Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: rambi » 2019-02-03, 20:30

Rok temu Waldek opowiedział mi o swoim przemarszu przez pustynię Negev. Zabrzmiało bardzo interesująco i zupełnie mogło być dla mnie inaczej niż wszędzie, gdzie bywałem. Postanowiłem zatem po roku w zimie sprawić sobie frajdę i, w czasie projektowo ciężkim dla mnie, zrobić 4 dni wolnego i szybką przebieżkę po okolicy. Czy warto było? Oceńcie sami. Kilka zajawkowych zdjęć abym nie mógł potem się wykręcać ;-)

Dodam tylko na szybko, że na ten wyjazd zakupiłem sobie nowy chiński leciutki domek do spania. Przy okazji będzie trochę info z testu niego jak i innych pustynnych gadżetów.
https://www.outdoorzy.pl/22700-naturehi ... 000mm.html

W sumie w 3 doby na miejscu zrobiłem ponad 100km i niektóre miejsca d… urywały, a miałem też bliskie spotkania z pewnymi drapieżnikami ;-) Sporo rzeczy mnie zaskoczyło, sporo podobało. Chciałbym tam jeszcze kiedyś wrócić.

Zacząłem od kąpieli w Akabie (nie obiecywałem, że Was nie będę wkurzał! ;-) ).
Obrazek

Spróbowałem megadrogie piwa w znalezionym minibrowarze.
Obrazek

Szedłem przez księżycowe krajobrazy.
Obrazek

I widziałem prawdziwe cuda natury.
Obrazek

Reszta mam nadzieję soon :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5555
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Lidka K. » 2019-02-03, 21:20

Rambi, z takim wstępem to , mam nadzieję, że relację masz gotową, i czekasz tylko na nasze jęki, żeby natychmiast ją tu dorzucić ;-) No to właśnie jęczę :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 229
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: sosikhehe » 2019-02-04, 18:04

Paaanie co tak słabo się kurła pytam :-D
Tak jakbyś pisał relacje i zasnął już po 5 minutach na klawiaturze wciskając "Wyślij"
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: rambi » 2019-02-05, 08:07

Lidka K. pisze:
2019-02-03, 21:20
Rambi, z takim wstępem to , mam nadzieję, że relację masz gotową, i czekasz tylko na nasze jęki, żeby natychmiast ją tu dorzucić ;-) No to właśnie jęczę :lol:
sosikhehe pisze:
2019-02-04, 18:04
Paaanie co tak słabo się kurła pytam
I takich motywacji potrzebowałem. Już zacząłem pisać ale czas mocno mnie ogranicza. Nie poddaję się jednak ;-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5555
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Lidka K. » 2019-02-05, 08:40

I takich motywacji potrzebowałem.
jak dziecko, normalnie jak dziecko :mrgreen: :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: rambi » 2019-02-17, 19:26

Plan wyjazdu był prosty i tworzony na szybko. Przelot do Uvdy, która znajduje się kilkadziesiąt kilometrów autem od Ejlatu. Można było lecieć z Krakowa albo z Poznania. Mogłem wziąć tylko dwa dni urlopu więc wybór padł na Kraków. Przelot tam w sobotę o 7 rano i powrót we wtorek o 13. Mogłem sobie jeszcze przedłużyć pobyt lecąc np. z Poznania a wracając do Krakowa. Zdecydowałem się jednak na Kraków, który bardzo lubię odwiedzać.

Plan był prosty: przylot w sobotę, szybki przejazd do Ejlatu, zakupy, nacieszenie się morzem i następnego dnia wymarsz. W 3 dni trzeba było wrócić na lotnisko aby samolot nie poleciał bez kompletu pasażerów ;-) Plan planem a życie życiem jak to zwykle bywa. Zamówiłem sobie shuttle bus za 8$
https://www.fun-time.co.il
Trzeba jednak przyznać, że można skorzystać z doskonale sprawującej się tutaj komunikacji miejskiej i autobusu 282 jeżdżącego zgodnie z przylotami samolotów. W soboty ze względu na święto nie jeździł jeszcze dodatkowy autobus lokalny. Atrybutem głównym wyjazdu miał być oczywiście namiot i biwaki. Trzeba było więc zakupić jakąś butlę gazową. Sprawdziłem gdzie w Eilat można kupić butle. I znalazłem jedno miejsce, które się przewijało wszędzie na forach. Zastanawiało mnie jednak czy będzie czynne w sobotę?! Sprawdzam i znalazłem gdzieś na forum, że czynne: 7 - 10:30pm. Dziwne mi się wydało, że w święto cały dzień czynne, no ale cóż.
Po przyjeździe do Ejlatu zostawiamy graty w hostelu i lecimy na plażę. To miał być najcieplejszy dzień wyjazdu a w nocy … załamanie pogody. Gospodarz mówi, że marzy o tym aby to był pierwszy deszcz w tym roku. My marzymy o czym innym ;-) Póki co jest jednak ponad 20 stopni więc się kąpię. Jako jeden z niewielu, bo dla miejscowych to zima i siedzą na plaży pijąc drinki. Często poubierani jak na Syberię. Woda jak w najcieplejszym czasie w Bałtyku jest idealna do kąpieli. Aż ciężko wyjść ;-)
Następnie robimy szybką przebieżkę po mieście. To prawdziwy kurort i to do tego cholernie drogi jak na polskie warunki.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

A z tyłu majaczy nam Jordania w odległości paruset metrów.
Obrazek

Robi się już późno więc ruszamy do minibrowaru przez „nasze” centrum handlowe. Jakie jest moje zdziwienie kiedy ani w okolicy ani w samym centrum nie ma żywego ducha. Otwarte może ze 2-3 sklepy z ciuchami a reszta pozamykana. Podpytujemy lokalsa: po zmroku powinni otworzyć! A więc po 17:30. Szybki nabieg na browar i trzeba będzie wrócić po butlę. Browar to jedyny lokal czynny w okolicy, co mnie akurat w ogóle nie martwi. Ceny jednak zabijają. Piwo małe to koszt 20-30 szekli (1 szekel to trochę ponad złotówka), naczosy do piwa z sosami to ponad 60 szekli. Na szczęście na wejście trafia na stół deska degustacyjna za darmo. Można wyrzucić z zakupów niedobre piwa. Większość jest słaba więc ruiny nie będzie ;-)

Po 17 bez żalu wracamy do marketu. A tam otwarte ze dwa sklepy więcej i dalej nic. Postanawiamy wrócić do centrum i czegoś poszukać. Tam było wszystko czynne w sklepach przy plaży. Jednak i tu nic nie znajdujemy. Parę kilometrów marszu na darmo. W żadnym sklepie nie ma butli. Po necie szukamy i napisane, że tylko w sklepie Rikushet są butle. Wiem od Waldka, że przy wejściu na narodowy szlak izraelski Shvil Israel (https://www.israeltrail.net/) można kupić butle ale to kilka kilometrów od centrum i gwarancji, że będzie otwarte nie mam.

Wtem przychodzi olśnienie: a czemu w opisie godzin otwarcia nie było „am”? Nie wpadłem na to, że sklep można otworzyć wieczorem na 2-3 godziny. Na necie sprawdzam na innych stronach: zaraz otwarcie! No to z powrotem do centrum handlowego. Tym razem przemarsz kończy się pełnym sukcesem: mała butla z gazem za ponad 20 szekli ląduje w plecaczku. Wracając robimy zakupy na wyjście i śniadanie. Woda jest głównym punktem programu.

DZIEŃ 1
Planowanie trasy można robić na różne sposoby ale zdecydowanie najdokładniej można sobie zaplanować trasę na poniższej mapie, którą mi polecił Waldek. Może nie przekonuje mnie pod względem użytkowym ale dokładność map ma rewelacyjną.
https://israelhiking.osm.org.il

Pierwszy dzień to miała być mordęga i najdłuższy odcinek do przejścia. Ze względu na późny powrót i poprzednią zarwaną noc oczywiście udało się zaspać. I zamiast wyjść po 6 rano to wymarsz mamy przed 7. Zamiast ruszyć na początek szlaku Shvil ruszamy z Ejlatu inną trasą aby do Shvil dotrzeć po drodze. Wszystkie drogi tutaj prowadzą przez pustynię i przepiękne górki. Choć przy wyjściu zaskoczenie: zaczyna kropić! Po kilku minutach „ulewa” się jednak kończy i tego dnia już nas nie zaskoczy, choć chmury będą się cały czas kłębić.

Same szlaki są o tyle interesujące, że chodząc tu powinno się ich trzymać. Nie jest rekomendowane schodzenie z dróg a w niektórych miejscach wręcz zabronione. Zwłaszcza w okolicach granicy. Granice robią wrażenie, bo na przykład wzdłuż całej granicy egipskiej jest ustawiony wysoki kolczasty płot. Za nim jest droga patrolowa dla wojska. Za nim następne zasieki. A za nimi dopiero droga cywilna. Na wzgórzach są poustawiane bunkry w których siedzą miejscowi żołnierze. Nad głowami za to lata mnóstwo F-15, F-16 czy też F-35. To bardzo zmilitaryzowany kraj a w każdym miejscu praktycznie są widoczni żołnierze z bronią. Wolałem im nie robić zdjęć ;-)

Człowiek ruszający na pustynię wygląda tak :-)
Obrazek

Na wyjście nie wziąłem górskich butów a swoje buty trailowe do biegania. Najważniejszą do nich inwestycją był zakup stuptutów biegowych, które blokowały możliwość wsypywania piasku do butów, czego się najbardziej obawiałem. Sami wiecie co może z nogami zrobić wsypany piasek. To był na pewno jeden z najlepszych zakupów przed wyjazdem. Poniżej zdjęcie jak wyglądają: polecam firmę inov8.
Obrazek

Po drodze uprasza się o spanie na tak zwanych kempingach, czyli w miejscach do tego przystosowanych, gdzie zwierzęta mogą się spodziewać człowieka. Przystosowanie to najczęściej po prostu w miarę płaski i lekko osłonięty od wiatru teren. W niektórych miejscach znajdują się specyficzne ale bardzo czyściutkie toalety. Nie są to toitoi’e, jak pytał Sosik, i nie ma tu wody ale za to ale obok stoi wór z trocinami do zasypania ekskrementów. Co ciekawe: nie czuć tu prawie zapachów.

Trasa była bardzo widokowa choć pogoda średnia. Pomimo to niektóre miejsca robiły wrażenie i pustynia Negev okazała się mało monotonna i mieniła się różnymi kolorami.
Obrazek
Obrazek

Po drodze pojawił się pierwszy kamping: Wadi Netafim. Ten miał tylko oznaczone miejsce bez żadnych dodatkowych udogodnień.
Obrazek

Po drodze coraz częściej zaczęliśmy spotykać zwierzęta. Na pierwszy ogień poszedł nic nie robiący sobie z naszej obecności koziorożec nubijski.
Obrazek

Oznaczenia szlaków są wyjątkowo dobre w Izraelu. Malowane paski jak u nas, dużo szlaków rowerowych, choć jazda po piachu nie zachęca mnie ;-) Oznaczenie skrzyżowania bardzo przejrzyste.
Obrazek

Do szlaku narodowego udało się dojść w okolicach Zgubionego Kanionu. Piękne miejsce, które warto na pewno zobaczyć.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tu trzeba było zrobić mały popas, bo zmęczenie już spore a najtrudniejsza część trasy przed nami. Trudna ale za to okraszona niewiarygodnymi widokami. Trzeba się było trochę powspinać i poschodzić ale warto było. Mnie te widoki urzekły.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Miejscami ciekawe były też nacieki naskalne.
Obrazek
Obrazek

Na koniec doszliśmy do kanionu rzeki, który miał nas sprowadzić do szerokiej dolinki. Po kilku kilometrach mieliśmy dojść w końcu do kempingu. Ale nie spodziewaliśmy się tutaj tylu emocji: wąskie przejścia, klamry, konieczności ściągania w niektórych miejscach plecaka aby zejść, bo tak było wąsko. A na zmęczeniu o kłopot nie było trudno. Stąd trochę mało fotek z tego miejsca, zwłaszcza że światło powoli gasło...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W kanionie spotkaliśmy pierwszych ludzi tego dnia. Dwie rodziny z małymi dzieci. Szli do oazy, która była powyżej kanionu ale była prawie całkowicie wyschnięta. Dzieci zasuwały po klamrach do góry. Byłem zdziwiony, że tyle kilometrów szli bez wody i plecaków. Na dole okazało się, że podjechali jeepami.

Gdy koryto wyschniętej rzeki się poszerzyło trafiliśmy na kolonie góralków przylądkowych. Wyglądało to jakby ziemia się ruszała. Jak nas widziały uciekały jednak do nor. Uciekały też przed nami płochliwe gazele Durcas, których nie udało się uchwycić dobrym ujęciem. Obserwowało nas też jakieś zwierzę z pyska podobne do jenota ale nie byłem w stanie go jednak ani dobrze uchwycić ani zidentyfikować.

Po 32km i prawie 1100 metrach podejść udało się w końcu dojść na kemping Raham-Etek. Ciekawie położone to miejsce noclegowe zupełnie zaskoczyło: były dwa kibelki i stała na kółkach beczka z wodą do użytku dla wędrujących. Zawory działały, wskaźnik wody pokazywał jej ilość. Gdybym wiedział nie dźwigałbym 4 butli wody! ;-)
Obrazek
Obrazek

A jakby ktoś chciał mniej nosić to są na necie stronki, gdzie można znaleźć depozyty zostawiane przez ludzi, którzy mieli za dużo jedzenia czy też wody. To też ciekawa opcja.

Namiot szybko stanął i można było strawę przygotować. Przyznam się bez bicia, że poszedłem na łatwiznę: kupiłem na obiady liofilizaty polskiej firmy Lyo Food. Bardzo przyzwoite jedzenie a waży tyle co nic. Jedna uwaga: dla faceta takiego jak ja to porcja duża tylko i wyłącznie. Mała to tak aby podrażnić lwa.
Obrazek

Szybko zaczęło się robić ciemno. Koło 17:30 jeszcze podjechał jakiś quad z dwoma gośćmi, którzy tylko pokazali na namiot. Pojechali dalej. Nie wiem czy to nie był jakiś cywilny patrol, których tam mnóstwo. Sen bardzo szybko mnie złapał, bo co tu za długo po ciemku robić jak się już naładuje sprzęt z powerbanków?! ;-) Spało się całkiem całkiem. Nagle w środku nocy parę kroków od namiotów zawyła syrena alarmowa! Przynajmniej tak się poczułem. Przeciągłe „Uuuuuuuu!” z mocą alarmu przeciwbombowego zerwało mnie w namiocie. Okazało się, że to wilk pustynny podszedł koło namiotu nie wyczuwając zapachu ludzi. Zerknąłem na telefon: 3 w nocy! Gorączkowe myśli biegną przez głowę: co to zwierzę może mi zrobić?! Gdzie jest scyzoryk? Może zapalniczka? Po 2-3 minutach nasłuchiwania wilk odezwał się z kilometr dalej. Chyba światełko w namiocie musiało go też zaskoczyć, dziwne że wcześniej nie wyczuł?! Przewinąłem pampersa i poszedłem spać. Przyznam szczerze, że tej nocy nawet o toalecie jakoś nie za bardzo miałem ochotę pomyśleć ;-)

DZIEŃ 2
Poranek mnie za to poraził pięknem dnia. Tak mogę się zawsze budzić! ;-)
Obrazek

Ten dzień miał być lżejszy. Za to dużo chłodniejszy. W nocy nawet możliwy przymrozek. A po drodze oaza, która kusi bardzo. Początek dnia nie zapowiada złej pogody. Kontynuujemy marsz choć ramiona odczuwają już trudy dnia poprzedniego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kawałek dalej pojawia się na drodze taka oto niespodzianka. Z daleka widać rozłożyste drzewo. Pod drzewem leżą jakieś przedmioty. Okazuje się, że to miejsce przygotowane przez miejscowych wierzących ludzi dla wędrowców aby sobie skorzystali z wody czy innych dóbr. Bardzo ciekawa inicjatywa. Nie skorzystaliśmy, bo i tak nieśliśmy całą „lodówkę” na plecach a może ktoś inny będzie bardziej złakniony.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kawałek dalej przecinamy drogę do kamieniołomu, który zniszczył cały obraz okolicy. Strasznie wyeksploatowali tam te góry aż żal było patrzeć. W tych okolicach zaczynamy spotykać coraz więcej ludzi. Widoki są niezmiennie przepiękne.
Obrazek
Obrazek

Powoli zbliżamy się do oazy Timna. Niedaleko koło niej przed sobą widzimy wielką grupę ludzi idącą szlakiem w naszym kierunku. Jak się zbliżają okazuje się, że to grupa izraelskich emerytów wędrująca szlakiem do Ejlat. Rozpoczynamy gadułę. Jak się dowiadują, że jesteśmy z Polski kilku z nich zaczyna do nas mówić łamaną polszczyzną. Czuć sympatię dla Polaków i Polski w każdym zdaniu i geście. Idą bez bagaży, z małymi plecaczkami. Pytam z ciekawości dokąd. Okazuje się, że idą cały szlak: 1100km! Co roku robią kawałek a to już razem 5 lat im zeszło. Zostało im 5 dni do końca.
- „Tak, takim tempem chodzą normalni ludzie” – pomyślałem sobie. Te ich 5 dni zrobiliśmy w niecałe 1,5, choć w drugą stronę. Żegnamy się z uśmiechami życząc sobie nawzajem szczęścia. Z daleka już widzimy zabudowania oazy.
Obrazek

Jak podchodzimy bliżej to wierzyć się nie chce, że mogą tutaj mieć tyle wody.
Obrazek

Nas od razu zaciekawia bar i … piwa craftowe tam serwowane. Czuć tutaj luksus tego miejsca, full żarcia, no ale piwom się nie mogliśmy oprzeć. Fajne jest to, że w oazie można za darmo nabrać sobie wody pitnej, jak i skorzystać z pryszniców przygotowanych dla piechurów. Dodatkowo można sobie wynająć do spania luksusowe przyczepy z prądem i pełnym wyposażeniem. Fajne jest też to, że można tu skorzystać z darmowego WIFI, co przy cenach roamingu w Izraelu nie jest bez znaczenia.

Wychodzimy z oazy po nabraniu wody. Pogoda się zepsuła. Zaczyna więc i być coraz chłodniej. Boimy się deszczu, bo przy nim na śliskiej skale cały misterny plan pójdzie do pieca. Tą część trasy można było zaplanować na kilka sposobów. Albo przejść najwyższą częścią pasma przez Mount Berekh (845 m npm) albo przejść przez szczyt Timna (447 m npm) z ekwilibrystyką wspinaczkową albo pójść bardziej drogami rowerowymi. Pierwsze dwie opcje grożą nam znowu przekroczeniem tego dnia 1000 metrów przewyższeń, co nie za bardzo nas zachęca przy prawie 30 kilometrowej trasie i nadal ciężkich plecakach. Nie wiemy czy znów nas nie zaskoczy jakiś wąwóz czy przejścia z klamrami i drabinkami. Wiem, że wejście na Timną jest po ścianie. Decydujemy się więc na drogę pośrednią z ominięciem w pierwszej fazie podejść a dopiero na wejście przejście przez przełęcz ponad 600 m n.pm. kawałek przed kempingiem.

Widokowo miejsce urzeka i jest nadal przepiękne. Idziemy dość duży kawałek płaskim terenem obchodząc Timną. Z daleka widzimy drugi bar po drugie stronie góry Timna ale ten już omijamy z daleka. Ruszamy w górę, bo jeszcze mnóstwo przewyższeń przed nami. A tu zaczyna być coraz stromiej i węziej. Wiatr wieje coraz mocniej i z namiotem wystawionym za plecak czasami się czuję jak żaglówka na wietrze ;-) Spotykamy jeszcze jednego tego dnia plecakowca. Ma malutki plecaczek i jak się pytamy jak szlak, patrzy na nasze zawalone rzeczami plecy i mówi, że trudny ale jak mamy wodę to damy radę. Trzeba przyznać: można się tu było zmęczyć a miejscami było całkiem adrenalinowo. Wąskie ścieżki graniowe z przepaściami po obu stronach, mocny wiatr, obsypujące się kamienie… Dobrze, że nie idziemy w deszczu. Parę zdjęć w okolicach Timna Park.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Szlak jest cały czas widokowy i nie można się aż napatrzeć. Ciągniemy dalej odkręcając sobie prawie głowę od rozglądania. Ostatnie podejście jest najtrudniejsze technicznie. Podejście jest dość wąską granią na Masyw Ejlatu, miejscami przy większych przepaściach, ogólnie z namiotem i mocnym bocznym wiatrem pozwala na podniesienie adrenaliny. Tu widać jak na dłoni wejście do góry po lewej stronie.
Obrazek

A dalej to była już tylko bajka bo nie dało się nie kontemplować tej okolicy. Cudownie!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Potem już droga 2-3 km po równym ale za to w coraz mocniejszym wietrze. W końcu udaje się dojść do kempingu Be’er Milhan. To najwyżej położony nocleg na naszej trasie: około 600 m. n.p.m. Są tutaj też 2 toalety. Ale wieje jak sam skurczybyk. Nie ma się gdzie schować za ścianą. Trzeba szukać miejsc i obłożyć namiot kamieniami aby nie podwiewało w nocy. Trochę to czasu zajmuje ale w końcu się udaje.
Obrazek

Można zacząć szykować jedzenie. Jak tylko zaczynamy jeść wiatr pawie ustaje i w nocy będzie spokojnie. Za to temperatura spada bardzo mocno i w nocy dochodzi do 0 stopni. Był to więc wiatr frontu atmosferycznego.

Tego dnia udało się zrobić znów prawie 900 metrów przewyższeń ale za to parę kilometrów mniej w odległości. Na następny dzień musimy być rano na lotnisku. Samolot jest o 13 ale jest wszędzie napisane aby być 3h przed odlotem ze względu na kontrole bezpieczeństwa. Trzeba więc wyjść najdalej przed 7 rano, bo to 20km do przejścia. Widzę na mapie skrót, który oszczędzi prawie 2 kilometry. Się go sprawdzi. Tej nocy Morfeusz też dość szybko przychodzi i …. Dobranoc!

DZIEŃ 3
W nocy kolega wilk tym razem nie odwiedzał nas. Było cicho aczkolwiek bardzo zimno. Dobrze, że do śpiwora wziąłem jeszcze liner, bo bym zmarzł w mojej letnim puchowcu. Rano zbieram namiot zgrzybiałymi palcami. Okazało się, że tak się woda skondensowała na namiocie, że jest cały bardzo zimny, prawie lodowaty. Śniadanie i składanie namiotów zajmuje dużo więcej. W kibelku zostawiam butlę, może się komuś przyda. Reszta rzeczy została w całości zjedzona. Została ostatnie pół butli wody.

Z opóźnieniem po 7 ruszamy. Okazuje się jednak, że ten ostatni dzień to właściwie prawie bez przewyższeń i trzeba bardzo szybko iść. Za to ścieżka „skrót” nie istnieje, a jeśli istnieje to nie było jej widać. Wolę więc trzymać się głównego szlaku. Idziemy bardzo szybko a nad nami non-stop latają samoloty wojskowe. Dochodzimy do płotu terenów wojskowych otaczających lotnisko Uvda. To lotnisko jest wynajmowane przez wojsko tanim liniom lotniczym. To maleńkie lotnisko i szaleństwa tu nie ma.
Obrazek

Udało się 21,5 km zrobić w 3,5h więc udaje się zdążyć na 10:30, na szczęście trafiamy pomiędzy autobusami dowożącymi turystów. Odprawa odbywa się bardzo opornie. Kilka weryfikacji, wywiad z oficerem, weryfikacja bagażu podręcznego, zwykłego. Trwa to wszystko z dobrej 1,5h jak nie dłużej. Wsiadamy w końcu wykończeni do samolotu a tu … zamiast odlotu siedzimy i czekamy. Po pół godzinie okazuje się, że Ryanair przywiózł ludzi, których do Izraela nie chcą wpuścić. Po jakichś 15 minutach w końcu ich do nas doładowują. Ponoć zasada jest tam taka, że linia lotnicza, ma obowiązek zaczekać i zabrać ze sobą niechcianych gości, jak przywozi ich do Izraela. Ciekawe jak się z tego potem rozliczają. Co ciekawe ich paszporty trzymał szef pokładu i oddał pogranicznikom w Polsce. Pierwszy raz widziałem taką akcję.

Wracam do Krakowa a stamtąd FLIX Busem do Wro. Szczęśliwy. Wypoczęty. Naładowany pozytywnie na następne tygodnie. Tego mi było trzeba. Izrael jest cudowny w styczniu i z chęcią tam jeszcze wrócę. Może na inny kawałek Shvil Israel?! :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5555
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Lidka K. » 2019-02-20, 16:22

człowiek pustyni bez turbana? i bez wielbłąda? :mrgreen:
A tak serio: oczywiście wycieczka przednia, kierunek jakis taki nieoczywisty ;-) czy tam naprawdę nie ma nic zielonego??
Podoba mi się mop dla wędrowców z wodą i jedzonkiem, nie kusiło Cię, zeby coś dołożyć?
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: rambi » 2019-02-20, 18:41

Lidka K. pisze:
2019-02-20, 16:22
człowiek pustyni bez turbana?
Ano bez! Aż tak zimno nie było ;-)
Lidka K. pisze:
2019-02-20, 16:22
Podoba mi się mop dla wędrowców z wodą i jedzonkiem, nie kusiło Cię, zeby coś dołożyć?
Też mi się podobało :-) Jedzenie miałem wyliczone można powiedzieć na styk więc ciężko było. Następnym razem wiem czego oczekiwać :mrgreen:
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5555
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Lidka K. » 2019-02-20, 18:52

Następnym razem wiem czego oczekiwać
następnym razem zabierz ketchup włocławski i paluszki beskidzkie, żeby zostawić dla innostranców :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: sparkus » 2019-02-20, 21:38

Krajobrazy nieziemskie, a przy tym niezwykle piękne, aż trudno uwierzyć, że to wszystko na jednej z bardziej znanych pustyń. Już wyobrażam sobie jak to wszystko wygląda tam , na pustynnym szlaku, bo wiadomo, że na fotkach, jakby się człowiek nie starał, to i tak tylko cząstkę tego piękna można pokazać.
Podoba mi się takie podstawowe zabezpieczenie szlaku, co sprawia, że można przeżyć na prawdziwej pustyni kilka dni bez większego ryzyka. Podobała by mi się też taka wędrówka. :-)
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9891
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: menel » 2019-02-21, 15:22

Krajobrazy nieziemskie, cudo! A beczkowóz mnie położył.
ПУНКС НОТ ДЭД !

wodzu
Posty: 353
Rejestracja: 2010-06-26, 23:46

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: wodzu » 2019-02-21, 17:34

Rano zbieram namiot zgrzybiałymi palcami.

Myślę, że one były bardziej zgrabiałe :-D

Urwałem się swego czasu na kilka godzin w Pustynię Judzką. Zostaje po kopułą...

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Taja » 2019-02-21, 18:53

Ale cudnie! Takie trochę kalifornijskie te krajobrazy...
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: rambi » 2019-02-25, 21:14

wodzu pisze:
2019-02-21, 17:34
Myślę, że one były bardziej zgrabiałe :-D
:-) No powiem tak: nie kłóć się! Korekta w Wordzie wie lepiej ;-)
Taja pisze:
2019-02-21, 18:53
Ale cudnie! Takie trochę kalifornijskie te krajobrazy...
Nie mam porównania. Ale już chcę tam jechać :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7409
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Re: Wyrypa przez pustynię Negev w Izraelu

Post autor: Michun » 2019-05-29, 20:28

Pić mi się zachciało...
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Na nazwy i na znaki sram i w Polsce z tym nie jestem sam"J.Kleyff

ODPOWIEDZ