Sudety od końca do końca

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-04-16, 10:57

Marek S pisze:
Niezapomniany rok 1981. W piękny dzień siedzimy większą grupą na Lodowym podziwiając panoramę. Po polskiej stronie w dolinach kłębią się ciemne chmury. Podchodzi do nas Słowak i pokazując je ręką żartuje
- no co, z Polski komunizm paruje.
No to też zacznę od kawału :lol:

Niezapomniany rok 1981. Na granicy polsko-czechosłowackiej, gdzieś w Beskidach, spotykają się dwa zziajane psy. Jeden do granicznego słupka dobiegł z polskiej strony, drugi z czechosłowackiej.
- Po co biegniesz do do Czechosłowacji? - pyta psiak z kraju Gustava Husaka
- Żeby się nażreć! - pada odpowiedź. - A ty, po co do nas do Polski?
- Żeby se zaszczekać!

Dziękuję Ci Marku za bardzo miłe słowa. W każdym Twoim zdaniu jest dużo racji, co ja piszę - wyłącznie racja. Były to turystycznie inne czasy. Każdy wyjazd za granicę w góry wyglądał tak, jakby miał być ostatnim w życiu. Bo w kolejnym roku już takiego wyjazdu mogłoby nie być - ktoś nie dałby paszportu, wprowadziłby stan wojenny, czy wreszcie po prostu nie byłoby człowieka na taki wyjazd stać. Dlatego też każdy dzień musiał być górsko wykorzystany. Czy deszcz, czy mgła - szło się w góry (oczywiście w granicach rozsądku) - a jak pogoda zbyt długo nie puszczała, następował przerzut w inny rejon, aby tylko znaleźć się poza frontem atmosferycznym (była też opcja "zamiany" programu górskiego na jaskiniowy :lol:). Przed chwilą - już po przeczytaniu Twoich słów - rozmawiałem telefonicznie z Tomkiem Dudziakiem ("Dziamdziakiem"). W 1980 r. był przez miesiąc z kilkoma innymi ludźmi z naszego koła w Dolomitach. Zrobili wtedy blisko 20 (!) ferrat, w tym kilka dwudniowych z noclegami w biwakach. Rok wcześniej w Wysokich Taurach zarówno Grossglockner, Grosswenediger (dwukrotna próba wejścia na Wenecjanina, bo za pierwszym razem, ze względu na pogodę, nie wyszło) i jeszcze kilka innych szczytów. Wiem też, od innych moich o parę lat starszych kolegów, że i organizowany przez Wasze koło w 1980 r. wyjazd dla przewodników z innych kół w Alpy, to nie tylko Mont Blanc, ale i Matterhorn oraz parę innych rzeczy.

A propos tego wyjazdu - czy to aby nie Twoje dzieło ?:

Obrazek

zamieszczone w 50 tomie "Wierchów". Inicjały autora fotki z Twoimi się zgadzają. A człowieka znajdującego się po lewej stronie kadru, Krzysia Borkowskiego z SKPS, spotkałem wczoraj na ul. ¦widnickiej we Wrocławiu. Zdjęcie jest z wyprawy Waszego SKPG w 1980 r. w Alpy. Oprócz Krzyśka z naszego koła był jeszcze Wicio H., bardziej znany jako "Ufo".

Muszę kończyć, bo praca wzywa :-( Na pewno jeszcze będzie mnóstwo okazji, aby porozmawiać o górach czasów wałbrzyskich "Himalajów" i "Zawratów" (oj, te ostatnie to dawały popalić!). I najważniejsze, że cały czas można po tych górkach jeszcze sobie pochodzić. Mam nadzieję, że w prowadzonych za dwie dekady dyskusjach o górach z początków XXI w. też będziemy mogli uczestniczyć :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5592
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2013-04-16, 17:18

A ja to bym chętnie Was posłuchał przy oranżadzie landrynkowej na jakimś kolejnym Zlocie. :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Marek S
Posty: 732
Rejestracja: 2010-11-30, 12:38
Lokalizacja: Małopolska

Post autor: Marek S » 2013-04-16, 20:03

Cześć! Jaki ten świat mały ;-)
Cisy2 pisze: A propos tego wyjazdu - czy to aby nie Twoje dzieło ?:
Skoro weszliśmy na wątki archeologiczne to było to tak. W roku 1980 pojechaliśmy na pierwszy kołowy wyjazd w Alpy Zachodnie. Głównym organizatorem był Marek ¦wierczyński a ja byłem kierownikiem górskim. Całość dobytku, a więc jedzenie z Polski na miesiąc, ciężkie namioty i sprzęt w góry, jak to wtedy bywało targaliśmy na plecach. Zważywszy, że poruszaliśmy się środkami komunikacji publicznej, głównie pociągami i dodatkowo zwiedzaliśmy to i owo, dorobek wyprawy był całkiem niezły. Weszliśmy na 13 szczytów wyższych niż 4 tysiące, w tym Mont Blanc łącznie z trawersowaniem M. Maudit i Mont Blanc du Tacul, Matterhorn, Dufourspitze granią od Zumsteinspitze.
Efektem tych pierwszych alpejskich doświadczeń był obóz zorganizowany przez SKPG w następnym roku dla przewodników z innych kół studenckich zrzeszonych w istniejącej wtedy Radzie ds. Przewodnictwa. Kierowali nim Marek ¦wierczyński i Mariusz Woźniak „ Gała”. Byli na nim przewodnicy z kół z Gdańska, Katowic, Wrocławia i Rzeszowa. Też nieźle pochodzili. Zdjęcia, autorstwa Marka ¦wierczyńskiego zamieszczone w „ Wierchach” pochodzą właśnie z tamtego wyjazdu. Na przywołanej przez Ciebie fotce, w środku na ławeczce siedzi Ela ¦wierczyńska.
Żarło, żarło i zdechło z dniem 13 grudnia pamiętnego roku. :-(

Satan sorry, ale ja oranżady landrynkowej nie pijam :mrgreen:

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-04-16, 23:02

Cześć Marku!
Na wątki archeologiczne nie wchodźmy, bo ciężko z nich wyjść, a rano trzeba zerwać się do pracy :lol: A poza tym archeologia to mój zawód i w nocy wolałbym od niej trochę odpocząć. Ale dziękuję Ci bardzo za tak wyczerpujące informacje. W naszym kole było dokładnie tak samo, najpierw wewnętrzny długi wyjazd w Wysokie Taury, które zrobiono wzdłuż i wszerz, a rok później obóz dla Rady Przewodnictwa Studenckiego i dla chętnych "z Polski".
Że to dziewczę na fotografii to Elżbieta ¦wierczyńska, to tak przypuszczałem. Młodszym forumowiczom można tylko powiedzieć, że to coś zrolowane na jej plecaku to nie bardzo gruba karimata (bo takowych jeszcze wtedy nie było - pierwsze w Polsce pojawiły się bodajże w 1982 r.), tylko odpowiednio "na człowieka" przycięta gąbka tapicerska.

Żeby tej archeologii odrobinę jednak było (cóż, ciągnie wilka do lasu), to - po zdjęciu z półki takiej mającej bordową okładkę książki "Z historii Studenckiego Koła Przewodników Górskich z Krakowa" z 1980 r. - zadam Ci pytanie: "czy Twoja blacha ma nr 449 ?" :lol:


Pozdrawiam serdecznie

Krzysiek

PS. A "Marcowe Grybowskie" ktoś jeszcze pamięta? Wszelkie landrynki w płynie się chowają.... Ale jestem przekonany, że zagajenie Satana o "oranżadzie landrynkowej" to po prostu stylistyczna parabola. Sam pisałeś Marku, że kiedyś tak się redagowało teksty, aby cenzorzy się nieco pogubili ;-)

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2013-04-17, 14:17

Cisy, Marek, skąd Wy się urwaliście? :mrgreen:
Ja chcę czytać Wasze książki ;-)

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5574
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2013-04-17, 16:07

i mieć na wklejce autograf :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Marek S
Posty: 732
Rejestracja: 2010-11-30, 12:38
Lokalizacja: Małopolska

Post autor: Marek S » 2013-04-19, 10:03

Cisy2 pisze: pierwsze w Polsce pojawiły się bodajże w 1982 r.
Wydaje mi się, że pierwsze karimaty, przywożone prywatnie z Zachodu pojawiły się w Polsce grubo przed 1980.
Vlado pisze: skąd Wy się urwaliście?
Vlado, na co stawiasz: Kambr, Ordowik, Sylur, Dewon, Karbon, Perm :mrgreen:

Awatar użytkownika
Gryf
Posty: 1241
Rejestracja: 2009-05-25, 06:38
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Gryf » 2013-04-19, 23:18

Marek S pisze:
Cisy2 pisze: pierwsze w Polsce pojawiły się bodajże w 1982 r.
Wydaje mi się, że pierwsze karimaty, przywożone prywatnie z Zachodu pojawiły się w Polsce grubo przed 1980.
Vlado pisze: skąd Wy się urwaliście?
Vlado, na co stawiasz: Kambr, Ordowik, Sylur, Dewon, Karbon, Perm :mrgreen:
Marek S Big Bang! ? :mrgreen:
Świniopas, łazęga, powsinoga, wałkoń i szaławiła.


"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

(FFWK)

Krzyś66
Posty: 1122
Rejestracja: 2012-06-07, 09:54
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Krzyś66 » 2013-04-19, 23:25

Panowie , gąbki i u nas w Polszcze centralnej były używane, mieliśmy na nich piękne "poszewki".A czy pamiętacie "szwarzmaty" :-D i kiedy się pojawiły.
”Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.”

Marek S
Posty: 732
Rejestracja: 2010-11-30, 12:38
Lokalizacja: Małopolska

Post autor: Marek S » 2013-04-19, 23:27

Gryfie z pełnym szacunkiem, ale dworujesz sobie z nas. Wielki pierdut był dużo wcześniej :->

Awatar użytkownika
Hoffi
Posty: 2127
Rejestracja: 2009-01-20, 18:30
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: Hoffi » 2013-04-21, 13:02

@Cisy2:

Olbrzymi szacunek za to piękne przejście. Czytałem oraz oglądałem fotografie z zapartym tchem. Przejście długie, w niesprzyjającej pogodzie, z trudnym dojazdem i do tego jakże egzotyczne w tamtych czasach. Piękna sprawa!

Dziękuję za umieszczenie tej relacji na forum i proszę o więcej!

Pozdrawiam! ;-)
Pozdrawiam, Hoffi
Dwoje wędrowców
"Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co Ci się trafi..."

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-10-13, 15:01

Po kilku miesiącach zmobilizowałem się na przepisanie jeszcze jednej relacji Michała z przejścia czeskich Sudetów w 1986 r. Tekst ten został zamieszczony w wydawanym przez SKPS periodyku "Karkonosz" (M. Tomczak, Przejście Sudetów czeskich, [w:] Karkonosz. Materiały krajoznawcze, zeszyt 3, red. T. Dudziak, A. Czermak, Wrocław 1987, s. 134-138).

Artykuł Michała zamieszczony w "Karkonoszu" nie musiał przechodzić wtedy przez cenzurę państwową (pozwalała obejść ten przepis adnotacja: do użytku wewnętrznego, zamieszczona na stronie informacyjnej zeszytu. W naszych wydawnictwach kołowych korzystaliśmy z tej możliwości nagminnie, również i w SKPS-owskich "Pielgrzymach" i satyrycznym "Plotkarzu"), dlatego Autor mógł sobie pozwolić na nieco cierpkie uwagi na temat modelu turystyki w zaprzyjaźnionym i bratnim państwie socjalistycznym.

W tekst Michała włożyłem trzy fotografie Zbyszka Osińskiego wykonane w końcowej części wędrówki, gdy sam już nie mogłem w przejściu uczestniczyć.

Michał Tomczak

PRZEJ¦CIE SUDETÓW CZESKICH

30-lecie Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich stało sie okazją do zorganizowania przedsięwzięć większych i bardziej prestiżowych. Jednym z nich było, planowane już od pewnego czasu, przejście całych Sudetów.
Góry te nie posiadają wyraźnie zaznaczonego grzbietu głównego, w związku z tym brak narzucającego się z góry sposobu ich przemierzania. Projekt przejścia zakładał połączenie dwóch najbardziej wysuniętych na wschód i na zachód w Sudetach punktów, trasą możliwie najciekawszą, z "zaliczeniem" jak największej ilości szczytów i pasm.

W praktyce impreza została ograniczona do przejścia Sudetów czeskich. O takim doborze trasy przesądził fakt, że po stronie czeskiej są to góry bardziej rozległe, m.in. ich granice, wschodnia i zachodnia, sięgają znacznie dalej niż na ziemi polskiej. Ze strony czeskiej osiągalne są też praktycznie wszystkie wyższe szczyty sudeckie. Do objęcia przejściem całych Sudetów zabrakło kilkudniowego przejścia po niemieckiej stronie Pogórza Łużyckiego (od Drezna po granicę z Czechosłowacją). Bez posiadania zaproszenia ta część okazała się nieosiągalna.

Wyjazd został zorganizowany za pośrednictwem Biura Turystyki Zagranicznej PTTK w dniach 24.08.-28.09. 1986 r. Stosunkowo wysoki koszt, długość trwania i nietypowy termin sprawiły, że w przejściu wzięło udział tylko 8 osób (wszyscy z SKPS). Byli to: Krzysztof Jaworski, Marek Lewy, Zbigniew Osiński, Jacek Pawłowski, Jarosław Rubin, Włodzimierz Szczęsny, Małgorzata Tomczak i Michał Tomczak (kierownik).
Start nastąpił 25.08 w miejscowości Horni Poustevna, w pobliżu granicy z NRD. Umowna meta została osiągnięta 32 dni później, w momencie przekroczenia Odry w Ostravie. W ten sposób zostało pomyślnie zrealizowane pierwsze znane nam przejście Sudetów w takich rozmiarach.
Trasa prowadziła kolejno przez: Pogórze i Góry Łużyckie, Grzbiet Je¹tìdu, Kotlinę Liberca, Góry Izerskie, Karkonosze, Góry Krucze (Vraní hory), Góry Jastrzębie (Jestøebi hory), Góry Stołowe, Pogórze i Góry Orlickie, Masyw ¦nieżnika, Góry Rychlebskie, Wysoki i Niski Jesionik oraz Bramę Morawską. Jej długość wyniosła ponad 700 km, a łączna suma pokonanych przewyższeń osiągnęła 18 500 m. W ciągu calego przejścia były tylko dwa dni odpoczynku. Długość typowego etapu dziennego wynosiła średnio 20-25 km, chociaż zdarzały sie odcinki ponad trzydziestokilometrowe.

Ciągłość przejścia na całej trasie zachowało pięć osób: Z. Osiński, J. Pawłowski, J. Rubin oraz M. M. Tomczakowie. Osoby te w ogóle nie korzystały z pomocy środków komunikacji.

[center]Obrazek
[/center]
[center]Od lewej: Jarek Rubin, Jacek Pawłowski, Małgosia Tomczak i Michał Tomczak. Zdjęcie Zbyszka Osińskiego
[/center]
Uczestnicy przejścia pokonali cała trasę bez udziału jakichkolwiek grup wspomagających. Zwiększyło to nieco ciężar niesionych plecaków, w których oprócz bagażu osobistego, sprzętu biwakowego, niezbędnej literatury, musiał się znaleźć awaryjny zapas żywności. Dało to średni ciężar bagażu przypadającego na jedną osobę w granicach dwudziestu kilku kilogramów.

Początkowo istniał plan realizacji przejścia według kilku wariantów, które wzajemnie uzupełniałyby się. Wąski skład, w jakim ostatecznie dokonane zostało przejście, sprawił, że zrealizowano jedynie podstawowy, najciekawszy wariant trasy. Kilka zaledwie odcinków uczestnicy pokonali odmiennymi drogami. Czas podziału grupy nie przekroczył nigdy dwóch dni.
Model turystyki preferowany w CSRS daleko odbiega od tego, co rozumiemy w Polsce pod pojęciem turystyki kwalifikowanej. U naszych południowych sąsiadów dominuje turystyka stacjonarna i weekendowa. Stanowi ona znakomite uzupełnienie dla osób wypoczywających na wczasach, czy we własnych daczach, ale traktowana jest jedynie jako mało zobowiązujące dopełnienie. Inny jest przeciętny wiek turystów: zdecydowanie dominują osoby w średnim wieku. Młodzieży jest mało, a ta, którą można było spotkać, hołduje jakiejś dziwnej wojskowo-skautowskiej manierze, mimo znakomicie wyposażonych w sprzęt turystyczny sklepów.

Bardzo mało jest ludzi, którzy przemierzają góry z ciężkimi plecakami, z każdym dniem zmieniając miejsce pobytu. Nic więc dziwnego, że nasze pojawienie wywoływało w niektórych schroniskach szczere zdumienie. Nasza odmienność powodowała częste kłopoty z noclegami. Tak liczne w wielu pasmach schroniska nie spełniają praktycznie swojej roli: w sezonie, wypełnione wczasowiczami, nie przyjmują niezapowiedzianych gości, a po sezonie są zazwyczaj zamknięte. Mimo wielu prób, tylko dwukrotnie okazały się możliwe noclegi w obiektach typu schroniskowo-hotelowego (Sokolska bouda w Karkonoszach i ©vycarna w Wysokim Jesioniku).
Niezawodne były tylko autocampingi. Ponieważ ich sieć nie należy do gęstych, a uzupełniające je pola biwakowe zostały w większości zlikwidowane, wiele noclegów było "dzikich" - niektóre zresztą w bardzo dziwnych miejscach. Tymczasem pogoda w ciągu przejścia nie sprzyjała biwakom: przez pierwsze trzy tygodnie było bardzo deszczowo, a w drugiej połowie września były już bardzo zimne noce.

[center]Obrazek
[/center]

W czasie przejścia można było przekonać się naocznie, jak bardzo zmienny i różnorodny jest krajobraz Sudetów: od wyniosłych, nagich, z elementami rzeźby polodowcowej, wierzchowin Karkonoszy i Wysokiego Jesionika, po łagodne, pokryte polami pogórza; od smukłych sylwetek stożków powulkanicznych w Górach Łużyckich, poprzez piaskowcowe skalne miasta Gór Stołowych, po - jakże liczne w całych Sudetach - bardzo malownicze i wspaniałe przełomy rzeczne.

W wielu miejscach ingerencja człowieka jest zbyt nachalna i przyniosła nieodwracalne już szkody. W porównaniu z polską stroną Sudetów, razi olbrzymia ilość asfaltowych dróg, poprowadzonych nieraz w najdziwniejszych miejscach. Smutek i zadumę budzi katastrofalny stan Gór Izerskich i znacznych partii Karkonoszy oraz Gór Orlickich.

[center]Obrazek[/center]

Jest jednak jeszcze wiele uroczych zakątków, nieskażonych ręką człowieka, do których w każdej chwili chciałoby się powrócić.

Trasa przejścia umożliwiła poznanie terenów mniej popularnych wśród polskich turystów: Pogórze i Góry Łużyckie, Góry Jastrzębie, Niski Jesionik. Można mieć nadzieję, że po tak przeprowadzonym rekonesansie i tam pójdą obozy zorganizowane i prowadzone przez członków Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich.

Trasa przejścia:

Podkreślono: pojedynczo - miejsca noclegów, z wytłuszczeniem - miejsca odpoczynku (dwa noclegi)

HORNI POUSTEVNA - Jeèný vrch 503 - Hrazeny 608 - Vlèi hora 584 - Krásná Lipa - Rybni¹tì - Jedlova 774 - zamek Tol¹tejn - Ledova jeskyne - Horni Svìtla - zbocza Hvozdu 750 - Sokol 593 - Vìtrov 529 - Krasný dùl - Jitravské sedlo 424 - Je¹tìd 1012 - Planì pod Je¹tìdem - Liberec - Kateøinky - Draèi vrch 676 - Závory - Bilá Kuchynì - Holubnik 1070 - Èerna hora 1084 - Jizera 1122 - Smìdava - Jizerka - Harrachov - Mumlavský dùl - Vosecká bouda - ¦nieżne Kotły - ¦ląskie Kamienie -Petrovka - ©pindlerùv Mlyn - Svatý Petr - zboczami Koziego høbetu - Luèni bouda - ¦nieżka 1602 - Luèni bouda - Dùl Bileho Labe - ©pindlerùv Mlyn - Dlouhý dùl - Výrovka - Li¹èi hora 1363 - Èerna hora 1299 - Sokolská bouda - Janské Láznì - Svoboda n. Upou - Rýchorská bouda - Zacléøský høbet - Zacléø - Bernartice - Královecký ©pièak 881 - Janský vrch 697 - ®altman 739 - Paseka - Radvanice - Teplické skalní mìsto - Teplice n. Metuji - Køi¾ový vrch 667 - Adr¹pa¹ské skalni mìsto - Starozámecký vrch 681 - Vlèi rokle - Teplice n. Metuji - Hvìzda - Bo¾anovský ©pièak 773 - Machov - Hronov - Bìloves - Nachod - Dobro¹ov 624 - Bìloves - Dobro¹ov - Peklo - Nový Hrádek - Ole¹nice v Orl. h. - Vrchmezi (Orlica) 1084 - ©erlich - Velká Dìstna 1115 - Kun¹tátská kaple - Komaøi vrch 992 - Anensky vrch 992 - Rokytnice v Orl. h. - Zamberské lesy - Èihak - Zemska brana - Pastviny - Tìchonin - Suchy vrch 995 - Králiky - dolina Moravy - Snì¾ná chata - ¦nieżnik 1425 - Su¹ina 1321 - dolina Prudkeho potoku -Chrastice - Staré Mìsto p. Snì¾nikem - chata Paprsek - Smrk 1125 - Ramzova - ©erak 1351 - Keprnik 1423 - Vøesová Studánka - Èervonohorské sedlo 1013 - ©vyèarna - Pradìd 1491 - Vysoka hole 1464 - Pecny 1334 - Klepaèovské sedlo 877 - ®dárský Potok - Rymaøov - Re¹ovské vodopády - dolina Huntavy - Sovinec - Pomezi 707 - Sluneèna 800 - Moravský Beroun - Stara Libavá - Èervena hora 733 - Budi¹ov n. Budi¹ovkou - dolina Lomnice - Kru¾berk - dolina Moravice - Vitkov - Podhradi - Lesni Albrechtice - U Patra - Kyjovice - PORUBA (dzielnica Ostravy)

Warianty przejścia:

Wariant 1: Jitravské sedlo 424 - Buk Republiky - zamek Hamr¹tejn - Liberec.
Wariant 2: Kateøinky - Rudolfov - Bedøichov - Kralovka 859 - Slovanka 820 - Bramberk - Albrechtice v Jiz. h. - ©pièak 808 - Tanvald - Hvìzda 958 - Harrachov.
Wariant 3: Mumlavský dùl - Labská bouda - Martinovka - Medvìdi bouda - ©pindlerùv Mlyn.
Wariant 4: Teplice n. Metuji - Osta¹ 700 - Police n. Metuji - Hronov - Bìloves.
Wariant 5: Dobro¹ov 624 - Borová - Ole¹nice v Orl.h.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5574
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2013-10-14, 14:55

Cisy2 pisze:w sezonie, wypełnione wczasowiczami,
Cisy2 pisze:razi olbrzymia ilość asfaltowych dróg, poprowadzonych nieraz w najdziwniejszych miejscach
to, niestety, zaczyna się i u nas
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2013-10-16, 07:54

Obrazek
Cisy 2, niezmiernie lubię Twoje wspomnienia, bo wiele nowych i ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, a także niektóre fragmenty, jak powyższa fotka i mnie przenoszą w czasy minione.
Identyczny plecak, który niesie uczestnik przejścia przez Sudety, stojący pod tablicą z nazwą miasta służył mi przez setki kilometrów rozmaitych wypraw. W tamtych czasach to był rewelacyjny sprzęt, który z wielkim trudem można było kupić lub po tak zwanych "znajomościach" zdobyć. Mając taką "okazję" od razu nabyłem 2 szt. Jeden niebieski zakończył żywot na bieszczadzkich wertepach. Przetarły się aluminiowe sprzączki od pasów nośnych i popruła komora, a drugi czerwony, całkiem nowy mam do tej pory. Może się przyda jak pójdę na wyprawę w stylu "retro". ;-) Taki plecak już umożliwiał wielodniowe, wygodne przejścia z całym sprzętem.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 742
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2013-10-16, 10:23

Sparkus, sam też taki miałem. Plecak ze stelażem zewnętrznym typu "Himalaje" z bydgoskiego Polsportu. Swój - o właśnie taki (ten żółto-pomarańczowy):

Obrazek

- nabyłem wiosną 1981 r. w sklepie sportowym na dawnym placu PKWN we Wrocławiu. Była to "druga seria produkcyjna" tych plecaków, w których dolna część nosiłek z aluminiowych rurek była wygięta (łatwiej się taki plecak stawiało nas równej powierzchni). Wcześniejszy wariant - taki jak ma Michał na zdjęciu w Ostrawie - miał kabłąk dolny łączony nitami do konstrukcji nośnej plecaka.

Mój "żółtek" służył mi do 1985 r., sporadycznie używałem go jeszcze przez parę lat. We wrześniu 1985 r. "nabyłem" plecak widoczny na pierwszej fotografii w tym wątku i był to chyba mój najlepszy worek transportowy, jaki miałem w życiu.

A na tej fotce w tym poście stoimy sobie pod "Chatką Cyborga" w Bielicach w grudniowy poranek 1982 r.

Lidko, na szczęście jeszcze nie wszędzie. Wczoraj czytałem sobie w jakimś starym numerze "Wierchów" (z początku lat 70.) jeden z esejów Jaszcza. On pewne niebezpieczeństwa, związane z zaasfaltowaniem gór i wypełnieniem ich milionami niekoniecznie zafascynowanych nimi ludzi, widział już wtedy. Nawiasem mówiąc, zachwycaliśmy się na tym forum i Nevrlym, i Krygowskim, a kto pamięta jeszcze pióro Jana Alfreda Szczepańskiego, czyli właśnie Jaszcza?

ODPOWIEDZ