Poprzedni temat «» Następny temat
Rowerowe wycieczki Roberta J
Autor Wiadomość
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-06-04, 15:31   

Majówka 2018 - dzień 1 - 28.04-03.05.2018

Tradycyjnie na weekend majowy staram się gdzieś wybyć. W tym roku wyjątkowo do dyspozycji mam aż sześć dni, które trzeba odpowiednio wykorzystać ;) Plan miałem w sumie zupełnie inny aniżeli zrealizowałem ale tak to jest u mnie z tą jazdą rowerem przeważnie. Najpierw coś planuję, a w ostatniej chwili te plany wyrzucam do kosza :D

Założyłem więc sobie zupełnie nowy cel na kilka godzin przed wyjazdem. Tym celem było osiągnięcie 1200 kilometrów jadąc gdzieś na południe w kierunku Węgier. Prognozy pogody były bardzo optymistyczne. Szykowała się najlepsza aura na długi weekend majowy odkąd pamiętam...., albo nie bo tak sobie właśnie przypomniałem że przecież w zeszłym roku było rewelacyjnie w Chorwacji...

Wyjeżdżam, więc jak zwykle trochę za późno :P Kieruję się przez przejście graniczne w Trzebini i jadę na Krnov. Podążam wytyczoną trasą rowerową nr. 55 łączącą miasta Jesenik z Opavą. W Krnovie przerwa na piwo na rynku. Później kolejna nad stawem Petrův z widokiem na wzniesienie Cvilin górujące ponad miastem.







Krnovska "jedenastka" jakoś nie za bardzo mi smakowała :-P

Do Opavy jadę tylko i wyłącznie trasą rowerową. W mieście jakieś szybkie zakupy i już główną drogą przez Wzgórza Odrzańskie na Fulnek.





No właśnie miasto Fulnek.... Tyle razy tędy przejeżdżałem, ale jakoś nigdy nie zajrzałem na rynek czy też nie podjechałem pod górujący ponad miastem pałac. Zawsze leciałem tędy "tranzytem" ;-)

Podjeżdżam, więc na rynek. Zupełne pustki nie licząc dwóch starszych panów na ławce.

Fulnek ulokowany został na historycznej granicy Moraw i Śląska pod koniec XIII wieku.

Główny plac w mieście jest bardzo rozległy i sprawia wrażenie bardzo pustego. No i nie jest klasycznie wybrukowany tylko w całości wyasfaltowany.





Ponad miastem góruje barokowy pałac. Niedawno odrestaurowany. Niestety w rękach prywatnych i dlatego "niestety" bo na jego teren wstępu broni wysokie ogrodzenie....







Początkowo myślałem by wzbić w powietrze drona, ale uznałem że to zbyt ryzykowne latać w tak silnym wietrze. No i energia bardziej przyda mi się w późniejszym czasie ;-)

Przez okoliczne wzniesienia jadę na Stary Jičín. Tam na Starojickým kopcu stoją ruiny warowni, zadaniem której było w przeszłości strzec szlaku bursztynowego.







Wiatr jakby odrobinę zelżał, więc Igor leci na rekonesans ;-)





Chwilę przed Starym Jičínem w miejscowości Hůrka moją uwagę zwraca pomnik poświęcony katastrofie lotniczej samolotu IŁ-14, który rozbił się w okolicy w 1964 roku. Zginęła cała dziesięcioosobowa załoga.





Podrzędnymi drogami jadę ku miastu Valašské Meziříčí. Miasto sobie daruję i fajną ścieżką rowerową podążam dalej na południe. Gdzieś po drodze we wsi Lešná mam pałzę na obiad w parku przypałacowym.



[img]https//3.bp.blogspot.com/-Yg_6y0Oa3Yk/Ww7EzwNwoaI/AAAAAAADm0w/sL6YU5pI5acg8-EVOXbsqSRo6qgUTl_HQCKgBGAs/s850/DSC_7093.JPG[/img]

We Vsetinie byłem całkiem nie dawno. Teraz tylko pauza na pyszne lody na dolnym rynku i jadę na Valašské Klobouky. W 1896 roku spłonęło ponad połowa tego miasta. Pożar ten uważany jest za największy na Morawach w XIX wieku.







Ogólnie była to ostatnia dzisiaj pauza. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka na przejściu granicznym ze Słowacją i dalej przyjemnie jedzie się w dół do Nemšovej.



Wypatrzyłem na mapie że w miejscowości Trenčianska Závada stoi wieża widokowa. Uznałem, więc że będzie to dobre miejsce na pierwszy biwak podczas tego wypadu. Wieża znajduje się ponad miejscowością i musiałem nawet kawałek wpychać rower bo było tak stromo, albo ja już po prostu byłem trochę zmęczony po całym dniu jazdy rowerem....

Pod wieżą mała impreza integracyjna z miejscowymi, którzy rozpalili sobie ognisko. Część z nich zresztą nocowała w namiotach ;-)

Jak na początek takiego wyjazdu to kilometrów udało się ukręcić dość sporo :-)





A zdjęcia w galerii: https://photos.app.goo.gl/Ukm3K0SwclWe7EEL2

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-06-06, 15:48   

Majówka 2018 - dzień 2 - 28.04-03.05.2018

W nocy towarzystwo przy ognisku trochę przeszkadzało mi zasnąć. Ja się im nie dziwiłem bo mieli tu zabawić trochę dłużej w przeciwieństwie do mnie i wcale nie planowali wcześnie wstawać ;-)

W nocy jest ciepło, a poranek przyniósł trochę zamglone widoki z wieży. W sumie to słońce nie za bardzo chciało wychylić się z gęstej zawiesiny ponad horyzontem. W każdym bądź razie kilka fotek wykonałem ;-)





Widoczność jest po prostu kiepska ledwo widać Góry Strażowskie czy też masyw Chmelovej, a to przecież raptem 20-30 kilometrów :-/





Punkt szósta ruszam w dzisiejszą trasę. Ta wiedzie początkowo do Trenčína. Na drogach o tak wczesnej godzinie niemal pustki. Dziwne to nie jest bo kto normalny o tej godzinie w dodatku w niedzielę byłby już aktywny ? ;-)

Veľká Skalka to nazwa częściowo zrekonstruowanych ruin klasztoru benedyktynów. Powstał on w XIII wieku. Ładnie jest wkomponowany w zbocze wapiennej skały.





kilka pchnięć korby i zatrzymuję się przy kościele św. Andrzeja



Z daleka widoczny jest już Trenczański zamek. Do centrum przedostaję się starym mostem kolejowym przerzuconym nad rzeką Wag. Wiedzie nim trasa rowerowa.





Trenczyn(Trenčín) to jedno z bardziej znanych miast Słowacji. Pierwsze ślady osadnictwa w tym miejscu są na IV tysiąclecie p.n.e. W 179 roku n.e. na stromej skale zamkowej została wyryta inskrypcja na pamiątkę zwycięstwa nad Kwadami przez legion rzymski. W 1018 roku osada przyłączona do Węgier. W 1412 roku król Zygmunt Luksemburski nadał miastu prawa wolnego miasta królewskiego. W XVIII wieku większość zabudowy została przebudowana w stylu barokowym. Widać to spacerując przez starówkę. W oczy rzuci się nam monumentalna bryła synagogi.











Oczywiście naszą uwagę przykuje przede wszystkim ogromny zamek na skale. Pod względem parametrów zaliczany jest do największych tego typu obiektów w Europie. Budowla powstała w XI wieku i była ważnym punktem strategicznym przy północnych granicach państwa węgierskiego.





Nie chce mi się wspinać do góry. Za to Igor jest tam po kilkunastu sekundach od startu ;-)

Nie powiem, ale z tej perspektywy zamek robi niesamowite wrażenie !





Za miastem przerwa śniadaniowa. Nawadniać też się trzeba odpowiednio ;-)





Dwadzieścia kilka kilometrów dalej wzdłuż Wagu mym oczom ukazuje się kolejny zamek. Ten w miejscowości Beckov zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie jak ten w Trenczynie!







Obiekt powstał w XIII wieku, a jego zadaniem było strzec granic Królestwa Węgier. O jego sile świadczy fakt, że nie został zdobyty przez Mongołów w 1241 roku. W 1729 w miasteczku wybuchł pożar, który przeniósł się na zamek, który nie został już odbudowany. Do 1976 roku przeprowadzono rozległe prace archeologiczne oraz konserwacyjne. Obiekt został zabezpieczony jako trwała ruina.

Igor ponownie w dniu dzisiejszym wzbija się w powietrze...







Samo miasteczko też ciekawe choć trochę zaniedbane. Atmosfera senna. W końcu mamy weekend ;-)





Następuje trochę dłuższy okres gdy nic ciekawego się nie dzieje. Mijam jakieś niewielkie miejscowości. Czasami gdzieś tam stoi pałacyk...





Przerwę związaną z zakupami mam dopiero w Hlohovcu.





Stąd pozostało mi około 25 kilometrów do szóstego pod względem wielkości miasta Słowacji jakim jest Nitra. Jedzie się dość dobrze do momentu gdzie był wypadek i zrobił się dość spory korek na drodze.



Na temat historii tego miasta nie będę się rozpisywać bo wszystko dostępne jest w necie ;P Ze względu na już dość późną porę zaglądam tylko do centrum. Tu też ludzie pochowali się przed prażącym słońcem.





W najwyżej położonej części miasta znajduje się zamek o którym wspominano już w 871 roku. Wielokrotnie przebudowywany. Obecnie dominującym stylem architektonicznym jest barok. A wieża katedralna jest najwyższym obiektem w mieście. Zakaz jazdy zniechęcił mnie. Nie chciało mi się wpychać roweru pod górę ;-)







W wąskiej uliczce schowana jest synagoga reprezentująca styl mauretańsko-bizantyjski.





Rozwijające się chmury burzowe powodowały, że ograniczam przerwy w jeździe do minimum by uciec przed deszczem co w sumie mi się udaje ;-)



Po czterdziestu kilometrach docieram do miasta Nové Zámky. Wymagane są jeszcze jakieś zakupy. Ciężko było znaleźć jeszcze coś czynnego w niedzielę o tej godzinie, ale dzięki miejscowym udaje mi się to. Oczywiście zaglądam w okolice szeroko pojętego centrum. Wartym uwagi obiektem jest np. klasztor franciszkański jak również synagoga.





http://4.bp.blogspot.com/...50/DSC_7313.JPG

Do granicy z Węgrami pozostało mi około trzydziestu kilometrów. Zachód słońca zastaje mnie tak mniej/więcej w połowie tego dystansu.



Już sporo po zachodzie słońca docieram nad Dunaj, który w tym miejscu dzieli będące kiedyś jedną częścią miasto Komárno(Komárom). Zarówno po słowackiej jak i po węgierskiej stronie znajdują się rozległe fortyfikacje. Szkoda, że już ciemno bo wykorzystałbym drona :( Do centrum po słowackiej stronie też nie mogłem się dostać bo rozstawiona była scena i ludzi był ogrom.





Przejeżdżam przez most graniczny nad Dunajem.



Po węgierskiej stronie inny klimat. Zupełne pustki(choć słychać w oddali, że i po tej stronie gdzieś na fortach jest impreza ;-) ).



Jak i poprzedniego wieczoru tak i dzisiaj wynajduję sobie pewną wieżę widokową gdzie rozbijam biwak. Dla odmiany tutaj jestem sam ;-)



Dystans trochę mniejszy niż wczoraj, ale ogólnie nie jest źle :-)





No i albumik :-) : https://photos.app.goo.gl/6ctIR0QiwOZGyr072


cdn...
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-06-07, 05:44   

Robert J napisał/a:
Punkt szósta ruszam w dzisiejszą trasę. Ta wiedzie początkowo do Trenčína. Na drogach o tak wczesnej godzinie niemal pustki. Dziwne to nie jest bo kto normalny o tej godzinie w dodatku w niedzielę byłby już aktywny ?

w te upalne dni ja się zdziwiłam : chwilę po 5 rano ruch w lesie był większy niż wieczorem dnia poprzedniego :mrgreen:
A Igor te zamki z góry świetnie pokazuje, większe wrażenie robią, niż oglądane z dołu
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Satan 
Ostatni Szyderca

Wiek: 39
Skąd: Gdańsk/Beskid Płaski
Wysłany: 2018-06-07, 09:06   

Lidka K. napisał/a:

A Igor te zamki z góry świetnie pokazuje, większe wrażenie robią, niż oglądane z dołu


To prawda! :-D "Gość" robi robotę... 8-)
Jak na razie impreza bardzo zacna. Jak zwykle duża przyjemność z oglądania fotek. ;-)
_________________
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-06-07, 09:36   

Super relacja, jak zwykle :-) Trenczyn i Beckov zapisane na liście "must be".
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-06-08, 18:23   

Lidka K. napisał/a:
chwilę po 5 rano ruch w lesie był większy niż wieczorem dnia poprzedniego :mrgreen:

Może czegoś w tym lesie szukali ? :-D

Lidka K. napisał/a:
A Igor te zamki z góry świetnie pokazuje, większe wrażenie robią, niż oglądane z dołu

Satan napisał/a:
To prawda! :-D "Gość" robi robotę... 8-)

Nie powiem zabawka to o niesamowitych możliwościach !

Satan napisał/a:
Jak na razie impreza bardzo zacna. Jak zwykle duża przyjemność z oglądania fotek. ;-)


rambi napisał/a:
Super relacja, jak zwykle :-)

Dzięki panowie !

rambi napisał/a:
Trenczyn i Beckov zapisane na liście "must be".


Polecam szczególnie Beckov bo te ruiny wywarły na mnie znacznie większe wrażenie aniżeli zamek w Trenczynie.
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-06-11, 21:29   

Majówka 2018 - dzień 3 - 28.04-03.05.2018

W nocy jest cieplutko. W hamaku leżę bez śpiwora. I wszystko byłoby ok gdyby nie ten cholerny rechot żab w okolicznych stawach. Te wredne stworzenia dawały koncert niemal do samego rana ! O świcie trochę się uspokoiły ale za to jakiś bażant wydziera się w krzakach tuż obok wieży :-/

Wchodzę na wieżę na wschód słońca. Ten dzisiejszy jest znacznie lepszy od wczorajszego ;-)





Sama wieża jest ciekawą konstrukcją stalowo-drewnianą na planie trójkąta. By się do niej dostać trzeba iść bezpośrednio przez pole pszenicy. Do obiektu nie prowadzi żadna droga ani ścieżka. Zresztą widać po ilości pajęczyn, że nikt tego miejsca dawno nie odwiedzał ;-)



Ruszam w drogę. Zbyt daleko to nie ujechałem bo po chwili wjeżdżam do miasta Tata. To przeszło dwudziestotysięczne miasteczko posiada bogatą historię i może pochwalić się bardzo licznymi zabytkami. Najstarsza część miasta przylega do Starego jeziora, a nad nim XIV wieczny zamek.













Węgrzy bardzo lubią stawiać pomniki wszystkim i wszystkiemu. Ich ilość w mieście po prostu przytłacza. Można je spotkać na każdym kroku.













Robię porządne zakupy i jadę przez wzniesienia na wschód od miasta. Ich wysokość n.p.m. nie robi większego wrażenia jednak przyjmując, że podjazd rozpoczynamy z około 100 m n.p.m. to trzeba na to już trochę inaczej patrzeć ;-) Wymordowałem się niesamowicie bo nachylenie jezdni jest dość spore.





Robię przerwę śniadaniową. Otwierając piwo w puszce oderwał mi się kluczyk i rozciąłem sobie konkretnie górną wargę.... Z Tardos decyduję się na powrót nad Dunaj. Na zjeździe natrafiam na stary cmentarz przed miejscowością Bikolpuszta.







Docieram nad Dunaj. Teraz w teorii powinienem pokonywać kilometry znacznie szybciej jadąc w kierunku wschodnim. Jednak wiatr uznał, że mi to zadanie trochę utrudni, a nawet dość sporo utrudni ;-)
Po dziesiątej docieram do Esztergomu. Już tu kiedyś byłem, ale nie zaszkodzi ponownie trochę zwiedzić tą pierwszą stolicę Węgier.



Esztergom w świadomości Węgrów uważany jest za kolebkę węgierskiego chrześcijaństwa i katolicyzmu. Miały tu miejsce chrzest i koronacja św. Stefana, a także narodziny św. Kingi i jej siostry bł. Jolanty. Esztergom jest stolicą arcybiskupią prymasów Węgier. Dominantą okolicy jest monumentalna bazylika św. Wojciecha będąca największym i najważniejszym kościołem na Węgrzech.









Oczywiście oprócz bazyliki warto przespacerować się np. po Vizavaros. Jest to malutki kompleks architektoniczny, położony u stóp wzgórza, na którym stoi bazylika. Było to niegdyś miasteczko kościelne z pałacem prymasowskim, seminarium i kamieniczkami. Obecnie panuje tu niesamowita cisza, tylko czasami przemknie jakiś zabłąkany turysta...







Ruszam trasą naddunajską w kierunku Wyszehradu. To niewielkie miasteczko również pełniło w przeszłości funkcję stolicy Węgier. Utraciło ten status po tym jak dwukrotnie było oblężone i zniszczone przez Turków w latach 1529 i 1543. W miejscu gdzie obecnie stoją ruiny cytadeli za czasów rzymian była forteca. W latach 1335 i w 1338, czyli za czasów stołecznych Wyszehrad był miejscem zjazdów wyszehradzkich gdzie spotykali się królowie Węgier, Czech i Polski. Tradycja tej współpracy w Europie Środkowej jest kontynuowana od 1991 roku przez tzw. Grupę Wyszehradzką.





Moim dzisiejszym celem była obecna stalica Węgier - Budapeszt. Jednak przeraziłem się ogromem miasta i dosłownie na przedmieściach zrezygnowałem. To "przerażenie" spowodowane było ilością turystów, a że mamy 1 maja to wiadomo ilu może ludzi odwiedzić stolicę Węgier ;-) Już w Szentendre byłem zmuszony zejść z roweru i go prowadzić bo trasa rowerowa nad Dunajem została zamknięta dla rowerów właśnie ze względu na ilość turystów pieszych. Przez to straciłem zbyt wiele czasu i po prostu zrobiło się zbyt późno na błąkanie się po stolicy Węgier.





Widząc w dali charakterystyczną sylwetkę parlamentu w Budapeszcie decyduję się przedostać na drugą stronę Dunaju po moście kolejowym i najzwyklej w świecie oddalić się :-P





Mimo sporego ruchu na głównej drodze dość sprawnie idzie mi oddalenie się od Budapesztu, ale tylko do momentu gdy nadciąga burza. Nie lubię deszczu podczas takich wypraw bo bardzo mi to komplikuje sprawy. Najbardziej intensywny deszcz przeczekuję w Gödöllő w okolicy barokowego pałacu.

Pałac królewski powstał dla grafa Antala Grassalkovicha. W II połowie XIX wieku był on ulubioną rezydencją austriackiej cesarzowej i węgierskiej królowej Elżbiety, znanej jako „Sissi“.





Kierując się na północny wschód przejeżdżam przez Aszód. Patrząc na mapę postanawiam wjechać następnego dnia na najwyższy szczyt Węgier bo po prostu moja trasa i tak będzie tamtędy przebiegać :-P



Miłym zaskoczeniem było dla mnie miasto Hatvan. Ciekawym rozwiązaniem jest tam poprowadzenie ścieżki rowerowej pod rondem. Wszystko ładnie oświetlone.





Okolice parku miejskiego kompletnie sparaliżowane. Odbywa się jakaś impreza i tłumy nie mieszczą się pod sceną. Ludzie stoją nawet na głównej drodze!



Za to centrum niemal zupełnie opustoszało. Mogę spokojnie porobić zdjęcia chociaż statywu nie chciało mi się wyciągać :P









Dzień chciałem zakończyć w okolicy miasta Gyöngyös. Na noc zatrzymałem się kilka kilometrów przed. Było to wymuszone przede wszystkim znakiem zakazu jazdy rowerem główną drogą. Nie chcąc błądzić po zadupiach decyduję się rozwiesić hamak trochę wcześniej aniżeli chciałem ale 200 kilometrów udało się i tak osiągnąć. No i nadciąga kolejna burza, więc trzeba też rozwiesić i płachtę biwakową ;-)





Galeria: https://photos.app.goo.gl/QauAI7NFDbQZ2vx12


cdn...
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-06-15, 15:05   

Majówka 2018 - dzień 4 - 28.04-03.05.2018

W nocy przetacza się w okolicy burza. W miejscu gdzie wisi mój hamak tylko mocno postraszyło. Zbyt dużo deszczu nie spadło, ale rozwieszenie płachty biwakowej było dobrym posunięciem. To kolejna bardzo ciepła noc podczas tego wyjazdu. Dzisiaj jednak nie chciało mi się zbyt szybko zwijać do drogi. Robię to gdy słońce jest już dość wysoko ponad horyzontem.
I tak jak się obawiałem wieczorem dnia poprzedniego przyszło mi się trochę błąkać po okolicy by dostać się do Gyöngyös. Na horyzoncie pasmo górskie Matra z najwyższym szczytem Węgier....





W Gyöngyös o tak wczesnej godzinie niewiele osób widać na ulicach. Podjeżdża tylko do centrum na chwilę. Próbowałem też znaleźć jakiś czynny sklep, ale bez skutku. Raczej nie przykładałem się do tego. Natomiast stacje paliw dziwnym sposobem zostały zlokalizowane po przeciwnych stronach miasta aniżeli się kierowałem ;) Inna sprawa, że nie miałem na razie jakiejś dużej potrzeby by robić zakupy, ale jakiegoś piwa to bym się już napił :-P







Od miasta teren zaczyna piąć się już do góry. Rozpoczynam przemierzanie pasma górskiego Matra. Początkowo jadę po ścieżce rowerowej biegnącej wzdłuż drogi krajowej. Ze ścieżki tej korzysta również wiele osób uprawiających poranne biegi. W sumie to spotkałem tylko biegaczy bo rowerzysty nie widziałem żadnego ;-)



Na podjeździe do miejscowości Mátraháza czuć już wzrastającą temperaturę i to tak konkretnie. Teraz to już naprawdę napiłbym się zimnego piwa !Jednak pozostawiam sobie tę przyjemność na sam koniec...
Odbijam na najwyższy szczyt Węgier - Kekes. Droga tam wiodąca jest w opłakanym stanie....





Na szczycie obowiązkowa fota na pamiątkę. Chwilę musiałem wystać bo chętnych by sobie walnąć "selfie" przy obelisku pomalowanym w narodowe barwy Węgier jest wielu ;-)



Tuż obok obelisku znajduje się symboliczny cmentarz motocyklistów. Pierwszy raz taki widzę.



Na dość rozległym szczycie stoi 176 metrowa wieża nadajnika telewizyjnego. Na niej znajduje się taras widokowy. Wstęp kosztuje 600 forintów. Można na górę wjechać windą, ale ja zafundowałem sobie spacer po schodach bo w kolejce do windy stało kilkadziesiąt osób. Z tego co zauważyłem większość to Polacy ;-)

Widoki z góry całkiem spoko choć powietrze przejrzystością dziś nie grzeszy.







Oczywiście wypiłem piwo i mimo iż był to najzwyklejszy koncerniak to odpowiednio schłodzony wchodził całkiem dobrze. Tylko w bufecie samoobsługowym na szczycie to dość droga impreza ;-)





Na szczycie spędziłem dość sporo czasu. Liczba turystów odwiedzająca to miejsce znacznie wzrosła, więc najwyższa pora ewakuować się stąd. Szkoda też, że wieje mocny wiatr, zbyt mocny by skorzystać z drona :-/
Rozpoczynam zjazd. Początkowo niezbyt szybko bo jezdnia mocno dziurawa, ale jadąc już "krajówką" do Parád mamy nawierzchnie lepszej jakości. Widoków po drodze za wiele nie ma, więc na dole jestem po kilkunastu minutach....





Robię zakupy płynów. To co zakupiłem konsumuję w cieniu na niewielkim i dość zaniedbanym miejscu odpoczynku.





Oddalam się coraz bardziej od Gór Matra w kierunku północnym. Temperatura robi się powoli nieznośna. Zaczyna śmierdzieć topiącym się asfaltem....

W koło zielono.







Pétervására to ostatnie miasteczko po stronie węgierskiej. Teraz kilkanaście kilometrów do granicy ze Słowacją. W miejscowości Istenmezeje naturalna grota w skale, a w niej kaplica wspominana już w XVIII wieku..













Teraz przysłowiowy "rzut beretem" i przekraczam granicę ze Słowacją.





Po słowackiej stronie jedzie się bardzo przyjemnie. Wiatr już znacznie ustał no i jadę z tendencją spadkową wzdłuż rzeczki

W miejscowości Hajnáčka już z daleka widoczna jest sporych rozmiarów skała gdzie kiedyś stał zamek.







Postanawiam skorzystać z usług Igora. Już po chwili obstępuje mnie kilu dzieciaków romskich. Niezłą mieli frajdę widząc Igora ;-)







Nieubłaganie zbliża się koniec dnia. Podkręcam odrobinę tempo tak by jeszcze przed zachodem słońca zdążyć do Rimawskiej Soboty. Tam robię spore zakupy bo skończyły mi się niemal wszystkie zapasy. Jadę na rynek.
Rynek ładnie zrekonstruowany. W centrum stoi kościół św. Jana Chrzciciela. Wokół wyznaczono granice dawnego cmentarza oraz "wyciągnięto" ponad plac fundamenty poprzedniej świątyni stojącej w tym miejscu.









Mimo iż tego dnia pokonałem jeszcze dość sporo kilometrów to jakoś nie za bardzo chciało mi się wyciągać aparat. Przejeżdżam przez miasto Hnúšťa. W 2011 roku spałem tu z kumplem na polu kukurydzy. Tamten nocleg można zaliczyć do najmniej wygodnych ;-)



Za Hnúšťą robi się ciemno, a ja zaczynam nabierać coraz bardziej wysokości. Przemykam przez Tisovec i rozpoczynam finalny podjazd na przełęcz Zbojská(725 m). Nie powiem, ale sporo się wymęczyłem by tam wjechać. Mogłem oczywiście pozostawić sobie tą przyjemność na następny dzień, ale wypatrzyłem kolejną wieżę widokową z której warto byłoby skorzystać w nocy ;-)

Wieża ciekawa i to bardzo.... Stoi na granicy parku narodowego Murańska Płanina. Kumpel ostrzegał mnie przed niedźwiedziami, który jest w okolicy ponoć sporo. Niedźwiedzi nie spotkałem, ale gdy otworzyłem drzwi wieży to przez chwilę zamarłem w bezruchu mając taki widok....



Na szczęście okazało się, że to wypchany dzik ;) Jednak nie miałem za bardzo odwagi rozwieszać hamaka wśród takich sąsiadów, więc kimam na zewnątrz ;-)





Cała galeria: https://photos.app.goo.gl/7UNAR441v4n3Y6D76

cdn...
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: Wczoraj 20:18   

Majówka 2018 - dzień 5 - 28.04-03.05.2018

Nie jestem jakiś bojaźliwy, ale nocleg wśród wypchanych zwierząt jakoś nie za bardzo mi leżał, więc hamak rozwieszam na zewnątrz. Nie powiem, ale miałem z tym trochę problemu bo poza samą wieżą w okolicy nie ma nic do czego można by przywiązać liny hamaka... Jakoś sobie poradziłem...

Problem zrodził się z rana. Gdy tylko zrobiło się jasno nadciągnęła burza. Szybko ewakuuję się do środka wieży, ale spania już nie mam. Wykorzystuję więc czas na obejrzenie wnętrza obiektu, który jest całkiem ciekawy, a jeszcze bardziej ciekawe jest wyposażenie. I tak: na parterze ustawiono rodzinkę dzików jest też bażant, a pod dachem gronostaje.







Na piętrze znajduje się kronika, w której możemy zrobić pamiątkowy wpis....



Na drugim piętrze ponownie zobaczymy wypchane zwierzęta. Tym razem kozy, barany, a nawet pies pasterski ! Całość wyposażenia ma przedstawiać hodowlę udomowionych zwierząt.





Ostatnie piętro poświęcono tematyce zbójnictwa.



Widoki z samej wieży nie rzucają na kolana. Tak to jest gdy tego typu obiekt stoi otoczony znacznie wyższymi górami ;-)







Deszcz długo nie chce przestać padać. W końcu nie mogąc wytrzymać ruszam w padającym deszczu w dzisiejszą trasę. Zjazd z przełęczy Zbojska w strugach deszczu nie należał do tych przyjemnych rzeczy....

Już niemal na przedmieściach Brezna znajduje się niewielkie lotnisko. W nocy 16/17 października 1944 roku w tej okolicy rozbił się samolot. Zginęło sześciu członków załogi. O wszystkim przypominają tablice po przeciwnej stronie drogi. Kawałek dalej pomnik ofiarom faszyzmu. W tym miejscu zastrzelono 31 Słowaków w grudniu 1944 roku.







W Breźnie byłem dwa lata temu. Teraz ograniczam się do zakupów. Jedyne zdjęcie wykonuję przy synagodze pochodzącej z początku XX wieku.
Jednak aktualnie najważniejszą dla mnie rzeczą było ustąpienie opadów deszczu. Wyjrzało nawet zza chmur słońce !







Podrzędnymi drogami kieruję się na zachód. W niewielkiej miejscowości Nemecká w dniach 4-11 stycznia 1945 roku miała miejsce masakra ludności dokonana przez specjalną grupę operacyjną niemieckiej policji i służby bezpieczeństwa (Einsatzkommando 14) w współpracy z Oddziałami Szturmowymi Gwardii Hlinkowej. Szacuje się, że śmierć w tym miejscu poniosło od 450 do 900 osób. Dokładnej liczby ofiar nie sposób określić ponieważ ciała palono w piecach do wypalania wapna znajdujących się w tym miejscu.









Dwa lata temu powiedziałem sobie, że jeżeli nadarzy się taka okazja to podjadę pod zamek w miejscowości Slovenská Ľupča. Tak też zrobiłem. Tylko, że nie chciało mi się podjeżdżać do góry.....







W Bańskiej Bystrzycy zdecydowałem o dalszej dzisiejszej trasie. Wymyśliłem, że pojadę na Zvolen bo tam mnie jeszcze nie było ;)Po drodze odwiedzam Hronsek. Znajduje się tutaj jeden z kilku zachowanych drewnianych kościołów artykularnych na Słowacji, które zostały wspólnie wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ten tutaj pochodzi z 1725 roku i posiadał 1100 miejsc siedzących.











Do miasta Zvolen docieram już popołudniu.To powiatowe miasto posiada sporych rozmiarów główny plac, a przy nim późnogotyckie, renesansowe i barokowe kamienice. Wiele obiektów jest bardziej współczesnych.









Na południe od głównego placu, za bardzo ruchliwą trasą stoi zvolensky zamek. Wybudowano go w latach 1370-1382 dla króla Węgier Ludwika I Wielkiego. W XVI wieku został przebudowany w duchu renesansu.



W parku natomiast ciekawostka - makieta/rekonstrukcja pociągu pancernego z okresu Słowackiego Powstania Narodowego, jako pomnik Powstania.





Po raz kolejny tego dnia staję przed dylematem jaką obrać dalszą trasę. Kalkulując czas i dystans postanawiam jechać jeszcze odrobinę bo trochę ponad 30 kilometrów na południe do Bańskiej Szczawnicy(Banská Štiavnica). Wybór tego kierunku był prosty ponieważ na mapie naniesiono znaczek UNESCO :-)

Trasę pokonuję dość szybko tylko ostatnie 5 kilometrów to masakrycznie stromy podjazd do miasta ! Ale żem się wymordował !



Bańska Szczawnica należy do najstarszych i najbardziej znaczących miast górniczych w całej Europie. W średniowieczu było najważniejszym miastem górniczym na Węgrzech. Wydobycie i przetwórstwo znacznych ilości złota, a następnie srebra, stanowiło przez kilka wieków o jego znaczeniu oraz o zamożności jego obywateli. Miasto należy do tych z największą liczbą zabytków na Słowacji i według mnie jest najpiękniej ulokowane w całym kraju.

Niestety ze względu na nadciągającą bardzo gwałtowną burzę zostaję zmuszony do zaledwie przejechania przez centrum, ale to w zupełności wystarczyło by uznać to miasto za jedno z najładniejszych i najciekawszych na Słowacji. Od 1993 roku znajduje się ono na liście światowego dziedzictwa UNESCO.











Chcąc uciec przed nawałnicą wybieram szlak pieszy by zdobyć przełęcz Červená studňa. To był zły wybór. Ledwo wypchałem rower do góry tak było stromo. No i niestety nie udało się uciec przed nawałnicą. Centymetrowej średnicy grad to mało przyjemna rzecz..., podobnie jak strugi deszczu spadające na łeb :-/

Powoli męczę się na tym zjeździe. Mijam kilka starych kopalni. Udaje się na chwilę wyrwać z objęć burzy, ale po chwili znów mnie dopada. Przeczekuję pod skrzydłem Miga 15...







Zjazd miał być przyjemnością, ale w Żarnovicy ponownie dopada mnie ulewa. Tym razem kilkadziesiąt minut przeczekuję pod jakimś zadaszeniem. Mam już serdecznie dość deszczu na dzisiaj !
Teraz myślę tylko o tym by znaleźć jeszcze jakiś czynny sklep w Žiar nad Hronem. O robieniu jakichkolwiek zdjęć nawet nie myślałem. Dopiero kilka kilometrów za miastem robię pauzę. Słońce wisi już nisko nad horyzontem, ale jezdnia zdążyła już wyschnąć.







Sporo po zachodzie słońca docieram do miasta Handlová. W centrum ładnie oświetlony gotycki kościół św. Katarzyny.





Do Previdzy jest ciągle z góry. Jadąc za tirem pokonuję tą trasę w bardzo krótkim czasie :-P

Previdze i pobliskie Bojnice pozostawię sobie na następny raz. Teraz staram się nadrobić stracony za dnia czas. Mimo wszystko wiem, że i tak na niedzielę pozostanie mi standardowo najwięcej kilometrów do pokonania. W nocy pokonuję jeszcze blisko 40 kilometrów. Kończę przy znaku z nazwą miasta - Bánovce nad Bebravou...





No i na koniec galeria foto... : https://photos.app.goo.gl/JdVdWeGkF6SSaYuy8

cdn...
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: