Poprzedni temat «» Następny temat
Dachstein i Hallstatt - perełki austriackich Alp
Autor Wiadomość
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-10-19, 21:26   Dachstein i Hallstatt - perełki austriackich Alp

Jako, że wszyscy lubimy zajawki to wrzucam tu nowy temat ;-) Jak się spodoba to będę "zmuszony" naapisać relację.

Od ponad roku czaiłem się na Hallstatt. Urzekły mnie kiedyś zdjęcia tego miejsca i polowałem na pogodę. I przez ponad rok w dogodnych dla mnie terminach tej pogody nie mogłem trafić. Albo deszcz albo zachmurzenie albo burze. Dwa tygodnie temu zerknąłem na pogodę a tu tydzień czystego nieba! Niestety nie mogłem wyjechać. W zeszłym tygodniu sytuacja się ponowiła z pogodą i już nie odpuściłem. Wsiedliśmy w czwartek popołudniu do auta i ruszyliśmy w tym kierunku.

Cały obszar jest wpisany na listę Unesco pod nazwą krajobraz kulturowy Hallstatt Dachstein Salzkammergut. Jezioro, Hallstatt jak i okoliczne Alpy Dachstein tworzą niesamowitą magię. Powiem krótko: było warto tam się tłuc tyle godzin! Widokowo jeden z moich najcudowniejszych wyjazdów. Polecam wszystkim wyjazd do tego miejsca. A na koniec sezonu przynajmniej nie było aż takich tłumów jak zwykle.

Parę fotek zajawkowych poniżej.
Te góry powalają: z tyłu lodowiec Dachstein, ponoć w tym roku najmniejszy w historii, a widok ze szczytu Krippenstein.


Jezioro Hallstatter.


Hallstatt.


Radość z bycia tam :-)


I piękne domnięcie mojego roku: na szczycie Krippenstein są tabliczki z najpiękniejszymi miejscami na liście UNESCO. Na samym szczycie było co? Oczywiście Machu Picchu :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-10-19, 22:01   

Dawaj! Ale nie ciała, tylko relacyjkę :-)
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-10-20, 16:17   

zmuszam Cię na odległość :-)
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-11-07, 20:53   

DZIEŃ 1
Pogoda w tym miejscu nie rozpieszcza. Co sprawdzałem prognozy to zawsze deszczowo, wietrznie albo 1 dzień przebłysku. Wyjazd przekładany ponad rok nagle się ziścił zupełnie nieoczekiwanie. Słońce nad Dachsteinem było przez 2 tygodnie. W pierwszy z weekendów nie mogłem pojechać z powodów rodzinnych ale w drugi wyjazd się ziścił. Miał to być wypad bardziej zwiedzający i odkrywający piękno tego zakątka Austrii. Niestety dojazd przez Czechy zajął nam ponad 7h i trzeba jednak tyle liczyć.

Noclegu szukałem w okolicach Hallstatt. Sama miejscowość jest piekielnie droga, nawet pod koniec sezonu letniego, który trwa tutaj do końca października. Potem jest przerwa i nadchodzi narciarski sezon zimowy. Przeszukanie okazało się na tyle owocne, że rozsądny cenowo nocleg znalazłem w Bad Goisern. Okazało się, że to bardzo sympatyczna mieścina.




Niestety miejscowość ta nie leży już nad jeziorem Hallstatter ale do miejscówki przekonała mnie jedna rzecz: komunikacja kolejowa z Hallstatt. Po pierwsze nie chciałem jeździć po okolicach autem, bo słyszałem o problemach z parkowaniem oraz wysokich cenach parkingów w samym Hallstatt. A poza tym z reguły wolę górski urlop spędzać na nogach a nie w aucie. Okazało się, że parkingi wokół Hallstatt o tej porze roku już nie były zawalone i dało się parkować a do tego część z nich była wolna od opłat. To informacja dla tych, którzy muszą wszędzie dojeżdżać autem ;-) No i dla tych, którzy będą tu od listopada kiedy po jeziorze nie kursuje już prom. Czemu prom? Otóż stacja kolejowa znajduje się po drugiej stronie jeziora niż Hallstatt. Pociągi zostawiają więc pasażerów na stacji a ci przesiadają się do promu wiozącego ich do miejscowości. A pociągi wyglądają tak i są bardzo komfortowe.


Pobudka miała być skoro świtem ale po długiej drodze trochę zeszło zanim udało się wstać i zjeść śniadanie. Z tego powodu zaplanowaliśmy dojazd do Obertraun, ostatniej miejscowości położonej na trasie pociągu.




Aby nie marnować czasu postanowiliśmy stąd wjechać kolejką dwie stacje pod sam szczyt Krippenstein. Jednym z naszych celów było owiane sławą miejsce czyli platforma Five Fingers, z której roztacza się niewiarygodny widok na Hallstatt i okolice. Jest ono chyba w większości folderów z tych okolic i przyciąga tłumy. Z dołu wyglądała ona tak.


Koszt wjazdu nie jest tani, bo wynosi ponad 30 Euro i pozwala na dowolne podróżowanie kolejkami w 3 sekcjach: dwie do góry i jedną w dół do stacji Gjaid, skąd można rozpocząć wspinaczkę w wyższe części masywu. W wersji z możliwością zwiedzenia wszystkich atrakcji po drodze jak jaskiń lodowej oraz mamuciej może kosztować nawet ponad 40. Przy krótkich dniach na jesień jest to koszt jak najbardziej pomijalny, bo podejście zajęłoby pewnie ze 3-4h. Wjazd też robi wrażenie, część ludzi trzymała się kurczowo poręczy i to z daleka od okien. Na pierwszej stacji pominęliśmy wejście do jaskiń aby jak najszybciej zobaczyć Dachstein. A widoki przy drugiej sekcji zaczynają być bajeczne.


To co jednak ujrzeliśmy po wjeździe rzuciło nas na kolana. To był prawdziwy orgazm dla oczu :-) Planowaliśmy dłuższe przejście górami może nawet na najwyższy udostępniony dla ogółu szczyt Taubenkogel (2301) ale życie szybko zweryfikowało nasze plany. Widoki były tak piękne, że nie mogliśmy nacieszyć oczu tym co widzimy. Po wyjściu z kolejki już można się było wywrócić z radości.


I tak już trwało cały czas. Wszędzie trzeba było stanąć, zrobić zdjęcia, pokontemplować. Dookoła są tablice objaśniające co ciekawego widzimy.


Wchodzimy szybko na Krippenstein taką drogą, mijając małą kapliczkę.


Na górze znajduje się duża platforma widokowa na której znajdują się opisy wielu miejsc będących na liście UNESCO. A wokół mnóstwo ławeczek aby przysiąść, odpocząć i nacieszyć się widokami.


Z góry widać dobrze górną stację kolejki. Niezły moloch.


No dobra. A teraz trochę zdjęć okolic, które mnie ujęły.






No i może przedstawię bliżej: Hoher Dachstein 2996.


Hoher Gjaidsteistein 2792.


Taubenkogel 2300


Schronisko Gjaide Alm skąd można ruszyć w dalsze trasy.


A tu kolejka wioząca ludzi do Gjaide.


Ruszyliśmy z radością na Five Fingers. To był jeden z tych punktów, które miały być głównymi atrakcjami tego wypadu. A tu …. gwar, tłum, w sumie widoki jak z innych punktów widokowych. Zdjęcia zrobione ale trochę zawód pozostał. To raczej atrakcja dla tych, którzy dojeżdżają tu kolejką i po chwili wracają.



Same widoki jednak wymiatają.



Szybko zostawiliśmy towarzystwo w gwarze i zrobiliśmy podejście na szczycik ponad Five Fingers, gdzie udało się machnąć w spokoju popas. Przez pół godziny leżeliśmy, jedliśmy i wślepialiśmy się w okolicę. No cóż czas goni, już i tak tego dnia za wysoko się nie dojdzie. Postanowiliśmy zrobić zatem traskę do Gjaide Alm a potem w zależności jak Alpy pozwolą. Już pierwsze kroki przypomniały jednak, że Alpy rządzą się swoimi prawami: strome zejścia, sypiące się kamienie, tu się za szybko nie pochodzi ;-) Kolejka obok robi fajne wrażenie.


Miejscami jest podwieszona awaryjnie na wyschniętym drzewie ;-)


Schronisko okazuje się zamknięte. Pewnie jest czynne tylko w zimie jak narciarze tędy śmigają. No cóż, robi się późno. Nie zamierzamy jechać z powrotem kolejką a ruszamy szlakiem czerwonym w dół w kierunku Obertraun. Idzie on głównie bardzo stromą trasą nartostrady i idzie się nią cholernie ciężko, ze względu na turlające się pod nogami kamienie. Jesienne widoki jednak momentami zachwycają.




Z dołu można popodziwiać Five Fingers a gdzieś tam z boku po lewej od niego są słynne tutaj ferraty.


Schodzimy ze szlaku na inną ścieżkę krajoznawczą, znakowaną i idącą nie nartostradą tylko lasami. Jest stromo, momentami widokowo i w niektórych miejscach bardzo wąsko. W pewnym momencie dochodzimy do genialnego dla mnie miejsca. Ktoś postawił w takim miejscu ławeczkę! :-)


Z trasy można obejrzeć Hallstatt.


Obertraun.


I inne widoki.


W pewnym momencie na szlaku pojawia się ze 100 metrów wiatrołomu, tak że nie ma jak przejść nad nim a pod trzeba zejść dość mocno w dół. Przejście zajmuje nam z 20 minut. Masakra. Cieszę się, że to nie w miejscach gdzie było wąsko i nad przepaścią, bo trzeba by wrócić do nartostrady.


Trochę jeszcze w dół i dochodzimy do Obertaun zaczynając drogę do Hallstatt wzdłuż jeziora. Jest fajnie ale słońce już mocno zeszło w dół. Idziemy w cieniu. Wiemy, że nie zdążymy złapać resztek słońca w Hallstatt. Z daleka udaje się jeszcze uchwycić ujęcia jeszcze słonecznego miasteczka.



Dochodzimy do niego kiedy jest już po słońcu. Miejscowość znana jest ze znalezisk archeologicznych z epoki żelaza już z 800 w. p.n.e. Znajduje się tu też starożytna kopalnia soli, która powstała już w epoce brązu. W chwili obecnej można ją zwiedzać. Co jednak w Hallstatt jest najpiękniejsze to zdecydowanie jego drewniana architektura wkomponowana w brzegi jeziora. Jest tak fotogeniczne i śliczne, że przyciąga mnóstwo turystów, zwłaszcza z Chin. Byliśmy zdziwieni ile osób z Azji tam było. Myślę, że więcej niż połowa turystów była z Azji. Miasteczko tego dnia zwiedziliśmy powierzchownie, bo trzeba było wracać do Bad Goisern, więc dokładniej pokażę je w drugim dniu wycieczki. Uwaga: należy pamiętać, że powrót z Hallstatt promem jest możliwy tylko do pewnej godziny. Ostatni prom odpływa o 18:15 aby złapać pociąg o 18:32. Potem powrót już tylko taksówką. My postanowiliśmy obejść dokoła jezioro i przejść z buta do naszej mety. Niestety idzie się cały czas asfaltem ale i tak parę razy widoki były cudowne.



Z reszty powrotu najciekawsze było przejście przez miejscowość o wdzięcznej nazwie AU ;-) Tego dnia udało nam się zrobić ostatecznie 35 km. Przy czym alpejskie zejścia zrobiły na naszych nogach mocne wrażenie!

DZIEŃ 2
Drugi dzień to miał być lajcik poświęcony Hallstatt. I tak też się stało. Postanowiliśmy zwiedzić miejscowość i wejść na Salzberg czyli górę, gdzie znajduje się starożytna kopalnia soli. Słońce tego dnia atakuje nas od rana. Pogoda jak na zamówienie. Ponownie wsiadamy w pociąg aby przesiąść się na prom do Hallstatt: Stefanie.


W mieście trafiamy na sobotni tłum turystów oraz straż pożarną, bo z jednego okna poleciało trochę dymu. Akcja jak by się paliła przynajmniej jakaś szkoła a tu smużka dymu. Ale w sumie nic dziwnego, bo cała miejscowość drewniana.


Przejście w tej gawiedzi nie jest tego dnia przyjemne. Mieliśmy wypatrzone poprzedniego dnia łódki elektryczne, którymi można opłynąć całe jeziorko. Wynajem na godzinkę kosztuje 16 Euro za godzinę za taką ze słabszym silnikiem i 20 Euro z mocniejszym. Fajne są bo do 4 osób wchodzi do łódki a widoki z jeziora boskie. Jako, że silnik elektryczny to są w miarę cichutkie. Okazuje się, że wszystkie łódki są wynajęte. Pani daje numerek mówiąc, że jesteśmy pierwszymi oczekującymi. Nic dziwnego, że są tak popularne. Stajemy przy brzegu i po chwili widzimy jak nasza łódka do nas płynie.


Następne półtorej godziny to była cudowna wycieczka łódką po jeziorze z momentami zatrzymania na wodzie i pokontemplowania ciszy i okolicznego piękna. Muszę się podzielić nimi.















Inna sprawa, że bez paliwa daleko bym nie ujechał… ;-)


Z wody też widać było następny cel tego dnia: Skywalk Hallstatt.


Po zejściu na ląd płacimy za imprezę. Ciekawe, że 1,5h na wodzie a wzięto od nas jak za 1h. Ładnie podziękowane i do zwiedzania. Udaje się jednak trochę fotek pstryknąć.






Idziemy zadeptanym głównym deptakiem a potem wchodzimy do Kościoła Marii na Górze, skąd też są przepiękne widoki i ciekawy cmentarz.


Nie wracamy na deptak tylko znajdujemy fajniutką i w ogóle nie używaną ścieżynkę Hallberg, którą dochodzimy do żółtego szlaku. Czas wejść na górę żółtym szlakiem, który jest bardzo urokliwy i miejscami ma przepiękne widoki.





Dla leniwych jest też możliwość wjechania kolejką szynową.


Na górze znajduje się restauracja Rudolfsturm oraz rzeczony Skywalk. Ciekawa jest to konstrukcja i miejsce warte zobaczenia.




Z góry widok na Hallstatt jest niewiarygodny


Tłumy jednak dość szybko nas przeganiają i idziemy w kierunku kopalni soli, do której wejście znajduje się w budyneczku z następną knajpką.


Trochę wyżej jest wyjście ze sztolni.


Idziemy jeszcze wyżej do jeziorka Salzberg, które całkowicie wyschło w tym roku. Tu sobie w samotności i ciszy robimy popas z pięknymi widokami.


Trochę czasu schodzi na odpoczynku i po zejściu z Salzbergu okazuje się, że trzeba już powoli wracać stateczkiem z miasta, zwłaszcza że Słońce już powoli zachodzi. Do łódki czeka spora kolejka. Podpływa też inny stateczek wycieczkowy, który obwozi wycieczki po jeziorku.


Wsiadamy i wracamy mega zadowoleni. To był bardzo przyjemny wypoczynkowy wypad, który pozwolił mi zwiedzić jeden z najpiękniejszych zakątków Austrii. Bardzo mi się tu podobało i myślę, że tu wrócę, bo pozostawiłem sobie wiele szlaków do przejścia w okolicy. Czy Was zachęciłem do wyjazdu? Okaże się :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
krzyś 


Skąd: Katowice
Wysłany: 2018-11-07, 21:16   

Przez kilka lat jeździliśmy w tamte tereny z żoną i córką. Nawet próbowaliśmy "atakować" Dachstein, ale nie trafiliśmy na dobrą pogodę.

Chyba chciałęś nam pokazać jakieś fotki???... ale... nie widać :roll:
 
     
krzyś 


Skąd: Katowice
Wysłany: 2018-11-07, 21:40   

... teraz widać... :-) ... wot tiochnika... 8-)
  
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-11-07, 22:56   

W Dachsteinie i Hallstatt byliśmy koło roku 1990 wczesną wiosną.Ośrodki narciarskie, poza lodowcem, już nie pracowały.W górach byliśmy przez tydzień ... sami .Było odlotowo.Jedyny minus tego terminu to bardzo trudny śnieg do chodzenia, ale dziś wszyscy mają rakiety to nie problem.Nie widzę fotki schroniska spod lodowca , schronisko charakteryzowało się kilkunastoma budami psów pociągowych , posadowionych na skale.Chyba że się pozmieniało i nie poznaję.Turyści byli jednak w miasteczku do którego zeszliśmy po tygodniu w górach i spod którego rozpoczęliśmy stop do Polski.
Dzięki za miłe wspomnienia, hej.
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-11-08, 08:03   

krzyś napisał/a:
Dachstein, ale nie trafiliśmy na dobrą pogodę

Taaaa... Przez rok próbowałem ją znaleźć ;-)

Krzyś66 napisał/a:
Nie widzę fotki schroniska spod lodowca

Pewnie piszesz o Simony Hut. Nie dotarliśmy tam niestety. Ale ja tam jeszcze wrócę, bo bardzo mi się podobało. Tym razem już typowo górsko.

A z tym lodowcem to tam jest teraz bardzo dziwnie. Justyna Kowalczyk, która co roku tam się przygotowuje do sezonu, napisała niedawno, że jeszcze tak małego tego lodowa nie widziała.

Krzyś66 napisał/a:
do którego zeszliśmy po tygodniu w górach

A tak z ciekawości to gdzie sypialiście?
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-11-08, 09:06   

Fajne, a łabędzia karmiłeś? :mrgreen: Łódką dali pokierować?
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-11-08, 18:32   

Pierwszy nocleg w owczarni , pozostałe w namiotach.Raz z ogromną łazienką ... spaliśmy przy stacji kolejki linowej(za pozwoleniem kogoś z obsługi)a do toalety chodziliśmy na stację kolejki, niesamowite wrażenie robiło wejście nocą do dużych pustych ciemnych korytarzy , na szczęście światło włączała fotokomórka.Taka mnie dziś refleksja naszła czy gdzieś u nas przy takim dużym obiekcie, pozwolono by czworgu migrantów spać w namiocie i korzystać z toalet na zamkniętej stacji... Reszta noclegów w namiotach , na dziko , raz przy schronisku sezonowym, raz na śniegu(bez odpowiedniego sprzętu...masakra).
Problem chodzenia w okresie roztopów poza śniegiem - który to problem rakiety rozwiązują , są liczne szczeliny i dziury gdy idziemy nie po szlaku.A nie wszystkie szlaki były wtedy znaczone tyczkami.
A szef Simony , właśnie wychodził z zaprzęgiem pod lodowiec , gdy tam wpadliśmy na chwilę.
A, byliśmy w jaskiniach.Mammut , jak mamut ot jedna ogromna sala wyróżniająca ją od innych które widzieliśmy.Natomiast lodowa była zarąbista , dla porównania , jeśli kto był w lodowej Demianovskej to jest to to jakby przedsionek przedsionka tej w Dachsteinie.
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
  
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: Wczoraj 21:45   

Michun napisał/a:
Łódką dali pokierować?

Łódka prosta w obsłudze jak budowa cepa. Teraz widzę, że wszystko idzie w kierunku aby każdy mógł to prowadzić. Nawet ja! ;-)

Krzyś66 napisał/a:
Natomiast lodowa była zarąbista

Po zdjęciach tak właśnie oceniliśmy: Lowowa zachęcała. Ale wolałem tego dnia popatrzeć na górki od zewnątrz niż od środka ;-) Będzie do czego wracać :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: