Wakacyjna pentalogia (5) Sierra Nevada

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Wakacyjna pentalogia (5) Sierra Nevada

Post autor: _Sokrates_ » 2018-01-30, 10:17

Dzień 1 - Pico Veleta (3395 m n.p.m.)

Dzień po przylocie do Hiszpanii i dojeździe w Góry ¦nieżne (takie tłumaczenie znalazłem dla Sierra Nevada) postanawiamy zrobić na luzie rekonesans początku naszej drogi na Mulhacen i przy okazji wejść na szczyt Pico Veleta. Nocujemy na wysokości ok 2400 m n.p.m. a parking, z którego startujemy jest jeszcze wyżej bo na wysokości ok 2550 m n.p.m.

Startujemy niespiesznie ok 9, upał już daje się we znaki. Na szczęście trochę wieje co powoduje, że idzie się w miarę przyjemnie.

Po kilkunastu minutach marszu docieramy do kapliczki przy szlaku:

Obrazek

W centrum nasz dzisiejszy cel - Pico Veleta:

Obrazek

A tu parking, z którego startowaliśmy:

Obrazek

Jedna z wielu konstrukcji mijanych po drodze:

Obrazek

Na trasie w miarę pusto, ścieżka szeroka i wyraźna a obok wijący się asfalt, którym co chwilę śmigają rowerzyści i busiki wywożące bardziej leniwych w okolice 3000 metrów nad poziomem morza. Po jakiejś godzinie marszu dochodzimy do górnej stacji jednego z wielu wyciągów w okolicy. Tu robi się już gwarniej i tłoczniej ale przy Tatrach to i tak nadal oaza ciszy i spokoju. Po chwili przerwy rozdzielamy się: Mariusz decyduje się podbiec pod szczyt a ja pakuje się w jakiś stromy, kruchy i niewygodny skrót. W końcu spotykamy się na szczycie.

Widoki konkretniejsze tylko w stronę wschodnią...

W centrum Alcazaba i Mulhacen:

Obrazek

Inne strony świata to już mniej spektakularna skalna pustynia:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lans na szczycie:

Obrazek

Po tym jak zlustrowaliśmy z wierzchołka dalszą drogę na Mulhacen zawijamy się niespiesznie na dół.

Kilkadziesiąt metrów pod szczytem mijamy górną stację wyciągu:

Obrazek

Jak widać zimą zjazd na nartach z trzytysięcznika zapewne na nikim wrażenia tu nie robi.

Wracamy do auta spokojnym krokiem tą samą drogą. W hotelu oczywiście robimy jakieś piwo i kładziemy się wcześniej spać chcąc jak najwcześniej wystartować na najwyższy szczyt kontynentalnej Hiszpanii.

Dzień 2 - Mulhacen (3478 m n.p.m.)

Startujemy z parkingu o świcie. Przez chwilę idę jeszcze nawet z włączoną czołówką. Idę bo już na starcie się rozdzielamy i każdy idzie swoim tempem. Mariusz leci szybko do przodu - ma plan wejść jeszcze na Alcazabę, spotkać mamy się na Mulhacen'ie. Ja znaną z poprzedniego dnia drogą idę sobie powoli do przodu. Cicho, pusto, tylko trochę piździ. Po jakiejś godzinie dochodzę do asfaltu przy jednej ze stacji wyciągu i tu mijają mnie pierwsi ludzie - busem :) Ja robię chwilę przerwy a oni wysiadają kilkadziesiąt metrów wyżej.

Po przerwie ruszam dalej. Kilkaset metrów asfaltu i zaczyna się poziomy trawers Pico Veleta. Po chwili asfalt się kończy ale droga nadal jest szeroka i wygodna.

Obrazek

W okolicy Refugio Vivac de la Carihuela doganiam grupę która minęła mnie busem i dalej poziomo prę naprzód. Po chwili zaskoczenie! Łańcuchy! Nie spodziewałem się tu takich atrakcji. Trzeba przejść około dziesięcio metrową kruchą półeczkę skalną ale ubezpieczona jest dość solidnie. Cyk, myk i sprawa załatwiona.

Pico Veleta od wschodu:

Obrazek

Trawers Cerro de los Machos:

Obrazek

Droga wciąż trawersuje na wysokości ok 3000 m n.p.m.

Do kolejnej dolinki dochodzi się wrotami wykutymi w skale:

Obrazek

Po drugiej strony wrót widok na Lagunas de Rio Seco i szczyptę zieleni:

Obrazek

Skalna grań ograniczająca dolinę od zachodu:

Obrazek

Teraz opcje są dwie. Można trawersować od południa Punta de Loma Pelada lub wąską ścieżką przebić się na drugą stronę trochę na północ od wierzchołka. Pierwsza opcja dłuższa ale nie wymagająca podejścia, druga z podejściem ale krótsza. Wybieram podejście.

Kilkanaście minut marszu i mam już widok na Laguna de la Caldera, Punta de la Caldera i Mulhacen:

Obrazek

Wąską i kruchą ścieżką schodzę teraz w kierunku schronu. Kolejne kilkanaście minut i jestem na miejscu.

Refugio de la Caldera:

Obrazek

Tu robię sobie około pół godziny odpoczynku przed "atakiem szczytowym". W okolicy kręci się nawet kilka osób.
Wreszcie nastał czas by napierać dalej! Dalsza część trasy to nadal ścieżka bez jakichkolwiek trudności.

W centrum zdjęcia Punta de la Caldera (3219 m n.p.m.):

Obrazek

Wszędzie wokół skalna pustynia:

Obrazek

Kilometry w nogach i słońce dają trochę w kość więc w drodze na szczyt robię jeszcze kilka króciutkich przerw i w końcu dochodzę na dach Gór Betyckich.

Widoki specjalnego szału nie robią:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

"Kamień" szczytowy:

Obrazek

Obowiązkowy lans:

Obrazek

Okazuje się, że Mariusz odpuścił jednak Alcazabę. Na wierzchole siedzimy sporo czasu robiąc zdjęcia i inne głupoty.

Jeszcze rzut oka ze szczytu:

Obrazek

Obrazek

Słońce pali więc decydujemy się schodzić. Zresztą po cholerę tu siedzieć skoro widoki specjalnego wrażenia nie robią?

Schodzimy kruchą ścieżką jakieś dwadzieścia-trzydzieści minut i stajemy na drodze trawersującej okoliczne szczyty. Decydujemy, że powrót robimy po najmniejszej linii oporu - trawersem.

Jak widać droga, która nas prowadzi to prawdziwa wysokogórska autostrada:

Obrazek

Trasa dłuży się niemiłosiernie. Słońce pali, cienia praktycznie brak.

Parę widoków "na powrocie":

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejscowe kozicowate są jedną z niewielu oznak życia na tej skalnej pustyni:

Obrazek

W końcu delikatne podejście doprowadza nas do dobrze już znanej trasy zejściowej w okolicach Pico Veleta. Stąd już wszystkimi zmysłami wyczuwamy browary chłodzące się w naszej lodówce i raźnym krokiem dochodzimy do parkingu. Mulhacen zdobyty - wyjazd już można uznać za udany!

cdn
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5547
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-01-30, 12:57

o rany, ale tam sucho :-) Nie dziwota, ze mokrego piwa się chciało :mrgreen:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-02-08, 13:42

Mnie się podobało w tych górach. Też odpuściłem w końcu Alcazabę, choć teraz trochę żałuję. A na górze było bardzo zimno (Mulhacen sporo poniżej 0), bo byłem pod koniec października. W jakim miesiącu byliście?

Spaliśmy w Refugio de la Poqueira co było fajnym rozwiązaniem i wchodziliśmy od drugiej srtony gór przez lasy. Od strony Velety wejście jest strasznie komercyjne i zatłoczone :-(
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2018-02-08, 15:52

rambi pisze:W jakim miesiącu byliście?
Byliśmy pod koniec sierpnia. W Andaluzji było wtedy ok 40 stopni. Ratowało nas tylko zimne piwo 8-)
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2018-02-16, 09:45

O proszę jaka fajna relacja się urodziła, szczególnie że Mulhacen chodzi mi po głowie od dobrych paru lat. Mapa leży w szufladzie i czeka na sprzyjające okoliczności.
Byliście tam własnym transportem czy dotarliście drogą lotniczą i wynajmowaliście coś na miejscu?
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2018-02-25, 16:16

Marco pisze:Byliście tam własnym transportem czy dotarliście drogą lotniczą i wynajmowaliście coś na miejscu?
Samolot do Malagi i wzięliśmy auto na miejscu.
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-02-25, 21:40

Marco pisze:szczególnie że Mulhacen chodzi mi po głowie od dobrych paru lat
Jak będziesz jechał daj znać. Z chęcią powtórzę ale tym razem w trochę szerszym zakresie ;-)
_Sokrates_ pisze:Samolot do Malagi i wzięliśmy auto na miejscu
Malagacar? :-) To było najtańsze i najlepsze rozwiązanie kiedyś. Dwa razy tam leciałem i dwa razy korzystałem z nich. Nie musiałem przykłądowo płacić dodatkowej kasy za wjazd do Portugalii, co w wypożyczaniach tam nie jest raczej standardem.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2018-02-26, 08:53

_Sokrates_ pisze:Samolot do Malagi i wzięliśmy auto na miejscu.
rambi pisze:Malagacar? :-) To było najtańsze i najlepsze rozwiązanie kiedyś. Dwa razy tam leciałem i dwa razy korzystałem z nich.
O widzicie. Dobrze wiedzieć, choć pewnie zwrócę się po jakieś szczegóły gdy przyjdzie czas na realizację tego pomysłu.
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2018-02-26, 19:25

rambi pisze:Malagacar?
Marbesol. Z czystym sumieniem mogę polecić.
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-02-26, 20:19

_Sokrates_ pisze:Marbesol. Z czystym sumieniem mogę polecić.
Zanotowane :-) Sprawdzę przy okazji. Mam tam parę rachunków niewyrównanych ;-) A poza tym mam sentyment do tych okolic.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
sosikhehe
Posty: 229
Rejestracja: 2014-09-24, 22:14
Lokalizacja: Tyskie (Ślunsk)

Post autor: sosikhehe » 2018-02-27, 10:10

Czekałem na część piątą :-)
No no elegancja Hiszpania! Fajny surowy marsjański krajobraz :mrgreen:
Jakim to piwem się chłodziliście się?
Tylko zdjęcia jakieś takie małe skompresowane :-|
My body lie but still I roam

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2018-03-04, 21:56

sosikhehe pisze:Czekałem na część piątą
To jest piąta. Na opracowanie czeka jeszcze trzecia ;-)
sosikhehe pisze:Jakim to piwem się chłodziliście się?
Nie pamiętam już - jakieś holenderskie. Te hiszpańskie to straszne siki.
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
_Sokrates_
Posty: 632
Rejestracja: 2013-12-05, 22:03
Lokalizacja: Białystok

Post autor: _Sokrates_ » 2018-11-12, 16:52

Dzień 3 - Granada

Bezpośrednio po wejściu na Mulhacem postanawiamy zrobić dzień przerwy. Aby nie spędzić go siedząc na dupie w hotelu robimy krótki wypad do nieodległej Granady.

Czeka nas około godziny jazdy z gór w dolinę ale już po kilku minutach zatrzymujemy się na chwilę na punkcie widokowym Monte Ahi de Cara.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dojeżdżamy do Granady i zostawiamy auto na jakimś zadupiu aby niepotrzebnie nie płacić za parkowanie. Jest jeszcze dość wcześnie a upał już niesamowity. Do centrum mamy jakieś pół godziny spaceru co przy skwarze lejącym się z nieba dłuży się niemiłosiernie. Mamy zgraną jakąś mapę z Granady ale dla pewności próbujemy podpytać jakichś lokalsów o drogę. Próżny trud. Czy to młody, czy stary. Czy to baba, czy chłop. Z angielskim wszyscy są na bakier. W końcu jakaś kelnerka w knajpie zrozumiawszy trzy po trzy wskazuje nam mniej więcej kierunek i dalej już trochę z mapą a trochę na czuja maszerujemy sami.

Obrazek

Miasto jak miasto, natomiast ścisłe centrum jest całkiem przyjemne z mnóstwem knajp, sklepów i turystów.

Odniesienia do rekonkwisty widoczne co chwila:

Obrazek

Katedra:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbliższe otoczenie katedry:

Obrazek

Obrazek

Idziemy dalej. Po chwili mijamy pomnik Izabeli Katolickiej:

Obrazek

Przy budynku Kancelarii Królewskiej odbijamy w kierunku Alhambry:

Obrazek

Otoczenie Alhambry:

Obrazek

Widok na Granadę z okolic Alhambry:

Obrazek

Samą Alhambrę odpuszczamy ze względu na tłumy turystów i brak kasy. Chociaż przyznać trzeba, że twierdza nawet z zewnątrz robi wrażenie.

Mury Alhambry:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracając do auta robimy przerwę na żarcie w jednej z lokalnych knajp. Gazpacho było pyszne ale kawał grillowanej ośmiornicy to był prawdziwy kulinarny orgazm!

Po drodze robimy jeszcze zapasy browarów w miejscowym miejscowym markecie i znowu powoli wtaczamy się samochodem w góry Sierra Nevada!

Dzień 4 - Pico Veleta (3395 m n.p.m.) z dupy strony

Kolejny dzień ponownie górsko odpuszczamy. Plan jest taki aby cały dzień przebimbać z butelką w ręku, położyć się wcześniej wstać i wyjść na wschód słońca na Pico Veleta. Pierwsza część planu została wykonana wzorowo! Druga część też niczego sobie. Jednak jako, że w otaczającym nas zewsząd upale nie dałem rady zasnąć zdecydowałem odpuścić wschód słońca i elastycznie podejść do reszty dnia. Tak więc Mariusz poszedł sam...

Ja wyspałem się jak Bóg przykazał, zjadłem śniadanie i zacząłem zastanawiać się co zrobić z resztą dnia. Przesiedzieć kolejny dzień z butelką? Eeeee. Idę na Veletę!

Spakowałem plecak, dałem znać Mariuszowi o swoich planach i wyszedłem z hotelu.

W niecałą godzinę dotarłem do parkingu, z którego startują szlaki. Tam czekał na mnie Mariusz, który właśnie zszedł z wierzchołka do samochodu. Krótka narada i po chwili idziemy we dwójkę w górę. Podobno wschód słońca szałowy nie był tak więc bez wyrzutów sumienia pnę się krok za krokiem w górę.

Bez większych problemów docieramy na szczyt:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak przy okazji...
Parę szczytów już w życiu widziałem ale takiego syfu jak na Pico Veleta i w jej okolicy nigdy wcześniej!

Nie wierzycie? To popatrzcie!

Bezpośrednio pod wierzchołkiem:

Obrazek

Kilka minut poniżej szczytu widzimy takie cudeńko:

Obrazek

No i kolejne:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Resztę dnia spędzamy tradycyjnie: z browarem w ręce.

Wieczorem udaje mi się jeszcze namówić Mariusza abyśmy wyskoczyli na pobliski grzbiet sprawdzić jak będzie prezentował się zachód słońca.

Szału nie ma:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koniec

Aż wstyd, że tyle czasu musiało upłynąć abym skończył tą krótką relację ale ostatnio mam kołowrotek w życiu prywatnym i zawodowym więc liczę na Waszą wyrozumiałość ;-)
Wiem, że nic nie wiem.

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2018-11-12, 21:40

_Sokrates_ pisze:Aż wstyd, że tyle czasu musiało upłynąć abym skończył tą krótką relację
Ważne, że udało sie skończyć :-) A myślałem, że to ja będę rekordzistą co do czasu pisania relacji odcinkowej ;-)

Masz rację: Veleta niestety jest strasznie zniszczona przez ludzi. Szkoda...
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

ODPOWIEDZ