Wrześniowy wypad na ferraty koło Lienz i Hochschober'a

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 232
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Wrześniowy wypad na ferraty koło Lienz i Hochschober'a

Post autor: sosikhehe » 2017-12-20, 09:26

Zaczyna się wrzesień i powoli mnie już zaczyna nosić od codzienności praca/dom. Więc postanawiam skoczyć gdzieś na ferratki, w planach mam długo planowany Dachstein, ale niestety pogoda jest nie ferratowa ponieważ posypało puchem od dolin po same szczyty. A do tego na kamerce obserwuje że chmury ciągle wiszą i nie zapowiada się na zmiany. Na jednej ze stron widzę miniaturkę na której pogoda jest w pytkę, sprawdzam mapę to tylko 150km dalej od Dachstein. Szybka zmiana planów daje późniejsze efekty ale nie można wszystkiego sobie zaplanować, prawda? A gdzie przygoda? :-P Oczywiście zebranie chętnych z wolnym terminem też łatwe nie było więc ostatecznie ruszamy w trzy osoby w stronę Lienz i Alp Gailtalskich.
Faktycznie tu pogoda jest piękna! Akurat jak wyjeżdżaliśmy z Polski to mijał drugi tydzień ciągłych opadów więc byliśmy zachwyceni taką odmianą.

Obrazek

Dojeżdżamy do parku rozrywki Gailtzenklamm tuż za Lienz.

Obrazek

Łapie 2 godzinki dżemki i ruszamy na pierwszą ferratę Dopamin o stopniu E.

Obrazek

Obrazek

Sam początek już jest ostry i daje popalić. Widać że to taka bardziej włoska via ferrata ponieważ nie uświadczyliśmy żadnych metalowych stopni- wszystko po skale.

Obrazek

Pogoda i widoczki wyśmienite

Obrazek

Ja porywam się na 80 metrowy wariant masochisty :mrgreen:

Obrazek

Cóż mogę powiedzieć było to dość konkretne przejście przez trzy małe przewieszenia, bardzo dużo na tarcie, niestety mieliśmy buty trekingowe które troszeczkę utrudniały szybkie parcie do góry. Kończymy ferratę po około godzince, odpoczywamy i mamy ochotę na jeszcze jedną.

Obrazek

Obrazek

Kolejna droga też do prostych i krótkich nie należy.

Obrazek


Obrazek


Obrazek

Jeszcze mamy tą ścianę do zrobienia.

Obrazek

Na samym końcu opadam już z sił, wysyłając niezły telegraf przechodzę końcówkę trudności E, wpinam się na sztywno i sapie ze zmęczenia. Ahh co za ulga łatwym terenem wychodzimy na połogi i wpisujemy się na pamiątkę.

Obrazek

Obrazek

Musimy znaleźć jakiś nocleg, trochę błądzimy w okolicach Lienz ale znajdujemy wypasione pole namiotowe!

Obrazek

Na bogato!

Obrazek

¦miesznie to wyglądało bo każdy miał kampera a tu przyjechali wariaci w połowie września pod namioty :-)

Obrazek

Gotujemy! Imprezka trwa...

Obrazek

I rozmyślamy gdzie jutro przenocować, podjeżdżamy do schroniska Dolomiten hütte, wchodze i pytam po niemiecku czy jest jakiś nocleg. Otrzymuję odpowiedz twierdzącą ale na dobitkę cena- 50 euro za osobę... Paweł pyta: no i co?
-No jest ale drogo
Po czym pani się pyta " a gdzie chcecie iść?" wybuchamy śmiechem i okazuje się że pani ze schroniska pochodzi z Czech :lol:
Jest na tyle uprzejma że dzwoni do schroniska do którego zamierzaliśmy iść dnia następnego i okazuje się że nie ma miejsc. To nie dobrze, zostajemy na polu i planujemy następnego dnia zrobić reszte ferrat w tej dolince.
Lecz gdy rano po śniadaniu zaczynamy się pakować zaczyna padać... i tak lało dobrą godzinę... Nie ma co robić ferrat na tej mokrej skale bo jeszcze ktoś sobie zrobi kuku. To co jedziemy na jakiś szczyt?
I tu właśnie wyskakuje ze swoim pomysłem na który wpadłem jak byłem na Grossglockner'ze. Pomyślałem "ale super trzy wierzchołkowa góra fajnie by było na nią kiedyś wejść" nie wiedziałem że nastąpi to już 3 miesiące później.
Widok na Hochschober na zejściu z Glocka.

Obrazek

Dzwonię do schroniska pod tym szczytem i nikt nie odbiera, dziwne. A to napiszę mail'a z rezerwacją. Dobra jedziemy bo szkoda czasu. Jedziemy do miejscowości Ainet położonej na wysokości 750m n.p.m. i wjeżdżamy na 1687m :shock: Pasażerowie po drodze modlili się ponieważ serpentyny robiły przerażające wrażenie a droga wraz z wysokością robiła się węższa. I tak na początku były solidne barierki jak na autostradach, potem jedna belka a na samej górze od urwiska dzielił nas tylko elektryczny pastuch :mrgreen: asfaltowa droga się kończy i jadę leśną. Czy to na pewno tu? Okazuje się że tak i dojeżdżamy na malutki parking przy rzece dziwne bo jest pusto. Pakujemy się i ruszamy do schroniska oddalonego o 2.5h drogi.

Obrazek

I to zatrzęsienie grzybów hehe


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jestem w bajce :->

Obrazek

Obrazek

Dziwne nikogo nie ma na szlaku, tłumaczymy sobie że przecież to ogromny obszar górski i ciężko na koniec sezonu kogoś spotkać. Taaa...

Obrazek

Dochodzimy i okazuje się że schronisko jest już zamknięte! Ale jak to że tamto pełne a tu już zamknięte? :roll:

Obrazek

I tu zaczyna się dylemat. Bo zakładaliśmy że schronisko będzie otwarte więc nie mamy takiej ilości jedzenia i co najważniejsze palnika do gotowania. Dżokej decyduje się wrócić do auta i przynieść niezbędny ekwipunek. A my z Pawłem czekamy w winterroom'ie 8-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kocham Tatry ale Alpy tu mają przewagę że są ogromne i takie rzeczy tylko tam :-P

Obrazek

Kolacyjka

Obrazek

Rano jest zimno brr ale ktoś musi iść po wodę na kawę.

Obrazek

Piękna inwersja.

Obrazek

Pakujemy się i ruszamy na Hochschobera!

Obrazek

Obrazek

No i gdzieś tam wystaje następny cel na przyszłość.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po wejściu na przełęcz pogoda diametralnie się zmienia, wszystko zaczynają zakrywać chmury a potem już totalne mleko, tutaj udało mi się uwiecznić część Grossglockner'a.

Obrazek

W warunkach zimowych, zmęczeni, spragnieni ale zadowoleni docieramy na Hochschobera 3240m.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy do auta i tak kończy się nasz świetny weekend w austriackich Alpach. Szczęśliwie wracamy do domu, niestety w tym czasie pogłębiłem kontuzje kolana (ale już jest wszystko ok :-) )
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 637
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2017-12-20, 18:28

Ten trzytysięcznik niczego sobie, widoki też przyjemne. Tylko pozazdrościć!

Jak wszystko się ułoży to w przyszłym roku też w końcu klepnę jakąś ferratę :-P
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9926
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2017-12-20, 19:21

Uhuhu!

Ta foteczka, mmmm..

Obrazek
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2124
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2017-12-21, 09:30

Pięknie rozrabiasz. Lienz i okolice są w moim zainteresowaniu ale na wypad rodzinny i połażenia z dzieciakami po "pagórach".
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 232
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2017-12-23, 14:23

_Sokrates_ pisze: Jak wszystko się ułoży to w przyszłym roku też w końcu klepnę jakąś ferratę :-P
Koniecznie, każdy inaczej podchodzi do ferrat mi akurat bardzo się podobają, coś pomiędzy trekkingiem a wspinaniem.

Marco
Pagóry też tam jakieś się znajdą, polecałbym przejść się nad Laserzsee przy Karslbader hütte my akurat nie byliśmy ale na zdjęciach fajnie to wygląda 8-) . W samym Lienz chyba też jest co robić bo widziałem tam jakiś alpine coaster i kolejki dookoła. Dojazd pod samo dolomiten hütte jest płatne w sezonie chyba koło 8 ojro ale od 9-17 także potem szlaban jest otwarty i można wjechać za darmo ;-)
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2018-01-07, 13:17

A ja jaj, mogłem tu nie wchodzić :lol:

ODPOWIEDZ