Poprzedni temat «» Następny temat
Kolorowe Jeziorka i Śnieżka, czyli weekend na Dolnym Śląsku
Autor Wiadomość
milena 


Wiek: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-06-11, 23:13   Kolorowe Jeziorka i Śnieżka, czyli weekend na Dolnym Śląsku

Ostatni mój pobyt w górach, to majówka w Małej Fatrze, a to dość dawno, dlatego korzystając z wolnego weekendu postanowiłam gdzieś sobie pojechać. Całe wieki nie byłam w Rudawach, a Kolorowych Jeziorek nigdy nie widziałam, więc jakiś tam plan powstał. Jako, że każdy miał w tym czasie coś innego do roboty, to pojechałam sobie sama - a co mi tam ;-)
Był tego także taki plus, że po ostatniej i kolejnej awarii kolana, wiedziałam że będę mogła iść swoim tempem i nikt nie będzie się wkurzał, czekając na mnie.
Wprawdzie z Kamą zaczęłam na raty robić Warszawski Szlak Okrężny, ale to po płaskim, a kolano trzeba sprawdzić w górskim terenie ;-)

9 czerwca

Warszawa - Wrocław - Marciszów - Kolorowe Jeziorka - Wielka Kopa - Czarnów - Rozdroże pod Bobrzakiem - Przełęcz Kowarska - Schronisko PTTK na Przełęczy Okraj


Flixbus zaoferował mi fajne połączenie z Warszawy do Wrocławia i tak chwilę po 4 rano melduję się na dworcu autobusowym. Dojeżdżając do Wrocławia był piękny wschód słońca, jak dojechałam pozostały tylko lekkie odcienie różu.



W związku z tym, że kierowca busa okazał się mistrzem kierownicy, to dojechałam pół godziny wcześniej, przez co musiałam czekać na pociąg prawie 40 minut.
Koleje Dolnośląskie punktualnie o 4:46 ruszają w kierunku Szklarskiej Poręby. Ucięłam sobie drzemkę i prawie bym przespała stację Marciszów.





O tej porze miasteczko jest jeszcze wymarłe, plus taki, że kilka sklepów jest otwartych nawet w soboty od 6 rano.
Szybko odnajduję zielony szlak i drogą, łąkami, a później znowu drogą kieruję się w stronę Kolorowych Jeziorek.





Im bliżej celu tym coraz więcej wskazówek jak najlepiej trafić do jeziorek. Pełno parkingów, budek z jedzeniem. Jest jeszcze dość wcześnie, przez co i pusto, ale nawet nie chcę myśleć co tu się musi dziać w sezonie w środku dnia.





Miejscowi prześcigają się w pomysłach, aby to turyści wybrali ich parking - jak wiadomo reklama dźwignią handlu :-D



Po około godzinie przekraczam bramę Rudawskiego Parku Krajobrazowego. Na szlaku nikogo, więc jeziorka do podziwiania tylko dla mnie ;-)



Jeziorka powstały w miejscu wyrobisk dawnych niemieckich kopalni, z których największa i najstarsza, bo z roku 1785, usytuowana jest na terenie Jeziorka Purpurowego. Stawy znajdują się na różnych wysokościach u podnóżka Wielkiej Kopy.

Jeziorko Żółte i okoliczne skałki.









Nieco okazalsze Jeziorko Purpurowe







Największe wrażenie zrobiło na mnie Jeziorko Błękitne. Niestety, ale zdjęcia nie oddają intensywności jego koloru.











Do Zielonego Jeziorka, okresowo wysychającego, trzeba dojść około 10 minut drogą. Ledwo go znalazłam wśród krzaków, ale jest.



Tymczasem robi się coraz bardziej upalnie. Przebieram się w krótkie spodenki, ale nie wiem czy to było dobre rozwiązanie, gdyż pojawia się także coraz więcej wszelkiego rodzaju, gryzącego robactwa.

Przy podejściu na Wielką Kopę jest coraz więcej miejsc gdzie składują drewno. Jest ono przykryte jakąś siatką i spryskane środkiem przeciw kornikom o czym informują karteczki.



Jest tu też mała wiatka, ale raczej nie nadająca się do spania.



Na szczycie jestem dosłownie chwilę, czyli tyle ile potrzeba czasu na zrobienie zdjęcia. W momencie zatrzymania się choć na chwilę, przylatuje masa owadów i należy jak najszybciej uciekać, aby ochronić się przed pogryzieniem.



A potem już tylko zejście za zielonymi znakami w dół w kierunku Czarnowa. Idzie mi to dość sprawnie, ponieważ cały czas staram się uciekać przed natrętnym robactwem.







Jeszcze rzut oka na Wielką Kopę



I drogą dochodzę do Agroturystyki Czartak. Chciałam pieczątkę, ale zamknięte na cztery spusty.





Zarwana noc daje się we znaki i postanawiam zrobić sobie małą przerwę. Czas na jakieś jedzonko, nawet nie wiem kiedy przysnęłam na godzinkę ;-) - w cieniu tak fajnie się leżało.



W planach miałam podejście na Małą Ostrą i Skalnik, a potem zejście na Rozdroże pod Bobrzakiem, ale nadchodząca burzą zniechęciła mnie do tego. Kilka osób dość szybko uciekało ze szczytu przed nadciągającymi chmurami.
Postanowiłam tym razem odpuścić wejście na szczyt i żółtym szlakiem zacząć kierować się do Przełęczy Kowarskiej. Po drodze wycinka drzew i jest obejście szlaku, na szczęście bardzo dobrze oznaczone.



Wiatka stoi na swoim miejscu, chociaż wydawało mi się, że kiedyś w niej były jeszcze stoły. A może pomyliłam z inną, podobną wiatką?



Deszcz łapie mnie tuż przed przełęczą.



Na szczęście ten większy jest gdzieś nad Kowarami. Mnie natomiast niepokoją dość głośne grzmoty z okolic Skalnego Stołu.



W deszczu, po około godzinie dochodzę do Schroniska na Przełęczy Okraj. Melduję się, zostawiam rzeczy i idę coś zjeść. Schabowego mają dobrego, ale lepsze jedzenie było jakieś 3-4 lata temu kiedy nowi dzierżawcy dopiero co przejęli schronisko. Od tego czasu zrezygnował jeden ze współwłaścicieli, który był też kucharzem, stąd może jedzenie nieco się pogorszyło.
W schronisku wyremontowali ostatnio łazienki i wygląda to teraz tak





Niby pięknie i czysto, ale ... no właśnie - kiedyś były lustra, teraz nie ma, a jak tak kobieta bez lustra ;-) Niby są trzy prysznice, ale w jednym nie ma zasłonki, w drugim nie działa kurek z zimną wodą, na szczęście z tego z gorącą leci lodowata, więc nie ma szans na poparzenie się ;-) W sumie tylko w jednej kabinie wszystko działało jak należy no poza tym, że słabo zlatywała woda i po kilku minutach kąpieli stoi się po kostki w wodzie. Ale nie to, żebym narzekała. Dla mnie jak najbardziej było ok, chociaż po ostatnim wędrowaniu w fatrze bardziej polubiłam kąpiele w lodowatych strumieniach ;-)

W związku z tym, że na Okraj przyszłam kolo 16 i po ogarnięciu się, najedzeniu za bardzo nie miałam co ze sobą zrobić oraz korzystając z tego, że przestał padać deszcz, postanowiłam zrobić sobie spacerek po sąsiadującej miejscowości Malá Úpa.





Poza sezonem miasteczko wygląda jak wymarłe. Po ulicach spacerują pojedyńcze osoby, otwartych jest tylko kilka knajpek, w których jest praktycznie pusto.

















Wracam do schroniska, siedzę jeszcze chwilkę i dość wcześnie idę spać.
Według mapy turystycznej tego dnia wyszło mi około 22 km. Nawet nie spodziewałam się, że pod górę miałam ponad 1100 metrów - w ogóle się tego nie odczuwało.
 
     
milena 


Wiek: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-06-11, 23:17   

10 czerwca

Schronisko PTTK na Przełęczy Okraj - Jelenka - Śnieżka - Dom Śląski - Strzecha Akademicka - Samotnia - Świątynia Wang - Karpacz - Wrocław - Warszawa


Budzę się jakoś wcześnie, leżę jeszcze chwilę i zastanawiam się czy na Śnieżkę iść przez Skalny Stół. Pogoda wybiera za mnie - jest pochmurnie, Skalnego praktycznie nie widać, za to okolice Śnieżki pięknie rozpogodzone. Jem coś i przed 7 jestem już na szlaku. Opuszczam schronisko i tym razem do Jelenki postanawiam iść żółtym szlakiem, którym nigdy nie szłam.





Szlak prowadzi najpierw kawałek przez miasteczko, a potem skręca w las i drogą prowadzi wśród drzew. Jest rano, na szlaku pusto - cudnie :->







Po niecałej godzinie jestem przy Schronisku Jelenka. Schronisko otwarte od 10, więc na szybko jem jakiegoś batonika w takim towarzystwie ;-)





I teraz podejście na szczyt.
Rzut oka za siebie.





Idzie się całkiem przyjemnie, zza kosówki wyłania się cel





Na szlaku jestem sama. Mogę podziwiać widoczki nie martwiąc się jak ominąć ludzi, aby zrobić jakieś zdjęcie.





W okolicy Drogi Jubileuszowej zaczyna kropić deszcz, szybko idę na górę. Pieczątka, kofola i kilka zdjęć.











Wchodzę także do kapliczki, bo pierwszy raz, kiedy tu jestem, jest otwarta.





W związku z tym, że zaczyna coraz bardziej padać i wiać, to schodzę Drogą Jubileuszową do Domu Śląskiego.









W Domu Śląski póki co mało osób. Jem jakąś kanapkę i przeżywam mały szok - kramik ze wszelkiego rodzaju pamiątkami, kibelek z kratami i urządzenie do rozmieniania pieniędzy.
Kibelek i urządzenie do rozmieniania kasy widziałam już w grudniu, ale kramik widzę pierwszy raz - zazwyczaj jak byłam w Domu Śląskim to było to albo wieczorem, albo rano kiedy jeszcze lub już nie działał. Co ciekawe, po zakup pamiątek ustawia się dość spora liczba osób.







Kolejka wwiozła trochę turystów, więc należy się ewakuować.





Jeszcze ostatnie spojrzenie na Śnieżkę





Do rozwidlenia, gdzie odchodzi droga do kolejki, idę praktycznie w tłumie, później aż do Strzechy - pustki.







Przed schroniskiem kolejny jarmark - kiełbaski i serki z grilla, piwo lane - dla każdego coś dobrego. Jak nie chcesz, to nawet nie musisz wchodzić do środka, bo wszystko możesz kupić przed wejściem do schroniska.



Biorę pieczątkę i szybko uciekam w stronę Samotni. Po drodze robię jeszcze za fotografa kilku chłopakom, których tak zachwyca widok stawu i schroniska, że stoją i patrzą i patrzą, a ja dziwię się, że chciało im się iść z torbami podróżnymi z Domu Śląskiego do Karpacza, ale kto co lubi ;-)







W Samotni także sporo ludzi. Turyści spragnieni piwa po dojściu z Karpacza.
Niebieskim szlakiem schodzę w dół gdzie za jakiś czas powinnam mieć busa do Jeleniej Góry. Nie śpieszę się. Idzie się całkiem przyjemnie, ale po jakimś czasie zaczynają mnie już denerwować teksty typu "Ty widziałeś jaki ma plecak", "że też Jej się chce tak dźwigać". Nawet zagadała mnie jedna Pani, która jak się dowiedziała, że idę z Okraju, to powiedziała, że Jej nawet jakby zapłacili to nie szła by tyle. Jak dojdzie do Samotni, to będzie dobrze :-)





Przy Świątyni Wang kolejka do kasy do zwiedzania terenu i wnętrza. Ja zwiedzanie sobie odpuszczam. Tu także jedna wielka impreza - muzyka z knajpek, smażona kiełbasa, kaszanka, karkówka, serki, piwo, lody, gofry, wata cukrowa - kto co lubi.





Kupuję tylko magnesik do kolekcji i idę na przystanek. Upał zrobił się straszny, a na górze tak fajnie wiało.



Jeden bus nie przyjeżdża i obawiam się, że jak kolejny będzie miał opóźnienie, to nie zdążę na przesiadkę w Jeleniej Górze. Ten na szczęście jest o czasie i po 40 minutach melduję się na dworcu autobusowym w Jeleniej. Prawie pustym PKSem z klimą jadę do Wrocławia skąd mam Flixa do Warszawy. Mimo niedzieli bez handlu, udaje mi się jeszcze w galerii coś zjeść. W autobusie jak zawsze wojna o miejsca - jedni kupili bilety za czasów Polskiego Busa i mają przydzielone miejscówki, ci co przez Flixa - już nie.

Tego dnia wyszło 17,5 km, a spodziewałam się, że znacznie mniej ;-)

To był całkiem udany weekend, a teraz pora na drugą stronę Karkonoszy :-)
I chyba polubię samotne wędrowanie ;-)

Dla zainteresowanych dołączam rozkład jazdy busa z Karpacza na Przełęcz Okraj i z Przełęczy do Karpacza



Oraz z Karpacza, przystanek Morskie Oko, do Jeleniej Góry. E-podróznik nie wskazuje wszystkich połączeń








Zdjęcia robione telefonem, więc jakość taka sobie.


Dziękuję za uwagę ;-)
 
     
menel 
byku z plastyku


Skąd: Wro
Wysłany: 2018-06-12, 07:29   

Miło jest poczytać relację z pieszej wędrówki.

milena napisał/a:
W planach miałam podejście na Małą Ostrą i Skalnik, a potem zejście na Rozdroże pod Bobrzakiem, ale nadchodząca burzą zniechęciła mnie do tego.


Ogromna szkoda, że nie trafiłaś w warunek, punkt widokowy na Małej Ostrej jest chyba jednym z najpiękniejszych w Sudetach.

Co do schroniska na Przełęczy Okraj :

milena napisał/a:
Niby pięknie i czysto, ale ... no właśnie - kiedyś były lustra, teraz nie ma, a jak tak kobieta bez lustra ;-) Niby są trzy prysznice, ale w jednym nie ma zasłonki, w drugim nie działa kurek z zimną wodą, na szczęście z tego z gorącą leci lodowata, więc nie ma szans na poparzenie się ;-) W sumie tylko w jednej kabinie wszystko działało jak należy no poza tym, że słabo zlatywała woda i po kilku minutach kąpieli stoi się po kostki w wodzie. Ale nie to, żebym narzekała. Dla mnie jak najbardziej było ok, chociaż po ostatnim wędrowaniu w fatrze bardziej polubiłam kąpiele w lodowatych strumieniach ;-)


Kiedyś za starej ekipy, było chyba jeszcze gorzej.. :lol: Natomiast ceniłem ten schron za to, że można się było zainstalować w za free w domkach, które należą/należały do schroniska, np. można się było uwalić i upitrasić sobie co nieco, bez żadnego problemu, a teraz.. nie ma po co tam zachodzić. Karkonosze bardzo lubię zimową porą, o tej porze potrafią być bardzo wymagającymi górami.

milena napisał/a:
To był całkiem udany weekend, a teraz pora na drugą stronę Karkonoszy :-)


milena, jeżeli będziesz kiedyś robiła atak na Śnieżkę od czeskiej strony, gorąco polecam niebieski szlak od Pec-a, uważam, że temat wybitny. Będzie Pani zadowolona.

milena napisał/a:
I chyba polubię samotne wędrowanie ;-)


Przybijam "pięć", a tak na marginesie, zapodasz coś z majówki z Małej Fatry?
_________________
"Dla dobrego nastroju należy codziennie przytulić ośmiu ludzi, albo dać jednemu po mordzie"
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-06-12, 08:27   

chyba lepiej było patrzec na tych z torbami na górze niż na maruderskich na dole, co? ;-)
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Zły Marcin 
duchowy kloszard


Skąd: Breslau
Wysłany: 2018-06-12, 09:27   Re: Kolorowe Jeziorka i Śnieżka, czyli weekend na Dolnym Ślą

milena napisał/a:



wyremontowane kazamaty?
toż to szok! :shock: :shock: :shock:
 
     
milena 


Wiek: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-06-12, 09:38   

menel
Jeśli chodzi o Okraj, to ja akurat nie kojarzę go za dawnych czasów - jeszcze wtedy nie chodziłam po górach ;-) Jedyne co widziałam, to gdzieś na fotach w necie schronisko, przed którym stała wilka makieta hamburgera :-D

Właśnie nie znam w ogóle czeskich Karkonoszy i muszę to koniecznie nadrobić. Chyba zostawię sobie ten temat na porę zimową - jednak wolę unikać korków na szlaku ;-)

menel napisał/a:
Przybijam "pięć", a tak na marginesie, zapodasz coś z majówki z Małej Fatry?


Oczywiście, tylko jakoś nie mogę zabrać się za pisanie. Postaram się niebawem coś wrzucić ;-)
A Mała Fatra bardzo mnie urzekła ;-)

Lidka K. napisał/a:
chyba lepiej było patrzec na tych z torbami na górze niż na maruderskich na dole, co? ;-)


Oj zdecydowanie tak ;-)

Zły Marcin napisał/a:
wyremontowane kazamaty?
toż to szok! :shock: :shock: :shock:


I to nawet remoncik zrobiony całkiem niedawno.
W toaletach nawet jest miękki papier toaletowy, a nie szary ;-)
 
     
włodarz 

Skąd: Góry Sowie
Wysłany: 2018-06-12, 17:56   

milena napisał/a:
Kolejka wwiozła trochę turystów, więc należy się ewakuować.

milena napisał/a:
Do rozwidlenia, gdzie odchodzi droga do kolejki, idę praktycznie w tłumie

Sądząc po zdjęciach to niewielu tych ludzi było. Widzę zaledwie garstkę osób.

Cytat:
Właśnie nie znam w ogóle czeskich Karkonoszy i muszę to koniecznie nadrobić. Chyba zostawię sobie ten temat na porę zimową - jednak wolę unikać korków na szlaku ;-)

Chyba nie ma potrzeby odkładać tematu do zimy szczególnie, że po czeskiej stronie zimą pojawia się sporo narciarzy biegowych. Latem też można spokojnie pochodzić po czeskiej stronie. Byłem tam w paru miejscach i dzikich tłumów nie stwierdziłem. Weź pod uwagę fakt, że obszar Karkonoszy po czeskiej stronie jest dużo większy niż po stronie polskiej a i ludności mają zdecydowanie mniej. O korkach więc nie może być mowy. Oczywiście są miejsca oblegane, ale spokojnie znajdziesz szlaki praktycznie bez ludzi.
_________________
Sudeckie Ilustracje
 
     
dave 


Wiek: 32
Skąd: Zbąszyń
Wysłany: 2018-06-12, 21:30   

Ekstra wycieczka, fajne, klasyczne miejsca w tych pasmach. Cieszę się, że przekonałaś się do samotnego chodzenia, ma to swoje plusy: chcesz usiąść - siadasz, chcesz napierać - napierasz. ;-)

Zazdroszczę Ci tych pustek na szlakach, gdy ja tam ostatnio byłem (październik 2017), to przy Kolorowych Jeziorkach było kilka rozwrzeszczanych wycieczek szkolnych i trzeba było szybko dać dyla :-P

Dzięki za te rozkłady jazdy - na pewno się przydadzą, choć znając moje niezorganizowanie, pewnie wszystkiego zapomnę/nie spiszę i znowu będę improwizował ;)

Również przyłączam się do prośby o relację z majówki. Fajnie jest poczytać sobie dłuższe formy, a nie tylko jednozdaniowe zajaweczki na twarzoksiążce. ;-)
_________________
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
 
     
menel 
byku z plastyku


Skąd: Wro
Wysłany: 2018-06-13, 08:26   

milena napisał/a:
Chyba zostawię sobie ten temat na porę zimową


Niektóre tematy lepiej zimą omijać z powodu zagrożenia lawinowego, np. wspomniana przeze mnie trasa Pec pod Śnieżką => Śnieżka szlak niebieski. Szlak jest wyraźny, od schroniska Śląski Dom zboczem Śnieżki do Peca.



Innym bardzo urokliwym tematem w czeskich Karkonoszach są Kozie Grzbiety / Kozí hřbety, 1321-1422 m npm. Temat bardzo zacny, niestety, zimą zagrożenie lawinowe.



milena, czasem jak brakuje już sił na dalszą wędrówkę można się uwalić tu i ówdzie, mam namyśli alternatywne noclegi ;-) aby srana mieć smaki na dalsze szlajanko przy takim akompaniamencie :



I jeszcze próbka z punktu widokowego na Małej Ostrej w Rudawach Janowickich :

_________________
"Dla dobrego nastroju należy codziennie przytulić ośmiu ludzi, albo dać jednemu po mordzie"
  
 
     
milena 


Wiek: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-06-13, 09:05   

włodarz napisał/a:

Sądząc po zdjęciach to niewielu tych ludzi było. Widzę zaledwie garstkę osób.


Zdjęcia nie miały odzwierciedlać ilości osób na szlaku. Starałam się je zrobić akurat w momencie kiedy było ich jak najmniej.


włodarz napisał/a:
Latem też można spokojnie pochodzić po czeskiej stronie.


Jasne, każda pora jest dobra ;-) Chociaż częściej bywałam zimą w Karkonoszach niż w cieplejszych porach roku i zimowe bardziej mnie urzekły, a na szlakach było znacznie mniej osób, w tym narciarzy, niż w cieplejszych miesiącach.


dave napisał/a:
Ekstra wycieczka, fajne, klasyczne miejsca w tych pasmach. Cieszę się, że przekonałaś się do samotnego chodzenia, ma to swoje plusy: chcesz usiąść - siadasz, chcesz napierać - napierasz. ;-)


Dzięki ;-) Ma to swoje zalety, nie musisz patrzeć na innych, idziesz gdzie chcesz, robisz co chcesz :-)


dave napisał/a:

Również przyłączam się do prośby o relację z majówki. Fajnie jest poczytać sobie dłuższe formy, a nie tylko jednozdaniowe zajaweczki na twarzoksiążce. ;-)


Już zaczęłam powoli pisać, ale teraz w weekend Bieszczady, więc parę dni na pisanie odpada ;-)


menel napisał/a:

Niektóre tematy lepiej zimą omijać z powodu zagrożenia lawinowego


No właśnie - to zagrożenie lawinowe, a zima w górach jest taka cudna ;-)

menel widoki przepiękne. Namówiłeś mnie do tematu i może się uda jeszcze w tym roku ogarnąć ;-)
 
     
Trop 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-06-13, 20:13   Re: Kolorowe Jeziorka i Śnieżka, czyli weekend na Dolnym Ślą

Z przyjemnością przypomniałem sobie dzięki Twojej relacji trasę , którą jakiś czas temu szedłem w przeciwnym kierunku.
Nad jeziorkiem trafiłem wówczas na sesję foto


milena napisał/a:
Jeśli chodzi o Okraj, to ja akurat nie kojarzę go za dawnych czasów [...]


Pocztówka ze zbiorów własnych :


Wysłana w sierpniu 1987


milena napisał/a:

Poza sezonem miasteczko wygląda jak wymarłe. Po ulicach spacerują pojedyncze osoby, otwartych jest tylko kilka knajpek, w których jest praktycznie pusto.

Obrazek


Te wielki budynek po lewej stronie drogi to browar. Tamtejsi marketingowcy mają poczucie humoru:

  
 
     
sparkus 


Skąd: Jurajska Kraina
Wysłany: 2018-06-13, 20:35   

milena napisał/a:
Kolorowych Jeziorek nigdy nie widziałam,

Też jeszcze nie miałem okazji, chociaż od czasu do czasu jakieś krótkie info o ich istnieniu do mnie docierało. Fajnie, że wspomniałaś o nich szerzej. Razem z fotkami dają pełniejszy obraz tego fenomenu natury, myślę, że warto je zobaczyć też na miejscu. :-)
_________________
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.
 
     
Cisy2 


Wiek: 57
Skąd: Świebodzice
Wysłany: 2018-06-15, 00:41   

A moje najwcześniejsze Kolorowe Jeziorka są w tonacji czarno-białej...

... z maja 1979 r., gdy trafiłem w tę część Rudaw Janowickich, m.in. z moim kolegą Piotrkiem



Oraz nieco późniejsze - z początków lat 80. minionego stulecia



W maju 1983 r. jeziorka jednak nabrały kolorów - najpierw slajdowych kolorów ORWO-wskich, czyli Made in GDR



W latach 90. XX w. i na początku naszego stulecia (i zarazem tysiąclecia) analogowych kolorów przeźroczy i negatywów różnych firm, m.in. Fuji, Koniki, Agfy i Kodaka.





Tak w ogóle, to nazwa Żółty Stawek pojawiła się w żargonie turystycznym stosunkowo niedawno. Przez dziesiątki lat było to Purpurowe Jeziorko Małe. "Żółtym" stało się, gdy poziom wody gwałtownie się obniżył - w maju 1994 r. wyglądało jeszcze tak (przepraszam, za tę grupkę studentów, ale innego zdjęcia po prostu nie mam). Mam cichą nadzieję, że nie doczekam czasów, gdy "normalne" Purpurowe Jezioro stanie się "Jeziorem Żółtym Wielkim" - chociaż i poziom wód tego zbiornika jest już wyraźnie niższy niż przed laty.



O schronisku na przełęczy Okraj zawsze krążyło wiele różnych opinii, wiele spośród nich mocno niekorzystnych tak dla budynku, jak i dla jego gospodarzy. Pamiętać jednak należy, że główny budynek dzisiejszego schroniska wznoszono nie jako obiekt pensjonatowo-schroniskowy, lecz jako budynek przedwojennej niemieckiej poczty. Niejako z założenia wymagał więc, po przekształceniu go w schronisko, najprzeróżniejszych ekwilibrystycznych wręcz przeróbek budowlano-konstrukcyjnych wewnątrz i na zewnątrz budynku (m.in. zaszklona weranda jest taką właśnie powojenną przeróbką).

Ja w każdym razie, od mojego pierwszego pobytu na Okraju we wrześniu 1981 r., schronisko to darzę sympatią i sporym sentymentem. Z tego pierwszego pobytu jednak zdjęcia nie mam. Najstarsze pochodzi z 20 listopada 1983 r.



Wydaje mi się, że ta nieco starsza wersja budynku schroniska, sprzed generalnego remontu przeprowadzonego przed kilku laty, była trochę bardziej klimatyczna od dzisiejszej

- tu z 4 lutego 1990 r.



A to fotografia już z czasów cyfrowych, czyli z 17 sierpnia 2007 r.



Teraz, po ostatniej modernizacji, na przełęczy stoi taki oto budynek, na razie jeszcze "taki jakiś bezpłciowy". Ale może i on po latach nabierze jakichś indywidualnych cech?



Ta "wielka makieta hamburgera", o której pisze milena, to jednak nie "stała" obok schroniska, lecz "wisiała", podczepiona pod krawędź daszku werandy. Zdjęcia w zbliżeniu samego "hamburgera" nie zrobiłem (jakoś nie przepadam za takim jadłem, w życiu np. nie zjadłem tego rodzaju posiłku w McDonaldzie i podobnych przybytkach), ale na tym zdjęciu - z 19 sierpnia 2012 r. - przedstawiającym bryłę całego schroniska, hamburgera można dostrzec, chociaż gdy się nie wie, że to "makieta hamburgera", to można odnieść wrażenie, iż to raczej reklama serwowanego w schronisku piwa.



Trop, przypuszczam, że widokówka z Twoich zbiorów mogła być rzeczywiście wydana ok. 1987 r. (na dolny-slask.org.pl taka sama datowana była do niedawna na 1986 - zob. https://dolny-slask.org.pl/949126,foto.html?idEntity=516051 ; ostatnio ją trochę przedatowano), ale najprawdopodobniej nie jest to jej pierwsze wydanie, a jeżeli już to ze znacznie starszych negatywów. Tego szyldu, który widoczny jest na wielu fotografiach schroniska z lat 70. (m.in. i na dolny-slask.org.pl) w 1983 r. już na pewno nie było - wyżej pokazuję fotografię z listopada 1983 r. już bez tego szyldu.

Co zaś do browaru w Malej Upie. W numerze zimowym kwartalnika "Veselý výlet" ("Wesoła Wyprawa") z 2007 r., mającego również polskojęzyczną mutację, i rozprowadzanego za darmo w czeskich schroniskach, znajduje się jednostronicowy artykuł o browarze Trautenberk. Nie jest to typowy "materiał reklamowy", ale opracowanie o charakterze krajoznawczym. Ten zimowy "polski" numer "Wesołej Wyprawy" w dalszym ciągu jest do dostania, ale już nie w schroniskach, lecz w turystycznym centrum informacyjnym w Pecu pod Śnieżką. Kilka tygodni temu widziałem tam jeszcze sporo innych archiwalnych numerów polskojęzycznych. Naprawdę ciekawe czasopismo z wieloma wartościowymi artykułami, podejmującymi problematykę w naszej polskiej literaturze praktycznie nieobecną (m.in. wiele tekstów o niemieckich mieszkańcach dawnych Karkonoszy).







Wejście na Śnieżkę z Pecu, które proponuje menel, jest rzeczywiście jedną z najciekawszych górskich tur w skali całych Karkonoszy. Najefektowniejsze fragmenty tego szlaku można poznać w oparciu o nocleg w którymś z naszych polskich schronisk, a nawet w Karpaczu. Byłaby to wycieczka od Śląskiego Domu przez Obři důl (szlak niebieski) do zbiegu ze szlakiem żółtym, którym przez Modrý důl do Zeleznej stezki (szlak czerwony) i przez Richtrovy boudy i Vyrovkę (ciekawa i udana architektura schroniska, całkowite przeciwieństwo bardziej znanej Labskej boudy) do pomnika Ofiar Gór i wreszcie do Lučni boudy. Stąd na naszą polską stronę to już dosłownie krok. Polecam - to naprawdę porcja kilkugodzinnej karkonoskiej egzotyki.













Są miejsca w czeskich Karkonoszach, gdzie przez całą sobotę lub niedzielę można natknąć się na dosłownie pojedynczych turystów pieszych. Nieco większe jest prawdopodobieństwo napotkania turystów rowerowych. Są też niemal zupełnie nieznane wśród naszych turystów miejsca biwakowe - tu Rejdište w pobliżu Tetřevich boud (dopóki to schronisko pozostanie w remoncie ruch turystyczny w jego pobliżu praktycznie nie istnieje)



Wspomniany przez Menela Kozi Grzbiet (Kozie Grzbiety, niemiecka nazwa to też liczba mnoga: Ziegen-Rücken) to jedyna klasyczna grań w całych Karkonoszach, czyli skalisty grzbiet górski podcięty z dwóch stron kotłami polodowcowymi. Szlak turystyczny wiodący ściśle granią został zamknięty kilkadziesiąt lat temu, mniej więcej w czasie powoływania do życia czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego. Obecnie dawnej ścieżki grzbietowej prawie już nie widać - na mojej fotografii z maja 1989 r. jej fragmenty są ledwo widoczne.



Na szczęście dla turystów nie zlikwidowano szlaków wiodących zboczami Kozich Grzbietów. Polscy turyści najczęściej wędrują niebieskim szlakiem wytyczonym po północnej stronie grzbietu, łączącym dwa schroniska - Lučni boudę i boudę U Bilého Labe. Moim zdaniem równie ciekawe są szlaki na południowym stoku Kozich Grzbietów - czerwony i żółty (Judeichova cesta i Stara Bucharowa cesta). Tamtejsze krajobrazy przypominają wręcz widoki z gór Półwyspu Bałkańskiego. Zresztą spójrzcie (to też maj 1989 r.):



Menel i tym razem ma rację! Mała Ostra na Skalniku to rzeczywiście wybitny punkt widokowy. Tutaj moje pierwsze w życiu widoki z tego miejsca. Ktoś, kto zna szczegółową topografię kulminacji, może się jednak zdziwić, że patrzymy nie w stronę Karkonoszy, lecz w kierunku... gołoborza na Skalniku. Powód zmiany naszych priorytetów jednak był! I był to, trzeba to podkreślić, powód nad wyraz poważny. Otóż na głazach na gołoborzu opalała się w majowym słońcu 1979 r. nagusieńka panienka. Co tam wtedy mogła znaczyć dla nas, licealistów AD1979, jakaś Śnieżka czy też inne okoliczne górki. To był dopiero widok!



Sympatyczne są te ceramiczne kubki, sfotografowane przez milenę, zatknięte na sztachetach płotu jednego z domostw w Malej Upie. To taki czeski zwyczaj. Od pewnego czasu też zawsze fotografuję tamtejsze płotki z kubkami. Szkoda, że nie wpadłem na to wcześniej... Kilkanaście takich płotków mi przepadło - nie pamiętam już nawet, w jakich wioskach je widziałem. Na pomysł dokumentowania kubków wpadłem dopiero po zakupie aparatu cyfrowego. Kolekcja fotografii zapoczątkowana została dopiero w 2010 r., ale powolutku się powiększa!

Nie wiem, jaki jest zasięg zwyczaju zdobienia płotów porcelanowymi i fajansowymi kubkami. Chyba częściej takie płoty można spotkać w historycznych Czechach, zwłaszcza wschodnich, niż na Morawach, czy też czeskiej części Śląska. Mogę jednak się mylić - w czeskich Sudetach jestem po prostu częściej, niż w ich morawskiej części, stąd obraz ten może być nieco zafałszowany.

Na pewno jednak fajny temat nie tylko dla turystów, ale nawet i dla etnografów.

Tu moja pierwsza fotka kubków na płocie, jaką wykonałem - Ohnišov na Pogórzu Orlickim (6 listopada 2010 r.)



W Lhocie u Trutnova w Jestřebich horach (23 marca 2014 r.) natknąłem się natomiast na kubki zatknięte nie na "klasycznych" sztachetach płotu, lecz na długich nieokorowanych żerdziach



A tutaj najdalej, jak dotąd, na południe odnotowany (podczas moich wycieczek oczywiście) tego rodzaju płotek w Sudetach - w Semaninie na Międzygórzu Trzebowskim (20 maja 2018 r.)



I obrazek z przysiółka Plachta w Górach Orlickich - tutaj kubków było zdecydowanie najwięcej (17 lipca 2016 r.)



Kończę już, nie zanudzam. Dziękuję, mileno, za ciekawą relację!
  
 
     
Trop 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-06-15, 20:21   

milena - przepraszam, że brnę w dygresje, które mają dość daleki związek z Twoją relacją ...

@Cisy2 - Widokówka była wysłana w 1987, taka data jest wpisana ręcznie przez nadawcę; datownik jest nieczytelny.
Data wydania (a właściwie zamówienia druku) ukryta jest pod znaczkiem. Wg komentarza na fotopolska mogła być wydrukowana w 1985 roku. A dalsza część tego komentarza skłoniła mnie do powrotu do tematu. Autor fotografii - Jan Korpal (nie Janusz, też fotografik) - zmarł w 1977 roku. Czyli fotografia powstała nie później, niż w 1977 roku.
- - -

Przywołanego przez Ciebie zeszytu "Výletu" jeszcze nie widziałem, dziękuję za informację.
Znalazłem plik pdf w sieci.

Małe sprostowanie: Notka o browarze jest w numerze 47/zima/2017 (jak na Twoim foto); w tekście postu jest podany inny rok.
To dwukwartalnik (podobno jest takie słowo).
 
     
Cisy2 


Wiek: 57
Skąd: Świebodzice
Wysłany: 2018-06-16, 01:16   

Mileno, podobnie jak Trop również przepraszam za swoje dygresje, ale cieszę się, że dzięki takim relacjom jak Twoja, pojawiają się na forum takie sympatyczne odkrycia, jak chociażby to z ustaleniem czasu powstania widokówki ze schroniskiem na przełęczy Okraj. Niby drobiazg, a jednak przynoszący wiele frajdy rozwiązującym tę zagadkę.

Trop, dziękuję za sprostowanie. Tradycyjnie na forum znalazłem się późno w nocy i nawet nie zauważyłem, że cała dekada wsiąknęła mi w klawiaturę :-D Rzeczywiście, pisemko to jest dwukwartalnikiem (w przypadku takiej formy periodyku nawet brzmi to lepiej niż półrocznik), chociaż na stopce redakcyjnej czeskiej wersji językowej pojawia się forma "Sezónni noviny". "Sezonni", czyli przygotowane i wydane na sezon letni i zimowy. Może tak jest faktycznie najzgrabniej. Obecnie w Pecu pod Śnieżką są polskie zeszyty - 46 (lato 2016), 47 (zima 2017), 49 (zima 2018), czeskie - 43 (zima 2015), 45 (zima 2016) i 48 (lato 2017). Oprócz tego parę numerów niemieckojęzycznych.
  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: