Połonina Borżawa

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Połonina Borżawa

Post autor: sparkus » 2016-01-27, 14:47

Borżawa – to słowo dla mnie brzmiało egzotycznie, zagadkowo i bardzo tajemniczo, ale zapowiadało też krainę – trudno dostępną, bezludną i dziką.

Już będąc na miejscu okazało się, że do tej krainy łatwo dojechać, a pierwsze spojrzenie na wyniosły grzbiet utwierdziło mnie, że czeka nas ekscytująca wędrówka przez pasmo pełne zagadek, tajemnic i niezwykle smakowitych widoków i krajobrazów.

Pierwszy pomysł wyjazdu na Połoninę Borżawa usłyszałem podczas naszej wędrówki przez ¦widowiec, potem kilkakrotnie powracaliśmy do tego zamiaru, ale i tak parę lat upłynęło, można by rzec, że dojrzewało, aby ten wyjazd doszedł do skutku. W końcu w ubiegłym roku zagrało wszystko pomyślnie i w dzień Bożego Ciała obieramy kierunek na Przemyśl. Co roku jedzie się szybciej i wygodniej, bo przybywa dobrych odcinków dróg i obwodnic. Szybko dojeżdżamy do Przemyśla. Już na miejscu parkujemy wóz i idziemy pod dworzec autobusowy. Z uwagi na święto nie ma przewoźników do granicy. Dużo osób oczekuje na transport w kierunku przejścia granicznego. Mamy jednak farta, bo podjeżdża jakiś ukraiński autobus i kursem bezpośrednim zabiera wszystkich chętnych do samego Lwowa. Wysiadamy przed dworcem kolejowym. Kupujemy bilety i idziemy na piwo, bo do odjazdu pociągu mamy jeszcze sporo czasu. Z przyjemnością zauważam, że plac przed dworcem został uporządkowany. Poznikały różne budki, a ruch samochodowy już nie jest taki chaotyczny, jak dawniej.
Przychodzi czas odjazdu, ustawiamy się na peronie, kierowniczka wagonu wskazuje nam miejsce i jedziemy do Wołowca. Po przeszło trzech godzinach jesteśmy na miejscu.

Już na dworcu spotykamy pierwsze znaki. Szlakowskaz pokazuje dwie możliwości podejścia na grzbiet Borżawy. Wybieramy czerwony pasek – szlak nieco dłuższy, ale wydaje się ciekawszy, bo prowadzi przez szczyt z dużym krzyżem, widoczny już z Wołowca.
Obrazek

Dzień dobiega końca. Wychodzimy powyżej ostatnich zabudowań i na wypłaszczonej łące, blisko strumyka rozkładamy namioty. Powoli nad Wołowcem zapada zmrok, zapalają się tysiące świateł, a na niebie mrowie gwiazd.
Obrazek

Lubię, gdy słońce już po wschodzie przygrzewa przez ściankę namiotu. To wymarzony poranek. Szybko wychylam głowę z namiotu i zachwycam się widokiem na położony w dolinie Wołowiec. Miasteczko budzi się ze snu, coraz częściej słychać hałas pojazdów na drodze, jakiś ranny pociąg ze zgrzytem hamulców wtoczył się na stację, a koło nas już pasie się kilka krów.
Szykuję solidne śniadanie, by na trasie pod górę utrzymać równe tempo. Zwijamy namioty, upychamy plecaki i z maksymalną ilością napojów (prawie 4 litry) ruszamy na pierwszą górkę widoczną już z Wołowca.
Obrazek

Szlak zaczyna się łagodnie, prowadzi wyjeżdżoną, gruntową drogą. Otaczają nas wspaniałe widoki na dolinę Wołowca i zalesione wzgórza, a także głębokie doliny po południowej stronie. My natomiast , podchodzimy po zachodnim zboczu do granicy lasu, a tam już droga zamienia się w wąską ścieżkę i stromo do góry prowadzi na grzbiet.
Obrazek

Rześki poranek pomaga podchodzić po stromym zboczu, wzdłuż wąskiego, wypłukanego przez strumień żlebu. Szlak gdzieś nam niknie wśród leśnego zielska, wychodzimy za bardzo na prawo i powyżej szczytu Cicka wznoszącego się nad doliną. Nie jest to problem, bo jesteśmy już ponad górną granicą lasu i dokładnie widzimy ukształtowanie terenu i przebieg grzbietu.
Obrazek

Poprzez jagodziska, między niskimi świerkami dochodzimy do głównego grzbietu, tam spotykamy czerwony pasek naszego szlaku. Na szczyt musimy nieco zejść i dziwnie to wygląda, gdy na pierwszy szczyt w Borżawie schodzimy w dół.
Obrazek

Nieważne jak się idzie, bo najważniejsze jest to, że stoimy na naszym pierwszym szczycie i podziwiamy widoki. Tu ze szczytu Cicka 1194 m n.p.m. widać jak pięknie w dolinie jest położony Wołowiec. Widok powala i można by siedzieć z pół dnia, gdyby nie czekała nas dalsza droga pięknym grzbietem poprzez nieustające połoniny.
Obrazek

Wąskim grzbietem ruszamy w głąb Połoniny Borżawa. Dookoła niesamowite widoki. Szybko wchodzimy na następny szczyt Temnatyk 1344 m n.p.m. i robimy dłuższy odpoczynek. Głównie to widok na dalszą część szlaku nas zatrzymuje. Jest co oglądać, bo przed nami okazały, boczny grzbiet z najwyższym szczytem Borżawy - Stijem 1681 m n.p.m. wypełnia horyzont.
Obrazek

Z Temnatyka droga tylko trochę się obniża i dalej już wyjeżdżonym traktem podchodzimy na kolejny szczyt Płaj 1323 m n.p.m. Tu znajduje się stacja meteo ze skromną obsługą i stacja przekaźnikowo-telewizyjna. Jak zwykle w takim miejscu anten nie brakuje. Zaczynamy odczuwać upał, bo idziemy cały czas w odkrytym terenie. Część napojów ratowała nasze pragnienie na podejściu i w butelkach zrobiło się pusto. Udało się uzupełnić wodę na stacji meteo. Uczynny pracownik udostępnił nam wody, którą gromadzą w metalowym zbiorniku. Woda miała paskudny smak, bo rzadko jest przywożona cysterną na górę. W tym upalnym dniu, jednak ważniejsza była pełna butelka wody, a nie jej smak.
Obrazek

Po południowej stronie grzbietu góry są zalesione, a doliny mało dostępne.
Obrazek

Teraz przed nami podziwiany z Temnatyka okazały szczyt - Wielki Wierch. Liczymy na cudne krajobrazy z niego, bo to jedna z wyższych górek w Borżawie.
Obrazek

Czuje się podejście od zachodniej strony na Wielki Wierch, można się zmachać, tym bardziej, że jest to dla nas pierwszy dzień wędrówki, plecaki wypełnione prowiantem i z dużym zapasem wody odpowiednio ważą, co przy podejściu wyraźnie można poczuć. Żar leje się z nieba i dodatkowo utrudnia podejście. Całe szczęście, że przy długim, czerwcowym dniu nie musimy się spieszyć, bo do zmroku daleko i spokojnie krok za krokiem na szczyt wchodzimy.
Obrazek

Na szczycie Wielkiego Wierchu 1598 m n.p.m. widoki mamy na wszystkie strony wyśmienite, ale najbardziej ciekawią na wschód i południe, bo to kierunek naszej dalszej, fascynującej wędrówki. To miejsce jest szczególne w tych górach, bowiem zbiegają się w tym punkcie jeszcze i inne, boczne ramiona. Jedno z tych ramion od południowej strony, swym grzbietem łączy się z najwyższym szczytem w całym paśmie. Też przyciąga wzrok, bo z Wielkiego Wierchu pójdziemy w tamtym kierunku.
Obrazek

Południowe ramię w kierunku szczytu Stij, który tworzy wyraźną kulminację na samym końcu grzbietu o długości ok. 5-ciu km. Siedząc dłuższy czas na Wielkim Wierchu planujemy naszą wędrówkę. Czas już powoli ruszać w kierunku Stija rozglądając się za dobrym i widokowym miejscem na biwak. Jesteśmy zadowoleni, bo w pierwszym dniu zrobiliśmy ładny etap z podejściem przeszło 1300 m do góry na dystansie 16 km.
Obrazek

W połowie drogi do Stija, na małym siodełku znajdujemy płaskie miejsca pod namioty. Widok kapitalny na całą Borżawę. Ładnie widać przebytą drogę i szczyty, które przeszliśmy - Płaj ze stacją meteo, Temnatyk i Cicka, a daleko na horyzoncie nasze, bieszczadzkie.
Obrazek

Miejsce było wymarzone, to też wkrótce stały na nim nasze namioty. Czerwiec, uwielbiam ten miesiąc, można przejść konkretny etap po górach i jeszcze zostanie sporo czasu na podziwianie krajobrazów i posiłek.
Obrazek

To już jest rytuał, że po takim dniu trzeba wychylić browarka, tym bardziej, że organizm domaga się płynów. Tak błogą chwilę można przeżyć tylko tu w przestrzeni, którą wypełniają piękne szczyty, grzbiety i doliny.
Obrazek

Na zakończenie dnia podziwiamy malowniczy zachód słońca.
Obrazek

Poranek pogodny i rześki. Zwijamy obóz i idziemy na Stija, który z każdym krokiem rośnie przed oczami. Szlak zgrabnie przewija się po grani nie skąpiąc widoków tak z lewej, jak i z prawej strony grzbietu.
Obrazek

Jest jeszcze przyjemny poranek, gdy stajemy na najwyższym szczycie w Borżawie – Stij 1681 m n.p.m. Jesteśmy w dobrym momencie, bo szczyt mamy tylko dla siebie. Warto nadłożyć trasy i podejść na Stija, bo widoki są na całe Zakarpacie. Mimo, że to niedzielny dzień nikt z dolin jeszcze nie zdołał podejść. Wierzchołek jest nienaturalnie płaski, wszędzie są widoczne ślady pracy ciężkich maszyn. Od wschodniej strony podprowadzona jest utwardzona droga.
Obrazek

Tuż poniżej szczytu, od zachodniej strony widoczne są smętne resztki po stacji radarowej. Rosyjskie wojsko odeszło w 1995 roku, a miejscowa ludność rozprawiła się z bazą po swojemu, wyrywając co cenniejsze elementy obiektu. Reszta będzie straszyć jeszcze długie lata.
Obrazek

Przyglądamy się na Wielki Wierch, który ładnie prezentuje się na głównym grzbiecie. Teraz jego będziemy mieć przed oczami, gdy będziemy wracać do czerwonego szlaku.
Na wierzchołek Wielkiego Wierchu już nie wchodzimy, tylko trawersem, po zboczu dochodzimy do przełęczy pod Małą Gimbą 1430 m n.p.m. Mijamy się z krzykliwą grupą rosyjsko języcznej młodzieży, która zmierza w kierunku Stija. Niedziela i piękny, słoneczny dzień zwabiły sporo osób, które idą na najwyższy szczyt w tym paśmie. Ludzie mnie pozdrawiają zwyczajowym - dobryj deń, ale usłyszałem też „sława Ukrainu”.
Obrazek

Na przełęczy przed Małą Gimbą robimy postój. Wypatrujemy, czy gdzieś poniżej nie cieknie jakiś strumień. Zaczyna się upalny dzień i musimy wykorzystać każdą możliwość na uzupełnienie wody. Poszedłem obejrzeć wąskie, zarośnięte żleby poniżej przełęczy, ale wody nie było.
Obrazek

Dopiero przed szczytem Gimba, od północnej strony znajdujemy obficie zaopatrzony potoczek. Woda świetna, bo zimna i czysta. W Borżawie wypas zwierząt jest ograniczony i skupia się tylko na obrzeżach pasmach. W centralnej części zwierzaków się nie ujrzy i woda nie jest zanieczyszczona. To pewnie dobra wiadomość też dla tych, którzy czują duży respekt przed pasterskimi psami. Mogą wędrować bez obawy. Ale ma to też ujemną stronę, bo całe piętro połonin jest zarośnięte przez jagodziny tak zwartym dywanem, że nie sposób rozłożyć namiot na takim terenie. Dobrze chociaż, że te wysokie krzewinki o sztywnych, zdrewniałych pędach mają smaczne owoce i świetnie gaszą pragnienie. W niektórych miejscach widoczne są pogorzeliska. Podobno łany jagodowe podpalają pasterze, aby powiększyć obszar łąk górskich do wypasu owiec. Pasterze twierdzą, że to od uderzenia pioruna płoną. Natomiast znawcy tematu mówią, że to zapala się gaz, który ulatnia się z położonego gazociągu albo z głębi ziemi. Jedno jest pewne, lepiej unikać takiej sytuacji bez względu na to, jaki czynnik je wywołuje.
Obrazek

Jesteśmy na Gimbie 1491 m n.p.m. ulubionym szczycie ukraińskich parolotniarzy. Łatwy dostęp i wyśmienite warunki noszenia, przez rozgrzane powietrze na południowo-zachodnich zboczach, ściąga licznych wielbicieli powietrznych lotów. Przyglądam się dobrą chwilę, jak przygotowują się do startu w powietrze, a potem szybują nad górami. Fajna zabawa ta parolotnia.
Po północnej stronie grzbietu można dostrzec wyciągi narciarskie, ale sięgają jedynie do połowy zbocza nie zakłócając obrazu tych gór.
Obok mnie para ukraińskich wędrowców z mapą w ręku rozpoznaje teren. Zaciekawiony podchodzę do nich obejrzeć mapę, bo myślałem, że nie ma map dla tego pasma. Okazuje się, że mają przyzwoitą mapę w dobrej skali, w miarę dokładną. To co potrzebne do wędrówki jest zaznaczone i opisane. Warto zaglądać do księgarni nawet w małym miasteczku. Po zejściu z Borżawy do Mizhirii spotkałem te mapy. Jest to seria ok. 20 map, obejmująca prawie całe ukraińskie Karpaty. Wydanych zostało już ok. 10-ciu. Interesujące mnie tytuły powędrowały do plecaka.
Ruszamy z Gimby dalej na wschód. Dość daleko przed nami pojawiają się drzewa przy samym szlaku, dające trochę cienia w tym skwarnym dniu. Tymczasem przed nami kolejna wyższa górka.
Obrazek

Jesteśmy na szczycie Magura Żide 1518 m n.p.m. i spoglądamy na dalszy przebieg szlaku. Dalej poprowadzi nas wyjeżdżony trakt, bo na tym szczycie skończyło się czeskie oznakowanie. Po drodze czeka nas jeszcze wejście na niski szczyt Grab 1374 m n.p.m. i znajdziemy się przy pierwszych drzewach. Przy nich planujemy biwak.
Obrazek

Namioty rozstawione, piwo wypite, czyli pierwsze pragnienie po tym upalnym dniu ugaszone. Tomkowi udało się wyszukać małe źródełko, co w tamtej chwili było bardzo cenne. Siedzimy przy namiotach, gdy z góry zjeżdża kawalkada ok. 6-ciu quadów, a za nimi unoszą się tumany kurzu z piaszczysto-torfowej drogi. Pozostało po nich coś jeszcze, co nas niezmiernie w tamtej chwili uradowało. Ukraińcy podarowali trzy puszki piwa, czym humory nam poprawili. Było to, jak rekompensata za kurz i hałas którym nas potraktowali. O!, to było coś, co nam się jak najbardziej należało, to było najlepsze lekarstwo na nasze odwodnione organizmy. Etap nie był długi, bo raptem 17 km, ale od żaru z nieba szliśmy na miękkich nogach, wykorzystując każdą okazję na zaleganie.
Obrazek

Trzeci dzień wędrówki rozpoczynamy wczesnym porankiem, wykorzystując chłód jaki pozostał jeszcze po pogodnej nocy. Mamy dłuższy, ale lekki odcinek do niskiej przełęczy Prislip. Trakt równomiernie się obniża i spokojnie kroczymy pod ścianą drzew i przez obszerne polanki. Szybko przechodzimy przez dwie mało wybitne górki – Kiczera Krugła 1240 m n.p.m. i Krugła 1208 m n.p.m. Podobał mi się ten odcinek szlaku, bo był urozmaicony i sporo dobrych miejsc na biwaki. Nie tylko mnie się podobał ten rejon Borżawy. Radzieckie wojsko tu też „urzędowało”, bo często były widoczne jakieś pozostałości po instalacjach wojskowych. Jedna z górek miała zniwelowany szczyt na który prowadziła gruntowa, ale wyrównana droga. Musiał to być ważny dla wojska szczyt, bo strzegą go jeszcze jakieś pozostałości bramy, słupy po oświetleniu i bliżej nieznane mi ustrojstwa.
Obrazek

Wkrótce przed nami pojawia się przełęcz Prislip 937 m n.p.m.
Obrazek

Schodzimy na płaskie siodełko z kamiennym krzyżem– przełęcz Prislip. Przez to naturalne obniżenie w grzbiecie prowadzi trakt z jednej doliny do drugiej. Można też zejść do Miżhirii. Osłonięte i wygodne miejsce na biwak, tym lepsze od innych, ze jest też ujęcie wody. Dla nas jednak za wczesna pora, aby rozważać taki plan. Idziemy dalej.
Obrazek

W oddali ukazuje się już Połonina Kuk, a to oznacza, że zbliżamy się do wschodniej części tego pasma.
Obrazek

Maszerujemy powoli, bo upał dokuczliwy. Siedzimy w cieniu pod drzewem, gdy zbliża się do nas pasterz na koniu. Zagadujemy go o wodę. Z jego słów wynika, że znajdziemy źródło niedaleko, po prawej stronie, na górce. Trudno jednak pojąć słowo niedaleko u osoby, który jedzie konno, bo mimo dokładnych poszukiwań wody nie udało nam się znaleźć. Butelki robią się puste i sytuacja staje się krytyczna.
Obrazek

Podchodzimy na Połoninę Kuk i zatrzymujemy się w miejscu, gdzie odchodzi skrót do miasteczka w dolinie. Szykujemy posiłek i rozważamy, czy damy radę iść dalej do góry, czy może lepiej zejść w dół do miasteczka. Z powodu skromnych zapasów wody mamy obawy, czy uda nam się przejść dalszy odcinek po górach. Żal skracać bardzo ciekawy i atrakcyjny odcinek szlaku, ale też zdajemy sobie sprawę na jakie ryzyko się narażamy w przypadku, gdy nie znajdziemy powyżej wody. Mamy dobrze w pamięci podobne doświadczenie, gdy byliśmy w paśmie Pikuja, w Bieszczadach wschodnich kilka lat temu.
Zdecydowałem się jeszcze podejść na wierzchołek połoniny i rozejrzeć po okolicy. W górach zawsze mam dobry humor, ale to co zobaczyłem pod szczytem Kuk to było coś więcej. Mimo, że widoczna była tylko cienka rysa w trawiastym zboczu, to ona zapowiadała to, co było dla nas najważniejsze - była woda!.
Obrazek

¬ródło było bardzo skromne. Ledwo sączyła się z niego woda i nie była zbyt czysta, bo pasące się w pobliżu konie miały tu swój wodopój, ale to wszystko nie było ważne. Liczyło się to, że możemy iść dalej wg zamierzonego planu.
Obrazek

Z pełnymi butelkami, po dobrym obiedzie idziemy dalej na szczyt Kuk. Mamy do wyboru widoczne dwie drogi, albo trawersem po zboczu i wejść na szczyt od wschodniej strony, albo bezpośrednio grzbietem do góry, na którym jest widoczna, przedeptana w trawie ścieżka. Wybieramy pierwszy wariant, a powrót zrobimy po grzbiecie. W wysokiej trawie pozostawiamy część bagażu i z odciążonymi plecakami napieramy na szczyt. Trawers po zboczu jest dłuższy, ale idzie się szybko i wygodnie po szerokim trakcie. Na siodełku pod szczytem robimy krótki postój na kilka łyków wody i po kilkuset metrach szczyt jest pod nami.
Obrazek

Na szczycie Kuk 1361 m n.p.m. widoki oszołamiają. Podziwianiu tego co widzimy nie ma końca. Jesteśmy sami, nikt i nic tej chwili nie zakłóca….no, może tylko kruki, które gadają do siebie w powietrzu. Dopiero po pewnej chwili widzimy, jak pusta do tej pory połonina pod nami zaroiła się od owiec, które podeszły z doliny. Przy nich hasają psy pasterskie. Mamy obawę, czy przypadkiem nie wywęszą w trawie naszego bagażu. Musimy schodzić, bo słońce już nisko nad horyzontem i za chwilę schowa się za górami.
Obrazek

Idziemy wzdłuż szczytu Kuk ….
Obrazek

… i schodzimy zachodnim grzbietem na przełęcz pod Połoniną Kuk, cały czas wpatrując się na przebytą drogę po Borżawie. Zabieramy nasz depozyt i nieco za połoniną Kuk, na małym garbie rozkładamy namioty. Zbliżają się do nas wypatrzone wcześniej owce, pobekują i dzwonią dzwonki. Skubią świeżą, zieloną trawę. Pieski zaganiają na sygnały wykrzykiwane przez pasterza. Podchodzi bliżej i poznajemy naszego znajomego, który mijał nas na koniu. Usiadł przy namiocie i gadamy o tym jak się gdzie żyje. Ma kolibę niedaleko źródła z którego braliśmy wodę. Przychodzi z owcami na połoninę, na całe lato, bo mu się podoba i lubi takie życie. Co kilka dni zwozi konno do miasteczka sery i inne produkty, które tutaj, na górze wytwarza. A ogólnie narzeka, że na Ukrainie ciężkie życie.
Obrazek

Poranek jest równie piękny jak poprzednie. Otwieram namiot i widzę szczyt Kuk w świetle słonecznym. I tylko żal, że pomału kończy się nasza wędrówka przez to wspaniałe pasmo, które dostarczało nam przez kilka dni niezrównanych widoków, wrażeń i przeżyć.
Obrazek

Schodzimy już w dolinę, do miasteczka, ale nadal jeszcze długim i ciekawym szlakiem, który oznakowany jest w pradawny sposób, a może farby były deficytowym towarem, kto to wie?
Idziemy przez prastarą puszczę karpacką, gdzie między dorodnymi, smukłymi bukami rośnie też rozłożysty grab i czasami między nimi świerki się przebijają. Górują wysokością nad pozostałymi drzewami. Takich okazów jeszcze w życiu nie widziałem. Zmierzyłem średnicę jednego z nich – prawie półtora długości kijka, czyli ok. 150-160 cm. Niesamowity kolos.
Obrazek

Po drodze mamy jeszcze jeden szczyt do pokonania, to Munczel 1247 m n.p.m. Na podejściu spotykamy całe „osiedle” szałasów, które być może wykorzystują pasterze w okresie letnim, albo grzybiarze. Jedno jest pewne, że też cenią sobie ładne i rozległe widoki.
Obrazek

Munczel, to ładny i widokowy szczyt, zwłaszcza w kierunku na Połoninę Kuk. Nie żałujemy sobie też tej widokowej okazji, tym bardziej, ze to już ostatnie miejsce na rozejrzenie się po okolicy. A jest na co patrzeć, wszędzie wznoszą się jakieś jeszcze dla nas nieznane grzbiety i szczyty. Daleko, na południowy wschód wyrastają Gorgany, a bliżej, po drugiej stronie doliny rzeki Rika widzimy ładny zarys Połoniny Piszkonii, która będzie następnym naszym terenem do wędrówki, gdy uzupełnimy prowiant w Miżhirii.
Obrazek

Z Munczela idziemy już systematycznie w dół, czasami pojawiają się odsłonięte miejsca na naszym szlaku i wkrótce pod nami ukazuje się widok na miasteczko.
Obrazek

W ciasnej, długiej dolinie rozłożyła się Miżhiria. Wciśnięta między góry stanowi też dobry punkt wypadowy na bliższą i dalszą okolicę. Nazwa miasteczka nawiązuje do miejsca położenia, co oznacza – „miejsce między górami”
Obrazek

Ustępują lasy pierwszym zabudowaniom. Z góry można się dobrze przyjrzeć temu położonemu na Zakarpaciu dosyć dużemu, jak na tutejsze warunki, miasteczku. Też ma swoją, długoletnią historię i przypuszczam, że jeszcze nie raz zapisze nowe karty. Długo należała do państwa węgierskiego, potem przybyli tutaj Czesi, a po II w.ś. weszła w skład Ukraińskiej Republiki. Czy to już ostatni zakręt w historii tego miejsca, śmiem wątpić, bo mam wrażenie, że Ukraina tak traktuje Zakarpacie, jak my ziemie odzyskane po wojnie.
Obrazek

Przekraczamy rzekę i idziemy do centrum bocznymi, pylistymi drogami. Tomek wyraźnie przyspieszył i za zakrętem zniknął mi z oczu. Już w pobliżu centrum widzę z daleka knajpkę, na stoliku pod parasolem stoją dwa kufelki, a zawartość jednego z nich szybko znika. Było ich więcej, bo po takim górskim przejściu należało nam uczcić taką chwilę. Po piwie wiadomo, wzmaga się apetyt, więc ruszyliśmy na miasto. Centrum, jak wszędzie, to skupisko sklepów i urzędów. Zaopatrzenie całkiem przyzwoite. Można kupić wszystkie podstawowe produkty.
Zaczepia nas jeden z przechodniów. Zagaduje po czesku. Starszy gość, być może potomek czeskich osadników sprzed ostatniej wojny. Pytamy o coś do jedzenia, więc zaprowadził nas do miejscowej, hotelowej restauracji. Zamawiamy po piwie i podwójnej porcji pielmieni. Wychodzimy na zwiedzanie miasteczka. W pobliżu dworca autobusowego widzimy fajny, przeszklony lokalik, z miejscową muzyką. Weszliśmy na piwo, a skończyło się na kolejnym daniu obiadowym. Tym razem był kotlet po kijowsku z frytkami i surówką. Danie smaczne i nareszcie poczułem się nasycony. Teraz można już pójść nad rzekę i postawić namioty.
Obrazek

Noc minęła spokojnie, rzeka pluskała usypiająco,
Obrazek

a jeden z mieszkańców zadbał o nasze dobre samopoczucie.
Obrazek

Po kilku miesiącach od wędrówki przez Borżawę zgodnie z Tomkiem twierdzimy, że to jedna z najbardziej udanych, naszych eskapad w Karpatach. Na takie nasze odczucia złożyło się wiele wydarzeń i piękny szlak przez atrakcyjne pasmo, który dostarczył niesamowitych widoków przez cały pobyt. :-D
Ostatnio zmieniony 2016-02-08, 18:28 przez sparkus, łącznie zmieniany 1 raz.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-01-27, 15:20

Morda mi się raduje jak czytam takie relacje, wyrypa najwyższego sortu. Niestety, na Borżawie jeszcze nie byłem, co nie znaczy, że nie będę.
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3146
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2016-01-27, 16:25

Tez bardzo lubie czerwcowe dni! te dlugie wieczory, ktore na Ukrainie sa jeszcze dluzsze ze wzgledu na przesuniecie czasu.. 23 i nie calkiem ciemno :-) Tez bylismy na Borzawie w czerwcu ale pogode mielismy niestety duzo gorsza niz wy..
sparkus pisze:Siedzimy przy namiotach, gdy z góry zjeżdża kawalkada ok. 6-ciu quadów, a za nimi unoszą się tumany kurzu z piaszczysto-torfowej drogi. Pozostało po nich coś jeszcze, co nas niezmiernie w tamtej chwili uradowało. Ukraińcy podarowali trzy puszki piwa, czym humory nam poprawili. Było to, jak rekompensata za kurz i hałas którym nas potraktowali. O!, to było coś, co nam się jak najbardziej należało, to było najlepsze lekarstwo na nasze odwodnione organizm
zeby wszyscy na quadach byli tacy to bym ich chyba polubila! :-P
Na podejściu spotykamy całe „osiedle” szałasów
nie masz zdjecia?
Połoniny Piszkonii, która będzie następnym naszym terenem do wędrówki, gdy uzupełnimy prowiant w Miżhirii.
ale fajno! bedzie ciag dalszy!
a jeden z mieszkańców zadbał o nasze dobre samopoczucie.
na wschodzie sa dobrzy ludzie, nie pozwola aby turysta wysechl! :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2462
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2016-01-27, 19:59

menel pisze:Morda mi się raduje jak czytam takie relacje
Dzięki za uznanie i życzę podobnej pogody, no może nieco chłodniejszej podczas Twojego wypadu.
buba1 pisze:zeby wszyscy na quadach byli tacy to bym ich chyba polubila!
W terenówkach też spotkaliśmy równych gości, ale o tym w następnej części relacji. :-)
buba1 pisze:nie masz zdjecia?
Mam jeszcze kilka, ale te szałasy były w tym samym stylu, co na fotce w relacji. Bardzo prymitywne, jedynie szkielet z żerdzi, bez przykrycia. :-?
buba1 pisze:ale fajno! bedzie ciag dalszy!
Będzie jeszcze o czym pisać, bo była Piszkonia i Połonina Krasna.
buba1 pisze:na wschodzie sa dobrzy ludzie, nie pozwola aby turysta wysechl!
To już też zanikający zwyczaj tradycyjnej, wschodniej gościnności. ;-)
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-01-27, 20:27

sparkus pisze:Będzie jeszcze o czym pisać, bo była Piszkonia i Połonina Krasna.
Z Połoniną Krasną miałem przyjemność. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
ПУНКС НОТ ДЭД !

kulczyk1
Posty: 1711
Rejestracja: 2013-08-22, 21:29
Lokalizacja: Roztocze Południowe

Post autor: kulczyk1 » 2016-01-27, 21:53

Piękne miejsca , super relacja a warunki pogodowe aż nudne. ;-)
Dobrze zrozumiałem , że szliście bez mapy?

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3146
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2016-01-28, 00:01

sparkus pisze: Mam jeszcze kilka, ale te szałasy były w tym samym stylu, co na fotce w relacji. Bardzo prymitywne, jedynie szkielet z żerdzi, bez przykrycia. :-?
aha! myslalam ze szalasy= chatki, bacowki a nie taki suszak na pranie :-P
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
rambi
Posty: 1270
Rejestracja: 2009-05-24, 17:39
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: rambi » 2016-01-28, 07:16

Piękna wyprawa Tadeusz :-) Jak ja lubię takie połoniny.... A przy tej pogodzie wszystko wygląda malowniczo i cudownie. Ukraina mi się już dawno marzy a takie relacje mnie tylko do niej zachęcają. Trzeba z Julką namioty spakować i pojechać tam zamiast zwyczajowo na Bałkany ;-) Choć ciężko będzie na taką pogodę trafić ;-)
kulczyk1 pisze:Dobrze zrozumiałem , że szliście bez mapy?
Też się podłączę do tego pytania. Trzymaliście się tylko jednego szlaku czy też mieliście jakieś mapki z netu czy też nawigacji?
Pasjami brukuj drogę swojego życia..

Awatar użytkownika
Marco
Posty: 2112
Rejestracja: 2008-11-18, 19:05
Lokalizacja: Opole

Post autor: Marco » 2016-01-28, 08:41

No i w końcu dałeś oczy nacieszyć fotami i relacją z czerwcowej Ukrainy...
Jak widać pogodę mieliście wyborną do długiego szwędania się podczas dnia, może dlatego, iż znowu nie pojechałem z Wami :mrgreen: bo jak sobie przypominam ilekroć jedziecie sami to wpadacie na genialne warunki.
...only way to cure stupidity is death...

Awatar użytkownika
Bonus
Posty: 436
Rejestracja: 2015-12-07, 07:22
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Bonus » 2016-01-28, 12:48

Nie ukrywam, że o ile większość relacji "przekartkowuję" czy raczej przewijam "po łebkach" to Twoja przejrzałem dokładnie, mam ochotę sprawdzić pozostały wymiar urlopu i zacząć się pakować aby pójść po Waszych śladach. Pogoda, widoki, górki - wszystko pierwsza klasa ;-)

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5579
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2016-01-28, 13:17

Melduje się kolejny zadowolony! :mrgreen:

Piękne to tereny, w tym przypadku, mogę to potwierdzić osobiście. ;-) Byłem tam w...2004r i jeszcze wówczas szlaków nie było, ale zrobiliśmy bardzo podobna traskę, z wyjątkiem Kuk'a.
Ja miałem wówczas WIGówkę, na której zaznaczyłem źródełka wody...na następny raz. :-D

Do tej pory miałem przyjemność łazić po Borżawie, ¦widowcu, Krasnej i mam takie wrażenie, że najchętniej właśnie Borżawą powędrowałbym kolejny raz.

I jeszcze na koniec...z jakim bóstwem zawarliście pakt, bo co wypad, to "lampa" i pocztówkowe kadry??? :-P

I na koniec mała uwaga, uważam, że zdjęcie gdzie leżycie jak byki z widokiem na Wielkie Wierch, to w rzeczywistości widok na boczne ramię grzbietu głównego, które kończy się Stohami, najwyższym szczytem. ;-)
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5560
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-01-28, 14:03

Satan pisze:...z jakim bóstwem zawarliście pakt, bo co wypad, to "lampa" i pocztówkowe kadry???
z wyjazdów w lichą pogodę nie pisze Sparkus relacji :mrgreen:
Co wschód to wschód i żadne Alpy tego nie zmienią ;-)
jest we mnie wiary okruszek....

Tomekk

Post autor: Tomekk » 2016-01-28, 14:06

Fenomenalny wypad, nie do zapomnienia - jak zresztą każdy ze sparkusem.
Fajnie jeszcze dostać bonusa - taką staranną, dopieszczoną, świetną relację z zachwycającymi fotami.

To była jedna z najlepszych eskapad w jakich brałem udział. Wszystko zagrało: pogoda, warunki, towarzystwo, było trochę bonusów, zaskoczeń, niespodzianek, fajnych, życzliwych ludzi spotkanych na trasie i w dolinach.
Były chwile kiedy byłem zmęczony, znużony, spragniony - te chwile potem dawały zachwycające rekompensaty kiedy siedzieliśmy i odpoczywaliśmy w pobliżu źródła wody albo nad rzeką, obdarowani piwem albo poczęstowani całkiem niezłym bimberkiem wpatrując się w lazurowe niebo, w przestrzeń, na grzbiety, góry, doliny… A potem zasypialiśmy – zadowoleni, szczęśliwi.
Odreagowywałem krakowski hałas, harmider, krakowskie tłumy.

W takich okolicznościach chodził za mną cytat z mojego mistrza Andrzeja Bobkowskiego:

"Lemoniada, kawałek czekolady, papieros i słoneczna cisza. Są to te chwile, które chowam w sobie na zawsze, które zbieram i gromadzę na później, wpłacam na rachunek bieżący wzruszeń. Potem mogę nagle usiąść, zamknąć oczy i wypisać szybko czek, przeżywając je z taką samą intensywnością”.
Zamiast lemoniady - piwo, zamiast papierosa - orzeszki czy batoniki, reszta jak u Bobkowskiego...


***
Mapę Borżawy mieliśmy – znany może niektórym ze świetnych zdjęć Adam Rugała sam opracował mapę Borżawy. Poprosiłem go o wydrukowanie i za 35 zeta mieliśmy tradycyjną mapę która bardzo nam się przydała, bardzo była pomocna i bardzo ułatwiła wędrówkę. Adam umieścił na niej nawet godziny odjazdu pociągów ze Lwowa do Wołowca. Tak na marginesie – bilet na te jakieś 200 kilometrów jazdy kosztował po przeliczeniu dokładnie 4,97 zeta na osobę ;-)

Tutaj link do mapy: http://rugala.pl/blog/2014/03/borzawa-mapa/

Awatar użytkownika
menel
Posty: 9900
Rejestracja: 2009-01-10, 09:11
Lokalizacja: Wro

Post autor: menel » 2016-01-28, 15:01

To, że niebo bezchmurne, to akurat pikuś, ale jak widzę zielone połoniny, przebyte na nogach kilometry i namioty, to zgrzytam zębami z zawiści. :mrgreen:
ПУНКС НОТ ДЭД !

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3146
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2016-01-28, 15:32

Satan pisze:Byłem tam w...2004r
Satan, a staly wtedy jeszcze na Stohu te kopuly stacji radarowej? bo w 2009 juz nie...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

ODPOWIEDZ