Poznajcie prawdziwe kubańskie klimaty

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Poznajcie prawdziwe kubańskie klimaty

Post autor: rambi » 2017-10-13, 21:09

Na początku roku miałem dobry czas. Wiele rzeczy udało się zrobić, parę nawet ponad plan. I wtedy wpadła na mnie jak grom z jasnego nieba decyzja Zarządu naszego korpo: zostałeś wyróżniony i jedziesz w nagrodę na Kubę w marcu. Dowiedziałem się tego razem z 24 innym szczęśliwcami z naszej korporacji.
Pomyślałem - no dobra, biorę, skoro się już tak pomylili i póki się jeszcze nie rozmyślili ;-)

Pierwsze przemyślenia: będzie nudna wycieczka autobusowa. Tyle tylko, że po kraju, do którego się wybierałem od lat. A na liście uczestników kilka osób bardzo sympatycznych i mnóstwo nieznanych mi bliżej.
- Może być różnie” – pomyślałem sobie. No ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda.

Po powrocie mogę powiedzieć tak: bardzo się pomyliłem, bo nie spodziewałem się, że zorganizowana objazdówka może być takim wspaniałym przeżyciem dla mnie i dla całej grupy ludzi. Co jednak znaczy gdy spotkają się otwarci i inteligentni ludzie, bez jakichś barier i potrzeby szukania problemów. Wyjazd był mega udany a do tego udało się wpleść kawałeczek górek, o których tutaj również wspomnę. Ale po kolei.

Kuba to kraj zniszczony przez lata komuny ale mający w sobie wiele uroku. Ludzie tutaj są uśmiechnięci, rozśpiewani i roztańczeni. A przy tym wszystkim strasznie biedni bo średnia miesięcznych zarobków nie przekracza 30 Euro. Zarabiają w walucie lokalnej, tak zwanych CUP-ach, za które właściwie nic nie można kupić poza sklepami państwowymi, gdzie sprzedaż jest na kartki jak kiedyś u nas, tylko że asortyment jeszcze mniejszy. Dopiero ostatnio poluzowano trochę politykę i poza elitami zwykli Kubańczycy zaczęli mieć możliwość zarabiania na siebie tworząc drobne interesy czy też jeżdżąc taksówkami. I tu opiera się wszystko na walucie przeliczalnej czyli tak zwanym CUC-u, który kosztuje około 25 CUP-ów a jest w przybliżeniu wart jedno Euro.

Kubańczycy jako ludzie są przesympatyczni. Otwarci, weseli, modnie ubrani, epatujący seksapilem, roztańczeni i wiecznie uśmiechnięci. Nikt im chyba nie powiedział jak im jest źle, i że muszą być przez to smutni! ;-) Kochają też dzieci i to nie tylko swoje. Niektórzy mówią, że z natury a inni, że z rozwiązłości, bo nigdy nie są pewni czy spotkane dziecko nie jest ich ;-) Notoryczne jest tam utrzymywanie kilku związków oprócz małżeńskiego. Takie tam koguciki :-)

My mieliśmy to szczęście, że nie spaliśmy w hotelach jak większość turystów. Organizator naszego wyjazdu Michał, który po zorganizowaniu wyjazdu niespodziewanie trafił do nagrodzonych, wymyślił spanie w casas particulares, czyli domach kubańskich na wynajem. Ta forma mi bardzo przypadła do gustu bo część z domków miała jeszcze kolonialny wystrój a i przytulniej było niż w pełnych przepychu i blichtru hotelach. Do tego mieliśmy tu zapewnione lokalne śniadania, oparte głównie na jajkach i warzywach. Oto kilka zdjęć z naszych noclegów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

HAWANA
Udało się objechać sporo fajnych miejsc na Kubie, począwszy od Hawany, która jest niesamowitym miejscem pełnym życia i ciekawych miejsc. Bardzo plastycznym i z wieloma muralami. Odwiedziłem tu też … mini browar: Factoria Plaza Vieja!!! Piwo podłe ale ważne, że zaliczony następny :-)
Obrazek

No i byłem w wielu lokalnych knajpkach, które szczycą się najlepszymi drinkami opartymi na rumie czyli: mojito, pina colada, cuba libre czy daiquiri. Oczywiście nie omieszkaliśmy odwiedzić lokalu gdzie przesiadywał Hemingway a więc Bodegidę del Medio, gdzie do obiadu przygrywała nam dziarsko miejscowa kapela.
Obrazek

Parę fotek z Hawany poniżej.
Muzeum Rewolucji
Obrazek
Słynny Kapitol, większy od tego w USA.
Obrazek
Pomnik Jose Martiego – przywódcy niepodległościowego i pisarza na placu z wieloma ciekawymi budynkami ;-)
Obrazek
Obrazek
Girardilla – jedyny zachowany stary fort, który miał chronić przed atakami piratów ale ze względu na słabe położenie nie był używany. Wpisany na listę Unesco.
Obrazek
Katedra też robi wrażenie.
Obrazek

Mieliśmy okazję pojeździć tam takimi rewelacyjnymi pojazdami jak amerykańskie krążowniki szos. Osobiście jechałem automatem z 1952 roku! Total :-) Na pierwszym zdjęciu nasz kierowca oczywiście z hawańskim cygarem.
[Hawana - driver.jpg]
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jeździliśmy też popularnymi taksówkami TRÓJKOŁOWYMI: coco :-)
Obrazek

Byliśmy też na pokazach tańców etnicznych, jak i sami się uczyliśmy salsy. A tu zdjęcia tancerek.
Obrazek
Obrazek

VINALES
Pobyt w Hawanie był bardzo pouczający ale potem pojechaliśmy do jeszcze piękniejszych miejsc. Z czysty sumieniem mogę wszystkim polecić miejscowość Vinales i jej okolice. Położona kest w regionie Pinar del Rio na zachodzie wyspy. Cała dolina była miejscem uprawy tytoniu i została wpisana na listę UNESCO. Tu też zwiedziliśmy fabrykę cygar. Trochę dziwne miejsce gdzie ogląda się pracujących ludzi jak małpki w ZOO. Chyba najmniej mi się tutaj podobało.
Natomiast Vinales to pięknie położona miejscowość w górach Cordillera de Guaniguanico, gdzie największe wrażenie robi pasmo Sierra de los Organos. Miasteczko jest przeurocze i roztańczone. Wieczorem spędziliśmy piękny czas z tańczącymi Kubańczykami. To co oni wyprawiają na parkiecie jest wbrew anatomii i grawitacji!! ;-) Kilka zdjęć z Doliny Vinales poniżej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po okolicach pojeździliśmy na miejscowych koniach, co też dla wielu było atrakcją, a niektórym nawet puściły nerwy. To znaczy ludziom nie koniom ;-) W okolicach Vinales poszliśmy na najlepsze jedzenie na Kubie. No nie oszukujmy się, Kubańczycy jedzenie mają bardzo słabe. Dlaczego? Bo nie stać ich na dobre przyprawy i import produktów. Wszystko mają wyprodukowane albo uprawiane u siebie a nagminnie do wszystkiego stosują cukier trzcinowy, przykładowo do jajecznicy. Zjadłem tam jednak parę ciekawych potraw np. ropa vieja czyli stare szmaty. To wołowina szarpana podawana zazwyczaj z ryżem z fasolą. W Vinales wzięto nas do cudownej restauracji wegańskiej, w której potrawy podawano z tego co wyhodowano na miejscu. Podobny lokal odwiedziłem kiedyś na Kanarach na La Gomerze. To co tu podawano było przepyszne, a i lokalizacja niesamowita. Nawet frakcja mięsna była zachwycona lokalem ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

CIENFUEGOS
Następne miejsce zwiedzane podczas naszej wycieczki i bardzo zobaczenia to Cienfuegos, które jest położone w środkowej Kubie. Jest to przepiękne miasto w stylu kolonialnym, założone przez francuskich imigrantów w początku XIX wieku, a jego centrum jest też wpisane na listę Unesco. Centrum przetrwało jako jeden z najlepszych przykładów urbanistyki hiszpańskiej XIX wieku. I przyznam szczerze, że na mnie zrobiło potężne wrażenie. Podobnie jak i rozległe nabrzeże z willami i restauracjami. Cudowny jest też teatr położony w centrum.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

A tu teatr i sufit w środku.
Obrazek
Obrazek

TRINIDAD
Następny przystanek naszej wycieczki to przeurocze południowe wybrzeże w centralnej Kubie i miasto Trinidad. W tym mieście najbardziej było widać jak wielka bieda panuje na Kubie. Poza pięknym centrum całość była bardzo poniszczona ale przez to bardzo naturalna i nie „nadmuchana” pod turystów.
Obrazek
Obrazek

Ale samo wybrzeże to po prostu poezja Karaibów :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

GÓRY ESCAMBRAY - Salto del Caburni
Bardzo chciałem pojechać w słynne góry Sierra Maestra (prawie 2000 m) ale niestety są one na wschodnim końcu wyspy. Za daleko. Ale właśnie będąc w Trinidadzie i mając przed sobą cały dzień plażowy spojrzeliśmy sobie z Michałem w oczy i mówimy.
- Jak to cały dzień na plaży? Nie da rady! Nie wytrzymamy.
- A czy nie można pójść gdzieś w okolicach w góry aby coś pozwiedzać?
- Budżet na nagłe wypadki pozostał jeszcze do wykorzystania a to ostatnie dni.
I pytanie o góry okazało się najlepszym pytaniem jakie mogliśmy zadać. Nasz przewodnik ucieszył się i powiedział, że możemy pójść do wodospadu w okolicznych górach. A popołudniu pójdziemy sobie na plażę i zdążymy się jeszcze wykąpać. Czy można wymyślić coś lepszego? Nie sądzę :-)
Zebrała się nas spora grupka około 10 osób i poszliśmy na najlepszą, moim zdaniem, wycieczkę tego wyjazdu do Salto del Caburni. Ten dość spory wodospad położony jest w górach Escambray, dochodzących do 1140 m. n.p.m. Nie są to wielkie góry ale mają w sobie wiele uroku. Na wycieczkę wybraliśmy się taksówkami, które złapaliśmy w Trinidadzie i podjechaliśmy do miejscowości Topes de Collantes, która lata świetności ma już za sobą ale leży na 750 metrach wysokości.
Obrazek
Obrazek

Stąd było tylko parę kilometrów do wodospadów ale za to prawie 400 metrów… w dół. I to ostatnie nas zaskoczyło. Ale warto było przejść się tą jakże widowiskową traską. Aby się nią przejść trzeba było zakupić bilety w kasie.
Obrazek

Ciekawe, że część Kubańczyków chodzących tam łaziło np. w klapkach a była też miejscowa paniusia (mulatka) z jakimś nadzianym gościem zagranicznym wystrojona w białą sukienkę i sandałki na koturnach ;-) Widoki po drodze były bardzo sympatyczne.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W niektórych miejscach można też było zobaczyć miejscowych na koniach albo zaparkowane konie.
Obrazek

Na koniec doszliśmy do jednego z wodospadów, gdzie w oczku wodnym mogliśmy popływać, co oczywiście zrobiliśmy. Cała ekipa wskoczyła do wody i mimo zimna spędziliśmy w niej paręnaście minut. Zabawa była nieziemska :-) A okoliczne wodospady wyglądają mniej więcej tak.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Powrót niestety trzeba było wykonać tą samą drogą. Ale spieszyliśmy się aby po 16 trafić jeszcze na plażę i pokąpać się trochę w oceanie. Druga kąpiel w cieplutkim morzu, do tego z drinkami w rękach, była uwieńczeniem tego cudownego dnia i mega wyjazdu w niesamowitym towarzystwie. Przyznam szczerze, że aż się nie chciało wracać do Polski ;-) To był świetny wyjazd, z którego w moim sercu na zawsze pozostaną mega wspaniałe wspomnienia… za co dziękuję swoim współtowarzyszom „niedoli” :-)

A tym którzy dobrną do końca tego przynudnego opisu powiem tak: pakujcie się i jedźcie na Kubę póki się jeszcze nie zmieniła na nowoczesny kraj! Jeszcze nie jest za późno.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5579
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2017-10-15, 10:49

No, no, no...korpo wysyła na Kubę! :-D

To jedna z takich podróży życia, co? Kuba, to fascynująca wyspa. Widziałem już wiele relacji i za każdym razem fascynuje tak samo.
Super okazja Ci się trafiła!
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
lukson
Posty: 713
Rejestracja: 2009-08-21, 16:21
Lokalizacja: i dokąd

Post autor: lukson » 2017-10-15, 19:45

Ciekawa relacja i zdjęcia również przyciągają uwagę, ukazują trochę tamtego egzotycznego świata.
rambi pisze: To wołowina szarpana podawana zazwyczaj z ryżem z fasolą.
Jak to przeczytałem, to od razu skojarzyłem to z pewnym nagraniem o Kubie W. Cejrowskiego, gdzie ryż i fasola są dość mocno zaakcentowane. Tytuł jakim opatrzyłeś relację jeszcze mnie podsycił aby je tutaj umieścić jako komentarz i wspomnie o "B side" kubańskiego świata, o którym wspominasz w kilku miejscach relacji.
https://youtu.be/QaMpLa2tObY

Całościowe spojrzenie, z pięknymi widokami ale i z realiami życia tworzą prawdziwy obraz, a nie jest nowiną że prawda jest najciekawsza.
Będzie kandydat do plebiscytu na koniec roku

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2017-10-15, 21:28

Satan pisze:Super okazja Ci się trafiła!
Powiem szczerze to do dzisiaj jestem zszokowany ;-) Ale warto było pojechać.
lukson pisze:to od razu skojarzyłem to z pewnym nagraniem o Kubie W. Cejrowskiego
Przyznam szczerze, że nagrania nie znałem i z chęcią wysłuchałem. I albo tam się tak zmieniło ostatnio albo Wojtek zapomniał jak się zwiedza i korzystał tylko z państwowych hoteli. Fakt, że my mieliśmy wszystko opłacone i nie musieliśmy sami szukać jedzenia ani noclegów - byliśmy więc trochę poza układami. Jest źle i wiele lokali należy oczywiście do wierchuszki ale ostatnio wiele osób zaczęło już zarabiać godziwe pieniądze prowadząc biznesy - oczywiście na zagranicznych turystach. Jedna z naszych przewodniczek mieszka na Kubie od lat z mężem Kubańczykiem. Ma przecudowne dzieci i prowadzą razem biznes, mając domek pod wynajem właśnie. Nie narzeka ogólnie. Sklepy dla turystów są rzeczywiście państwowe i wszystkie z podobnym asortymentem i cenami. Ceny nie są niskie i są wyższe niż dla miejscowych ale nie zabijają nas aż tak. Na czarnym rynku za to da się wiele kupić - tak kupiliśmy cygara do Polski.

Do kompletu przewodników mieliśmy jeszcze Kubańczyka, przemiłego człowieka, który traktował nas jak braci. Sam się zastanawiam czy nie był ze służb specjalnych. Ale był tak przemiły i uczynny, że mu na koniec daliśmy prezenty.

Co do prostytucji to nam trochę poopowiadał przewodnik zachwalając usługi (nie wiem z czyich doświadczeń). Ale nikt z nas nie został zaczepiony ani nie poczuliśmy nigdy się jak łowieni. Inna sprawa, że nikt się za tymi usługami nie rozglądał.

Co do telefonów komórkowych to mnóstwo Kubańczyków je ma. My z internetu nie korzystaliśmy z wyboru. Odcięliśmy się od świata z wielką radością ;-)

Co mnie jeszcze zaskoczyło na niekorzyść: hektary ziemi będące ugorami a kiedyś uprawiane. Jednak jak ziemia nie ma własności to robi się ugorem.
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Tomekk

Post autor: Tomekk » 2017-10-23, 12:41

rambi pisze:Odwiedziłem tu też … mini browar
Mnie oczu nie zamydlisz... Przecież tylko dla tej miejscówki pojechałeś :mrgreen:

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2017-10-30, 20:16

rambi pisze:Byliśmy też na pokazach tańców etnicznych, jak i sami się uczyliśmy salsy. A tu zdjęcia tancerek.
ja poproszę Twoje zdjęcie z tej nauki ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2017-11-01, 19:15

Tomekk pisze:Mnie oczu nie zamydlisz... Przecież tylko dla tej miejscówki pojechałeś
Znasz mnie Tomku jak zły szeląg ale prawda jest taka, że piwa to oni nie potrafią robić w ogóle! Tu bardziej już bym się na rum już pokusił.
Lidka K. pisze:ja poproszę Twoje zdjęcie z tej nauki
Może nie z salsy ale jak się sama prosisz to masz fotę z tańców rytualnych z moimi wstawkami: czyli elementami tańca, tak zwanej "ramby" ;-)
Obrazek
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2017-11-01, 21:30

no i o to chodziło :-D
A rum kubański....mniamuśny :-)
jest we mnie wiary okruszek....

ODPOWIEDZ