Red-Angel szuka zimy - Nowa Zelandia

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-08-04, 16:10

Lidka K. pisze:w Jastrzębiej Górze masz fiordy
Podobnież Jastrzębią Górę zalało. :mrgreen:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
rajli
Posty: 2226
Rejestracja: 2010-06-04, 17:37
Lokalizacja: Pr Teschinensis

Post autor: rajli » 2016-08-04, 17:50

Jaki kraj,takie fjordy :mrgreen:

kulczyk1
Posty: 1711
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2016-08-04, 21:04

Piękne miejsca i nie mniej piękne zdjęcia ale Red czyżby tam nie było wschodów/zachodów słońca? :mrgreen:

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2016-08-08, 09:16

rambi pisze:Pięknie to mało powiedziane :-) Bardzo chciałem tam kiedyś polecieć i mam nadzieję, że przez najbliższe tygodnie mnie w tym utwierdzisz ;-)

A fota ze słoneczkiem nad morzem to moje klimaty!!! ¦liczna, trafi do mnie na tapetę, jak pozwolisz :-)
Myślę, że da radę to zrobić ;-) W końcu będzie tylko ciekawiej :-P
A proszę bardzo, chcesz większy rozmiar?
Bonus pisze:Chodzi taki po górach i obserwuje surferów. W rzyciach się poprzewracało.... :mrgreen:
Wszystko za jednym razem. W końcu jakieś wakacje nad morzem :lol:
rajli pisze:Właśnie wybieram się nad Bałtyk. Niepotrzebnie klikałem w ten wątek :mrgreen:
Najpierw wkurzał, że jedzie do NZ w góry, teraz wkurza, bo nad Oceanem siedzi. Ciekawe co będzie następnym razem :mrgreen:
kulczyk1 pisze:Piękne miejsca i nie mniej piękne zdjęcia ale Red czyżby tam nie było wschodów/zachodów słońca? :mrgreen:
Może jakieś kiedyś się pokażą ;-)
Michun pisze:Fajne klimaty. Ciekawe ile stopni ma woda - pewnie cieplejsza niż w Kołobrzegu :lol:
Może w przyszłym tygodniu sprawdzę, bo mamy pewien plan ;-)

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2016-08-08, 09:50

Jako, że jest zima, a po kilku nowozelandzkich wycieczkach nadal mam deficyt związany z ilością widzianego śniegu, to tym razem jako pasmo do odwiedzenia wybieram Craigieburn Range. Jest częścią Alp Południowych, a swoim charakterem przypomina nasze Tatry Zachodnie. Ponieważ leży dosyć mocno na południe od głównego łańcucha Alp, zapewnia piękne widoki. No i na nie właśnie liczę.

Sobota, 16 lipca 2016

Kolejną wycieczkę z CTC - Christchurch Tramping Club - zaczynam na parkingu przy jakiejś chacie/schronisku nad Lake Lyndon. Tam zostają samochody, a my ruszamy w głąb doliny. Początkowo nie różni się to od tyh naszych szlaków, jednak po niedługim czasie robi się już zupełnie inaczej niż u nas.
Obrazek

Jak widać główna różnica to to, że doliny są szerokie o zupełnie płaskim dnie. No i bez roślin generalnie, za to pełne kamieni, gdyż większość jego powierzchni to wyschnięte dno strumienia. Obecnie jest to wąski pasek wody, ale pewnie na wiosnę wali tędy wielka masa wody.
Obrazek

A tą granią będziemy iść, a wchodzić na nią dobrze widocznym tutaj zboczem.
Obrazek

O ile dno doliny porośnięte jest głównie zwykłą niską trawą, to zbocze, którym podchodzimy porosłe jest małymi krzaczkami i kępami trawy wysokości ok. 50cm. Ale nie to jest problemem w tej trawie. Nie można tak po prostu przez nie przejść, bo strasznie kłują. Jej źdżbła są sztywne, ostre i wbjają się nawet przez membranowe spodnie. Dlatego też trzeba lawirować podczas podejścia obchodząc większe skupiska tej trawy.

Po wejściu na grań pojawiają nam się pierwsze widoki w stronę ośnieżonych szczytów Alp Południowych.
Obrazek

Na razie widok dosyć ograniczony, bo jestem na wysokości 1249m, a przed sobą mam południową grań Red Hilla, która zasłania częściowo krajobraz.
Obrazek

Na ostatnim obniżeniu grani, przed stromą częścią wyprowadzającą na "ostatnią prostą", robimy przerwę, by cała grupa się spotkała. W tymczasie pstrykam całą masę zdjęć, bo w końcu rejon dla mnie zupełnie nowy, więc i karta pamięci chętnie przyjmuje kolejne cyknięcia. Ale nie będę zanudzał tutaj fotkami z tego postoju, za to później ze szczytu zanudzę chyba skutecznie :P
A tutaj już idziemy. Widać niskie krzaczki, ale kłującej trawy już nie ma :) Była praktycznie tylko na tym pierwszym, stromym zboczu.
Obrazek

Na grań idziemy zaśnieżonym, stromym żlebem. Żleb jest kruchy, ale na inny sposób niż nasze w Tatrach Wysokich. Tutaj pełen jest takich drobnych, niezwiązanych z podłożem kamyków, które przy każdym kroku trochę się osuwają. Ale nie spadają daleko, bo szybko zatrzymują się na kamieniach poniżej.
Obrazek

Ale po wyjściu na wypłaszczenie grani widoki wnagradzają trud wędrówki.
Obrazek

A przecież nie jest to jeszcze szczyt. Widać również Lake Coleridge i Cottons Sheep Range - to ta charakterystyczna, płaska góra na prawo od jeziora.
Obrazek

Boczna grań Red Hilla, którą częściowo bedziemy później schodzić.
Obrazek

Na razie jednak pokonujemy ostatnie metry przewyższenia, żeby stanąć na wietrznym szczycie.
Obrazek

Tutaj zakładam puchówkę, membranowe rękawice i można zacząć fotografować okolicę. Najpierw zdjęcie szczytu:
Obrazek

A teraz Lake Coleridge w całej okazałości wraz z okolicą.
Obrazek

A panorama w całej okazałości robi wrażenie.
Obrazek
pełne 2847

Jest i zbliżenie ;)
Obrazek

Komuś brakuje śniegu?
Obrazek

Te sterczące samotne szczyty robią na mnie duże wrażenie. Bardzo ciekawie wyglądają.
Obrazek

Jest i zdjęcie szczytowe.
Obrazek

Bliższe spojrzenie na niższe szczyty i dolinę pod nimi.
Obrazek

No, ale starczy siedzenia na szczycie. Puchówka ląduje w plecaku, membrana wpada na jej miejsce, bo wieje konkretnie i zaczynamy schodzenie.
Obrazek

A teraz czas na ciekawą obserwację sposobu chodzenia miejscowych. Spora część z nich narzeka na bolące kolana podczas schodzenia, ale z kijkami generalnie nie chodzą. A nawet jak je mają, to są albo całą wycieczkę przytroczone do plecaka, albo rozłożone są minimalnie i ziemi sięgają ledwo-ledwo i to gdy są trzymane od góry. Chociaż kilka razy widziałem również kijki trzymane poziomo przez dużą część czasu. Obserwacja kijkowa przeprowadzona na kilku wycieczkach. Za to użycie czekana na razie widziałem raz, więc takie spostrzeżenie na podstawie tego, co widziałem. Zdecydowana większość z nich to czekany proste, o najdłuższych dostępnych długościach. Takie laski po prostu i część osób używa ich analogicznie jak kijka. Jeden gość szedł z czekanem nawet doliną, od momentu wyjścia z auta. Ja całą wycieczkę przeszedłem z kijkami, bo czekan szkoda było nawet odpinać od plecaka, taki był śnieg.

No, ale wracając do wycieczki, to kilka zdjęć z zejścia:
W stronę Red Hill
Obrazek

Krótki trawers:
Obrazek

Wypłaszczenie kawałek dalej
Obrazek

Boczny, niższy grzbiet i dolina, do której schodzimy.
Obrazek

A tędy to przyszliśmy. Fajny grzbiet, chociaż mocno wiało.
Obrazek

I jeszcze jeden widoczek z Alpami i jeziorem.
Obrazek

Ten masyw obfociłem chyba z każdego kierunku, jakiego mogłem ;)
Obrazek

Schodzenie, jak to schodzenie zboczem, było nudne. Ciekawostką był lód, jakiego w Polsce nie widziałem. Wygląda jak lodowe igiełki, ale powstaje pod powierzchnią ziemi/piasku. Dany kawałek terenu nie różni się niczym od reszty, lecz gdy się na niego stanie jest takie uczucie pękającej ziemi i cienka warstwa piasku kruszy się wraz z lodowymi igiełkami, które są pod nią. I lód wygląda na nie uszkodzony. Gdy później przejedzie się po tym butem, igły nadal nie pękają, jedynie się przesuwają, więc muszą być dosyć wytrzymałe.
Obrazek

Przy autach jesteśmy w okolicach zachodu słońca, które oświetla okoliczne szczyty swoimi ostatnimi promieniami.
Obrazek

Na koniec mapka pokazująca naszą dzisiejszą trasę.
Obrazek

Na koniec wypadało by napisać kilka słów o wycieczce. No, ale co tu pisać, bo to, że mi się podobało, chyba widać w relacji :P Jak już pisałem, pasmo Craigieburn Range bardzo przypomina nasze Tatry Zachodnie ze swojego wyglądu. Różnice są, to oczywiste, ale jakiś punkt odniesienia trzeba mieć. Jest inna skała, inny charakter dolin i części zboczy, ale właśnie taie było moje pierwsze skojarzenie, gdy je zobaczyłem. Wiadomo, śnieg na trasie, to jest to, po co przyjechałem do Nowej Zelandii ;) Bo przecież szukałem zimy. No i znalazłem :) To teraz czekać do następnej okazji, kiedy pogoda pozwoli wybrać się w tutejsze Alpy.

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/agJ4f9z4JrAuGVFi9
Ostatnio zmieniony 2016-08-12, 05:22 przez Red-Angel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-08-08, 16:02

Red, pięknie!!
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-08-08, 17:22

Prawdziwie niebieska wycieczka :-) Zdjęcia się bardzo fajnie ogląda i aż żal, że chyba tam tak szybko nie pojadę ;-) Super wyprawa :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2016-08-12, 05:50

Będąc w Christchurch ciągle widzimy wznoszące się nad miastem Port Hillsy i trochę wyższe góry na Banks Penisula. No, ale przecież nie może być tak, że tylko na nie patrzymy - trzeba je odwiedzić! A czemu by nie zacząć zwiedzania od wejścia na najwyższy szczyt Półwyspu Banksa i zobaczyć jak tam wygląda początek nowego dnia?

¦roda, 20 lipca 2016

Wycieczkę zaczynamy od dojechania autobusem miejskim do portu Lyttelton. Co prawda, nie stąd będziemy iść na szlak, jednak stąd pływają promy do Diamond Harbour. Prom, gdyż musimy przepłynąć przez Lyttelton Harbour - która stanowi dno wulkanicznej kaldery zalanej wodami oceanicznymi. Bo właśnie wulkaniczny charakter mają wszystkie wzniesienia w rejonie Banks Penisula.
Półwysep stanowi pozostałość dwóch wulkanów tarczowych Lyttelton i Akaroa, których kratery są obecnie zalane wodami oceanicznymi i tworzą zatoki wcinające się w półwysep. Wulkany te uformowały się około 8-11 mln la temu w miocenie. Pierwotnie tworzyły one wyspę, która z czasem połączyła się ze stałym lądem na skutek odkładania się na nizinie Canterbury aluwiów pochodzących z erodowanych szczytów Alp Południowych.
https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C3%B3%C5%82wysep_Banksa

Obrazek

Kilka widoków na otaczające zatokę szczyty:
Obrazek

Obrazek

Na ten brzeg płyniemy, chociaż jeszcze nie widać naszego celu.
Obrazek

A teraz pewna uwaga co do samego szczytu Mount Herbert. Jest to szczyt o wysokości 919 m n.p.m, więc taki "sudecki". Jednak by dostać się na jego wierzchołek musimy pokonać prawie 1000 m w górę. Czyli jak w Tatrach ;)

Zdobywamy powoli wysokość idąc ścieżką wzdłuż brzegu. Rzucamy okiem na znane nam już Port Hillsy i znikamy na chwilę w lesie.
Obrazek

Nie trwa to jednak długo, bo szybko wychodzimy na otwarte przestrzenie łąk, na których pasą się owce, których jest mnóstwo.
Obrazek

Skoro jest dużo zwierząt, to i na szlaku leży dużo kup. W wielu rejonach jest ich tyle, że nie sposób przejść nie mając całych brudnych butów. Natomiast wyżej były pastwiska krów, więc i placki do ominięcia większe ;)
Obrazek

Szlak w większości idzie przez prywatne tereny - pastwiska. Właściciele pozostawiają szlak otwarty przez większość roku z wyjątkiem sierpnia-września, kiedy przypada okres rozrodczy owiec. Pastwiska są poprzedzielane ogrodzeniami z drutu, często kolczastego. Jest to pewna niedogodność, na szczęście na szlaku są ułatwienia w postaci podestów, którymi można pokonać płoty. Czasami spotyka się bramki, chociaż nie są za częste.
Obrazek

Oznaczenie szlaku jest ogólnie dobre. Idzie się od tyczki do tyczki, czasem szukając kolejnego podestu w płocie, gdy tyczki znikną. A sam teren wygląda mniej więcej jak tutaj. Taka łąka.
Obrazek

Ale dużo ładniejsze widoki mamy cały czas za plecami. Niestety, jest to kierunek północny, więc pod słońce.
Obrazek

W tle Alpy Południowe, bliżej Port Hills.
Obrazek

Obrazek

Podszczytowe łąki prezentują się rewelacyjnie. Prawie jak w jakiejś Fatrze.
Obrazek

Potem wchodzimy na szczyt, gdzie chowamy się za konstrukcją nadajnika telekomunikacyjnego i czekamy na zachód słońca. Bo wycieczkę zaczęliśmy popołudniu, żeby na szczycie być w okolicach zachodu.
Obrazek

Trochę widoków ze szczytu.
Obrazek

Obrazek

The Monument
Obrazek

Obrazek

Szczytowe zabudowania.
Obrazek

Na najwyższym szczycie Banks Peninsula
Obrazek

Jezioro Ellesmere i mierzeja Kaitorete.
Obrazek

Obrazek

Po zachodzie schodzimy jakieś 15 minut, do Mt Herbert Shelter, czyli wiaty, którą planujemy obrać za miejsce noclegowe. Jest to miejscówka wysokiej klasy. ¦ciany z trzech stron, szyby w oknach, a od wejścia dodatkowy murek chroniący przed wiatrem. Za wiatą jest toaleta oraz zbiornik na deszczówkę z kranem. Pełen wypas!
Obrazek

Jemy kolację i czas spać. Całą noc wieje mocny wiatr, jednak nam to nie przeszkadza. Jest za to na tyle ciepło, że śpiwory trzeba rozpiąć.

Czwartek, 21 lipca 2016

Rano pobudka i ruszam na szczyt. Pomimo wrażenia, że noc była ciepła, musi być trochę na minusie, bo wszystkie kałuże, nawet te większe, są całkiem zamarznięte. Mam sporo czasu, więc spokojnie sobie idę. Za szczytową konstrukcją ubieram puchówkę i czekam na pierwsze promienie słońca, które wschodzi nad Oceanem Spokojnym.
Obrazek

Obrazek

No to teraz czas na te same widoki, co wczorajszego wieczora, tylko w innym świetle.
Obrazek

Alpy Południowe dobrze widoczne.
Obrazek

Obrazek

Po wschodzie wracam do wiaty na śniadanie. Nie ma to jak śniadanie w śpiworze i z takimi widoczkami.
Obrazek

Widok z werandy.
Obrazek

Jeszcze trochę widoków.
Obrazek

Obrazek

Ostatnie spojrzenie na wiatę i ruszamy na nasz dzisiejszy szlak.
Obrazek

Po pewnym czasie wchodzimy w krótki zalesiony odcinek, jednak jest to las zupełnie inny niż ten u nas.
Obrazek

Szybko jednak z niego wychodzimy i idąc dalej trawersem zbocza, możemy podziwiać równoległy grzbiet po drugiej stronie doliny. <a href="https://1.bp.blogspot.com/-PbhtDlmn9GM/ ... 410290.JPG[/img]

Musimy stracić sporo wysokości i dojść na przełęcz, na której znajduje się schronisko samoobsługowe (jak zdecydowana większość w Nowej Zelandii).
Obrazek

Nazywa się ono Packhorse Hut i noclegi w nim rezerwuje się i opłaca przez internet. Na miejscu wpisuje się do książki swoje dane i numer rezerwacji (przynajmniej takie coś zobaczyliśmy przeglądając książkę). My jemy tutaj obiad i po niedługim czasie ruszamy dalej.

Widok sprzed chaty również nie jest zły.
Obrazek

Po niedługim czasie wchodzimy w las, którym przyjdzie nam iść, z krótkimi przerwami, przez dłuższy czas. Na szczęście jakieś widoczki też się pojawiają, a na nich głównie owce.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po etapie leśnym, nastaje etap asfaltowy, który rozpoczyna się na McQueens Pass. Tutaj też zaczyna się asfaltówka nosząca nazwę Summit Road, gdyż wiedzie przez większą część szczytów Port Hillsów.

Panorama na Lyttelton Harbour.
Obrazek
1726

Nasza ścieżka na szczęście nie cały czas wiedzie drogą, lecz trochę z niej schodzi, przynajmniej od pewnego momentu.
Gibraltar Rock
Obrazek

Obrazek

Tutaj widać miejsce, skąd ruszaliśmy na szlak poprzedniego dnia.
Obrazek

Kolejny zachód na szlaku. Tym razem słońce chowa się za szczytami Alp Południowych.
Obrazek

Na koniec to czeka nas już tylko zejście do Christchurch. Łatwo powiedzieć tylko, ale tych metrów do zejścia w pionie to jest całkiem sporo. Tak to już jest, gdy chce się znaleźć z powrotem nad morzem.

Jak widać była to bardzo różnorodna wycieczka. Zaczęła się od portowego nabrzeża, żeby później przepłynąć zatokę statkiem, pozbierać muszelki na plaży, wejść na ponad 900m, pooglądać spektakl zachodzącego, a później wschodzącego słońca. A to wszystko z widokiem na ośnieżone szczyty Alp Południowej. A, i nocleg w dobrym stylu, czyli mój pierwszy wiating w Nowej Zelandii ;) Ciekawe czy ostatni :P

A na koniec nasza trasa:
Obrazek

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/CSqS18Mj5pdFDBqU7

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-08-12, 06:48

ech, brak słów :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Red-Angel
Posty: 2670
Rejestracja: 2011-04-16, 16:54
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Red-Angel » 2016-08-12, 07:40

I zajawka z ostatniej wycieczki z krótkim pytaniem do menela: Kiedy ostatnio kimałeś w takim warunie? :-P
Obrazek

Dla informacji powiem, że to wysokość ok 1050m

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-08-12, 07:50

Red-Angel pisze:Dla informacji powiem, że to wysokość ok 1050m
czyli Wysoka w Pieninach, ale tam trochę inaczej chyba jest ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2016-08-12, 09:44

Boje się o serce kolegi Menela jak dalej będziesz takie wiaty tutaj wrzucał ;-)

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-08-12, 09:48

Red, piszę z telefonu :
- nie pamiętam :mrgreen:

Ale to ci na sucho nie ujdzie. ;-)
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5559
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-08-13, 14:50

menel, wytarzasz go w śniegu? :lol: :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-08-16, 15:32

Lidka K. pisze:menel, wytarzasz go w śniegu? :lol: :lol:
Nieeee, o ile znam Reda, taki zabieg nic nie da. Lidka, zauważ, Red żeby kimnąć się w śniegu poleciał .. do Nowej Zelandii. :mrgreen:
ПУНКС НОТ ДЭД !

ODPOWIEDZ