Poprzedni temat «» Następny temat
"Kto nie ryzykuje szampana nie pije"
Autor Wiadomość
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-07-11, 06:03   

zaraz tam w realu, może jeszcze tesco wymyslisz ;-)
ja wolę przy tych osiatkowanych butelkach :mrgreen:
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-11, 09:19   

Lidka K. napisał/a:
zaraz tam w realu, może jeszcze tesco wymyslisz ;-)
ja wolę przy tych osiatkowanych butelkach :mrgreen:

Faktycznie, real chyba już sprzedany :-) , a te "właściwe" w butelkach osiatkowanych gdzieś zaginęły-nie mam pojęcia w jaki sposób :shock: , muszę odnowić zapasy.
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-11, 16:40   

No wlasnie ze znajomosciami z miejscowymi w Estonii to bylo jakos krucho. Jak juz z kim sie udalo nawiazac kontakt to zwykle to byl turysta z innego kraju. Kilka razy mialam wrecz wrazenie ze miejscowi uciekaja i nie sa zainteresowani jakakolwiek interakcja. Ciezko cos mowic jak poki co spedzlismy tam tylko ciut ponad tydzien, to tylko takie przelotne wrazenie, ale jakos checi nawiazywania znajomosci wsrod lokalsow z nieznajomymi jakos nie zauwazylam.

A ze relacje na forach teraz czyta chyba 1/100 tego co jeszcze kilka lat temu to prawda. Ale czasem napisac cos warto - nawet dla siebie na pamiatke!
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-11, 22:28   

O relacjach z Estończykami już kiedyś pisałem , mogę w skrócie przypomnieć.My byliśmy tam łącznie trzy tygodnie.
Otwartość ludzi Północy na spotkanie z obcym ;-) , łatwość nawiązywania kontaktu ; najłatwiej Litwini , po środku Łotysze , najtrudniej Estończycy.Największa chęć udzielenia bezinteresownej pomocy obcemu : największa u Estończyków , podobnie u Łotyszy , najsłabiej u Litwinów.Tak to subiektywnie odbieram.
Estończycy, jak mawiają Finowie , to ich bracia którzy kiedyś nie zdążyli przepłynąć Bałtyku...A Finowie to typowa Skandynawia , nie ma u nich jak u wielu z nas , łatwości nawiązywania kontaktów, otwartości na druga osobę ; jest pewna nieufność , jest dystans ... ale , jeśli uda ci się tę barierę pokonać to ci nieba przychylą, acz wylewni mogą nie być w dalszym ciągu.
My mieliśmy bardzo pozytywne kontakty- o ile trafiło się na osobę znającą język; rosyjski , bądź angielski , ale nawet bez językowego porozumienia otrzymywaliśmy potrzebna nam pomoc.
Jedna sytuacja.
Spływ, rzeka dość trudna, dla nie wprawnych-masakra.Trafiły się dwie osoby które sobie nie radziły.Z kolegą zostaliśmy z nimi.Podjęliśmy decyzję że trzeba im te "męki" skrócić i ewakuować ich z rzeki.Powiedzieć łatwo , wykonać trudno-rzeka płynie przez odludne dzikie tereny, bez dróg dojazdowych.Wreszcie jest, bingo! : ruiny młyna, za nimi zabudowania i droga.Za ruinkami w wodzie głazowisko które dość trudne było do pokonania.Czekamy na naszą nieszczęsną parę.Widzimy w tzw międzyczasie ; na łączce(obowiązkowo w Estonii pięknie wykoszonej)gromadzi się grupa ludzi , prawdopodobnie rodzina, znajomi gospodarza, szykują ognisko.Przybijamy do brzegu, zagadujemy gospodarza ale języka brak.Jednak gość skumał żeśmy z Polski( a nie z Rosji!), po chwili przychodzi gromadka uroczych blond dzieci iii dwoje z nich śpiewa nam ..."panie Janie, panie Janie.." okazuje się że syn?wnuk? gospodarza fascynuje się językiem polskim i z Yo wyciąga i wyucza różne "kawałki",obdarowuję ich polskimi batonikami, na to one po chwili przynoszą reklamówkę jabłek :-P ... taaa dzieciaki są "nasze".Tym czasem , nasza spóźniona para "dopływa", nie byli w stanie dobić do brzegu i nim my ruszyliśmy im z pomocą , już gospodarz jest po kolana w lodowatej(około 8-10 stopni)wodzie i pomaga naszej dwójce.Dobija jeszcze jeden kajak.Zagadujemy gospodarza o możliwość podwózki, ten , nie mówi nic :shock: ( w sumie nie dziwota bo angielski znał szczątkowo a rosyjskiego wcale) ;znika nam , po chwili wraca i prowadzi do samochodu.Zawozi nas na miejsce gdzie zostawiliśmy nasze auta , czeka aż ruszymy i prowadzi z powrotem na swoją farmę.A w tym czasie, na łączce , pozostali Estończycy rozpalili porządnie ognisko i jeden z nich jako takim angielskim tłumaczy : ...' tu macie ognisko, ogrzejcie się przy nim , tylko trzeba dokładać do ognia " iii usuwają się w inną część posiadłości... typowi Estończycy.
My przyjechaliśmy, spakowaliśmy sprzęt i z całego serca podziękowaliśmy za pomoc.
...podobnych kontaktów , krótko-pomoc-wycofanie się było kilka.Jeden dłuższy mieliśmy z gościem ale takim w wieku po 60.Ale nigdy się nam nie trafiło aby z Estończykiem tak jak z Łotyszami -godzinami przegadać przy ognisku.
Hej.
Sorry za spory off.
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-12, 08:27   

buba1 napisał/a:
relacje na forach teraz czyta chyba 1/100 tego co jeszcze kilka lat temu to prawda

No właśnie temat ten mnie bardzo ciekawi, zwłaszcza że (upraszczając)spadek ze 100 aktywnych do 1 wystąpił tak szybko jakieś 3-4 lata :shock: I z tego co słyszałem na innych forach turystycznych jest podobnie :?:
Zakładam Bubo , że jesteś na FB : czy tam się przenieśli ci nieobecni ? , jeżeli tak to : czy zamieszczają jakieś formy zbliżone do relacji forumowych ? i czy jest wtedy jakaś interakcja innych fbukowiczów ? : czy może po prostu wrzucają foty z info - byłem tam , było czadowo a w odpowiedzi - noo , super, cool ?
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-12, 09:59   

Krzyś66 napisał/a:
Sorry za spory off.


oby wiecej takich offtopow! :mrgreen:


Piekna historia spod młyna! Jakos tak cieplo sie na serduchu robi slyszac o takich rzeczach!

Krzyś66 napisał/a:
łatwość nawiązywania kontaktu ; najłatwiej Litwini , po środku Łotysze , najtrudniej Estończycy


Z mojego doswiadczenia to na pierwszym miejscu w checi nawiazywania kontaktow to łotewscy nie - Łotysze ;-) Tzn. ci o pochodzeniu innym, ktorych rozpad sajuza zastal na terenie Łotwy. Kiedys myslalam, ze to Rosjanie i tak ich nazywalam, acz w tym roku po kilku spotkaniach z nimi okazalo sie ze to nie jest takie proste i czesto oni sami nie potrafia okreslic swojej narodowosci. Ale mam wrazenie ze to najbardziej otwarta i chetna do integracji grupa...

Krzyś66 napisał/a:
My mieliśmy bardzo pozytywne kontakty- o ile trafiło się na osobę znającą język; rosyjski , bądź angielski , ale nawet bez językowego porozumienia otrzymywaliśmy potrzebna nam pomoc.


Nie wiem czy my tak dziwnie w tym roku trafialismy ale mielismy wrazenie ze wlasnie w Estonii najbardziej krucho ze znajomoscia obcych jezykow. Wiekszosc napotkanych osob ani angielskiego ani rosyjskiego nie znali, a jak juz to w stopniu na tyle znikomym ze porozumiewanie bylo dosc trudne, predzej wlasnie na migi a w tym my jakos mistrzami nie jestesmy ;-)

Krzyś66 napisał/a:
Zakładam Bubo , że jesteś na FB : czy tam się przenieśli ci nieobecni ? , jeżeli tak to : czy zamieszczają jakieś formy zbliżone do relacji forumowych ? i czy jest wtedy jakaś interakcja innych fbukowiczów ? : czy może po prostu wrzucają foty z info - byłem tam , było czadowo a w odpowiedzi - noo , super, cool ?


Mam wrazenie ze sporo osob przenioslo sie wlasnie na fejsbuki. Zblizone do forow sa tam grupy tematyczne - bo sa np. o gorach, o poradzieckim wschodzie, o biwakach, o wiatach, o palacykach. Ludzie tez wrzucaja relacje - albo jako linki do swoich blogow albo zdjecia i jakis opis. I tam tez jakies interakcje sa, sa czasem nawet zloty, kilka fajnych osob poznalam. Ale jakos wolalam fora... Nie wiem czemu mialam wrazenie ze na forach byl wiekszy nacisk na przekazywanie tresci a nie na autopromocje. A tu niestety mam wrazenie ze "ja" wysuwa sie na pierwszy plan a cala reszta stanowi tło... Nie wiem czy to kwestia ciut innej formy przekazu czy po prostu kwestia tych kilku lat na przestrzeni ktorej ludzie sie zmienili? Ale forow mi zal, bo praktycznie wszystkie pozdychaly albo ledwie zipią.... I czasem mam wrazenie, ze rozmawiam tu sama ze soba ;-) Przed fejsbukiem dlugo sie bronilam ale jesli teraz chciec uzyskac jakies informacje o konkretnym miejscu gdzie sie jedzie, albo poogladac zdjecia czy poczytac czyjes wspomnienia- to teraz glownie tam - bo na forach to echo... Ale nadal na fora zagladam - moze dlatego ze miejsca opuszczone rowniez lubie?? :-P :-P
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-12, 14:06   

W obu krajach :Łotwa i Estonia jest ogromny odsetek Rosjan, bo tak deklarują w stosownych dokumentach , jest to około 30-40% ludności tych krajów co stwarza czasem duże problemy.Łotwa zdecydowanie broni swej tożsamości i wymaga od nie Łotyszy , zdanie egzaminu z historii i kultury oraz języka łotewskiego od osób które chcą uzyskać obywatelstwo łotewskie.Masa Rosjan nie chce spełniać tego wymogu z różnych przyczyn.Można to różnie oceniać, ale ja uważam że każdy obywatel danego kraju , jeśli ma otrzymać jego obywatelstwo, powinien przynajmniej znać język swej ojczyzny.Tymczasem np w Rydze jest dzielnica w której w sklepie czy knajpie ...nie porozumiesz się po łotewsku.Kultura sposób bycia , ubioru itp jednak średnio jest różna.Zwłaszcza widoczne jest to w Estonii, gdzie Estończycy , są spokojni , cisi , stonowani , ubrani też w taki sposób iii bardzo odbiega od tego wygląd głośnych Rosjan czy gadatliwych wymalowanych kobiet.(abstrahując od meritum Łotyszki są- średnio- bardzo urodziwe, śmiało konkurują z Polkami, natomiast tamtejsze Rosjanki... no cóż... ).Niechęć Łotyszy a zwłaszcza Estończyków do "swych" Rosjan jest oczywista i w pełni uzasadniona, bo to Rosjanie wymordowali dziesiątki tysięcy rdzennej ludności i na ich miejsce osiedlili swoich.
My wielokrotnie mieliśmy styczność z Rosjanami w obu krajach.Zostawialiśmy u nich samochody , czasem z opcją "na telefon"(właściciel gospodarstwa , na koniec spływu,przyjeżdżał po kierowców na miejsce które mu telefonicznie podawaliśmy , wszystko za niewielką opłatą);rozbijaliśmy się na ich łąkach ...ale różnica w rozmowie była ... no jakoś tak bliżej mi do Łotyszy jak Rosjan.
Mamy odczucie iż średnia znajomość angielskiego jest wyraźnie wyższa na Łotwie , tam w na prawdę małych miejscowościach w sklepie swobodnie porozumiewasz się po angielsku i to nie rzadko dziewczyny mają dobry akcent i bogate słownictwo.
Taka ciekawostka mi się przypomniała.
Mały sklepik w małej łotewskiej miejscowości , gdzieś w interiorze.Byliśmy rozbici opodal z przewidywanym trzy noclegowym pobytem.Rano zachodzimy do sklepu po rzeczy mało istotne ;pieczywo , ser, olej itp iii po artykuły pierwszej potrzeby ;-) alkohol i piwo.Upał spory a w sklepowej chłodziarce tylko kwas i jakieś napoje :shock: , swe zdziwienie wypowiadamy głośno , acz bez pretensji do pani sklepowej.Wieczorem , po wycieczce idziemy jescze raz do sklepu , na lody iii zdziwko w chłodziarce stoi po kilka butelek z kilku rodzajów piwa :-D ...no nie było wyjścia, mus było kupić :mrgreen:

I jeszcze jedno, bo tu na Forum relacji chyba nie zamieszczałem.O niechęci Estończyków do Rosjan.
Estonia, mała rzeczka pole biwakowe które wyznaczyliśmy na miejsce startu.Oglądamy , chodzimy , i owszem pole w estońskim standardzie czyli cud miód , mały zaporowy zbiorniczek , woda baja tylko ... kurdę za zaporą rzeki brak :shock: .Na polu jest piękna duża mapa ale nie wynika z niej odpowiedź na pytanie : gdzie zaczyna się nurt ?Akurat , wyjątkowo, na przeciw są zabudowania.Idziemy zasięgnąć języka.Niestety gość po angielsku ni du du ale po rosyjsku coś tam duka~~nieee, płynąć się nie da , nieee , bez szans (my naciskamy na więcej info) ... no jest gdzieś jakiś odcinek , potem może ...może następny(prosimy aby gość podszedł z nami do mapy na polu i pokazał co i jak)...ociąga się ale idzie , zauważa nasze pojazdy i peelkę na rejestracji i wtedy :shock: :shock: :shock: A,aaa , wy jesteście z Polski ?! , nie no to co innego... Taaaka rzeka!!! , super , masa miejsc na biwaki , poczekajcie przyniosę Wam mapę ...itd itp to na prawdę nie pierwszy taki przypadek :-D
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-12, 16:22   

Mysmy w tym roku spotkali babke, ktorej rodzice byli Polakami. Druga dziewczyna miala mame Ukrainke i tate Fina.. I oni tez zostali wrzuceni do worka "Rosjanie" mimo ze nie do konca sie z Rosja jako krajem identyfikuja. Moze tylko tyle ze mowia w takim a nie innym jezyku od dziecinstwa..

Krzyś66 napisał/a:
Łotwa zdecydowanie broni swej tożsamości i wymaga od nie Łotyszy , zdanie egzaminu z historii i kultury oraz języka łotewskiego od osób które chcą uzyskać obywatelstwo łotewskie.


Wlasnie - wiesz moze jak jest z tymi mieszkancami Łotwy - posiadaczami paszportow bez obywatelstwa. Czy dotyczy to tylko osob, ktore urodzily sie za czasow sajuza, jego rozpad ich zastal na terenie Łotwy a nie znali/nie planowali sie nauczyc łotewskiego ani emigrowac? Czy takie paszporty otrzymuja rowniez osoby urodzone po 91 roku juz na Łotwie, jezeli nadal nie znaja łotewskiego? Tzn. czy osoba urodzona w 2000 roku moze miec taki paszport bez obywatelstwa i jest szansa ze nie chodzila do łotewskiej (zadnej?) szkoly? Bo rozmawiajac z miejscowymi wystepowaly sprzeczne, chyba raczej wykluczajace sie wzajemnie, informacje. Wiec ktos musial mijac sie z prawda.

Krzyś66 napisał/a:
Można to różnie oceniać, ale ja uważam że każdy obywatel danego kraju , jeśli ma otrzymać jego obywatelstwo, powinien przynajmniej znać język swej ojczyzny


Problem jest tylko taki ze owa ojczyzna pojawila sie tam pozniej niz oni... Tez bym byla wkurzona jakby teraz na terenie Polski powstal inny kraj i mi kazali mowic np. po chinsku.. `;) wiec troche rozumiem tych ludzi... To tez nie ich wina, ze kiedys ich rodzice czy dziadkowie zostali na Łotwe przesiedleni (i raczej tez ich wtedy o zdanie nie pytali - tylko koles z Sachalina dostawal przydzial pracy w Rydze i niech by odmowil ;-) Zawsze wielka polityka rzadzi sie swoimi prawami a zwykli szarzy ludzie dostaja po d..

Krzyś66 napisał/a:
Tymczasem np w Rydze jest dzielnica w której w sklepie czy knajpie ...nie porozumiesz się po łotewsku


W Lipawie chyba tez ... na bazarze jak powiedzielismy "labdien" to zaraz sprzedawcy mowili ze widac ze my przyjezdni bo u nich nikt tak nie mowi...

W skali kraju jest to napewno spory problem, ale czy obrane przez Łotwe jego rozwiazanie jest wlasciwe to mam troche watpliwosci - czy to wlasnie nie podsyca podzialow i nie poteguje wzajemnej niecheci?

Cytat:
Mamy odczucie iż średnia znajomość angielskiego jest wyraźnie wyższa na Łotwie , tam w na prawdę małych miejscowościach w sklepie swobodnie porozumiewasz się po angielsku i to nie rzadko dziewczyny mają dobry akcent i bogate słownictwo.


Serio??? :shock: To mysmy musieli jakos dziwnie trafiac (albo w tym regionie gdzie bylismy?) bo nawet w miejscach turystycznych typu kasa czy knajpa czy promie bylo bardzo ciezko sie dogadac, a na wioskach to juz calkiem. Chyba najwiecej osob chcacych mowic po angielsku to na Litwie spotykalismy..

Krzyś66 napisał/a:
O niechęci Estończyków do Rosjan.


Jak to blachy na aucie moga sie przydac :lol: Moze rozmowe warto na przyszlosc zaczynac "Dzien dobry, jestem z Polski i... mam sprawe" :mrgreen:

A w Estonii tez maja tak duzo Rosjan jak na Łotwie? Bo tak na ulicy, w sklepie, na biwakowisku to w Estonii raczej nie slyszelismy rosyjskiego - a na Łotwie non stop. No chyba ze ta czesc nie jest reprezentatywna dla kraju - bylismy tylko wzdluz morza od łotewskiej granicy i na dwoch duzych wyspach
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-12, 18:49   

Jako pierwsi na terenie Łotwy byli jednak Łotysze , a Rosjanie byli jednymi z wielu najeźdżców , chyba jednymi z najgorszych.Po Niemcach zostały przynajmniej pałace a po Rosjanach ... ruiny tych pałaców , fatalne drogi asfaltowe i kupa silikatu...
W Estonii , Rosjan jest procentowo więcej jak na Łotwie.O szczegóły prawne obywatelstwa na Łotwie zapytam kuzynkę która z zamiłowania kocha Pribałtykę a z wykształcenia ją zna.
tu masz świetny filmik ,oddający charakter narodu i ich dzieje (jak powiedziała kuzynka dość wiernie) : https://www.youtube.com/watch?v=iHumUXCEn3I
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-12, 19:40   

Krzyś66 napisał/a:
Jako pierwsi na terenie Łotwy byli jednak Łotysze , a Rosjanie byli jednymi z wielu najeźdżców


Patrzac w skali kraju i narodu - oczywiscie tak. Mialam na mysli raczej pojedynczych, konkretnych ludzi, ktorzy urodzili sie w takich a nie innych czasach i łotewskosci Łotwy nie mieli szans pamietac ani miec wplywu na powojenne historie. I troche czlowiek nie ma wplywu na to czy rodzi sie w rodzinie najezdzcow czy najechanych, a glupio musiec swoim zyciem odpowiadac za winy dziadkow...

Acz argmenty rdzennych Łotyszy tez bardzo dobrze rozumiem - tzn. ze bali sie, ze jak tamtym w latach 90 tych by dali pelne prawa obywatelskie to stanowili taki duzy procent, ze mogliby im w normalnych wyborach przeglosowac przylaczenie do Rosji , powrot do sajuza czy innego niefajnego dymu narobic... I ze to bylo jedyne wyjscie, nie do konca uczciwe ale najbardziej pewne... Czy by tak bylo czy by sie wlasnie predzej zasymilowali to ciezko teraz ocenic - napewno jakis sukces osiagniety zostal bo chyba ilosc owych nieobywateli im sie chyba dosc zmniejszyla na przestrzeni 25 lat.. Wiec z punktu widzenia dobra swojego kraju chyba zrobili dobrze?

Jedno jest jednak pewne, ze takimi sloganami jak rownosc, brak dyskryminacji czy poszanowanie mniejszosci narodowych i ich praw to mozna sobie tyłek wytrzec, nawet w tej calej UE, ktora zdawaloby sie ze sie tymi haslami szczyci i je promuje. Jak widac nie wszedzie... Jakos zadziwia mnie nieco brak spojnosci w niektorych takich dziedzinach.. np. Niemcy czy Łemkowie w Polsce maja prawo do podwojnych nazw tablic miejscowosci - a Rosjanie na Łotwie nie.. Bo nie sa mniejszoscia, bo mniejszosci sie liczy spomiedzy obywateli. Czy nie jest troche absurd? :shock:

Krzyś66 napisał/a:
O szczegóły prawne obywatelstwa na Łotwie zapytam kuzynkę która z zamiłowania kocha Pribałtykę a z wykształcenia ją zna.


O super! Bo ostatnio mnie ten temat bardzo zainteresowal, a to co mi opowiadali miejscowi (z obu stron) zapewne nalezaloby podzielic przez 10 bo napewno jest bardzo subiektywne i moze nieraz mijajace sie z prawda czy obrosle w legendy. To jeszcze w dalszych czesciach relacji (na powrocie) bede pisac co mi tam kto naopowiadal ;-)

Krzyś66 napisał/a:
tu masz świetny filmik ,oddający charakter narodu i ich dzieje (jak powiedziała kuzynka dość wiernie) : https://www.youtube.com/watch?v=iHumUXCEn3I


Obejrze w srode pewnie bo tu gdzie jestem nie dziala glosnik w komputerze...

Krzyś66 napisał/a:
a po Rosjanach ... ruiny tych pałaców , fatalne drogi asfaltowe i kupa silikatu...


I ruiny baz w lasach ktre ochoczo zwiedza buba i nocuje w klimatycznych hangarach :-P Tylko hangar moze zapewnic dogodny biwak w czasie ulewnego deszczu!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-13, 20:40   

W Haademeeste mijamy kosciolek. Wykonany z podobnego budulca jak cerkiew z łotewskiej Ainasi - tez taki ceglano-kamienny. W srodku siedzi babeczka sprzedajaca pocztowki ale chowa sie na moj widok. Troche dziwne zachowanie…







Typowe dla okolicy zabudowania.



Na obrzezach Lihuli toperz mowi, ze chyba mamy problem.. Zjezdza na pobocze i jest grozba , ze dalej nie pojedziemy. Juz chwile wczesniej jakos dziwnie trzęsło ale zrzucilismy to na karb nierownej drogi. Wyglada na to, ze szlag trafil skrzynie biegow. Po chwili okazuje sie, ze jedynka i dwojka w miare działają. W takiej sytuacji wracamy do miasteczka, ktore wlasnie ominelismy. Rozważania “ciekawe kiedy poplynie prom na Saareme” schodzą na dalszy plan. W tej chwili bardziej nas interesuje “czy tu jest mechanik i czy sie z nim dogadamy”. Miasteczko jest nieduze, sporo drewnianych domów stoi rowniez przy glownych ulicach.







Przy wielkich rurach w stanie poćwiartowania pytamy o mechanika. Niestety to nie tu. Kawalek dalej faktycznie jest zaklad mechaniczny. Tzn warsztaty sa ukryte gdzies dalej, a klient ma do czynienia glownie z umalowaną pania na recepcjo-sekretariacie. Mechanik, ktory do nas wychodzi jest bardzo mily. Chyba z pol godziny rozmawiają z toperzem. Ale niewiele z tego wynika. Na samochod nawet nie chce popatrzec. Ponoc jest tak zawalony robotą, ze moze nas wcisnąc za 3 tygodnie. Teraz musi skonczyc robote i jedzie z dziewczyną na łikend. Bo w łikendy sie wyjezdza a nie pracuje. To akurat w pelni potrafie zrozumiec. Skadinad ciekawe, czemu samochody na wyjazdach ZAWSZE muszą sie zepsuc w wolne dni albo swieta? Jednak czekac do poniedzialku tez nie ma sensu - nie są tu po prostu zainteresowani. Nie jest to tez kwestia ceny. Raczej podejscie “hmmm.. Co by tu zrobic, zeby sie ich skutecznie pozbyc”. Mechanik poleca nam wrocic do Parnu, bo chyba tam bedzie najblizszy zaklad mechaniczny. Poza tym tam ma kumpla. Moze do niego zadzwonic to tamten w poniedzialek moze łaskawie rzucic okiem na samochod (jak cos ekstra zaplacimy) ale czy podejmie sie naprawy w skonczonym czasie to tez nie wiadomo. Tam tez pewnie mają kupe nagranej wczesniej roboty. No coz… Chyba nie mamy wyjscia. Bierzemy numer telefonu do goscia z Parnu, drugi numer do firmy holującej i mamy plan zabunkrowac sie gdzies na łikend nad morzem, na jakis dzikich plazach. O ile busio tam dojedzie..

Robimy jeszcze rundke po miescie - a nuz jest jeszcze inny mechanik w Lihuli? Jest. Calkiem niedaleko. Zaklad na pierwszy rzut oka duzo sympatyczniejszy. Wyglada jak warsztat a nie jakies przeszklone biura… Widac hale, podnosniki, kupe żelastwa.



Jak widac nie tylko auta tu naprawiają ;)



No i zapach jak nalezy - metalu, smaru, benzyny.. Mechanik ma miła gębe, ale w ząb nie mozna sie z nim porozumiec, gada wyłącznie po estońsku. Niby ludzie mówia “po co znajomosc języka w podrozy, mozna dogadac sie na migi”. No jasne - pokazujemy, ze chodzi o auto. Mechanik kiwa głową. Wiadomo chyba, ze nie przyszlismy z ochwaconą krową.. Na szczescie jeden z klientow pomaga robic za tłumacza. Nie idzie mu to tez najlepiej, ale do drobnego porozumienia wystarczy. Młody chłopaczek jest bardzo przejęty swoją rolą. Przyjechal wlasnie wymienic opony na letnie (w polowie czerwca!!!!!). Nie wiem czy chłopaczek jest nieogarniety, czy to moze raczej swiadczy o długosci zimy w tych okolicach ;)

Mechanik obiecuje obejrzec busia jak skonczy z autem wlasnie stojącym na podnosniku. Czekamy. Kabak biega od mostku na rowie do pokrywy studzienki, na ktorą gdy sie wskoczy to ona robi “dzyń”.



Ide tez na krotki spacer po okolicy. Zaraz obok sa ruiny sporego koscioła. Wykonany jest z wielkich kamieni i cegieł - tak samo jak cerkiew z Ainasi i kosciol z nieśmiałą babka z Haademeeste.







W cieniu ruin jest tez knajpa, gdzie miejscowi popijają popoludniowe browary.



W koncu przychodzi czas na busia, ktory wjezdza na warsztat… Jako ze nasz poprzedni tłumacz gdzies przepadł (najprawdopodobniej pojechal w swoja strone) podają nam telefon z jakims gosciem, ktory tłumaczy. Mamy spore podejrzenia czy to przypadkiem nie jest ten poprzedni mechanik, u ktorego juz bylismy ;) Naprawą skrzyn sie tu nie zajmują. Nowych skrzyn na wymiane nie mają i nie mają pomysłu skad wziać w tej niewielkiej miescinie. Postanawiają busiowi dolac oleju do skrzyni, licząc ze moze spowoduje to jakies pozytywne efekty. Nie wiem czemu ale ani w busiu ani w skodusi nie ma wskaznika poziomu oleju w skrzyni. Nie ma tez w miare dogodnego sposobu na sprawdzenie tego, zajrzenie czy samodzielne dolanie. Zadnej czerwonej lampki, żadnego bagnecika… Nie wiem czy w innych autach tez to jest taki niedorobiony element?

W scianach mają tu solidne piece.



W warsztacie mają podnosnik ale tylko dla aut osobowych. Busio jest nieco za tłusty na jego gabaryty i mozliwosci. W koncu przy wspomaganiu sie beleczką i lewarkiem (takim jak do wymiany kół) udaje sie podniesc przod busia i zawiesic go w powietrzu. Stan ten jest zdecydowanie nietrwały ;) Mechanik włazi pod busia z miną jakby sie własnie żegnal z zyciem. Przed oczy cisną mi sie kadry z pewnego, internetowego filmiku, gdzie podniesiona kabina tira spada na grzebiącego w silniku kierowce, a podrózujący z nim na stopa wędrowiec zostaje w nieco “niekomfortowej” sytuacji..Bo zostaje w srodku tajgi z trupem, plecakiem ukrytym w szoferce i dylematem “spierdalac czy tłumaczyc sie policji”. Probuje wszelkimi siłami odpędzic od siebie te obrazy z filmu, ale jakos wracają jak bumerang… Skadinad ciekawe, ze teraz wiekszosc zakladow ubrało sie w te podnosniki (w Oławie jest to samo) zamiast mieć kanał. Zwykły kanał. Albo wykopana dziura w podłodze, albo betonowe czy metalowe “górki”, na ktore mozna wjechac. Nie wiem. Widac niemodne, za mało nowoczesne, albo unijnych norm nie spełniają???

Okazalo sie, ze oleju zostało pół szklanki… Mechanik znika gdzies na pół godziny i wraca z dwoma butlami, ktorymi poi busia az do dna. Potem robi busiem rundke po miescie, co bardzo niepokoi kabaka. Malenstwo jest bardzo przestraszone gdy auto znika za zakrętem: “Busio jedzie, busio tam, busio nie ma!!!!” Mechanik wraca z miną nietęgą” “Karobka kaput!” Brzmi to bardzo zle… Chwile pozniej przyprowadza jakiegos goscia, zeby nam opisal sytuacje dokladniej. Na tym etapie okazuje sie, ze nie jest az tak bardzo zle. Czwórke szlag trafil i w ogole nie wchodzi. Trzeba ją omijac. Piątka zgrzyta przy prędkosciach powyzej 70-80 km/h. Inne biegi działają. Poki co… Olej jest dolany, wiec powinno byc lepiej. Na ile? Tego nie tylko estoński mechanik ale zapewne i sam Pan Bóg nie wie. Moze objedziemy Estonie i wrocimy do domu, a moze nie uda sie dotrzec do rogatek miasta. Co robic? Jechac do Parnu i szukac skrzyni? Czy kontynuowac wycieczke w strone wysp? W Parnu zmarnujemy kupe czasu, nawet jak sie uda znalezc skrzynie i ją wymienic to pewnie trzeba bedzie akurat zaczac wracac do domu. I gdzie bedziemy spac w czasie naprawy? Jestesmy durni jak but - namiot zostawilismy w domu. No i nikt nie da nam gwarancji, ze “nowa” skrzynia bedzie lepsza. Nowe skrzynie tez sa uzywane. Ale jak sie okaze, ze jestesmy na srodku drugiej wyspy i działa tylko wsteczny? A wokol tylko lasy i bagna? Czy na wstecznym uda sie dojechac gdziekolwiek? A jak i wstecznego nie bedzie?

Kumpel mechanika rozklada rece. “Kto nie ryzykuje szampana nie pije”. On by jechal dalej. "Działa, jedzie? Nie ruszac! Lepsze jest wrogiem dobrego. Po kiego diabła wam do szczescia czwórka? Ale wybór nalezy do was."

Poki co zrobil sie wieczor. Ruszamy wiec w strone plaż biwakowych koło Matsu. Przemykamy przez malenkie, utopione w zieleni wioski, ktorych w wiekszosci moja mapa nie wykazuje. Co chwile jakies skrzyzowanie. Kierujemy sie sloncem. Buś jedzie. Czasem zawyje na trojce, czasem zaświszcze na piątce. Ale grzecznie jedzie w dal...

We wioskach sa glownie drewniane domy, czasem trafi sie jakis stary blok z białej cegiełki.





Jest nawet wrak samolotu na lokalnym placu zabaw. Kabak kwiczy do hustawek, ja do samolotu.



Ale noc za pasem. Jeszcze sie nie nauczylismy, ze tu to slowo oznacza co innego niz u nas i pospiech zdążenia przed zmrokiem nie jest wcale taki wskazany.

Docieramy do nadbrzeznych wiat. Kolejne cudne miejsce!















Jest kibel strzezony przez niedzwiedzia. Ciekawe czy tu mają prawdziwe?





Wieczorem kabak domaga sie nocnika. Ale nie chce siadac tam gdzie toperz go postawil. Nocnik ma byc w sloncu i z widokiem na morze! :)

Wczesnym porankiem widzielismy ekipe, ktora myła kibel, zbierała smieci po biwakowisku. Zabrali rowniez nasz worek ze smieciami przywiązany pod okapem wiaty. Oprózniali smietniki i uzupelniali porąbane drewno na ognisko. Jak widac sa inne metody zapewniania czystosci w lasach jak usuwanie/zamykanie w klatkach smietnikow czy ciagle narzekanie na brak kultury w narodzie.

Dobrze, ze w nocy nie bylo jakiejs wichury ;) Dopiero dzis zauwazam, ze stanelismy sobie pod najwieksza iloscia zeschłych konarów chyba w promieniu 100 km ;)



Rano morza nie ma. Tzn. mamy podejrzenia, ze wciaz jest niedaleko bo wszedzie roznosi sie intensywny zapach ryby. Mozna isc tylko na węch. Bo wszystko spowija gęsta mgła.. Plaża w takich okolicznosciach ma kupe uroku!











No to dzis kierunek Virtsu, kierunek prom!

cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-07-14, 05:33   

skoro piszesz relację i spowodowałaś wychynięcie Krzyśka z odmętów pracy, znaczy wróciliście . |Oczekuję zatem ze stoickim spokojem na ciąg dalszy :mrgreen:
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Krzyś66 

Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-07-14, 11:32   

Lidka K. napisał/a:
spowodowałaś wychynięcie Krzyśka:mrgreen:

Dobrze żeś nie napisała inaczej ... np jak w Bibli ;-) A jak pisałem mieliśmy koszmarnie ciężkie półtora msca po raz pierwszy nie spraszaliśmy żadnych gości na czereśnie :-/ I czytanie o Północy daje mi przyjemność i skraca czas oczekiwania na planowany urlopik.

Wybrzeże Bałtyku w Estonii jest niezwykle ciekawe , znajomi chcieli się wykąpać (nie pamiętam gdzie) , ale się im znudziło...odeszli kilkaset metrów od brzegu a woda była wciąż po kolana :shock:
Ciekaw jestem Twej relacji z Saaremy , znajomi byli tam na wycieczce rowerowo pieszej i po ich opowieściach strasznie żałowałem ,że nie miałem wtedy czasu aby się z nimi wybrać :-( .
Co do mechaników to myślę ,że główną sprawa była kwestia językowa.Nam w zeszłym roku też przydarzyła się taka historia.Gdy wracaliśmy do domu, od przyczepki z kajakami należącej do kolegi , urwało się koło.Stało się to tuż przy wiosce, co uznaliśmy za niezwykłe szczęście , bo kolejna była za około 20km.Udało się znaleźć kowala , który miał to naprawić , przyczepkę z kajakami zostawili koledzy u niego.Porozumienie z nim było nie pełne, ale wydawało się że sprawa jest dogadana...niestety tylko się nam tak wydawało.Ostatecznie po miesiącu koledzy wzięli z Polski lawetę i nie naprawioną przyczepkę przywieźli do domu.
_________________
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-14, 21:03   

Krzyś66 napisał/a:
Ciekaw jestem Twej relacji z Saaremy , znajomi byli tam na wycieczce rowerowo pieszej i po ich opowieściach strasznie żałowałem ,że nie miałem wtedy czasu aby się z nimi wybrać :-( .


Saarema jak dla mnie byla taka sobie, fajna ale bez szału. My zakochalismy sie w Hiumie! A zwlaszcza w dwoch tamtejszych chatkach - tej wsrod powyginanych sosen na wybrzezu (ktorej nazwy zapomnialam) i w chatce Kapasto, w samym srodku lasow i bagien! I bunkry na polwyspie na polnocy wyspy! I zalujemy strasznie ze dopiero po powrocie dowiedzialam sie tym dlugim cienkim polwyspie na poludniu Hiumy (Kassari chyba sie nazywa), co ma ponoc szerokosc dwa metry i kilometr dlugosci. Bedzie powod zeby tam wrocic, moze juz za rok? Pewnie teraz sprobujemy bezposredniego promu z Hapsalu, coby juz przez Saareme nie plynac.

Krzyś66 napisał/a:
Wybrzeże Bałtyku w Estonii jest niezwykle ciekawe , znajomi chcieli się wykąpać (nie pamiętam gdzie) , ale się im znudziło...odeszli kilkaset metrów od brzegu a woda była wciąż po kolana :shock:


Ciekawe czy tam wszedzie to moze jest takie plytkie. Zabawne bylo jak sie plynelo z Saaremy na Hiume i prom to mial taki tor miedzy bojami, pewnie sztucznie poglebiany, a zaraz niedaleko co chwile takie łachy piasku wystawaly, niektore chyba po kostki, a inne to wrecz takie okresowe wyspy! Moze trzeba bylo nie ładowac sie na prom tylko sprobowac busiem brodu szukac?? :lol: :lol: :lol:

Krzyś66 napisał/a:
Co do mechaników to myślę ,że główną sprawa była kwestia językowa.


No wlasnie nie wiem... W koncu pomogl nam nieco ten mechanik z ktorym porozumienie bylo zerowe i musial sie wspomagac osobami trzecimi a ten co gadal swietnie po angielsku to nas spławił totalnie...
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
buba1


Skąd: Oława
Wysłany: 2018-07-20, 14:16   

Docieramy do Virtsu. Na brzegu morza rozsiadły sie jakies klimaty przemyslowe - hale, kominy, stare hangary. No i wiatraki, za ktorymi niezbyt przepadam, ale tu jakos w miare sie komponują...



Prom na Saareme plywa co chwile i jest strasznie nowy. Wjazd na niego jest jakis taki szeroki, przestrzenny.. Mimo dosc duzego ruchu samochodow, ciezarowek i kursowych autobusow wzrok gdzies błądzi w przestworzach horyzontu. Jest jakos tak płasko i rozlegle. I bardzo niebiesko.









Samochodziki stoją zarówno pod dachem jak i na dziobie. I na balkonikach tez. Pan z chorągiewką pokazuje gdzie kto ma stanąć. Mysmy chcieli na balkoniku ale nas tam nie chcieli ;)





Od razu lece pogapic sie na morze. Sporo ludzi jednak w ogole nie wysiada z aut. Zagłebiają sie w czelusciach swoich smartfonów, zabierają za degustacje przysmakow przewozonych w koszykach albo układaja do snu.



Zakamarki balkoników gdzie udaje mi sie zgubic ;)





Mamy mijanke z promem płynącym z wyspy. Nie wiem co oznaczają motywy na jego boku, ale wygladaja fajnie!





W Angla mijamy drewniane wiatraki. Jest to miejsce bardzo popularne turystycznie, włóczą sie tu tłumy. Jak na Estonie oczywiscie… tzn. jest moze z 50 osob. Nie, nie jest to tłum na miare łikendu majowego w Tatrach czy pogodnej pazdziernikowej niedzieli “na kolorki” w Bieszczadach. Ale i tak nie mamy ochoty w tym tłumie przebywac zbyt długo. Ogladamy wiec tylko zza płotu. Mają tu tez jakies minimuzeum sprzetu rolniczego czy cos w ten desen.









Najbardziej podoba mi sie wiatraczek gdzie koles zapycha na rowerku!



Gdzies kawałek dalej przez szose przechodzi dorodny łoś. Niestety ustrzeliłam do dopiero gdy czmychnał na polane.



Od razu suniemy do Triigi sprawdzic jak wyglada sprawa pływadeł na Hiume. Sa tylko (aż?) 3 dziennie. Najblizszy jest wieczorem wiec bylibysmy tam dosyc pozno. Wiec sobie odpuszczamy - pojedziemy jutro w poludnie. Port wyglada jak opuszczony, tylko wiatr wyje w linkach i słupach. Jest dzis prawie upalnie, ale w tym miejscu jest cos zimnego. Brzmi to irracjonalnie i nie umiem okreslic o co chodzi. Ale jakis chłód jest zaklęty w tym nabrzezu, domkach, krajobrazie. Jakby mimo panującego wokol lata widac bylo tchnienie mroznej zimy. Pierwszy raz chyba mam takie dziwne odczucie…







Nie wiem do czego to sluzy? Moze jak auto chlupnie do morza to sie tym wyciąga? :P



Tymczasem szukamy sobie jakiegos biwakowiska, ktore znajdujemy bardzo nieopodal. Mają tu tez niedaleko cudną chatynke, ktora stoi w sosnowym lesie i z jej okien widac morze. Ma dywan na poddaszu i fajny piec.







Ponizej jedyne zdjecie pieca, nawet na pierwszy rzut oka ładne ale cos dziwnego zrobilo z perspektywą. Wygląda jakbym jedną ręką pakowała sztangi a druga uschła… jakbym miala garba na plecach i mięsień piwny rozmiar XXXL … Calosci dopelnia kabaczę, ktore widząc aparat zawsze musi wyszczerzyc sie jak pirania. No ale piec jest, wyszedł korzystnie i ratuje sytuacje :) Jakos tu jest moda, aby piece obkładac wielkimi kamulcami. Moze lepiej temperature trzyma jak i głazy sie nagrzeją? Bardzo fajny patent!




Chatynki strzeze stworek z dzidami w rękach, ktore są tak samo zakrzywione jak jego nochal.






Z malowniczego kibelka tez nie omieszkam skorzystac. W drzwiach jest okrągła dziura. Jakby wejscie dla kota. Cos tam nawet napisali acz przypuszczam, ze kot z pisanego estonskiego kuma tyle co ja..



No ale do chatki nie ma dojazdu. Trzeba by gdzies kilometr przeniesc bambetle a nam sie jakos nie chce. Tak skrajny przejaw lenistwa, ze az glowa boli! ;) Gdzie indziej bysmy dymali do takiej chaty 3 dni i jeszcze sobie chwalili. A tu jest taki kołowrót pieknych miejsc na biwaki, ze mozna przebierac, marudzic i wybrzydzac. Wiec dzisiaj pozostajemy przy wiatach. Na chatkach jeszcze sobie uzyjemy w kolejnych dniach!

Pora jest wczesna wiec sobie łazimy troche po nabrzezu i tupiemy w falkach. Do kąpieli znow sie trzeba kłasc na dnie ;)

















Takie morza lubie - wiecej krów niz turystow!



Biwakowe klimaty - esencja tego wyjazdu!













A tu kibel przywiatowy. Przestronny i ze stolikiem. Nie wiem czy zeby sobie jednoczesnie kolacje przyrządzic? Ale biorąc pod uwage gabaryty to spokojnie moze sluzyc za chatke na nocleg :)





Specjalnie nastawiamy sobie budzik, zeby zdazyc na prom. Ale na miejscu sie okazuje, ze nam sie pokiełbasilo. Sprawdzalismy jak plywa z Hiumy na Saareme a nie na odwrot. No i mamy jeszcze poltorej godziny czekania…

Juz płynie!





Ten prom dla odmiany jest dosc malutki (w porownaniu do poprzedniego). Troche sie boimy czy sie zmiescimy. Pierwszenstwo w transporcie mają miejscowi mieszkajacy na wyspach (co jest w pelni zrozumiale) i jakos dzisiaj duzo z nich wlasnie postanawia sie przemiescic. Ale jakos udaje sie upchac i busia!

Morze miedzy wyspami jest rownie płytkie jak wszedzie. Prom płynie wykopanym kanałem oznaczonym bojami! Po bokach toru co chwile widac mielizny tworzace wrecz okresowe wysepki i piaszczyste łachy! Szkoda, ze nie ma jak wysiąść i po takowej pospacerowac :)





W promowym kiblu spotykam dziwna turystke. Probuje sie ze mna dogadac po angielsku, co przy mojej znajomosci tego jezyka ( a raczej jej braku) jest mocno utrudnione. Babka od kilku dni nie moze sie dogadac z Estonczykami wiec widok “innych blach” spowodowalo jej nagłą nadzieje i pobiegla za mna do kibla ;) Pyta czy tam gdzie płyniemy bedzie lotnisko. Bo na jej mapie jest. Bo ona musi juz wracac do domu. Widząc moje okragłe ze zdumienia oczy pyta: “Ale to jest ta duza wyspa?”. Mowie, ze ta poprzednia wyspa byla wieksza i ze mi sie wydaje, ze miedzynarodowe samoloty to tylko z Tallina. Dziewczyna prawie wpada w histerie. Ma jakas dziwną mape, gdzie nawet na najmniejszych wysepkach sa znaczki przedstawiajace samolocik. Nie wiem co to oznacza, ale mam spore podejrzenia, ze nie to czego ona oczekuje. Zrezygnowana siada pod scianą, wodzi palcem po mapie i po chwili sie zrywa i pokazuje mi wyspe Ruhnu. Maleńką wysepke, chyba najbardziej na srodku morza, jaką w estonskich okolicach mozna znalezc. Jezeli by szukac najwiekszego zadupia gdzie najtrudniej sie dostac - to chyba tam wlasnie. Ale na Runhu tez jest znaczek samolotu. Pyta z nadzieją czy ja wiem jak sie mozna dostac na Ruhnu. Sytuacja jak widze jest powazna. Ide wiec po toperza. On moze chociaz z nia pogada i jej jakos wytłumaczy, ze samoloty na dalekie trasy latają przewaznie z miast a nie z rybackich wiosek. Ale jak wracamy dziewczyny juz nie ma. Nie widzielismy jej tez przy wysiadaniu z promu. Nie wiem czy rzucila sie w nurty morskie z rozpaczy czy zaszyła w jakims zakamarku promu? ale cały czas nie umiem jakos ogarnąć tej sytuacji.

cdn
_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: