Peru i Boliwia moje dziecięce marzenia

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Peru i Boliwia moje dziecięce marzenia

Post autor: rambi » 2018-08-22, 20:20

Peru i Boliwia - jak sobie człowiek coś uknuje za szczeniaka to...
W tym roku szukałem na wyjazd czegoś wyjątkowego. Pomysłów było sporo. Na jednym z wyjść piwnych kolega jeżdżący po świecie zarzucił temat następnej podróży: Peru. Hmm… Od razu powiedziałem: jak coś ciekawego znajdziesz z przelotów to rzucaj temat! To „moje” wymarzone tereny i rejon, którego kompletnie nie znalem. Z dzieciństwa pamiętam, jak sobie mówiłem czytając książki i gazety podróżnicze, że muszę kiedyś zobaczyć Machu Picchu. Nie spodziewałem się, że będę czekał na to tyle lat…

I tak w połowie stycznia telefon od kumpla: jest oferta na przeloty, trzeba szybko rezerwować. Więc zakupiliśmy przeloty z Londynu do Limy po bardzo atrakcyjnej cenie w okolicach weekendu majowego :-) Najpierw miało nas jechać 5 osób ale w końcu jedna z nich się wykruszyła z powodów prywatnych. Zostało nas zatem czterech muszkieterów… Plan sobie rozpisaliśmy bardzo ambitny. Wiedziałem jedno: ten wyjazd na pewno nie spowoduje, że będę po nim wypoczęty ;-) 7 przelotów, kilka przejazdów autobusowych, pobudki o 3 w nocy, czy też całe noce w autobusie zapewniały nam pełne spektrum wrażeń.

Peru to kraj bardzo zróżnicowany. Trzeci co do wielkości kraj Ameryki Południowej, cztery razy większy od Polski. Zamieszkuje go prawie tyle ludzi co w Polsce, więc gęstość zaludnienia nie jest największa, zwłaszcza że prawie 1/3 ludności mieszka w okolicach Limy. Do zwiedzania wybraliśmy sobie południe kraju od Limy na południe i wschód. Tereny północne a zwłaszcza Amazonia pozostawiliśmy na przyszłość. Z tego też powodu zaszczepiliśmy się tylko przeciwko żółtej febrze.

Przelot do Peru trwał 13h godzin i był męczący. W tamtą stronę to jednak nie miało aż takiego znaczenia ;-) W Limie spędziliśmy tylko noc i od razu polecieliśmy do Cusco aby łapać aklimatyzację. Co tu dużo mówić: większość terenów tej części Peru to Andy i to nie byle jakie bo wznoszące się nawet do ponad 6000 metrów. Ludzie mieszkają tutaj na stałe na wysokościach ponad 3000 metrów. Samo Cusco leży na wysokości ponad 3300-3400m. Ponieważ później w planach były wyjścia w wysokie góry trzeba było aklimatyzację jakoś złapać. Na trzy noce przyjechaliśmy więc pozwiedzać okolice Cusco.

Cusco
Tak zwany pępek świata czyli miasto, które było stolicą imperium Inków, ciągnącego się po Ekwador i Chile. Leżało w samym jego środku, gdzie krzyżowały się główne drogi. Ponoć miało wtedy kształt tułowia pumy, z głową w postaci położonej na górze twierdzy Saqsaywaman. Przyznam szczerze, że miasto zrobiło na mnie bardzo fajne wrażenie. Centrum historyczne rozmieszczone wokół Plaza de Armas jest bardzo zadbane i przeurocze o każdej porze dnia i nocy. Aby pozwiedzać wszelkie okoliczne atrakcje wykupujemy bilet turystyczny za 130 soli (1sol to do 1,1PLN), który jest ważny przez 10 dni. Zawiera on wejściówki do kilkunastu miejsc w Cusco i w okolicach, które pozwiedzaliśmy. Nie wszystkie są warte zachodu a brakuje przykładowo biletu do katedry, która jest największym skarbem obecnego Cusco.
Miasto jest piękne ale sami oceńcie.

Najpierw nasza ekipa i panorama Cusco
Obrazek

Plaza de Armas oraz położone wokół niego katedra oraz kościół Compana de Jesus
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pomnik Inca Pacachutec
Ciekawe, że w pierwszy dzień zwiedzania poszliśmy na ten pomnik. Wejście po schodach dawno nikogo z nas tak nie zmęczyło ;-) Bez aklimatyzacji każde schody to masakra….
Obrazek
Obrazek

Pozostałe ujęcia z Cusco
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Bardzo smacznie też jedliśmy w Cusco a także piliśmy rewelacyjne peruwiańskie piwa craftowe, co nas mocno zdziwiło. Najlepiej jednak wspominamy wizytę w knajpce z jedzeniem organicznym Organika, którą z czystym sumieniem mogę polecić zarówno za jedzenie jak i obsługę :-)
Obrazek
Obrazek

Pobyt w Cusco miał być długi więc trzeba było pozwiedzać miejscowe atrakcje. Aby to zrobić najlepiej jest wykupić sobie Boleto Turistico del Cusco, które dawało wejście do 14 miejscówek w samym Cusco jak i w jego okolicach, jednak nie wszystkie z nich były otwarte a do części nie zdążyliśmy pojechać. Bilet kosztuje 130 soli i zwraca się po kilku wejściach do różnych z pokazanych na nim miejscówek.
Obrazek

Wrzuciłem w końcu relację, którą zacząłem pisać miesiąc temu, może to mnie zmusi do tego abym się na tym skupił. Dużo się ostatnio dzieje wokół.
Cdn.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-08-23, 05:40

Jak się mówi A , to do Z trza dolecieć, czekam z niecierpliwością na cd :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9926
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-08-23, 06:53

¦wietne ujęcie:

Obrazek
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-08-26, 20:51

Ludzie i ¦więta Dolina Inków
Bardzo się cieszę Menelu, że właśnie na to zdjęcie zwróciłeś uwagę. To temat, który chciałem poruszyć później ale wywołałeś mnie do tablicy. Serdeczność ludzi miejscowych ujmuje za serce. Choć nie mają tam łatwo. Jedna z ujętych na zdjęciu kelnerek była Chilijką, która znalazła pracę w Cusco. Była szalenie miła i pomocna a polecone przez nią jedzenie trafiło idealnie w nasze kubeczki smakowe. Nie polecała wina z Peru ale uparliśmy się aby spróbować. Okazało się, że próbowaliśmy to wino dwa razy, właśnie tam, pierwszy i ostatni ;-)

Miejscowi jeżdżą tam po okolicy szukając pracy, o którą nie jest tak łatwo. Jednakże ludzie w Peru i Boliwii są zdecydowanie bogactwem tego kraju. Bardzo niscy, często krępi, jednak cały czas uśmiechnięci a do tego schludni. Byli w stosunku do nas uczciwi. Bardzo mam pozytywne emocje związane z nimi. Choć jedni z Polaków spotkanych w Peru bardzo narzekali, że są ciężcy w interesach i ogólnie wychwalali ludzi z Ekwadoru czy Kolumbii. Ale pewnie wszystko zależy od tego kogo się spotka na swojej drodze. Z chęcią usłyszę Wasze opinie, bo myślę, że to mój nie ostatni raz w Ameryce Południowej.

Wiele osób wygląda na bardzo pracowitych. Z tym że pracowici to jednak nie są wszyscy. Mężczyźni potrafią godzinami siedzieć i ze sobą gadać nic nie robiąc, a raczej popijając sobie. W tym czasie kobiety w swoich lokalnych strojach noszą wielkie i ciężkie wory, próbując sprzedać cokolwiek co tylko inni mogliby od nich kupić. Zdecydowanie większość tych ludzi żyje z handlu i gastronomii. Z chęcią u nich kupowałem napoje, jedzenie czy liście koki. Co ciekawe wielu wśród nich jest ludzi z duszą artysty, mnóstwo jest rękodzieła i malarstwa.

Trzeba jednak uważać. Akurat jak byliśmy w Peru zdarzyła się sytuacja, że w rejonach Amazonki miejscowi Indianie zaciukali Kanadyjczyka, który od pewnego czasu z nimi mieszkał. Ponoć z takiego powodu, że zmarła matka wodza, czym czarownik obarczył Kanadyjczyka.

Peruwiańczycy różnią się trochę od Boliwijczyków. Widać to było zwłaszcza na targach. Peruwiańczycy nagabywali bardziej, choć robili to bez natarczywości znanej nam z krajów arabskich ;-) W Boliwii natomiast na targu nikt nas nie zaczepił, nie próbowano nam sprzedawać niczego o co się sami nie zapytaliśmy. Nie wiem, może takie mieliśmy szczęście albo Boliwijczycy to bardziej dumny naród.

Niestety mój hiszpański jest tylko na poziomie komunikatywnym a niewiele z tych osób mówi po angielsku. Stąd niewiele mogłem się dowiedzieć od zwykłych ludzi o ich życiu. Za to bardzo chętnie i z uśmiechem na twarzy poprawiali mnie, jak strzelałem gafy po hiszpańsku. A oto na kilku zdjęciach bohaterowie ostatniego fragmentu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zwiedzanie ¦więtej Doliny Inków
Zwiedzanie okolic Cusco to sama przyjemność, bo pozostałości po rdzennych mieszkańcach jest tutaj mnóstwo. Część miejsc jest pięknie zachowana, część gorzej, a część z nich po prostu warte jest odwiedzenia ze względu na położenie.
Jednego dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę aklimatyzacyjną śladami pozostałości po Inkach. Jako że nie wszyscy z ekipy to górołazy postanowiliśmy łapać aklimatyzację i podjechaliśmy taksówką do czerwonej fortecy Puka Pukara (około 3800), skąd szlakiem inkaskim zrobiliśmy sobie fajną, bardzo widokową powrotną wycieczkę z buta, zwiedzając okoliczne ruiny i podziwiając przepiękne Andy oraz Cusco. Niektóre miejsca były mniej a niektóre bardziej interesujące. W każdym razie wszędzie w okolicach widać pozostałości po Inkach.
W skrócie postaram się tutaj kilka takich miejsc przybliżyć.

Sacsayhuaman
Znajdujący się bezpośrednio nad Cusco na wysokości 3600 m wpisany na listę UNESCO kompleks murów, ponoć tworzący z góry głowę pumy, w którą układała się historyczna część miasta. Fajne miejsce z pięknym widokiem, choć nas tam trafiła jednak zlewa. Mieliśmy problem z zapamiętaniem tej nazwy ale w właścicielka pensjonatu, w którym spaliśmy zdradziła nam jak to wymawiać: „Just say, Sexy Woman!”. I od tej pory byliśmy perfekcjonistami w wymowie ;-)
Obrazek
Obrazek

Tambomachay
Miejsce wypoczynku Inków, zwane również inkaskimi łaźniami. Pięknie ułożone kamienne musy oraz akwedukty robią wrażenie. Ciekawostką jest to, że Cusco leżało na przecięciu dwóch głównych arterii komunikacyjnych wschód-zachód i północ-południe (w końcu pępek świata). Aby zachować komunikację Inkowie mieli specjalne sztafety biegaczy zwanych chasquis, którzy przekazywali przesyłki i wiadomości w bardzo szybki jak na te czasy sposób. Oni korzystali z takich właśnie łaźni.
Obrazek
Obrazek

Puka Pukara
Tak zwany czerwony fort, był wojskowym punktem kontrolnym na drodze do Cusco położonym ciut poniżej Tambomachay. W chwili obecnej niewiele zostało z jego zabudowań i wież obserwacyjnych.
Obrazek
Obrazek

Qengo
Znana z wąziutkich przejść pomiędzy kamiennymi ruinami świątyni położonej najbliżej Cusco na naszej trasie. Najbardziej podobały mi się tu okoliczne widoki.
Obrazek

Templo de La Luna
I to było miejsce o którym przewodniki milczały, nie było płatne, a zdecydowanie zrobiło na nas największe wrażenie. To duże wzgórze z ruinami, pozostałościami po świątyni księżyca. Przeurokliwe miejsce gdzie przesiedzieliśmy kupę czasu nie mogąc przestać się wślepiać w okoliczną panoramę. Nie byliśmy tam jedynymi. Wokół była grupa młodzieży, chyba z nauczycielem, która malowała okoliczne pejzaże. Bardzo fajna forma lekcji :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Następna część będzie o miejscu na które najbardziej czekałem :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-09-02, 11:55

DUMA PERU - MACHU PICCHU
Na wstępie tej części napiszę tylko, że korzystam ze zdjęć głównie kolegów, gdyż tym razem podzieliliśmy się tak, że to oni wzięli swoje aparaty, a ja tylko mój obiektyw i kamerkę. Za to bardzo dziękuję Wojtkowi, Sławkowi i Michałowi, z którymi byłem :-) Dzięki nim możecie o tych miejscach się dowiedzieć od strony wizualnej.

WYJAZD DO MACHU PICCHU
Główną atrakcją wyjazdu miało być odwiedzenie oczywiście Machu Picchu. Co tu dużo mówić, to jedno z miejsc, które jest na liście koniecznych do odwiedzenia jak się jest w Peru. I niewątpliwie jest tego warte. Niestety jako najlepiej zachowane miasto inkaskie cieszy się niewiarygodnym powodzeniem i trzeba dużo wcześniej rezerwować miejsca aby tam w ogóle wejść podczas planowanego wyjazdu. Do tego bardzo restrykcyjne i pazerne jest podejście do dowożenia ludzi w to miejsce, a koszt tego jest przynajmniej wygórowany. Podam tutaj kilka ciekawych, mam nadzieję, informacji oraz kruczków.

Kiedy jechać
Po pierwsze warto do Machu Picchu się wybrać po porze suchej. Najlepiej od maja w górę. My pojechaliśmy w kwietniu, który jest miesiącem przejściowym, a wtedy pogoda jest kapryśna. Odczuliśmy to na własnej skórze.

Rezerwacja wejścia do MP
Rezerwacji wejścia dokonujemy wcześniej. Podczas rezerwacji wybieramy wejście poranne lub popołudniowe. Czynimy to przez stronę rządową i koszt podstawowego wejścia do 152 Sole. Nie tanio ale to dopiero początek góry lodowej kosztów ;-) Można tutaj od razu wybrać sobie, którąś z opcji wejścia na szczyt Machu Picchu lub Huayna Picchu górującymi nad miastem. Są one oczywiście dodatkowo płatne a cena z jednym z nich podskakuje natychmiastowo do 200 Soli. Nie polecam wejścia na oba naraz, bo nie będzie na to raczej czasu w ciągu jednego dnia. Podejścia na oba szczyty są dość trudne a miejscami ekstremalne i trudne podczas deszczu, więc raczej nie dla ludzi z lękiem wysokości.
Stronka do rezerwacji miejsc poniżej.
http://www.machupicchu.gob.pe/

Dojazd
Dojazd do Machu Picchu autem czy autobusem nie jest możliwy. Jak ktoś przyjeżdża do Peru na długo to zdecydowanie warto skorzystać ze szlaku Inca Trail i pójść 82 kilometrowy 4-dniowy trekking startując z okolic Ollantaytambo.
http://www.perutreks.com/inca_trail_map.html
Jeśli nie mamy tak dużo czasu to pozostaje nam niestety jedyna możliwość dojechania. I tu miejscowi korzystają z okazji i proponują dojazd ekskluzywnymi kolejami dla turystów. Można skorzystać z „taniego” Peru Rail oraz Inca Rail z ekskluzywnym pociągiem Hiram Bingham. Trasa jest podzielona na dwie części i obciążona niebagatelnymi kosztami.
1. Z Cusco do Ollantaytambo – koszt 65$ w jedną stronę.
2. Z Ollantaytambo do Agua Calientes– koszt 65$ w jedną stronę.
Ciekawe, że w okresie zimowym pierwszą część trasy z Cusco wiozą nas często autobusami a nie pociągami, bo ta część posiada dojazd drogą. A koszt pozostaje ten sam.
Jak szukać oszczędności? Teoretycznie pierwszą część trasy da się przejechać autobusem lokalnym. I tak też zrobiliśmy płacąc za przejazd 10 Soli. Z drugą jest gorzej, gdyż tanimi pociągami dla miejscowych nie wolno jeździć i grozi to kosmicznymi karami. Są tacy, którzy idą na nogach wzdłuż torów, co oczywiście też jest zabronione i może miejscami być niebezpieczne. Czytałem nawet relacje Polaków z takich eskapad. Da się też dojść od wioski z drugiej strony ale to już spora wyprawa i 10km marszu. My ze względu na czas i preferencje większości skorzystaliśmy tu jednak z pociągu.

Bagaż
I tutaj trzeba pamiętać jeszcze o jednym: pociągiem nie możemy jechać z naszym bagażem. Można mieć przy sobie tylko mały bagaż podręczny. Nasze duże bagaże musimy zostawić w specjalnie do tego przygotowanych przechowalniach przy dworcach. My zostawiliśmy swoje w Ollantaytombo.

Noclegi
Aby zwiedzić na spokojnie Machu Picchu warto wziąć przynajmniej jeden nocleg w Agua Calientes. Miejscowość ma swój urok. Jest zbudowana wokół torów kolejowych i koryta rzeki. My mieszkaliśmy w hotelu położonym na … peronie, jak wiele innych wokół. I mogę polecić tą miejscówkę. Oczywiście ceny noclegów w Agua Calientes są wyższe niż w Cusco, no ale nic dziwnego. W sezonie bywa, że nie ma tam miejsc, na co też warto zwrócić uwagę.

Jedzenie
I tutaj też trzeba uważać. Ogólnie w Agua Calientes jest drożej ale da się znaleźć parę przyzwoitych miejsc z dobrą pizzą czy z jedzeniem peruwiańskim. Co jest fajne to, że w hotelach przygotują śniadanie na wyjście do MP, tak że czeka na nas o 5 rano. Tak przynajmniej było w naszym przypadku.

Nasz plan na Machu Picchu był następujący i wydaje się optymalny na szybki objazd.
1. Poranny wyjazd z Cusco lokalnym autobusem do Ollantaytambo.
2. Zwiedzanie miejscowości Ollantaytambo, bo jest tego warta.
3. Wieczorny przejazd pociągiem do Agua Calientes i nocleg tam.
4. Poranne wyjście na Machu Picchu. I tu UWAGA!!!
a. Można pójść z buta co zajmuje trochę czasu a w deszczu nie jest przyjemne, bo idzie się po śliskich stromych schodach, przecinając drogę z pędzącymi autobusami.
b. Od 5:00 są autobusy dowożące te parę kilometrów w górę. I tu nas zaskoczyła cena biletów, bo bilet tam i z powrotem kosztował $24. Bardzo dużo. Gdyby nie lało i nie to, że szkoda nam już było czasu na wchodzenie to byśmy wstali godzinę wcześniej i nie płacili.
5. Popołudniowa kąpiel w ciepłych źródłach oraz obiad.
6. Wieczorny powrót do Ollantaytambo i nocleg tam.
7. Rano następnego dnia zamówiona taxi do Cusco wioząca nas przez okoliczne atrakcje (Moray, Maras, Chincheros) za 200 Soli. http://taxidatum.com/chincheros-maras-moray-taxi-tour/ W cenie jest tylko przewóz do poszczególnych miejsc, gość nie mówił ani w ząb w języku innym niż hiszpański. No może w keczua ale to też by nie ratowało sytuacji ;-)
Możecie rozważyć, czy nie warto zaplanować wycieczki w ten sposób lub ewentualnie uniknąć niepotrzebnych kosztów dodatkowych. Ja wiem, że następny raz bym jednak skorzystał z wycieczki szlakiem Inka Trail, kosztem paru dni z wyjazdu, dzisiaj nawet wiem których :) A teraz przechodzę już do dalszej relacji.

Ollantaytambo
Tam miejscowość to takie wrota do Machu Picchu. Tu się kończy droga i zaczynają tory do Agua Calientes. Bardzo urokliwie położona miejscowość z fortecą Inków oraz z nie dokończoną ¦wiątynią Słońca. Wzgórze świątyni robi jednak niesamowite wrażenie.
I tu mieliśmy ciekawą przygodę: jadąc busem po drodze widzimy, że stoją przy drodze dwie dziewczyny z wielkimi bagażami. Jedna miała wielką walizkę na kółkach, więc zaczęliśmy się śmiać, że przyjechały na trekking do Peru dobrze wyposażone. Wsiadły do autobusu i okazało się, że to Polki :) Z bagażu zostały rozgrzeszone, bo okazało się, że przyjechały z Galapagos, więc pewnie wywoziły stamtąd jakiegoś żółwia ;-) Spędziliśmy poranek razem, a ponieważ one miały bilety na wcześniejszy pociąg to umówiliśmy się na wieczorne spotkanie w Machu Picchu. Okazało się potem, że nasze drogi się często będą przeplatać.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na koniec nasz pociąg do Agua Calientes.
Obrazek

Agua Calientes
Noclegownia dla Machu Picchu. Miejscowość nie ma może zbyt dużo uroku ale pewien klimat jest, zwłaszcza te perony z pochylonymi nad nimi hotelami. Fajne są też ciepłe źródła, które z Wojtkiem żeśmy zaliczyli po całym dniu łażenia. Trzeba przyznać, że odprężają i regenerują błyskawicznie a kosztują grosze.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Machu Picchu
I to jest miejsce dla którego zdecydowanie warto pojechać do Peru. Nawet zatłoczone potrafi człowieka zniewolić swym urokiem i wprowadzić w zadumę.
Na wstępie jednak opiszę samo wyjście na MP, bo było to ciekawe doświadczenie. Pobudka 4:30, bo o 5:00 jadą autobusy. Leje deszcz. Słabo! :-( Szybko się zbieramy i bierzemy nasze śniadania. Ze względu na deszcz postanawiamy je szybko wciąć i nie nieść w ulewie.
Do przystanku mamy niedaleko a tam… setki ludzi w kolejce. Kupujemy mega drogie bilety po 24$. Za późno przyszliśmy i stoimy w kilkusetmetrowej kolejce do autobusu. Na szczęście okazuje się, że organizacja jest bardzo sprawna i autobusy błyskawicznie rozładowują ludzki korek. Po drodze słyszymy nawoływanie po polsku. To „nasze Polki” witają nas. Ale tego dnia znów się rozminiemy. Po kilkunastu minutach w deszczu wsiadamy do autobusu i jedziemy krętą drogą na górę. Teren mimo deszczu robi wrażenie. Dojeżdżamy na górę a tam już tylko kropi. Nie jest źle.
Nie będę pisał historii tego miejsca, bo tego pełne są przewodniki. Pokażę Wam tylko kilka ujęć. Szczególnie zauroczyły mnie poranne mgły oraz niesamowita gra świateł. Spektakl w którym uczestniczyliśmy trwał kilka godzin począwszy od deszczu, powolnego przejaśnienia, a kończąc na prawie słonecznej pogodzie. Żałuję tylko, że nie byłem na Machu Picchu na zachodzie Słońca, bo to musi być orgazm dla duszy ;-)

Dojazd koleją do Agua Calientes z MP.
Obrazek

Trochę porannych chmurek.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

I trochę innych ujęć np. z Huayna Picchu czyli najbardziej znane ujęcia tego miejsca.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


I ostatnie czyli ekipa ze szczytem Machu Picchu w tle.
Obrazek

Niestety kilka godzin nie było dla nas wystarczająco. Na początku z premedytacją ominęliśmy Inti Punku, bo jak było zachmurzone nie było sensu tam wchodzić. Zatoczyliśmy jednak koło i chcieliśmy wrócić do punktu wejścia a okazało się, że to „droga jednokierunkowa” i wyproszono nas na zewnątrz. Trochę zdegustowani zaczęliśmy ze sobą dyskutować i spotkaliśmy parę polską, która kilka miesięcy już jeździła po Ameryce Południowej. Przez dużą część tego czasu po Peru. Kupili sobie motor i nim zwiedzali. Korzystali z lokalnych noclegów w różnych mało znanych miejscowościach i opowiadali, że wiele z nich to były największe nory jakie widzieli. W międzyczasie ona zdążyła złapać chorobę wysokościową i wylądować w szpitalu. Zlekceważyli okres aklimatyzacji. Jak już zeszliśmy do autobusu dowiedzieliśmy się, że da się jednak wejść jeszcze raz na ten sam bilet i wejść do góry. Tłumy jednak były tak duże, że jednak zrezygnowaliśmy z tej przyjemności. Poza tym głód powoli zaczął nas też atakować.
Czy warto było tu przyjechać i zapłacić tyle pieniędzy? Hmm… Wydaje mi się, że jednak tak. To magiczne miejsce nawet z tymi tłumami ludzi. Da się zawsze znaleźć kawałek miejsca dla siebie, przynajmniej tego dnia dało. Z pewnością jednak pewne rzeczy można zrobić taniej nie płacąc frycowego i nie spiesząc się…
Po wszystkim chłopaki poszły sobie do knajpki na partię szachów a my z Wojtkiem skorzystaliśmy z bardzo fajnych ciepłych źródeł w Agua Calientes. Trzeba przyznać, że odprężają i regenerują błyskawicznie a kosztują grosze (15 Soli).
[AgCalientes - woda]
Po kąpieli zjedliśmy obiad i szybciutko na pociąg. Niestety na naszym peronie, gdzie wysiadaliśmy, nikt nie stał. Po chwili okazało się, że odjazdy są z zupełnie innego miejsca, do którego dobiegliśmy na 5 minut przed odjazdem. Ale się udało. Powrót do Ollantaytambo odbył się po jasności i mogliśmy podziwiać przepiękną dolinkę i białe szczyty okolicznych sześciotysięczników.
Siedzieliśmy z sędzią z Denver, który trochę poopowiadał nam o swojej pracy i o tym jak niektórzy sędziowie zaginęli z powodu „niepopularnych” wyroków. Polecał nam Denver aby koniecznie przyjechać. Najlepiej we wrześniu. Zapamiętałem na przyszłość, bo tamte rejony też są na mojej liście.
O Ollantaytambo poszliśmy do naszego hostelu. Tego nie polecam: brudny, z grzybem ale był bardzo tani. I miał chyba jedno z lepszych śniadań. Za to wieczorem zamówiliśmy sobie pizzę w okolicznej pizzerii na Plaza de Armas. I to była chyba najgorsza pizza w moim życiu: na słodko! Ohyda.

W Ollantaytambo miał się za parę dni odbyć wyścig rowerowy górski i po okolicy śmigało mnóstwo kolarzy z różnych krajów. Z rana ruszyliśmy jednak w dalszą trasę zamawiając taksówkę, o której pisałem już. Za małe pieniądze można zwiedzić kilka ciekawych miejsc na trasie do Cusco. Polecam. Choć my znowu nie trafiliśmy z pogodą. Ale oto co nam się udało zobaczyć.

Moray
Tarasy rolnicze ze skomplikowanym systemem nawadniającym. Ponoć różnica temperatur pomiędzy górnym a dolnym tarasem dochodzi do 15 stopni.
Obrazek

Maras
Do dzisiaj czynna od maja do listopada kopalnia soli składająca się z ponad 5000 tarasów solnych. Skąd się tam bierze sól? Ano z wody, która wypływa z gór i płynie sobie słona i pełna minerałów z wapniem, magnezem, potasem i krzemem. A skąd ta sól w górach? Prawdopodobnie z dna morza wyniesionego podczas ruchów górotwórczych Andów. W kopalni można spotkać jeszcze pracujących ludzi i kupić ma miejscu sól ale tylko na wiosnę, bo wtedy płynie tam przez kilka miesięcy woda.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Chincheros
To następne miejsce gdzie w miejscu starego inkaskiego miasta zbudowano nowe. Na szczęście część murów i tarasów udało się tutaj zachować. Niestety nie trafiliśmy tu z pogodą i zmoczyło nas nieźle, więc za dużo zdjęć nie posiadam.
Obrazek
Obrazek

To na tyle z tej części Peru. Następnie zaczęło się już trochę wyższe łażenie po górkach i miejsca, których się nie da zapomnieć, choć nie wszystkie bardzo znane.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

włodarz
Posty: 439
Rejestracja: 2014-02-05, 20:05
Lokalizacja: Góry Sowie

Post autor: włodarz » 2018-09-04, 15:57

Super sprawa zrealizować takie marzenie. :-)
Choć, jak czytam, Machu Picchu strasznie jest skomercjalizowane to chyba jednak warto zobaczyć je na żywo.

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2681
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2018-09-21, 14:37

"Pokażę Wam tylko kilka ujęć. Szczególnie zauroczyły mnie poranne mgły oraz niesamowita gra świateł. " - Dla mnie te widoki również prezentują się rewelacyjnie na zdjęciach. Więc w rzeczywistości to dopiero musiał być widok.

Chociaż z opisu wygląda, że Machu Picchu to taka typowo komercyjna atrakcja, ale jak się już ją zobaczy, to raczej żałować się nie będzie ;-)

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-10-02, 16:08

rambi pisze: Bardzo niscy, często krępi, jednak cały czas uśmiechnięci
to ja :mrgreen:
no i czekam na ciąg dalszy :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
dave
Posty: 429
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Post autor: dave » 2018-10-02, 18:54

Też czekam za całością. :-P
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3178
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2018-10-02, 19:13

Ale bym sobie tam ciuchow pokupowala na tych bazarach! :mrgreen: Chyba bym 50 kg tych kolorowych fatalaszkow nawiozła!
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-10-03, 19:47

włodarz pisze:Choć, jak czytam, Machu Picchu strasznie jest skomercjalizowane to chyba jednak warto zobaczyć je na żyw
Red-Angel pisze:Chociaż z opisu wygląda, że Machu Picchu to taka typowo komercyjna atrakcja
Absolutna zgoda! Ale jak bym miał decydować jeszcze raz to i tak bym tam pojechał, bo warto. Ale drugi raz? Już nie. Zresztą zaraz opowieść o drugim podobnym miejscu, mniej mistycznym ale cudownym.
buba1 pisze:Chyba bym 50 kg tych kolorowych fatalaszkow nawiozła
A wiesz, że akurat sobie Ciebie na tych bazarach idealnie wyobrażam ;-) To ewidentnie Twój styl :-)

Lidka K. pisze:o i czekam na ciąg dalszy
dave pisze:Też czekam za całością
No przyznam szczerze, że byłem trochę zdemotywowany brakiem ruchu na forum niedawno. Ale jak ostatnio powpadały takie rewelacyjne relacje a do tego Michun zasypał forum swoimi tegorocznymi przygodami to się trochę zawstydziłem i zaraz dokończę opis.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-10-03, 20:13

DROGI ORAZ WYCIECZKA W GÓRY TęCZOWE
Chyba to dobry czas aby napisać coś o drogach w Peru i Boliwii, bo od tego etapu wyjazdu staliśmy się ich stałymi użytkownikami. Ogólnie nie są one tak złe jak się spodziewałem. Oczywiście są bardzo kręte i niektóre z nich niebezpieczne. Przejechaliśmy nimi całkiem dużo i najwyżej dojechaliśmy na wysokość 4800. Na necie znalazłem, że w Peru jest 12 przełęczy drogowych na wysokości ponad 5000 (https://www.dangerousroads.org/south-am ... -peru.html ), więc całkiem sporo. Bardzo duża jest też tak ilość wypadków samochodowych i część dróg jest uznawanych jako bardzo niebezpieczna, jak np. Arequipa-Chivay, którą też jechaliśmy. Podczas naszego pobytu słyszeliśmy o 2 wypadkach autobusów, w jednym zginęło sporo turystów. Jak jednak porównam drogi Peru i Nepalu to Nepal ma rzeczywiście bardzo kiepskie drogi, fatalne nawierzchnie i kupę niespodzianek na nich. Peru pod tym względem wygląda lepiej. Przede wszystkim główne arterie są bardzo przyzwoitymi szosami. Są oczywiście miejsca, które toną też w korkach ale na szczęście takie udawało nam się na różne sposoby skutecznie omijać (Lima, La Paz).

W Internecie zdjęcia z tych gór robią furorę. Zastanawiałem się czy są podkolorowane, obrobione w Photo Shop’ie czy też mają coś wspólnego z rzeczywistością? I tak nie miałem wątpliwości, że chciałem tam iść, bo to miał być mój pierwszy pięciotysięcznik w życiu. Wiele się naczytałem o tym miejscu, patrzyłem na różne opcje dojazdu. I znów najwięcej opcji to dojazd wycieczką zorganizowaną autobusem, a w wersji droższej terenówką, dojazd własny związany z łapaniem okazji lub też wynajmem jakiegoś auta. Przy czym droga do miejsca skąd się zaczyna podejście jest bardzo ciekawa i momentami dla ludzi o mocnych nerwach ;-) Sławek mający lęk wysokości przez okno niechętnie patrzył.

Ze względu na wysokość i trudności do wejścia szykowaliśmy się tylko z Wojtkiem, którego udało mi się namówić jeszcze we Wrocku. Ale ostatecznie Sławek się w końcu też zdecydował. Wybraliśmy opcję najszybszą i najlepszą ekonomicznie a więc wyjazd z wycieczką autobusem. Zrobiliśmy tylko jeden błąd: większość wycieczek wyjeżdża o godzinie 5 rano. Jedno biuro proponowało nam wyjazd o 3 i trzeba było z tego skorzystać. Niestety wyjazd o późniejszej porze wiązał się z masą ludzi na szczycie jak i po drodze. A to rzeczona i naszym zdaniem lepsza oferta.
https://www.findlocaltrips.com/tour-det ... s-del-peru

Firma którą wybraliśmy była tańsza, kiepsko zorganizowana i na każdym kroku łapaliśmy opóźnienia. To musieliśmy zatankować, jakby nie można tego było zrobić wcześniej. To podjechaliśmy po pieczywo na śniadanie itd. Dojazd do punktu startowego prowadził drogą, gdzie minięcie się z samochodem z naprzeciwka graniczyło z cudem. Na szczęście rano większość busów jechała tam a wieczorem z powrotem. Droga w niektórych miejscach wyglądała tak.
https://youtu.be/-T6yJJ41Jpc

A nasz autobus tak :-)
Obrazek

Podczas wycieczki na obiad i na śniadanie zatrzymywaliśmy się w tej samej restauracji. ¦niadanie to właściwie duże słowo, jak i to było w większości miejsc gdzie jedliśmy śniadania w cenie: bułka, troszkę dżemu, herbata zwykła czy też napar z liści koki. My oczywiście pijemy napar, bo strzyżonego Pan Bóg strzyże, a wolimy ten dzień pamiętać dobrze bo podejście zaczyna się z wysokości 4500 metrów.
Obrazek

Na początku odprawa. Mamy iść grupą o nazwie chasqui (pamiętacie jak opisywałem tych posłańców-biegaczy?), z przodu przewodnik, z tyłu przewodnik a grupa w środku. Dają nam spróbować jakiegoś wywaru z miejscowych ziół dla poszerzenia naczynek w płucach. Każdy ma sobie kapnąć z buteleczki na ręce, klasnąć i się zaciągnąć. Też spróbowałem: fajny pierwszy efekt :-) Jakby ktoś nam nagle wstrzyknął więcej powietrza do płuc. Przewodnicy mają też przy sobie tlen a na parkingu stoją gotowe do odjazdu karetki.
Obrazek
Obrazek

Cały misterny plan pójścia razem rozsypuje zaraz po zakupie biletów do parku. Ludzie się rozpierzchają: część zasuwa szybko do góry, część bierze konie, którymi można podjechać na kilometr do szczytu, a część ledwie włóczy nogami odchorowując wysokość. Przy drodze stoi mnóstwo miejscowych szukając kogo podrzucić do góry albo zwieść na dół. Koszt w górę to 50 Soli a tam i z powrotem 70.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zaskakuje mnie, że czuję się doskonale. Ruszyliśmy powoli ale widząc, że przewodnicy nie panują nad sytuacją zaczynamy wyprzedzać ekipę. Idziemy z Amerykanami z Denver. Najpierw dwójka z nich decyduje się na wzięcie po koniu. Potem trzeci traci oddech podczas rozmowy i zostaje z tyłu. Idziemy pod górę a tu nagle z boku: „Cześć chłopaki”. Ooo! Znowu nasze podróżniczki z Galapagos na naszej drodze. Jedno spojrzenie i widzę, że dziewczyny płacą cenę za brak aklimatyzacji. Zwłaszcza Olga idzie na rzęsach. Próbuję namówić na konia:
„Nie, bo widziałam jak w Zakopcu się męczą konie…”.
Tłumaczymy, że to trochę co innego ciągnięcie pełnego wozu ludzi niż podejście pod górkę z jedną osobą ale nie trafia. Widać dziewczyna kocha zwierzęta. Idziemy z nimi mobilizując je. Prosimy przewodnika aby dał im wdechnąć zioło, co też czynią. Ruszamy dalej. W pewnym momencie widzę, że Olga już z nosem przy ziemi się prawie wywraca. Decyduję za nią wołając miejscowego i wsadzając na konia.
Obrazek
Obrazek

Ruszamy dalej zagrzewając do boju pozostałą z nami Karolinę, która się dzielnie trzyma. Próbuję cały czas ją mobilizować, opowiadać pierdoły, wiem jak to pomaga w chwilach odcięcia. Co chwilę się jednak zatrzymujemy. Dochodzimy do górnego punktu, gdzie dowożą konie. Spotykamy się z Olgą, która siedzi i czeka. Po zjedzeniu czegoś i próbie podejścia rezygnuje. Tym razem nie da rady, podobnie jak część ludzi, a więc idziemy dalej sami, prosząc aby zaczekała. Po drodze czekają nas niespodzianki.
Obrazek

Cała trasa jest przepiękna, choć niestety przeładowana ludźmi. Ale i tak warto tu przyjść dla tych widoków. Szczyty takie jak Wasaqucha (5435) czy ośnieżona i groźnie wyglądająca Ausangate (6384) robią niesamowite wrażenie.
Obrazek
Obrazek

Tymczasem w pewnym momencie zaczyna padać śnieg a na horyzoncie pojawia się nasze pasmo z Vinicuncą…. zaśnieżone! To dopiero historia, bo takiego tego pasma nie widziałem. Po ostatnim podejściu docieramy na Vinicuncę, na której mój zegarek pokazuje mi 5049 metrów. Ludzi jak mrówków! Ale widoki są niesamowite.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

A tu Ausangate, która jest ponoć jednym z popularnych wśród himalaistów szczytów aklimatyzacyjnych.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na górze siedzimy szczęśliwi kupę czasu polując na chwile kiedy da się zrobić zdjęcia bez ludzi. A ludzi jest kuuuupa! I nie tylko ludzi ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czasami udaje się pozostać trochę na uboczu i zrobić pamiątkowe foty.
Obrazek
Obrazek

Czas zleciał tak szybko, że niedługo mamy odjazdy autobusów. Niestety powoduje to jedną stratę: nie możemy iść obejrzeć czerwonego wąwozu, który jest kawałek za Vinicuncą (czerwone ściany widać za nami na wspólnej fotce) i ponoć robi niezapomniane wrażenie. Tam też dociera niewiele osób. No cóż, tym razem postawiliśmy na inne cele ale kto wie, może tam jeszcze wrócimy?! :-)
Schodzimy powoli na dół świętując sobie. Jak zwykle po drodze pijemy celebracyjne piwko rzemieślnicze, skaczemy z radości i pozbywamy się nadmiarowych zapasów pożywienia ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po drodze w dół też da się zrobić fajne ujęcia.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dziewczyny dzielnie z nami schodzą. Z każdym metrem Olga łapie oddech i lepiej się czuje ale już tego dnia nie dojdzie do siebie. I tak nie jest z nią źle. Część ludzi nie zeszła o własnych siłach, tylko na koniach. Kogoś sprowadzali przewodnicy, a kogoś odwiozła karetka na sygnale. Te wysokości jednak potrafią zebrać żniwo chorób wysokościowych, więc lepiej zachować ostrożność. Z obrzękiem płuc straci się na pewno część swojego urlopu w najlepszym wypadku. A jak było z nami? Owszem Sławek, który nie chodził nigdy po wysokich górach przyznał się, że ledwie doszedł. Karolina podziękowała nam za mobilizację, mówiąc że sama by jednak zrezygnowała. A co w ogóle nam pomogo?
1. Dobra aklimatyzacja.
2. Dobra kondycja.
3. To że piliśmy sporo mate de coca.
4. W chwilach kryzysowych mieliśmy ze sobą cukierki z coci.
5. Dużo wypitej wody po drodze.
6. Nie wypity alkohol by też pomógł ale piwa nie mogliśmy sobie odmówić ;-)
7. Dla osób w większym kłopocie polecamy szoty tlenowe ;-)

I jeszcze na koniec: toalety na trasie też były ciekawe, taki trochę open space i to do tego z paparazzi! ;-)
Obrazek

Wróciliśmy wieczorem do Cuzco zmordowani i szczęśliwi. Warto było tam pojechać i nawet te tłumy ludzi tego nie zepsuły. Jedna nauka dla naszych następców: jedźcie wcześniej!
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-10-04, 05:15

ożesz jaki cudne !
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9926
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-10-04, 08:55

Fajna impreza. Mimo, że komercha, ale warta grzechu. Bardzo podoba mi się to zdjęcie, superos:

Obrazek

rambi, doceniam, że nie omieszkałeś ukazać odrobinę jarmarcznego klimatu :

Obrazek
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7458
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2018-10-04, 09:24

Ostatnia część, górska podobała mi się najbardziej.
Z wysokością nie ma żartów, podobnie jak z narkotykami: dopóki nie spróbujesz, nie okaże się, na ile jesteś podatny na ich działanie ;-)
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

ODPOWIEDZ