Tatry Niżne, czerwiec 2018r - fotorelacja

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Tatry Niżne, czerwiec 2018r - fotorelacja

Post autor: Satan » 2018-06-23, 15:50

W Tatry Niżne planowałem pierwotnie jechać dokładnie rok temu. Ekipę mieli jeszcze tworzyć Menel i mój kolega Marcin, niestety w przyczyn rodzinnych musiałem ten wyjazd odwołać kilka dni przed startem. W tym roku ta dwójka już nie mogła jechać, więc przyszło mi w pojedynkę wędrować po tym paśmie.
Niestety pech chciał, że kilka tygodni przed wyjazdem odpadła podeszwa w moich Hanwagach. Wysłałem je do naprawy za pośrednictwem sklepu Hunt-Fish, ale nie dotarły na czas wyjazdu. W piwnicy leżały jeszcze Lowa Munro zakupione podczas słynnej akcji rozdmuchanej przez niejakiego Menela. Buty nigdy nie używane, co niestety miało się zemścić…

Startuję nieklasycznie, czyli zamiast z Donoval’ów z Korytnicy. Ruszam niebieskim szlakiem na Hiadelske sedlo. Jestem tam sporo przed czasem proponowanym na szlakowskazach, ale prawa pięta już piecze i boli. Bąbel pojawia się już podczas pierwszej godziny marszu.
Na przełęczy jest zacna wiata z możliwością noclegu na stryszku. Kilka metrów od wiaty jest wydaje źródełko. Jest przed 9:00, jem śniadanie.

Obrazek


Tutaj tak naprawdę rozpoczyna się moja przygoda z granią Tatr Niżnych.

Obrazek


Pierwszy etap to prawie 700m przewyższenia – mordęga pod Velką Chochulę [1753mnpm]. Nie narzekam jednak, bo już na podejściu na Prasivą [1652mnpm], po wyjściu z lasu mam klimaty, po które tu przyjechałem.

Obrazek


Na szczycie Prasivej mam widok na Wielką Fatrę, lata nie widziałem tego pasma. Jest grań główna z Ostredokiem i Kriżną, jest Płoska i Rakytov

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Mala i Velka Chochula ze szczytu Prasivej.

Obrazek


Obrazek


Na Velkej Chochuli znów wielkofatrzańskie klimaty…

Obrazek


Przejrzystość nie jest dziś niestety przednia… Rakytov

Obrazek


Płoska

Obrazek


Prasiva

Obrazek


I moja dalsza droga: Kosarisko, Velka hola, Latiborska Hola.

Obrazek


Nieodmiennie stromość grzbietów na Słowacji robi na mnie wrażenie…

Obrazek


Podczas marszu cały czas zerkam w stronę Wielkiej Fatry, największe wrażenie oczywiście robi piramida Rakytova.

Obrazek


Moim celem na dziś jest utulnia pod sedlom Durkovej.

Obrazek


Dochodzę tam około 17:00, dziś nie ma sensu iść dalej. Przy utulni można za free rozstawić namiot, niedaleko jest źródełko. Nie sądzę abym trafił podobnie w najbliższej okolicy. Chatar ma dwa specyficzne pieski, oto jeden z nich, drugi taki sam, tyle że biały.

Obrazek


Nikt nie kwapi się z rozstawianiem namiotów, więc pierwszy wybieram najlepszy plac i mam to z głowy, potem Słowacy chodzą i drapią się po głowie „gdzie by tu...”, ja w tym czasie siedzę przy garncu Kofoli…

Obrazek


Wieczorem jeszcze na chwilę wychodzi słońce, więc podziwiam to co dookoła, tutaj Skalka [1980mnpm] w bocznym ramieniu od grani głównej.

Obrazek


Obrazek


W tej samej grani bocznej jest Żarska hola [1841mnpm], opadająca pięknym i stromym 500metrowym zboczem.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Noc była nieco chłodna, ale dawno już nie biwakowałem na wysokości około 1650mnpm. Rano goszczę się jak król. Pasztet oczywiście od Profi, ale ser to oryginalna gouda [w tym wypadku z pesto] przywieziona tydzień wcześniej Amsterdamu.

Obrazek


Potem na stół wjeżdżają holenderskie ciasteczka marcepanowe…

Obrazek


Zegnam się utulnią, fajne miejsce na biwak, mogę naprawdę polecić.

Obrazek


Mnie tymczasem czeka jakie 300metrów do góry – na Chabenec.

Obrazek


Wrażenie robią głębokie i wcięte w gran główną doliny.

Obrazek


Dziś na horyzoncie mam trochę Tater, Velky Chocz…

Obrazek


Na ostatnim planie majaczy Mała Fatra.

Obrazek


Przede mną Kotliska [1937mnpm], Derese [2004mnpm] i dopiero dłuższy popas na Chopoku.

Obrazek


W okolicach Derese pojawia się sam król Tatr Niżnych – Dumbier [2043mnpm].

Obrazek


Obrazek


Jak byłem tu ostatni raz, to Kamienna Chata pod Chopokiem, była tylko mała budą przycupniętą do zbocza ,ale to było dokładnie...10lat temu. Teraz jest nowoczesne schronisko z duża jadalnią i częścią noclegową. Ja zamawiam zupę soczevicovą i sagan Kofoli.

Obrazek


Powoli rozmyślam nad noclegiem. Idzie mi się tak sobie – piety bolą jak cholera, mam dwa duże krwawe odciski. Odpuszczam sobie Dumbier. Byłem na nim w 2008r, a obecnie widoczność jest taka sobie. Moim celem jest chata Stefanika.

Obrazek


Rozmyślałem nad noclegiem na przełęczy Bocianske sedlo, wg mapy jest tam wiata, po cichu liczę, że może podobna jak ta na Hiadelskim. Rozważalem też nocleg w schronie, ale klimat jak w psiarni, do tego duża grupa dzieci. Zamawiam vyprażany syr + Kofolę oczywiście…

Obrazek


Po wyjściu ze schroniska prawie ryczę z bólu [nogi], zanim się „rozejdę”, to minie z pół godziny. Wezbrał się silny wiatr, a Bocianskie sedlo jest bardzo eksponowane. Ostatecznie postanawiam nie schodzić ze szlaku czerwonego i iść jeszcze 2-2,5godz na Certovicę i tam zanocować w pensjonacie, rozeznać stan stóp, zadać im detergentów i ciepłej wody. Do tego zamknę pasmo dumbierskie w 2 dni, bo po cichu zacząłem liczyć na przejście czterodniowe. Zejście strasznie mi się dłuży i daje we znaki psychicznie i fizycznie, bo zanim zejdę 400 metrów niżej na przełęcz mam sporo klimatów góra – dół. Za to wieczorne światło robi mi robotę i jest nagrodą…

Obrazek


Obrazek


Nocuję w warunie domowym, nogi wyglądają źle, ale postanawiam iść jednak dalej. Rano cieszę się ze swojej decyzji, bo siąpi deszcz. Zaoszczędziłem ze 3godz w dniu poprzednim i nie muszę zwijać biwaku w deszczu. Koło 9:00 przestaje padać, więc i ja ruszam. Po cichu myślę, że fajnym celem na dziś była by utulnia Andrejcova…

Obrazek


Dłuższą przerwę robię przy utulni Ramza, kolejna legendarna i klasyczna miejscówka w Tatach Niżnych.

Obrazek


Dziś idzie mi się źle. Nie wyrabiam z czasami podawanymi na tabliczkach. Do tego szlak wysysa mnie psychicznie – dużo chaszczowania w wysokich trawach, bardzo interwałowo. Pogoda też pod psem…

Obrazek


Wiem już, że o Andrejcowej mogę tylko pomarzyć. Ni cholery. Do tego zaczął mnie boleć palec u lewej stopy. Chwilowo fajne klimaty mam w okolicach Homolki.

Obrazek


Moim realnym celem staje się Sedlo Priehyba. Jest tam, wg mapy, wiata oraz źródełko, które pamiętam z 2008r. Na przełęcz docieram około 18:00. Do utulni mam jeszcze około 2godz, w tym prawie 500m podejścia na Velką Vapienicę [1691mnpm]. Nie dam rady fizycznie i psychicznie… Rozbijam się na przełęczy.

Obrazek


Cóż...obie rany na stopach zaczęły się „ślimaczyć”, ból palca okazał się krwiakiem pod paznokciem, który trzyma się „na ostatnich rzęsach”. Decyzja jest trudna, ale jedyna słuszna. Jestem na niskiej przełęczy, dość łatwe zejście w doliny, co prawda na stronę południową, mniej komfortową w kwestii przebicia się do auta, które stoi w Ruzomberoku. Schodzę do wsi Helpa…

Obrazek


Mam jakąś straszną ochotę zmyć z siebie tą jednak porażkę. Zrobiłem 75% pasma w 3dni, ale ostatecznie poległem. Z tym zamysłem ręcznik pakuję na końcu. Znajduję dogodne miejsce w potoku Krivula i leżę w nim „jak mnie Szatan stworzył” kilka minut. Nirvana…

Obrazek


W Helpie mam 20min oczekiwania na autobus do Telgartu. Tam już pupa zbita. Zostaje stop. Najpierw jeden gość podrzuca mnie kilka kilometrów dalej na krzyżówkę drogi krajowej nr 66 z nr67. Straszne miejsce, totalne „in the middle of nowhere”. Po jakimś czasie zabiera mnie jednak młody Słowak. Jedziemy już do Popradu. Gadka trudna, ale jak się okazuje, że znam kilku słowackich sportowców [Miroslav Satan :mrgreen: , Peter Sagan], to gość stwierdza, że zawiezie mnie pod samo wejście do ichniego PKP. Na stacji okazuje się, że mam Inter City za 7min. Biorę! Wagon z miejscówką, w ramach biletu ciastko i woda. Za 40min jestem w Ruzomberoku. Ostatecznie cała podróż z Priehyby zaczęła się o 8:00 i zakończyła w Ruzomberoku o 13:30 i kosztowała mnie 7euro.
Tutaj wbijam do knajpki na ukochany syr, zapijam Kofolą i kończę imprezę…

Obrazek


Choć imprezę tak po prawdzie kończę w pobliskim Tesco, gdzie zaopatruję się w „napój bogów”. Przywożę łącznie 20 litrów…

Obrazek


Udało mi się zrobić trasę Ruzomberok – Gdańsk [770km] w 7h45min, świetnie się jechało w godzinach nocno – wieczornych. Wracając jeszcze do Kofoli, to odkryłem nowe dla mnie smaki, np. kofolka malinowa…

Obrazek


To tyle.
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

przemo89
Posty: 52
Rejestracja: 2017-07-04, 08:42
Lokalizacja: nikad

Post autor: przemo89 » 2018-06-23, 19:40

ładna wycieczka, szkoda że stopy odmówiły posłuszeństwa.

Też to planujemy przejść w całości w tym roku z DC-em.

A tak z ciekawości to gdzie zostawiłeś auto w Ruzemberoku?

kulczyk1
Posty: 1684
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2018-06-23, 20:41

Ładnie tylko pogoda diametralnie inna od tej do której przyzwyczaiłeś. ;-) :-D
Buty Ci nie leżą czy jedynie efekt nowości?

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-06-24, 07:35

przemo89 pisze: A tak z ciekawości to gdzie zostawiłeś auto w Ruzemberoku?
W samym centrum jest kilka parkingów, poza jednym [ze szlabanami], wszystkie są za free.
Z miejsca gdzie zostawiłem furkę jest 5min z buta na "PKS" i "PKP".

kulczyk1 pisze:Ładnie tylko pogoda diametralnie inna od tej do której przyzwyczaiłeś. ;-) :-D
Buty Ci nie leżą czy jedynie efekt nowości?
Mam nadzieję, że jedynie efekt nowości...
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9875
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-06-24, 09:34

Przywracasz wiarę w forum. :-D

Co do butów. Satan, gdzieś w relacji czytałem, że chciałeś zmyć smak porażki.. Otóż, to nie jest porażka, to normalny element włóczęgi. Ze swojego doświadczenia powiem, że wybrałem się w nowych Ortlerach na imprezę po Orawskiej Magurze wspólnie z Michunem. Lacz rzeczony zżarł mnie achillesa do mięsiwa po 2-dniowej imprezie. 2 lata później przeszedłem w nich GSB bez żadnego uszczerbku.
Satan pisze:Cóż...obie rany na stopach zaczęły się „ślimaczyć”, ból palca okazał się krwiakiem pod paznokciem, który trzyma się „na ostatnich rzęsach”. Decyzja jest trudna, ale jedyna słuszna. Jestem na niskiej przełęczy, dość łatwe zejście w doliny, co prawda na stronę południową, mniej komfortową w kwestii przebicia się do auta, które stoi w Ruzomberoku. Schodzę do wsi Helpa…
Helpę również miło wspominam, pracownik stacji kolejowej przechował mnie na niej podczas powodzi na Słowacji. Brakowało mi 8 godzin do Telgartu via utulnia Andrejcova, musiałem się ewakuować na dół. Szacunek również za Niżne Tatry w opcji dziad.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
dave
Posty: 382
Rejestracja: 2017-08-17, 20:00
Lokalizacja: Zbąszyń

Post autor: dave » 2018-06-24, 10:58

Bardzo ładne, widokowe tereny. Fotki już z tego nowego Nikona?

W życiu nie pomyślałbym, że to pies. Wygląda jak jakaś szczotka. :-P

Co do stóp, czasami i tak bywa niestety. Też w tym roku miałem awarię ścięgna i skracałem wyjazd. Takie życie, panie dziejku. ;-)
Turysta bez raków i czekana, ale za to z siekierą.
https://sznycelgorski.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Michun
Posty: 7386
Rejestracja: 2009-04-24, 13:03
Lokalizacja: Western Front

Post autor: Michun » 2018-06-25, 18:05

Wiata na Przeł. Bociańskiej: https://hiking.sk/hk/ar/4167/bocianske_ ... l?ref=mapa
A gdzie spałeś na Czertowicy i za ile? Tam gdzieś można się również rozbić ale nie widziałem, gdzie (ponoć za Motorestem?).
"I don't hate people, I just feel better when they aren't around"
Ch. Bukowski
"Na nazwy i na znaki sram i w Polsce z tym nie jestem sam"J.Kleyff

Awatar użytkownika
lukson
Posty: 712
Rejestracja: 2009-08-21, 16:21
Lokalizacja: i dokąd

Post autor: lukson » 2018-06-25, 23:11

Nie udało się przejść ale cóż tak bywa, i tak ostro walczyłeś. To co nas spotyka zawsze ma jakiś sens, tak sobie myślę patrząc po sobie. Skutki widać nie raz od razu, a czasami po latach ale nic nie jest bez sensu.
Satan pisze:Znajduję dogodne miejsce w potoku Krivula i leżę w nim „jak mnie Szatan stworzył” kilka minut.
Tu muszę się nie zgodzić, to błąd logiczny, tego smutnego onego przedstawiano szczególnie w średniowieczu jako małpę, a to dlatego, że sam nic nie umie stworzyć, tylko małpuje Boga wykrzywiając, wypaczając co On stworzył.
Słowo "stwarzanie" w kontekście kogoś kto ma za cel niszczenie człowieka, niszczenie gór i w ogóle wszystko co jest dziełem Boga, co Bóg ukochał, jest jakąś kwadraturą koła, nawet gdy się nie wierzy i pisze o tym w celach satyrycznych.
No w każdym razie ludzie to czytają, oczy przecierają no i sam rozumiesz... mogą sobie "zatrzeć" a lekarze na wakacjach ;-)

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-06-27, 11:41

menel pisze:Przywracasz wiarę w forum. :-D

Co do butów. Satan, gdzieś w relacji czytałem, że chciałeś zmyć smak porażki.. Otóż, to nie jest porażka, to normalny element włóczęgi. Ze swojego doświadczenia powiem, że wybrałem się w nowych Ortlerach na imprezę po Orawskiej Magurze wspólnie z Michunem. Lacz rzeczony zżarł mnie achillesa do mięsiwa po 2-dniowej imprezie. 2 lata później przeszedłem w nich GSB bez żadnego uszczerbku.
Kiedy poznam, że to "już", że już mogę iść na GSB? :mrgreen:


dave pisze:Bardzo ładne, widokowe tereny. Fotki już z tego nowego Nikona?
Tja, widze, że matryca brudna, muszę się nauczyć tego aparatu i w ogóle... ;-)

dave pisze: Co do stóp, czasami i tak bywa niestety. Też w tym roku miałem awarię ścięgna i skracałem wyjazd. Takie życie, panie dziejku. ;-)
Lepiej mi! :mrgreen:
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-06-27, 11:43

Michun pisze: A gdzie spałeś na Czertowicy i za ile? Tam gdzieś można się również rozbić ale nie widziałem, gdzie (ponoć za Motorestem?).
Tam jest MotoRest i jeszcze jeden pension, spałem w tym drugim za 18euro, ale po targach z 22euro... :-/

lukson pisze:Nie udało się przejść ale cóż tak bywa, i tak ostro walczyłeś. To co nas spotyka zawsze ma jakiś sens, tak sobie myślę patrząc po sobie. Skutki widać nie raz od razu, a czasami po latach ale nic nie jest bez sensu.
Zapamiętam to ;-)

...pozostałe kwestie też. :-D
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9875
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2018-06-27, 11:56

Satan pisze:Kiedy poznam, że to "już", że już mogę iść na GSB? :mrgreen:

Wtedy, gdy powiesz, że to "już". :mrgreen:


A jak oceniasz stan utulni Ramża, źródełko istnieje??

Obrazek
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-06-29, 11:39

menel pisze:
A jak oceniasz stan utulni Ramża, źródełko istnieje??
Hej. Utulnia przedstawia się bardzo dobrze. Ja byłem koło 11:30 chyba i były tam pustki. W środku w miarę czysto i przyjaźnie. Drewno jest. Małe źródełko jest kilka metrów od utulni, a drugie - "główne" jakieś 150metrów dalej. Obudowane w daszek i bardzo wydajne.
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5536
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2018-07-04, 14:01

Brawo Ty , jak powiadają. ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5557
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2018-07-05, 09:30

No sam nie wiem... ;-)
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2109
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2018-07-05, 12:14

No pięknie kolego Satanie, przywróciłeś wspomnienia sprzed lat i kilka widoków które wtedy w weilkiej mgle umknęły mojej uwadze. Muszę tam kiedyś wrócić i przejść się bocznymi graniami.

przemo89 pisze:eż to planujemy przejść w całości w tym roku z DC-em.

A tak z ciekawości to gdzie zostawiłeś auto w Ruzemberoku?
A skąd chcecie zaczynać? Auto zostawiasz w Donovalach na dużym parkingu darmowym a potem ichnim PKS jedziesz via Banska Bystrzyca do Telgartu i startujesz na szlak. Było takie piękne połączenie z przesiadką w BB że w Telgarcie meldowałeś się około 9 rano.
...only way to cure stupidity is death...

ODPOWIEDZ