Poprzedni temat «» Następny temat
Rowerowe wycieczki Roberta J
Autor Wiadomość
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2017-09-28, 07:12   

no tymi psami nieźle zakończyłeś post...
A Bułgaria leży na półce i się kurzy, chyba przeniesie się w kolejce o kilka miejsc do przodu ;-)
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-01, 19:25   

Lidka K. napisał/a:
no tymi psami nieźle zakończyłeś post...
A Bułgaria leży na półce i się kurzy, chyba przeniesie się w kolejce o kilka miejsc do przodu ;-)

Bułgaria jak dla mnie to najciekawszy kraj, przez który przejeżdżałem w tym roku. Inne kraje również są fajne, ale właśnie Bułgaria jest na czele :-)
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-02, 19:08   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 11 - 01.08.2017 - Cel osiągnięty! Saloniki !

Za mną bardzo ciepła noc. Pora najwyższa pomyśleć o jakiejś moskitierze bo aż do samego rana spać nie dawały komary, które miały niezłą pożywkę ;-) Pewnie gdybym miał dostęp do lustra i popatrzył w nie z rana to zobaczyłbym twarz całą w czerwonych bąblach ;-)
Bardzo szybko zbieram się do drogi wiedząc, że czeka mnie na początek podjazd. Lepiej pokonać go póki jest jeszcze znośna temperatura. O ile +30 o szóstej rano można nazwać znośną temperaturą ;-) A dzień zapowiada się wyjątkowo upalnie. Łykam powoli kolejne metry wysokości. Cholera, musieli tą drogę poprowadzić po wszystkich najwyższych okolicznych wzniesieniach ? Wychodzi na to że tak !





Mijam miejscowość Evaggelistria. Nie udaje mi się znaleźć żadnego sklepu, a bardzo potrzebuję wody... Za Lechnas znajduje się muzeum II wojny bałkańskiej(29.06 – 10.08.1913). Był to konflikt zbrojny pomiędzy Bułgarią, a Serbią i jej sojusznikami(Grecją, Czarnogórą, Rumunią). Na wzniesieniu przy muzeum ustawiony pomnik przypominający tamte wydarzenia, a po obu stronach schodów wiodących do pomnika ustawiono popiersia greckich bohaterów wojen bałkańskich.







Słupek rtęci sięga już czterdziestu kresek. Doskwiera mi brak wody, aż tu nagle miłe zdarzenie. Przepycham korbami pod kolejne wzniesienie, mija mnie terenówka i jakieś sto metrów dalej zatrzymuje się na środku drogi. Podjeżdżam i wówczas przez okno wysuwa się dłoń z butelką wody ! Woda cholernie zimna, takiej właśnie potrzebowałem ! 1,5 litra wypijam naraz. Dobroczyńcami okazali się dwaj starsi panowie :-)

Upał sprawia, że po trzech godzinach jazdy mam przejechane tylko 30 km. Do Salonik pozostaje drugie tyle... Jedyny plus taki, że przez kolejnych kilkanaście kilometrów będę mieć z góry. Łykam je w mgnieniu oka.







W Lete znajduję duży market. Robię spore zakupy, wydaję najwięcej pieniędzy na jedne zakupy podczas całego wypadu. Uzupełniam płyny.





By dotrzeć do Salonik muszę pokonać kolejne wzniesienie. Główną drogą rowerem nie wolno i jestem zmuszony szukać alternatywy. Nie jest to łatwe. Na błądzeniu tracę niepotrzebnie godzinę czasu :-/ Jadę przez miejscowość Lagyna, oj ten podjazd dał nieźle popalić !



Po prawie ośmiu godzinach dzisiejszej jazdy w końcu docieram do Salonik celu tej wyprawy ! Czego się spodziewałem i jakie były plany na zwiedzanie, a no niczego się nie spodziewałem i nic nie planowałem. Chciałem tylko dotrzeć do tego miasta bo to był mój główny cel wypadu. Na zwiedzanie Salonik trzeba by poświęcić minimum dwa dni tyle tam miejsc wartych odwiedzenia.
A samo miasto jest drugim po Atenach największym miastem w Grecji. Znajdziemy tu zabytki rzymskie i bizantyjskie jak również osmańskie. Saloniki, a dokładniej 15 budowli znajdujących się w mieście, zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Przyznam szczerze iż nie przepadam za tak dużymi aglomeracjami. Jednak zaciskam zęby i przeciskam się przez zakorkowane miasto ku jego centrum. Gdzieś na zjeździe stojąc w korku robię zdjęcie pomnika-kaplicy na alianckim cmentarzu z okresu pierwszej wojny światowej - Zeitenlik. Jest to największy pierwszowojenny cmentarz na terytorium Grecji. Znajdują się tu groby żołnierzy serbskich, francuskich, brytyjskich, włoskich i rosyjskich oraz więźniów bułgarskich, którzy zginęli podczas walk na froncie w Salonikach podczas I wojny światowej.



Docieram do centrum. Jezdnie zakorkowane, a chodniki pełne turystów. W mieście niemal na każdym kroku trafimy na zabytkowy charakterystyczny kościół - w wielu przypadkach znajdują się one pod poziomem chodnika.





Jednymi z bardziej rozpoznawalnych zabytków z czasów rzymskich są Rotunda oraz Łuk Triumfalny Galeriusza. Łuk to w zasadzie jego skromne resztki. Powstał w 299 r. n.e. dla uczczenia zwycięstwa Galeriusza nad Persami i zajęcia ich stolicy Ktezyfonu w 298 roku. Był wykonany z czerwonego kamienia i bogato zdobiony. Odrobinę zdobień zachowało się do dzisiaj.







Rotunda miała być pierwotnie mauzoleum Galeriusza. Wybudowano ją w 304 roku. W późniejszych czasach zostało zamienione na kościół św. Jerzego. Oczywiście minaret stojący obok to pozostałość po czasach panowania osmańskiego gdy większość świątyń przemieniono w meczety.





Nadmorski bulwar ciągnący się przez prawie 5 kilometrów jest znakiem rozpoznawczym Salonik. Punktem charakterystycznym, a jednocześnie symbolem miasta jest Biała Wieża wybudowana przez osmańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego.





Na nabrzeżu stoi również sporych rozmiarów pomnik Aleksandra Macedońskiego.







Mimo nagrzanego powietrza i słabej przejrzystości powietrza widać po drugiej stronie zatoki Masyw Olimpu. Odległość w linii prostej to około 80 km. Co prawda Saloniki były moim celem i teraz powinienem się zastanowić nad drogą powrotną do domu, ale widząc Olimp decyduję się podjechać w jego okolice. Jeden dzień w te czy w tamte co za różnica :-)





Kieruję się nadbrzeżem w kierunku zachodnim. Ciekawym miejscem, które mijam jest Plac Arystotelesa. Od placu wiedzie główny deptak w mieście do wcześniej wspomnianej rotundy. Wydaje mi się, że jest to jedno z bardziej zatłoczonych miejsc w Salonikach. Ciekawa tu architektura, wszystko zostało zbudowane w lustrzanym odbiciu. Są tu hotele i bardzo dużo restauracji, w których ceny na pewno są bardzo wysokie.





Wyjazd z Salonik zajmuje mi masakrycznie dużo czasu. Miasto opuszczam po 18stej. Kieruję się na zachód tak trochę na ślepo. Muszę poszukać mostu, którym przedostanę się na drugą stronę rzeki. Tereny są zupełnie płaskie i ogólnie zaczęło przybywać dość szybko kilometrów. Słońce robi swoje ;-)







Masyw Olimpu coraz bliżej...





Po kolacji ruszając w drogę dołącza do mnie kolarz. Daje mi koła i wiozę się tak przez ponad 20 km. Było to bardzo pomocne bo akurat była jazda centralnie pod wiatr, a średnia osiągnięta prędkość przeszło 30 km/h. Dopiero w okolicy Aiginio mamy pierwsze niewielkie wzniesienia. Następnie przez kilka kilometrów jedziemy obok siebie i rozmawiamy na tematy związane z rowerem. Alex mieszka gdzieś w okolicy Aiginio, ale mimo to jedzie ze mną jeszcze kawałek. Zawraca dopiero po zachodzie słońca. Odechciewa mi się dalszej jazdy. Zatrzymuję się na noc na najwyższym wzniesieniu w okolicy. Może jutro będzie jakiś wschód słońca ;-)


Statystyki dzień 11

I tym sposobem jesteśmy na półmetku relacji :-D

Cała galeria dostępna pod adresem: https://photos.app.goo.gl/pYIgOdJirQewEeZv1

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2017-10-04, 09:19   

Robert J napisał/a:
musieli tą drogę poprowadzić po wszystkich najwyższych okolicznych wzniesieniach ? Wychodzi na to że tak !

bo to na pewno jakas korona asfaltowa czegoś tam była :mrgreen:
Tak się zastanawiam, jak Ty musiałeś wyglądać, że ci goście z terenówki od razu wiedzieli że pić się chce :-)
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-04, 13:46   

Lidka K. napisał/a:
Robert J napisał/a:
musieli tą drogę poprowadzić po wszystkich najwyższych okolicznych wzniesieniach ? Wychodzi na to że tak !

bo to na pewno jakas korona asfaltowa czegoś tam była :mrgreen:
Tak się zastanawiam, jak Ty musiałeś wyglądać, że ci goście z terenówki od razu wiedzieli że pić się chce :-)

Na pewno twarz miałem w bąblach po ukąszeniach komarów ;) Wycieńczony z braku płynów tak bardzo nie byłem bo to jeszcze dość wczesna pora była po wyruszeniu, ale płyny były na wyczerpaniu.
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-06, 18:18   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 12 - 02.08.2017 - Z widokiem na górę bogów.....

O poranku mam całkiem fajny widok na najwyższe góry Grecji - Masyw Olimpu. Widok tych gór będzie mi towarzyszyć niemal przez cały dzień. Wschód słońca nie jest zbyt spektakularny, ale nie ma się czego spodziewać latem podczas tak dużych upałów gdy powietrze jest bardzo zapylone.





Bardzo szybko ruszam w drogę. Pierwszą miejscowością, a zarazem największym miastem, które dzisiaj odwiedzam jest Katerini (Κατερίνη). Nowoczesne miasto. Wąskie, kompletnie zakorkowane ulice. W zasadzie nic ciekawego jak dla mnie tutaj nie ma. Nie podoba mi się. Robię szybko spore zakupy prowiantu, które muszą mi wystarczyć na cały dzień. Wody też zabieram dość sporo, ale wiem, że bez późniejszych uzupełnień się nie obejdzie, a wieźć 10 litrów ze sobą nie mam zamiaru ;-) Uciekam do parku miejskiego gdzie w zacienionym miejscu zjadam śniadanie.





Z Katerini jadę już w kierunku zachodnim. Coraz ładniej wygląda masyw Olimpu. Nie wiem co jest z tymi pasterskimi psami w Grecji, ale ponownie byłem zmuszony uciekać przed rozwścieczonymi kundlami. Że też chce się im ganiać w taki upał....







To już kolejny dzień gdy temperatura przekracza czterdzieści stopni. Nawet miejscowi chyba się pochowali w domach bo na drodze zupełnie ustaje ruch.





Robię pauzę na kąpiel w strumieniu.





Przychodzi pora zaliczyć jakiś podjazd. Normalnie nie byłby to większy problem, ale w tym upale nawet najmniejsze wzniesienie jest dla nie sporym wyzwaniem. Gdyby nie wizja kolejnych podjazdów to chętnie podjechałbym do jakichś okolicznych atrakcji turystycznych, a jest ich w okolicy dość sporo o czym informują stosowne drogowskazy. Ja jednak zdobywam kolejne metry wysokości.







Przed Agios Dimitrios mijam się z dwójką rowerzystów z polski. Krzyczę cześć, ale chłopak nawet nie popatrzył w moim kierunku. Tylko dziewczyna skinęła głową. Robię zapasy wody w niewielkim sklepiku. Ceny mają tu chyba z kosmosu....







Miejscowość niewielka i siedząc na ławce w cieniu rozłożystego drzewa obserwuję senne życie mieszkańców.





Kilka kilometrów dalej zdobywam przełęcz przekraczającą 1000 metrów n.p.m.





Na zjeździe dopada mnie znużenie. O mało nie zasypiam na rowerze od panującego upału. Od dobrych dwóch godzin nie widziałem żadnego samochodu na drodze.





Po zjeździe do doliny robię pauzę. Wypijam o dziwo jeszcze zimne piwo i film mi się urywa... Budzę się po godzinie czasu. Masyw Olimpu od tej strony wygląda wcale nie gorzej jak od północnej strony ;-)





Tuż za miejscowością Gerania docieram do głównej drogi Larissa-Elassona. To miejsce jest najdalej wysuniętym na południe miejscem, do którego docieram podczas tej wyprawy. Teraz odbijam na północ.

Przy drodze znajduje się muzeum bitwy pod Sarantaporo z okresu I wojny bałkańskiej stoczonej w dniach 9-10 października 1912, pomiędzy armią osmańską, a grecką. W czasie bitwy stacjonował w tym miejscu sztab osmański.











A ja podążam do wcześniej wspomnianego Sarantaporo. Z mapy wychodzi, że będzie pod górę i to tak solidnie. Jeszcze tylko ostatnie foty Masywu Olimpu i przez kilka kolejnych kilometrów bez widoków ponieważ jadę wśród gór.









Po prawie dwóch godzinach nużącej jazdy po krętej drodze otwierają się widoki na dolinę, którą płynie najdłuższa rzeka znajdująca się w całości na terytorium Grecji - Aliakmon. W tym miejscu utworzono sztuczny zbiornik wodny. Z daleka widoczny jest liczący 1372 metry most spinający oba brzegi jeziora.







W miejscowości Servia uzupełniam zapasy wody i przejeżdżam mostem na drugą stronę jeziora. Udaje się też dojrzeć pelikana ;-)











Po drugiej stronie przychodzi mi się zmierzyć z kolejnym podjazdem. Na szczęście nie jest on już tak wymagający jak wcześniejsze dwa. Widoki mam za to świetne !







O zachodzie słońca przejeżdżam w okolicy Kozani. Mam małe problemy z wyborem odpowiedniej drogi w kierunku północnym. Mój błąd kosztował mnie sporo wysiłku. Muszę zaliczyć bardzo stromy podjazd. Najbardziej stromy odcinek podczas całego wypadu. Nim się obejrzałem zrobiło się ciemno :-/







Za to po zachodzie słońca jazda staje się przyjemniejsza. Od razu też zaczyna przybywać sporo kilometrów bo teren delikatnie opada ku północy. Przejeżdżam obok ogromnych kopalni odkrywkowych węgla brunatnego. Znajduje się tutaj kilka elektrowni. Węgiel brunatny jest najważniejszym źródłem energii elektrycznej w Grecji (65% udziału w krajowej produkcji). Powietrze jest bardzo zapylone. Od pyłu aż szczypią oczy. Po 22iej przejeżdżam przez Ptolemaidę i kawałek dalej kończę dwunasty dzień wyprawy.




Statystyki dzień 12


Więcej zdjęć dostępnych w galerii pod adresem: https://photos.app.goo.gl/MVUWhddq2kZ6wYzf1

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-12, 20:30   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 13 - 03.08.2017 - Macedonia !

Noc mija mi wyjątkowo spokojnie, nawet komary tym razem nie przeszkadzały we śnie ;-) Do dalszej drogi zbieram się zanim jeszcze wzeszło słonce. O poranku jest dość chłodno, ale należy się spodziewać kolejnego upalnego dnia i tylko kwestią czasu jest jak słupek rtęci szybko zacznie wędrować ku górze. Dość szybko mijają mi pierwsze dzisiejsze kilometry. Tereny wyjałowione, widoki stepowe...





O ósmej temperatura przekracza już 30 stopni. Mam do pokonania niewysoką przełęcz. Ruch na drodze znikomy bo raczej większość kierowców wybiera drogę krajową biegnącą tuż obok. Wyprzedza mnie dość spora kolumna wojskowych ciężarówek. Szybko dziś czas mi leci. Nie wiem co mnie tak gna ku granicy z Macedonią. W dali widoczne już elektrownie po drugiej stronie granicy. Powietrze bardzo tam zapylone..





Na przejściu ze dwa samochody przede mną do odprawy. Pamiątkowa fota i ruszam w kierunku pierwszego większego miasta po stromie macedońskiej, którym jest Bitola(Битола).





Chwilę wcześniej w miejscowości Krawari trafiam na market gdzie jest możliwość płacenia kartą bo waluty jeszcze nie zdążyłem wymienić. Zakupy są dość spore bo i moje aktualne potrzeby są duże. Okazuje się, że jest możliwość płacenia w euro. Po przeliczeniu nie mogę uwierzyć, że za tak spore zakupy mam zapłacić niewiele ponad cztery euro. Proszę by ekspedientka przeliczyła jeszcze raz... nie ma mowy o pomyłce. Dzień wcześniej za podobne zakupy w Grecji zapłaciłem 15 euro ! Szkoda tylko, że nie chcieli sprzedać mi piwa w butelce na wynos. Trzeba mieć butelki na wymianę. W bezzwrotnej butelce były tylko bardzo znane koncerniaki...



Jadąc już od granicy co pewien czas ustawione są drogowskazy informujące o antycznym mieście Heraklea Linkestis. Oznakowanie dobre, więc podjeżdżam. Założone przez Filipa II Macedońskiego w IV wieku p.n.e. Miasto zostało zaatakowane przez Rzymian w 148 p.n.e. Zachowane fragmenty wczesnochrześcijańskiej bazyliki, bizantyjskiej twierdzy i teatru. Niestety zamknięte i ogrodzone. Nie mam możliwości zwiedzić, więc tylko kilka zdjęć zza płotu...









Jadę ku centrum. W mieście dość spory ruch zarówno na drogach jak i na chodnikach. Jednak poruszanie się po Bitoli rowerem nie przysparza większych problemów. Znajduje się tutaj dwa duże meczety Ajdar - Gazi z XV wieku i Eni z XVI wieku.





Wyróżniającym się obiektem jest na pewno wolnostojąca wieża zegarowa Saat Kula.



Na głównym placu miasta stoi pomnik Filipa II Macedońskiego.







Wizyta w mieście dość krótka, ale mimo wszystko miasto ciekawe, które wywarło na mnie pozytywne wrażenie.

Teraz obieram kierunek zachodni. Jeszcze dziś chcę dotrzeć do Albani. Na wyjeździe z Bitoli zatrzymuję się na stacji paliw na kawę. Korzystam z darmowego wifi. W kierunku zachodnim wiedzie nowa droga wybudowana obok starej. Z racji znacznie mniejszego natężenia ruchu na drodze wybieram oczywiście tą starą drogę. Plus jest jeszcze taki, że droga czasami biegnie wśród drzew dając chwile wytchnienia od palącego słońca. Czasami można spotkać żółwia przekraczającego jezdnię. Tego tutaj wyniosłem w dość odległe miejsce od drogi :-)





Nachylenie drogi z biegiem czasu się zwiększa, a nawierzchnia przechodzi w bruk. Widać, że jest coraz większe zadupie bo robi się coraz większy gąszcz tak iż mieści się jeden samochód.









Od południa towarzyszy mi widok pasma górskiego Baba na terenie, którego utworzono park narodowy Pelister. Pelister to również nazwa najwyższego szczytu pasma mierzącego 2601 m. Bardzo łatwo go zlokalizować za sprawą znajdującego się na szczycie nadajnika.





Stara droga bardzo się wije i jest zdecydowanie bardziej stroma od tej nowej. W końcu powiedziałem dość! Wracam na główną drogę ! Od razu jedzie się szybciej i nie telepie tak bagażami. Zaliczam pierwszą dziś przełęcz. Gavato liczy sobie 1164 m n.p.m. Zatrzymuję się by zrobić zdjęcie i znajduję 200 denarów. Będzie na piwo ;-)



Następnie szybko wytracam wysokość zjeżdżając do Resen(Ресен). Jest zbyt gorąco bym myślał o zwiedzaniu. Kręcę się po uliczkach w poszukiwaniu sklepu. Wypijam zimne piwo i ruszam dalej.

Później następuje okres około trzech godzin gdy niewiele się działo. Zdobywam kolejną przełęcz. Tym razem przekraczającą 1200 m n.p.m. Później już tylko zjazd do Ochrydy (Охрид – Ohrid). Miasto wraz z Jeziorem Ochrydzkim zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Głównym deptakiem idę najpierw nad jezioro.







Wąskimi uliczkami powoli pnę się ku górze. Mijam kilka cerkwi np. św. Zofii. Jest to jeden z najważniejszych zabytków Macedonii, powstały w XI wieku.



Trochę wyżej znajduje się teatr wybudowany w 200 roku p.n.e, a więc pochodzi z okresu hellenistycznego.





Przejeżdżam jeszcze przez wzniesienie gdzie znajdują się pozostałości twierdzy cara Samuela i szybko zjeżdżam na dół. Robię zakupy i jadę wzdłuż linii brzegowej jeziora w kierunku zachodnim.









Jako że okolice są popularne wśród turystów to osób tu wypoczywających jest bardzo wiele. Ogólnodostępne plaże są zaśmiecone, ale o te zagrodzone się dba i są czyste. Poza miejscowościami wypoczynkowymi w wielu miejscach jest bardzo brudno. Są całe wysypiska śmieci sięgające linii brzegowej jeziora. Na jednym z takich wysypisk stoi Polonez ;-)





Z mapy wynika, że przede mną spory podjazd ku granicy z Albanią. Chciałem zdążyć na zachód słońca, ale na drodze jest gigantyczny korek sięgający kilku kilometrów. W korku tym stoją same tiry. Osobówki są kierowane objazdem. Jadę tamtędy i ja. Okazuje się, że przyczyną zatoru na drodze była stłuczka. Najśmieszniejsze jest to że zderzyły się dwa samochody będące na szwajcarskiej rejestracji :-D

Przez ten objazd straciłem trochę czasu. Jak na złość właśnie puścili wszystkie tiry stojące w korku. A te dużo miejsca zajmują na drodze, więc zjeżdżam na pobocze i przeczekuję jeszcze kilkanaście minut aż wszystkie mnie wyminą. Albańczyk za kierownicą to zmora rowerzysty ;-)

Dorze, że jestem rowerem bo kolejka do odprawy na dobrą godzinę. Podjeżdżam do okienka gdzie odprawia się ruch pieszy. Macedońska strażniczka pyta się czy sam podróżuję po Europie. Mówię, że sam. No właśnie bo widziała mnie kilka godzin wcześniej w Bitoli :-D



Witamy w Albanii ! Powietrze tu jakieś takie bardzo zapylone. Gdy otwieram usta to po chwili czuję jak chrzęści mi piach między zębami. Na sam początek mam strony zjazd. Fajnie bo przybędzie na koniec dnia jeszcze trochę kilometrów. Jak dla mnie stan nawierzchni, którą przyszło mi jechać jest bardzo dobry i spokojnie można puścić hamulce.





Mijam wiele stanowisk gdzie miejscowi myją samochody. Mają klientów bo samochody są aż brązowe od unoszącego się w powietrzu pyłu. Wjeżdżam do Prrenjas i jestem w mały szoku. Kompletny brak oświetlenia ulic. Nie ma nawet latarni. Muszę znacznie wytracić prędkość bo jazda jest bardzo niebezpieczna. Co rusz ktoś wyskakuje mi na drogę. W ogóle to wszyscy chodzą tu jak im się podoba.

Ruch na drodze też spory. Dla kierowców nie istnieje coś takiego jak bezpieczeństwo rowerzysty. Kilkukrotnie wyprzedzają mnie na trzeciego tak, że aż robi mi się gorąco. Wolę nie ryzykować dalszej jazdy po nocy i zatrzymuję się przy jakimś opuszczonym sklepiku...


Statystyki dzień 13


Cała galeria dostępna pod adresem: https://photos.app.goo.gl/s5me00TlLLwt6xpB3

cdn...
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-18, 18:49   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 14 - 04.08.2017 - Albania !

Noc spędzona w Albani mija bardzo spokojnie. Ruch na drodze obok jest bardzo duży, ale zmęczenie zrobiło swoje i śpię jak dziecko. Nic mnie nie potrafi zbudzić. Dopiero o świcie podjeżdża dwóch gości na jakimś skuterku i parkuje obok. Schodzą gdzieś w dół nad rzekę Shkumbini. Zjadam naprędce jakieś śniadanie i ruszam w drogę. Ruch spory, ale za dnia na tej drodze czuję się znacznie pewniej....

Przez wiele kilometrów teren opada, więc kilometrów na liczniku przybywa dość szybko. Z Albanią kojarzyły mi się zawsze dwie rzeczy tj. bunkry i mercedesy. Przy drodze mijam wiele bunkrów mniejszych i większych. Jest ich w Albani ponoć kilkaset tysięcy. W większości zostały wybudowane w latach 1972−1984.





Ciekawą rzeczą jest sentyment Albańczyków do samochodów, a konkretnie do jednej marki. Do mercedesów. Mercedes jest tu najczęściej spotykaną marką na drogach. Chociaż w ostatnim czasie proporcje tej do innych marek ponoć zmalały. Trudno mi to ocenić ponieważ Albanię odwiedzam po raz pierwszy ;-)

Jeszcze przed ósmą docieram do Elbasan. Jest to trzecie pod względem liczby ludności miasto Albani. Założone zostało przez Rzymian na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych nad rzeką Shkumbini. W IV wieku rzymianie rozbudowali istniejące wcześniej fortyfikacje, które w dużej części zachowały się do dnia dzisiejszego.









Ciekawa jest część miasta w obrębie murów. To plątanina wąskich uliczek i zaułków, domów mieszkalnych nawet z XVII wieku. Napotkać można tu pochodzący z końca XV wieku, wybudowany z polecenia Mehmeta II - Meczet Królewski. Uznawany jest on za jeden z najstarszych w Albani.



W pobliżu murów stoi wysoka, kamienna wieża zegarowa będąca jednym z symboli miasta. Naprzeciwko głównej bramy znajduje się stanowisko archeologiczne z czasów bizantyjskich.







Wiele słyszałem o tym jak bardzo zaśmiecony jest ten kraj i w wielu przypadkach sam się o tym przekonałem, ale akurat to miasto jest wyjątkowo czyste.



Gdzieś na przedmieściach wynajduję niewielki sklep. Robię zapasy płynów na dalszą drogę. Teraz czeka mnie przedzieranie się przez góry, a tam ciężko będzie znaleźć jakiś sklep.





Jest kolejny upalny dzień. Bardzo męczę się na podjeździe. Jest stromo, ale widoki rekompensują wysiłek. Góry w koło opanowały pożary, a w dole widać duże zakłady przemysłowe.







Na drodze znikomy ruch. Jezdnia w bardzo dobrym stanie. Mijam wiele sadów z drzewami oliwnymi. Niektóre są bardzo stare. Czasami pośród nich rośnie jakiś figowiec z dojrzałymi już owocami. Pychota !









Przejrzystość powietrza dziś nie najlepsza, ale i tak widoki są niczego sobie. W najwyższym punkcie drogi tj. około 750 m n.p.m. stoi pomnik legendy albańskiego kolarstwa - Bilal Agalliu.







W końcu mam z góry ! Tylko jedzie się jakoś powoli. Mam wrażenie, że od gorąca asfalt się topi i trzyma mi opony. Pierwszy raz miałem tak, że na ostrych wirażach piszczały mi opony, a przecież nie używałem hamulca ! A sam zjazd przez tereny kompletnie wypalone po niedawnych pożarach.





Kolejny mój cel to stolica Albani. W zasadzie powinienem szukać alternatywnej trasy tak by ominąć to miasto, ale jakoś tak z rozpędu tam wpadłem jadąc z góry ;-)





A sama Tirana nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Jadąc przedmieściami widzi się ogromne ilości śmieci, które walają się gdzie popadnie. Przy tak wysokiej temperaturze smród z gnijących odpadków żywności jest nie do zniesienia. Niby są kontenery na odpady, ale chyba były opróżniane kilka miesięcy wcześniej. To co się dzieje na ulicach stolicy jest istną wariacją. Chyba nikt tu nie przestrzega przepisów ruchu drogowego. Tam każdy na każdego z jakiegoś powodu i w ogóle bez powodu trąbi. Przede mną ktoś wyrzucił z jadącego samochodu butelkę po piwie i nie trafił do kosza, a właściwie to trafił tylko, że ten był przepełniony i butelka się odbiła, a potem roztrzaskała na jezdni. Zaraz potem inny samochód na nią najechał. Ja ledwo wyrobiłem uciekając na chodnik. Oponę by mi rozcięło jak nic !



Za datę założenia Tirany uważa się rok 1614. Stolicą państwa stała się w 1920 roku. Niewiele tu zabytków. Przy głównym placu miasta - Placu Skanderbega znajduje się najważniejszy zabytek w mieście - meczet Ethem Beja. Był jedynym czynnym meczetem w kraju w czasach przywódcy Envera Hodży, ale nie dla Albańczyków, mogli do niego wchodzić tylko obcokrajowcy. Hodża wymyślił sobie, że Albania stanie się pierwszym ateistycznym państwem na świecie co ogłosił 1967 roku. Zakazał wówczas jakiejkolwiek aktywności religijnej. W ramach tej polityki zamknięte zostały wszystkie meczety, kościoły i inne instytucje religijne.







Panuje tak ogromny upał, że plac jest niemal pusty. Tylko przy meczecie stoją tłumy bo właśnie odbywa się rytualna modlitwa muzułmanów. Meczet ciekawie kontrastuje z pięciogwiazdkowym hotelem Plaza ;-) Poza tym znajduje się tutaj budynek opery. Jest też muzeum historii z ogromną mozaiką na fasadzie.





Akurat reprezentacyjny plac miasta jak jego najbliższa okolica jest zadbana i czysta.



Z Tirany kieruję się na północ główną drogą. Przedmieścia ciągną się w nieskończoność. Niby wzdłuż drogi jest ścieżka rowerowa, ale jest na niej tak samo niebezpiecznie jak na jezdni bo jeżdżą po niej skuterami bez opamiętania. Co zwraca jeszcze uwagę ? Ogromna ilość myjni samochodowych oraz niezliczona liczba stacji paliw, z których co druga jest już nieczynna.



Moim kolejnym celem jest Lezha. Mam ponad 60 km drogi, ale jedzie się bardzo szybko. Droga w bardzo dobrym stanie i dość szeroka także nawet jazda rowerem przy tak sporym natężeniu ruchu nie jest aż tak niebezpieczna. Jadę ciągle z prędkością ponad 30 km/h, ale w miejscowości Thumane jestem zmuszony zjechać na jakąś podrzędną drogę bo główna przechodzi w autostradę.
Mijam jakiś zakład produkujący obuwie. Wszędzie leżą ogromne hałdy odpadów. Zrobiłbym jakieś zdjęcia, ale chyba właśnie był koniec zmiany i stało kilka autobusów do których wsiadali pracownicy. Trochę niestety pobłądziłem nadkładając drogi. Kilka mniejszych dopływów rzeki Mat jest niewyobrażalnie zanieczyszczone. W jednym zakolu rzeki na powalonym drzewie zatrzymało się dobra wywrotka plastikowych butelek. A woda płynąca ma smród jaki bije rynsztoku.





Naprawiam swój błąd nawigacyjny i wracam na główną drogę. Późnym popołudniem jestem w Lezhe. Miasto zadbane i całkiem przyjemne w odbiorze.







Miasto jest bardzo ważne w historii Albani. To tutaj w 1444 roku miało miejsce spotkanie przywódców klanów z całego kraju. Zapadła wówczas decyzja o podjęciu walki z Turkami. Na czele rebelii stanął słynny Skanderberg, bohater narodowy Albańczyków. Po śmierci Skanderberg został pochowany w kościele św Mikołaja. Kościół został zamieniony przez Turków w meczet, a ten już nie istnieje bo został zniszczony z rozkazu Envera Hodży. Obecnie w pozostałych ruinach znajduje się tu symboliczne mauzoleum Skanderberga.







W mieście robię jeszcze jakieś niewielkie zakupy i jadę w kierunku Szkodry. Po drodze zastaje mnie zachód słońca. Miasto sobie darowałem. Przejeżdżam przez dwa mosty i po kilkunastu kilometrach docieram do przejścia granicznego z Czarnogórą.









Na przejściu ogromne kolejki, ale ja z rowerem szybko zostaję odprawiony przy okienku dla pieszych :-) Po drugiej stronie granicy wszystko wraca do normy tzn. ulice w miejscowościach są oświetlone :-D

Kilka kilometrów od granicy kończę drugi tydzień wyprawy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jakie pozostały mi wrażenia po tym zaledwie jednym dniu spędzonym w Albani ? Ano mieszane. Kraj niby zaśmiecony, ale czy u nas jeszcze kilkanaście lat temu nie spotykaliśmy dzikich wysypisk na każdym kroku ? Jestem pewien, że teraz gdy kraj otworzył się na świat to już za kilka lat będzie tam nie do poznania ! A zachowanie kierowców na drogach ? Tak tam po prostu się jeździ. Turyści z całej Europy dostosowują się do reguł panujących na drogach w tym kraju.

W przeszłości Albania miała jednak tego pecha, że krajem rządził niejaki Enver Hodża który odizolował kraj od reszty świata czyniąc z Albani taką "Koreę północną Europy". Obecnie Albania staje się powoli normalnym państwem, takim jak chociażby jej sąsiedzi.


Statystyki dzień 14


Galeria dostępna pod linkiem: https://photos.app.goo.gl/LFHgPjekZ3NP4JCF2

cdn
Ostatnio zmieniony przez Robert J 2017-10-19, 17:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-10-19, 10:56   

Czytam z zaciekawieniem o Twoich kolarskich ekscesach, a szczególnie podoba mi się odcinek od Salonik do Albanii, bo jechałem nim w drugą stronę, tylko że autem. A widziałeś wiele miejsc, które ja ominąłem.

W Albanii rzeczywiście ilość mercedesów zaskakiwała. Oczywiście rozpiętość wiekowa rzeczony aut sięgała dobre pół wieku ;-)

Nie mam pojęcia skąd bieresz tyle siły aby w tym upale wykręcić takie odległości. Ale widzę, że momentami miałeś trochę szczęścia, bo moment w którym zasnąłeś przy drodze to był bliski udaru słonecznego. Ważne jednak, że zakończyło się godzninną drzemką ;-)

A przy okazji przypomniałeś mi o Babie i Pelisterze, które kiedyś odłożyłem na później. Może w przyszłym roku? :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-19, 18:14   

rambi napisał/a:
Czytam z zaciekawieniem o Twoich kolarskich ekscesach, a szczególnie podoba mi się odcinek od Salonik do Albanii, bo jechałem nim w drugą stronę, tylko że autem. A widziałeś wiele miejsc, które ja ominąłem.

Bo turystyka rowerowa to najlepsza forma turystyki ! :-D

rambi napisał/a:
Nie mam pojęcia skąd bieresz tyle siły aby w tym upale wykręcić takie odległości.

Bo ja jeżdżę bez spiny. Pokonuję tyle kilometrów na ile mam sił i na ile mi się chce ;-)
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Marco 


Skąd: Opole
Wysłany: 2017-10-23, 07:49   

Robert J napisał/a:
Bo ja jeżdżę bez spiny. Pokonuję tyle kilometrów na ile mam sił i na ile mi się chce ;-)


Baaa.. żebym ja miał tyle sił i chęci ;-)
_________________
...only way to cure stupidity is death...
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-10-25, 21:06   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 15 - 05.08.2017 - Jeden dzień w Czarnogórze.....

To była najbardziej gorąca noc jaką pamiętam... nie wyspałem się w ogóle tak przeszkadzała wysoka temperatura. O piątej rano było 30 stopni ! Na dziś zaplanowałem zamianę opon przód z tyłem. Wszystkie czynności z tym związane zajmują mi około godziny. Strasznie się przy tym spociłem...



W miejscowości Krute przejeżdżam przez rondo gdzie główna droga odbija na południe do Ulcinj. Ja jadę prosto bardziej podrzędną trasą do Bar. Okolice drogi bardzo zaśmiecone chyba nawet bardziej jak widziałem po albańskiej stronie. Tutaj pierwszy raz od czterech dni spotykam rowerzystów. Kręci się ich nawet dość sporo ;-)
Docieram nad Adriatyk, a w zasadzie to na razie widzę tylko linię brzegową kilka kilometrów dalej w Dubravie.





Do Bar prowadzi kręta i stroma droga. W mieście nie myślę o niczym innym jak tylko o tym by znaleźć czynny sklep. Zakupy trochę ważą co jest odczuwalne bardzo na podjazdach, a tych na mojej trasie jest dość sporo.







Droga staje się coraz bardziej uciążliwa. Swoje robi bardzo wysoka temperatura i masakryczny ruch na drodze. W kierunku północnym ruch odbywa się płynnie, ale ci co jadą na południe to stoją w kilometrowych korkach. Zatory próbują rozładować policjanci kierujący ruchem, ale raczej tylko pogarszają sytuację :-D

Ucieka mi gdzieś dwie godziny dnia. Docieram do dawnej osady rybackiej Sveti Stefan. Dzisiaj jest to ekskluzywny kompleks wypoczynkowy. Na półwyspie każdy z średniowiecznych domków przemieniono na indywidualny, ekskluzywny apartament. I nie ma co ukrywać, ale niewiele osób stać by wydać kilka tysięcy za nocleg, więc pozostaje oglądać półwysep z odległości bo nawet wejście między zabudowania jest płatne...













Kolejny cel to Budva. Cała okolica jest najbardziej skomercjalizowanym odcinkiem wybrzeża Adriatyku w Czarnogórze. Korek ciągnie się przez całe miasto. momentami mam problem przecisnąć się rowerem, a na chodniku tłumy turystów. Robię przerwę w jakiejś restauracji na obiad. Po godzinie zator na drodze przez miasto już rozładowany.









Widoki całkiem spoko. Plaże w okolicy ciągną się kilometrami.







Plan na dzisiaj to objechać zatokę kotorską jadę więc w tamtym kierunku. Szkoda tylko, że widoczność drastycznie spada. Wszystko przez dym unoszący się w powietrzu. Akurat tego lata na Bałkanach szalały pożary, a Czarnogóra oraz Chorwacja miały z tym żywiołem największe problemy.





Do Kotoru robię skrót przez Trojce. Gdzieś w dali widoczne międzynarodowe lotnisko Tivat.



Pierwotnie chciałem wjechać na Lovćen jednak w takim upale i w tak beznadziejnej widoczności mija się to zupełnie z celem. Zjeżdżam do widocznego w dole Kotoru.







Chciałem zrobić jakieś zakupy, ale darowałem sobie gdy za pół litra coka coli zaśpiewali mi 2 euro....

Mimo, że miasto posiada bardzo wiele zabytków i od 1979 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO nawet w głowie mi zwiedzać w tym upale. Jadę na północ. Wynalazłem na mapie jakąś bardzo podrzędną drogę, którą mam zamiar odbić w głąb lądu. Będzie bardzo stromo pod górę....







W okolicy Perast robię pauzę na kąpiel. Tu też łapię przez rękawiczkę kaktusa co skutkuje tym, że przez kilka kolejnych kilometrów mikroskopijne kolce włażą mi w całą dłoń. Pozbywałem się ich przez kolejny miesiąc !





By wybudować kolejne osiedla człowiek wgryza się dosłownie w zbocza gór.





Droga, którą sobie wcześniej upatrzyłem odbija w Risan. W mieście znajduje się stanowisko archeologiczne znane m.in z pochodzących z połowy II wieku n.e.mozaik zdobiących tzw. Wille Hypnosa. Niestety zwiedzanie tylko do 14:30....







Robiąc zdjęcia przez ogrodzenie przechodzi obok polska rodzina zapewne wracająca znad morza sądząc po ekwipunku. Kobieta widząc mnie fotografującego wnętrze stwierdza "atrakcja niewarta pieniędzy, które za nią żądają". Na pewno nieświadoma, że wypowiedziała te słowa w kierunku rodaka. Przemilczałem jej wywód. No cóż niektórzy są na urlopie, a na urlopie to się odparza tyłek na plaży, a nie zwiedza :-)
Wyjeżdżam z miasta ostro pnąc się do góry. Droga w bardzo złym stanie. Miejscami dość spora jej część obsunęła się. Mijam się z trzema terenówkami na polskich blachach, a tak to tylko zwierzęta domowe.







Okolica samej drogi jest jednym wielkim wysypiskiem śmieci. Niby ładny widok na zatokę, a w dole mamy syf...







Droga staje się coraz bardziej eksponowana. Fajne wrażenia z jazdy nią :-D







U góry znajduje się wieś Ledenice. Zabudowania są porozrzucane na bardzo dużej przestrzeni. W większości opuszczone. Można też spotkać pomnik ku czci ofiar II wojny światowej.







Miałem nadzieję, że stara droga do Grahov, którą jadę połączy się z tą nową, ale okazało się iż stara biegnie ponad nową i nie mam możliwości zjazdu. Nadal nabieram wysokości. Droga coraz bardziej niebezpieczna....





Dzień mi się powoli kończy. Kilometrów strasznie mało na liczniku, ale w końcu mam zjazd ! Dragalj leży na wypłaszczeniu pomiędzy górami. Tutaj zabudowania dopiero są porozrzucane. Względnie plaski teren to też okazja do nadrobienia dystansu.





Sporo po zachodzie jestem w Grahovie. Jest czynny niewielki sklep. Robię zakupy, wypijam piwo z miejscowymi i lecę ku granicy. Zatrzymuje mnie miejscowy tłumacząc, że mnie na tym przejściu granicznym nie przepuszczą jeżeli nie mam paszportu i muszę jechać znacznie dalej do głównego przejścia, które znajduje się wysoko w górach ! No ładnie, wracam. Kilka kilometrów za miejscowością rozbijam hamak....


Statystyki dzień 15

Cała galeria ze zdjęciami: https://photos.app.goo.gl/lCS1rOSLTDOtRVx72

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
Lidka K. 
jędza włocławska


Skąd: 555 km od Bies...
Wysłany: 2017-10-29, 06:07   

fragmentami czytając wspominam :-) Czekam na cd na temat przejścia Czarnogóskiego. Jak my byliśmy kilka lat temu, to bez żadnych dokumentów przekroczyliśmy gzieś granicę. Nasze paszporty były w recepcji , a my zrobiliśmy sobie objazdówkę . W pewnym momencie okazało się, że wjechaliśmy na przejscie graniczne, oczywiście mając tylko dowód rejestracyjny, a w samochodzie 4 osoby :-) Na migi wytłumaczyliśmy strażnikom, że musimy chyba zawrócić, bo te dokumenty, a ten machnął ręką i otworzył nam szlaban 8-)
_________________
jest we mnie wiary okruszek....
 
     
Robert J 

Wiek: 37
Skąd: Charbielin
Wysłany: 2017-11-08, 20:24   

Rowerowy Eurotrip 2017 - Dzień 16 - 06.08.2017 - Kolejny dzień i kolejny kraj. Bośnia i Hercegowina !

Ze snu wybudza mnie ujadanie psów z okolicznych gospodarstw. Może to i dobrze ? Jeżeli szybko ruszę w drogę to uda mi się dotrzeć do granicy zanim jeszcze temperatura powietrza stanie się nieznośnie wysoka ? Nie sądzę bo to była kolejna bardzo ciepła noc i gdy tylko słońce wyjrzało zza horyzontu to słupek rtęci szybko zaczął wędrować ku górze.
Mimo wszystko szybko ruszam w trasę. Powietrze jest bardzo mętne i widać zaledwie na kilka kilometrów, zero wiatru i jest bardzo duszno.





Ostatnie 2-3 kilometry do granicy to jazda po świeżym asfalcie. Opony lepią się jakby wylali go zaledwie kilka godzin wcześniej i nie zdążył jeszcze wystygnąć....Po przeszło godzinie od wyruszenia w trasę docieram do przejścia granicznego. Posterunek czarnogórski znajduje się w najwyższym punkcie trasy na ponad tysiąc metrów ponad poziom morza. Ruchu nie ma żadnego. Jestem tylko ja. Celnik tylko skanuje dowód osobisty i rozpoczynam zjazd. Posterunek po drugiej stronie granicy, w Bośni i Hercegowinie oddalony jest o dwa kilometry dalej drogą w dół.

Zjeżdżam serpentynami stromo w dół do doliny, którą płynie rzeka Trebišnjica.







W miejscowości Lastva robię przerwę nad sztucznym jeziorem. Woda jest tak lodowata, że nie dało rady w niej wytrzymać kilku minut.



Po dziesiątej jestem w Trebinje. Najwyższa pora by zrobić zakupy. I tylko o tym myślę. W poszukiwaniu sklepu zaglądam w kilka miejsc.









Nad miastem góruje wysoki na 1228 metrów szczyt Leotar. Da radę tam wjechać rowerem i może kiedyś tak przy okazji... ;-)





Z Trebinje jest zaledwie 30 kilometrów do Dubrovnika. Gdyby nie to iż byłem tam w maju tego roku to zapewne bym tam pojechał, ale nie wiedzę jednak potrzeby by ponownie zaglądnąć do najbardziej skomercjalizowanego miasta Chorwacji. Dlatego wybieram trasę do Ljubinje. Trasa ta bardzo mi się dłuży. Jadę wzdłuż rzeki Trebišnjicy, która na całej długości jest uregulowana.







Gdyby nie kiepska przejrzystość powietrza to widoki zapewne miałbym przednie... Roślinność porastająca okoliczne góry strawiona przez ogień.





Drastycznie kurczą mi się zapasy wody..., a tu jeszcze przychodzi mi zaliczyć przełęcz. Nie jest ona wysoka, ale w tym upale wjazd na górę był katorgą. Skończyła mi się zupełnie woda, ale na horyzoncie widoczne już Ljubinje. Powiedziałem sobie, że jak tylko tam dotrę to zafunduję sobie zimnego browarka w pierwszej napotkanej knajpie. Tak też zrobiłem ! Nie skończyło się na jednym. Zjadłem też solidny obiad bo ceny okazały się całkiem znośnie nie to co na wybrzeżu. Sącząc kolejne piwo obserwuję jak ludzie sprzedający owoce, warzywa i lokalne wyroby przy drodze męczą się w tym upale.



Zasiedziałem się w knajpie, ale tak to jest gdy wypija się pięć piw ! :-D

Przez Ljubinje przejeżdżam w poszukiwaniu sklepu bo to, że się już nawodniłem nie oznacza, że nie potrzebuję wody ;-)

Największą świątynią w miejscowości jest niedawno wybudowana i należąca do Serbskiego Kościoła Prawosławnego cerkiew narodzin Jezusa Chrystusa.





Tuż obok pierwsze napotkane tzw. Stećci. Są to późnośredniowieczne rzeźbione kamienne nagrobki. Trochę więcej napiszę o nich za chwilę gdy dotrę do najbardziej znanego miejsca gdzie znajdują się takie nagrobki...



Z Ljubinje mam podjazd. Ponownie daje o sobie znać wysoka temperatura. Osiągam przełęcz, wypijam 1,5 litra wody i rozpoczynam zjazd do miasteczka Stolac. Był to niebezpiecznie szybki zjazd. Osiągam rekordową prędkość 80 km/h. Spokojnie dałoby radę szybciej bo ukształtowanie terenu na to pozwalało tylko nie chciałem ryzykować za bardzo :-D



W bardzo krótkim czasie wytracam pół kilometra wysokości. W Stolacu leżącym nad rzeką Bregawą obowiązkowe zakupy bo już pora późna i nie wiadomo czy jeszcze trafię na coś czynnego.

Nad miastem górują ruiny średniowiecznej twierdzy Vidoški, składającej się z trzech zamków: dolnego, średniego i górnego.









W lipcu 1993r. miasto zajęły chorwackie wojska samozwańczej Herceg-Bośni. Niszczyli oni wszystko co miało związek z turkami. Ślady po tamtych wydarzeniach widoczne są do dziś.



Około 3 kilometry od miasta znajduje się średniowieczna nekropolja w Radimlja. Jest tam 133 zachowanych zabytków zwanych Stećci. Były one stawiane na grobie i miały formę monumentalnych krzyży, skrzyń i płyt. Niektóre z tych w Radimlja liczą sobie 800 lat. Teren niestety ogrodzony i biletowany, ale widać wszystko zza płotu ;-)









Opisano około 70 tysięcy takich obiektów. Najwięcej znajduje się na terytorium Bośni i Hercegowiny, ale spotykane są również w zachodniej Serbii, Czarnogórze oraz środkowej i południowej części Chorwacji.
W 2016 roku stećci zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Będę je spotykać jeszcze przez niemal cały następny dzień.

A ten dzień powoli mi się kończy. Postanawiam trochę podkręcić tempo. Mam cichą nadzieję, że jeszcze dzisiaj dotrę do Chorwacji. Po 19tej docieram nad Neretvę. Rzekę przekraczam mostem w mieście Capljina.







Gonię na północ. Ostatnie kilkanaście kilometrów do granicy to jazda przez miejscowości gdzie knajpa stoi na knajpie. Natężenie ruchu na drodze również znacznie wzrasta ze względu na bliskość granicy. Na przejściu dość długa kolejka, ale dla mnie jako rowerzysty nie przysparza to większego problemu. Przedzieram się między samochodami i przy okienku nawet nie zdążyłem wyciągnąć dowodu osobistego bo kazano mi jechać dalej ;-)



Witamy w Chorwacji ! Teraz tylko kilka kilometrów jazdy i rozbijam się na noc na rozległej łące z widokiem w jedną stronę na Imotski, a z drugiej na pasmo górskie Biokovo.


Statystyki dzień 16

Cała galeria dostępna pod adresem: https://photos.app.goo.gl/yEM1niN7RwJa0q5i1

cdn
_________________
http://roweromaniakk.blogspot.com/

https://www.facebook.com/...82637058891185/
 
 
     
rambi 


Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-11-09, 07:12   

Marco napisał/a:
żebym ja miał tyle sił i chęci

Podejrzewam, że chęci to oboje tyle mamy! ;-)

Fragment o Czarnogórze pobudził wspomnienia :-) Uwielbiam Kotor, a całkiem miło wspominam też inne opisane przez Ciebie miejsca.

Robert J napisał/a:
Droga staje się coraz bardziej eksponowana. Fajne wrażenia z jazdy nią

Świetna droga! Tam nie byłem. Muszę zerknąć na mapę aby zobaczyć, gdzie to jest :-)
_________________
Pasjami brukuj drogę swojego życia..
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: