Serres de Llevant 2018, sierpień

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7416
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Serres de Llevant 2018, sierpień

Post autor: Michun » 2018-09-26, 21:25

Oj, chodzenia to tutaj za dużo nie było ;-) Wyjazd był całkowicie podporządkowany wypoczynkowi, taplaniu się w ciepłym morzu i korzystaniu z hotelowych atrakcji oraz z przyjemności podniebienia, jakie oferuje kuchnia wyspiarsko-hiszpańska.

Tym niemniej udało mi się zrobić kilka krótkich wycieczek po pagórkach wschodniej części wyspy. Najwyższy szczyt Majorki w górach Tramuntana mnie nie interesował - pasmo to było po przeciwległej stronie wyspy. Wymagałoby to pożyczania samochodu i całej zwiazanej z tym logistyki, szkoda mi było czasu i atłasu. Górki te muszą poczekać na swoją kolej :-), może kiedyś poza sezonem.
Od początku frapowała mnie doskonale widoczna niemal naprzeciwko hotelu i plaży niby to "wielka góra" wyrastająca jak się zdaje wprost z morza.
Obrazek
W materiałach internetowych polecano przejście przez cyple i zatoczki położone wokół Cala Ratjada. Okazało się to świetnym pomysłem na wspólną wycieczkę z pięknymi widokami.
Zaczynamy na promenadzie biegnącej ponad urwistym, skalistym brzegiem.
Obrazek
Wygodna dróżka się kończy i teraz musimy iść wprost po skałach. Zdaje się, wapiennych skałach.
Obrazek
Najbardziej strome urwiska musimy oczywiście obejść, cofając się nieco w głąb lądu.
Za pomocą dżipiesa prowadzę na punkt widokowy położony powyżej urwiska:
Pomiędzy domami wychodzimy na inny punkt widokowy położony po przeciwległej stronie cypla. Po chwili weszliśmy znów w okoliczności przyrody.
Pora teraz podejść kilkadziesiąt metrów na uwypuklający się 😁 przed nami pagórek
Obrazek
w terenie usianym widocznymi skałami
Obrazek
Po drodze ścieżka wyznakowana stojącymi gdzieniegdzie słupkami wyprowadza nas na jeszcze jeden nadmorski punkt widokowy i zostaje nam ostatni odcinek do pokonania
Obrazek
Na wierzchołku stoją ruinki dawnej wieży obserwacyjnej o zastosowaniu antypirackim,Torre Esbucada. Jesteśmy oto na wysokości z 60m nad poziomem morza :lol: .
Nieopodal stoi używana nadal latarnia morska. Jest tutaj oczywiście więcej ludzi niż na "naszym" szlaku - ponieważ można tu dotrzeć samochodem.
Można nadmorskim szlakiem jeszcze obejść kolejny cypel widoczny powyżej. My jednak skończyliśmy tutaj trasę i przez aromatyczny las piniowy zeszliśmy do portu.
Ta nieduża aczkolwiek malownicza wycieczka dała mi przedsmak tego, jak może być fajnie na tutejszych skałach.

Zmobilizowało mnie to do wstania wcześnie rano i wyruszenia o siódmej, zanim zacznie się prawdziwy upał, na widoczną z naszego balkonu "wielką górę".
Szlaki lokalne są dobrze oznakowane systemem słupków z tabliczkami w różnych kolorach i odpowiednimi strzałkami.
Obrazek
Oprócz nich pojawiają się często plamki czerwonej bądź niebieskiej farby, maźnięte wprost na skałach. Tutaj stromy, skalisty odcinek.
Obrazek
Z poziomu plaży wchodzi się najpierw ścieżką wspólną dla wszystkich szlaków, następnie stromo przez las ramieniem do grzbietu. Na odcinku pół kilometra trzeba podejść prawie 150 metrów, więc faktycznie jest, co tu dużo gadać, górsko. Ze skraju lasu widać wyraźnie cel - wieżę na szczycie skąpaną już w porannym słoneczku.
Obrazek
Trochę dodatkowego wysiłku kosztuje mnie przejście tym grzbietem usianym skałkami, ponieważ ścieżka wśród wysokich traw jest mylna i zdarzyło mi się ją zgubić.
Na szczycie wiatr jak w prawdziwych górach ;-) <<film>>
Ale zaraz, zaraz, przecież właśnie jestem w górach: mają swoją nazwę, notkę na wiki i w ogóle :mrgreen:
Talaia de Son Jaumell /273/:
Obrazek
Talaia to "wieża strażnicza" po katalońsku (balearski to właściwie dialekt lub odmiana katalońskiego)
Schodzę tą samą droga spotykając jeszcze trzech czy czterech amatorów wędrówek.
Naprzeciwko pięknie się prezentuje skalny grzebień sąsiedniego szczytu.
Obrazek
Wygląda mi to na świetny pomysł na kolejną wycieczkę!
Zlany potem wracam do hotelu na śniadanie, myśląc o następnym miniwypadzie.
(Ponieważ nasz hotel był elegancki, przed śniadaniem wziąłem jednak prysznic :-))

Niedługo potem doszedł on do skutku (ten miniwypad), tym razem jednak niestety nie z samego rana, lecz w trakcie wspólnej wycieczki do sąsiedniej miejscowości, Cala Mesquida.
Po wejściu na przełęcz Coll de Marina odbiłem w lewo na szlak znakowany żółtym kolorem. Czeka mnie stąd jeszcze 150 metrów podejścia na szczyt. Początek szlaku jest łagodny. Ale a chwilę...
Tak, to jest właśnie szlak. Przyjemny spacer nadmorski, myślałby kto:
Obrazek
Trzeba uważać na przebieg ścieżki, bo łatwo zboczyć w mylną odnogę w wertepy w bok. Słońce operuje niemiłosiernie. Trekking i podejście w tych warunkach jest doprawdy innego rodzaju wyzwaniem, niż w cienistym polskim reglu...
Lawirując między skałami pokonuję ostatnie metry przewyższenia szukając najwyższego punktu. Znajduje się on na przeciwległym krańcu dość rozległego szczytu.
Obrazek
Naprzeciwko góruje masyw uprzednio zdobytego Son Jaumell.
Obrazek
No i jestem. Kamień zrobił mi zdjęcie, nie wysilił się zbytnio:
Obrazek
wierzchołek Puig de l'aguila /233/ - czyli coś jakby Orli Wierch może powiedzielibyśmy po naszemu .
Ponad dwieście metrów niżej na brzegu morza widoczna miejscowość Cala Mesquida, gdzie właśnie przebywała reszta mojej ekipy:
Obrazek
Czeka mnie teraz powrót na dół z powrotem do przejścia przez Coll de Marina (czyli dalej bawiąc się w tłumacza, możnaby rzec, że to Morska Przełęcz).
Bardzo uważnie przemieszczam się w dół stawiając ostrożnie stopy na śliskich wapiennych skałach lub zdradliwym żwirku.
No i właśnie w trakcie tego zejścia się przekonałem, że można tu jednak zniszczyć buty na skałach. Moje lekkie adidaski nie przeznaczone do takiej roli &#128532; zarobiły dodatkowe dziurki od ostrych krawędzi, ale także odkleiła się podeszwa. Do wyrzucenia.
Te przyziemne problemy nie przeszkadzały mi jednak w łapaniu pieknych ujęć, jakich na poziomie plaży bym nie znalazł. Czyżby odpowiednik słynnej sosny na Sokolicy? (Jak się dowiedziałem ostatnio, zostało z niej pół...)
Obrazek
Po zejściu na dół przyłączyłem się do uczestniczek naszej wycieczki w miasteczku. Teraz widzę "moje" dwie góreczki z drugiej strony. Skaliste zerwy Orlego Wierchu:
Obrazek
I masyw Son Jaumell ze skalną ostrogą, którą wypuszcza w morze.
Obrazek
Wróciliśmy tą samą drogą odwiedzając po drodze plażę. Mimo silnej fali kąpiel była dozwolona w wąskim pasie strzeżonym przez ratowników. Skończyło się to dla mnie kilkakrotnym przykryciem przez grzywacze i nałykaniem się słonej wody :-)

Wspomnę jeszcze o krótkiej wycieczce zrobionej wspólnie z całą ekipą u morskiego podnóża Son Jaumell.
Przeszliśmy na drugą stronę naszej zatoczki. Za skalnym długim półwyspem kryła się tam... mniejsza zatoczka. Jednak bez łatwego dostępu do wody. O ostre skały rozbijały się spore tego dnia fale.
My trawersujemy zbocze kilkadziesiąt metrów ponad linią brzegową wygodną aczkolwiek mało uczęszczaną przez tutejszych turystów ścieżką.
W pewnej chwili ponad piniowym lasem otwiera się zaskakujący widok na szczyt: Talaia de Son Jaumell - ponad dwieście metrów nad naszymi głowami. Tam byłem :-)
Obrazek
¦cieżka doprowadza nas na brzeg na dziką kamienistą plażę zwaną Cala na Llobriga:
Obrazek
Ponad brzegiem wznoszą się niedostępne skały i kruche na oko urwiska, porośnięte odważną roslinnością.
Obrazek
Oprócz nas trafił tam w tej chwili tylko jeden turysta i kontemplował w ciszy urodę morza, fal i skał.
Cieszę się, że wiele negatywnych opinii w necie o miejscowości okazało się humbugiem i udało się tak fajnie spędzić czas, nie tylko na plaży i w basenie ale i odczarować Majorkę ponoć znaną przede wszystkim z hoteli i nocnego imprezowego życia. Ja będę ją wspominał jako miejsce pełne przyrody i urokliwych, wznoszących się z morza górek.
Chętnie wrócę na wyspę, aby poznać jeszcze góry Tramuntana.
Jako dodatek wypatrzony w hotelowym parku dudek - Upupa epops, którego spotkanie było spełnieniem marzenia mojej córki:
Obrazek

(Po resztę zdjęć oraz film <włączcie dźwięk!> ze szczytu Jaumell zapraszam do archiwum: http://mojasciezkawgory.blogspot.com/20 ... ty-na.html )[/b]
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Na nazwy i na znaki sram i w Polsce z tym nie jestem sam"J.Kleyff

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-09-27, 13:09

Michun pisze:wracam do hotelu na śniadanie, myśląc o następnym miniwypadzie.
zaraz zaraz: wyszedłes o 7-ej i zdążyłeś wziąć prysznic przed śniadaniem? To do której tam serwują śniadania? :-)

Obrazek
ten patent mi się podoba :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7416
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2018-09-27, 13:44

¦niadania były dla wygody gości bardzo długo, chyba do 11? Wycieczka trwała 2.5 h, więc zdążyłem śmiało.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Na nazwy i na znaki sram i w Polsce z tym nie jestem sam"J.Kleyff

ODPOWIEDZ