Rumunia - Korona Gór

Moderatorzy: Asia M., Marcin K-G, sebastian.f

Awatar użytkownika
Satan
Posty: 5532
Rejestracja: 2009-02-22, 20:22
Lokalizacja: Gdańsk/Beskid Płaski

Post autor: Satan » 2015-12-09, 20:45

Slon pisze:
Satan pisze:Ech..Rumunia, zawsze czytam relacje z niej z zapartym tchem, dawaj więcej fotek! ;-)
Masz czas w czerwcu '16? :)
No..w tym czasie będę finalizowal pewnie osobiste sprawy... :mrgreen:
For God Your Soul... For Me Your Flesh

Dark Side of N.P.M.

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2015-12-09, 21:25

Tomekk pisze:
sparkus pisze:udało mi się (...) po raz drugi połazić po Paringu.
Moim zdaniem byłeś tam po raz trzeci ;-)
Mało precyzyjnie to napisałem, bo miałem na myśli fakt, że po raz drugi połaziłem po tym paśmie przechodząc przez najwyższy szczyt. :-| Dobrze licząc, to mi wychodzi, że byłem w Paringu już cztery razy - jeśli wezmę pod uwagę nasz ubiegłoroczny odwrót do Petrosani, po załamaniu pogody i nasze kolejne podejście z cabany Groapa Seaca przez przełęcz Huluzul.
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Slon
Posty: 176
Rejestracja: 2013-10-28, 16:57
Lokalizacja: W-w

Post autor: Slon » 2015-12-09, 22:57

Satan pisze:No..w tym czasie będę finalizowal pewnie osobiste sprawy... :mrgreen:
No... uparł się ;)
Kierunek - tam gdzie a'hoj przygodo.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 718
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2016-01-03, 21:21

Sparkusie, naprawdę piękny zestaw - nie tylko szczytów stanowiących kulminacje poszczególnych pasm, ale przede wszystkim różnorodnych tras wycieczkowych. Nie dajesz człowiekowi wytchnąć! Twoje ubiegłoroczne rumuńskie szlaki (tzn. te z 2014 r.) i Twoje fotografie zaczęły przekierowywać moje plany na dawno nie odwiedzane góry Suhard, co może nastąpi już w przyszłym roku, a tu nagle przypominasz, że i w Karpatach Południowych - zwłaszcza w niedocenianych górach Sureanu - jest jeszcze tyle do zrobienia i poznania.

Mimo, że w minionym 2015 roku uzbierało mi się dość sporo dni w Karpatach rumuńskich (w dwóch wyjazdach łącznie 14), to nowych wierzchołków do Korony Karpat rumuńskich nie zdobyłem. Była tylko jedna powtórka, po aż 31 latach, czyli wejście 31 lipca - w totalnej ulewie - na Pietrosula w Górach Rodniańskich.

Obrazek

Obrazek

Na wierzchołek Pietrosula mogłem sobie popatrzeć następnego dnia, gdy opuszczałem Borsę i wracałem do Polski (zdjęcie zza brudnej szyby autokaru).

Obrazek

W pozostałych dniach wyjazdu pogoda była zupełnie znośna - zrobiłem kilka powtórkowych wycieczek przy świetnej widoczności w Górach Rodniańskich i kilka zupełnych nowości w Górach Marmaroskich. Ale na najwyższego w tych górach Farcaula nie wchodziliśmy.

buba1 pisze:
To na tym szczycie znajduje się schronisko, które jest najwyżej położone w całych Karpatach. Nasz zamiar zanocowania w tym schronie nie spełnił się, bowiem obiekt był zamknięty na głucho. Być może, brak wody był tego powodem. Spróbujemy jeszcze raz przy innej okazji spędzić noc w tym schronisku.
Szkoda ze sie nie udalo! strasznie jestem ciekawa jak wyglada w srodku. Bo z zewnatrz robi wrazenie bardzo sympatyczne! wyglada jak takie prawdziwe schronisko, a nie jakis hotel..

Paulino, to jedna z kilku moich fotografii zrobionych wewnątrz tego schroniska (w sierpniu 2013 r.). Wnętrze jadalni mnie nie zachwyciło. W pomieszczeniach sypialnych nie byłem - spałem na szczycie, ale w namiocie rozbitym obok schroniska.

Obrazek

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2016-01-05, 19:01

Cisy2 pisze: Nie dajesz człowiekowi wytchnąć!
Robię, co mogę, aby jak największą liczbę osób zainteresować Karpatami - tymi prawdziwymi, jak z przed wieków, bo jest jeszcze co oglądać i można poczuć ten klimat. Zmiany zachodzą bardzo szybko. Sam na przestrzeni ok. 10-ciu lat widzę, ile się w Karpatach zmieniło. Najbardziej mnie martwi rabunkowy proceder uprawiany w karpackich lasach. Pod piłę idą całe zbocza gór, a drogami ciągną kawalkady ciężarówek załadowanych drewnem. :-/
Cisy2 pisze: w Karpatach Południowych - zwłaszcza w niedocenianych górach Sureanu - jest jeszcze tyle do zrobienia i poznania.
Góry Sureanu mnie urzekły, mimo, że pogoda nie pozwoliła w pełni nimi się nacieszyć, to jednak byłem nimi zachwycony i z pewnością tam wrócę, bo one mają wszystkie te walory, które mi bardzo odpowiadają - duży obszar, liczne grzbiety i doliny, środkowy płaskowyż, co stwarza możliwość ciekawej, długiej wędrówki.
Cisy2 pisze: to jedna z kilku moich fotografii zrobionych wewnątrz tego schroniska (w sierpniu 2013 r.). Wnętrze jadalni mnie nie zachwyciło.
Wygląda lepiej na zewnątrz, niż w środku. Raczej się nie spodziewałem takiego "wystroju" wnętrza. :-|
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 718
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2016-03-31, 13:49

Tegoroczne ¦więta Wielkanocne spędziliśmy z żoną w Karpatach rumuńskich, chociaż nie wśród Rumunów.
Odwiedziliśmy kilka czeskich wiosek w rumuńskim Banacie - była okazja, aby poznać zwyczaje świąteczne Czechów, których przodkowie opuścili rodzinne strony w 1. połowie XIX w. Noclegi w normalnych domach, posiłki świąteczne podobnie.

Oprócz żywej etnografii, pojawiła się też okazja, aby połazić po górach Almaj i Locvei. W przypadku tych ostatnich, zbudowanych z wapieni niewysokich Gór Locvei, udało nam się wejść na leżący poza turystycznymi szlakami ich najwyższy szczyt Corhanul Mare. Był to mój 26. "naj" w rumuńskich Karpatach. Do KKR (Korony Karpat Rumuńskich) pozostało mi - bagatela - równe 70 wierzchołków.

26. Vârful Corhanul Mare (735 m n.p.m.) w Górach Locvei (Góry Zachodniorumuńskie)

27 marca 2016 r.

Obrazek

Koniec marca i kwiecień to na tej górze prawdziwe florystyczne szaleństwo. Moja żona naliczyła przeszło 30 gatunków kwitnących kwiatów, nazw nie pamiętam, gdyż rzucała głównie łacińskimi terminami.

Obrazek

Obrazek

Dość blisko szczytu, na południe od niego znajduje się jedna z ciekawszych w tym masywie jaskiń, mająca również swoją czeską nazwę Turecka dira.

Obrazek

Błąkając się koło Rovanska, Gerniku i ¦więtej Heleny można było się też pogapić na oddalone o więcej niż dzień wędrówki najwyższe partie Gór Almaj, z kulminującym w tych górach szczytem Svinecea Mare (1224 m n.p.m.)...

Obrazek

... oraz na leżące na połnoc wapienne góry Aninei z jednym z najpiękniejszych w całych Karpatach krasowym wąwozem rzeki Nery

Obrazek

Trochę więc jeszcze turystycznych celów w Rumunii pozostało :lol:

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2016-04-10, 05:35

Cisy2 pisze:Oprócz żywej etnografii, pojawiła się też okazja, aby połazić po górach Almaj i Locvei.
To również okazja i dla mnie, aby dowiedzieć się coś więcej o tym karpackim zakątku, bo w necie informacji jest jak na lekarstwo. Jak zwykle wyższe góry mają większą siłę przyciągania, a w te niższe pasma mało kto zagląda, i jak się okazuje całkiem niesłusznie, bo pełne są interesujących obrazów i historii.
Gratuluję Cisy2 kolejnych szczytów w rumuńskiej, już jakże pokaźnej, koronnej kolekcji. :-)
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5504
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-04-17, 14:57

Cisy, a te ¦więta to sobie zaplanowaliście, pojechaliscie i przypadkiem komuś do domu wdepnęliście? Czy byliscie zaproszeni i akurat na święta wypadło?
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 718
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2016-04-21, 13:57

Lidka K. pisze:Cisy, a te ¦więta to sobie zaplanowaliście, pojechaliscie i przypadkiem komuś do domu wdepnęliście? Czy byliscie zaproszeni i akurat na święta wypadło?
Było trochę inaczej.

O czeskich wioskach w rumuńskim Banacie wiedziałem już od dawna. Plany ich odwiedzenia rodziły się od... 2001 r., kiedy w Pradze udało mi się kupić mapę turystyczną gór Banatu wydaną przez Klub Czeskich Turystów (ze znanej nam wszystkim tzw. "zielonej serii", tylko w innej skali - nie pięćdziesiątce, lecz setce). Z tyłu mapy były wiadomości o czeskich wsiach, historia, kuchnia, zwyczaje świąteczne banackich Czechów i sporo adresów. I tak sobie planowałem... a lata upływały.

I - co ważne - te plany były zawsze związane ze ¦więtami Wielkanocnymi. Czeskie katolickie zwyczaje świąteczne przeniesione wprost z pierwszej połowy XIX w. (m.in. ścisły post przez cały okres trwania Wielkiego Postu, zwyczaj "Wprowadzenia Ognia" do świątyni itd.). Także język czeski (a może staroczeski), sprzed wykrystalizowania się czeskiego języka literackiego (chyba nawet łatwiejszy do zrozumienia dla naszego polskiego ucha)... Wszystko kusiło. I ten wielkanocny kontekst - budzącej się po zimie do życia przyrody...

Okazji, aby tam pojechać było wcześniej nawet sporo. Ale ciężko byłoby złapać ten etnograficzny klimat - myślę o noclegach u Czechów, wspólne posiłki, "podglądanie" ich w codziennej pracy i świątecznych obrzędach. Nocleg w jakimś pensjonacie lub we własnym namiocie gdzieś obok którejś z sześciu banackich czeskich wiosek to nie było to, o co mi chodziło.

Zdecydował przypadek. Przeglądałem - tak z ciekawości - ofertę jednego z czeskich biur turystycznych, o której wiedziałem, że ma sporo powiedzmy niestandardowych i niebanalnych pomysłów turystycznych. Znalazłem propozycję spędzenia Wielkanocy w Banacie za bardzo niewielkie pieniądze. Zaciekawiło mnie, dlaczego jest tak tanio - dojazd i ubezpieczenie na sześciodniową imprezę, czyli tzw. opłaty stałe - niezależne od długości trwania wycieczki - stanowiły dobrze przeszło połowę ceny. Ta reszta, czyli noclegi i wyżywienie, to naprawdę niewiele. Zacząłem studiować program i okazało się, że to było to, o co mi zawsze chodziło. Noclegi nawet nie w agroturystyce, tylko "u ludzi", spanie w normalnych pokojach w tych domach - to nic, że "zbiorówka totalna" (można podszkolić się z już współczesnego czeskiego), jedzenie w kuchni itp. Pojechaliśmy z żoną praktycznie w ciemno - i nie żałujemy!

A że przy okazji połaziliśmy, i to sporo, po górkach (sami i w towarzystwie Czechów) - to tylko dodatkowy plus tego wyjazdu.

Jeszcze kilka obrazków:

Noclegi - dwie noce we wsi Rovensko w Górach Almaj (najwyżej położona spośród czeskich wiosek w Banacie, na wysokości do 740 m n.p.m.) i dwie noce we wsi Gernic w Górach Locvei.

Obrazek

Obrazek


Wyżywienie - tu zdecydowanie ciekawiej było w Rovensku ,gdzie wszystkie posiłki mieliśmy w tradycyjnej kuchnioizbie w domu Helenki i Johana. W Gernicu było pod tym względem trochę jakby bardziej "sterylnie"

Obrazek


Obrazek


¦więta to ludowe, czeskie stroje

Obrazek


i od czwartku po sobotniego ranka w Rovensku olbrzymi harmider kilkudziesięciu przynajmniej drewnianych kołatek i terkotek, wśród których były też tzw. terkotki taczkowe, o których trzydzieści pięć lat temu uczyłem się na zajęciach z etnografii, a nigdy ich nie widziałem, ani tym bardziej nie słyszałem...

Obrazek


Obrazek


Podtrzymaniu czeskich tradycji pomaga przede wszystkim katolicyzm. Czeskie wsie, otoczone wioskami, przysiółkami i miasteczkami zamieszkiwanymi przez ludność prawosławną (głównie przez Rumunów, ale są też tu wioski serbskie), zachowały dzięki temu swoją tożsamość językową i kulturową. Widać to też wewnątrz obiektów sakralnych - kościołów i kapliczek. Można się poczuć jak w Czechach i na Ziemi Kłodzkiej - mnóstwo rzeźb i obrazów przedstawiających czeskich świętych - Jana Nepomucena, Wacława i Agnieszkę Czeską.

Obrazek


Z naszymi gospodarzami złapaliśmy rzeczywiście serdeczny kontakt - można było połazić po wszystkich zakamarkach (łącznie z destylarnią palinki) w części mieszkalnej oraz w budynkach gospodarczych

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Natomiast wędrówki po górach Almaj i Locvei to taki ekstra dodatek do tych wszystkich etnograficznych wrażeń.

Obrazek


Obrazek


Obrazek

Awatar użytkownika
Lidka K.
Posty: 5504
Rejestracja: 2011-03-09, 10:29
Lokalizacja: 555 km od Bies...
Kontakt:

Post autor: Lidka K. » 2016-04-23, 06:25

na tym drugim zdjęciu sufit mnie rozwalił ! juz miałam się wzruszac, ze ściany jak u mojej sw.p. Babci, ale nie, tam sufit był po prostu biały :-)
jest we mnie wiary okruszek....

Awatar użytkownika
buba1
Posty: 3122
Rejestracja: 2012-01-13, 17:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Post autor: buba1 » 2016-04-23, 12:53

Cisy- taka korone rumunskich gor jak z twojego ostatniego wyjazdu to bym chetnie pozdobywala! :mrgreen: Same gory sa fajne ale widziane przez pryzmat terkotek i kolorowych sufitow sa o niebo fajniejsze. Wszystkie twoje wyjazdy sa ciekawe ale tego czesko-wielkanocnego zazdroszcze szczegolnie (podobnie jak i jednego ukrainskiego- zapewne wiesz ktory mam na mysli! :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2016-08-02, 21:01

Historia jak nie z tego świata:)
Cisy2 pisze:Zdecydował przypadek. Przeglądałem - tak z ciekawości - ofertę jednego z czeskich biur turystycznych, o której wiedziałem, że ma sporo powiedzmy niestandardowych i niebanalnych pomysłów turystycznych. Znalazłem propozycję spędzenia Wielkanocy w Banacie
A mógłbyś wrzucić namiary na to biuro?

Awatar użytkownika
Cisy2
Posty: 718
Rejestracja: 2012-12-13, 00:10
Lokalizacja: Świebodzice

Post autor: Cisy2 » 2016-08-17, 09:23

Vlado, dopiero teraz (przepraszam za długaśną zwłokę :oops: ) przeczytałem Twoje pytanie!

Jest to Biuro Podróży "Kudrna" z Czech, a ściślej Moraw, gdyż z Brna. "Kudrna" to nazwisko, ale nie założyciela lub właściciela firmy, tylko XIX-wiecznego brneńskiego podróżnika Jana Kudrny, który jeszcze jako stulatek (to już było w XX w.) wykazywał sporą aktywność turystyczną.

Namiary na CK Kudrna:

http://www.kudrna.cz/

Awatar użytkownika
Vlado
Posty: 5079
Rejestracja: 2011-01-14, 11:23
Lokalizacja: Wega XXI

Post autor: Vlado » 2016-08-17, 21:22

dziękuję:)

Awatar użytkownika
sparkus
Posty: 2460
Rejestracja: 2009-01-08, 19:21
Lokalizacja: Jurajska Kraina

Post autor: sparkus » 2017-10-09, 09:34

Może nie tak, jakbym chciał, ale pomału z roku na rok przybywa mi gór i szczytów z całego, olbrzymiego łańcucha rumuńskich Karpat, które udało mi się poznać, spędzić choć kilka dni i nacieszyć się wędrówką oraz widokami. Szczególnie cenię sobie kilkudniowe łażenie połączone z biwakowaniem na wysokich połoninach, bo taki sposób pozwala na niespieszne smakowanie każdej chwili spędzonej w tych pod każdym względem atrakcyjnych górach.

W tym roku planowałem wyjazd w Góry Vladeasa położone w Transylwanii, dość blisko zachodniej, rumuńskiej granicy. Czekałem tylko na dobre prognozy pogody, by w pełni wykorzystać przeznaczony czas na wędrówkę i robienie zdjęć.

Wychodzę z wioski Sacuieu położonej w wąskiej dolinie po wschodniej stronie interesujących mnie gór. Niewielka wioska z wyraźnym centrum w którym można zobaczyć kilka nowych obiektów, przeznaczonych do obsługi ruchu turystycznego. Od północnej strony wioski otwiera się kolejna dość długa dolina z potokiem Ordângusa, którą podchodzę w stronę głównego grzbietu. Niskie partie zboczy dość mocno zalesione, ale powyżej lasów teren się wypłaszcza i na wielu pagórkach rozłożyło się wiele mieszkalnych zabudowań. Wokoło tętni życie, na trawiastych zboczach pasą się owce, krowy albo konie a ludzie zajęci są gospodarskimi pracami. To bardzo malownicza część tych gór. Drogi i ścieżki wiodą między licznymi obejściami, gdzie można się przyjrzeć, jak miejscowa ludność radzi sobie na tych wysoko położonych terenach.
Obrazek

Po przejściu zamieszkałej części, teren raptownie wznosi się stromo w kierunku grzbietu i najwyższego szczytu. To znowu zalesiona część tych gór. Po drodze mijam schronisko Vlãdeasa od którego szlaki na szczyt są wyraźnie oznakowane. Idę wzdłuż czerwonej kropki. Po wejściu na grzbiet szlak wiedzie już po łagodnym terenie. Jedynie podejście na wierzchołek jest nieco bardziej stromy. Prowadzi na niego szutrowo-kamienista droga do stacji meteo.
Obrazek

Sam szczyt to płaska, szeroka równina długości kilkuset metrów. Właściwy, najwyższy punkt szczytu znajduje się ok. 400-500 m na południowy-zachód od stacji meteo. Przy słabej widoczności istnieje ryzyko, że można go nie dostrzec. Mnie pogoda dopisała i mogłem przez dłuższy czas nacieszyć się pobytem na szczycie.
Na szczycie VLÃDEASA 1836 m n.p.m.
Obrazek
W górach jest niewiele, ale jest to co najlepsze.

ODPOWIEDZ