Poprzedni temat «» Następny temat
Rowerowe wycieczki Roberta J
Autor Wiadomość
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2017-11-09, 08:18   

rambi napisał/a:
Podejrzewam, że chęci to oboje tyle mamy! ;-)

Jak weźmiemy do kupy i zsumujemy to pewnie... tak :-P
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-11-11, 08:17   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 17 - 07.08.2017 - Chorwacja...

Na ten dzień planowałem zaliczyć najwyższy szczyt Gór Biokovo - Sv. Jure. Warunek był jeden... Mianowicie musiałaby być minimum dobra widoczność, a ta niestety jest kiepska. Zdecydowanie lepszą pogodę miałem cztery lata temu gdy zdobywałem ten szczyt po raz pierwszy. Realizuję, więc plan "B" ....



Gdzieś w pamięci zachowały mi się strzępy informacji odnośnie miasta Imotski. Właściwie to chodzi o pewne jeziora, o który gdzieś kiedyś przeczytałem. Samo miasto ulokowane jest na stromym zboczu. Trochę wysiłku wymagało bym się dostał do centrum. Kręcę się po mieście w poszukiwaniu jakiegoś sklepu. W jedynym, który był czynny nie można płacić kartą, a bankomat nie chciał mi wypłacić gotówki :-/





Jadę więc nad atrakcje z których najbardziej słynie okolica. Są to ogromne leje krasowe na dnie których znajdują się jeziora. W obrębie miasta znajduje się Modro Jezero(niebieskie jezioro). Wysokość leja krasowego Modro Jezero wynosi 290m. Ma ono długość ok 800m i szerokość około 500m. Głębokość jeziora dochodzi do 100 metrów. Swoją nazwę jezioro zawdzięcza turkusowemu kolorowi wody.

]

Do jeziora można zejść utwardzoną ścieżką z której podziwiamy piękno tego miejsca. Zejście na dół jest płatne. Zejść na dół niedane mi było bo jeszcze za wczesna pora i nie miał mi kto biletu sprzedać ;-)



Kawałek dalej na północ znajduje się drugi lej, a na dnie kolejne z jezior - Crveno Jezero (Czerwone jezioro) To z kolei swą nazwę zawdzięcza czerwono-brązowemu kolorowi otaczających go skał. Lej tego jeziora to największy lej krasowy w Europie i jeden z największych na świecie! Wysokość ścian leja sięga ok. 240 metrów ponad normalny poziom wody, a średnia głębokość Crveno Jezero wynosi ok 245m. Nie powiem, ale stojąc na krawędzi punktu widokowego widok robi ogromne wrażenie !







Wracam do miasta i wybieram dalszą trasę po krajowej drodze nr. 60. Jadąc tą trasą ciągle mijam średniowieczne nekropolie czyli skupiska charakterystycznych dla tego regionu nagrobków. Pierwsza lokalizacja to Lovreć. Znajduje się tu kilka nagrobków(stećci) w formie płyt i skrzyń.











Po kilku kilometrach kolejne skupisko takich zabytków. Lokalizacja to Cista Velika. Jest to jeden z dwóch tego typu cmentarzy w Chorwacji, które zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Łącznie na tej liście jest 28 takich cmentarzy. Najwięcej bo aż 20 znajduje się na terytorium Bośni i Hercegowiny. Po trzy w Serbii i Czarnogórze.













Jadąc główną drogą przejeżdżam przez Trilj gdzie zjadam obiad w przyrożnej knajpie. Przekraczam rzekę Cetinę. Później przejeżdżam przez Sinj. Jako że jechałem tędy kilka lat temu to w zasadzie robię tylko kilka zdjęć w celach dokumentacyjnych. W Sinj wprowadzam małą modyfikację do trasy. Postanawiam objechać jezioro Perucko od wschodniej strony. Ten sztuczny zbiornik wodny jest trzecim co do wielkości w Chorwacji. W Rumin kąpiel w Cetinie, przejeżdżam odnowionym kamiennym mostem na drugą stronę rzeki.









Przejeżdżam przez kilka niewielkich miejscowości. Niestety nigdzie nie spotykam jakiegokolwiek sklepu. Bardzo potrzebuję już zrobić jakieś zakupy... Droga staje się zupełnie pusta i zamienia się w zwykłą drogę szutrową. Zjeżdżam nad brzeg jeziora gdzie grupka miejscowej młodzieży zażywa kąpieli.













W miejscowości Koljane stoi trochę zaniedbany pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej. Od tej miejscowości ponownie zaczyna się droga asfaltowa. W dalszym ciągu nie spotykam nikogo. Na drodze nie widziałem samochodu od ponad godziny!









Chciałem podjechać do nieodległego źródła Cetiny, ale kompletny brak wody wymusił na mnie bym wrócił na główną trasę do miasteczka Vrilka. Gdzieś tam w dali widoczny już najwyższy szczyt Chorwacji - Dinara.



Vrilka to bardzo senne miasteczko, szczególnie o tej godzinie i przy tak wysokiej temperaturze. Jadąc przez miasto słyszę głosy zza zamkniętych okiennic, więc ludzie pochowali się tylko przed upałem. Podobnie miasto wyglądało kilka lat wcześniej gdy je odwiedziłem ;-) W markecie kupuję to i owo...





W miejscowości Kijevo zatrzymuję się by uwiecznić klasyczny widoczek czyli kościół Michała Archanioła i szczytu Dinara. Krajowa "jedynka" również opustoszała.





Robię "pit-stop" na uzupełnienie płynów ;-) Widoki na masyw Dinara mam rewelacja ! Tylko od północy nadciągają jakieś chmury....





Przede mną zjazd do królewskiego miasta Knin. A te niby chmury okazały się zwykłym dymem! Wszystkie okoliczne góry płoną. Oczy szczypią i ciężko jest oddychać.









Dalsza trasa już nie jest tak przyjemna. Przychodzi mi zmierzyć się z kilkoma podjazdami. A ten najbardziej konkretny jest do miejscowości Begovac. Na drodze wzmaga się ruch. Szczególnie wiele przybywa tirów. Jazda po zmroku staje się niebezpieczna i postanawiam wcześniej zakończyć dzień aniżeli planowałem. Za doliną gdzie swe źródła ma rzeka Zrmanja płoną wzgórza. Całą noc słyszę przelatujące samoloty walczące z żywiołem...




Statystyki dzień 17

Cały album dostępny pod adresem: https://photos.app.goo.gl/ucyrrWAg1Nj4GYDw2

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-11-16, 22:44   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 18 - 08.08.2017 - Chorwacka monotonia...

W nocy czasami się budzę bo nade mną ciągle przelatują samoloty walczące z pożarem, który opanował sąsiednie wzgórza. O świcie pożar ma już znacznie mniejszą skalę.
Jest zdecydowanie zimniej niż wcześniejsze noce. O poranku bardzo wzmaga się wiatr potęgujący odczucie chłodu. Ruszając w trasę ubieram długie gacie bo telepię się z zimna. Jednak szybko się rozgrzewam bo mam przecież pod górę ;-)





Męczę się pod wiatr przez kilka kilometrów. W końcu przychodzi jednak zjazd, jest stromo, szybko i zimno bo niemal całość zjazdu skryte jest jeszcze w cieniu. Na dole w jakiejś bocznej drodze przerwa na śniadanie. Nie wiem jak to się stało, ale nachylając się wypadły mi z plecaka wszystkie klepaki, a było tego dość sporo. Pech chciał, że miało to miejsce w wysokiej, uschniętej trawie. Poniosło mnie i z moich ust poleciała niezła wiązanka.... Jak na złość okazało się, że nie jestem sam(a byłem o tym przekonany na tym zadupiu ! ). Na moje przekleństwa jakiś gościu wychodzi z krzaków i pyta się czy coś się stało bo usłyszał jak rzucam mięsem.... Tuż obok rozłożyła się na noc rodzinka z polski :-D

Jadąc tędy ostatnim razem była ciemna noc. Teraz przynajmniej coś widać za dnia. Krajobrazy też są całkiem ładne. Jednak im dłużej tak jechałem tym droga stawała się coraz bardziej monotonna.







Gdzieś tam w dali majaczy pasmo Velebit.





O ile z rana było trochę za zimno to teraz z biegiem czasu robi się aż zbyt ciepło. Wody ubywa bardzo szybko. Muszę odbić do dużej wsi Udbina by uzupełnić zapasy. Podjazd do miasta jest bardzo męczący. Po zakupach udaję się na punkt widokowy skąd roztacza się widok na Krbavsko polje. Jest to rozległy obszar gdzie miało miejsce starcie zbrojne dnia 9 września 1493 r. pomiędzy wojskami chorwackimi i osmańskimi.



Bitwa zakończyła się zwycięstwem wojsk tureckich. Po stronie Chorwatów padło wielu żołnierzy. Wiadomo, że na Krbavskim Polu padł kwiat rycerstwa chorwackiego. Po klęsce armia chorwacka przestała praktycznie istnieć. W historii Chorwacji bitwa na Krbavskim Polu uznawana jest za ostatnią próbę szlachty chorwackiej wyzwolenia się bez pomocy innych mocarstw spod panowania tureckiego....





Wracam na drogę krajową. Przejeżdżam obok rozległego obszaru wojskowego. Znajduje się tu poligon Ośrodka Szkolenia Specjalnych Sił Lądowych Chorwacji. Przy dwóch bramach wjazdowych stoją czołgi T-55 jako pomniki. Przy branie od strony Udbiny wykonuję kilka zdjęć. Przy głównej bramie od drogi krajowej widnieją tabliczki zabraniające fotografowania, a przy czołgach stoją wartownicy.







Kawałek dalej przerwa na moje ulubione chorwackie piwo ;-)





Bardzo wzmaga się ruch na drodze. Na szczęście jezdnia dość szeroka i można śmigać bez obaw o swoje bezpieczeństwo. Nawet wiatr zmienił swój kierunek i teraz pomaga w dalszej jeździe ;-)





W Korenicy kolejna przerwa.



Teraz przejazd przez jedne z bardziej obleganych turystycznie miejsc w Chorwacji - Park Narodowy Plitvickich Jezior. Nawet się nie zatrzymywałem. Chciałem jak najszybciej minąć to miejsce. Korek na drodze miał wiele kilometrów. Rowerem przecisnąć się nie było większego problemu. Jeziora odwiedziłem podczas tegorocznej majówki. Teraz podchodzę tylko na chwilę na punkt widokowy, z którego i tak niewiele widać ;-)



Kolejne kilometry mijają mi dość szybko bo teren opada ciągle w dół. Gdzieś w przydrożnej knajpie zjadam obiad i podładowuję sprzęt elektroniczny. W Slunj zahaczam o skansen Rastoke gdzie rzeka Slunjčica wpada do Korany tworząc ciekawe kaskady. Wody jednak niewiele.







Jadę w kierunku miasta Karlovac. W ogóle to mam cichą nadzieję, że uda mi się jeszcze dzisiaj dotrzeć do Słowenii. Na kilkanaście kilometrów przed miastem decyduję się odbić na jakieś bardzo podrzędne drogi bo na głównej przybywa bardzo wiele tirów. Główną drogą do Karlovaca dotarłbym w mgnieniu oka, a przejazd trasą którą wybrałem bardzo mi się dłuży. Ciągle mam do pokonania bardzo strome podjazdy, ale nie muszę się ciągle oglądać ;-)





W miejscowości Barilovic ponownie przekraczam rzekę Korana. Na przeciwległym wysokim brzegu widoczne ruiny średniowiecznej fortyfikacji.





W Karlovacu jestem już sporo po zachodzie słońca. Miasto zasłynęło z ciężkich walk między Serbami i Chorwatami podczas Wojny Ojczyźnianej w 1991 r. oraz podczas odbijania Krajiny w 1995 r.Podjeżdżam do centrum. Jest tutaj bardzo dobrze rozwinięta sieć ścieżek rowerowych. Miasto jest już takie bardziej przypominające te nasze ;-)









Odbijam w kierunku granicy. Za daleko jednak nie ujechałem bo uznałem, że mi się dzisiaj już nie chce :-D

Wynajduję miejscówkę w okolicy miejscowości Ozalj. Mogę rozwiesić hamak, szybko kładę się spać.


Statystyki dzień 18

Album ze zdjęciami pod adresem: https://photos.app.goo.gl/ggqbhlP6Tj6uJsU53

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2017-11-17, 09:40   

Robert J napisał/a:
Za daleko jednak nie ujechałem bo uznałem, że mi się dzisiaj już nie chce :-D


I to jest najzdrowsze podejście do tematu... ;-)
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-11-17, 15:17   

Marco napisał/a:
Robert J napisał/a:
Za daleko jednak nie ujechałem bo uznałem, że mi się dzisiaj już nie chce :-D


I to jest najzdrowsze podejście do tematu... ;-)

Mogłem sobie pozwolić bo limit kilometrów na ten dzień został osiągnięty czyli bariera 200 km pokonana ;-)
 
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2017-11-17, 17:43   

Cytat:
wypadły mi z plecaka wszystkie klepaki

aż zaczęłam szukać tych klepaków, i znalazłam, jutro będzie obiad :mrgreen:
https://kulinarnapasja.blogspot.com/2015/02/klepaki-czyli-kluski-owsiane-z.html
dopiero potem doszłam do wniosku, że o coś innego szło :-D
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2017-11-20, 08:53   

Lidka K. napisał/a:
dopiero potem doszłam do wniosku, że o coś innego szło :-D


No popatrz jakie te regiony w Polsce odległe od siebie... ja się nawet nie zatrzymałem nad tym określeniem... takie to oczywiste było :mrgreen:
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-11-22, 22:27   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 19 - 09.08.2017 - Słowenia....

Nocleg w najbliższym sąsiedztwie rzeki chyba nie był najlepszym pomysłem. Z rana w całej okolicy zalega gęsta mgła i jest przenikliwie zimno ! Wystarczyło tylko bym ruszył w drogę i wjechał na niewiwlkie wzniesienie i jest już zupełnie inaczej. W Ozalj przyjemnie przyświeca słoneczko.

Ozalj to niewielkie miasto niedaleko granicy ze Słowenią. Główną tutejszą atrakcją jest imponujący zamek. Historia tego obiektu sięga XIII wieku gdy powstała w tym miejscu pierwsza twierdza. W kolejnych wiekach obiekt ten należał do chorwackich rodzin szlacheckich Babonićów, Frankopanów i Zrinskich. Podczas ostatniej większej przebudowy w XVIII wieku nadano mu styl barokowy. Małą ciekawostką jest, że w przeszłości miasto to pełnio rolę nieoficjalnej stolicy Chorwacji.





Podążam wzdłuż rzeki Kupa. Przez pewien odcinek rzeka ta jest granicą pomiędzy Chorwacją, a Słowenią. W miejscowości Jurovski Brod przekraczam granicę. Na słoweńskiej ziemi pierwsze miasto to Metlika. Z daleka widoczna jest stara część miasta gdzie dominuje barokowy kościół św. Mikołaja oraz zamek. Zamek obecny wygląd uzyskał po pożarze w 1790 roku.



Podjeżdżam do niewielkiego centrum. W mieście panuje senna atmosfera. Na drogach zupełne pustki tylko w okolicy samego zamku, w którym znajduje się muzeum malarstwa słoweńskich artystów kręci się kilka osób.







Na wylocie w kierunku Nowego Mesta robię pauzę na browarka oraz na podładowanie telefonu. Co prawda to kawiarnia i piwa nie sprzedają, ale właściciel wyciągnął mi jakieś prywatne z lodówki ;-)



Teraz uderzam do wcześniej wspomnianego Nowego Mesta. Mam parę ładnych kilometrów podjazdu. W pewnym momencie na drodze stoi znak zakaz ruchu. Droga zamknięta ze względu na jej remont. Jest wyznaczony objazd, ale z mapy wynika że to prawie dwadzieścia kilometrów po górach ! O co toto nie ! Rowerem przecież jakoś się przecisnę...





... no i przecisnąłem się bez większego problemu. Co prawda opony miałem oblepione świeżutkim asfaltem bo jednocześnie wylewali obydwa pasy jezdni, ale przecież zaoszczędziłem męczarni po górach. Teraz tylko zjazd do widocznego w dole Nowego Mesta.



Miasto ładnie ulokowane w zakolu rzeki Krka. Zostało założone na ważnym szlaku handlowym między Krainą, a Zagrzebiem. Spowodowało to jego szybki rozwój. Miasto otoczono wysokimi murami i dzięki temu skutecznie opierało się najazdom wojsk tureckich. Na przełomie XVII i XVIII wieku miasto straciło na znaczeniu po tym jak zostało zdziesiątkowane przez epidemie i odsunięte od szlaków handlowych. Ponowny rozwój miasto przechodzi dopiero w wieku XIX w dobie słoweńskiego odrodzenia narodowego.



Starówka bardzo urokliwa. Zachowało się tu wiele ciekawych i zabytkowych budowli, z których najważniejsze to m in. eklektyczny Ratusz, czy XV wieczna kolegiata św. Mikołaja.











Tereny przez, które następnie jadę są równinne. Podążam wzdłuż rzeki Krka tak by mieć w miarę równinny teren w czasie największego upału. W najmniejszym Słoweńskim mieście - Kostanjevicy odbijam na północ. Jakby tak wytyczył na mapie moją dzisiejszą trasę to wyglądałaby na taką trochę bezsensowną. Zrobiłem spory łuk. Równie dobrze mógłbym tu dotrzeć jadąc "na skróty" jeszcze wczorajszego wieczoru ;-)





Nad rzeką Sawa leży miasto Krško. Podjeżdżam do jego najstarszej część ulokowanej na zachodnim brzegu. W niewielkim parku stoi mauzoleum Hočevarjeva. Wykonany z białego kamienia obiekt jest ponoć najbardziej dojrzałym w stylu pseudogotyckim na Słowenii.

Obok budynek biblioteki miejskiej.





Na głównym placu w mieście stoi kościół pod wezwaniem Jana Ewangelisty.





We wschodniej części rynku stoi kamienica z 1607 roku. Przez kilka ostatnich lat swego życia mieszkał tu znany słoweński polihistor Janez Vajkard Valvasor. Obecnie znajduje się tutaj muzeum, a przed budynkiem stoi pomnik uczonego.



Przejeżdżam na chwilę na drugi brzeg Sawy dla lepszego widoku na miasto.



Kilka kilometrów w górę rzeki znajduje się jeden z najstarszych zamków w Słowenii - Rajhenburg w Brestanicy. Obiekt konkretnie odrestaurowany w 2012 roku.





W tym miejscu rzeka Brestanica wpada do Sawy. Tu też odbijam na północ w głąb kraju. Po drugiej stronie dopływu Sawy stoi barokowy kościół Piotra i Pawła.



Droga wije się przez wiele wzniesień. Ciągle jest jakiś podjazd po którym mam szybki zjazd. Trasa w upale staje się bardzo męcząca.







Zaczynam kombinować z trasą. Szukam jakiejś drogi, która nie będzie wiodła przez góry. Niestety nie ma takiej alternatywy i będę musiał się dalej męczyć ;-)
W miejscowości Podsreda jest fajna droga krzyżowa na stromym zboczu.





Po kilku kilometrach docieram do Kozje. Robię ostatnie dziś zakupy i odbijam na jakąś podrzędną drogę ostro pnącą się pod górę. Po tym skrócie docieram w końcu do drogi, jadąc którą będę mógł nabić trochę szybciej kilometrów bo tych jest wyjątkowo mało dziś przejechanych. Właściwie to przez cały czas jest piękna ścieżka rowerowa :-)







Tak fajnie mi się pomyka po tej ścieżce, że przeoczyłem zjazd na Slovenskom Bistrice. Zanim się zorientowałem zrobiłem dobre dziesięć kilometrów w kierunku Lublany :-D



http://3.bp.blogspot.com/...50/DSC_5989.JPG

Po naprawieniu tego błędu i powrocie na właściwy kierunek jest już trochę późno. Ciężko będzie dzisiaj dokulać się do Slovenskiej Bistricy. Na koniec dnia przychodzi mi jeszcze zaliczyć konkretny podjazd na przełęcz. W dali widoczny szczyt Boč.





Na podjeździe tym zmienia się pogoda. Bardzo szybko od zachodu nadciąga burza. Na zjeździe spadają pierwsze krople deszczu. W Poljčane przeczekuję największy deszcz na stacji paliw. Gdy pogoda pozwala na kontynuowanie jazdy jadę tylko kilka kilometrów poza miasto bo dalej już mi się nie chce. Zresztą najlepiej rozłożyć się z biwakiem zanim całkowicie się ściemni. W dali słychać odgłosy kolejnej burzy....


Statystyki dzień 19

Cała galeria dostępna pod adresem: https://photos.app.goo.gl/T7vY0DCor00GRlR73

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-12-01, 15:09   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 20 - 10.08.2017 - Słowenia/Austria

Burze kręcą się w okolicy przez całą noc. Nawet o świcie kolejna nawałnica nie pozwala mi wyruszyć w drogę. W przypadku burzy mam jednak pewność, że deszcz jest raczej przelotny. I w rzeczy samej.., po krótkim, ale bardzo intensywnym deszczu wychodzi zza chmur słońce :-) Ruszam w drogę by po kilku kilometrach dotrzeć do Slovenskiej Bistricy. To miasto jest najczęściej odwiedzanym przeze mnie miastem na Słowenii ;-)

Mimo, że przez centrum wiedzie główna droga to i tak starówka ma swój urok :-)





Uderzam w kierunku drugiego pod względem wielkości miasta na Słowenii - Maribor. Trasę znam całkiem dobrze ponieważ jechałem tamtędy już dwukrotnie. Trzeba mi pokonać kilka wrednie stromych podjazdów. W międzyczasie dwukrotnie łapie mnie deszcz.
Nie wiem co mnie napadło, ale tym razem uderzam do centrum tego dużego miasta. Trochę się obawiałem, że jak zwykle stracę sporo czasu, ale o dziwo wcale tak nie było. W mieście bardzo niewielki ruch na drogach.





Podjeżdżam na Plac Zamkowy gdzie stoi oczywiście zamek (Mariborski grad) został wybudowany w XV wieku i rozbudowywany przez kilka kolejnych wieków.



Od wschodniej strony zamku jest Plac Wolności gdzie od 1975 roku stoi pomnik, który upamiętnia zabitych przez nazistów podczas okupacji regionu. W Mariborze nazywa się go potocznie "Kojakiem", przypomina bowiem łysą głowę Telly'ego Savalasa :-D



Najważniejszą świątynią w mieście jest katedra św. Jana Chrzciciela. Jest też monumentalna neogotycka Bazylika św. Marii Matki Litościwej.





Na drodze wylotowej z Mariboru zatrzymuję się w na dłuższą chwilę w kawiarni celem uzupełnienia zapasów energii ;-)

Teraz czeka mnie 20 kilometrów trasą rowerową D-1 do granicy z Austrią.







Tuż przed południem docieram do granicy. Witają mnie zasieki przeciwko uchodźcą. Na przejściu kontrola jak za dawnych czasów....



Tuż za granicą w Stras id der Steiermark stoi kilka dział i czołgów. Jako, że zdjęć tam niewolno robić to mi się kilka cyknęło ;-P







Śpieszę do Graz bo chcę zwiedzić to miasto. Pech chciał, że kilka kilometrów przed łapie mnie burza. Siedzę pół godziny na przystanku autobusowym. W mieście przechodzi kolejna nawałnica. Tracę sporo czasu i przechodzi mi ochota na zwiedzanie :-/



W roku 1999 grodzieckie Stare Miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.Stare miasto jest bardzo rozległe i można zabłądzić w plątaninie uliczek. Z racji braku czasu postanawiam tylko przejechać przez stare miasto i przy okazji zrobić kilka zdjęć....







Późnogotycka katedra świętego Idziego z lat 1438–1462, przy katedrze barokowe mauzoleum Ferdynanda II.





W parku miejskim obowiązkowa przerwa na piwo. Jest straszy zaduch i tylko kwestią czasu jest jak nadciągnie kolejna burza. Siadam na ławce przy posągu Styrii. Na przeciw posąg Austrii..







Próbując wyjechać z miasta zaglądam to tu tam...





Droga w kierunku Gleisdorf to istna katorga. Ciągłe podjazdy i zjazdy, widoków bardzo mało a jak już trafi się jakiś odkryty teren to przejrzystość powietrza jest na tyle kiepska, że widać na kilka kilometrów.



Burza wisi w powietrzu. Gdzieś w oddali grzmi, echo niesie się z bardzo daleka. W Gleisdorf jest już całkiem pochmurno. Miasto ładne. Zaglądam do centrum. Robię też ostatnie zakupy tego dnia bo nie wiem czy jeszcze dzisiaj trafię na jakiś czynny market.











I znowu męczarnia z tymi podjazdami. Nawet zdjęć już nie chce mi się robić...







Mijam Hartberg. Od południa nadciąga ogromna nawałnica. Staram się jak najbardziej oddalić szukając jednocześnie odpowiednio wcześnie miejscówki na spędzenie nocy. Niestety wszędzie w koło same lasy, a burza tuż tuż...



Spadają pierwsze krople deszczu. Na jakimś przydrożnym parkingu zjeżdżam głębiej w las i szybko staram się rozwiesić płachtę biwakową. Nie zdążyłem..., zrywa się bardzo silny wiatr i zaczyna padać kilkucentymetrowej średnicy grad ! Przykrywam tylko płachtą siebie i bagaże. Po kilkunastu minutach pierwszego uderzenia nawałnicy uspokaja się na tyle, że mogę rozwiesić hamak i płachtę. Burza trwa całą noc i idzie w kierunku Czech i Polski. Szczególnie w Polsce następnego dnia wyrządziła sporo szkód kładąc tysiące drzew na północy kraju...






Statystyki dzień 20

Więcej zdjęć pod adresem: https://photos.app.goo.gl/0dlyLRpHDPsXf5Ef1
cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-12-05, 15:47   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 21 - 11.08.2017 - Austria...

Całą noc błyskawice rozświetlają nieboskłon, a od grzmotów powietrze aż drga. Mimo to noc całkiem spokojnie przesypiam albo raczej to już zmęczenie całym tym wypadem daje o sobie znać. Myślałem, że po burzy z rana nie będzie śladu.... Myliłem się. Strumienie wody leją z nieba niemal do dziewiątej. Gdy tylko ustaje deszcz szybko zwijam biwak i ruszam w drogę. Jednak pogoda nie daje za wygraną. Zaledwie po kilku kilometrach dopada mnie kolejne oberwanie chmury. Chowam się pod mostem gdzie wiedzie ścieżka rowerowa. Pod mostem widać jak wysoka woda była w nocy. Poziom wody podniósł się o dobre trzy metry nanosząc duże ilości błota...







Pod tym nieszczęsnym mostem siedzę chyba z godzinę...Szlag mnie powoli trafia. Jadę dalej w siąpiącym deszczu. Pod górę nie przysparza deszcz większego problemu, ale już z góry gdy leci woda z przedniego koła na twarz - tak. Nienawidzę deszczu gdy jadę rowerem :-/

Jadę główną drogą. Opady skutecznie ostudziły mój zapał do zwiedzania. Myślę tylko o jednym... by jechać przed siebie.



W Monichkirchen zaliczam najwyższy punkt na trasie dzisiejszego dnia. Coś koło 950 m n.p.m. Sama miejscowość jest jeszcze w chmurach, ale od północy przebija się słońce. Rozpoczynam szybki, ale krótki zjazd.



Wychodzi słońce i jezdnia bardzo szybko wysycha. Po zjeździe z przełęczy w Aspang-Markt robię pierwsze dzisiaj zakupy. Później trochę kręcę się po tym niewielkim miasteczku.







Ten dzień to w ogóle będzie stał pod znakiem deszczu. Gdy opuszczam Aspang-Makt znowu pada deszcz....
Jadąc na północ mijam znane mi już miejsca z wcześniejszych wypadów np. Türkensturz - romantyczne ruiny postawione z inicjatywy Jana I Lichtensteina w 1824 r., a kawałek dalej zamek Seebenstein. Najstarsza część twierdzy pochodzi z XIV wieku. Był własnością m.in. Liechtensteinów, Seebeckerów.









Docieram do Wiener Neustadt. Miasto założone w 1192 roku przez Babenbergów jako twierdza przeciw Węgrom. W 1350 roku uzyskało prawa miejskie. Bogata, 800-letnia historia, zabytki, wiele ciekawych miejsc łączy się tu z nowoczesnością.

















Na dziś miałem dość ambitny plan by dotrzeć do Czech. Pogoda zweryfikowała moje zamiary. Dobrze, że już nie pada w każdym bądź razie nie tam gdzie aktualnie się znajduję. Jadę w kierunku Dunaju, ale rzekę chcę przekroczyć z dala od Wiednia by nie tracić czasu na przedzieranie się przez tak dużą aglomerację. Dunaj przekraczam w Schwechat. Trochę miałem kłopotów nawigacyjnych i pobłądziłem na wyspie pomiędzy właściwym korytem rzeki, a nowym kanałem, ale w końcu udaje mi się wrócić na właściwą trasę. Gdzieś w dali widoczne najwyższe budowle Wiednia na tle charakterystycznych wzniesień Kahlenberg i Leopoldsberg ;-)











Po drugiej stronie Dunaju ta "właściwa" droga okazuje się być niewłaściwą ;-) Kieruję się trasami rowerowymi na Gänserndorf. Okazało się, że zamiast 20 km zrobiłem 40 kilometrów bo trasa rowerowa odwiedza wszystkie okoliczne miejscowości zanim dotrze do miasta, no ale spoko, trochę pozwiedzałem przecież okolicy :-D

Oczywiście złapał mnie w między czasie kolejny niewielki deszcz. O zachodzie i tuż po mam ładne widoki. Widać nawet pierwszy alpejski dwutysięcznik - Schneeberg.









Przez to całe błądzenie trasami rowerowymi do Gänserndorf docieram grubo po zachodzie słońca. Zmieniam taktykę i dalej będę jechać główną trasą, ale najpierw przerwa pod nieczynnym już marketem. Wyczaiłem, że przy sklepach pewnej sieci marketów są gniazdka gdzie mogę podpiąć np. ładowarkę i podładować telefon ;-)

O północy przejeżdżam przez Zistersdorf znajdujący się na "Morawskim Polu", jest to teren gdzie znajdują się największe w Austrii złoża ropy naftowej i gazu ziemnego(obecnie już na wyczerpaniu).




Statystyki dzień 21

Za miejscowością decyduję się rozbić ostatni biwak podczas tej wyprawy. W koło znajduje się wiele szybów naftowych, pompy niektórych strasznie skrzypią co długo nie daje mi zasnąć....

Cała galeria: https://photos.app.goo.gl/PuVtANZrIMSmOEp23

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-12-07, 15:17   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 22 - 12.08.2017 - Czeski standard, czyli byle do domu....

Świadomość, że dziś trzeba dotrzeć do domu powoduje iż budzę się w środku nocy. Jest ciemno, a ja nie mogąc usnąć przewracam się z jednego boku na drugi. Gdy już udaje się usnąć to zaspałem, a właściwie to miałem problem ze zwleczeniem się o świcie... Zbieram się dopiero po siódmej ;-)

Do granicy z Czechami mam trochę ponad 30 kilometrów po pagórkowatym terenie. Przejeżdżam przez niewielkie miejscowości gdzie raczej nie za bardzo znajdę sklep. Przydałoby się wydać tych resztę euro jakie zalegają w kieszeni. Jakież było moje zdziwienie gdy w miejscowości Ginzersdorf trafiam na zwykły wiejski sklepik co w Austrii jest nie do pomyślenia ! Co prawda w sklepie tym są dokładnie te same artykuły, które znajdziemy w dużych marketach sieciowych ale przecież nie będę narzekać, nawet z powodu bardzo zawyżonych cen..., najważniejsze, że udało mi się kupić pożądane płyny ;-)





Od początku dzisiejszego dnia jadę wyznaczoną trasą rowerową Wiedeń-Breclav. Podążając szutrowymi drogami mijam wiele szybów naftowych. Niektóre z nich są unieruchomione i służą jako obiekty muzealne.







W dali widać Mikulov i wzniesienia Palavy.



O dziesiątej przekraczam granicę. Odwiedzam Breclav bo tutaj mnie jeszcze nie widzieli ;-)



W Posztornie kościół Nawiedzenia NMP, dokończony 1898 roku z cegły i glazurowanej ceramiki.



W Brzecławiu jest też zamek, pierwotnie renesansowy z XVI wieku, w XIX wieku przebudowany w "romantyczną ruinę".







Jadę w kierunku Hodonina główną drogą. W ogóle to mam zamiar poruszać się tylko i wyłącznie głównymi drogami. Szkoda tylko, że na płaskim terenie silny wiatr nie pozwala rozkręcić się bardziej jak 20 km/h :-/

Omijam Hodonin obwodnicą. Te tereny mam zamiar dokładniej poznać w przyszłym roku. Teraz zahaczam jedynie o bardzo fajne miasteczko Strážnice. Tyle razy tędy przejeżdżałem i nigdy się nie zatrzymałem. Zawsze byłem tu w nocy....W przeszłości wjazdu do miasta strzegły XVI wieczne fortyfikacje. Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie dwie bramy z dwoma masywnymi basztami bez dachu - Skalická i Veselska.







W drodze na rynek mijam kaplicę św. Rocha i kościół Wniebowzięcia NMP.





Na "zapleczu" rynku stoi barokowy kościół św. Marcina, a tuż obok wolnostojąca dzwonnica - "Biała wieża".





Przez rynek przebiega droga krajowa. Po zachodniej stronie stoi niewielki ratusz, a po przeciwnej stronie ustawiono pomnik Jana Amosa Komeńskiego, czeskiego pedagoga i filozofa.







Napieram w kierunku Uherskiego Hradiste. Większość trasy wiedzie po rowerówkach. Głowną drogą rowerem niewolno...





Po raz kolejny w Uherskim Hradiste robię ten sam błąd. Zamiast jechać prosto przez miasto to kieruję się za znakami na obwodnicę. Nabijam niepotrzebnie dodatkowych kilometrów :-P



Trochę zadupiami, trochę główną drogą docieram do miasta Přerov.







Przejeżdżam przez coraz bardziej znane mi okolice dlatego postoje ograniczam już do minimum. Jest coraz później. Docieram do Ołomuńca. Przejazd przez miasto bardzo ekspresowy.





Za Ołomuńcem widoczne jest już pasmo Jesioników przez które przyjdzie mi się na koniec dnia przedrzeć. Na razie delektuję się regionalnymi widokami i smakami ;-)







Zachód słońca zastaje mnie w okolicy Šternberka.



Gdy kończy się 22 dzień wyprawy aparat ostatecznie ląduje w sakwach. Do domu jeszcze długa droga. W nocy jest wyjątkowo zimno. Nawet znajome podjazdy nie za bardzo dają możliwość rozgrzania się albo to ja już za bardzo przestałem się starać. Tym razem jakoś niespecjalnie śpieszy mi się do domu, przecież teraz będzie wolny weekend ;-)

Z kilkoma knajpianymi postojami docieram do domu już w sobotę :-P


Statystyki dzień 22

Cała galeria: https://photos.app.goo.gl/UWsFUy2UVHkkHMRj2

Podsumowanie...

Wypad ten był pod wieloma względami rekordowy. Ilość dni spędzonych na rowerze, ilość pokonanych kilometrów, suma podjazdów czy też liczba odwiedzonych państw na jednej wyprawie.
Wróciłem bogatszy o kilka nowych doświadczeń, dzięki którym będzie mi w przyszłości łatwiej ogarniać kolejne podobne eskapady :-)

Po powrocie opróżniając wszystkie kieszenie nazbierało się trochę klepaków :-P



A teraz suche liczby:

Liczba dni: 22
Dystans całkowity: 4515,58 km
Średnia: 18,61 km/h
Maksymalna: 79,97 km/h
Suma podjazdów: 38050 metrów
Wys. Maksymalna: 2051 m n.p.m.
Średni dystans dzienny: 205,25 km
Liczba odwiedzonych państw: 14
Wykonałem: 2900 zdjęć

Suma wypitych płynów 221,5 litra w tym 129 piw....





Za pewnie niejedna osoba spyta się gdzie następnym razem ? Odpowiem od razu, że nie wiem. Kilka pomysłów mam. Chciałbym odwiedzić tak wiele miejsc, że naprawdę jest mi się ciężko zdecydować. Może pojadę następnym razem na zachód, a może ponownie wybiorę kierunek bałkański.... Nic nie planuję. Poczekam i zobaczę co przyniesie czas....
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2017-12-11, 12:44   

No i dobrnęliśmy do końca. Statystyka porażająca dla takiego zwykłego zjadacza chleba (w odniesieniu do jazd na rowerze). Szacun i wielkie gratulacje.
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-12-12, 21:03   

Marco napisał/a:
No i dobrnęliśmy do końca. Statystyka porażająca dla takiego zwykłego zjadacza chleba (w odniesieniu do jazd na rowerze). Szacun i wielkie gratulacje.

Dzięki. No ale ja jestem właśnie zwykłym zjadaczem chleba :-P
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-12-12, 21:04   

15.08.2017 - Leniwe Góry Sowie

Po powrocie z Grecji nie miałem zbyt dużo czasu by odpocząć. Trzy dni przerwy od wyrypy i wracam na rower. Jest ku temu okazja bo mamy dzień wolny no i Kuba wymyślił by uderzyć gdzieś dalej jak normalnie ;-)

Mamy pomysł na Góry Sowie. Realizujemy więc nasz plan. Wszystko ma być bez spiny. Tym bardziej, że Kuba sprawił sobie lustrzankę, więc nie będzie narzekania na zamulanie :-D

Parkujemy w centrum Srebrnej Góry. To właśnie stąd postanowiliśmy rozpocząć tłuczenie się po okolicznych szlakach rowerowych i nie tylko. Jako że ma to być leniwy wypad to już w Srebrnej Górze robimy pauzę na bro ;-)







Po półgodzinnej sesji foto wsiadamy w końcu na rowery i jedziemy do Żdanowa. Cel to oczywiście tamtejszy zabytkowy wiadukt kolejowy.

W Żdanowie nie byłem już ładnych parę lat i od tamtego czasu sporo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim wyremontowany został 24 metrowej wysokości wiadukt.





Schodzimy na dół, a tam szkółka wspinaczki na ściance....











Jedziemy nasypem dawnej kolei sowiogórskiej w kierunku Srebrnej Góry. Drugi z wiaduktów jest w stanie agonalnym.





Bardzo podmokłym wąwozem wydostajemy się do głównej drogi. Wjeżdżamy na twierdzę srebrnogórską. Tam tylko kilka zdjęć i uderzamy trasą rowerową na północ. Mamy częste przerwy na zdjęcia....







Zahaczamy też kawałek rowerowych tras singlowych w okolicy.





Szczyt Kalenicy dziś bardzo oblegany. Dość długo siedzimy na wieży. Co prawda widoczność z nóg nie zwala, ale i tak jest całkiem fajnie :-)









Pragnienie zaczyna nam doskwierać i dlatego też naszym najbliższym celem jest schronisko "Zygmuntówka". Kamienisty zjazd ze Słonecznej, a później po stoku narciarskim z Rymarza do schroniska dostarczyło nam sporo wrażeń ;-)





Mieliśmy wypić po piwku i uderzyć jeszcze na Wielką Sowę, ale rozleniwiliśmy się bardzo. Później było jeszcze drugie i trzecie piwo....





Półtora godziny nam zleciało... Najwyższego szczytu pasma już dziś nie zdobędziemy, więc pozostaje nam powrót do Srebrnej Góry. Zjeżdżamy z przełęczy Jugowskiej szlakiem zielonym do Kamionek i dalej już wyłącznie asfaltem. Z Pieszyc do Bielawy jest bardzo fajna ścieżka rowerowa. Wiele się tu pozmieniało od mojej ostatniej bytności.





W mieście naszym celem jest późny obiad. Kręcimy się po centrum w poszukiwaniu jakiegoś lokalu. Knajpę udaje się znaleźć przy galerii handlowej. Lokal bardzo oblegany i musimy swoje odczekać w oczekiwaniu aż zwolni się jakiś stolik. Nie powiem pizza była całkiem przyzwoita :-)







Po uzupełnieniu kalorii lecimy przez niewielkie miejscowości. W Rudnicy zatrzymujemy się przy pozostałościach pałacu. Początki tego obiektu sięgają połowy XVI wieku.





W ostatnich promieniach słońca docieramy do celu. Dystans tym razem może i nie wielki, ale nie o to chodziło podczas tego wypadu. Najważniejsze, że spędziliśmy czas w najbardziej przez nas ulubiony sposób czyli na rowerze !





Jakby co to więcej zdjęć możecie obejrzeć pod adresem: https://photos.app.goo.gl/J4YrifOPl9heS4bl1
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-12, 21:35   

Robert J napisał/a:
Dzięki. No ale ja jestem właśnie zwykłym zjadaczem chleb

Ty jesteś może i zwykły zjadacz chleba ino mieszkasz parę pięter wyżej ;-)

A zdjęcia z Czech potwierdzają ile tam jest pięknych miejsc do zobaczenia. W miejscowości Breclav jeszcze nie byłem turystycznie więc mnie zainspirowałeś :)
Mega wyjazd! Mega statystyki! I kupa bardzo fajnych zdjęć :-)

BTW: ja wiem, że dżentlemeni o pieniądzach nie rozmawiają ale ponieważ ja nim nie jestem to się zapytam ;-) Podsumowałeś może ile pieniędzy Ciebie ten wyjazd wyniosł? Tak mniej więcej :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: