Poprzedni temat «» Następny temat
Góry Sowie 2018 by Michun
Autor Wiadomość
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-09-22, 19:44   Góry Sowie 2018 by Michun

Krótka piłka w sobotę wieczorem - jadę w niedzielę na jednodniową traskę. Przy okazji sprawdzę, jak szybko obecnie po przebudowach dróg - szczególnie S5 - jestem w stanie dostać się w najbliższe mnie interesujące rejony górskie:
- do Sobótki pod Ślężę mam 220 km;
- do Bielawy w Góry Sowie - 250 km;
- w Góry Kaczawskie, np do Wojcieszowa - 230 km.
Zacznę z Bielawy bo "zawsze tam nie byłem" :-D

Wstałem po czwartej, po piątej wyjeżdżałem, punkt ósma wychodziłem na szlak przebrany i gotowy. Czyli jazda trwała 2h45min w tym przerwa na kawkę. Świetnie!
Po wyjściu z zabudowań szybko robię wysokość stokami Chmieliny.
Ładnie się prezentuje stąd widok głównego grzbietu, tam idę:

Na Przełęczy Trzy Buki miałem być po 1h 25minut, byłem po...45 minutach. Grunt, to się dobrze rozpędzić na początku :mrgreen:

Pierwszy etap za mną, teraz podejście na główny grzbiet Gór Sowich. Trzysta metrów w pionie do czerwono znakowanej ścieżki pękło ani się obejrzałem. Na Zimnej Polance szybko decyduję o wydłużeniu trasy do schroniska. To tylko pół godziny stąd. Po drodze jednak odwiedzam jeszcze Rymarza, 913m.
Na szczycie biwakowała w namiotach jakaś ekipa głuchoniemych (na pozdrowienie nie odpowiedzieli), oczywiście każdy ma prawo korzystać z uroków natury :lol:

Po drodze do schroniska spotykam jeszcze jakieś grupki, ale w samym schronisku jest prawie pusto. Klasyka widoku w Sowich:

Zygmuntówka wita łazęgę. W schronisku długo nie zabawiłem, tyle co na bigos i kawę. Bigos może nie taki dobry co Jacka na Śnieżniku, ale ogólnie daje radę.
No cóż, trzeba wracać na szlak. Na skuśkę omijając szlak wychodzę stromo z powrotem na grzbiet. No i teraz po kolei - Zimna Polanka, wejście na Słoneczną /949/
i za chwilę na Kalenicę, poprzedzone skałkami, No to Kalenica /964/ ze skrzypiącą wieżą. Jakiejś superwidoczności nie ma, ale parę widoczków na wsie strany mira jest.

Schodząc z Kalenicy, nie mogę przecież odpuścić Żmija /887/ z fajnym widoczkiem i rasowymi skałkami.
Dalej Bielawska Polana, Popielak, Dzień niby to ładny, pogoda słoneczna, ale na Popielaku wieje tak, że aż musialem to nagrać
Czarne Kąty i Kobylec...i docieram na Przełęcz Woliborską. Chciałem tu odpocząć we wiacie, może coś zjeść, niestety pojawiają się crossowcy hałasując silnikami i smrodząc spalinami.

Po łyku wody zmywam się zatem w dół szlakiem wzdłuż szosy. Po prawej stronie odchodzi szlak czarny, którego nie mam na mojej starej mapie. Powinien prowadzić do "pozostałości zamku". Ki diabeł? Nic o tym nie wiem! Może trzeba odbić w bok i obejrzeć jakieś fajne ruinki? Na szczęście lub nieszczęście pojawia się spacerowicz z psem i informuje mnie, że owe "pozostałości" nie są właściwie w terenie zauważalne.
Przechodzę zatem kawałek szosą w dół i odbijam w lewo, aż do dolinki Czerwonego Potoku.
Potem trochę pod górkę do przełęczy między Niedźwiedzim Grzbietem a Kuczabą. A potem już z górki do doliny Bielawicy.
To ostatnie przyjemne kroki bo dalej pojawia się mnóstwo ale to mnóstwo ludzi, którzy przyjechali z okolic i zastawili autami Leśny Dworek.
Teraz w dolinie robi się dla odmiany upalnie i bezwietrznie i ostatni kawałek ulicą Nowobielawską wykańcza mnie niewspółmiernie do trudności. Samochód witam więc z ulgą i pakuje się do klimatyzowanego wnętrza...Powrót zajął mi trochę więcej niż dojazd, więc w sumie wyszło jak w tytule wpisu - 6 godzin jazdy na 6 godzin chodzenia. Muszę to powtarzać!
Niby to wiosna, połowa kwietnia a prawie brak świeżej zieleni. Tylko modrzewie leciutko się zieleniły świeżymi igłami, poza tym bieda z liśćmi, zupełnie jak w lutym.
Było 23,5 km długości, prawie półtora kilometra przewyższeń.
(Po fotki zapraszam do archiwum http://mojasciezkawgory.b...-chodzenia.html )
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
Ostatnio zmieniony przez Michun 2018-11-06, 20:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-09-23, 10:12   

Cieszę się Michunie, że znalazłeś w końcu chwilę czasu aby swoje liczne wyprawy trochę przybliżyć i pokazać nam ciekawe miejsca.

Sowie akurat znam bardzo dobrze i ze względu na ich bliskość w poprzednich latach tam też kierowałem swoje jednodniowe wypady. W tym roku już mnie nosi trochę dalej ale trzeba przyznać, że wycieczki na 1 dzień sprawiają mi wiele radości i też korzystam z ich mocy. Zwłaszcza, że nie da się co tydzień jechać ma weekend.
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-09-25, 10:10   

czyli to pierwsza opisana jednodnówka, byli kolejne?
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-09-25, 10:11   

Na razie ww tym roku nie... :-D
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-09-25, 10:14   

rok jeszcze się nie skończył, jestem dobrej myśli :-D
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-11-06, 20:46   

Kolejna jednodniówka: Góry Sowie
listopad, 2018

Było kilka dni wolnych i jeden z nich udało się przeznaczyć na mały wypadzik w moje - jak się okazuje - bliskie Góry Sowie. Jechałem coś koło ledwo 2,5 godziny i niedługo po niewidocznym w ogóle we mgle wschodzie słońca byłem na miejscu.
Początek pętli ustaliłem w Rościszewie. Jego głęboka dolina oferuje podejście na szczyt Wielkiej Sowy w wymiarze 666 metrów, a nie jakieś słabe 300 (z Przełęczy Walimskiej lub z Przełęczy Sokolej) albo 380 z Przełęczy Jugowskiej. Nawet podejście z Walimia ma ponad 100 metrów mniej.
Przejście traski miało też być równocześnie testem dla nowo kupionych butów Asolo. Ledwo ruszyłem, już zonk! Zabrana lustrzanka jest martwa - nie zauważyłem rozładowania akumulatorka. Wszystkie zdjęcia będą zatem z komórki, zobaczymy jak sobie w tej roli poradzi.
Jest wilgotno i bardzo mgliście, trochę mnie to martwi bo prognoza była znacznie bardziej optymistyczna.
Przez Lasocin, dolinką potoku wchodzę w granice Parku Krajobrazowego.

Na początek łagodne podejście leśną drogą do rozdroża zwanego Stara Jodła. Stąd z wiązką szlaków do kolejnego rozdroża robię wysokość.

I tu zaczyna się naprawdę stromy odcinek na Młyńsko czy może, jak na innych mapach, Młynisko /777/. Mgła jest jeszcze bardziej gęsta i jest trochę ponuro.
Potem następny stromy odcinek po krótkotrwałym wypłaszczeniu i na stokówce odwracam się a tam...światło nieśmiało zaczyna przebijać się przez opar.


A im wyżej, tym lepiej - oto widzę już nad sobą błękitne niebo. Powyżej 850-900 metrów robi się pięknie.


Jeszcze jedna stromizna i wychodzę na szczyt! Były tylko dwie osoby, z których jedna zaraz poszła. Sytuacja tutaj niespotykana w ładny dzień. No tak, ale to było dopiero około dziewiątej trzydzieści.

Wieża nie była otwarta, ale jak się potem okazało, i tak nie miałoby sensu na nią wchodzić. Przez cały mój pobyt chmury trochę opadły ale z pewnością nie poniżej 700-800 metrów.
Z powodu wiatru robi mi się po jakimś śniadaniowym czasie zimno w dłonie i ruszam dalej głównym grzbietem. To pamiątki po uprzednich opadach.

Aha, no właśnie: w ten oto sposób buty przeszły swój chrzest bojowy w kałużach, błocie i mokrych liściach...

Na zejściu na Kozie Siodło pojawiają się nieliczni turyści. Moja marszruta prowadzi teraz szlakiem żółtym do nieczynnego schroniska Sowa (Eulenbaude). Kiedyś je odwiedziłem, jak jeszcze było czynne. Ale przecież dziwnym trafem nigdy nie zawędrowałem do schroniska Orzeł (Bismarckbaude), przynajmniej nie pamiętam takiej sytuacji. Dziś mogę to wreszcie nadrobić. Schodząc do schroniska znów zagłębiam się nieco we mgle. Jednak po czasie spędzonym nad

wychodzę przed budynek i stwierdzam, że wiatr rozgonił trochę chmur.

Na ścieżce pozwalającej na krótkie wejście na szczyt Wielkiej Sowy pojawia się już dużo ludzi. Dla mnie to sygnał, żeby ruszać dalej. Koło obelisku Wiesena skręcam na szlak narciarski.
Tutaj świetnie widać gdzie był pułap chmur czy mgły, w każdym razie pary wodnej - widoczna góra z masztem to Sokół, 862m npm.

Nietypowym fioletowym szlakiem Srebrną Drogą powróciłem prawie pod główny grzbiet.
Listopad? Really?

Jeszcze trochę wysiłku pod górę i przekraczam Rozdroże między Sowami.
Teraz zejście niebieskim szlakiem przez Wroniec - na Przełęcz Walimską.
Mam okazję przypomnieć sobie ten szlak, którym też kiedyś podchodziłem.
Tutaj nie jest tak stromo, ale za to błotniście - jeszcze bardziej.
Mijam jeszcze jakieś grupki podchodzące a mnie wyprzedza zjeżdżający szybko rowerzysta.
Na szosie piękne słońce, ale w oddali już widzę tunel z drzew wypełniony znów wilgotnym oparem mgły. Żeby w tak niskich górkach była tak zmienna aura...

Brrr, ten odcinek zielonego szlaku szosą we mgle a później polną drogą przez Górę Marii i Kuźnicę daje mi psychicznie w kość. A jeszcze parę chwil temu stałem w słońcu na głównym grzbiecie!

Nagłe spotkanie we mgle:

Czerwonym szlakiem od Kuźnicy wspinam się kawałek do obelisku Rudolfa Thiele. Tutaj gdzieś powinna być interesująca mnie ścieżka. Jest trochę "zamaskowana" leżącymi konarami, ale znajduję ją bez problemów i trochę podług własnego poczucia kierunku a potem wg dżipiesa docieram do Skały Niedźwiedzia.

W zasadzie sprzeciwiam się nadużywaniu słowa "magiczne" ale tym razem jego użycie byłoby w pełni uzasadnione ze względu na wygląd wilgotnych, omszałych głazów w wiszącej mgle. Brakuje tylko wyłaniającego się Herna.


Woda skraplająca się na liściach kapie teraz bezustannie, zupełnie jakby padał rzęsisty deszcz.
[film]
Przez las schodzę w poszukiwaniu ścieżki z zielonym szlakiem. Dróżka omija Pisaną z prawej strony i schodzi do bocznej drogi. Nareszcie, bo już w tej mgle byłem cały otępiały.
Nagle taki widok, co to? Tryfid jakiś, czy co? 😃

We wsi ławeczki, robię ostatni krótki postój na gryza. Sorry Gregory, będziemy kończyć:

Na koniec przez wieś wróciłem do miejsca postoju. Takie jednodniówki są bardzo fajne.
Chciałem, żeby było co najmniej 1 km podejść i udało się: wyszło ponad 1200 metrów.
A i zdjęcia jak na komórkę nie takie złe, może to dzięki obiektywowi Leica ;-) Ale co się nanosiłem aparatu, obiektywów i statywu to moje :-D Można się uśmiać. Za to buciory zdały egzamin na szóstkę!
"Niewidzacych" i innych zapraszam po zdjęcia i filmik z lasu: https://mojasciezkawgory.blogspot.com/2018/11/rund-um-hohe-eule.html
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-11-06, 21:39   

No to teraz widzę, że trzeba było pojechać na Sowę, a nie lenić się. W tym samym czasie na Ślęży była mżawka i widoczność z 10 metrów. A u Ciebie naprawdę pięknie. Kilka zdjęć mnie urzekło :-) Mimo, że z komórki.
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
dave 


Wiek: 32
Skąd: Zbąszyń
Wysłany: 2018-11-07, 20:24   

Fajna traska. Do kompletu tylko deszczu zabrakło. ;-)

Ile Ci zajęło samo przejście?
_________________
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-11-08, 09:02   

No tak ciut powyżej sześciu godzin. 7.40 do 14. z hakiem.
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2018-11-08, 11:45   

O proszę, takie jednodniówki to ja lubię. Szkoda, że nie dałeś cynku bo prędzej uda mi się na coś takiego wyrwać niż na cały weekend. Ostatnio na Wielkiej Sowie byłem kilka lat temu taszcząc na grzbiecie starszego syna. Trzeba będzie znowu odwiedzić te tereny.
A może pokusić sie kolejny raz o przejście po całości czerwonym szlakiem? Tylko tym razem zaczynając od Srebrnej Góry.
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-11-08, 15:14   

Kurczę blade, wyszedł z tego spontan: miałem jechać z menelem w sobotę, a pojechałem w niedzielę sam :lol: i nie pomyślałem, że w ostatniej chwili ktoś by się przyłączył.
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
włodarz 

Skąd: Góry Sowie
Wysłany: 2018-11-08, 17:31   

[quote="Michun"... i tak nie miałoby sensu na nią wchodzić. [/quote]
Ja bym nie odpuścił. Zawsze coś byłoby widać.
_________________
Sudeckie Ilustracje
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2018-11-09, 10:25   

No problem Brachu. Co się odwlecze to nie uciecze jak to mówią... i jeszcze będzie okazja gdzieś tam razem powędrować.
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-11-11, 09:51   

Na Ciebie działa jak płachta na byka "magicznie" ? na mnie "kultowo" :lol:
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Michun 
METEOPATA


Skąd: Western Front
Wysłany: 2018-11-11, 12:56   

W ogóle jestem przeciwnikiem egzaltacji :-D
_________________
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Patriotism is the last refuge of a scoundrel" S. Johnson
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: