Niebieski szlak Brzeźnica - Kacwin by menel

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2018-09-28, 07:50

menel pisze:Boczkiem dałbym radę.
Ale zanim wyciągnąłbyś go z szafy i dokładnie się nasmarował dla lepszego poślizgu to środek nocy by Cię tam zastał ;-) :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-09-30, 19:49

Dzień III


16.09.2018


Przełęcz Sanguszki - Jordanów, camping "Strumyk" / Beskid Makowski



Ranek wita mnie czadem. Wszystko wskazuje na to, że dzisiaj mam pogodę w opcji Dżilet. Na dzień dobry micha się cieszy:


Obrazek Obrazek


Przełęcz Sanguszki tonie we mgle. ¦niadanko w takich okolicznościach nie w kij dmuchał. Nie spieszę się, słońce zaczyna operować to podsuszy wilgotny od rosy namiot. Podczas śniadania dociera do mnie bardzo wyraźnie, że wszystkie drogi prowadzą do Jordanowa. Przecież niedawno tam byłem, teraz idę innym wariantem. W trakcie porannego posiłku mija mnie lokalna rodzina, która wybrała się na grzyby. Nie minęła godzina a do samochodu wraca gościu z pełnym wiadrem. Pytam, kiego grzyba? On mnie na to, że jeszcze do lasu nie wlazł i musi opróżnić wiadro! W Małopolsce ogromny wysyp grzybów podczas gdy w Sudetach sucho i nie ma nawet muchomorów. Kończę śniadanko i filuję w mapkie. Rządzę w Beskidzie ¦rednim. Pakuję bałagan. Przede mną fantastyczny odcinek na, cytując klasyka, "kioskową" górę. ;-), ale po kolei. Opuszczam miejsce biwaku, łoję początkowo asfaltem w kierunku Krowiej Góry 618. Mijam zabudowania i szlak odbija w prawo. Po drodze spotykam oryginalnie wykonaną kapliczkę :

Obrazek

Na drzwiczkach tejże "wydziargana" jest modlitwa, dla mnie coś nowego i mile zaskakującego. Docieram na Krowią Górę 618 m npm. Bardzo przyjemne miejsce na nocleg w dobrym waruneczku i widokiem na Beskid Żywiecki :

Obrazek

W przepięknym waruneczku schodzę do krzyżówki szlaków, czarnego, niebieskiego i czerwonego/MSB/. Operuję w Paśmie Babicy.


Obrazek Obrazek


Zanim zacznę zdobywać Pasmo Koskowej Góry schodzę do Bieńkówki. Po drodze widzę ostatnie podrygi tej jakże kameralnej chałupki :


Obrazek


Prochu nie odkryję pisząc, że Beskid Makowski czy też ¦redni jest wielce kameralny, żeby nie rzec, że jest w pyte :


Obrazek Obrazek

W Bieńkówce odbijam kawałek od szlaku, widzę wiatę przystankową w opcji "high end". Skoro jest tak pięknie to golnę puszeczkę imperialistycznego chłamu.. dla ochłody. Jest niedziela, sącząc napój widzę zbliża się jakaś dziewczynka odziana w strój regionalny, mówiła jak się nazywa, a ja z racji podeszłego już wieku normalnie.. zapomniałem :

Obrazek


A przede mną Pasmo Koskowej Góry. Zabudowania Bieńkówki chwilkę za mną i ponownie wkraczam w las. Jest wypłaszczenie, jest ławka i jest woda. Zrzucam klamota, przed podejściem wolę się wzmocnić, czyli czas na coś gorącego, oczywiście kakao w roli głównej do tego szczypta makaronu, dwie łyżki cukru/od zupy/, bawię się na całego stać mnie i przy okazji namiot dosuszę :


Obrazek


Laba się kończy. Muszę przyznać, że podejście jest tak w tyłek dające, że aż piękne. Sapiąc w drodze do celu mam jasność, zaczynają się poważne podejścia i pomimo ośmiuset metrów z górką żartów nie ma. Jestem zdaje mnie się za półmetkiem, robię odpoczynek na ławeczce. W terenie grzybiarzy od groma, przeważnie społeczność lokalna. O jednym obrzydliwym nawyku muszę napisać, otóż grzybiarze idąc na grzyby biorą także jak stały ekwipunek czteropak piwa, później puste puszki wyrzucają w krzaki. Wygląda to fatalnie. A ja kończąc odpoczynek zarzucam bagaż na ostatnie podejście mam nadzieję. Przed wyjściem z lasu taki piękny widok dodający siły :

Obrazek

Wychodzę na łąki, teraz mam pełny obraz piękna Beskidu Makowskiego, czacha dymi. Docieram do kapliczki, ale uwalam się kawałek dalej w trawie. Jestem pod Koskową Górą. Na drodze jest trochę samochodów.


Obrazek

Po ok. kwadransie zbieram się. Podszczytowy trawers, temat zad urywa :

Obrazek

Na szczyt nie idę, ciężar worka nie motywuje mnie a przechadzka partią podszczytową zaspokaja moje oczekiwania. Co piękne szybko się kończy. Ponownie toczę się leśną ścieżką. Trafiam na źródełko, pod świerkiem :

Obrazek

Kwadrans się należy. Wydobywam z plecaka plastikowy ultralekki kubek i pozwalam sobie na chwilę luksusu. Sącząc wodę pomocną nadchodzi pewna pani, zapewne to lokalna starszyzna i rozmawiamy chwilę przy źródle. Ta sympatyczna starowinka opowiedziała mi taką rzecz:

"To bardzo zdrowa woda. Starszyzna zamieszkująca ten rejon bardzo sobie ceni tę wodę. Schorowani niektórzy staruszkowie, będący już na łożu śmierci mają ostatnie życzenie. Otóż, chcą się napić wody z takiego źródła, bo wierzą, że da im to jakąś ulgę, przywróci apetyt. Odmówić takiej osobie nie wypada. Niektórym nie chce się iść do takiego źródła i nabierają wodę ze normalnego ujęcia mówiąc, że to z tego źródła właśnie."
Trochę babunię rozumiem, miło sobie gaworząc nabieram jeszcze jeden kuban, warto. Sens słów Franciszka Kotuli " woda pomocna" jest jak najbardziej trafiony. To był dla mnie bardzo cenny odpoczynek. Niby dziura w ziemi wypełniona wodą. Żegnam się i idziemy każdy w swoją stronę. Jakąś chwilę rozmyślam jeszcze o spotkaniu z babcią. Dalej się toczę lasem. Schodząc z Magurki witam Skomielną Czarną, a raczej jej peryferie. Kolejne podejście na Groń dające popalić. Za mną Magurka 787 m npm :

Obrazek

W drodze na Groń spotykam fanów motocykli. Po ostatnim opadzie deszczu kałuże i błota po zbóju. Docieram do miejsca gdzie krzyżują się szlaki niebieski i zielony. I tu niestety popełniam bardzo zły błąd. Zapomniałem odbić do kaplicy na Groniu, jorgnąłem się dopiero tutaj :

Obrazek

No cóż, niefart. Ponowne zejście, tym razem Zarębki, nie wiem tylko czy to część Łętowni?


Obrazek


Mam do pokonania jeszcze zbocze Łysej Góry i Jordanów wita! Tutaj jednak quady rządzą. Aha, wcześniej jednak mam już wizję dnia następnego. Beskid Wyspowy mruga do mnie..


Obrazek

Ja już nieco zmęczony docieram do terenów pastwiskowych. Ktoś tu zamarzł zimą :

Obrazek

Mijam też tabliczkę ostrzegającą przed psami pasterskimi, mnie na szczęście ominął ten luksus. Tymczasem Jordanów wita mnie ciepło!

Obrazek

Docieram do centrum. Sklepy pozamykane, ale mam farta. Monopolowy na rogu jest zzzzawsze otwarty. :mrgreen: Wbijam na chipsy, mega pakę wziąłem i colą to popiwszy - niebo w gębie.. Jest po godzinie 19-stej. Na schodkach sklepu uwalony delektuję się smakiem zielonej cebulki popitej CC - mmmmmmm, delicje! A najlepsza jest chałwa z mozarellą, ten zestaw przerabiałem przed Kacwinem, bo nie było kiedy pomidora kupić. Teraz czas na "ostatnią prostą" - Strumyk. Idę jak do siebie mając w pamięci nocleg podczas przejścia GSB. W restauracji zamawiam kwaśnicę z pieczywem, rosół i schabowego w pakiecie, tu się nie ma co oszukiwać. Nocleg bz., dycha za namiot. Rozbiłem się już po ciemku. Następnie prysznic i.. hop do namiotu. Ufff, jak dobrze. "Strumyk" w Jordanowie to miejsce, które dodaje otuchy. Dobranoc.


Obrazek



Dzień IV


17.09.2018



Jordanów, camping"Strumyk" - Rabka, agro " Pokoje u Łucji" / Beskid Wyspowy




Obrazek Obrazek



Ranek przyzwoity, jednakże waruneczki gorsze niż z niedzieli. Na śniadanko zarzucam pieczywo zaoszczędzone z wczorajszej kwaśnicy - pięć kanapek starczy. Zanim zasiądę do śniadania leci kuban zielonej herbaty na się nie starzenie. Do tego obcinam w mapę co na dzisaj orientacyjnie, ile za mną, a ile przede mną. Lubię tak. Po śniadanku szorowanko szuflady i trza się pakować, bo czas nie ch**, nie stoi. opuszczam camp, szlak prowadzi do Naprawy.. :mrgreen: Trochę asfaltu na chęć życia, mam też taki drogowskaz :

Obrazek

Jeszcze chwila i już zostawiam Naprawę, Jordanów. A "Babcia" dostojna, jak zawsze:

Obrazek

Już z oddali widziałem to dziwadło, jakże zdumiony byłem gdy łoiłem centralnie przez ten teren, pytając pracownika czy mogę do drogi przejść :

Obrazek

Zanim zacznę mozolne podejście na Luboń Mały należy mi się kwaśnica w tym zajeździe i powiem Wam, że tak pysznej kwaśnicy z tak poważną wkładką dawno nie jadłem, już wiem, że jak będę w okolicy to znajdę chwilę na posiłek tutaj :

Obrazek

Opuszczam zajazd i zaczyna się podejście. Mijam osiedle Mały Luboń. Po drodze mała checa z psem i jej właścicielką na tzw. spacerze. Psisko wilczuropodobne ujada, się szarpie a pani tego psa usprawiedliwia się, że kijów trekingowych się boi. Gdybym miał "klamkę" to miałbym poważny problem kogo odstrzelić, psa czy właściciela? Jestem zdania, że bezmózgom powinno się zabronić pod karą więzienia posiadania nawet.. kota. A ja docieram na miejsce odpoczynku, małe 5 się należy :

Obrazek


Dalej kapkę widzę taki kamień z wydziarganą datą 1772, wiecie coś na ten temat?

Obrazek

Jestem na zachodnim grzbiecie Lubonia, Mały Luboń 869 m npm... przeszedłem nawet nie wiem kiedy, jakby strata niewielka, bo moim oczom ukazuje się rozległa polana. To Polana Surówki - nazwa pochodzi od nazwiska. Inna nazwa to Krzysie. Znajduje się tutaj kilka domów. Do jednego udałem się po wodę, właściciel pozwolił nabrać wody ze studni. Miło było zanurzyć japę w wiadrze! Potem oczywiście czas na "duże 10" :


Obrazek Obrazek

Pora na ostatni odcinek, czyli do schroniska Na Luboniu Wielkim. Po drodze mijam miejsce tragedii śmigłowca Mi-2 w 1985 roku.

Obrazek


Podczas podejścia po raz kolejny Ortlery sprawdzają się wyśmienicie. Docieram na szczyt, Luboń Wielki 1022 m npm., chwila zadumy nad Beskidem Wyspowym :


Obrazek Obrazek

Zasiadam na zewnątrz i idę zamówić jedną ze specjalności tego schroniska, bigos. Tak wstrętnego bigosu nie jadłem chyba nigdy. Na dzień dobry jestem schroniskiem zniesmaczony, ale co tam.. zaraz i tak se pójdę. Dostałem do tego plastikowy garnuch, który przytuliłem na końcowy rytuał. Zestaw długodystansowca: :mrgreen:

Obrazek

Samo schronisko podoba mi się, ma to coś :

Obrazek Obrazek


Natomiast jedna rzecz zaskoczyła mnie na maksa. Otóż budynek wieży przekaźnikowej jest cały.. w goncie!

Obrazek

I jeszcze foteczka z cyklu "samotność długodystansowca" , można pęc z tej fraszki :

Obrazek

Na nocleg tu nie zostaję, szkoda mi dnia, jest zbyt wcześnie. Schodzę do Rabki. Podczas zejścia klnę w żywy kamień, chyba wolę jednak podejścia. Stromizna już za mną, pojawia się cywilizacja :

Obrazek

Muszę przyznać, szlak niebieski wprowadza do Rabki bardzo zaskakująco, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Miałem przyjemność poznać bardziej dziką część okolic tego kurortu. Cień mam długi, to jeszcze dam radę połazić.. :mrgreen:

Obrazek

Rabka Zaryte, za chwilę kołuję w okolice Królewskiej Góry :

Obrazek

Przede mną podejście, przy nieco ciężkim worku odczuwam skutki. Okolica w sam raz na wyrównanie oddechu :

Obrazek

Za chwilę szlak wyprowadzi mnie na bardzo klimatyczne polany. Nawet się zastanawiałem, czy nie uwalić się np. na Królewskiej Górze na nocleg. Tam ci wieża widokowa i niezapomniany widok na Luboń Wielki 1022 m npm :

Obrazek

Znajduję się na bardzo kameralnym "kawałku" pomiędzy Królewską Górą 588 m npm a Grzbieniem 679 m npm, naprawdę wzruszający teren. Niebawem schodzę do Rabki, tu już żartów nie ma. Zaczynam się zastanawiać nad jakimś spaniem, nie zarezerwowałem wcześniej noclegu to trza jeszcze chwilę podreptać.. :mrgreen: Rabka po raz kolejny nie zawodzi. Mam do wyboru dwa miejsca, "¦wiatowid" i "Pokoje u Łucji". Na mój zmęczony rozum postawiłem na "Pokoje u Łucji" przy ul. Słonecznej. Za 4 dychy wtaczam się pokoju z łazienką, TV.. Odświeżony miło wbić się w świeżą pościel..
Franek do mnie dzwoni, pogadawszy chwilę chlipnąłem gorącą herbatę i udałem się w objęcia Morfeusza. Jutro Gorce, zaś wiadro potu przy podejściu pod Turbacz. Dobranoc.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-09-30, 20:00

Dzień V


18.09.2018


Rabka, agro "Pokoje u Łucji" - schronisko PTTK "Na Turbaczu" / Gorce




Na noc okno zostawiłem otwarte. Rześki poranek budzi mnie. Zwlekam zwłoki z wyra i borę się za śniadanie. Później ogarniam bajzel, pakowanko i wymarsz, zaraz wbijam w Gorce. Początek trasy to standardowo asfalt, mijam szkołę podstawową, przed którą zaczyna się młyn, przechodzę na drugą stronę ulicy i instaluję się na chwilę w wiacie przystankowej. W koszu lądują m.in. moje skarpety, które już są tak dziurawe, że nie ma co łatać. Zapodaję dalej. Przede mną Olszówka. Szlak odbija z asfaltu w lewą stronę, nabieram wysokości i od razu klimat robi się mmmmmmmm..


Obrazek

W takim klimacie się pławię i dochodzę do miejsca gdzie szlak się urywa. Ostatni dom na grzbiecie. Na wprost prowadzi szlak narciarski a mój odbija w lewo, który nie jest oznakowany. Należy iść tą ścieżką ok. 100 m do krzyżówki z asfaltową drogą lokalną. Tam się znajduje duży kamień z informacją, że to droga Karola Wojtyły i asfalcikiem w dół dojdziemy do Olszówki.

Obrazek


W Olszówce wbijam do sklepu rozprostować kości, przy okazji golnąć kefiru popartego bananem. Z Olszówki zaś podejście. Na dzień dobry w oczy się rzuca przyjemna bacóweczka w stanie dobrym, ale w razie awarii możemy liczyć tylko na werandę, o ile ktoś psem nie poszczuje.


Obrazek

Jako, że nie spotkałem się ani razu z wrogością lokalnych mieszkańców, to myślę, że nikt nie będzie robił afery, że ktoś ma życzenie przespać się na werandzie. Dalsza przechadzka utrzymuje mnie w pewności, że teren jest w pyte. Kolejna szopa po drodze :

Obrazek

Zaraz będę schodzić do Poręby Wielkiej, a obiad zamierzam trącić na polu namiotowym w Koninkach na terenie GPN. W********cy odcinek Poręba Wielka => Koninki to asfalt więc rozprawiać nie bardzo jest nad czym.


Obrazek

Po drodze widzę ogromny afisz, z którego właściciel obiektu zaprasza na domowe pierogi, dałem się złapać - do 23.09 jest na urlopie, a żeby go! Już przy końcówce męki przez asfalt /osiedle Filipy/ zachodzę do sklepu wlewając w siebie kefir i wodę mineralną. Dalej to już fraszka. Mam żal do siebie, że nie posiedziałem pół godziny dłużej przed sklepem, gdyż ponieważ musiałem uiścić opłatę wejściową na Teren GPN w kwocie 4 zyla, a uprzejma pani sprzedając mnie wejściówkę zaraz zamknęła swój "kram" mówiąc, że musi coś załatwić, ja natomiast na teren GPN kołuję biedniejszy o 4 pln-y. Uwalam się w wiacie na polu namiotowym, które jest bardzo klimatyczne i niedrogie. Do dyspozycji WC płatne 1 zyla w opcji automat wrzutowy. Wodę czerpałem z kranu gdzie jest informacja, że woda do celów gospodarczych. Nie ma informacji czy jest zdatna bądź niezdatna do picia. Zatem zalałem pełny garnek wody do celów przemysłowych i poszedłem coś ugotować, bo czeka mnie poważne podejście i nie wypada wchodzić na czczo.


Obrazek


Podreperowany moralnie zostawiam zbędny balast w postaci wypalonego już kartusza, który notabene towarzyszy mi od przejścia Rudnej Magistrali, pakuję bajzel i ruszam krokiem równym i tempem miarowym. Podejście naprawdę godne polecenia. Na Polanie ¦rednie robię odpoczynek:

Obrazek Obrazek

Kontynuuję marsz. Po drodze zawijam do źródełka, docieram na Czoło Turbacza 1259 m npm. Tutaj jest taka ciekawostka. Otóż na jednej ze skał jest inskrypcja.

Obrazek


Kazimierz Sosnowski w przewodniku z 1926 roku pisze :

"Na górnym brzegu tego kamienia porosłe mchem litery tworzą czytelny jeszcze napis : Koldras Lacki, a obok zatarta data 17.. i druga dość wyraźna 1833. Co ów napis oznacza, trudno dociec. Wieść niesie, że obozował tu Kazimierz Pułaski z Konfederatami barskimi, którzy wyryli ten napis ku pamięci towarzysza, co w tem ustroniu z ran i wyczerpania życie zakończył."


Ja tymczasem idę w kierunku schroniska zasiadając jeszcze na chwilę przy ołtarzu polowym, pławiąc się w ciszy. Czoło Turbacza 1259 m npm i Hala Turbacz :


Obrazek

Docieram do schroniska PTTK "Na Turbaczu". Idę do kuchni, dojście tutaj dało trochę po nogach - ponad kilometr podejścia. Pora już taka, ż iść dalej nie bardzo jest sens. Pytam o miejsce na nocleg i w odpowiedzi słyszę :

- jest luz, są miejsca.

Na pytanie czy mam szansę na pokój dla siebie, dostaję odpowiedź, że nie ma problemu! Przecierając oczy ze zdumienia i pytając czy dobrze słyszę "biorę" pokój nr 11 i idę się zainstalawać po pysznym posiłku. Pokój mam z widokiem na Halę Długą. wieczorem przed zamknięciem bufetu wziąłem duże fryty i wyszedłem na zewnątrz. Pokręciłem się jeszcze i poszedłem na pokoje. Sen mnie łamie.



Dzień VI


19.09.2018


Schronisko PTTK "Na Turbaczu" - Nad Trybszem Gorce / fragment Kotliny Orawsko - Nowotarskiej / Spisz




Obrazek


Rankiem okiem przez okno łypiąc widzę łowców wschodu słońca wylegli "na pole". Ja padłem jeszcze w pościel aby nacieszyć się luksusem. Bufet otwierają o ósmej więc bez pośpiechu zacząłem się pakować. Podoba mi się to w tym schronisku, że przed otwarciem bufetu można posiedzieć w jadalni, Zająłem miejsce przy oknie aby widokiem na Tatry się nacieszyć. Widoki wprawdzie marne bo mgliło, ale zawsze to coś. Na śniadanie zamówiłem jajecznicę na maśle i naleśniki z serem, nie jest dobrze na głodnego chodzić. Idę do Łopusznej. Przy zejściu zaś klnę. Taki widok napawa mnie obrzydzeniem :

Obrazek


a tu jeszcze jakieś stare szlakowskazy :


Obrazek

Na Bukowinie Waksmundzkiej żegnam szlak zielony i kontynuuję temat zejściowy, strasznie mnie to wpienia. Jesień już jest "czuta" :


Obrazek Obrazek


Za chwilę będę w przysiółku Łopusznej - Zarębek Wyżni :


Obrazek


Z kolei do Zarębka ¦redniego zejście niemal w pionie. Przekraczam Łopuszankę :

Obrazek

i szast, prast.. Zarębek Niżni wita :

Obrazek


W związku z tym, ż teraz łoję asfaltem i po stole wyskakuję z ciężkiego obuwia i przyodziewam sandały, stać mnie. Kieruję się na centrum Łopusznej, po drodze mijam krzyż Gobrowski następnie budynek Izby Pamięci ks. prof. Józefa Tischnera. Powoli żegnam Gorce, teraz zaczynam lichą część tego szlaku. Do Harklowej jest w miarę ciekawie. Po drodze taka kapliczka:

Obrazek

Przez most przekraczam Dunajec :

Obrazek

I Harklowa wita, piękny kościół parafialny Narodzenia NMP zbudowany ok. 1500 roku na miejscu poprzedniej świątyni.


Obrazek

Nieopodal kościoła znajduje się kapliczka Matki Boskiej postawionej w 1905 roku po pożarze, który pochłonął znaczną część wsi. Przede mną zdecydowanie nudny odcinek. Do końca imprezy jeszcze 10,5 godziny wg szlaku.


Obrazek

Daję dyla na drugą stronę ulicy i tak jakby rządzę w Kotlinie Orawsko - Nowotarskiej. Łoję z lacza i paluchem w nosie, obcinam na Wdżar 767 m npm, pierwszy szczyt Pienin :

Obrazek

A ja się tłukę dalej do Nowej Białej.

Obrazek Obrazek

Gdzieś tam się uwalam na odpoczynek. W końcu upragniona Nowa Biała.

Obrazek

Jako, że przy szlaku jest sklep z widokiem na "centrum" zasiadam pod parasolami na chwilę odpoczynku. Ruszam. Dalej asfalt, a tu jeszcze ok. dwie godziny mordęgi. Odskocznią jest Rezerwat Przełom Białki. Wbijam od drugiego parkingu, na pierwszym coś mi nie pasowało. Na parkingu miła pani, zostawiam plecak pod jej powiedzmy opiekę. Robię sobie pół godziny resetu :

Obrazek Obrazek

Wracając na parking zauważam, że Obłazowa jest okupowana przez wspinaczy. Niezły plac na nocleg :


Obrazek

Jestem ponownie na parkingu, dziękując pani za opiekę rozmawiamy jeszcze przez chwilę i jakoś temat schodzi na wiarę. Zawsze się w coś wp******ę.. ;-) Pani widząc moją szafę mówi w dobrej wierze, żebym jakiego stopa złapał do Trybsza, bo to niedaleko, ja z kolei odparłem, że w piesze wędrówki wierzę... i masz, zaczęło się. Fajnie się rozmawia, ale ja muszę iść bo mnie noc zastanie. Do Trybsza parę kilometrów asfaltem, krew mnie zaleje. Zgrzytając zębami z nerwów zastanawiam się po jakiego grzyba znakować szlak asfaltem, no na jakiego??. Ponownie przekraczam Białkę :

Obrazek Obrazek


Nooo, gruba ryba wkarcza na Spisz! Trybsz wita!

Obrazek


Wizyta w sklepie, muszę golnąć bo mnie smali. Na zwiedzanie Trybsza nie mam sił, daruję sobie. Po drodze łoję we framugę do gospodarza celem nabrania wody do petów. I teraz Szanowni Czytelnicy jest tak, odbijam w ul. Zacisze z lewej manieczki ujada parszywy kundel, a ja rozpoczynam podejście na grzbiecie którego wybaczam znakarzom "drogę krzyżową asfaltem". Zawsze tu nie byłem, na płn widzę Gorce, na płd Tatry. Tak tu się uwalam :


Obrazek

Rozbiłem się pomiędzy kotą 716 m npm a 818 m npm. Długo nie marudzę, szybka kolacja i sen. Mimo zmęczenia spałem czujnie.


Dzień VII


Nad Trybszem - Kacwin - Wrocław / Spisz



Często się budziłem w nocy. Zaczęło świtać, wylazłem na wschód słońca, z widokiem na Pieniny w środku Grandeus 795 m npm :


Obrazek


Na śniadanie robię kakao i do tego makaron. To niezły zestaw. Po posiłku wylegam z namiotu i widzę, że ktoś jedzie samochodem. Chwila sympatycznej rozmowy, gość mnie uprzedza przed niedźwiedziem, który ponoć się po okolicy kręci. Nie widziałem, nie słyszałem. Pomyślałem, że może chce mnie wystraszyć, później się okaże, że chyba jednak nie. Gość życząc mi udanej wycieki jedzie dalej, ja zaczynam zwijać bajzel.


Obrazek Obrazek


Opuszczam miejsce bardzo kameralnego biwaku. Dalsza trasa to po prostu bajka z takim klimatem, dodatkowo panorama Tatr w gratisie, no cudo!


Obrazek

Docieram na miejsce odpoczynku na Wierchowinie 963 m npm, stół obity blachą, niezły patent :

Obrazek

Kręcę w kierunku Pawlikowskiego Wierchu 1016 mając wcześniej zupełnie przyjemny widok na Czarną Górę z kompleksem narciarskim. Idę i chłonę :


Obrazek Obrazek


Szlak na szczyt nie dochodzi. Przecina natomiast szlak czerwony, który wiedzie w kierunku szczytu. Ja natomiast wbijam do przysiółka Pawliki. Jedno z najwyżej położonych osiedli w Polsce, ok. 950 m npm., tam ci budowa na całego:


Obrazek


Teraz aby do Przełęczy Łapszanka. Po drodze "punkt kontrolny", nie chcę, ale muszę. Jest tak pięknie, że grzechem by było się nie uwalić na kwadrans. Definicja wolności: ;-))


Obrazek

W drodze na Łapszankę :


Obrazek


Docieram, jestem na miejscu odpoczynku /rower nie mój/ :

Obrazek

Długo nie siedzę, mimo, że to piękne miejsce widok na Tatry zamglony, idzie zmiana pogody, z kolei przy kapliczce robi się jarmark, trzy busy i kupa ludu, nawet nie ma jak fotki pstryknąć. Nie, nie.. moja aspołeczna natura nie pozwala mi brać udział w tym cyrku, idę dalej parę metrów asfaltem i odbijam w prawo. Przez jakiś czas "dziurawe" płyty betonowe potem kawałek granicą, jest wszystko. Docieram na Pieskowy Wierch 980 m npm, jest tu marna wiatunia, zawsze to jednak coś :

Obrazek Obrazek

Czeka mnie teraz przechadzka lasem, dosyć długi i trochę nużący odcinek w opcji góra dół. Tutaj też spotykam ślady niedźwiedzia, czujność wzrosła, zmęczenie minęło..
Kończąc leśną eskapadę, wychodzę na końcówkę trasy :

Obrazek

Bliskość mety jest złudne, jeszcze Kunia 756 m npm, chaszczowanka kapkę i zbliżam się na ostatnią prostą, taaaaa.. :

Obrazek

Widok na Pieniny zapadnie w mojej pamięci. Niestety, wędrówka dobiega końca. Schodzę do Kacwina. Radość rozpiera serducho! Przy kropie końcowej melduję się o 14.18, mając na koncie przedostatni szlak długodystansowy w polskich Beskidach. Zwyczajem jest, że należy golnąć z puszeczki imperialistyczny chłam :

Obrazek Obrazek


Idąc do Kacwina usłyszałem, że z tejże mieścinki jest ciężko się wydostać, co wg mojego uznania jest bzdurą maksymalną. Nie zdążyłem wejść do sklepu gdy nadjechał bus do New Targu i stamtąd autobusem ewakuowałem się do Wro. Kończąc relację, jeżeli przydługa, przepraszam. Inaczej nie umiałem.


Dziękuję za uwagę.


W ramach post scriptum :


Kilka uwag technicznych:

+ Beskid Makowski mnie zachwycił, m.in. rejon Koskowej Góry to temat dla mnie do kolejnej penetracji
+ Spisz również
+ "Strumyk" w Jordanowie to miejsce idealne na odpoczynek przy długodystansowych przejściach z namiotem, tanio i komfortowo
+ zakamary Rabki na niebieskim szlaku, super sprawa
+ fantastycznie "pociągnięty" szlak z Jordanowa do Rabki, szczególnie w końcówce




- początek szlaku - asfaltu od groma
- odcinek Harklowa - Trybsz, dużo asfaltu, przez co odcinek zajeżdża dłużyzną
- ilość zabranej zbędnej odzieży, wtopiłem
Ostatnio zmieniony 2018-10-02, 08:45 przez menel, łącznie zmieniany 1 raz.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5579
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-09-30, 20:07

Ha! I tu się "wtroncę" :mrgreen:
Ten fragment zainteresował mnie szczególnie, gdyż...za czas niedługi mam zamiar uwalić się na "Kioskowej Górze" i tereny te poznać bliżej.

Luboń Wielki, jedna z pierwszych moich tak na serio planowanych wycieczek w góry i nocleg w schronie...1999r. I od tego czasu tam nigdy nie byłem...

Menel, jak zwykle gratka dla czytających. :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

mały pikuś
Posty: 25
Rejestracja: 2013-01-12, 16:56
Lokalizacja: ze wsi beskidzkiej

Post autor: mały pikuś » 2018-10-01, 18:51

Fajnie wędrowałeś ale szkoda żeś na szczyt Koskowej nie wylazł.Na jej zachodniej części fajnie się można ululać ze ślicznym widokiem na Babcię i resztę pagórków.Choć Twoje widoki z nad kapliczki też były zacne.(Luknij na mapkę i zrób kiedyś odcinek z Koskowej do Makowa tudzież dalej do Suchej Beskidzkiej a i dalej później można choćby w mój Beskid Mały ;-) albo na lewo w Żywiecki).Dużo dobrego piszesz o jordanowskim "Strumyku" a ja wstyd się przyznać nie byłem tam nigdy.Przetarłeś lekko zardzewiały szlak,obiecuję skorzystać, dzięki ;-)

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7417
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2018-10-01, 19:05

Kolejne szlajanko w stylu menelskim, w opcji dziad :-) No, chociaż cywilizowane noclegi też tu zauważyłem, o dziwo. Ciekawe tereny.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Na nazwy i na znaki sram i w Polsce z tym nie jestem sam"J.Kleyff

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-10-01, 20:39

Piękne tereny odkywasz przede mną. Pomijam te bardziej mi znane, jak Luboń Wielki, ale kilka tematów sobie zapisałem a Beskid Makowski jest na mojej liście do dokładniejszej penetracji. Jedno pewne, że na pogodę nie mogłeś narzekać. Oczywiście kupa świetnych zdjęć a fota "Trybsz wita" to taki mój klimat, strasznie mnie się podoba :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-10-02, 09:05

mały pikuś pisze:Fajnie wędrowałeś ale szkoda żeś na szczyt Koskowej nie wylazł.Na jej zachodniej części fajnie się można ululać ze ślicznym widokiem na Babcię i resztę pagórków.
Tia. Przy kolejnej wizycie w Beskidzie ¦rednim Koskowa Góra będzie brana zdecydowanie pod uwagę w innym wariancie, zapewne atak nastąpi z Beskidu Żywieckiego. Biorę nawet wariant awaryjny podczas przejścia MSB, przy pomyślnych wiatrach odbić na chwilę ze szlaku.
mały pikuś pisze:Dużo dobrego piszesz o jordanowskim "Strumyku" a ja wstyd się przyznać nie byłem tam nigdy.
O tak, olśnienia doznałem podczas przejścia GSB. Podoba mi się, że obsługa jest konkretna, bez obłudnej uprzejmości, czy innej wazeliny. Potrzebowałem misy na sałatkę, dużego noża, pożyczyli. Poza tym, kuchnia dobra, pole namiotowe czyste, funkcjonalne, gorąca woda bez ograniczeń. Nie spotkałem roszczeniowych chamów. Jest po prostu normalnie. Będąc w Jordanowie, staram się pamiętać o dobrych i sprawdzonych dla mnie miejscach.
rambi pisze:Beskid Makowski jest na mojej liście do dokładniejszej penetracji.


Też tak uważam, dzięki temu szlakowi "odkryłem" m.in. Beskid ¦redni.
Satan pisze:Ten fragment zainteresował mnie szczególnie, gdyż...za czas niedługi mam zamiar uwalić się na "Kioskowej Górze" i tereny te poznać bliżej.
Satan, myślę, że podzielisz się wrażeniami. Jedziesz w opcji dziad?
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5560
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-10-02, 15:25

Czy ktoś gdziekolwiek kiedykolwiek udzielił odpowiedzi na pytanie o znakowanie szlaków asfaltem? :roll:
Menelu, ile map miałeś ze sobą? I czy cały obszar był na nich uwzględniony, czy też jakaś "dziura" się wykroiła?
taka strona mi dała obraz nt szlaków długodystansowych
http://toprope.pl/index.php/artykuly/44 ... dsumowanie
zgodna z Twoją listą? :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5579
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-10-02, 15:34

menel pisze: Satan, myślę, że podzielisz się wrażeniami. Jedziesz w opcji dziad?
Nie inaczej...to znaczy podzielę się i w opcji dziad. :mrgreen:
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-10-02, 23:37

Lidka K. pisze:taka strona mi dała obraz nt szlaków długodystansowych
Lidka, znam gościa, którego stronę linkujesz. Poznałem go podczas noclegu na Kopystańce w 2015 roku. To Adam Hajnas, normalny kolo, z którym można pogadać.

Obrazek

Wspominałem o nim w relacji ze S3P. M.in. polecał mi ten szlak.

Lidka K. pisze:Menelu, ile map miałeś ze sobą?
1. Okolice Wadowic
2. Beskid Makowski / ¦redni
3. Beskid Wyspowy
4. Gorce
5. Podhale, Tatry, Orawa, Spisz

Wszystko jest pokryte należycie. Mapa Beskidu Wyspowego zbędna.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
dave
Posty: 402
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Post autor: dave » 2018-10-03, 19:53

Fajna trasa. To chyba najrzadziej opisywany szlak długodystansowy w polskich Beskidach. Tego pasma Babicy to Ci zazdroszczę. Gdy robiłem MSB, to na tym odcinku szedłem w deszczu i generalnie widoczność na jakieś 10 m. ;-)
menel pisze:W Małopolsce ogromny wysyp grzybów podczas gdy w Sudetach sucho i nie ma nawet muchomorów.
W Wielkopolsce też posucha straszna w tym roku.
menel pisze:Po drodze mała checa z psem i jej właścicielką na tzw. spacerze. Psisko wilczuropodobne ujada, się szarpie a pani tego psa usprawiedliwia się, że kijów trekingowych się boi. Gdybym miał "klamkę" to miałbym poważny problem kogo odstrzelić, psa czy właściciela? Jestem zdania, że bezmózgom powinno się zabronić pod karą więzienia posiadania nawet.. kota.
Miałem psa przez 14 lat. Takie odruchy i zachowanie to wina nie zwierzaka, tylko właściciela... i to raczej jego należałoby kropnąć. ;-)
menel pisze:poszedłem coś ugotować, bo czeka mnie poważne podejście i nie wypada wchodzić na czczo.
Ooo, to jest bardzo dobre motto. ;-)
menel pisze:Kończąc relację, jeżeli przydługa, przepraszam. Inaczej nie umiałem.
Nie, nie... nie ma czegoś takiego, jak przydługa relacja.

Gratulacje za całe przejście. Bardzo dobrze się czytało.
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

Awatar użytkownika
milena
Posty: 204
Rejestracja: 2015-08-22, 11:18
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: milena » 2018-10-08, 10:16

Jak zawsze świetna relacja, którą bardzo dobrze się czytało ;-)
Gratulacje za przejście kolejnego szlaku długodystansowego ;-)

ODPOWIEDZ