Poprzedni temat «» Następny temat
Rowerowe wycieczki Roberta J
Autor Wiadomość
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2017-12-13, 07:37   


jakby tak wsadzili pomiędzy drogę a ścieżkę jakieś gęste zieloności, byłoby milej :-P
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Satan 
Ostatni Szyderca


Wiek: 39
Skąd: Gdańsk/Beskid Płaski
Wysłany: 2017-12-18, 19:58   

No gruby wyjazd. Kilka plusów. Po pierwsze fajne tereny odwiedzasz. Po drugie przykładasz się zawsze do fotek. Oglądałem te odcinki stopniowo. Robota, którą wykonałeś robi naprawdę duże wrażenie. W wielkich tour'ach tyle jeżdżą... :-P

Gratulacje :!:
_________________
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.
 
     
sparkus 


Skąd: Jurajska Kraina
Wysłany: 2017-12-20, 16:47   

Ech! jestem od rana pod wrażeniem tej wyprawy rowerowej. Nie boję się użyć słowa "wyprawa", bo w pełni zasługuje na takie określenie. Znakomita jazda, tyle krajów, dróg, krajobrazów, biwaków i przeżyć podczas jednego wyjazdu, to niezwykle wzbogaca człowieka.
Już dość dawno temu przejechałem na rowerze przeszło 1000 km po południowych Bałkanach i każdy dzień, każda chwila czy oglądany obraz mam cały czas w pamięci i jak film czasami sobie odtwarzam w wyobraźni.
Nie lubię seriali, dlatego czekałem na koniec Twojej relacji i przez dwa poranki prześledziłem dokładnie Twoją trasę. Wspaniała i pouczająca lektura. Z oczywistych względów najbardziej ciekawiły mnie etapy bułgarskie, a potem po krajach byłej Jugosławii, bo mimo, że tam dość często bywam, to i tak wiele ciekawych momentów w relacji wyczytałem.
Dzisiaj widzę, jak wiele od dobrego sprzętu zależy. Ja jadąc na wagancie z Rometu mogłem tylko pomarzyć o takich etapach, jakie Ty codziennie robiłeś. Bywało, że musiałem wprowadzać rower na niektóre przełęcze, ale zjazdy miałem wprost upajające.
No i piwa też tyle nie wypiłem, bo w ówczesnej strefie dolarowej kosztowało sporo grosza, coś ok. 12 dinarów jugosłowiańskich, a dolar to było ok. 30 dinarów. Łatwo policzyć koszt, jeśli w Polsce w tym czasie przeciętna wypłata wynosiła ok. 25 dolarów USA. :-/
_________________
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-01-13, 16:55   

rambi napisał/a:
Robert J napisał/a:
Dzięki. No ale ja jestem właśnie zwykłym zjadaczem chleb

BTW: ja wiem, że dżentlemeni o pieniądzach nie rozmawiają ale ponieważ ja nim nie jestem to się zapytam ;-) Podsumowałeś może ile pieniędzy Ciebie ten wyjazd wyniosł? Tak mniej więcej :-)

Szacunkowo cały wyjazd kosztował mnie około 1400 PLN
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-01-13, 16:56   

Satan napisał/a:
No gruby wyjazd. Kilka plusów. Po pierwsze fajne tereny odwiedzasz. Po drugie przykładasz się zawsze do fotek. Oglądałem te odcinki stopniowo. Robota, którą wykonałeś robi naprawdę duże wrażenie. W wielkich tour'ach tyle jeżdżą... :-P

Gratulacje :!:

W wielkich turach jeżdżą mniej bo mają przerwy pomiędzy etapami, a ja nie :-P

dzięki !
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-01-13, 17:08   

sparkus napisał/a:
Nie lubię seriali, dlatego czekałem na koniec Twojej relacji i przez dwa poranki prześledziłem dokładnie Twoją trasę. Wspaniała i pouczająca lektura. Z oczywistych względów najbardziej ciekawiły mnie etapy bułgarskie, a potem po krajach byłej Jugosławii, bo mimo, że tam dość często bywam, to i tak wiele ciekawych momentów w relacji wyczytałem.

Nie potrafiłbym wszystkiego tak skrócić by zmieścić w jedną część dlatego rozbijam podobne wypady na poszczególne dni ;-)

sparkus napisał/a:
Dzisiaj widzę, jak wiele od dobrego sprzętu zależy. Ja jadąc na wagancie z Rometu mogłem tylko pomarzyć o takich etapach, jakie Ty codziennie robiłeś. Bywało, że musiałem wprowadzać rower na niektóre przełęcze, ale zjazdy miałem wprost upajające.

Gdybym miał dobry sprzęt tzn. odpowiedni do takich eskapad to i przejechałbym więcej i mniej się zmęczył. A tak śmigam na dokładnie tym samym rowerze na którym na codzień ścigam się w maratonach mtb. Nie oszukujmy się, ale to jest mało odpowiedni sprzęt na tego typu wyprawy ;-P
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-01-13, 17:10   

Rowerowe Karkonosze - 14-15.10.2017



Zapowiadają całkiem ładny weekend, więc naszym celem jest jakiś wschodzik słońca wysoko w górach. Mam swoje cele dlatego też Kuba przystaje na moją propozycję. Planowo mieliśmy wystartować z przełęczy Okraj jednak jak nazłość chwilę przed nami z parkingu na rozdrożu pod Sulicą wjeżdżał autokar i jego kierowca zrobił to tak niefortunnie, że wpadł do rowu tyłem i się zawiesił.





Wbijamy więc na parking i zajmujemy jedno z pierwszych wolnych miejsc. Z czasem parking się zapełni. My spokojnie wypakowujemy nasze rowery i przygotowujemy je do jazdy. Ruszamy na przełęcz, na którą mamy niecałe 2,5 km. Mijamy bardzo wiele osób podążających na górę. Podobnie jak my pozostawili swoje samochody na parkingu i zdecydowały się pokonać resztę trasy pieszo.

Po czeskiej stronie wszystkie miejsca parkingowe są już zajęte. Robimy kilka zdjęć i jedziemy dalej.





Zjeżdżamy do Malej Upy trasą rowerową. Ciągle się zatrzymujemy bo jesienne widoki są warte by je uwiecznić.









Zjeżdżamy do głównej drogi. Na rozdrożu "Spálený Mlýn" odbijamy na Pec pod Śnieżką.





W Pecu jeden wielki plac budowy. Przy głównej drodze powstaje kilka nowych molochów. Betoniarki kursują jedna za drugą. Jedno jest pewne..., dominantą miejscowości pozostanie charakterystyczny hotel ;-)





Teraz trasą rowerową K1A do chaty Vyrovka. Pogoda siada. Pniemy się ostro pod górę.

Od chaty odbijamy na Lucni Boude. Osiągamy najwyższy punkt w Karkonoszach gdzie można wjechać rowerem. Kapliczka poświęcona ofiarom gór stoi na wysokości 1509 m n.p.m.







Wielu turystów się tutaj kręci. Pogoda też zaczyna się poprawiać. Zostawiamy rowery przy jednym z najwyżej położonych bunkrów w Republice Czeskiej i idziemy na Lucni horę na zachód słońca.





Widoki mamy rewelacyjne, palec ciągle szuka spustu migawki na aparacie...









Na Śnieżkę ciągną tłumy na zachód słońca. Są nieświadomi, że niedane im będzie zobaczyć tego spektaklu w przeciwieństwie do nas ;-)



Nowa dla mnie perspektywa, więc i nowe kadry. Fajnie wyglądała wyłaniająca się z chmur wieża na Cernej horze.









Tuż przed zachodem słońca nadciągają chmury i przykrywają Śnieżkę. Bardzo ciekawie to wyglądało z naszej perspektywy. Odmiennego zdania były raczej osoby znajdujące się obecnie tam na szczycie ;-)







Co prawda samo słońce chowa się za chmury, a nie za horyzont ale i tak było fajnie. Później jeszcze siedzimy dość długo i podziwiamy przewalające się chmury.









Schodzimy do bunkra. Dłuższa sesja foto....





... i uderzamy do chaty na kolację. Chcieliśmy się kimnąć kilka godzin gdzieś w kącie, ale zostaliśmy kulturalnie wyproszeni ofertą 880 koron za nocleg :-)



Wracany w okolice kapliczki. Ja zalegam gdzieś w kosówce, a Kuba wybiera bunkier. Raczej nie był usatysfakcjonowany tym noclegiem :-D
Długo przed wschodem słońca zbieram się na nieodległy szczyt Studniční hora. Na dzisiejszy wschód ten szczyt wybrało jeszcze kilka innych osób o czym świadczyły widoczne w dali światła czołówek. Kilka osób udaje mi się wyprzedzić, zamieniam z nimi kilka zdań i każdy zajmuje pozycje i rozstawia sprzęt.







Spektakularnej widoczności się nie spodziewałem, więc miłym dla mnie zaskoczeniem był widok Sudetów Wschodnich z Pradziadem.



Inne widoki też były ok...





Samego wschodu słońca jednak nie było bo horyzont w tamtym kierunku zasnuty cienką warstwą chmur. Dopiero gdy słońce wychyliło się zza chmur to świat nabrał kolorów, jesiennych kolorów...











Odniosłem wrażenie, że na Studnicnej jest więcej osób niż na Królowej Sudetów ;-)



Powoli trzeba się zbierać. Podążam ładnie wydeptaną ścieżką. Nie śpieszy mi się.





O ile w nocy ja wyprzedałem ludzi to teraz inni mnie wyprzedzają. Szkoda przejść obojętnie obok takich widoków...









Jeden z tych, z którymi rozmawiałem w nocy wyprzedza mnie i podsuwa pod nos swoją legitymację KRNAPu . Oświadcza "prosiłbym ciebie abyś już wrócił na szlak turystyczny". Trzeba zaznaczyć, że na szczyt ten nie wiedzie szlak i wejście tam jest naruszeniem regulaminu parku narodowego ;-)





Wracam do oczekującego mnie Kuby. Musimy też chwilę jeszcze odczekać przed dalszą drogą bo jak mówił strażnik parku narodowego można jeździć rowerem tą drogą ale dopiero po godzinie dziewiątej ;-P

Nasz dzisiejszy cel to przełęcz karkonoska. Chcemy tam wjechać od strony czeskiej. Zjeżdżamy więc do Vrchlabí. Niżej dużo kolorów jesieni.









Przejazd do Špindlerovego Mlýna to nuda po głównej drodze. Ciekawiej jest dopiero od zapory na Łabie. Została ona wybudowana w latach 1910-1916, a jej wysokość wynosi 41 metrów.







Teraz pozostało nam kilka ładnych kilometrów na przełęcz.







Po czeskiej stronie kilka czterogwiazdkowych hoteli, a po polskiej stronie tylko jeden obiekt - schronisko Odrodzenie. Bardzo klimatyczne zresztą. Wpadamy do Odrodzenia na obiad.









Po obiedzie nie mamy już zbyt wiele czasu na jazdę. Powoli trzeba myśleć o powrocie na Okraj gdzie pozostał samochód. Zjeżdżamy z przełęczy karkonoskiej bardzo stromą i niesamowicie dziurawą drogą asfaltową po polskiej stronie.





Z Borowic odbijamy na Karpacz.





Karpacz stoi w korku. Rowerem nie mamy problemów z przeciśnięciem się ;-)



Następnie przez Kowary zdobywamy podjazd na Okraj w ostatnich promieniach słońca.







Pod względem dystansu nie było jakiejś rewelacji, ale też nie miała to być długa wycieczka, miało być widokowo i właśnie tak było !

Tradycja nakazuje podać linka do albumu ze zdjęciami co też czynię:

https://photos.app.goo.gl/YKiWziAvmYW1uVrp1
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-01-21, 11:05   

Spontan 2017 - czyli wszystko to co nie mieści się gdzie indziej....

W 2017 roku było wiele wypadów, z których ukazały się relacje na blogu. Było też trochę takich, z których nie chciało mi się nic pisać lub nie były one warte by poświęcać im więcej uwagi. Dlatego w tym wpisie zbiorę wszystko razem do kupy i powstanie taki misz masz....

Najczęściej w roku bywam oczywiście na Biskupiej Kopie. Wszystko dlatego, że jest to moja ulubiona górka no i nie bez znaczenia jest fakt, że jest najbliżej ze wszystkich szczytów, więc nawet po pracy mogę sobie tam wyskoczyć ;-)

05.03.2017







17.04.2017





01.06.2017

Wypad na BK na zachód słońca i dalekie obserwacje. Widoczność Karkonoszy po zachodzie słońca to dość standardowy widok ;-)









07.06.2017

Powtórka z rozrywki...











22.08.2017

Również....







28.11/01.11/19.11/26.12. 2017



















05.03.2017.

Gdy w górach zalega jeszcze śnieg to czasami wyskoczę na jakąś przejażdżkę po najbliższej okolicy. A jeszcze gdy aura dopisuje to jest całkiem git ;-)





Jeżdżę wówczas bez konkretnego celu penetrując okolicę. Często przejeżdżam przez sąsiednie miejscowości, ale nigdy jak dotąd nie robiłem tam zdjęć bo przecież po co ;-)

Nowy Las..., Stary Las...





Przejazd przez Kępnicę i Niwnicę do Wyszkowa Śląskiego.









Uderzam na Nysę. Obrzeżami miasta docieram do dzielnicy Rochów. Po wojnie trzydziestoletniej na wskutek głodu wybuchła epidemia nieznanej choroby zakaźnej. W jej wyniku zmarło tak wielu ludzi, że na miejskich cmentarzach brakło miejsca na pochówki dlatego też powstał nowy cmentarz w tym miejscu. Kościół cmentarny pod wezwaniem św. Rocha i św. Sebastiana to wotum dziękczynne mieszkańców po ustaniu epidemii. Niestety obiekt jak i sam cmentarz są zaniedbane i zdewastowane.







Kawałek na wschód od dawnego cmentarza znajduje się byłe uzdrowisko Rochus-Bad. Obecnie klasztor SS. Maryi Niepokalanej. W lesie nieopodal zadbany cmentarz sióstr Elżbietanek.





Później jadę kawałek niedokończoną jeszcze obwodnicą Nysy i wracam do domu...







Wczesną wiosną kilka razy pogoda pozwoliła na krótkie przejażdżki po okolicy. W 90 % jazda po drogach polnych. Poszukuję ciekawych kadrów.

28.03.2017





Takie fajne, fotogeniczne miejsce znalazłem całkiem niedaleko domu. Wysoczyzna Nyska.

09.04.2017









Druga część kwietnia zaskoczyła obfitymi opadami śniegu.

19/20.04.2017













24.04.2017

Jeden z niewielu udanych dni pod względem dalekich obserwacji. Zachód słońca z Zajęczej Kępy niedaleko Prudnika. Odl. 137 km do Śnieżki :-)





27.04.2017

Tak sobie pomyślałem, że wypadałoby choć raz w sezonie wyskoczyć na biegówki. Dosypało śniegu, więc przyczepiam narty na rower i jadę na Pradziada po pracy ;-)







07.05.2017

Trip na Borówkową i do Lądka Zdrój. W drodze powrotnej uderzamy jeszcze o Rychlebskie ścieżki by się trochę wyszaleć :-)















01.07.2017

Elektrownia Dlouhe strane w ramach jazdy indywidualnej na czas.





08.07.2017

Tydzień później czasówka na Serak, a po tygodniu ponownie odwiedzam ten szczyt.











09.09.2017

Šerák jest bez wątpienia jednym z moich ulubionych szczytów. Nie dziwi, więc fakt iż często tam zaglądam. W drugi weekend września jedziemy tam z Kubą. By trochę urozmaicić trasę jedziemy wyłącznie drogami polnymi i leśnymi. Trafiały się i odcinki po pastwisku wśród wypasanego bydła.





W okolicy Zlatego chlumu robimy ciekawy singiel...





Z Jesenika trasą rowerową na Skały Olbrzyma(Obří skály). Spędzamy tam dość dużo czasu.







Ze skał trzeba kawałek wnieść rowery na szczyt po szlaku niebieskim. U góry lenistwo bo cel osiągnięty i pozostanie nam już tylko powrót do domu.





Niekiedy czau starcza tylko by wyskoczyć na najbliższe wzniesienie uwiecznić jakiś zachód słońca....











04.11.2017

Późnojesienny wypad rowerowy. Mimo iż to listopad to na drzewach utrzymują się jeszcze barwy jesieni. Jadę na Przednią Kopę zobaczyć postęp prac przy remoncie dawnego schroniska.





W okolicy Zlateho chlumu kręcę się wśród ciekawych formacji skalnych.







Następnie przez Jesenik w masyw Pradziada. Moim celem są kaskady Studeneho potoku.









11.11.2017

Tydzień później moim celem są Reszowskie wodospady. W górach wówczas spadł pierwszy śnieg.









12/14/18.11.2017

Resztki kolorowej jesieni...













03.12.2017

Pierwszy zimowy wypad na Pradziada. Pogoda bardzo brzydka. Spotykam mimo to aż kilkunastu znajomych !









25.12.2017

W pierwszy dzień świąt jest małe okienko pogodowe. Wykorzystujemy to na pierwszy w sezonie wypad na biegówki :-)







I to by było na tyle w 2017....

Jeszcze tylko album do zdjęć. Jest tego bardzo dużo :-)

https://photos.app.goo.gl/q1JJGFsq4mBCz5lc2
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-02-08, 21:06   

Praděd, Červená hora - 14.01.2018

Ostatnimi czasy bardzo trudno jest trafić na fajną pogodę w weekend czyli wówczas gdy mam wolne i mogę wyskoczyć gdzieś w góry. Tym razem aura miła wyjątkowo dopisać tak twierdzili synoptycy.... . Zaplanowałem sobie pieszy wypad na Šerák jednak Kuba wymyślił, że jedziemy rowerami na wschód słońca na Pradziada....



Na podjeździe bardzo dał się we znaki bagaż. Mozolnie zdobywamy kolejne metry podjazdu. Na Ovčárni wypogadza się i momentalnie bardzo spada temperatura powietrza. Robimy pierwsze zdjęcia.





Niestety wbrew temu co mówiły prognozy nadciągają skądś chmury i przesłaniają najwyższy szczyt Jesioników :-/

Śniegu sporo, ale mrozik fajnie ściął wierzchnią warstwę i jedzie się prawię jak po betonie, nierównym betonie....



Do wschodu mamy jeszcze trochę czasu. Mnie jednak zawsze bardziej interesowało to co dzieje się przed wschodem. Sam spektakl wschodzącego słońca jest dla mnie mniej interesujący. Niestety przez szczyt przewalają się ciągle chmury i w zasadzie niemal do wschodu słońca siedzimy w głównym holu wieży. Czasami wychodzę skontrować warunki...



Wschodu słońca nie uświadczyliśmy. Dobrze chociaż, że jest dron dzięki któremu mam większe możliwości i są nowe ciekawe ujęcia. Okazuje się również iż owe chmury są tylko tu gdzie my stoimy. Wszędzie wkoło jest zupełnie czysto :-(













Nakręciłem też kilka filmików, choć szczerze powiem, że drona sobie sprawiłem dla fotografii z innej perspektywy, a nie dla filmowania ;-)

Po dłuższym czasie gdy słońce jest już wyżej nad horyzontem rozwiewa na moment chmury. To już nie to światło, ale wyskakuję zrobić kilka zdjęć.







Później siedzimy kilka godzin w restauracji. Obsługa się zmieniła i obecnie jest o wiele przyjemniej jak wcześniej. Obmyślamy dalszy plan na ten dzień. Postanawiamy się przemieścić i zrobić jakąś krótką pieszą wycieczkę na zachód słońca.

Szczyt na dobre utonął już w chmurach. Niżej jest jednak słonecznie. Na szczyt ciągną tłumy. Zjeżdżamy do Karlovej Studanki.











Przemieszczamy się na przełęcz Červenohorské sedlo. Parking darmowy i o tej godzinie zaczyna już powoli pustoszeć. Niestety dobra pogoda jest już wspomnieniem. Chata ČHS już po generalnym remoncie i teraz jest tam bardzo sympatycznie. Po obiedzie idziemy na Červená hore. W pogodzie bez zmian...











Od skrzyżowania szlaków "Bilý sloup" odbijamy na szczyt. Ktoś wcześniej tędy szedł, ale im dalej tym jest gorzej ze szlakiem. W zasadzie to bardzo ze szlaku zboczyliśmy. W tym miejscu jest tak dużo śniegu, że oznaczeń szlaku na drzewach nie widać, a z tego co pamiętam to kosodrzewina jest wyższa od człowieka, a nawet nie wystaje spod śniegu ;-)







Po trudach zdobywamy szczyt. Idziemy do "Kamiennego okna" znajdującego się niedaleko od wierzchołka.





Myśląc już, że na zachód słońca nie ma szans nagle jakby zaczynało się przejaśniać ! Kuba leci na wzniesienie dla lepszego widoku.





Co prawda samego zachodu słońca nie było widać bo ciągle znajdowaliśmy się w chmurze, ale i tak byliśmy bardzo zadowoleni z takiego obrotu sprawy :-) Szukając lepszych kadrów przedzieram się wśród kosodrzewiny, która jest tu gdzieś pod śniegiem. Dwa razy wpadłem powyżej pasa, ale osiągnąłem co chciałem.













Po zachodzie słońca napływa więcej chmur. Schodzimy do źródełka Vřesová studánka.





Niżej ponownie się wypogadza i to tak konkretnie, ale nie dysponujemy już czasem i schodzimy szybko na CHS.







Co prawda dzień był taki trochę na zwolnionych obrotach i człowiek nie za bardzo się zmęczył, ale należy go zaliczyć do bardzo udanych !

I na koniec jeszcze albumik ze zdjęciami :-)

https://photos.app.goo.gl/B7XYSAFhByNAmjsH2
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2018-02-09, 13:46   


zamiast orła vel aniołka :-D
A to to jest normalnie szok

_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Robert J 

Wiek: 38
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2018-02-09, 15:22   

Lidka K. napisał/a:

A to to jest normalnie szok

Tak zwane panoramowanie czyli podążanie obiektywem za poruszającym się obiektem przy dłuższym czasie otwarcia migawki :mrgreen:
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-02-10, 22:28   

Ujęcia z drona wgniatają w fotel. Podobnie jak i te nocne. Fajnie się to ogląda. W ogóle fajny pomysł z tym zimowym atakiem rowerowym na Pradziada :-) Tam, z tego co pamiętam, wypożyczali kiedyś Fatbike'i na dole i można było wjeżdżać.
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: