7 szczytów Korony Europy

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Taja » 2014-09-10, 19:54

Czytając Twoją relację czuję się jak na wakacjach, których wcale w tym roku nie miałam... Przypomina mi się moja wyprawa w te rejony 4 i 7 lat temu... Smak albańskiego sera, pomidory pachnące słońcem i te przecudowne góry... Jest zazdrość :-) Chcę więcej! :-D
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2014-09-11, 10:03

Lidka K. pisze: trzeba było w tytule pracy dyplomowej zawrzeć relacje górskie :mrgreen: byłoby przyjemne z pożytecznym ;-)
A trzeba było ;-) Trzeba było też pójść na turystykę. Pisałabym wtedy o górach, zamiast o tym jak oszukuje i manipuluje się staruszkiem w marketingu i sprzedaży ;-)
Vlado pisze:Czy to oznacza, że Ketjow wszedł bez skarpetek?;)
aleksandra pisze:...pracy dyplomowej...
Powodzenia i cierpliwie czekam na c.d.;)
Tak, Ketjow wszedł bez skarpetek- to jest dopiero twardziel! :mrgreen:

Dzięki Vlado!
Hoffi pisze:Wspaniale się czyta. Czekam na więcej i cieszę się, że masz pozytywne - tak jak ja - wrażenia z Albanii.
Serdecznie dziękuję Hoffi :-) Albania jest tak magiczna, inna, dziwna, że nie sposób się w niej nie zakochać! Patrząc na toczące się tam życie, człowiek od razu marzy o tym, żeby zostać tam dłużej.
Taja pisze:Czytając Twoją relację czuję się jak na wakacjach, których wcale w tym roku nie miałam... Przypomina mi się moja wyprawa w te rejony 4 i 7 lat temu... Smak albańskiego sera, pomidory pachnące słońcem i te przecudowne góry... Jest zazdrość Chcę więcej!
Cieszę się, że ta relacja przywołuje takie miłe wspomnienia! Jeszcze wciąż wspominam tęsknie biały kozi ser, chleb i pomidory, którymi uraczyli nas w Radomire mieszkańcy. Ale wrócę tam- obiecuje sobie to solennie.
W razie gdybyś wybrała się tam ponownie wcześniej, obowiązkowo oczekuje szczegółowej relacji ;-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

robertrobert1
Posty: 280
Rejestracja: 2012-05-23, 13:32
Lokalizacja: warszawa

Post autor: robertrobert1 » 2014-09-15, 11:13

aleksandra pisze: Albania!

Górzysta kraina mlekiem i miodem płynąca, której drogi wiją się niczym wąż wzdłuż rzek i jezior, była dla nas niczym film prezentowany w zwolnionym tempie.

Kiedy powtórzy się taka przygoda? Pełna zapachów, smaków, ciekawych ludzi?
Dzięki za ten opis. Coraz śmielej kieruję się w te strony bo widzę, że warto.

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2014-12-02, 09:20

Jak Satan słusznie zauważył, w grudniowym numerze npm ukazał się mój artykuł z tejże wyprawy. Co prawda, opowiadam tylko o Bośni i Hercegowinie, ale to właśnie ona została przeze mnie pominięta w opisywaniu naszych przygód ;-)

Na Grecję wreszcie przyjdzie pora, obiecuję sobie że wreszcie uda mi się wygospodarować więcej czasu i napisać parę słów, by móc dokończyć rozpoczęty wątek :)

Tymczasem, pozdrowienia z zimnej Warszawy ;-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1286
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2014-12-02, 22:36

aleksandra pisze:w grudniowym numerze npm ukazał się mój artykuł z tejże wyprawy
W końcu dzisiaj udało mi się znaleźć chwilkę na zakupy i między innymi kupić npm-a z Twoim artykułem. I bardzo przyjemnie mi się Ciebie czyta, fajny masz styl :-) A niektóre stwierdzenia są szczególnie bliskie mojemu sercu i ujęły mnie :-) Gratulacje Olu!

Szkoda, że tak rzadko ostatnio tutaj piszesz o swoich wycieczkach... Czekam na tą Grecję :-)
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2014-12-05, 12:27

rambi pisze:Gratulacje Olu!
Rambi dziękuję za ciepłe słowo, nawet domyślam się co mogło Cię ująć, Panie Tato ;-)
rambi pisze:Szkoda, że tak rzadko ostatnio tutaj piszesz o swoich wycieczkach
19.12. oddaję pracę mgr i może wtedy powrócę do życia ;)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2015-01-25, 12:39

Klątwa Zeusa
Albania zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Opuszczaliśmy ją szczęśliwi i przekonani, że na pewno tu jeszcze wrócimy. Żegnając się z mieszkańcami wioski Radomire czuliśmy pewien niedosyt i żal, że musimy już opuszczać to piękne i dzikie miejsce. Machając z okien auta i oglądając się za siebie, widzieliśmy biegnące za nami dzieci. Tumany kurzu, które wydostawały się spod kół stanowiły pewną teatralną kurtynę. Obraz się zamazywał, postaci robiły się coraz mniejsze, a zachodzące słońce i unoszący się w powietrzu zapach, na długo jeszcze pozostawały nam w pamięci.
Po raz kolejny czas stanowił dla nas wyzwanie, dlatego robiąc zaledwie jeden przystanek w większej miejscowości, pełnej jarzących się neonów i jazgotu nocnych awantur z przydrożnych pubów, udało nam się zakupić świeże warzywa i owoce.
Był późny wieczór. Mijaliśmy ciemne uliczki, podgryzaliśmy zakupione morele i nektarynki i cieszyliśmy się, że jutro będziemy podziwiać Morze Egejskie. Nikt już się nie odzywał. Od czasu do czasu zerkaliśmy na GPS, który sukcesywnie pokazywał malejącą liczbę kilometrów. Sen nieustannie odwiedzał każdego z nas, choć nie był on regularny i spokojny. Każda większa koleina lub wyboistość stawiała nas na nogi.
O godzinie 6 rano ujrzeliśmy rozlewające się przez cały horyzont Morze Egejskie. Nie tylko piękny widok nas ucieszył, ale każdy też marzył o tym, by wreszcie rozprostować zbolałe mięśnie, które tkwiły w blaszanej puszcze przez niemal 12h.

[center]Obrazek
[/center]
Krzysztof zaparkował auto na samym skraju skarpy. Pospiesznie rozłożyliśmy namioty, spałaszowaliśmy śniadanie podziwiając widoki przed nami, a następnie zasnęliśmy niemal jak dzieci. Odpoczywaliśmy w ten sposób niemal do południa, zmieniając tylko pozycje wraz z położeniem słońca. Dlatego gdy „zawisło” ono nad nami o godzinie 12, nie pozostało nic innego jak schłodzić ciała w wodzie.

[center]Obrazek

Obrazek[/center]

Odpoczynek nie miał końca. Na zmianę pijąc, pływając i leżąc dawaliśmy wytchnienie organizmom. Doświadczając burzy i deszczu, który uziemił nas w namiocie na niemal 2 godziny pałaszowaliśmy ostatki albańskich frykasów.
Po południu wybraliśmy się do centrum miasta na niesamowicie smaczną kolację, racząc się winem, sytym posiłkiem i widokami z greckiego wesela ustaliliśmy szczegóły jutrzejszego dnia. Nie wiedzieliśmy jednak, jak bogaty on będzie w przygody i emocje.
A emocje zaczęły się już wieczorem…
Wracając z centrum po zachodzie słońca, zaniepokoiła nas wietrzna pogoda. Silny wiatr i krople deszczu uderzające w szyby auta z coraz większą intensywnością, budowały napięcie. Przecież pozostawiliśmy namioty na skarpie.
Na całe szczęście w ostatniej chwili udało nam się uratować nasz dobytek, a przez niemal pierwsze pół nocy, modliliśmy się, by ta silna zawierucha nie zniszczyła naszych małych domostw.
Udało się. Cali i zdrowi powitaliśmy przepiękny wschód słońca i ruszyliśmy w górę by zrealizować kolejne małe marzenie- Olimp czekał!

[center]Obrazek[/center]

W tym miejscu muszę jednak przytoczyć wspomnienie, które pozostało w naszej pamięci na długo, sprawiając kaskadę nowych niezamierzonych wydarzeń:
Zanim postawiliśmy nogę na szlaku, uznaliśmy że pierwszy posiłek należy zjeść w przyzwoitych warunkach, dlatego rozgościliśmy się na ławkach przydrożnego baru, pytając siedzące już tam dwie kobiety o pozwolenie. Krótka rozmowa po angielsku skończyła się głośnym okrzykiem: Jesteście z Polski?! To fantastycznie!! Jestem Dorota!
Swój pozna swego, jak mawia przysłowie, dlatego wspólnie dokończyliśmy posiłek i ustaliliśmy, że już „na dole” musimy uczcić prawdopodobny sukces. Ponieważ dziewczyny wynajmowały apartament Olimpic Beach nad Olimpijską Riwierą, zaproponowały ciepły prysznic, ciepły posiłek i chwilę oddechu od spartańskich warunków. Trudno nam było odmówić takiej propozycji, dlatego skrzętnie zapisaliśmy dane kontaktowe i ruszyliśmy w górę.
A droga była długa. Szlak wił się wśród drzew i nieco nużył. Znudzenie jednak nie trwało tak długo jak mogłam przypuszczać. Już pierwsze grzmoty nad głowami postawiły mnie na nogi. Tętno i tempo przyspieszyło i zamiast włócząc się ostatnia, ruszyłam do przodu doganiając ekipę i nadając nowy rytm wędrówce.
Niebo zgasło. Mgły i ciemne chmury nad nami, a potoki deszczu wlewały się za kurtki.

[center]Obrazek[/center]

Jeszcze trochę, coraz bliżej, już widać schronisko.
Jest! Nareszcie suche i ciepłe miejsce!
Przemoczeni wylądowaliśmy w jadalni patrząc za okno. Dalsza wędrówka pozostawała niemal bez szans na realizację. Cóż począć? Poczekamy.

[center]Obrazek[/center]

I czekaliśmy.
Godzinę.
Dwie.
Trzy.
Decyzję jednak trzeba było podjąć. Nieprzygotowani na biwak, nie zabraliśmy ze sobą zapasowych ubrań, jedzenia ani większej ilości gotówki. Dlatego wyjścia były dwa: albo schodzimy na dół i jutro ponownie pokonujemy ten długi i nudny kawał drogi, albo nocujemy w schronisku, które pochłonie sporą część budżetu.
Wiola i Krzysztof byli zdeterminowani. Uznali, że pogoda dostatecznie się poprawiła i możemy spróbować jeszcze dziś. Moje pesymistyczne podejście i brak wiary w słuszność podjętego wyzwania wprawiły mnie w jeszcze gorszy humor. Ale skoro oni próbują to my mamy zostać? Niech będzie- spróbujemy.
Spróbowaliśmy. Skończyło się to w dwójnasób.
Ja z ketjowem zawróciliśmy już po 40 minutach marszu, natomiast Wiola i gobo parli dalej. Efekt był taki, że pierwsza dwójka skończyła tylko z lekko przemoczonymi ubraniami, a druga powróciła mokra od stóp do głów, nie pozostawiając złudzenia, że brak odzieży na zmianę może być wielkim problemem. Na ich ciałach pojawiły się nawet siniaki, które były efektem silnego gradobicia. To wydarzenie przelało czarę goryczy. Siedzieliśmy źli i zasmuceni wpatrując się w wielki obraz schroniskowej jadalni, na którym namalowany został Zeus strzegący wzgórz Olimpu przed śmiałkami, którzy chcieli odwiedzić siedzibę Bogów.

[center]Obrazek

Obrazek

Obrazek[/center]

Trzeba przyznać, że legenda zrobiła na nas wrażenie. Zmienność pogody, jej niestabilność i brak wiary, że nadejdzie poprawa zmusiły nas do czekania. Przy okazji zacieśniając znajomość z nowo poznanym Singapurczykiem oraz dwójką Czechów dywagowaliśmy nad jutrzejszą pogodą.

[center]Obrazek[/center]

Kolejny poranek nie poprawił nam humorów. Klątwa Zeusa trwała. Deszcz co prawda ustał, ale za oknem było zimno, wietrznie i mglisto. Dźwięczące budziki z wszelkich stron sali schroniska nie powodowały, by obecni mieli zamiar opuszczać ciepłe śpiwory.
Znów czekaliśmy.
Godzinę.
Dwie.
Trzy.
Znudzeni i wręcz zniecierpliwieni, coraz bardziej poddawaliśmy w wątpliwość możliwość zdobycia siedziby greckich bogów. Nie mogliśmy sobie pozwolić na kolejny dzień zwłoki, nie tylko z powodu czasu, który wisiał nad nami jak miecz Damoklesa, ale także finansów. Jeść i pić było trzeba, a posiłki liczone w euro czyściły nasze kieszenie niemal do dna.
Decyzja zapadła. Idziemy!
Poszliśmy.
Pogoda choć kapryśna umożliwiła bezpieczne poruszanie się po szlaku. Wątpliwości jednak nastały wraz z dotarciem do rozwidlenia dróg prowadzących na szczyt Mytikas.
Zalegający śnieg w żlebie i bardzo niebezpieczny skalny ustęp odstraszały wszystkich śmiałków. Czekaliśmy więc na rozwój sytuacji analizując alternatywy przejścia bardzo nieprzyjemnego uskoku. Rozwiązanie przyszło dopiero po godzinie, gdy dwójka przewodników namacalnie udowodniła nam, że dalsza wędrówka jest możliwa.

[center]Obrazek[/center]

Teraz już tylko minuty dzieliły nas od Olimpu!

[center]Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek[/center]

Choć chmury kotłowały się w skale, a szare niebo wciąż groźnie na nas spoglądało, udało nam się stanąć na najwyższym szczycie Grecji i cieszyć się tą chwilą w samotności, bowiem z nami nie było nikogo.
I choć Zeus groził nam palcem, to dopuścił do siebie i spełnił marzenie ketjowa, któremu Grecja marzyła się od dłuższego czasu.

[center]Obrazek[/center]

Ciesząc się nadal, na horyzoncie pokazali się kolejni śmiałkowie prosto z Izreala, dzięki którym udało nam się na szczycie wypić nie tylko kawę prosto z kawiarki, ale raczyć się chlebem z miodem, jabłkami i innymi rarytasami, które przez długi czas stanowiły główną atrakcję, podczas opowieści po powrocie do domu.

[center]Obrazek
Obrazek[/center]

Na 2918 m wszystko smakowało lepiej. Nawet języki się rozwiązały i międzynarodowa wymiana zdań powodowała wybuchy śmiechu. Otrzymaliśmy zaproszenie do Izreala, sami również oferując wizytę w Polsce, z której jak się okazało pochodzi matka jednego z rozmówców.
Pomogliśmy również przemiłemu Azjacie, który swoją samotną wędrówkę uwieńczył miłosnym wyznaniem.

[center]Obrazek[/center]

Ostatecznie spędziliśmy przemiły czas na szczycie Mytikas, góry Bogów, która wciąż nieco obrażona nie pozwoliła ujrzeć nam horyzontu Morza Egejskiego, ale za to zaczarowała i zmusiła do deklaracji, że my tu jeszcze kiedyś wrócimy!

[center]Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Obrazek
[/center]

Wracaliśmy. Niebo się rozpogadzało, a my żałowaliśmy że nie udało nam się dostąpić zaszczytu dobroci Zeusa na górze. Mieliśmy jednak pewność, że powrót będzie bezpieczny…
[center]
Obrazek

Obrazek[/center]

[center]***[/center]
Co było dalej? Czy spotkaliśmy się z poznanymi dzień wcześniej Polkami? Dlaczego w Serbii czuliśmy się jak w domu? I co to znaczy Babi Zub?
O tym już niebawem. Tym razem obiecuję! ;-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
Cohen
Posty: 447
Rejestracja: 2013-02-23, 13:25
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Cohen » 2015-01-25, 15:27

dawaj od razu ;)
"Żyj jakbyś miał umrzeć jutro. Uczy się tak jakbyś miał żyć wiecznie."

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2015-01-25, 15:37

Cohen pisze:dawaj od razu ;)
Spokojnie, po takiej ilości abstynencji czasowej muszę sobie dawkować merytoryczne wypowiedzi dłuższe niż 5 linijek ;) Odzwyczaiłam się od pisania o takich fajnych rzeczach ;-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7458
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2015-01-25, 16:30

Ja mam następujące uwagi, proszę Aleksandro nie obraź się bo twoja relacja jest dla mnie tylko przykładem trendu na forum:
Ponieważ tez spędziłem w Masywie Olimpu dwa dni, mniej więcej domyślam się, gdzie i jak szliscie. Natomiast, gdybym zainteresował się tematem po raz pierwszy i chciał się czegoś dowiedzieć z tej relacji jako źródła informacji na temat przyszłej wyprawy, byłbym w kropce. Nie dowiem się, o jakiej miejscowości nad brzegiem morza mowa. Nie dowiem się, czy szliście wprost stamtąd przez Litochoro i Wąwóz Enipeas , czy dla odmiany podjechaliście na któryś z parkingów (w Prioni lub Gortsi) i szliście tylko ten kawałek do schroniska i ile zajęła droga? Nie dowiem się również, o które schronisko chodzi. Nie dowiem się tym samym, którą drogę wybraliście - bo nie wiem, czy wspomniane Refuge to: "A" czyli Spilios Agapitos, czy "C" czyli Christos Kakkalos, czy wreszcie "SEO" czyli Giosos Apostolidis...Nie dowiem się także, czy w górę szliście przez Kaki Skala a schodziliście przez Skolio, czy na odwrót.
Dla ułatwienia schemat mapki masywu:
Obrazek
Dowiem się za to, że góra była czarowna :-D .
Czy dałoby radę umieszczać w relacjach również minimum konkretów?
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
aleksandra
Posty: 790
Rejestracja: 2012-09-22, 13:04
Lokalizacja: Toruń/Warszawa

Post autor: aleksandra » 2015-01-26, 10:17

Michun pisze:Ja mam następujące uwagi, proszę Aleksandro nie obraź się bo twoja relacja jest dla mnie tylko przykładem trendu na forum:
Michun pisze:Czy dałoby radę umieszczać w relacjach również minimum konkretów?
Michunie nie obraź się, ale doskonale idzie Ci układanie regulaminów i propozycji, dlatego proponuję spisać zasady dotyczące również tego, jak powinna wyglądać prawdziwa i cenna z Twojego punktu widzenia relacja górska ;-)
Moja forma pisania relacji, zakłada nieco inne cele i ma być raczej opowieścią, na której końcu jak wcześniej zapowiedziałam, podam szczegóły organizacji całej wyprawy pod względem logistycznym i technicznym.

Relacja niebezpiecznie długo się rozciągnęła, ale na forum nie poświęcam tak dużo czasu jak kiedyś. Szukający informacji na już, zawsze mogą zadać pytanie poniżej lub w wiadomości prywatnej. Dlatego z przyjemnością zaspokoję Twoją ciekawość:

Obozowisko mieliśmy nad brzegiem morza, w miejscowości Litochoro.
Parking do którego dojechaliśmy i spotkaliśmy dziewczyny to Pironia.
Nocowaliśmy w schronisku A, a wejście na Mitikles robiliśmy przez Saklę
Po zejściu z Olimpu weszliśmy na Skalę- to kilkunastominutowy spacer.
Całą akcję mieliśmy podzieloną na kilka etapów więc czas trudno zliczyć.

Pozdrawiam Cię serdecznie! :-)
'Myślę o ludziach, których poznaję dzięki górom i o górach, które poznaję dzięki tym ludziom.'

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Taja » 2015-01-26, 11:46

Ładnie was Zeus pogonił ;-) Dobrze, że pozwolił wejść na szczyt :-D Czekam na ciąg dalszy :-)
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7458
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2015-01-26, 17:58

Dziękuję za odpowiedzi,większości się spodziewałem. Chodziło mi o to, czego bym się chciał dowiedzieć siedząc nad mapą i planując taką wycieczkę...

Co do Olimpu- trochę żałuję, że schodziłem przez strome Kaki Skala a nie na odwrót, jak wy to zrobiliście.

I owszem , forma relacji jako luźnej opowieści nie odpowiada mi ale chyba jestem w tym w mniejszości.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2015-03-17, 15:00

Michun pisze:Czy dałoby radę umieszczać w relacjach również minimum konkretów?
Wydaje mi się, że autor ma prawo pisać relację zupełnie subiektywną i to w takiej formie jaka mu odpowiada.
A jeśli czegoś nie rozumiesz, lub coś Cię zainteresowało, to korona Ci z głowy nie spadnie jeśli zadasz pytanie. Czy nie po to jest forum?
Aleksandra pisze:Co było dalej? Czy spotkaliśmy się z poznanymi dzień wcześniej Polkami? Dlaczego w Serbii czuliśmy się jak w domu? I co to znaczy Babi Zub?
O tym już niebawem. Tym razem obiecuję! ;-)
Olu, na Zeusa!!! Zaraz będzie wiosna! ;-)

Awatar użytkownika
Slon
Posty: 182
Rejestracja: 2013-10-28, 16:57
Lokalizacja: W-w

Post autor: Slon » 2015-03-17, 15:24

wyczekane lepiej smakuje ;)
Kierunek - tam gdzie a'hoj przygodo.

ODPOWIEDZ