Czarnohora - Podróż sentymentalna...

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Czarnohora - Podróż sentymentalna...

Post autor: Marco » 2017-06-30, 09:02

Podróż sentymentalna czyli spotkanie z historyczną granicą…

Wyjazd na Ukrainę chodził mi po głowie już od ładnych paru lat. Niestety zawsze były ważniejsze sprawy i coś stawało na przeszkodzie. A to terminy nie pasowały, a to paszport się skończył itd. Itp. W końcu pewne okoliczności zmusiły mnie do działania i pod koniec zeszłego roku (a może na początku tego??) zgadałem się z kolegą DC i ustaliliśmy wspólny wypad w terminie długiego weekendu Bożocielnego. Teraz pozostawało wybrać pasmo. Ponieważ nigdzie mnie tam nie było więc zostawiłem wybór DC mówiąc, iż gdziekolwiek pojadę to i tak będę tam pierwszy raz. I tak padło na Czarnohorę i jej główny grzbiet. Jako, że kolega obeznany w tematach ukraińskich, toteż scedowałem na niego bycie „Kierownikiem Technicznym” wyrypy i obdarzyłem pełnym zaufaniem w kwestii noclegów i dojazdów. Mijają kolejne dni i krystalizuje się powoli skład naszej wyprawy. Pewnym przyspieszeniem w podejmowaniu decyzji o wyjeździe lub nie był komunikat naszego „Kierownika” o rezerwacji i zakupie biletów na pociąg. W końcu zostało nas czterech na placu boju i tak we środę zajeżdżam na miejsce zbiórki po resztę ekipy. Przemieszczamy się sprawnie do Medyki gdzie zostawiamy auto i pieszo przekraczamy granicę. Od razu wkraczamy w inny świat. Marszrutka i po niecałych dwóch godzinach lądujemy we Lwowie na pokojach.

Obrazek

Szybkie oddanie zawartości pęcherza po podróży i jedziemy zobaczyć kawałek tego miasta. Nieocenioną rolę odgrywa DC, który jako stały bywalec oprowadza nas po Rynku i okolicznych włościach.

Obrazek

Grubo po północy zalegamy w łóżkach a tu już z samego rana czeka nas jazda pociągiem do Worochty. Ustaliliśmy wcześniej, iż łatwiej będzie nam się dostać w tygodniu do Dzembronii, niż wydostać z niej w sobotę po południu na kiedy to planowaliśmy zejście z gór. Tuż po świcie meldujemy się na dworcu we Lwowie i zajmujemy nasze miejsca w pociągu. „Kierownik” zadbał o egzotykę na wyjeździe zamawiając miejsca leżące w wagonie bez oddzielnych przedziałów.

Obrazek

W południe meldujemy się w Worochcie skąd próbujemy łapać okazję do Wierchowyny. Chwila oczekiwania i trafia się bus. Po około godzinie wysiadamy na skrzyżowaniu skąd można dostać się do celu naszej podróży. Tu zasiadamy do obiadu i podziwiamy otaczające nas krajobrazy.

Obrazek

W końcu ostatni etap – marszrutka do Dzembronii gdzie docieramy około 17. Szybki przepak, oblucje w przepływającym potoku i ruszamy zgodnie za wskazaniami niebieskiego szlaku w górę.

"Rynek" w Dżembronii

Obrazek

Tak rozpoczyna się nasza przygoda z Czarnohorą. Pasmem górskim, przez który przed drugą wojną światową przebiegała granica pomiędzy Polską a Czechosłowacją a na krańcach południowych pasma był trójstyk: Polsko-Czechosłowacko-Rumuński.

Obrazek

Szybko pokonujemy pierwsze metry przewyższenia rozgrzewając nasze „zastałe” podczas podróży mięśnie. Docieramy do bacówki gdzie koledzy dokonują zakupów miejscowego sera.

Obrazek
Fot. by miedzio

Obrazek
Fot. by miedzio

Tutaj też decydujemy się na wariant szlakowy omijający szczyt Smotrycz. Trawersujemy go od północnej strony pomiędzy malowniczymi skałkami.

Obrazek

Gdy jesteśmy jeszcze w lesie zaczyna padać. Szybko wrzucamy na siebie kurtki i ruszamy dalej. Niestety wraz ze wzrostem wysokości dochodzimy do kosówki, która skutecznie nawadnia nasze spodnie. Na szczęście opad choć rzęsisty jest krótkotrwały i po osiągnięciu „przełamania grzbietu” ustaje a nam ukazuje się w pełnej krasie główny grzbiet i Pop Ivan nasz dzisiejszy cel.

Obrazek
Fot. by miedzio

i widok w drugą stronę

Obrazek

Przyspieszamy kroku i szybko schodzimy na przełęcz by następnie wspiąć się na właściwy grzbiet.

Obrazek

Zostaje nam do pokonania ostatnie 200 m przewyższenia a w nagrodę za nasz trud mamy okazję podziwiać zachód słońca.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Około 22 tutejszego czasu docieramy na szczyt Pop Ivan Czarnohorski 2028 m npm. W ruinach byłego obserwatorium zagospodarowane są dwa pomieszczenia na utulnię. Łapiemy za drzwi – zamknięte. Po chwili słyszymy jednak jakieś głosy i drzwi otwierają się. Niestety jest nas tu więcej i w każdym z pomieszczeń rozłożony jest już namiot. Podłoga wilgotna nie zachęca do bezpośredniego ułożenia się na niej. My cali mokrzy i zaczynający odczuwać chłód. Szybka decyzja. Dwoje zostaje, a ja z miedziem idziemy szukać miejsca pod namiot. Szybkie rozbicie naszego M i wracamy do środka zjeść coś ciepłego. Dc i Rajli postanawiają zostać pod dachem. Gorąca herbata szybko przywraca morale a do tego chmury na niebie przesuwają się daleko od grzbietu. Jest nadzieja na dobrą pogodę. Idziemy w kimono.
„Godzina 4 minut 30 kiedy pobudka zagrała…” chciałoby się zaśpiewać, gdy budzik nastawiony przez miedzia trąbi na cały namiot. Wychylamy głowy z namiotu a tu błękit nieba wita nas, na trawie szron po porannym przymrozku. Szybko chwytamy za aparaty i wyskakujemy na zewnątrz uchwycić budzenie się gór do życia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Powrót w „bety” i gdy wydaje nam się, iż właśnie zasypiamy wpada DC z pobudką. Nic to, nie pozostaje nam nic innego jak wstać. Wywalamy wszystko na zewnątrz i suszymy to co mamy mokre a przy okazji pichcimy śniadanie. Okazuje się, iż oprócz utulnii, jest jeszcze jedno pomieszczenie zagospodarowane przez „gospodarza” obiektu. Po śniadanku wylegujemy się w słoneczku i ucinamy sobie z nim pogawędkę. Gość bardzo dobrze zna nasze Tatry a i wyższe góry w Europie nie są mu obce. Przy pożegnaniu dostajemy jego wizytówkę z zaproszeniem na Pop Ivana w zimie. Spakowani i pełni werwy robimy pamiątkową fotę i ruszamy ku przygodzie.

Obrazek

Obrazek

Na horyzoncie gdzieś tam daleko ledwo wyłania się wierzchołek Howerli 2061 m npm najwyższej góry na Ukrainie, która jest naszym dzisiejszym celem. Zaczynamy naszą wędrówkę w jakże odmiennej scenerii niż w dniu wczorajszym. Słońce, ledwie parę chmurek i od razu świat nabiera innych kolorów.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Obrazek

Obrazek

Do tego kwitnące na różowo całe zbocza dodają uroku.
Ruszamy jak to podczas wędrówki głównym grzbietem raz na dół by potem wspinać się do góry i tak na zmianę. Już po chwili spotykamy pierwsze słupki graniczne z wyrytymi literami – po jednej stronie P a po drugiej CS. Ci niemi świadkowie historii będą nam towarzyszyć aż do samej Howerlii.

Obrazek

Mijamy Dzembronię 1877 m npm, Brebeneskuł 2037 m npm a dookoła nas morze gór. Po lewej stronie jak na dłoni mamy pasmo graniczne Karpat Marmaroskich z Popem Ivanem Marmaroskim na czele, a zaraz za nimi Rodniany. Chwilo trwaj zdałoby się krzyczeć.

Obrazek

Tutaj też spotykamy pierwszych turystów na szlaku. Z chwilą zbliżania się do najwyższej góry Ukrainy ich ilość ciągle wzrasta.
Dochodzimy do przełęczy pod Gutin Tomnatykiem 2016 m npm. Na mapie jest tylko ścieżka, a w rzeczywistości wyznakowano na niego już szlak. Widzimy, że to chyba ostatnia chwila dzikości tych gór. Z każdym rokiem szlaków przybywa. Odbijamy w prawo na Rebrę 2001 m npm i w oddali widzimy tłum ludzi na bezimiennym wzniesieniu. Dochodzimy szybkim krokiem do nich i okazuje się, iż w dole znajduje się jedna z większych atrakcji tego pasma – Jezioro Niesamowite przyciągające tłumy odwiedzających.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Siadamy na zboczu pod Turkułem i zajadając drugie śniadanie obserwujemu tłumy w dole. Na szczęście po krótkiej chwili odchodzą w dół a my zostajemy sami z otaczającym nas krajobrazem. Żal opuszczać to miejsce więc decydujemy się na południową …. Kawę. I tak odwlekając w nieskończoność w końcu leniwie ruszamy dalej. Howerla staje się z każdym naszym krokiem coraz potężniejsza, a od strony południowej bardzo okazale prezentuje się jej piramidalna sylwetka.

Obrazek

Obrazek

Ostatnie trzy wzniesienia Dancerz 1850 m npm, Pożyżewska 1822 m npm i Breskuł 1911 m npm i stajemy oko w oko z ostatnim podejściem na królową. Zostało nam bagatela 200 m przewyższenia a w nogach mamy już ponad 17 km.

Obrazek

Zalegamy w trawie i obserwujemy zmagania kolejnych śmiałków z przewyższeniem. W końcu miedzio rusza jako pierwszy a my po kilku minutach za nim. Strasznie ciężko nam się idzie. Krok za krokiem zdobywamy kolejne metry by w końcu stanąć na „dachu” Ukrainy.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Teraz możemy spojrzeć w tył i zobaczyć skąd startowaliśmy dzisiejszego poranka. Kawał drogi a nami. Wieje coraz mocniej wiec szybko ruszamy w dół.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Przed nami widok na Pietrosa.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Teraz zostało nam tylko zejście 500 m niżej na przełęcz Peremyczka gdzie planujemy nocleg. Dochodzimy do budynku strażników parkowych i pytamy o możliwość rozbicia namiotów. Wskazują na odpowiednie miejsce i już po chwili nasze domki stoją w gotowości. Udajemy się na werandę domku gdzie znajdują się drewniane ławy i stoły i zaczynamy biesiadować. Niestety z Polski przychodzą prognozy pogody mówiące o wieczornym i nocnym załamaniu pogody. Przed nami wspinaczka na Pietrosa 2020 m npm. Jak to będzie zobaczymy. Około 20 zaczyna siąpić deszcz. Zbieramy się do namiotów i niestety prognoza sprawdza się – całą noc leje.
Nowy namiot miedzia ma test na wodoodporność, z którego wychodzi obronną ręką. Budzimy się około 8 w przerwie pomiędzy przelotnym deszczem zbieramy klamoty i idziemy na werandę. ¦niadanie, kawa i dyskusje co robimy dalej. Dziś musimy dojść do Kwasów skąd mamy o północy powrotny pociąg do Lwowa. Kolejną przerwę w opadzie wykorzystujemy na złożenie namiotów i w końcu ruszamy przed siebie. Szlak zmienił się w błotne bajoro.

Obrazek

Na szczęście zaczyna się lekko rozpogadzać więc żwawo idziemy naprzód. Dochodzimy do przełęczy pod Pietrosem, rzut oka na mapę i już mamy schodzić w dół za niebieskimi znakami gdy spotykamy starszego Pana z plecakiem. Krótka wymiana zdań i okazuje się, iż możemy kontynuować naszą wędrówkę do Kwasów wykorzystując trawers Pietrosa. Tak też czynimy i ruszamy dalej. Co chwilę deszczyk przeplata się z chwilowymi przejaśnieniami i słoneczkiem.

Obrazek

Docieramy do szlaku żółtego i nim kierujemy się ku Połoninie Szumnieckiej gdzie łączy się z czerwonymi znakami schodzącymi z Pietrosa.

Obrazek

Tu niestety całą drogę towarzyszy nam deszcz. Po dotarciu do rozdroża zaczyna się ostre zejście w dół, które towarzyszy nam do samych Kwasów. Na szczęście przestaje padać i już do końca naszej wędrówki towarzyszy nam stopniowa poprawa pogody.

Obrazek

Obrazek
Fot. by miedzio.

Obrazek
Fot. by miedzio.

Po sześciu godzinach od wyruszenia docieramy do Kwasów.

Obrazek

Obrazek

Szukamy ciepłego posiłku i docieramy do nowo otwartej restauracji z własnym mini browarem. Widać ta moda dotarła i tu. Napełniwszy nasze puste żołądki zwiedzamy tę niewielką miejscowość po czym idziemy na stację gdzie we władanie przejmujemy poczekalnię. Można powiedzieć, że właśnie skończyła się nasza górska przygoda. Przebieramy się w suche ciuchy i pichcimy kolację. Po północy wjeżdża pociąg. Tym razem mamy zamykany przedział z miejscami leżącymi, pościelą, ręcznikami i herbatą podaną rankiem przez obsługę wagonu. Full wypas.

Obrazek

Bez przeszkód docieramy do Lwowa. Tu idziemy jeszcze na śniadanie, szybkie zakupy i jedziemy na granicę. Niestety okazuje się, iż na granicy mamy kolejkę do odprawy po polskiej stronie, w której kwitniemy dwie godziny. W końcu docieramy do auta i wracamy do domu.
Na tym kończy się moja i większości z nas "dziewicza" przygoda z Ukrainą. Teraz tylko znaleźć czas i ruszyć w inne pasma leżące na jej terenie. Ale to dopiero w przyszłości. Dziękuję swoim towarzyszom za to, iż zechcieli ze mną wspólnie przeżyć tę przygodę.
...only way to cure stupidity is death...

miedziopl

Post autor: miedziopl » 2017-06-30, 09:20

No ładnie to w skrócie opisałeś. Wydawało mi się że nasza podróż do Kwasów trwała więcej jak 6 godzin ale to chyba przez ten deszcz.

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2017-06-30, 09:46

no niestety zapierdzielałeś tak szybko , że wyszło 6 godzin i średnia około 4 km/h
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
mhu1979
Posty: 1314
Rejestracja: 2009-02-15, 08:55
Lokalizacja: Poznań RTE

Post autor: mhu1979 » 2017-06-30, 19:37

Panowie. Graty za tą eskapadę. Przypomnieliście mi mój wypad, choć trochę inaczej wtedy szliśmy. Nocleg na Pop Iwanie klasa.
Do tego pamiętne Jeziorko Niesamowite, gdzie my mieliśmy rozbity obóz. Jedno z moich najładniejszych miejsc w górach.
Transport pociągami też z klasą i najważniejsze: klimatem.
Marco - bilety na pociąg wcześniej kupowaliście? Nie doczytałem.

Ale same widoki to nie wszystko. Liczy się ekipa, a ta była tutaj mega mocna! Pozdrawiam uczestników!
Gówniarzeria pierwszy raz w górach :-)

Tomekk

Post autor: Tomekk » 2017-06-30, 20:13

2015 (relacja z Niżnych Tatr):
Marco pisze:„Godzina piąta minut trzydzieści kiedy pobudka zagrała…” chciałoby się zaśpiewać z rana widząc wschód słońca i Tatry.
2017:
Marco pisze:„Godzina 4 minut 30 kiedy pobudka zagrała…” chciałoby się zaśpiewać, gdy budzik nastawiony przez miedzia trąbi na cały namiot.
Latem wcześniej się wstaje, to fakt.
Nie ma to jak mieć ulubiony przebój :mrgreen:

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5579
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2017-07-02, 12:35

Tja... :-)

Ukraina. Karpaty. Tam zawsze jest jakaś magia, a relacji tutaj stosunkowo niewiele.
Ja do tej pory byłem w Czarnohorze raz, w 2004r...od tego czasu posucha. Gdzieś tam później był ¦widowiec, była Krasna, ale też dawno temu. I tęskno mi do ukraińskich klimatów, więc chociaż poczytać fajnie relacje innych. I te klimaty w plackartnym :mrgreen:

PS - napiszcie coś więcej o tej "utulni" na Popie Ivanie i o "chatarze"...

PS' - ja też na Pietrosa wbijałem w deszczu totalnym, a no Hoverli nie było znacznie lepiej

Relasjon na...tak Obrazek
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2017-07-02, 20:21

Tomekk pisze:Latem wcześniej się wstaje, to fakt.
To ta sama pora. Na Ukrainie jest przesunięcie czasowe w stosunku do Słowacji :mrgreen:
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2017-07-03, 08:28

Marco pisze:Wyjazd na Ukrainę chodził mi po głowie już od ładnych paru lat.
Mógłbym napisać bardzo podobnie, jedynie z małą różnicą. Bo na Ukrainie bywam często, ale po Czarnohorze dopiero w tym roku udało mi się połazić, mimo, że też od paru lat planowałem taki wypad. Niecałe dwa tygodnie wcześniej zrobiłem pierwsze kroki na czarnohorskich ścieżkach i to wystarczyło, aby się tymi górami zachwycić.
Zrobiliśmy taką samą trasę, tylko w przeciwnym kierunku - nawet pogoda była bardzo podobna. Piękny, słoneczny początek wędrówki, a pod koniec szybka ewakuacja. Tak niewiele nam brakło do biwaku na szczycie Pop Ivan, nawet go nie widziałem, podobnie jak Wy nie poznaliście z bliska Pietrosa. Ten wypad zakończyłem z dużym niedosytem, dlatego Wasza fotka z biwaku koło "Białego Słonia" kusi bardzo, aby przejście po grzbiecie Czarnohory dokończyć już w lepszych warunkach.

Wam na zachętę załączam fotki Pietrosa, bo to fajny szczyt i warto na nim posiedzieć, podobnie jak na Hoverli.

Pietros od strony wschodniej i jego strome zbocze. Widok z przełęczy Peremyczka.

Obrazek[/img]

Na szczycie Pietros

Obrazek
Ostatnio zmieniony 2017-07-04, 19:49 przez sparkus, łącznie zmieniany 1 raz.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

miedziopl

Post autor: miedziopl » 2017-07-03, 09:13

Niestety sparkus u mnie foteczek brak :(

Awatar użytkownika
Taja
Posty: 1567
Rejestracja: 2009-10-30, 23:12
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Taja » 2017-07-03, 10:22

W 2005 roku tam byłam, dzięki za przypomnienie, jak tam jest cudnie! Zazdroszczę wyprawy :-)
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk

Awatar użytkownika
milena
Posty: 204
Rejestracja: 2015-08-22, 11:18
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: milena » 2017-07-03, 17:20

Wyjazd super - gratuluję :-)
Fajnie ogląda się miejsca, w których było się tydzień przed Wami - niby tydzień, a przyroda jak pięknie się rozwinęła, a szczególnie rododendrony, które jak my byliśmy dopiero co zaczęły kwitnąć.
Żal, że pogoda pokrzyżowała nam plany i nie udało się dotrzeć na Popa, ale co się odwlecze, to... będzie kolejna okazja do wybrania się w tamte rejony :-)

Awatar użytkownika
Dc
Posty: 861
Rejestracja: 2008-12-21, 16:05
Lokalizacja: Sosnowiec/Jasienica

Post autor: Dc » 2017-07-03, 19:43

mhu1979 pisze:
Marco - bilety na pociąg wcześniej kupowaliście? Nie doczytałem.

Ale same widoki to nie wszystko. Liczy się ekipa, a ta była tutaj mega mocna! Pozdrawiam uczestników!
Wiem, że do Marco, ale coś mu nie idzie odpisywanie. :-P Powrotne kupiliśmy wcześniej, a Lwów - Worochta dzień przed pociągiem, czyli w dniu wyjazdu na Ukrainę.

Jak się już odezwałem to publicznie również dziękuję ekipie za świetny wypad, a Rajlemu dodatkowo za brakującą w zestawie kasetę. Nie ma to jak wysępić taki skarb. :mrgreen:
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny niż mniema.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2017-07-04, 05:54

miedziopl pisze:Niestety sparkus u mnie foteczek brak :(
Masz na myśli te z Pietrosa? Będzie ich więcej w mojej relacji, ale poczekam, aż upłynie nieco czasu i każdy świeżym okiem poczyta nowe wspomnienia z tych samych gór. Marco mnie wyprzedził ze swoją relacją i za bardzo nie miałbym teraz o czym pisać, tym bardziej, że szliśmy po tej samej trasie.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2017-07-04, 07:27

Niestety u mnie też nie widać... Poczekamy do Twojej relacji sparkus... oby wtedy foty były zamieszczane przez inny hosting bo to plaga na tym forum. Część jest widoczna, a część nie...
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2017-07-04, 08:42

Marco pisze:Niestety u mnie też nie widać...
miedziopl pisze:Niestety sparkus u mnie foteczek brak :(
Czytając wpis miedziopl jakoś nie domyśliłem się, że problem jest związany z brakiem wyświetlania się fotek, które wstawiłem w swoim poście. Ja je widzę, więc myślałem, że jest wszystko w porządku - i co tu teraz począć? Fotki wstawiałem z folderu google, który jest udostępniony publicznie. Spróbuję potem coś pokombinować, ale nie wiem z jakim skutkiem.
Wszystkie takie przypadki zniechęcają do pisania relacji. Poświęca się czasami wiele czasu, zwłaszcza z fotkami jest wiele roboty, a efektu nie ma. :-/
Możliwości umieszczania fotek na forach jest co raz mniej. Nawet wygodny rosyjski hosting radikal jest niedostępny od paru dni. Przypuszczam, że jest blokowany na mocy najnowszej ustawy, która weszła w życie od 1-go lipca b.r. :-(
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

ODPOWIEDZ