"Kto nie ryzykuje szampana nie pije"

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-08-26, 11:41

Jesli chodzi o ta upiorna tarke - to mam wrazenie ze ona wystepuje wlasnie tam gdzie droga jest "zaopiekowana" i niedawno utwardzona. Widzielismy kilka razy te maszyny utwardzajace i one mają taki jakby wielki żłobiony walec z przodu i on chyba ta tarke robi jak przejedzie. Nie wiem jak innym ale nam sie naprawde lepiej jedzie po wądołach niz z tymi upiornymi wibracjami! Moze po jakims czasie ta tarka sie uklepuje i jest juz dobrze jechac po utwardzonej drodze.

A z nawiązywaniem kontaktow za granica to jest tak, ze ja najczesciej nawiazuje kontakty z tymi, ktorzy pierwsi podejda do mnie i ten kontakt nawiążą ;-) Jakos rzadko mam w zwyczaju pierwsza podejsc do ludzi i ich zagadywac "co słychac". Wiec raczej nie mam za duzego wplywu na to kto podchodzi do mnie (chyba ze jakos prowokuje swoim wygladem odpowiednia grupe ;) )

Z problemami Łotwy ze wschodnim sasiadem w pelni sie zgadzam - nie mają wesoło. Acz i tak teraz jest chyba lepiej z iloscia Rosjan na Łotwie niz 20 lat temu. Chyba duza czesc wyjechala albo sie zasymilowala. Moze wiec przy utrzymaniu tendencji moga z optymizmem patrzec w przyszlosc?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2018-08-26, 14:34

Zjawisko "tarki" jest zupełnie naturalnym procesem na drogach szutrowych, tworzy się ona pod wpływem amortyzatorów samochodowych.Czasem występuje nawet na kiepskim asfalcie tuż przed skrzyżowaniem z sygnalizacja świetlną.
Nie można od Łotysza, Estończyka czy Fina oczekiwać że nas pierwszy zagadnie, tak jak nie należy od handlującego Araba oczekiwać że nie będzie cię po chamsku zaczepiał i nagabywał.Postawę ludzi północy szanuję i lubię i tam jeździmy, kupieckiego chamstwa nie znoszę i tam nie jeżdżę.
A przyszłość Łotwy jest bardzo niepewna, sytuacja w kraju bardzo trudna.Wyemigrowała prawie połowa Łotyszy , została połowa plus obywatele rosyjskojęzyczni-ci są mniej skłonni do migracji zarobkowej.W związku z tym obciążenia podatkowe są ogromne.Znajomy muzyk, kompozytor szczerze zastanawia się nad migracją nawet do Polski, bo ciężko mu wyżyć po opłaceniu sowitych podatków.
Co do dróg i ich budowy, polecam wizytę w muzeum drogownictwa w Szczuczynie-na pewno Kabakowi tez się spodoba, niestety jest ono przy drodze głównej asfaltowej :-)
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-08-26, 15:11

Krzyś66 pisze:Zjawisko "tarki" jest zupełnie naturalnym procesem na drogach szutrowych, tworzy się ona pod wpływem amortyzatorów samochodowych.Czasem występuje nawet na kiepskim asfalcie tuż przed skrzyżowaniem z sygnalizacja świetlną.
)
Serio takie rzeczy mogą sie utworzyc samoistnie? Niesamowite! Ciekawa jestem od czego to w takim razie zalezy ze na jednych szutrowych/ziemnych/piaszczystych drogach robi sie tarka a na innych normalnie - wądoły, koleiny, kałuzaste dziury...
Krzyś66 pisze:Wyemigrowała prawie połowa Łotyszy
No to juz wiem czemu tam jest tak fajnie pusto! Rozumiem ze gestosc zaludnienia, ta w opisach kraju to jest ta przed migracja?
Co do dróg i ich budowy, polecam wizytę w muzeum drogownictwa w Szczuczynie-na pewno Kabakowi tez się spodoba, niestety jest ono przy drodze głównej asfaltowej
_
Moze kiedys wpadniemy, kto wie! Acz kabaka słabo widze w jakimkolwiek muzeum - chyba ze mozna cos wyjazd z gabloty i zepsuc - w tym jest dobra! :-P
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2018-08-26, 15:29

Muzeum z eksponatami za sznurkiem dla dziecka bym nigdy nie polecił.W ekspozycji zewnętrznej jest kilkadziesiąt przeróżnych maszyn drogowych, pomalowanych na jaskrawe kolory.Na wszystkie maszyny można włazić, ruszać różnymi wajchami itp.Moim zdaniem raj dla dzieci iii nie tylko dla dzieci ;-)
A wewnątrz , min przekrój prawidłowo wykonywanej drogi brukowej czy szutrowej.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-08-26, 17:14

Takie muzeum to i mnie sie podoba! Zwykle omijam muzea - ale jak na eksponaty mozna wylezc i wajcha pokrecic to i ja i kabaczę bedziemy zachwycone! :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-08-27, 09:42

Najciekawsze miejsca zwykle napotyka sie przypadkiem... Mozna planowac, namierzać, zaznaczac na mapach. Mozna wertowac ksiazki, przewodniki, internety.. Mozna podązac za planami, odhaczając kolejne atrakcje... Ale i tak jest jedna reguła - najbardziej w pamiec zapadają miejsca, w ktore rzuca nas los i jakis ślepy traf...

Jedziemy sobie gdzies jakimis łotewskimi zadupiami i szukamy miejsca, zeby w przyjemnych okolicznosciach przyrody lub/i architektury wciągnac sobie obiadek. Mijamy jakies ruiny poprzemysłowe, kołchoz, fabryczka, szlag wie co to bylo. W ich strone skręca gliniasta droga. Idealne miejsce dla naszego celu!

Czarne chmury, rysujące sie na niebie i kończące jak ucięcie noża potęgują mroczny klimat okolicy...

Obrazek

Obrazek

Budynki przesiąkniete sa silną wonią benzyny, oleju i smaru. Chyba kiedys musialy tu byc jakies warsztaty..

Obrazek

Kabakowi wyjątkowo udało sie to pomieszczenie. Dopomina sie, ze chce zabrac ze sobą krzesełko i nie chce wyjśc tłumacząc, ze "zaraz bedzie padał deszcz". Ilość zostawionych sprzetow sugeruje, ze z tego budynku czasem ktos jeszcze korzysta..

Obrazek

Tablica, ktora mi spada z nieba! Z budynku trzeba wyjsc bo tutaj dzieci mogą zostac pożarte. "Tutaj grasują krwiożercze skrzynki i trzeba sie trzymac blisko mamy i taty. Żadnego skakania przez stary kanał. Nie wierzysz? To zaraz ci cos pokaże!" Taką argumentacje kabak przyjmuje bez mrugniecia okiem! ;) Skadinad ciekawa i dosc nietypowa tabliczka!

Obrazek

Są tez inne tabliczki, w dwoch językach, mocno obleczone juz rdzą i porostem..

Obrazek

Obrazek

Z daleka rzuca mi sie w oczy jeszcze inna ruina - opuszczony, czesciowo zawalony blok. Wyglada zbyt zle, abym miala odwage wejsc do srodka, ale ide obejrzec choc z zewnatrz.

Obrazek

Ide sama. Toperzowi sie nie chce, dalej goni sie z kabakiem wokół garaży.

Im blizej podchodze do opuszczonego bloku tym bardziej oczy wyskakują mi z orbit. Ten blok jest czesciowo zamieszkaly! Boki budynku stoją i zawieraja uzywane mieszkania - firanki, kwiatki na parapecie, jakas kobita z petem w zębach trzepie scierke... Tylko srodek wyglada jakby wygryzł go jakis gigantyczny potwor! Masakra jakas! Co to jest u licha za miejsce? Meteoryt na niego spadł? Albo ktos leciał gdzies na wojne w dalekie kraje i akurat tu bombe zgubil przypadkiem?

Obrazek

Ze zdziwienia wyrywa mnie glos - "Czegos tu szukasz?" Odwracam sie. Gosc w srednim wieku wierci we mnie oczami. "Eeeeee... jest tu moze sklep?" Nic madrzejszego nie przyszlo mi do glowy. Facet usmiecha sie. "Sklep jest dalej, o tam. Pieszo bedzie kawałek. Lepiej podjechac. Tu jest tylko ta ruina, w ktorej mieszkamy. A tak w ogole co cie sprowadza na Łotwe i do naszej wioski?". Gdy dowiaduje sie, ze jestem turystka z Polski, ze przejazdem w drodze z Estonii, ze zatrzymalismy sie na przekąske wsrod garazy - zaczyna opowiadac niedawną, smutna historie miejscowosci. W 2010 roku byl tam wybuch gazu - na drugim pietrze, pol domu wyrwalo. Cudem nikt nie zginal. Ale kilka rodzin zostalo bez dachu nad glowa. Padło na dość biednych ludzi. Czesc rozjechala sie po rodzinach. Jedni zajeli na dziko jeden pokołchozowy garaz i zyja tam po dzis dzien. Gosc chce mnie do nich prowadzic ale dochodzi do sprzeczki z jego zona, ktora twierdzi, ze ta rodzina swoje juz przezyla i chce przede wszystkim spokoju. Mam uraz gdy ktos mnie zaprasza do cudzego domu, wiec staram sie odwiesc goscia od pomyslu, tlumaczac sie, ze musze szybko wracac do samochodu gdzie zostalo dziecko (co zreszta jest prawda). Poza tym troche sie boje iść z jakims obcym gosciem do cudzych mieszkan. Co innego jakby tu byl ze mną toperz... Zawsze byłam zbyt ostrożna...

Mimo ze minelo juz 8 lat budynek nie zostal odbudowany ani ludzie przesiedleni do innych mieszkan. Blok zostal obwolany przez komisje jako nienadajacy sie do zamieszkania. Niektore rodziny otrzymaly drobne odszkodowania, ktore wystarczyly na zamurowanie dziur w scianach i ich podparcie obelkowaniem. Na tym sprawy sie zakonczyly. Częściowo zerwane schody jednej klatki schodowej zostały zastąpione drabiną. Dom zamieszkiwali ludzie z paszportami drugiej kategorii - czyli ludzie ktorych nie ma. (Albo ich jest tak duzo, albo ja mam jakies dziwne szczescie na nich ciągle wpadac????) Po co wiec nowy blok dla ludzi, ktorzy nie istnieja? Do rozmowy przylacza sie brat Koli, ktory widząc nieznajomą osobe tez skądeś przywędrował. Prosi aby zrobic zdjecia bloku. Dosc nietypowe zachowanie - zwykle proby fotografowania takich miejsc nie ciesza sie poklaskiem miejscowych. Tu jednak jest inaczej. Loszka mowi "Wszyscy o nas zapomnieli, moze dzieki twojemu zdjeciu swiat dowie sie o Upmalas..." Robi mi sie zimno.. Dokladnie tych samych slow uzyl w pazdzierniku 2011 Jura z Siedowa, wioski nad donbaskim morzem... Mam nadzieje, ze ja nie przynosze takim ludziom pecha... bo o Donbasie swiat sobie przypomnial... Ale myśle, ze zdecydowanie nie tego chcial Jura...

Grzecznie robie zdjecia rozwalonego budynku z bialej cegiełki. I obiecuje wrzucic w internet, co niniejszym czynie...

Ze scian wystają dechy, bele i kable. Wyrwe zaczynaja porastac juz krzaki. Miały czas urosnąć, tylko patrzec jak stuknie 10 lat... Zasiedlone boki domu wyraznie odchylaja sie na zewnatrz - jakby chcialy uciec od ziejącej pustką dziury..

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-09-17, 21:12

Granice miedzy Łotwą i Litwą przekraczamy malutkim przejsciem połozonym miedzy wioskami Neretaslauki a Suvaniskis. Przy samej granicy stoi opuszczony drewniany budynek. Chyba musiala byc tu jakas straznica - bo co innego moglo sie miescic w budynku tak totalnie na samej granicy? Wyłaze z busia mimo zalewającego oczy i obiektyw deszczu. W potokach wody pojawia sie dziwny zapach - aromat dzikich ziół i jakby starych ubran ze skrzyni, jakby troche nakrochmalonej pościeli, jakby troche popiołu. Mało opuszczonych domów pachnie akurat w ten sposob. Przed oczami staje mi jedno z ulubionych miejsc z dziecinstwa - “tajemniczy dwór” połozony miedzy Piwniczną a Młodowem. Gdzie czesto chodzilismy na spacery z rodzicami, gdzie na skrzypiącym balkonie jedlismy jabłka zajumane z cudzych sadów. Tajemniczy dwór, do ktorego nigdy nie weszłam do srodka. Byłam zbyt mała aby postawic na swoim, wiec jego wnetrza na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą.

Do tego litewskiego probuje zajrzec do srodka, ale wnetrze wypełnia kilka wodospadów. Łoskot uderzającej w podłogi wody miesza sie ze stukotem spadających desek. Odpuszczam sobie wiec zwiedzanie. Trudno. Nie zobacze go w srodku. Oprocz zapachu jeszcze jedno bedzie łaczylo to miejsce z tajemniczym dworkiem z dawnych lat.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Deszcz nie odpuszcza. Mijamy rozne klimatyczne wioski i miasteczka ale nie chce sie nam wychodzic z busia. Robie wyjatek tylko dla żelaznego anioła. Skrzyzowanie samolotu, nietoperza, anioła i wampira. Krople uderzajace w blache brzmią jakby ktos walił w cymbałki. Brrrr… Upiorne to trochu... Mam wrazenie, ze rzezba sie na mnie patrzy. Spadam stad!

Obrazek

Mamy spory dylemat co zrobic z dzisiejszym biwakiem. Wyglada na to, ze deszcz nie odpusci. Niby busio jest szczelny i bardziej przyjazny na takie okolicznosci niz namiot, ale cały wieczor siedziec w srodku? No i zeby z tyłu busia odgruzowac spanie dla toperza i kabaka trzeba bagaze przeniesc na przod. Tylna klapa cieknie jak sie ją otworzy. Wszystko nam pozalewa. I ani ogniska, ani gotowania na marusi. Do dupy z takim biwakiem! Wpada nam jednak do glowy rewelacyjny pomysł! Trzeba znalezc takie miejsce, zeby sie schronic razem z busiem! Jakas opuszczona hala, dawny kołchoz, moze pod mostem albo jakis hangar? Wlasnie hangar! Najlepszy bylby hangar poradzieckiej bazy! Jestesmy na Litwie - tu takie sa! Zwiedzalismy takowe kilka lat temu. Tylko gdzie one u licha byly? Gdzies kolo Ukmerge. ¦widrujemy oczami w mape. Pamiec bywa jednak zawodna. Nawet nie pamietam, w ktora strone z tego miasta sie jechalo. Nie mamy szans znalezc tak zupelnie na ślepo... Zwykle nie korzystamy z internetu na wyjazdach. Ale teraz chyba musimy złamac swoje zasady. Toperz wydłubuje z dna plecaka swoj telefon. Sprobujemy znalezc moją relacje. Odpowiedniego zasiegu szukamy chyba na przestrzeni 50 km. Na obrzezach jakiegos miasteczka spędzamy upojne póltorej godziny - musimy czekac az relacja sie otworzy. Umiłowanie internetu na wycieczkach uczy cierpliwosci chyba bardziej niz przekraczanie polsko - ukrainskiej granicy ;) W koncu mamy - to jedno upragnione słowo - Vepriai. To nazwa wioski, z ktorej jechalismy do bazy. Teraz powinno sie juz udac!

Za Vepriai szutrowe drogi rozchodzą sie na wszystkie strony. Losowo je dobieramy kierując sie… no wlasnie nie wiem czym - moze jakims podswiadomym instynktem? Rzucają sie w oczy rzeczy znajome - drewniany słup z chłopcem z fujarką - fajna sugestia, ze chyba jedziemy dobrze.

Zdjecie z 2014 roku. Teraz wygladało podobnie... tylko bylo bardziej mokre ;)

Obrazek

Obrazek

I domek! Zmienil sie przez te kilka lat. Spalił sie, wydarli mu okna, zburzyli przybudówke i rozwalili studnie.... Ale to napewno ten sam!

2014

Obrazek

2018

Obrazek


Płytówka niegdys prowadziła w las. Teraz jest wielka poręba. Gdzies kluczymy i ostatecznie sie udaje - acz trafiamy do zupelnie innej czesci bazy niz wtedy. Ale hangary są!!!!!! To jest najwazniejsze. Jeden z hangarow jest uprzątniety w srodku. ¦mieci i gruz są zepchniete pod jedną ze scian jakby spychaczem. Część mniejszych pomieszczen jest zabezpieczona folią, ktora w nikłym swietle latarki przyprawia nas prawie o zawał serca - bo łopocąc na wietrze sprawia wrazenie jakby postaci, ktore biegną w naszą strone. Tylko kabak nasz przestrach komentuje ze spokojem w głosie - “Mama - to są worki! Ja chce taki worek!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wsrod żebrowanych kopuł ciemnych sal...

Obrazek

Obrazek

W kolejnych pomieszczeniach coraz bardziej rozdziawiamy jape ze zdumienia. Ktos tu zrobił knajpe z barem, podwieszanym sufitem z palet, nawet jakies resztki alkoholu walają sie za bufetem. Ktos włozył sporo pracy i trudu w przygotowanie tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba musiała sie tu niedawno odbywac jakas impreza! Klimatu dopełniają porozwieszane plakaty - i w srodku hangaru, i w lesie. Napisy na nich sa litewskie, angielskie, rosyjskie i polskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez beczki ze znakiem promieniotworczosci i pryzmy opon tworzace jakby tory dla motocykli czy kładów.

Fajne miejsce aby sie w nim zadomowic :) Oto nasz przytulny domek na dzisiejsza noc! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczor nam mija przy pochodni drwala. Poczatkowo planowalismy ognisko, ale nie chcemy okopcic hangaru skoro ktos tak o niego dba i mu sluzy do fajnych celow.

Obrazek

Obrazek

Noc jest przedziwnie cicha. Ptaki śpią albo sie pochowały. Ani z wnetrza hangaru, ani z lasu nie dochodzą zadne dzwieki. Nawet deszcz pada jakos totalnie bezszelestnie. Martwa cisza… Troche sie obawiałam, ze bedzie tam cos pukac i stukac, folie beda wyc na wietrze, a mi nocna wyobraznia podpowie rozne pierdoły, ktore nie pozwolą mi zasnac. Uświadomiłam sobie własnie, ze to nasza pierwsza noc w takim bunkrze czy opuszczonej bazie - w tak małym składzie. Wiele razy spalismy w takich miejscach - ale zawsze w duzo wiekszej ekipie!

Noc przebiega spokojnie i bez niespodzianek. Raz tylko, gdy ide siku, mam wrazenie, ze slysze muzyke. Odruchowo gasze latarke. Odruchy to jednak bardzo smieszna rzecz. Jakis podświadomy instynkt biwakowy zawsze mówi - “ukryj sie”.

Dopiero kolo poludnia przestaje napierniczac deszczem. Idziemy wiec pozwiedzac sobie reszte bazy. Jest kilka innych hangarow widocznie zagospodarowanych na potrzeby owej minionej imprezy. Z napisow wychodzi, ze odbywala sie okolo miesiac temu - 25-26 maja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie echo powtarza całe słowa a nie tylko sylaby! Niesamowite miejsce. Tzn. trzeba stac przed hangarem aby z nim porozmawiac :) Przedrzeźnia czlowieka z jakims dwu - trzysekundowym opoznieniem. Ciezko nam odciagnac z tego miejsca kabaka! ;) Takiego miejsca do zabawy to dawno nie bylo. Potem wiele razy byly żale na innych wyjazdach, ze “ten domek ze mną nie rozmawia!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie leżą cale pryzmy szmat o zapachu bezdomnych a obecnie zasiedlają je tak potworne roje much i komarow, ze spierniczam stamtad w tempie ekspresowym. A moze pod szmatami leżało cos wiecej?

Obrazek

Obrazek

Cały las jest tez usiany sporą ilością małych bunkierkow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z hangarow jest niesamowicie bogaty w rozne napisy z dawnych lat. Wiele hangarów widzielismy włócząc sie po podobnych miejscach - ale tak opisanego to nigdy. Czy ten jest jakis wyjątkowy? Albo wszystkie takie byly ale napisy ktos zamalowal albo uległy zatarciu przez czas? Tutaj są w roznym stanie zachowania, niektore łatwo odcyfrowac, inne sa zupelnie nieczytelne. Wiekszosc napisow dotyczy wskazówek postepowania z tutejszymi maszynami lub jakis porad jak zyc na bazie aby nie podłaczyc sie pod prąd i i zeby ci nie urwało ręki. Część liter odpadło z tynkiem. Inne zjadła pleśń. Inne trwają przy scianie umocnione świezym mchem.

Obrazek

Obrazek

wiecej zdjec napisów (jakby przypadkiem kogos to interesowalo jest w relacji pod linkiem http://jabolowaballada.blogspot.com/201 ... -baza.html Juz nie mam siły wszystkich tu przeklikiwac ....



Powoli opuszczamy usiane betonem lasy i bocznymi drogami suniemy na południe. Miła baza! Takiego sympatycznego schronienia udzieliła nam w ten niepogodny i mokry wieczor.. Tak miło siedziało sie przy ogniu, bez deszczu lejacego za kołnierz!


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3151
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-09-19, 09:15

Jedziemy sobie niespiesznie przez Litwe. Pogoda jest wciaz niezbyt zachęcająca - acz desenie kłebiących sie po niebie chmur są calkiem malownicze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy miłą miejscowosc Gelvonai - pełną drewnianych domów, okiennic, kałuż, kwiatów, drzew i czerwonej cegiełki. Przypomina mi polskie małe miasteczka sprzed lat jeszcze kilkunastu, zanim dotarła do naszego kraju obsesja niszczenia zieleni i betonowania wszystkiego kostką bauma…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Inne miasteczka po drodze... Drewno i brukowane ryneczki!

Obrazek

Lokalna twórczość przystankowa

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzeke Neris, miedzy Ciobiskis i Mikalauciskes, mamy plan przekroczyc promem. Nie jest to chyba bardzo uczeszczana trasa - prom plywa tylko na telefon. Wiec sobie odpuszczamy. Obok fajna wiata a nawet hustawka. Pewnie aby sobie umilic czas oczekiwania! Gdyby byl wieczor pewnie bysmy tu pomysleli o biwaku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugie miłe miejsce na nocleg objawia sie nam nad tą sama rzeką ale kawalek dalej - niedaleko mostu miedzy Airenai a Vievis. Skarpa, widok na wyspe, ślady po licznych ogniskach.. Musimy zapamietac te miejsca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mielismy plan powłóczyc sie dzis po Alytus ale jakos przejezdzamy przez miasto zupelnie inaczej niz poprzednio. Teraz wypluwa nas w centrum. W tamta strone jechalismy przez klimatyczną dzielnice starych drewnianych blokow, oplecionych sznurami suszacego sie prania i pryzmami drewna na opał. Wszedzie biegały stada dzieciaków, a glownie to jezdzily na rowerach po 5 na jednym. No coz, nie zawsze wszystko sie udaje…

W koncu lądujemy nad jeziorem Dusia. Podobnie jak ponad dwa tygodnie temu pizga i wszystkei znaki na niebie i ziemi wskazują, ze ja sie w Dusi nie wykąpie…

Obrazek

Wieczorem cos nas nachodzi na skoki przez ognisko, w przypadku najkrotszych w ekipie nóżek musza byc one nieco wspomagane.

Obrazek

Obrazek

Zapasowe litewskie godło na nadbrzeznych słupkach

Obrazek

I jakos nam sie ta Litwa skonczyla. Jakos przejechalismy przez nią szybciej niz planowalismy. Jakby ktos ukradł po drodze polowe trasy. Litewska droga powrotna okazała sie niespodziewania krótka - zresztą tak jak i ta relacja ;)


KONIEC
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

ODPOWIEDZ