka to trzeba płacic krocie a tu sobie leżą porzucone i niepotrzebne? Dziwne...

Obrazek

W jednej z hal jest zwierzyniec. Misiek, małpa i chyba królik. Calkiem przytulnie tu mają, nawet dywanik jest!

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez pomniczek. Nie napisze gdzie bo go jeszcze co złego spotka.. Ciekawe - czy wczesniej była na nim jakas inna tabliczka?

Obrazek

Odwiedzamy tez pewne podsklepie...

Obrazek

Na koniec wycieczki wpadamy na pałac w Miękini. Duzy, łososiowy i zafoliowany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnetrza służą za składzik dóbr wszelakich.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w przypałacowych budyneczkach jest winiarnia. Mozna umówic sie na degustacje i zwiedzanie albo zakupic wino w butelce. Sa dosyc drogie a czy smaczne to jeszcze nie sprawdzilismy.

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-06-05, 17:36

Pierwszy biwak wypada nam nad brzegami zbiornika Słup, utworzonego na rzece o malowniczej nazwie Nysa Szalona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali majaczy tama.

Obrazek

Drogi prowadzące nad jezioro sa takie jak lubie najbardziej - wyboiste, dziurawe i zarośniete!

Obrazek

Obrazek


No i płytowki oczywiscie tez są!

Obrazek

Potem nawet raz udaje sie nam zakopac w glinie i piachu ;)

Obrazek

Obrazek

Na niektorych z tutejszych drog chyba testowali farby - lub znakarze uczyli sie malowac pasy wszelakie ;)

Obrazek

Napotykamy tez samotny krzyz o nieznanym nam pochodzeniu, czy to grob czy kapliczka?

Obrazek

Po drodze mijamy kamieniolomy, sądząc po tabliczkach czesciowo czynne.

Obrazek

Osiedlamy sie w lasku, oddając sie klasycznemu, błogiemu lenistwu ciepłego letniego popoludnia - ognisko, hamak, pulpa uwarzona na marusi… A wokol japy drze ptactwo - jak w ptaszarni! Od kilku lat mam wrazenie, ze osiedliły sie u nas jakies inne, nieznane wczesniej gatunki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachod slonca poczatkowo wyglada normalnie, jak zawsze, ot zwykly wieczor nad jeziorem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Im jednak slonce zbliza sie do tafli wody tym bardziej wszystko nabiera nieziemskiego klimatu. Okrągła sloneczna tarcza czerwienieje, a jej odbicie robi sie dziwnie prostokątne, jak namalowane od linijki… W połaczeniu z wiatrakami i łabędziem jak doklejonym w fotoszopie wyglada to co nieco dziwacznie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo kolejnego dnia schodzi nam na zbieraniu kwiatow dzikiego bzu. Na soki i nalewki!! Bzy lubią podobne tereny jak buby. Np. pobocza mało uczęszczanej, wyboistej drogi. Miednica szybko sie zapelnia aromatycznym dywanem białych kwiatow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Uniejowicach szukamy sklepu. Trafiamy pod jeden, niezwykle uroczy, ale sprawiający wrazenie opuszczonego i nieuzywanego od lat. Pusto, okna zatkane pustakami…

Obrazek

Juz nam żal, zesmy nie zdązyli, ze znow jakis kawałek klimatycznych dawnych czasow odszedł bezpowrotnie w przeszłosc. Żwirowa droga, w tle zabudowania dawnego młyna, ławeczki w otoczeniu starych bzów trzęsących sie od śpiewu ptactwa.. Ech… znalezc kiedys taki sklep tylko otwarty… Obchodzimy budynek dookoła… I… marzenia sie czasem spelniaja! Natychmiastowo! Sklep dziala i ma sie dobrze! Poczyniamy wiec odpowiednie zakupy i rozsiadamy sie w cieniu wysokich krzakow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chwile pozniej przybywaja spragnieni miejscowi. Trzech z nich wygladem przypomina bieszczadzkich zakapiorow z dawnych fotografii. Jeden mieszka w lesie, gdzies przy trasie na zamek Grodziec. Często tez tam pracuje, najmujac sie do dorywczych prac. Zamek jest jego wielką fascynacją od prawie 50 lat. Biegał tam jako dzieciak, pomagał przy remontach, pełnil funkcje stroza. Najbardziej lubi turnieje rycerskie i inne festyny. Twierdzi, ze nie oddal by swojego lesnego koczowiska za zaden dom w miescie. Zwlaszcza latem. Bo zimą czasem pizga w stare kosci. Koledzy kiwają głowami. “ O tak… to juz nie to zdrowie co dawniej.. Czlowiek juz tyle nie wypije co kiedys” i oprozniają duszkiem 4 butelke tatry mocnej.. ;)

Wszystkiemu przygląda sie i świdruje błekitem kot - owca :)

Obrazek

Zasklepowe klimaty dawnych przymłynowych zabudowan..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny biwak zapodajemy wsrod wiat w okolicach Bogaczowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wieczorem nie jestesmy sami. W wiatce obok spotyka sie młodziez z Jawora. Chyba z 6 sztuk. Chyba maturzysci. W chmurze konopnych mgieł powtarzają lektury. Zwlaszcza “Pan Tadeusz” jest dzis na tapecie. Sa tez drobne nieszczescia np. notatki przypadkiem spłoneły w ognisku. Okolo 21 nagle znikają. Nie zanotowalismy kiedy odeszli od ogniska, kiedy zniknely ich auta. Rozpłyneli sie w powietrzu jak duchy. Na stole pozostały niedopalone skręty, na wpół wypite piwo, nadpalone zapisane maczkiem arkusze. Nie wrocili juz wiecej ni tego dnia ni kolejnego…

Łazienka biwakowa! :)

Obrazek

I na koniec jeszcze kudłate drzewa w okolicach Pielgrzymki.

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-09-24, 20:11

Tym razem postanowilismy sie poszlajać po roznych podsudeckich terenach - glownie miejscach w rejonie Dzierżoniowa, Głuszycy, Krzeszowa, ¦widnicy. Tu tu, to tam. Pojechalismy raczej bez planu, a raczej z planem bardzo ogólnym - gdzies sie wykąpac, gdzies rozpalic ognisko, pogapic sie na gwiazdy, na gory zamykajace horyzont, a moze wleźc do jakis ruin.

Zaglądamy pod Wielką Sowę, od strony wsi Potoczek i miejsca dawnego wyciągu. Widoki calkiem zacne, gory, łaki, ruinki. Byl plan tu spac ale sporo ludzi sie kręcilo, wiec pojechalismy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na nocleg ostatecznie zatrzymujemy sie w Głuszycy, przy ruinach dawnej sortowni dla kamieniolomu melafirow. Od czasu naszego ostatniego pobytu (2012) troche sie tu zmienilo, powstala wieza widokowa i kamienny grill. Miejsce niby zagospodarowane ale nieco zapomniane - na wieze wyjsc sie nie da bo schodki pobutwiały, miejsca ogniskowe zarastają wysokie zioła. Czyli tak jak lubimy!

Obrazek

Pewnie ta tabliczka juz nie mogła wisiec na jakims placu. Bo jak wiadomo "zwyciestwa" dzielą sie na te dobre i na te złe. I to pewnie bylo to złe. Zwyciestwo schroniło sie jednak pod drewnianym daszkiem. Moze tu sobie powisi z dala od polityki..

Obrazek

Wieczorne klimaty...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy zapada ciemnosc pobliskie ruiny tez rozświetla łuna ogniska! Tam tez ktos imprezuje! Slychac glosy kilku osob, stłumione dzwieki jakiejs muzyki. Ale do nas nikt nie przychodzi. Kładą sie spac (a przynajmniej gaszą ognisko) wczesniej niz my.

Upalny poranek wsrod ruin i żużlowych placyków. Busio w sloncu, wiec chyba o 7 wygonila nas duchota.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chwile potem wpada jakis chłopak, początkowo wsciekly bo myslal, ze wywozimy tu smieci. Gdy okazuje sie, ze nasz cel przybycia jest zgoła odmienny rozmawia sie juz sympatycznie. Teren obecnie jest oficjalnie wykorzystywany przez milosników skoków na motorach, porobili sobie rozne górki, trampoliny i wyrzutnie. Ponoc wywiezli stad kilka wywrotek śmieci, ktore przez lata pokątnie składowala tu okoliczna ludnosc. Górki do skoków tez sa zrobione ze smieci przysypanych ziemią.

Dowiadujemy sie tez, ze ruiny sortowni ktos kupił/wydzierżawił/wynajął i obecnie hoduje tam kozy. Faktycznie po blizszym przyjrzeniu sie widac, ze są tam robione jakies daszki ze swiezych desek, schodki a nowe ścianki działowe przegradzają betonowe komory zabudowan.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zawijamy tez pod Mieroszów zobaczyc jak sie mają nasze ulubione wiaty. Jedna jak zwykle jest zajęta przez parkę dbającą o przyrost naturalny w regionie. Druga stoi chyba na jakis lotnych piaskach. Wygląda jakby w rejonie bylo trzesienie ziemi albo cos sie zapadalo. Wiata cala przechyla sie w prawo, podesty w srodku sie pogieły. Raczej nie wygląda na działalnosc wandali ale zemste geologii ;)

Obrazek

Obrazek

Kąpiele zapodajemy w Krzeszówku. Nasz ulubiony gatunek bajora czyli opuszczony kamieniolom. Tu raczej moze bardziej wyrobisko ale tyż dobrze. Klimat nadal nosi walory postindustrialnosci wiec oprocz wsadzania kupra w lodowate odmęty mozna i na czyms fajnym oko zawiesic.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Acz nie idzie w dobrą strone. Częsci budynków juz nie ma. Zburzone, zmielone. A brykalismy po nich jeszcze 3 lata temu, w lipcu 2015, tydzien przed narodzinami kabaczka! Zostaly tylko zdjecia na pamiątke...

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Teraz po wielu budynkach zostalo gruzowisko... jak zwykle komus przeszkadzało :(

Obrazek

Zaglądamy tez do opuszczonego pałacu w Kochanowie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mozna pobuszowac po wnetrzach, ale to chyba ostatnia chwila na takowe eksploracje bo wszystkie stropy sie walą. Nie wiem czy przetrwa zime czy wiosną bedzie juz bezdachowiec. Widac (i czuć), ze pałac zasiedlali bezdomni ale chyba juz sie wyprowadzili. Kiedys zamieszkiwało go kilka rodzin, co mozna wywnioskowac po rozrzuconych sprzetach - zeszyty szkolne, zabawki, maszyny do szycia czy żelazka. Ot, dolnośląska klasyka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I listy do poczytania - o romantycznych wspomnieniach z wakacji w Augustowie, ktorych konfrontacja z rzeczywistoscia wypadła.. hmmm..nieszczegolnie. Byla taka piosenka “Agnieszka”, przeboj z czasow mojego liceum. Ten list przedstawiał wlasnie wypisz wymaluj tą historie. Nawet imie sie zgadzało ;)

I niech ktos powie, ze pleśń na scianie nie moze byc malownicza! Ze w deseniu gnijacych murów nie mozna odnalezc piękna. Grzybek wielobarwny pałacowy!

Obrazek

Obrazek

W Grzędach zawijamy na teren dawnego osrodka rekreacyjnego. Szutrowe drogi, jeziorka....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakas buda o przeszlosci chyba barowej.. Na awaryjny nocleg jak znalazł!

Obrazek

Obrazek

Wieczorem osiedlamy sie na wiatowisku u podnóża Głazów Krasnoludków.

Obrazek

Obrazek

Płonie ognicho i pnie sosen w promieniach zachodzącego slonca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak odkryl piaskownice…

Obrazek

Jednak najlepsza zabawa to spuszczanie samochodu ze skały!

Obrazek

Poranne brykanie po skałkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zjadamy tez pstrąga w Centrum Transformacji Blokad Psychicznych, pod czujnym okiem lamy. W takich warunkach pstrag smakuje o niebo lepiej niz zwykle. A tak serio to przeklimatyczne miejsce, ktore zapewne jeszcze nie raz odwiedzimy!

Obrazek

Obrazek

Na koniec wpadamy pod ¦widnice. Jest mini wieża z zamglonymi widoczkami - ale to nie to jest powodem naszego przybycia w te okolice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To co nas tu sprowadza czai sie ponizej, ukryte w lesie. Juz raz tego czegos nie znalezlismy i wrocilismy do domu bucząc i obchodząc sie smakiem. Poczatkowo i teraz mamy problemy - trafiamy na jakies inne ruiny, wygladajace na dawną owczarnie.

Obrazek

Obrazek

Ale dzis los jest przychylniejszy dla wędrowcow spragnionych oddechu wilgotnego betonu. Z zarośli wyłania sie bryła poradzieckiego bunkra. Ponoc bylo tu tajne centrum dowodzenia brygad stacjonujących w ¦widnicy. Obiekt jest nieduzy, ale troche mozna miło połazic. Jest kilka wejsc, rozgałęziony korytarz. Są dwa piętra ale na górne nie włazimy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Klasycznie żebrowana komora, o klimacie znanym z tego typu bunkrow czy lotniskowych hangarow.

Obrazek

Ciekawy bardzo jest wąski korytarzyk obiegajacy bunkierek z boków. Z jednej strony ma półokrągle żebrowanie, z drugiej pionową, betonową ściane. Wygląda nieco jakby te gładkie sciany dobudowane były pozniej.

Obrazek

Obrazek

Ech.. i jakos zleciały te 2.5 dnia włóczegi po okolicach. Stanowczo za szybko. Popalilo by sie jeszcze ogniska przy bunkrze, pospało gdzies w lasach czy wsrod ruin… a tu trza wracac do domu.....
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-09-26, 16:05

... i szykowac się do kolejnego wyjazdu ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-09-26, 18:32

Lidka K. pisze:... i szykowac się do kolejnego wyjazdu ;-)
Poniekąd tak! :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-01-19, 22:48

Dzis mamy okazje wreszczie odwiedzic miejsce, ktore mijalismy juz nieraz jadąc w Sudety lub z nich wracając. Wielokrotnie na trasie Złoty Stok - Kłodzko migały nam przy drodze, za rzeczką, spore, kamienne ruiny, w zależności od pory roku mniej lub bardziej zarośniete. Dzis akurat nadszedł ich dzien!

Budyneczki sa dwa i z odległości tzn. zza rzeczki sprawiają wrazenie zadaszonych. Ni to forty, ni to zamek, ni to budynki przemysłowe? Iść do nich trzeba nieco naokoło z racji na nieobecność mostu tam gdzie bylby najbardziej potrzebny. Od mostu tupta sie tam stromą skarpą, porosłą kolczastymi pnączami, co dla dorosłego nie jest jakąś bardzo trudną przeprawą, ale dla trzyletnich, krótkich nóżek - juz i owszem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynki są ruinami składów/suszarni prochu. Proch tu trzymali bo niedaleko była fabryka gdzie go wytwarzali. Budynki magazynów obecnie juz nie mają dachów - pozostały spore dziedzińce otoczone wysokimi, solidnymi murami. Jak sie udało potem gdzieś wyczytać, dachy niegdys były, ale drewniane, o konstrukcji bardzo delikatnej, wiec nie przetrwały upływu czasu. Było to celowe działanie, bo ponoc przewidziane na wypadek wybuchu - aby siła owego BUM! poszła w góre a nie na boki i tym samym jak najmniej okolicy ucierpiało.

Fabryki prochu w Mąkolnie i okolicy istniały od XVII wieku i jego produkcja trwa tu nadal. Praca w nich nigdy nie należała do bezpiecznych. Fabryki wielokrotnie wybuchały. Ostatni takowy miał miejsce 2 lata temu i tez nie obyło sie bez ofiar.

Wchodząc na teren dawnych magazynów ma sie dziwne uczucie. Niby znajdujemy sie w linii prostej kilkadziesiat metrów od głownej drogi, gdzie cały czas śmigają samochody. A tu jest cisza. Cisza totalna. Nie slychac aut, nie slychac szumu płynacej obok rzeczki. Grube i wysokie mury zupełnie tłumią dźwieki spoza. Jakby otaczający świat przestał istnieć. Jest tylko tu i teraz..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo tu bram, przejść, małych tunelików..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce to lustrujemy pod względem przydatności biwakowej na czas wiosenno - letni. I trzeba przyznać, ze fajnie sie do tego celu nadaje. Raczej na wypady niezmotoryzowane, bo nie da sie tu dojechac autem. Ale dla pieszych, rowerzystów czy autostopowiczów miejsce wydaje sie wręcz idealne. W murach jest szereg zacisznych, zadaszonych komór, niektóre mają nawet sianko na podłodze albo spore haki na powieszenie hamaka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wielkie mury okalające dziedzińce umożliwiają palenie ogniska, ktore po zmroku pozostanie niewidoczne z drogi i z okolicznych, pobliskich budynków. Początkowo byłam zachwycona tym pomysłem, ale pozniej jednak naszła mnie pewna refleksja. Czy przypadkiem w ziemi nie pozostało nieco tego prochu, co go tu niegdys trzymali? Bo jeśli tak - to moze ognisko nie jest jednak najlepszym pomysłem? Albo trzeba sie nastawić na ognisko z atrakcjami i znacznie wiekszych rozmiarów, ktore jednak moze zostac dostrzeżone przez osoby postronne ;) Nie wiem czy tak jest - może to moja przesadna ostrożność zwiazana z zasłyszanymi historiami np. z opuszczonej fabryki w Zasiekach, gdzie ogniska pali sie TYLKO na gładkim i zamiecionym betonie ;)

Po drugiej stronie szosy stoi przedwojenny portal/pomniczek też zwiazany z ową fabryką prochową..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na tym wyjezdzie mieliśmy okazje wpaść jeszcze na inne ruiny. Na obrzeżach Bystrzycy Kłodzkiej , przy okazji poszukiwania miejsca na kibelek, wpadam na opuszczony kompleks poprzemysłowy.

Obrazek

Pomniejsze budyneczki sa w stanie juz dosyć rozpiżdżonym.

Obrazek

Obrazek

Ale czasem jakis smaczek sie znajdzie.

Obrazek

Do głownego budynku nie wchodze. Efekty zapachowo - dźwiekowe sugerują bytowanie tam sporej grupy bezdomnych. Z daleka słychać, ze wyniknął miedzy nimi chyba jakiś konflikt, który próbują rozwiązać w sposób niekoniecznie pokojowy. Nic tu po mnie!

Obrazek


Wracając do domu zahaczamy jeszcze o Zabardowice. Chyba najbliższy opuszczony pałac od naszego miejsca zamieszkania. Jest on jednak na tyle szczelnie poogradzany, ze nie tylko wejście ale również cykniecie zdjęcia jest nieco utrudnione.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale cała okolica obfituje w klimaty jakie lubie - rozwaliska, pnącza, stare maszyny, kostka brukowa, którą czas ułożył w nieregularne desenie, kałużaste drogi.. Pałac pałacem, ale takie przyfolwarkowe tereny same w sobie są fajne do odwiedzania - ze swoją atmosferą zawieszenia w niebycie, malowniczej rozpierduszki czy zwykłego wiejskiego życia wiedzionego na gruzach dawnej świetności i przepychu. Tu akurat nie ma stadka kaczek taplających sie w dawnych pałacowych fontannach czy prania powiewajacego na tle pokruszonych rzeźb pseudoantycznych, ale fragment tego klimatu można poczuć i odnaleźć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z racji pewnego niedosytu - niemożności zajrzenia do pałacu, namierzam mały opuszczony domek.

Obrazek

Tzn. takowy, ktory wydawał mi sie byc opuszczonym. Zarośniety, zapadły w ziemie, otoczony pierdolnikiem powyciąganych z niego (chyba) starych mebli, sprzetów i śmieci.

Obrazek

Obrazek

Zamierzam pociągnąć za klamke, ale pierwsze mijam okno, wiec w nie zaglądam. Przez szybke dostrzegam stół i siedzące za nim dwie postacie. Siedzą tyłem do mnie, wsparte na łokciach, ze zwieszonymi głowami. Drzemią? Śpią snem wiecznym? A moze to tylko wypchane kukły zrobione z gałganków? Stan czystości szyby nie pozwala na bardziej dokładną analize czasoprzestrzeni ;) Zatem nie wchodze. Sama jestem, a nature mam dość tchórzliwą. Rozglądam sie. Od okienka do drogi mam kilka metrów. Posesja nie jest ogrodzona. Do busia kolejnych kilkadziesiąt. Pukam w okienko. Szybka wpada w wibracje wydając dźwiek dużo głośniejszy niz początkowo zamierzałam. Żadna z siedzących postaci ani drgneła. Nikt mnie nie goni, ale i tak trase do busia przebywam biegiem ;)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-02-02, 21:03

Z tym wyjazdem to wszystko mialo byc zupelnie inaczej, a plany zmieniały sie szybciej niz układały ;) W ogole poczatkowo wyjazd mial byc o połowe krótszy. Potem myśleliśmy o jakis Beskidach, ale sądząc po różnych relacjach zasypało je śniegiem po szyje. Rozważaliśmy tez jakies opuszczone, dolnośląskie pałacyki, ale je również zasypało. Mniej wprawdzie niz Beskidy ale wystarczająco aby łatwość wpadania w różne dziury i zawalania sie dachów podnieść o 300%. Ciężko planowac wyjazdy zimą. Wszędzie jest do d… Ostatecznie stanęło, ze pojedziemy do Wałbrzycha, w miastach tego typu zawsze jest ciekawie a w tym konkretnym przypadku to mozna jeszcze z buta w góry ruszyc. Zadałam wiec na różnych grupach pytanie czy speluna “Adria” nadal istnieje, albo czy moze jakies inne lokale w podobnym klimacie mozna gdzies na obrzeżach miasta odnaleźć i tamże spędzic długi zimowy wieczór. Jedna z ciekawszych odpowiedzi jakie padły brzmiała: “Na Wałbrzychu sie nie znam, ale w Świdnicy odnajdziesz knajpy w klimatach jakie ci potrzeba”. Zasiało to więc ziarenko zadumy nad potrzebą kolejnej zmiany planów. W miedzyczasie również dowiedziałam sie, ze schronisko, w ktorych chcieliśmy w Wałbrzychu spać - noclegów nie udziela. Ma wprawdzie to w planach na przyszlość, ale kiedy to nie wiadomo. A w Świdnicy jest PTSM. Cóż… czasem po prostu los czegoś chce! :)

Zarówno ja (jak i toperz) mamy w zwyczaju, idąc np. na pociag, wychodzic wczesniej. Taka to metoda siedzienia na dworcu na tobołkach i przytupywania gapiąc sie w dal... Na wschodzie często praktykowana, u nas rzadziej (bo z tego co obserwuje w Polsce to raczej przybiega sie na pociąg na styk, z językiem na brodzie). Tym razem nasza metoda okazała sie bardzo przydatna - zdążyliśmy na pociag półtorej godziny wczesniej :)

W Świdnicy zostawiamy bambetle w PTSMie o przestronnych korytarzach i takichże pokojach.

Obrazek

Obrazek

I ruszamy powłóczyć sie po mieście, które dzisiejszego wieczoru jest senne i prawie zupełnie puste. No zima, pizga, środek tygodnia… Przez podświetlony i cholernie śliski rynek (mamy ze sobą raczki ale nie wpadłam na to, ze tak szybko bedą nam potrzebne ;) ) przemyka tylko jakas kobita z dzieckiem.

Obrazek

Obrazek

Dzieciak drze jape, tupie, kładzie sie na śniegu - babka ni cholery nie może wtłoczyć go do wózka, bo toto wierzga w amoku jak zarzynane prosie. Gdy mijamy owe przedstawienie, babka wskazuje na moją czapke: “Zobacz Michałku - łoś! Prawdziwy łoś. Podoba ci sie?”. Dzieciak natychmiast zastyga w bezruchu, zapomina, ze chwile wczesniej dostawał szału, zaczyna rechotać i wyciągać łapy w strone rogów. Babka szybko go wtłacza do wózka i zapina tysiacem szelek. Sukces. Śmiesznie tak komuś pomóc nie robiąc kompletnie nic ;)

Póki co uderzamy do “Teatralnej” - speluny poleconej nam w odmętach internetu (jezeli czytasz te słowa to jeszcze raz ogromne dzieki!!!!!!). Z zewnatrz wygląda niepozornie - chyba sami bysmy przeoczyli. Zwykła kamienica, okna zaklejone żubrem.

Obrazek

Ale jest napis sugerujący, że bedzie dobrze. Bardzo dobrze!

Obrazek

W środku duże przestrzenie, przyćmione światło i zapach czegoś na pograniczu boazerii i tapety sprzed lat.

Obrazek

Kiedyś to była kawiarnia, była tu szatnia, odbywały sie “dansingi”, bawiło sie eleganckie "państwo". Przekraczając próg poniekąd i my lądujemy w jakiejś czasowej machinie. Dzis nie ma zbyt dużo ludzi. Kilka osób siedzi za barem na wysokich stołkach. Inne stoliki sa puste i toną w mroku. Dosiadamy sie i my za bar. Widac takie tu zwyczaje. Jest to jedno z miejsc, gdzie znajomości nawiązuje sie bardzo szybko. Od razu witamy sie z całą ekipą jak ze starymi znajomymi. Gawędzimy o czasach dawniejszych i niedawnych, o wycieczkach, różnych zakątkach i atrakcjach Dolnego Śląska, o klimatach różnych knajp w miastach ościennych. Jeden z bywalców, zwany Lakierem, ciągle próbuje nas wkręcać - czy sie nabierzemy na rozne jego opowiesci. Są różne kawały i “śmichy- chichy”. I unosi sie tutaj wszedzie w powietrzu ten moj ulubiony spokój z nutką melancholii. Ten klimat zupełnie pozbawiony pośpiechu.. Niektorzy ostrzegali nas, ze “to mordownia”, ale zdecydowanie nie - przynajmniej nie dzisiaj. Latających kufli i widelców w plecach nie zarejestrowano :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano tuptamy na dworzec, mijając po drodze upiorne amorki.

Obrazek

Do odjazdu pociągu jeszcze sporo czasu (jak wczesniej pisalam my tak lubimy) wiec uderzam na poszukiwanie sklepu - celem oprowiantowania na dworcowe śniadanie. Namierzam “Żabke”, gdzie udaje sie nabyc jakies bułki o wyglądzie plastikowych, kiełbaski, na które zużyto chyba kilometr folii (kazda kiełbaska jest zapakowana osobno a potem jeszcze wszystkie razem). Na szczescie jest tez moja ulubiona musztarda miodowa, ktora moze zagłuszy smak plastku ;) Przed sklepem wpadam na bezdomnych, którzy pytają czy moze im kupie coś do jedzenia i przewiercają wzrokiem siatke. Siatke wiec oddaje, życze smacznego i wracam do Żabki. “Poprosze jeszcze raz to samo!”. Mina sprzedawczyni bezcenna! Ona chyba naprawde pomyslala, ze ja to wszystko zjadłam w dwie minuty!

W pociagu nie mamy czasu sie zasiedziec. Przesiadka w Jaworzynie i jeszcze wiecej czasu na oczekiwanie kolejnego pociągu. Poczekalnia milutko ciepła ale na tym kończą sie jej zalety - jakaś taka obrzydliwie nowa i kibel płatny 2 zł. Jeden z podświetlonych ekranów, gdzie wyświetlają rozkład, chyba sie własnie spierniczył. Wszystko na nim miga i podskakuje, juz po chwili w oczach tez nam pląsa... Idziemy wiec poszukać szczescia gdzie indziej. W skansenie kolejowym juz raz bylismy. (RELACJA: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -2013.html )
Akurat wtedy tez była zima i obiecywalismy sie, ze kiedys tu wrócimy powygrzewac sie do slonka na zardzewiałych lokomotywach. No ale to zdecydowanie nie plan na dzisiaj. Szukamy jakiejs knajpy, ale limit klimatycznosci takich miejsc wyczerpalismy juz widac w Świdnicy. Wszystko pozamykane. Napotkana babusia kieruje nas do jakiegos lokalu nad żwirownią, kusi wizją grzanego wina. Wychodzimy poza miasteczko, zabudowa sie kończy, wygwizdów totalny. Wiatr wali po gębach grudkami śniegu i zmarzłego błota, potęgując ochote na grzańce. Mija nas puszysty kot, który sie odwraca i w momencie jak spojrzał mi w oczy - dzieje sie z nim cos dziwnego. Jakby kota podłączyli pod prąd! Sierść mu sie cała zelektryzowała, ogon wyprężył do góry i tez zrobił jakis najeżony. Z pyska wydobył dziwny harkot i kot zygzakiem, zahaczając bokami kilkukrotnie o krzaki, dał noge w jakies przemyslowe zabudowania. Dziwnie mi sie jakos zrobiło od tego kota, a wycie wichru wokół jakby jeszcze sie wzmogło. Gdzie nas u licha ta babusia wysłała?? Knajpa okazuje sie istniec, ale latem. Albo w weekendy. Albo wieczorami. Teraz wszystko zabite na głucho. Są jeszcze dwa inne koty, ale one nie ryzykuja patrzenia na nas - spierdzielają zawczasu bez patrzenia w tył… ;)

Ładujemy sie wiec w okolice przykolejowe. Takie miejsca zawsze sa miłe i pachną jakąś przygodą. Zakładziki na wpół czynne a troche zapomniane, trylinka, wagony na bocznicach lub na środku łąki…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ech… tu znaleźć knajpe! Wspomnienia ze Lwowa stają nam jak żywe przed oczami. Taki lokal pracowniczy dla maszynistów i innych kolejarzy… to byłby klimat! Ale Jaworzyna to nie Lwów… niestety…

Jest tez opuszczona wieża ciśnien, drabinke oczywiscie musieli uciąć, żeby ludziom życie poutrudniać..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odkrywamy też, że tutejsze tory kolejowe są obecnie nie do sforsowania. Aby je (legalnie) przekroczyć, trzeba sie kawał drogi cofać, chyba az do wiaduktu i drogi samochodowej. No kurde - chyba se jaja robią! Widzimy na wyciągniecie ręki nasz peron i co - mamy zapylać 2 km dookoła? Kiedyś było łatwiej. Bo była kładka. tzn. kładka dalej jest, ale jest bezużyteczna dla osób o dużej praworządności. My do nich na szczeście nie należymy. Pokonanie zasieku z drutu kolczastego (kurde - to jest kładka czy pole minowe???) nie jest zbyt dogodne, zwłaszcza z duzym plecakiem. Konstrukcja jest metalowo - drewniana. Metal, mimo śladów rdzy, zdaje sie byc solidny. O drewnie momentami niestety nie da sie tego powiedziec ;) Jego niektóre elementy chrupia złowieszczo pod butami - a może to tylko szron wydaje takie dźwieki? ;) Od zawsze uwielbiam kładki nad torami. Ostatnio jednak ze smutkiem zauważam, ze to kolejna rzecz, która staje sie “niemodna” i powoli odchodzi z naszego krajobrazu. Kładek sie nie naprawia (tu wystarczyłoby wymienic kilka najbardziej uszkodzonych desek), zamyka sie je lub co gorsza rozbiera. (Jesli ktos ma do polecenia jaka ciekawą kładke, najlepiej na Dolnym Śląsku albo w opolskim - to bede bardzo wdzieczna!)

Ostatecznie mozna powiedziec, ze kładeczka staneła na wysokości zadania - nie zawaliła sie! :)

Obrazek

Obrazek

Ale wyprowadza nas na peron nr 2 . Jest cos takiego jak zbiorniki bezodpływowe. Peron nr 2 w Jaworzynie Śląskiej własnie do nich należy. Spotykamy sie ze ścianą. Przejscie do tunelu łączącego go z peronem nr 1 i 3 zostało dokładnie i solidnie zamurowane. Co za licho! Dookoła wszedzie jakies płotki, siatki… Ale ludzie mają teraz pierdolca z tym grodzeniem! No nic - nie ma wyjścia, trzeba kicać przez tory i potem wspinac sie na peron majac go na wysokości brody.

Niektóre przykolejowe zabudowania wyglądaja nieco pałacowo.

Obrazek

Obrazek

Kładeczka widmo i peron widmo.

Obrazek

Peron dalej chrupie pod butami. Ufff.. zatem to nie była kładka ;)

Pociąg z Jaworzyny wiezie nas w strone gór i kolejnych wyjazdowych atrakcji! :)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-04-18, 09:59

Po nadodrzańskich wałach włóczymy sie od wielu lat. Zapaliliśmy tam setki ognisk - na cyplach, w oczeretach i nad starorzeczami. Wypilismy morze piwa i zielonej herbaty, gapiliśmy sie w płynącą wode, a co niektórzy pływali w rozlewiskowych jeziorkach w czasie powodzi.. Ale nigdy odrzańskie wały nie kojarzyły sie nam z bunkrami! Przegapilismy? Czy moze na naszych trasach ich nie było? Tak.. nie bylo.. Bo myśmy łazili na trasie Oława - Wrocław i Oława - Brzeg... A beton siedzi w rejonie bardziej północno - zachodnim...

W latach przedwojennych powstało kilkaset małych, żelbetonowych bunkierków wzdłuż lewego brzegu Odry, miedzy Wrocławiem a Krosnem Odrzańskim. Po wojnie większość z nich została wysadzona w powietrze i ich resztki siedzą teraz zarośniete chaszczem, gdzies na nadrzecznych wałach. Brzmi jak coś co buby lubią - i aż dziwne, że póki co jeszcze mnie tam nie było!

Już początek trasy jest rokujący. Zasada pt: "płytowa droga zawsze prowadzi w ciekawe miejsce" tutaj sie też sprawdziła! :)

Obrazek

Na pierwsze spotkanie krzakom pełnym betonu ruszamy w okolicach Chobieni, a dokładniej w jej północnych krańcach, gdzie nadrzeczne wały i łąki sa wyjątkowo malownicze i dzikie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poniżej okoliczności krajobrazowo - przyrodnicze w jakich szukamy rozpadniętego, omszałego betonu :) Dużo tu poskręcanych pni, wiatrołomów, kolczastych krzewów gigantów, bagienek czy zwierzęcych tunelików przez chaszcze, gdzie spod nóg czmychają nam bażanty i zające. Konary i liany zrywają czapki i drapią po gębach. Takie nabrzeża lubimy! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Nie wiem ile powiniśmy na tym odcinku tych bunkierków znaleźć - ale udało sie namierzyć sztuk 4

Bunkierek nr 1

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Bunkierek nr 2

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Bunkierek nr 3

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Bunkierek nr 4

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Liczymy, że może kiedys znajdziemy jakis taki zadaszony, aby w nim dogodnie przenocowac i nie bać sie deszczu :) Jakby ktoś miał takowy do polecenia - to bede bardzo wdzięczna!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-04-19, 17:42

O dobrym i złym miejscu... ;)

Pod wieczór zawijamy do miejscowości Kłoda Wielka. Na mapie jest oznaczony pałac, wiec skoro juz przejezdzamy niedaleko to zboczymy sobie ten kilometr czy dwa. Pałac w Kłodzie Małej zwiedzaliśmy juz rok temu.

Juz na bocznej drodze w strone tej wioski zaczyna być jakos nieco dziwnie. Mija nas auto wypełnione ludzmi w róznym wieku. Ktoś sie wychyla z okna i coś nam pokazuje. Pomyśleliśmy, że może nam cieknie ze skodusi albo sie coś urwało? Gdy sie zatrzymujemy, jeden z kolesi zaczyna nam wygrażać, a jego dość agresywny monolog jest pozbawiony jakiejkolwiek myśli przewodniej, wskazuje jedynie na jakąś głęboką wewnętrzną frustracje i nienawiść do otaczającego świata. Nie ma z kim gadac, jedziemy dalej. W tylnym lusterku widzimy, ze koleś wraz z ekipą dają upust swoim emocjom waląc butelkami w przydrożne drzewo. Kawałek dalej jakichś dwóch gości przewala sie na granicy rowu. Początkowo myślałam, ze jeden pomaga drugiemu wstać ale chyba jednak sie bili. Albo jedno i drugie? Albo sami nie wiedzeli? Ech… te sobotnie popołudnia na cichej i spokojnej wsi dolnośląskiej ;)

Poszukiwany pałac okazuje sie być zamieszkany.

Obrazek

Obrazek

Obok kilka stodół w różnym stanie zawalenia.

Obrazek

Obrazek

Toperz stwierdza wiec, że nic ciekawego tu nie ma i oddaje sie wyciagnietej spod fotela lekturze. Ja ide troche sie rozejrzeć i poczuc lokalnego klimatu. A jak sie okazuje - jest on szczególny. Takiego miejsca, tak naładowanego złymi emocjami, jeszcze chyba nie trafiliśmy na naszych pałacykowych trasach. W powietrzu aż coś iskrzy.

Mijam pałac, mijam zabudowania przypałacowe, mijam inne domy. Z jednego z otwartych okien słysze kłótnie. Facet i babka. Młodzi raczej. Chyba para pozostająca (póki co) w związku. Poszło o polityke. Jak widac zdania na temat miłości do wiodących partii są w tej rodzinie podzielone. Latają przedmioty i solidne bluzgi. Ostatecznie dochodzi do rekoczynów, które o dziwo rozpoczyna kobieta. Po chwili sa już tych wrzaski i tumulty. Spadam spod tego okna bo zaraz mi na łeb wyleci jaki telewizor - jako głowny sprawca zamieszania i nasycania przestrzeni propagandą jednej lub drugiej strony…

Nieopodal dwóch kolesi zajmuje sie jakąs maszyną. Wokół kręci sie chłopiec w wieku wczesnoszkolnym. Coś chyba przeszkadza starszym, bo najpierw na niego wrzeszczą a potem młody dostaje przez plecy grubą, metalową rurą. Aż w chłopaku coś jękło w srodku.. Widac metoda skuteczna bo czmychnął w krzaki i panowie mogą dalej szarpać za maszyne w spokoju...

Kawałek dalej na werandzie siedzą dwie starsze panie i takowy tez pan. Na stoliku kawka, ciasteczka, piwko. Ciepłe popołudnie, jedno chyba z pierwszych w tym roku, tchnących prawdziwie wiosną. Słoneczko powoli zachodzi, a ptactwo w zaroślach wydziera dzioby. Sielanka zdawałoby sie… Otóż nie.. Owa trójka nie słucha ptaków, nie chłonie ciepłych promieni słonca, nie cieszy sie złocistym napojem z butelki… Zrzędzą. Klną. Kłócą sie. Jedna babcia zrzuca drugiej ze stolika ciasteczka. Tamta puszcza wiązanke, która była tak dopracowana, ze babcia chyba układała ją przez całe swoje, 80 letnie życie. Taka wiązanka, aby zmieszać kogoś z błotem, a nie uzyć żadnego zbędnego słowa. Aby kazde użyte słowo było obraźliwe. Az żałuje, ze nie zapisałam. Co sie k… tu dzieje w tej wsi? Az sama przestaje potrafić myśleć bez bluzgów.. Do wody tu cos dodali? W powietrze spuścili? Jakis kurde eksperyment?

Wycinana drewniana weranda pałacowa...

Obrazek

Gdzies powiewa pranie. Wydawałoby sie, ze sielsko i spokojnie? Otóż nie... nie tu...

Obrazek

Postanawiam zajrzeć pod pałac z drugiej strony. Ładnie oświetla go słonce, szemrze strumyczek, po starych ścianach pna sie bluszcze. Tu ludzi jakos nie słychać, jakos wsrod przyrody sympatyczniej...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez mały ciek wodny przerzucona jest kładka. Na kładce kotek. Robie mu zdjęcie, wołam kici kici. Kot syczy i rzuca sie - próbuje mnie ugryźć w kostke! Na szczescie (moje) trafia na gruby, skórzany but z metalowymi skuwkami. Mam czas podnieść kija, który wzbudza w kocie szacunek. Kurde co to za miejsce? Nigdy w zyciu jeszcze kot sie na mnie nie rzucił! Pies nie raz, ale kot?? I to jeszcze zupelnie nie zaczepiony, bo ani go głaskac nie próbowałam, ani brac na rece, ani przepędzic. Nic z tych rzeczy. On zaatakował. Naprawde cuda jakieś… Taaaaa… a "najlepsze" ma dopiero nadejść… ;)

Obrazek

Obrazek

Ide jeszcze zrobic zdjecie pałacu przez staw. Bedzie chyba najładniejsza fotka dnia. Staje na brzegu drogi, potem na kawałku przydrożnej trawy. Nie właże do cudzego ogródka. Nic z tych rzeczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed jednym z domów odbywa sie grill. Bardzo hałaśliwy i chyba niezbyt pogodny, jak przystało na tę miejscowość… Jakiejś kobicie nie podoba sie, że robie zdjęcia pałacu i na głos wyraża swoja głeboką dezaprobate do moich poczynań. Nie reaguję. Pstrykam jeszcze pare ujęc, chowam aparat. Kątem oka widze, ze narwana baba wychodzi z ogrodu i zmierza w moją strone bluzgając w sposób przyjety i modny w okolicy. Wsadzam reke do kieszeni, tam gdzie trzymam gaz. Czekam na rozwój wypadków. I postanawiam sie pobawić :) Kobita jest młoda, góra 20 lat. O dziwo nie czuć od niej alkoholu. Jednak cała twarz jest przepełniona złością i nienawiścia, dla zasady i do wszystkiego. Zaczyna klasyczną mowe przestawicieli tego gatunku, która zawiera pytania retoryczne dotyczace tego kim jestem i skad sie tu wzialam, itp. Wyraza rowniez głeboką dezaprobate dotycząca mojej tu obecnosci oraz porady od serca dotyczace tego, ze powinnam sie szybko znalezc gdzie indziej, jak równiez obietnice, zwiazane z tym, co nastapi jak tego nie zrobie. Nie odzywam sie, patrze na nia wzrokiem najbardziej cielęcym jaki potrafie z siebie wygenerowac. Uśmiecham sie uśmiechem debila. Mówie “yyyyyyy” i usmiecham sie dalej. Babe nieco zamurowało. Ciekawe jest obserowac reakcje ludzkie, w momencie gdy rzeczywistosc ich zaskakuje i nie mieści sie w ich przewidywaniach. Baba próbuje krzyczeć jeszcze głosniej i machac rekami, a nawet od czasu do czasu mnie potrącac. Gdy juz zaczyna jej sie nieco łamać głos, pewnie od nadmiaru wrzasku i emocji, zaczyna pochrząkiwać i kaszlec. Ostatecznie cedzi przez zaciśniete usta “Nie rozumiesz k…???” Ja sie uśmiecham, mówie “yyyyy”, zrywam kwiatka i jej daje. Lewą ręką oczywiscie, bo prawą cały czas trzymam w kieszeni na gazie.. Zdziwienie, zaskoczenie na twarzy kobity, zaczyna nieco przechodzic w przerażenie. Tak jak stała metr ode mnie to daje kilka kroków w tył. Dopiero teraz zauważam, ze na pobliskiej bramie wisi widownia, chyba reszta uczestników owego, niezbyt udanego grilla. Koleś z kiełbaską w rece sie śmieje. “Aśka, ty chyba z niemową rozmawiasz. Ta babka jest chyba jakas upośledzona, zresztą zobacz jak ona wygląda! Teraz dużo takich wariatów sie po wsiach i miastach włóczy. Mówili nawet w telewizji o tym. Takie czasy. Lepiej ich zostawic w spokoju, bo szlag wie do czego sa zdolni. Albo kto ich przysłał.. Daj spokój Aśka bo sobie i nam problemów narobisz. Tamta jak przylazła to i pójdzie”.

Drugi koleś, chyba chłopak rzeczonej Aśki nie moze podarowac sobie okazji. “ Ha ha! Produkujesz sie, krzyczysz i wszystko na darmo. Jakbys do drzewa gadała, ha ha ha! Zreszta kto ciebie by chciał słuchac, ha ha ha”. Aśka chyba idzie przypierdzielić chłopakowi. Bo zza pleców znów słysze bluzgi i odgłosy szamotaniny. Nie ide juz dalej zwiedzac tej wsi. Wracam do skodusi. Szybkim krokiem przemierzam brukowaną ulice w ostatnich promieniach zachodzącego słonca. Mijam duzym łukiem wygrzewajace sie przy drodze koty. Nie podnosze wzroku na jakiegos dziadka, który cos do mnie bełkoce zza furtki.

Ręke z gazu spuszczam dopiero jakies 10 km dalej…

Tak jak wszystko na świecie chyba musi mieć jakaś harmonie i przeciwwage, to miejscowość kipiąca od złych uczuć i wściekłości - też. Kolejnego dnia zajeżdzamy do Radoszyc. Tu tez szukamy pałacyku. Na mapie napisali "ruiny pałacu". Tu tez wysiadam ze skodusi sama i zaczynam sie rozglądać i łazić po wsi jak dziecko we mgle. I jakże tu jest inaczej! Zagaduje mnie dziadek: “Czego tu dziewczynko szukasz? A??? Pałac chcesz zwiedzic. Ojej.. To tu u nas chyba nie ma pałaców. Ale wiesz, niedaleko jeden jest. Jak to sie ta wies nazywala? Ajjj, nie pamietam. Czekaj! Zadzwonie do wnuczka!”. Dzwoni. “To Chobienia. Pojedziesz o tam i tam dalej zapytasz. Tam jest duzy pałac. Spodoba ci sie”. Inny chłopak wskazuje ruiny wsrod drzew. "Tam jest nasz pałac. Niedawno tam jeszcze mieszkali ludzie, ale dali im mieszkania zastepcze, moj kolega tam mieszkał, zaraz po niego pójde to moze was oprowadzi”. Rzeczony kolega zjawia sie po 5 minutach. W pałacu spedził dziecinstwo. Ponoc udane. Całymi dniami horda dzieciaków biegała po parku, po piwnicach i strychach. Najwiekszą atrakcja były bunkry za domem. Ponoc dwa. “Nie dosc, ze takie tajemnicze miejsce to jeszcze babcia tam wino trzymała. Ech to były czasy!”. Chłopaczek nie ma czasu nas osobiście oprowadzać, spieszy sie do koscioła. Ale tłumaczy dokladnie połozenie “bunkrów”, zacheca aby wejsc do srodka pałacu i porobic zdjecia pieców. “Jak wpadaliśmy zimą do stawu, bo ślizgalismy sie tam gdzie starsi nie pozwalali, to potem przy tych piecach sie suszylismy!”. Gdy rozmawiamy przychodzi łaciaty kot. Mruczy, ociera sie o nogi. Chłopak daje mu krówke. Kot długo walczy ze sklejonym pyszczkiem, ale chyba duzy z niego łasuch.

Jak potem wyczytałam w necie to ten budynek, ktory zwiedzalismy nie był pałacem a jakims domkiem rządcy albo coś w ten deseń. Ale czy to ma znaczenie? Grunt, że miło spędziliśmy tu czas.

Zabudowania przypałacowe z malowniczą wieżyczką chyba ktos kupił i cos bedzie budował. Leży duzo kostki.

Obrazek

Obrazek

Główny budynek siedzi w zaroślach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skrzypiące schody prowadzą na piętro. Tam były mieszkania.

Obrazek

Obrazek

Parter sprawia wrażenie raczej bydlęce.

Obrazek

W wielu opuszczonych wnętrzach panuje jakis smutek. Czasem jest przygnębiająco albo wręcz strasznie. Tu wyjątkowo nie.. Ma się wrażenie, ze mieszkający tu niegdys ludzie byli szczęśliwi. I troche tych dobrych emocji pozostało wśród starych ścian. Jest to miejsce gdzie nie miałabym obaw zostac na noc. Bo nawet jakby jakies duchy przyszły, to chyba tylko po to, aby sie zaprzyjaźnic! :)

Obrazek

Obrazek

Ścienne klimaty...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Chyba ktoś bardzo dbał o zęby! Jaki zapas pasty zrobił!

Obrazek

Piece. Te, do których tuliły sie mokre dzieciaki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu pewnie sie ślizgali i wpadali po uszy.

Obrazek

A tu ów bunkier, lodownia czy piwniczka na wino. Dziwna konstrukcja, taka kopuła z cegieł. Wino juz niestety wypili...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre przypałacowe zabudowania są wciąż zamieszkane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-04-24, 22:27

Może to nieco śmiesznie zabrzmi, ale według naszych doświadczeń i prywatnej klasyfikacji, pałacyki dzielą sie na szybkie i wolne ;) Czasem jest tak, że mamy w planie pozwiedzać ich kilka lub kilkanaście, ale pooglądamy tylko jeden. Bo miejsce okazuje sie na tyle ciekawe, że żal z niego odchodzić. Bo można wejśc do środka i wsadzic nos w każdy kąt. Bo zagada ktoś miejscowy i rozmowa przeciągnie sie na godzine lub dłużej, albo w ogole skonczy się na wspolnej herbatce, kawce, domowej szarlotce czy szklance bimberku. Czasem pałac pałacem, ale za nim/obok jest coś innego, na tyle ciekawego, ze warto temu poświecic wiecej czasu. Nieraz miejsce ma na tyle sympatyczną atmosfere, że zachęca, aby sie wyłozyc na trawie patrząc w niebo, powiesic hamak wśród ruin, zapalić ognicho nad dawnym pałacowym stawkiem i zapomnieć o jakimkolwiek pospiechu. Wiec dzien mija, a plany szlag trafia - tzn. czekają sobie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Są jednak też pałacyki “szybkie”. Takie gdzie sie przyjeżdza, robi zdjecie i sunie dalej. Bo zamkniete na trzy spusty, ogrodzone, wyremontowane, w budowie, zamieszkane i to przez lokatorów raczej stroniących od jakiejs interakcji. Lub na tyle rozpadniete i mało ciekawe, że za bardzo nie ma na co patrzec. No i jakoś tak wyszło, ze tym razem większość napotkanych obiektów była “szybka”. 11 sztuk jednego dnia - to nam sie jeszcze chyba nigdy nie trafiło ;)


WĘGRZCE

Z pałacu zostało niewiele. Chyba juz dawno niezadaszony ruiny. Stoją same ściany malowniczo oplecione bluszczem. Okna pełne nieba, które dziś ma odcien pieknego błękitu. Ale nie posiedzimy w spokoju na pałacowych schodkach rozkoszując sie ciepłym marcowym porankiem. Ruiny znajduja sie na ogrodzonym terenie. Wokół leży sprzet rolniczy, pasą sie owce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pewnie za miesiąc juz nic nie bedzie widać zza płota ;)

Obrazek

Obrazek

Zaglądam do kilku okolicznych stodół gigantów. Ich stan jest nie do konca jasny - opuszczone? uzywane? ciężko określić.

Obrazek

Obrazek

Kibelek tez bardzo miły. Jakby ktoś akurat siedział na tronie to by mi patrzył w oczy. I w bezkres okolicznych pól..

Obrazek


ROGÓW WOŁOWSKI

Sam pałacyk, gdyby nie to, że oznaczony na mapie, wziełabym za zwykły dom.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie sam pałacyk nas tu sprowadza. Gdzieś w chaszczach za nim ma sie ukrywać jeszcze jedna ruinka - jakis grobowiec, mauzoleum czy cos w tym rodzaju. Skręcamy na górke porośniąta młodym lasem. Spomiedzy zarośli majaczy omszały beton. W środku pusto. Widać mieszkańcy zostali wyeksmitowani. A pewnie sobie myśleli, ze taka to kwatera na długie lata…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakies zombi z podziemi wylazło! ;)

Obrazek

W wiosce ogólnie miło. Fajne płoty, sympatyczne pojazdy…

Obrazek

Obrazek

Rzucają sie nam w oczy jeszcze jedne ruiny. Coś jakby drewniana wieża z krzyżem na szczycie? Miejsce znajduje sie na ogrodzonym terenie - ciężko podejść bliżej.

Obrazek


PISKORZE

Pałac zamieszkany, chyba przez kilka rodzin. Wokół biega jakis spory pies. Zdjęcia robimy z okien skodusi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cała wioska jest bardzo przyjemna. Brukowana uliczka.

Obrazek

Wyjatkowo malowniczy dom odbija sie w bajorku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


CIESZYNY

Pałac zamieszkany, wokół jeżdzą maszyny. Hałas, tumult, nic tu po nas!

Obrazek


PSARY

Tu sie zdecydowanie spóźnilismy ;) Odpicowane, zakratowane... bleeee..

Obrazek

Naprzeciw jednak czai sie jednak jakas ruinka...

Obrazek


CHOCIEBOROWICE

Pałac zamieszkany. Wokół aż sie roi, głównie od dzieciaków, których całe tabuny biegają wszedzie wokół i rzucaja we mnie patykami. Powiewa pranie, jeżdżą w kółko z piskiem opon trzy samochody. W powietrzu wisi jakas nerwowość...

Obrazek

Obrazek


WRZĄCA ŚLĄSKA

Zajeżdżamy od jednej strony. Pałac jest ogrodzony. Przytyka do niego gospodarstwo rolnicze z ujadającymi psami. Wiec tędy raczej nie wejdziemy.

Obrazek

Obrazek

Objeżdżamy wiec wioske i uderzamy od strony przeciwnej. Tu wygląda lepiej. Gęste zarośla, cisza, wydeptana ścieżka, usiana tu i ówdzie puszkami po jednym z tańszych okolicznych piw.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wślizgujemy sie do środka przez otwarte okienko piwniczne. I niestety tylko po piwnicy połazilismy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schody prowadzace wyżej są zamurowane. Innych dziur prowadzących w czeluście pałacu nie namierzylismy.

Obrazek


WIKLINA

Teren wokol palacu oznaczony wrażymi znakami z zakazem wstepu. Kręci sie jakis gość wygrażając, żeby nie robic zdjęć. Kolejny z tych mistrzów, ktorzy potrafią tak skonstruowac zdanie wielokrotnie złozone, ze nie ma w nim żadnego słowa uznanego za cenzuralne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Płotek jakby z palet?

Obrazek

Wioska obfituje w malownicze pnącza, ktore włażą na domy, słupy, drzewa…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


RUDNA MAŁA

Pałacyk szczelnie pomurowany. Mysz sie chyba nie wciśnie.

Obrazek

Obrazek

Gładkość scian urozmaicają nieliczne rzeźbione desenie.

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania są zamieszkane. Lokalsi łażą wkoło skodusi i analizują czy przyjechaliśmy do Mietka czy do Kazika. I czy chcemy pożyczyć pieniądze czy oddać ;)

Obrazek


CZECHNÓW

Pałac w dobrym stanie, ale chyba obecnie nieużywany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z ciekawą i nietypową elewacją - wyskujące cegiełki! :)

Obrazek

I podmurówka z kolorowego kamienia!

Obrazek

Obrazek

W jego okolicy wyraznie mozna zaobserwowac wystepujacy u ludzi instynkt stadny. Gdy podchodze do pałacu wokół nie ma nikogo. Chwile potem pojawia sie jakas zakochana parka i siada pod drzewem. Zamiast zająć sie sobą to wiercą we mnie oczami. Kurde, a własnie miałam sprawdzic czy jakos sie nie da wleźć do srodka. Chwile potem pojawia sie grupka chłopaczków w wieku wczesnoszkolnym na rowerkach. Wokół sporo drzew, ale jednak wybierają drzewo, pod którym siedzi parka i zaczynają jeździć w kółko. Przechodzą tez dwie starsze panie z torbami zakupów. Chyba ich drogi sie rozchodzą, każda skręca w inną strone. Mają jednak jakis ważny temat, wymagający kontynuacji. Przystają wiec na środku ścieżki i omawiają kwestie chorych bioder Marysi. Zamiast jednak patrzec sobie w oczy - gapią sie na mnie. Jest tez pan z pieskiem, jakas babeczka z raczkującym Antosiem i inna szukająca Kajetanka. Gdy juz bez nadziei na znalezienie wejścia decyduje sie opuścić teren przypałacowy, przebywa tam juz chyba koło 30 osob.

Obrazek


ŚLUBÓW

Wioska wita nas wielkim budynkiem z czerwonej cegły, który w promieniach zachodzącego słonca niezle daje po oczach.

Obrazek

Są tez ażurowe stodoły.

Obrazek

I wielkie baniaki, na które mozna sie wspiąć.

Obrazek

Płoty dodające miejscu malowniczości.

Obrazek

I w końcu pałac, opleciony zapachem konopnego dymu. Wśród podcieni balkonów siedzi wesoła młodzież. Zagadują mnie czy przypadkiem nie mam czegoś dobrego na sprzedaż, co im jeszcze ubarwi to wiosenne i nieco nudne popołudnie. Dziwią sie gdy zaprzeczam… Czemu akurat zaczepili mnie? Dopiero późniem odkrywam, ze moze chodziło o moją koszulke? ;) Cóż.. Byc moze właśnie tak zachowuje sie klasyczny diler? Ubiera tematycznego ciucha i snuje sie z głupią miną nie wiadomo po co, jak smród po gaciach, po wsi, zaglądając w różne zaułki?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten mały fragment pałacu wygląda jak wciąż zamieszkany.

Obrazek


JASTRZĘBIA

Ot taki pałacyk. Jak kamienica. Na tyłach budynku widac toczoną walke pomiedzy tymi, którzy chcą wejść do środka, a tymi, ktorzy pragną im tą czynność uniemożliwic. Trafilismy niestety na złą faze… Dziś wygrywają ci drudzy… Szybka rundka dookoła i lecimy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-05-03, 20:27

Nasz wyjazd w okolice Góry zakładał przede wszystkim zwiedzanie opuszczonych pałacyków. Ale jak wiadomo - plan planem a rzeczywistość często weryfikuje różne takowe zamierzenia. Tym razem wybrane do zwiedzania pałacyki okazały się oględnie mówiąc średnie, ale inne, napotkane zupełnym przypadkiem miejsca, stanowiły główną atrakcje tego wyjazdu.

Gdzieś w okolicy Wrzącej Śląskiej przewinął sie taki oto budynek jakiegoś nieczynnego zakładziku. Ni to cegielnia, ni to tartak? Obok zamieszkały dom, jakieś magazyny.

Obrazek

Obrazek

Uwage zwróciły tory kolejowe. W jedną strone wiodły prosto do psiej budy i przydomowego składu desek.

Obrazek

W drugą stronę sprawa wyglądała ciekawiej… Mocno juz pofragmentowane torowisko okazało sie prowadzić do całkiem solidnej maszyny, stojącej na skraju jakiegoś, chyba juz nieużywanego, wyrobiska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na pordzewiałych blachach można sobie posiedziec i powygrzewać sie do słonca. Wokół cisza, tylko jakies wodne ptactwo kląska w sitowiu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


No wiec tory już były. Koło Kamienia Górowskiego dla odmiany trafia sie opuszczona stacyjka. Ale juz bez torowiska. Ale za to z calkiem dobrze zachowanymi starymi napisami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Pozostając w klimatach nieczynnych torowisk i obiektów z nimi związanych, docieramy nad rzeke Barycz, gdzie każdy sympatyk zardzewiałego metalu poczuje sie jak w raju :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


W rejonie Giżyna i Zaborowic szukamy potencjalnym miejsc biwakowych i kąpielowych na cieplejsze części roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Klimatyczna nawierzchnia dróg i białe tablice same się znajdują :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Jak przystało na Dolny Śląsk nie moze zabraknąć zarośnietego, poniemieckiego cmentarza (między Jastrzębią a Golą Górowską)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Gdzies w zaułkach lokalnych wiosek...

Obrazek

Obrazek


A koło wsi Płoski zjadamy kanapki na mało spektakularnych ruinach, ale wśród zapachu kwitnących krzewów i bzyczenia pierwszych, wiosennych pszczół.

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3176
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Post autor: buba1 » 2019-05-19, 21:30

Pogorzele (jej niemiecka nazwa brzmiała Neuvorwerk) to miejscowość w Borach Dolnośląskich, której juz od dawna nie ma i z której pozostało bardzo niewiele - troche podmurówek zarosłych lasem i chaszczem. Miejscowość po raz pierwszy znikneła na poczatku XX wieku, kiedy spaliła sie razem z lasem - stąd pewnie jej polska nazwa ;) 30 lat pozniej jednak sie odtworzyła jako osada robotników leśnych jakiegos niemieckiego przemysłowca. Miała ciekawy kształt bo zbudowana była na planie koła. Po 1945 roku na bardzo krótko zasiedlają ją polscy osadnicy. Kolejny raz, juz skutecznie, znika po wojnie. Razem z innymi wioskami jak Pstrąze, Buczek czy Studzianka wchodzi w skład radzieckiego poligonu - a te zwykle nie moga byc zamieszkane ;)

W miejsce to trafiamy za trzecim podejściem ;) Pierwszy raz próbujemy tam dotrzec w 2010 roku. To w ogole było nasze pierwsze spotkanie z Borami Dolnośląskimi. I jakos ta nazwa “Pogorzele” uśmiechała sie do nas z mapy, łącznie ze śródleśną stacją kolejową Studzianka, bez żadnej miejscowosci w poblizu. Ruszamy z buta z Przemkowa. I gdzieś dalej, w lasach, odkrywam, że zgubiłam mape… Miałam ją w kieszeni i wypadła… Mapa jest nowa i ni cholery nie mam jej jeszcze w pamieci. Nie mamy pojęcia gdzie iść, a i mapy szkoda. Wracamy sie, szukamy jej. Mapa zostaje odnaleziona na pierwszym miejscu kibelkowym, na samych obrzeżach Przemkowa. Jest to wyjazd jednodniowy. Nie ma juz czasu po raz kolejny ruszac w odmęty borów… Głupi pech… Niezrealizowany plan zostaje odsuniety na bliżej nieokreśloną przyszłość…

Kolejny raz przywiewa nas w te okolice w lipcu 2017. Z rowerami. Mamy plan przejechac z Przemkowa przez owo Pogorzele, wrzosowiska, Studzianke, w okolice Wilkocina i zamknąc pętelke w Przemkowie. Rower daje nam swobode pokonywania odległości i nieporównywalnie wiekszy zakres kilometrażu niz deptanie na butach. Ale wycieczka trafia w okres, gdy kabak ma głupi zwyczaj wysiadać bez ostrzeżenia w czasie jazdy. Mała paskuda wykręca sie z pasów i gdyby nie kask, który ze względu na swoja wielkość nie przechodzi przez miedzypasowy otwór, byśmy zbierali dziecko z rowów… Niektórzy ludzie mawiali, ze kask=bezpieczenstwo, ale nie sądziłam, ze akurat to mieli na myśli ;) Teraz jeszcze jednoczesnie zaczyna przeciekac pieluszka, a zapasowe pieluszki w sakwach zalał sok z czarnej porzeczki, który nie wiedziec czemu sie odkręcił.... Czy są na świecie takie zbiegi okoliczności??? Droga nam sie nie zgadza z mapą i w ogole jest jakos odrobine nerwowo.. Jakos nie mamy fazy aby szukac na ślepo losowo wybranych dróg gdzies w boki. A jak sie później okazuje czyścimy zalane sakwy i przebieramy kabaka własnie tam… dokładnie tam, gdzie odchodzi droga na Pogorzele.. Zabrakło nam ze 100 metrów….

Mawiaja, że do trzech razy sztuka. Dokładnie widac tak jest. Tym razem miało nas tu nie byc. Mieliśmy byc setki kilometrów stąd, spac w PTSMie w Olkuszu i wielkanocnie odwiedzac rodzine w Krakowie. I znów los z nas zakpił i plany wzieły w łeb. A z wolnym czasem coś trzeba było zrobic i jakoś tak padło na te Bory Dolnoślaskie. I tym razem sie udało!

Znowu, jak za pierwszym razem, wędrujemy piechotą. Tzn. ⅓ ekipy ma rower, ale nie wiem czy mozna to zaliczac jako wycieczke rowerową.. ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rower nam towarzyszy cały czas, acz część trasy przemierza tak… kółkami do góry… ;)

Obrazek

Wszędzie wokół już wiosna na całego!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Proste aż po horyzont (albo po pagórek ;) ) drogi Dolnośląskich Borów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sękate i bulwiaste drzewo z przepaścistą dziuplą.

Obrazek

Korzenie wyciagające ku nas swe macki...

Obrazek

Obrazek

Jakis samotny grób o nieznanej nam historii...

Obrazek

Są takie miejsca, które nagle zaczynają wyglądać intrygująco. Jak np. mijany własnie las.. Na chwile znikają sosny i suche wrzosowate podłoże. Roślinność zaczyna byc jakaś poskręcana, pogięta, nagle czuć powiew tajemniczości i melancholii. Miejsce przypomina tereny dawnych osad w Beskidzie Niskim czy Bieszczadach. Cieżko powiedziec co to jest, ale coś czuć w powietrzu. Odbijamy w las… I wkrótce naszym oczom ukazuje sie betonowa konstrukcja.. To ponoć podstument dawnej, drewnianej wieży przeciwpożarowej, będący jednoczesnie bramą do miejscowości. Solidny beton porasta mech i pnącza. Na jej szczycie umiejscowiona jest wypaśna ambona myśliwska/traperska chata/domek na kurzej stopce/karmnik dla bub :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wysokości prowadzi nowa drabina. Całkiem solidna, wiec nie mamy obaw, zeby na nia się wspiąć. Resztki poprzedniej zalegają nieopodal. Ciekawe czy po kimś sie złamała, czy po prostu postanowili postawic nową??

Obrazek

Obrazek

Chatka z bliska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrze budyneczku nie jest zbyt przestronne, ale mieści łóżko piętrowe i dwa krzesła biurowe. Nie wiem czemu, często jest moda, aby do takich chatek zwlekać materace czy koce. W tych zdecydowanie coś żyje i własnie obudziło sie z zimowego snu. Wygląda nieco jak szczypawki czy jakies inne wielonogie wije i na mój widok (i dźganie patykiem) toto spiernicza gdzieś wgłab materacowych czeluści. Hmmm… żeby tu spac to by chyba trzeba te materace wywalic na zewnatrz i sie wyłozyc na samych dechach. Może bardziej twardo, ale ja chyba wole bez towarzystwa stałych i licznych mieszkańcow.

Obrazek

Obrazek

Rybka zapijana kwasem najlepiej smakuje w takich miejscach - tu spożywana przy chatce na wysokościach.

Obrazek

Włażąc po drabinie nie zabraliśmy całego naszego bagażu na góre - tylko wałówe na drugie śniadanie i aparat. Rowerek i drugi plecak zostawiliśmy na dole. Ciężko wciągać jeszcze toboły jak trzeba cały czas asekurować kabaka. Siedząc na górze nie widzimy tych rzeczy - ale chyba nikt ich nie zajuma? W koncu od paru godzin na naszej trasie nie spotkaliśmy zywej duszy… Ledwo siadamy do kanapek - słysze jakieś głosy, chyba ktoś sie zbliża, jakby rozmowa dwóch facetów, jakby zgrzyty jadących i hamujacych rowerów? Skrzypią szczeble drabiny, tak samo jak wtedy, gdy wchodził po nich toperz… Zaglądam na dół. Pusto… Z innych stron też nikogusieńko.. Chyba sie nam wydawało.. Wracam, nabijam rybke na widelec. Teraz słysze śmiech biegających dzieci. Kabak tez to słyszy. Nawet mówi z oburzeniem, ze dlaczego inne dzieci moga tu biegać, a my ją cały czas trzymamy za łape i nie pozwalamy sie zbliżać do krawędzi. Rozglądam sie na dół. Pusto. Kątem oka jednak widze faceta z psem. Odwracam sie. Zniknął. A moze nigdy go tam nie było? Wracam. Nabijam rybe… słysze jak szczeka pies - to chyba ten, którego nie było… Cóż… Ciekawe jakie dzwieki słyszy sie tu nocą, śpiąc na materacu ze szczypawkami ;) Pewnie w ciemności i mgle okoliczne zagajniki mają wiecej do powiedzenia niż w słoneczne popoludnie…
A może żyją tu niewidzialne myszy? Albo niewidzialne dzieci? Takie jak na Muminkach? Ostatnio obie z kabakiem żeśmy sie nieźle wkręciły w ta bajke i oglądamy ją namiętnie do każdego posiłku ;))

Warto patrzec pod nogi ;)

Obrazek

Z innych budynków wioski pozostało niewiele… jakies murki, piwniczki, usypiska omszałych cegieł i kamieni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A nastepnym razem jak nas zawieje w te rejony to poszukamy co pozostało ze Studzianki :)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

ODPOWIEDZ