Mały Szlak Beskidzki w 3 dni - Red-Angel

Moderatorzy: Madziul, Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Mały Szlak Beskidzki w 3 dni - Red-Angel

Post autor: Red-Angel » 2015-01-13, 19:58

Przypomniałem sobie, że napisałem pewien czas temu relację, ale jej nie wrzuciłem tu jeszcze. A może kogoś zainteresuje ;-)


Pomysł przejścia Małego Szlaku Beskidzkiego miałem już od co najmniej dwóch lat. Do tej pory kiepsko było z realizacją, bo z jednej strony szlak jest za długi, by jechać na niego w normalny weekend, a zbyt krótki, by robić z niego długą przeprawę. Jednak w końcu nadarzyła się odpowiednia okazja.

Piątek, 31 października 2014

Bielsko-Biała Straconka, Obrazek, Leskowiec

Tą okazją był pierwszy długi weekend listopadowy, tzn. Wszystkich ¦więtych. Dużo osób na szlakach nie powinno być, a i pogodę zapowiadali dobrą. Aż żal było nie wykorzystać takiej okazji na realizację odkładanego pomysłu.

Na początek trochę informacji o nim zaczerpniętych z Wikipedii:
„Mały Szlak Beskidzki – szlak turystyczny o długości 137 km znakowany kolorem czerwonym, biegnący od Straconki w Bielsku-Białej (Beskid Mały) po Luboń Wielki (Beskid Wyspowy). Prowadzi przez tereny Beskidów, które omija swoim przebiegiem Główny Szlak Beskidzki – Beskid Mały, Beskid Makowski oraz Beskid Wyspowy.”

Jak widać jego długość (licząc mapowo wychodzi mi 130km), pozwala przejść go w 3 dni, ale to idąc cały czas. Trzeba dodać, że mam na myśli długie, letnie dni, bo wtedy długo jest jasno ;-)

Ja niestety nie mam już do dyspozycji długich, letnich dni, ale za to posiadam nową czołówkę Black Diamond Spot III, więc noc mi nie straszna :-P A tak serio, to postanowiłem pokonać szlak w zakładanym od dawna sposób.

Pierwsze schody zaczynają się wraz z dojazdem. Pociąg TLK z Wrocławia do Katowic łapie na trasie opóźnienie, przez co spokojnie wsiadam do pojazdu Kolei ¦ląskich. Tego godzinę po moim planowym ;-) Ale on również spóźnia się na trasie, więc jest fajnie. Po wyjściu na peron w Bielsku-Białej, idę pod kościół w dzielnicy Straconka, gdzie swój początek ma MSB.
Obrazek

Startuję dokładnie o 11.55. Czyli do zachodu mam 4h30min, nie jest źle, ale miało być lepiej.
Najpierw szlak wiedzie asfaltem, później jednak odbija w las, by stopniowo zdobywać wysokość. Po drodze mijam pierwsze duże ilości błota na szlaku, ale co to jest prawdziwe błoto miałem dowiedzieć się dopiero później.
Pierwszy krótki postój na zdjęcie robię na Przełęczy u Panienki (710 m n.p.m.).
Obrazek

W tym miejscu znajduje się kapliczka Matki Bożej oraz ponoć jest gdzieś źródło. Gdy byłem tu ostatnio, nie udało mi się go odnaleźć, podobnie miał znajomy, więc pozostaje mi wiara. Kolejnym charakterystycznym punktem na szlaku jest stalowy krzyż na (C)hrobaczej Łące (828 m n.p.m.). Kiedyś tu byłem na dłużej , mając przyjemność widzieć niewyraźne Tatry.
Obrazek

Nie zatrzymuję się tu jednak, bo widoczność słaba i idę dalej. Teraz czeka mnie zejście do Jeziora Międzybrodzkiego. Nad, a właściwie pod, jeziorem znajduje się Zapora Porąbka spiętrzająca wody Soły, a których powstało jezioro.

Obrazek

Kolejny etap to podejście na Górę Żar. Sporą część trasa biegnie asfaltem, mijając po drodze tabliczki z zakazem wejścia i informacją o aktywnym osuwisku. Ale za to samochody tędy nie jeżdżą, bo jest zakaz na pewnym odcinku ;-) Widoki za to są.
Obrazek

A sama góra robi na mnie ponura wrażenie. Dobrze, że pora już późna i zimno, bo inaczej pewnie byłoby tu mnóstwo ludzi. Zresztą wita mnie tam typowa muzyka z gatunku górskie disco-polo oraz koty sępiące jedzenie ;-) Tak więc mam przyjemność zrobić sobie pierwszą przerwę na dzisiejszej trasie, zjeść kolację i nakarmić kota słuchając skocznych góralskich, lub nie, melodii.
Obrazek

Po pewnym czasie, gdy słońce trochę się obniżyło, a mi zrobiło się zimno, ruszyłem dalej. Obchodzę zaporę po prawej stronie (szlak został zmieniony) i dochodzę do dużego parkingu. Tu nastaje problem, bo nie widzę, gdzie teraz idzie szlak i trochę krążę, ale właśnie przyjeżdża miejscowy, od którego zaciągam języka i już po chwili jestem na właściwej trasie.
Podejście na Kiczerę jest krótkie, ale warto tu podejść. Widoki SA rewelacyjne, szczególnie o zachodzie słońca.
Obrazek

Obrazek

To jezioro jednak ładnie wygląda :-) Bardzo oryginalnie.
Zresztą sam szczyt również jest interesujący. Dla szukających darmowych miejscówek noclegowych, jest to ładna wiata:
Obrazek

Mie myślę jednak o noclegu w niej, bo po pierwsze nie jestem śpiący ani zmęczony, a po drugie nocleg zaplanowałem trochę dalej.
Dalej to spacer lasem do asfaltu na Przełęczy Kocierskiej. Jest tu jakaś restauracja/hotel. Co dokładnie, to nie wiem, nie sprawdzałem. Po drodze mijam ruiny „szałasu letniego”.
Obrazek

Idzie się fajnie i przyjemnie, ale robi się coraz zimniej. W pewnym momencie zauważam, że trawy pokrywa szron.
Obrazek

To rozwiewa moje rozważania co do temperatury – jest na pewno na minusie. Co prawda lekkim, ale zawsze. No, ale trochę te rozważania trwały, bo zanim to zauważyłem, schodziłem już z Potrójnej, na której miałem kolejny krótki postój, podczas tej wędrówki. Myślę, że stąd są ładne widoki, bo widziałem zarysy okolicznych szczytów.
Później schodząc z Madahory chwilę zajęło mi odnalezienie szlaku, który niespodziewanie skręca w lewo. W dzień to miejsce pewnie nie jest trudne do zauważenia, jednak nocą nie było tak łatwo ;-)
O 21.40 dochodzę na Leskowiec zajmuję wiatę, gotuję kolację i szykuje się spać. Nastawiam się na ciężką noc, bo cała łąka pokryta jest pięknym szronem (żałuje, ze nie zrobiłem zdjęcia!), ale ostatecznie było dobrze.

Dystans: 36km
Czas: 9h35min

Sobota, 1 listopada 2014

Leskowiec, Obrazek, Kudłacze

Pobudka po 6 i okazało się, że noc nie była zła. Ociepliło się i cały szron zniknął jeszcze w nocy. A jak wiadomo, nocne ocieplenie oznacza zmianę pogody na gorsze, więc nie ma z czego się cieszyć.
Wschód oczywiście był, chociaż taki dziwny kolorystycznie.
Obrazek

Widać zresztą zmianę pogody w chmurach.
Obrazek

Jednak Tatry było widać, wyjazd więc jest udany :-)
Obrazek

Z drugiej strony doliny ładnie prezentuje się Babia Góra.
Obrazek

A sama wiata wygląda tak:
Obrazek

Później ponownie wchodzę do śpiwora i trochę czekam, bo nie mogę za szybko zejść do schroniska na śniadanie. Samo schronisko leży jakieś 3 minuty od Leskowca, więc daleko nie mam. Zachodzę tam na posiłek, uzupełniam wodę i zaczynam drugi dzień wędrówki Małym Szlakiem Beskidzkim o godzinie 8.30.
Obrazek

Podczas zejścia do Krzeszowa mijam źródełko przy szlaku, o którym wcześniej nie wiedziałem. Gdybym wiedział, nie jadłbym śniadania w schronisku, tylko ugotował sobie coś sam. W Krzeszowie robię zakupy i idę dalej.
Ciekawszym miejscem są rejony Żurawnicy/Gołuszkowej Góry. Chodzi oczywiście o widoki:
Obrazek

Przed Zembrzycami mijam jeszcze kilka kapliczek. Swoją drogą na tym szlaku jest ich tu dużo. Część jest murowana, część w formie przydrożnych krzyży, ale są i zwracają na siebie uwagę.
Obrazek

Gdzieś tu kończy się Beskid Mały, a zaczyna Makowski.
Obrazek

Pierwsze spotkanie z Beskidem Makowskim, to długie podejście na Chełm. Spora jego część to asfalt, jednak jakieś widoki się zdarzają.
Obrazek

Obrazek

Na Chełmie, albo raczej za nim, robię przerwę na obiad. A by jednocześnie zjeść coś porządnego, prócz zupy piekę kiełbaski.
Obrazek

Przerwa jest konkretna, bo 1,5h mija, nie wiem nawet kiedy. Gdy pakuje plecak pada na mnie kilka kropel deszczu. Z niepokojem patrzę, czy nie zacznie lać, ale okazało się, że tylko postraszyło.
Teraz szlak wygląda jak dobra, utwardzona droga.
Obrazek

Później schodzę do miejscowości Palcza, a w jej okolicach mam okazję obserwować zachodzące słońce.
Obrazek

Jakąś godzinę za Palczą mijam wiatę.
Obrazek

Generalnie mówiąc ten fragment szlaku jest nudny. Idę, idę i nawet nie wiem, gdzie dokładnie jestem. Mijam jakieś szczyty, przełęcze, ciągle idę lasem, omijam wciągające błoto, zajmujące całą szerokość sporej ścieżki. W pewnym momencie dochodzę do polany z Kaplicą św. Huberta i kilkoma ławkami. Obserwuję podchodzącego do skraju polany lisa, który jednak uciekł, gdy poświeciłem w niego długim światłem.W tym miejscu odpaliłem GPS’a w komórce i zobaczyłem, gdzie to ja wylądowałem. Nie to, żebym się zgubił, po prostu od prawie 3h szedłem nie wiedząc, w którym miejscu szlaku dokładnie jestem – mijane na drogowskazach nazwy nic mi nie mówiły, a moja mapa w skali 1:75 000 ma tylko główne punkty, których na tym odcinku brak.
Po chwili odpoczynku ruszam jednak dalej, bo kawałek jeszcze mam dzisiaj w planach.
Z monotonnego marszu nudnym lasem, wyrwał mnie… miś! Pluszak leżący na drzewie. Ciekawe w jakim celu ktoś go tu wrzucił ;-)
Obrazek

Na zejściu do Myślenic mijam taką oto kaplicę z mnóstwem ławek w okolicy. Kolejne ciekawe miejsce na biwak.
Obrazek

A przed samymi Myslenicami natrafiam na to straszące drzewo:
Obrazek

Po zejściu do Myślenic spotykam Judkę, z którą kawałek idę i rozmawiam o okolicznych szlakach, by jednak dość szybko się z nią pożegnać i odbić na Myślenice Zarabie.
Stąd zaczyna się ostre podejście w stronę Uklejnej. Początkowo jest naprawdę stromo i męcząco, później jednak się trochę poprawia. A ja ponownie idę przed siebie, mijając co pewien czas tabliczki z nazwami mijanych miejsc i próbując zlokalizować to w przestrzeni. Bo przechodząc do tego pasma, zmieniłem również mapę na 1: 90 000. Jak łatwo się domyślić, nazw jest na niej jeszcze mniej niż na poprzedniej ;-) Całe szczęście mam ze sobą również rozpiskę trasy w formie papierowej.
W każdym razie do schroniska na Kudłaczach dochodzę o godz. 0:50. Nie ma sensu bym budził gospodarzy, więc lokuje się w okolicy ;-)
Obrazek

Jem kolację i idę spać. I o ile jestem śpiący, to zmęczenia dalej nie czuję. Jest dobrze :-)

Dystans: 60,2km
Czas: 16h20min

Niedziela, 2 listopada 2014

Kudłacze, Obrazek, Luboń Wielki

Tym razem pobudka po 7, jem śniadanie i o 8.20 ruszam na dalszą część Małego Szlaku Beskidzkiego.
Widok sprzed schroniska zachęca.
Obrazek

Jak widać dzisiaj pogoda jest dużo lepsza niż wczoraj, słońce świeci, będzie się lepiej szło :-)
Początek dnia to podejście na Lubomir, który wg KGP jest najwyższym szczytem Beskidu Makowskiego, chociaż wg regionalizacji Polski, leży w Beskidzie Wyspowym.
Obrazek

Zejście ze szczytu to tragedia. Ciężko się idzie. Najpierw kamienie, potem asfalt. Nic fajnego. Za to widoki są piękne i odwracają uwagę od niewygodnego szlaku.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać nawet Tatry (myślę, że się nie mylę).
Obrazek

Etap do Kasiny Wielkiej jest ciekawy. Co prawda wszystkie góry są zalesione, jednak z przełęczy między nimi rozpościerają się interesujące widoki.
Obrazek

Lubogoszcz
Obrazek

Obrazek

Przed szczytem Dzielec zaczynają się również wiatrołomy, które utrudniają wędrówkę, bo nie zawsze zostały już usunięte. Jak się okaże, będą mi towarzyszyć aż do końca wędrówki MSB – oczywiście nie ciągle.
Obrazek

Zabudowania Kasiny Wielkiej i górujący nad nią Lubogoszcz.
Obrazek

W Kasinie Wielkiej odbijam ze szlaku i idę do centrum do sklepu po zakupy na drugie śniadanie, które planuję zjeść w sprzyjającym miejscu zaraz za asfaltem, którym początkowo biegnie szlak.
Obrazek

A moje drugie śniadanie składało się z bananów, wafelków Familijnych i kefiru :-)

A co psuło tą przerwę? Ciągle przejeżdżające tędy motocykle i quady. Widać miejscowym pracownikom leśnym nie przeszkadzają one na ich terenie, albo po prostu nie wypada przeszkadzać znajomym w jeździe po lesie. Cóż, takie życie. Bo nie uwierzę w zapewnienia, że nie wiedzą gdzie oni jeżdżą…
Podejście na Lubogoszcz jest długie, strome i męczące. Główną trudnością jest błoto, do tego rozjeżdżone przez motory i ciężki sprzęt. Brak drzew utrudnia orientację w terenie, jednak udaje mi się bez pomyłek trafić na szczyt.
Obrazek

Na szczycie znajduje się krzyż, ławki, tablice informacyjne i miejsce ogniskowe.
Obrazek

Zejście ze szczytu zajęło mi mniej czasu niż przypuszczałem patrząc na mapę. Bynajmniej nie narzekałem. W Mszanie Dolnej robię zakupy w Tesco i przy zachodzącym słońcu kieruję się w stronę Lubonia Wielkiego.
Obrazek

Aż do Przełęczy Glisne idzie się polami, asfaltem i łagodnym lasem. Dopiero później teren bardziej się pionuje i zaczyna się męczący kawałek. Jednak idzie się przyjemnie, mając w perspektywie że to już koniec.
Szczyt pełen jest połamanych drzew, bo chociaż szlak został oczyszczony, to dookoła jeszcze leży ich mnóstwo.
A na szczycie jestem o 18.25, czyli dokładnie 54h30min od startu.
Obrazek

Dzwonię do drzwi schroniska – są zamykane – po chwili schodzi gospodarz i daje mi pokój. To schronisko jest wg mnie dziwne. Małe, w sumie ma tylko dwa pokoje (w tym jeden gospodarza). Do tego podejście dzierżawcy do turysty bardzo specyficzne. Gdyby nie to, że za oknem wiało potężnie, zastanawiałbym się, czy nie lepiej byłoby spać gdzieś pod krzakiem, czy w jakiejś wiacie ;-)

Dystans: 34,4km
Czas: 10h05min

Poniedziałek, 3 listopada 2014

Luboń Wielki, Obrazek, Rabka-Zdrój

Wstaję, gdy czuję się wyspany, jem śniadanie i o 10.00 wychodzę ze schroniska. Wieje w dalszym ciągu, ale widoki również są.
Obrazek

Obrazek

Zejście ciągnie się w lesie. A co można spotkać w środku lasu na środku szlaku? Oczywiście auta terenowe i to w ilościach dużych. A prócz tego pomiędzy drzewami łazi grupa naganiaczy, krzyczy, hałasuje, a na szlaku stoją myśliwi i czekają na przestraszone zwierzęta. Ciekawe czy byli zadowoleni z mojego przybycia tam.

Po drodze na dół mijam kapliczkę.
Obrazek

Jest też widok na Gorce.
Obrazek

No i na tym zakończyłem wyjazd. Z Rabki wsiadam w busa do Krakowa, skąd pociągiem jadę do Wrocławia.

Jak widać udało mi się przejść Mały Szlak Beskidzki w 3 dni, jak to sobie pierwotnie zakładałem, a czwarty dzień przeznaczyć jedynie na powrót do Wrocławia.
Niektórzy pewnie powiedzą, że niepotrzebnie chodziłem tyle nocą, jednak uważam, że większość najciekawszych odcinków przeszedłem za dnia. Dodatkowo zrobiłem fajną, dłuższą (jednorazowo) trasę w tym roku, a warto co pewien czas przejść jakiś dłuższy odcinek „ciągiem”, by siebie sprawdzić.

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/1003226833 ... redirect=1#

Oryginał: http://www.goryponadchmurami.pl/2014/12 ... 3-dni.html
Ostatnio zmieniony 2015-01-13, 21:06 przez Red-Angel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7449
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2015-01-13, 20:24

Trasa zarąbista, pogoda również...chyba zaczynam mysleć, że jednak jesień to dla mnie najlepsza pora roku na szlakach.
Ten drugi dzień mnie rozwalił :-o

ps Jedna to się ciągle rechoce na fotach , a ty to masz zawsze taką minę jak na 1 listopada :lol:
Ostatnio zmieniony 2015-01-13, 20:36 przez Michun, łącznie zmieniany 1 raz.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2015-01-13, 20:26

stalowy krzyż na (C)hrobaczej Łące (828 m n.p.m.). Kiedyś tu byłem na
dłużej(LINK), mając przyjemność widzieć niewyraźne Tatry.
nie ma linku :-P
60km jednego dnia ! , stąd juz tylko krok do Supertwardziela ¦więtokrzyskiego :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9924
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2015-01-13, 20:47

Michun pisze:ty to masz zawsze taką minę jak na 1 listopada
Red mnie kiedyś mówił, że nie będzie się mizdrzył do obiektywu. :mrgreen:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2123
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2015-01-13, 20:48

Nie no Red porzuć te 'kosmiczne płatki" i inne ustrojstwa jadane na śniadanie. A już myślałem że zacząłeś "normalnie" chodzić po górach i nawet zastanawiałem się nad jakąś wspólną wyrypą ale widzę, że to tylko mrzonki.
Masakra z Tobą. A źródełko obok przełęczy U Panienki jest tylko trochę dalej w stronę Hrobaczej i po lewej tzreba zejśc ze szlaku stromo w dół.
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7449
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2015-01-13, 20:53

menel pisze:Red mnie kiedyś mówił, że nie będzie się mizdrzył do obiektywu. :mrgreen:
no i ok.
Marco pisze:"normalnie" chodzić po górach
- to nie z Redem a na dodatek nie będę wstawał o 6, 5 ani 4 :mrgreen:
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2015-01-13, 21:13

Michun pisze:Trasa zarąbista, pogoda również...chyba zaczynam myśleć, że jednak jesień to dla mnie najlepsza pora roku na szlakach.
Tak, jesień jest lepsza niż lato w górach. Ale prawdziwa zima wygrywa ze wszystkim ;-)
Michun pisze: Ten drugi dzień mnie rozwalił :-o
Nie marudź :-P
Michun pisze:ps Jedna to się ciągle rechoce na fotach , a ty to masz zawsze taką minę jak na 1 listopada :lol:
Przynajmniej termin był odpowiedni :mrgreen:
Lidka K. pisze:
stalowy krzyż na (C)hrobaczej Łące (828 m n.p.m.). Kiedyś tu byłem na
dłużej(LINK), mając przyjemność widzieć niewyraźne Tatry.
nie ma linku :-P
Poprawiłem, link się pojawił. Po prostu to była wersja robocza i teraz zapomniałem uzupełnić ;-)
Lidka K. pisze:60km jednego dnia ! , stąd juz tylko krok do Supertwardziela ¦więtokrzyskiego :lol:
Chodziłem już więcej ciągiem jednego dnia, ale doszedłem do wniosku, że imprezy zorganizowane mnie nie interesują - szkoda mi na wpisowe, które często nie jest najniższe...
menel pisze:Red mnie kiedyś mówił, że nie będzie się mizdrzył do obiektywu. :mrgreen:
Jedynie mogę się do obiektywu uczesać :mrgreen:
Marco pisze:Nie no Red porzuć te 'kosmiczne płatki" i inne ustrojstwa jadane na śniadanie. A już myślałem że zacząłeś "normalnie" chodzić po górach i nawet zastanawiałem się nad jakąś wspólną wyrypą ale widzę, że to tylko mrzonki.
W tym roku musimy gdzieś razem pojechać, zobaczysz, że dasz radę, w końcu to Ty brykasz po 4tysięcznikach, nie ja :-P
Michun pisze:
Marco pisze:"normalnie" chodzić po górach
- to nie z Redem a na dodatek nie będę wstawał o 6, 5 ani 4 :mrgreen:
To są nieprawdziwe insynuacje! :-P
Ostatnio zmieniony 2015-01-13, 22:01 przez Red-Angel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9924
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2015-01-13, 21:32

Red-Angel pisze:W każdym razie do schroniska na Kudłaczach dochodzę o godz. 0:50. Nie ma sensu bym budził gospodarzy, więc lokuje się w okolicy ;-)
Gdzie raczyłeś się uwalić?? Co to za miejscówa?
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2015-01-13, 21:40

Pod samym schroniskiem (już na jego terenie) jest wielka wiata imprezowa. Skorzystałem z jej wnętrza.

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7449
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2015-01-13, 21:56

Red-Angel pisze:Nie marudź :-P
jak ty się szczylu jeden odzywasz do starszych?! :shock:
Red-Angel pisze:Przynajmniej termin był odpowiedni :mrgreen:
no właśnie o to mi chodziło :lol:
Wiata już jest tam dawno , dali ci spać za free? Czy jak zwykle zwiałeś nad ranem? :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 2015-01-13, 22:07 przez Michun, łącznie zmieniany 1 raz.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9924
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2015-01-13, 21:58

Red-Angel pisze:Pod samym schroniskiem (już na jego terenie) jest wielka wiata imprezowa. Skorzystałem z jej wnętrza.
Bardzo dobry pomysł, skorzystam jak się trafi okazja. Red, na przejście całości jest sens brać namiot?
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2015-01-13, 22:05

Michun pisze:Wiata już jest tam damno , dali ci spać za free? Czy jak zwykle zwiałeś nad ranem? :mrgreen:
Nie czekałem aż się rozglądną po zagrodzie ;-)
menel pisze:Bardzo dobry pomysł, skorzystam jak się trafi okazja. Red, na przejście całości jest sens brać namiot?
Generalnie idąc spokojnie, jeden lub dwa nocleg wypadną na terenie bezwiatowym. Ale jak się streścisz, dasz radę bez namiotu, ja dałem, bo go nie miałem ;-)

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9924
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2015-01-13, 22:11

Red-Angel pisze:dasz radę bez namiotu, ja dałem, bo go nie miałem
Aha, to wezmę. :mrgreen:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
mhu1979
Posty: 1314
Rejestracja: 2009-02-15, 08:55
Lokalizacja: Poznań RTE

Post autor: mhu1979 » 2015-01-14, 06:02

Red - spoko trasa. Wiata przy Kudłaczach też całkiem spoko, tylko pewnie normalnie niedostępna "na legalu".
Gówniarzeria pierwszy raz w górach :-)

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2015-01-14, 09:40

Kto robił tak świetne zdjęcia? Pytam, bo Tobie, BIEGN¡C, musiałoby być ciężko :mrgreen:

ODPOWIEDZ