Sudety od końca do końca

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5607
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2016-02-28, 16:30

Ależ tego świata jeszcze dużo ...do zobaczenia zostało. :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2016-02-29, 15:02

Satan pisze:Ależ tego świata jeszcze dużo ...do zobaczenia zostało. :-D
Dużo, oj dużo! Ale też i dużo do zapamiętania! I już sam nie wiem, czy lepiej uganiać się za nowymi widokami (co staram się mimo wszystko czynić), czy też bawić się w konserwatora własnej pamięci?

Gdy się wędruje przez nowe miejsca, nie nachodzą człowieka takie dość smutne refleksje, które często towarzyszą "powrotom". W tych dawno nie odwiedzanych miejscach szuka się ich charakterystycznych elementów, wręcz symboli. A tu często przysłowiowy guzik...

W Karłowie np. w miejscu dawnej szkoły (moje zdjęcie z 1989 r.), straszą dziś jakieś bezsensowne w tym miejscu dinozaury...

Obrazek


... na ¦nieżce również tego obserwatorium już nie zobaczymy (fotografia również z 1989 r. - z maja; kilka miesięcy później obiekt został rozebrany)


Obrazek


Może więc na stare śmieci nie wracać? Ale mimo wszystko chcę! Spowolni to oczywiście poznawanie nowych miejsc w Sudetach i Karpatach (bo do innych gór już tak emocjonalnie nie podchodzę), ale co tam :lol:

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2017-01-16, 17:14

Aby trochę ostudzić forumowe nastroje i emocje związane z wędrówkami po Łuku Karpat, które od kilku dni dominują w naszym forumowym dziale "Karpaty zagraniczne", wracam do odbytej w sierpniu i wrześniu 1986 r. wędrówki po czeskich Sudetach.

Jakiś czas temu znalazłem w swoim domowym archiwum jeszcze jedną opublikowaną przed laty relację z tego przejścia. Nasz kolega, uczestnik przejścia Jarek Rubin, jesienią 1986 r. zamieścił w jedenastu krótkich odcinkach swoje wrażenia z wędrówki, zatytułowane "Z tamtej strony Sudetów". Opublikował je na łamach wrocławskiej popołudniówki, nieistniejącej już gazety "Wieczór Wrocławia". Wycinałem sobie te artykuliki Jarka, schowałem do jakiejś papierowej teczki, przez lata byłem przekonany, że gdzieś mi ostatecznie zaginęły (przeżyły wszak dwie przeprowadzki), aż tu nagle - w maju minionego roku odnalazłem je. Sądzę, że warto spojrzenie Jarka przybliżyć. Jest ono trochę inne od przytoczonych już przeze mnie wcześniej dwóch tekstów Michała Tomczaka. Czytelnik gazety popołudniowej jest wszak "odrobinę inny" niż odbiorca PTTK-owskiego "Gościńca", czy też SKPS-owskiego "Karkonosza".

Pod tekstem pierwszego odcinka wspomnień Jarka Rubina zamieściłem kilka moich fotografii (skanów przeźroczy) z pierwszego dnia naszej wędrówki w lecie 1986 r. Tam, gdzie można było, jako podpisy pod fotografie wykorzystałem cytaty z tekstu Jarka, pod niektórymi podpisy są moje, zredagowane dosłownie przed paroma minutami. Postaram się co jakiś czas wrzucać na forum kolejne odcinki jarkowych wspomnień, aż do części ostatniej - jedenastej, zatytułowanej "Zanurzyliśmy ręce w Odrze".

Jarosław Rubin

Z tamtej strony Sudetów

1. Startujemy z Horni Poustevna

"Projekt przejścia dojrzewał podczas mego pobytu w wojsku" - powiedział MICHAŁ TOMCZAK, pomysłodawca i kierownik wyprawy Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich, po powrocie do kraju. Cofnijmy się jednak do 24 sierpnia br. [tj. 1986 r.]

Kilka minut po północy w hallu Dworca Głównego PKP we Wrocławiu można było zauważyć 8-osobową grupę turystów, z ogromnymi, wyładowanymi ponad miarę plecakami. Byli to członkowie wyprawy, która za cel postawiła sobie pierwsze przejście Sudetów czeskich w całości. Michał Tomczak, kierownik grupy oraz Krzysztof Jaworski, Marek Lewy, Zbigniew Osiński, Jacek Pawłowski, Jarosław Rubin, Włodzimierz Szczęsny i Małgorzata Tomczak.

Nie będę ukrywał, że trochę radości dostarczył mi fakt posiadania najlżejszego i najmniejszego plecaka. To zresztą miało się przydać później. Na razie czekała nas podróż do Horni Poustevna, odległej od Wrocławia około 200 km w linii prostej. Zajęła nam ona... 33 godziny, z noclegiem po drodze. Tyle trzeba na sforsowanie granicy i dojazd koleją. 24 sierpnia wieczorem, po pięciu przesiadkach, dojechaliśmy do Szluknova, gdzie rozbiliśmy obóz. Stamtąd rannym pociągiem - do Horni Poustevna. 25 sierpnia o godzinie 10 stanęliśmy na starcie. Kilka pamiątkowych fotografii i w drogę.

Przed nami Pogórze Łużyckie. Wchodzimy na najwyższy szczyt - Hrazeny (608 m n.p.m.). Potem na typową dla tych terenów Vlczi Horę - bazaltowy szczyt z wieżą widokową. Wieże widokowe napotykaliśmy podczas całej wędrówki. Cieszyły się naszym zainteresowaniem. Michał przygotowuje nawet opracowanie dotyczące takich konstrukcji w Sudetach. Mijamy wioski i osiedla z piękną drewnianą zabudową. Schodzimy do Krasnej Lipy w poszukiwaniu noclegu. Nie ma.

Idziemy więc jeszcze kilka kilometrów asfaltem - mała droga przez mękę po ponad 30-kilometrowym marszu. Pierwszy nocleg na trasie. Rozbijamy namioty na boisku w Rybniszte.

1. dzień (25. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

"Stamtąd [t.j. ze ©luknova] rannym pociągiem - do Horni Poustevna."


Obrazek

Oczekiwanie w ©luknovie na nasz ostatni już pociąg.


Obrazek

"25 sierpnia o godzinie 10 stanęliśmy na starcie. Kilka pamiątkowych fotografii i w drogę."


Obrazek

"Przed nami Pogórze Łużyckie." Podejście pod pierwszą górę na naszej trasie - Jeèný vrch (502).


Obrazek

Pierwsza nieco większa wioska na naszej trasie - Velký ©enov. Typowe łużyckie budownictwo, tzw. przysłupowe. Takie chałupy spotykać będziemy przez przeszło tydzień trwania naszej wędrówki.


Obrazek

Velký ©enov. Kościół ¦w. Bartłomieja i rzeźba św. Jana Nepomucena.


Obrazek

Velký ©enov. Marek przed chatą łużycką.


Obrazek

Nasze plecaki wzbudzały dość duże zainteresowanie mieszkańców górnołużyckich wiosek - tutaj w Velkým ©enové.


Obrazek

"Wchodzimy na najwyższy szczyt - Hrazeny (608 m n.p.m.)."


Obrazek

Odpoczynek pod wierzchołkiem Hrazeny.


Obrazek

Widok z południowych zboczy Hrazeny na ramię Vlèi hory (581 m n.p.m.) i prawdopodobnie Studenec (736 m n.p.m.).


Obrazek

"Potem na typową dla tych terenów Vlczi Horę - bazaltowy szczyt z wieżą widokową." Przed Vlèí horou wieś Brtníky. Na dalszym planie regularny kopiec Studenec (736 m n.p.m.), leżący w Górach Łużyckich (dziś nie jestem w 100% pewny, czy dobrze rozpoznaję ten szczyt).


Obrazek

Wieża widokowa na Vlèi hore. "Wieże widokowe napotykaliśmy podczas całej wędrówki."


Obrazek

"Schodzimy do Krasnej Lipy w poszukiwaniu noclegu."


Obrazek

Pomnik mieszkańców Krasnej Lipy poległych w I wojnie światowej.


c.d.n.

włodarz
Posty: 439
Rejestracja: 2014-02-05, 20:05
Lokalizacja: Góry Sowie

Post autor: włodarz » 2017-01-16, 18:03

Strasznie krótkie. Proszę o więcej. :-)

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2017-01-16, 21:53

2. Od Rybniszte do Harrachova

26 sierpnia. Jesteśmy w Rybniszte. To już Góry Łużyckie. Zwijamy namioty i w drogę. Po kilku kilometrach - Jedlova z podupadłą kamienną wieżą widokową na szczycie.

Stąd - do malowniczych ruin zamku Tolsztejn. Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu. Musimy się trzymać harmonogramu. Przed nami Ledova Jaskinia, jedyna w swoim rodzaju w Sudetach. Jest koniec sierpnia, a w jaskini chodniki pokryte lodem. Wzdłuż szlaku prowadzącego przez las ciągną się bunkry budowane w latach międzywojennych. Stanowiły one część potężnego pasa czeskich umocnień granicznych. Nocujemy w lesie na zboczach Hvozdu.

27 sierpnia. Pada. Taka pogoda będzie nam towarzyszyć przez wiele dni. Rezygnujemy z wejścia na Hvozd, leżący na granicy czechosłowacko - NRD-owskiej. Idziemy do Liberca. Po drodze - szczątki zamków Stary Falkenburg, Vietro. Podziwiamy ciekawe piaskowce - formy skalne: Krasny Dul, Vrani Skaly, Hrzebienie.

Rozdzielamy się na dwie grupy, aby lepiej poznać pasmo Jesztedu. Jedna - mijając ruiny zamku Hamrsztejn idzie prosto na camping. Druga - zalicza najbardziej na zachód wysunięty tysięcznik w Sudetach - Jeszted (1012 m n.p.m.) Na jego szczycie znajduje się nowoczesna wieża przekaźnikowa. Ze znajdujących się tam platform widokowych rozpościera się jedna z najrozleglejszych panoram w Czechosłowacji. Po bezskutecznych próbach zanocowania w schroniskach pod Jesztedem, nocą dociera do Liberca. W Libercu - pierwszy, jakże potrzebny dzień wypoczynku.

Liberec leży w obrębie Bramy Łużyckiej, która w literaturze polskiej jest uznawana za początek Sudetów. W źródłach czeskich panuje pogląd, że Góry Łużyckie oraz ich pogórze też należą do Sudetów Zachodnich. Będąc zwolennikami tego drugiego poglądu, trasę rozpoczęliśmy w Horni Poustevna, właśnie na Pogórzu Łużyckim, w najbardziej wysuniętym na zachód punkcie wypadowym w Sudety Czeskie.

29 sierpnia. Przed nami kolejne pasmo - Góry Izerskie. Czwarty dzień marszu, czwarty mezoregion, czwarta mapa. Znów dzielimy się na grupy. Pierwsza wyrusza na główny grzbiet. Po długiej wędrówce zaskakuje ich burza gradowa. Decydują się na nocleg pod osłoniętą z trzech stron wiatą. Jeszcze gorący posiłek przed snem i... do śpiworów. Właściciele "puchów" mogą spać spokojnie. Pozostali ubierają na siebie wszystkie rzeczy i czekają świtu. Następnego dnia [ 30 sierpnia ] wchodzą na Jizerę (1122 m n.p.m.) - najwyższy szczyt czeskich Gór Izerskich. Stamtąd, doliną Izery - do Harrachova. Na szczytach umieszczone są puszki z książkami wejść, do których mogą wpisywać się turyści.

Druga grupa poluje w tym czasie na wieże widokowe. W tym rejonie postawiono ich wyjątkowo dużo i to dosyć dawno temu. Wiek najmłodszych sięga 80 lat. Mimo sędziwego wieku w większości trzymają się jeszcze krzepko i służą turystom. Wchodzimy na Kralovkę, Slovankę, Bramberk. Nocą dochodzimy do Albrechtic w Jizerskich Horach. Miejsc w hotelu nie ma. Na szczęście spotykamy grupę rodaków, którzy proponują nam nocleg w swoich pokojach. Wstajemy o 5 rano. O 6 wychodzimy z hotelu (rekord), a o 7 jesteśmy już na Tanvaldzkim Szpiczaku - oczywiście z wieżą. Następny "wieżowiec" na drodze to Hvezda. W schronisku dopytujemy się o losy bohaterów "Powrotu do Edenu" i pędzimy do Harrachova podzielić się wiadomościami z resztą grupy.

2. dzień przejścia (26. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

"Zwijamy namioty i w drogę." Marek - wzorcowy turysta i przewodnik na boisku sportowym w Rybni¹te.


Obrazek

"Po kilku kilometrach - Jedlova...". Na razie podnóże Jedlovej (774 m n.p.m.) i pierwszy odpoczynek w tym dniu.


Obrazek

"Jedlova z podupadłą kamienną wieżą widokową na szczycie."


Obrazek

Kompleks przedwojennych pensjonatów pod szczytem Jedlovej


Obrazek

"Stąd [czyli z Jedlovej] do malowniczych ruin zamku Tolsztejn."


Obrazek

Jedlova widziana z ruin zamku Tol¹tejn.


Obrazek

"Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu." Zamek Tol¹tejn.


Obrazek

J.w., czyli "Na krajoznawstwo nie ma zbyt wiele czasu.", ale fotkę na zamku można sobie zrobić. Zbyszek i Jacek.


Obrazek

"Wzdłuż szlaku prowadzącego przez las ciągną się bunkry budowane w latach międzywojennych."


Obrazek

"Nocujemy w lesie na zboczach Hvozdu."


3. dzień przejścia (27. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Dylemat - idziemy na szczyt Hvozdu, czy odpuszczamy sobie. Pada deszcz - rezygnujemy!


Obrazek

Drugie śniadanie pod wiejskim sklepikiem w Petrovicach.


Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

"Podziwiamy ciekawe piaskowce - formy skalne: Krasny Dul, Vrani Skaly, Hrzebienie."


Obrazek

Odpoczynek na Høebeny (550 m n.p.m.)


Obrazek

Høebeny (550 m n.p.m.) - widok na północ, w stronę Żytawy i Bogatyni.


Obrazek

Na Jitravském sedlu (424 m n.p.m.). W tym miejscu rozdzieliliśmy się na dwie grupy.


Obrazek

Widok z Jitravskeho sedla na południe.


Obrazek

Widok z zachodniej części Pasma Je¹tedu na południowy zachód, w kierunku ¦redniogórza Czeskiego.


Obrazek

W drodze na Je¹ted. Svatý Kry¹tof (590 m n.p.m.)


Obrazek

Widok na Je¹ted od strony zachodniej.


Obrazek

Już niedługo...


Obrazek

Nareszcie!


Obrazek

"Ze znajdujących się tam platform widokowych rozpościera się jedna z najrozleglejszych panoram w Czechosłowacji."


4. dzień przejścia (28. 08. 1986 r.) - dzień spędzony w Libercu. Brak zdjęć.


5. dzień przejścia (29. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Po dniu spędzonym na leniuchowaniu humory dopisują. Głupawka ze skórkami od owoców cytrusowych w roli głównej. Wtedy w Polsce cytryny i pomarańcze można było dostać w sklepie od "wielkiego dzwonu" (czyt. w okresie przedświątecznym), a w Czechosłowacji - każdego dnia w każdym wiejskim sklepie!!!


Obrazek

W Górach Izerskich - za chwilę deszcz zamieni się w białe gradowe piekło


Obrazek

Kilka minut przed burzą gradową


Obrazek

Już po burzy. A ta wiata to miejsce naszego noclegu.


6. dzień przejścia (30. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Na skałach Ptaèí kupy (1013 m n.p.m.)


Obrazek

Przed sekundą było jeszcze trochę słońca


Obrazek

J.w.


Obrazek

Èertùv odpoèinek pod Èernou horou (1085 m n.p.m.)


Obrazek

"Na szczytach umieszczone są puszki z książkami wejść, do których mogą wpisywać się turyści."


Obrazek

Schronisko Smìdava między górą Jizerą a osadą Jizerka. Spotkaliśmy tam naszych wrocławskich studentów (w tym moich kolegów z archeologii), pracujących przy pracach leśnych.


Obrazek

Klęska ekologiczna w czeskich Górach Izerskich.


Obrazek

Widok na osadę Jizerka z podnóża góry Bukovec.


c.d.n.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5596
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2017-01-17, 10:52

Cisy2 pisze: W schronisku dopytujemy się o losy bohaterów "Powrotu do Edenu" i pędzimy do Harrachova podzielić się wiadomościami z resztą grupy.
to były emocje i oczekiwanie na kolejny odcinek :lol: :lol:
jest we mnie wiary okruszek....

włodarz
Posty: 439
Rejestracja: 2014-02-05, 20:05
Lokalizacja: Góry Sowie

Post autor: włodarz » 2017-01-17, 14:09

O. już lepiej. :-)

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2017-01-18, 01:02

włodarz pisze:Strasznie krótkie. Proszę o więcej. :-)
włodarz pisze:O. już lepiej. :-)
Rzeczywiście, Jarek się rozpędził !
Lidka K. pisze:
Cisy2 pisze: W schronisku dopytujemy się o losy bohaterów "Powrotu do Edenu" i pędzimy do Harrachova podzielić się wiadomościami z resztą grupy.
to były emocje i oczekiwanie na kolejny odcinek :lol: :lol:
W tamtych czasach kilkakrotnie mieliśmy takie sytuacje, że Czesi, gdy dowiadywali się od nas, że jesteśmy po ich stronie granicy 2-3 dni (lub dłużej), to tak od siebie opowiadali nam fabułę ostatnich odcinków seriali, które leciały w naszej polskiej telewizji. W rejonach przygranicznych dawnej Czechosłowacji seriale z polskiej "jedynki" i "dwójki" były namiętnie oglądane. Jednocześnie Czesi nie dopuszczali myśli, że my możemy takich ich zdaniem super seriali nie oglądać. Pamiętam, jak chyba w dwóch kolejnych odwiedzanych w tym samym dniu knajpach (pierwsza w Lipovej, druga w Jeseniku), dwóch różnych Czechów (mężczyzn) opowiadało nam treść ostatniego odcinka "Ptaków ciernistych krzewów". Sam w życiu nie obejrzałem ani jednej części tego serialu, ale tych opowiadań słuchało się naprawdę z wielką przyjemnością. Oczywiście musieliśmy udawać zainteresowanie i przejęcie. W tej drugiej knajpie wyszło nam ono znakomicie, gdyż po wcześniejszej relacji znaliśmy już imiona głównych bohaterów. Dopytywaliśmy się o szczegóły, o reakcje jakiś innych pobocznych bohaterów itd. A w dodatku wszystko przy piwie takim, o jakim wtedy u nas można było tylko pomarzyć.

Wtedy w czechosłowackiej telewizji nie puszczano chyba seriali tego rodzaju. Nie chodziłem jeszcze po górach CSRS w czasach "Niewolnicy Isaury" (to były chyba lata 1984-85), ale z ust tych, którzy mieli okazje i szczęście chodzić wtedy po górach w tym kraju, słyszałem, że wiejskie świetlice z telewizorem podobnie pękały w szwach podczas meczów hokeja i odcinków przygód Isaury i Leoncia na polskiej TVP. A w czeskich i słowackich kinach królowała wtedy, cały czas od końca lat 60., niezapomniana francuska piękność Andżelika (ta od "Angeliki wśród piratów", "Angeliki i sułtana" i "Angeliki i króla"). Zresztą podczas majowych festynów w Czechach można jeszcze natrafić i dzisiaj na wyświetlany "pod chmurką" któryś z odcinków przygód Angeliki.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9924
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2017-01-18, 08:20

Cisy2 pisze:słyszałem, że wiejskie świetlice z telewizorem podobnie pękały w szwach podczas meczów hokeja i odcinków przygód Isaury i Leoncia na polskiej TVP.
Coś jest na rzeczy. Swojego czasu, na parafii jakiś desperat na ścianie garaży napisał: "Leoncio k***s, uwolnić Isaure". Podczas emisji rzeczonego serialu nawet ciepła woda była w kranie! :lol:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7450
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2017-01-19, 00:12

Fajnie popatrzeć na tyle znanych i lubianych miejsc na starych fotkach...
A ja wtedy jako młodzik jeździłem w Tatry i to bardziej w "modelu kwater prywatnych".
Góry wciąż te same, tylko my się zmieniamy. I czasem ludzie coś gdzieś postawią, co po relatywnie krótkim czasie rozpada się...
Korci, patrząc na mapę, takie przejście. Chociaż zapodałeś dopiero początek.
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
www.mojasciezkawgory.blogspot.com

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2017-01-20, 13:56

Michun pisze: Korci, patrząc na mapę, takie przejście.
Żebyś wiedział, Michun, jak korci! Mnie też! W pierwszych zdaniach tego wątku napisałem, że musiałem po dojściu do Nachodu przerwać mój udział w tej wyprawie (wymienianie powodów w tej chwili jest nieistotne - po prostu musiałem, i wiedziałem jeszcze przed wyruszeniem na trasę w Horni Poustevnej, że będę uczestniczył tylko we fragmencie przejścia; niespełna jego połowie). Nie było mi dane zwiedzić wtedy Gór Orlickich, czeskiej części Masywu ¦nieżnika, Wysokiego i Niskiego Jesionika oraz Gór Odrzańskich. Wiele miejsc z tych niepoznanych wtedy przeze mnie fragmentów czeskich Sudetów w latach późniejszych zobaczyłem. Ale w jednym ciągu - oczywiście nie. Chciałbym w przyszłości, gdy uporam się z moimi długodystansowymi karpackimi planami, pójść jeszcze sudeckim tropem moich kolegów.

Ponieważ na odcinku od Nachodu do Ostrawy uczestniczyłem jedynie jako kibicujący z Wrocławia, przedstawiana w tym wątku relacja nie jest moja - w warstwie tekstowej są to wyłącznie opublikowane już wcześniej opisy Michała Tomczaka i Jarka Rubina. Moje są fotografie i podpisy pod nie - oczywiście z tego fragmentu wędrówki, w którym uczestniczyłem.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 743
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2017-01-20, 14:46

3. Mgła nad Karkonoszami

Żegnamy Góry Izerskie, które sprawiają przygnębiające wrażenie. Partie szczytowe pokrywają wyłącznie uschnięte drzewa, które wycina się w tempie nie mniejszym niż u nas. Klęska ekologiczna przyjmuje coraz groźniejsze kształty. Dodatkowo irytuje gęsta sieć dróg asfaltowych, które wciskają się w każdy niemal zakątek gór.

31 sierpnia. Wkraczamy w Karkonosze. Przed nami ¦ląski Grzbiet. Zasadnicza grupa pokonuje trasę: Harrachov - Mumlavske Vodopady - Labska Louka - źródła Łaby - Nad ¦nieżnymi Kotłami - Martinovka - Szpindlerowy Młyn. Inni zahaczają nawet o Petrovkę.
Dzień bez historii, przez większą jego część mgła ograniczała widoczność do kilku metrów.

1 września. Znów dzień przerwy, ale nie dla wszystkich. Michał ambitnie zalicza ¦nieżkę (1602 m n.p.m.), najwyższy szczyt Sudetów. Chwilami mgła podnosiła się i odsłaniała wspaniałe widoki. Droga na szczyt wiodła zboczami Kozich Grzbietów, powrotna zaś - doliną Białej Łaby.

2 września. Pogoda bez zmian. W nocy bardzo zimno. Rankiem wyruszamy w kierunku Czarnej Góry (1299 m n.p.m.). Najpierw zielonym szlakiem idziemy przez Svaty Peter, Dlouhy Dul, a następnie czeka nas długie i dość męczące podejście na Vyrovkę (1356 m n.p.m.). Potem dalej grzbietem, aby do jakiegoś schroniska. Znalezienie noclegu nie było łatwe. Zaznaczone na mapie obiekty okazały się po prostu domami wczasowymi ROH (czeski odpowiednik FWP) lub były zamknięte... z powodu urlopu. Dopiero za szczytem Czarnej Góry prawie wpadamy - we mgle - na Sokolską Boudę. Hotel niezbyt tani, ale czynny i w przeciwieństwie do innych przyjmujący niezapowiedzianych turystów indywidualnych. Następnego dnia, 3 września, z wysokości ok. 1300 m n.p.m. w szybkim tempie "spadamy" do Jańskich Łaźni. Stamtąd idziemy w teren mniej popularny wśród turystów - Rychory - malownicze przedłużenie Grzbietu Lasockiego. Rzadko spotyka się ludzi, brak asfaltu, niezniszczone lasy. Piękne pożegnanie z Karkonoszami i całymi Sudetami Zachodnimi.

7. dzień przejścia (31. 08. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Obrazek

Wejście w Karkonosze i i dziesięciometrowej wysokości Mumlavský vodopád na rzece Mumlawie. Coś tam przez mgłę mimo wszystko zobaczyliśmy

Obrazek

Przy źródłach Łaby nawet nie wyciągaliśmy z plecaków aparatów. Coś nam z mgły wydobyło się pół godziny później. I była to Labska bouda - dziś już swoim wyglądem nie szokuje, ale wtedy, zaledwie 10 lat po wybudowaniu (a ściślej odbudowie), jej nowoczesna bryła wywoływała różne emocje.

Obrazek

Z Labskej boudy schodziliśmy do Szpindlerowego Młyna nie najkrótszą trasą, lecz podeszliśmy nieco wyżej, pod grzbiet główny Karkonoszy, w stronę Martinovki, i dopiero stamtąd zeszliśmy na południe.

Obrazek

Martinova bouda, czyli popularna Martinovka we rozpraszającej się mgle.

Obrazek

Piwa się nie napiliśmy - zamknięte!


8. dzień przejścia (1. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Dzień odpoczynku we mgle i deszczu - łażenie po Szpindlerowym Młynie i pobliskim Vrchlabi

Obrazek

Na polu campingowym w Szpindlerowym Młynie. Zdjęcie zupełnie nieudane, ale mimo wszystko pokazuje, jaką frajdą w tamtych czasach, gdy w Polsce nawet parówki były na kartki, było narzucić na siebie "wieniec" z kiełbasy!!!


Obrazek

Dla mnie zdjęcie niespodzianka - zupełnie nie kojarzę tych czerwonych kurtek. Nosiłem ją wtedy chyba pierwszy i ostatni raz w życiu. Możliwe, że pozyskaliśmy jakiegoś sponsora naszej wyprawy, który nam takie czerwone umundurowanie zafundował?!

Obrazek

Spacer po Vrchlabi

Obrazek

W centrum Vrchlabi


9. dzień przejścia (2. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Ani jednego zdjęcia - deszcz, zimno, mgła!!!

10. dzień przejścia (3. 09. 1986 r.) - kronika fotograficzna:

Tylko jedna (!!!) fotografia.

Obrazek

"Rychory - malownicze przedłużenie Grzbietu Lasockiego. Rzadko spotyka się ludzi, brak asfaltu, niezniszczone lasy. Piękne pożegnanie z Karkonoszami i całymi Sudetami Zachodnimi." Stąd zeszliśmy na noc do ®acléøa - nocleg znaleźliśmy w hotelu robotniczym miejscowej kopalni węgla kamiennego.

c.d.n.

ODPOWIEDZ